Przedostatni mój post kończył się słowami: "Zgłaszam VETO!"
"Mówisz-masz"- powiedział Pan Bóg, a Diabeł za jego plecami zasmiał się złosliwie...
Post pisalam z niedzieli na poniedziałek, a w poniedziałek rano o godzinie 7.10 rymsnęłam jak długa na chodniku. Można powiedzieć, że łapałam zająca, ale tak naprawdę to chciałam złapać zielone swiatło... Padłam jak długa twarzą w bloto posniegowe, ktore degustowalam niechcący. Pozbierałam się szybko, stwierdziłam: Zyję, jest dobrze. Wróciłam do domu, przebralam się i następnym pociągiem udałam sie do pracy mojej kochanej jedyne 80 km ode mnie. Do tej pory szło nieźle. Ale... hmmm.. co ten pociąg tak trzęsie, kolano boli, spodnie robia sie ciasniejsze, trace figure czy jak? Ręka zdrętwiała, kruca, nie jest dobrze. Dotelepalam sie jakos do pracy, w koncu przytrafiło sie to w drodze do, zatem zgłosić trza, protokół, dwoch swiadków i takie tam. A! I podbić książeczkę. OK Mogę zacząc peregrynować odwrotnie. Postanowiłam isc do SOR w moim miescie wiedząc ile trwa oczekiwanie mogłabym później kloszardować na dworcu do rana. Pomyslalam sobie: "Moze Panbucek zastosował swoją pokrętna logikę i chcial mi dać parę dni oddechu".
Może i chciał, ale nie znał chyba polskich realiow...
Dworzec.
Pierwszy dzień nowego rozkładu pociągów.
I schody.
Do przejscia podziemnego. I na peron.
Szlag! Nie jest to proste ze spuchniętym jak bania i bolącym jak jasny gwint kolanem.
Zlazłam.
Następnie wylazłam.
Co słyszę? "pociąg Regio z... do... wjedzie wyjątkowo na peron 2. Za zmianę peronu przepraszamy."
SZLAG!
Zlazłam. Wylazłam. Przyjechał. WLAZŁAM DO.
Stoimy.
Informacja przez radiolę "pociąg regio z... do... z powodu awarii w dniu dzisiejszym nie odjedzie. Na peron 1 zostanie podstawiony skład zastępczy. Podróżnych uprasza sie o opuszczenie skladu i zmianę peronu. Za utrudnienia przepraszamy"
SZLAG!!!
WYLAZŁAM Z. ZLAZŁAM DO PRZEJCIA. WYLAZŁAM NA PERON 1.
Podstawili zastępszy. Wlazłam do. Nabity na maxa. Stoję.
Jedziemy.
Dwie stacje przed moim miastem ZEPSUŁ SIĘ!!!
JASNY SZLAG!!!
O godzinie 18.30 bylam juz na miejscu. Odebrana przez Osobistego, zostałam zawieziona na SOR. O 1 w nocy byłam juz w domu.
Bez L4.
SOR jak sie później okazalo nie wydaje ale... jak Pan doktor slusznie stwierdził : "No to pani już wie, że osteoporozy to Pani raczej nie ma bo przy takim rymsnięciu to złamianie byloby z przemieszczeniem, a tak to stłuczenie tylko. Na L4 to prosze nie liczyć, bo, DROGA PANI, GDYBYSMY W TYM KRAJU DAWALI ZWOLNIENIA WSZYSTKIM CO SIE WYWROCILI TO NASZ KRAJ POGRĄZYŁBY SIE W KRYZYSIE"
Co racja to racja...Choć swiat juz od dwoch lat walczy to Polska jednak zieloną wyspą jest na mapie.
ALE MNIE CHOL... tego BARDZO boli...
Powiedzieć, że następnego dnia zerwalam sie rączo do pracy byłoby sporym nadużyciem... Czulam sie jakby mnie kto, nie przymierzając, bejsbolem przejechał...
"W życiu trza twardym byc nie miętkim" i żadna Pani Susan Ojczyzny w kryzysie nie pogrąży! Jakims tam pociagiem dotelepalam sie do pracy, posiedzialam, wrocilam. Nie dam sie zabić za stwierdzenie, że Polska moją pracą tego dnia aż tak bardzo się wbogaciła...
Następnego dnia Uczynni Gimnazjalisci wrzucili mi petarde pod nogi, która to petarda oczywicie wybuchła, robiąc w zimowym puchowym mym płaszczu 4 wielkie dziury!!!
JASNY (piii) (piii) (piii) SZLAG!
Zanim sie spostrzegłam uczynnie uciekli...
Nie powiem gdzie ja wtedy miałam Ojczyznę i Drogich Rodaków...
To był parszywy tydzień, do samego końca. I następny też nie lepszy
Ostatniego tygodnia czekałam jak kania dżdżu, bo od czwartku już było wolne! Jak na skrzydlach lecialam w srode po pracy do domu! Ale... co mnie tak glowa dziwnie ćmi? Po przyjciu do domu już wiedziałam...
MIGRENA!
Sprobujcie robić zakupy swiateczne z ogromnym bólem i swiatłowstrętem ze wszystkich sił starając się, za przeproszeniem, nie obheftać współklientów.
Wrażenia BEZCENNE, Za wszystkie inne wszak można zapłacić...
Jasny szlag! Niech ten rok sie już skończy!!!
P.S. A następnym razem to juz strach będzie zgłosić veto...
(SOR- Szpitalny Oddział Ratunkowy)