niedziela, 31 maja 2015

Rzutem na taśmę

Maj się kończy... Niby zapowiadałam, że mnie nie będzie... ale...

Oddelegowałam się do innych obowiązków. Po latach pracy umysłowej przyszło mi wykonywać pracę fizyczną. Ciężką.
Złachana wracam do domu i na nic ani sił ani czasu już nie mam. Tak będzie do końca czerwca. Jak się swojemu organizmowi (po czterdziestce) funduje taką zmianę to i nie dziwne, że zdycha. W każdym razie jestem pewna, że mam kręgosłup. Długi i bardzo kręgowy. Dużo kręgów w nim mam... Oj dużo...
Trudno. Taki czas- takie warunki. Będą lepsze. Choć w czerwcu będą jeszcze gorsze... Od września wracam na stare/nowe śmieci to i kręgosłup odpocznie.

Niestety odkryłam też, że jestem uzależniona. Nie wiem- być może czas na odwyk...

Kochani...
Ja nie umiem...
Nie umiem żyć... bez dziergania... :)

Wyobraźcie sobie jak silne jest to uzależnienie... Codziennie wracam złachana, palce popuchnięte ledwo zginam... ale rano...
Rano palce już są nieco wypoczęte. Zginają się... No to w autobusie "do" dziergam ;)
"Nazad" już sił nie mam. Mogę zapomnieć o trzymaniu w dłoniach igły- za mała i za drobna kanwa- ale szydełko! Szydełko tak.

No to wydziarałam...


A właściwie dokończyłam. Bo wreszcie dokupiłam brakujące motki :)


Na ani jednym z powyższych zdjęć nie ma prawdziwego koloru. Dziergałam z Dory nr 101 czyli głęboki morski wpadający w butelkową zieleń. Naprawdę bardzo piękny.
Na forum Maranciaków sweterek ten zyskał wdzięczną nazwę "Gwiazda Wostoku-piękny kwiat lilii" Zaczęłam go dziergać bardzo dawno temu... Nauka nie poszła w las...

Przy okazji sesji fotograficznej została "zdjęta" również wcześniejsza szydełkowa bluzeczka. Voila! Wersja "na ludziu"


Ten kolor wyszedł prawie zgodny z rzeczywistością


W sesji zdjęciowej wziął udział jeszcze jeden sweterek.. tak, tak. Byłam w stolicy i wydziergałam go w podróży. Ale to już historia na osobny dłuższy post...

A majowa kawka razem z czerwcowa będą pewnie dopiero w lipcu... Niby coś dłubię, ale nie idzie. "Uwidim"- powiedział ślepy i wyrżnął głową w mur.

Jest jednak i plus tej całej sytuacji. Schudłam dwa kilo. Zapewne schudnę jeszcze przynajmniej dwa.
I tego się trzymajmy ;)