Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria: życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria: życie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 października 2012

Niewolnictwo








Wczoraj oglądałam piękny film : http://www.youtube.com/watch?v=sGSMwqUs3zk&feature=bf_next&list=HL1350891366

Główny bohater Conan jako barbarzyńca posiadał własną moralność. Wysoko cenił wolność. W jednej ze scen uwalnia niewolników, traktowanych okrutnie i ...okazuje się, że ci uwolnieni nie są wcale zadowoleni.
Zarzucają Conana pytaniami, co mają teraz robić? kto się nimi zaopiekuje? Są totalnie bezradni.... zadumałam się nad tym a myśli poszybowały przez temat wolności.
Przez wszystkie wieki temat niewolnictwa był taki sam, zmieniał się tylko scenariusz i dekoracja sceny, a najważniejsze to dziś też w większości jesteśmy niewolnikami !!!

Posłuchajcie nas samych jak pięknie tłumaczymy, że :

  • podatki trzeba płacić (?)
  • rządy muszą być (?)
  • wojsko i aparat ucisku są konieczne (?)
  • wyzysk bankowy to nie tylko konieczność ale i potrzeba (?)
  • ....
  • można wymieniać w nieskończoność

Te wszystkie tłumaczenia, to nic innego jak mentalność niewolnika.  Gdy narody mają właśnie taką mentalność, to czy nam się podoba, czy nie stanowią społeczność niewolników. Nie ma znaczenia czy nazwiemy to demokracją, tyranią czy komuną - społeczność ma mentalność niewolników i w każdym systemie będzie kierowana przez "panów", którzy się nią "opiekują" w imię fałszywego "bezpieczeństwa".
Przyznaję, bardzo niewygodna prawda.
Przeciwieństwem niewolnictwa jest wolność. Więc do zmiany systemu potrzebna jest świadomość wolności.
Już słyszę, jak jest mi zarzucana anarchia przez ludzi mylących samowolę z wolnością ... więc dla

uspokojenia opiszę co uważam za wolność.

Otóż wolność jest stanem, gdzie podejmuje się odpowiedzialne decyzje w stosunku do tego co nam przynosi życie.

 Odpowiedzialność, to świadomość, że tak decyzja jak i jej skutki należą do mnie jako jednostki. Więc niezbędne jest uruchomienie i oczyszczenie własnego sumienia, bo właśnie ono jest strażnikiem właściwych decyzji.
To właśnie sumienie bezbłędnie pokazuje człowiekowi w jaki sposób używać energii by uzyskać najwyższe wspólne dobro. Jednak przez okno sumienia niewiele zobaczymy, gdy będzie zabetonowane brudem strych przekonań, dogmatów, tradycji i czego tam jeszcze...

Może zobrazuję to przykładem - komary; chyba nikt ich specjalnie nie lubi, tym bardziej, że nadobne panie komarzyce do rozmnażania potrzebują krwi.
Tak się składa, że mieszkam wśród jezior i mniejszych zbiorników wodnych, a komary uwielbiły mnie boleśnie gryźć ... non stop czułam się przez nie zagrożona. Więc w obronie, na wszelki wypadek tłukłam każdego komara, nie bacząc czy mnie zaatakował, czy nie. W ten typowy dla człowieka sposób reagowałam dość długo ... aż przyszło zrozumienie. Komary w sumie są potrzebne, choćby z uwagi na łańcuch pokarmowy i do tego same sobie nie wymyśliły, by rozmnażać się właśnie w taki sposób.
No więc co mam robić? To pytanie było bardzo ważne... moje obudzone sumienie podpowiedziało mi, że atakiem można odpowiedzieć tylko na atak, więc jak mnie komar zaatakuję wtedy mogę go utłuc, jednak gdy pierwsza przystępuję do ataku staję się agresorem. Przyznaję, że trochę to trwało nim zrozumiałam różnicę między atakiem i odpowiedzią na atak.
W wyniku zmiany podejścia, od lat przestałam atakować komary a efekt jest taki, że bardzo rzadko jestem przez nie atakowana no i nie jestem pogryziona boleśnie.

Specjalnie opisałam tą moją przygodę z komarami, bo można ją przyłożyć do wielu sytuacji w życiu. Jakże często i nagminnie dwie osoby "omawiają" sprawy trzeciej, nieobecnej. Jest to nazwane plotką, a jednak większość to uznaje i nawet bierze udział w tej nieetycznej grze... to jest źródło większości konfliktów, które wcześnie czy później wracają do swego właściciela.

Myślę, ze te przykłady nieco przybliżyły czym jest prawdziwa wolność.
Trzeba zrozumieć, że wszystko w całym Wszechświecie jest w doskonałym porządku i posługując się swym zdrowym sumieniem decydować czy odpowiemy na atak, czy nie oraz przyjąć konsekwencje wyborów jako własne przyczyny wcześniejszych skutków.
Innym tematem jest oczyszczanie swego sumienia ale o tym już pisałam we wcześniejszych artykułach.
Jedną z praktyk jaką się posługuję dokładnie opisaną przekażę w kolejnym artykule będącym częścią uwag do seminariów jakie na życzenie organizuję.

Namaste kochani.
Hania


niedziela, 21 października 2012

Co o sobie wiemy?






Większość z nas własną opinię o drugim człowieku opiera na słowach jakie ten wypowiada.
Tak więc mówiąc każdy z nas maluje jakiś swój obraz... jest to tak oczywiste, że nie zwracamy na to uwagi ... co takiego się dzieje, że artysta malując obraz dobiera barwy, a człowiek mówiąc uważa, że słowa nie mają znaczenia?
Myślę, że to zwykła niewiedza, uśpiona świadomość, ignorancja... Nie jest wstydem czegoś nie wiedzieć, natomiast nie chcieć się uczyć... to już inna sprawa.

W październiku 2009 roku edytowałam artykuł : http://homoseparatus.blogspot.com/2009/10/czowiek-i-jego-sowa.html.

W tym artykule opisałam jak dźwięk łączy się tworząc energetyczną matrycę naszego tworzenia.
Od czasu napisania tego artykułu minęło wiele lat, jednak przekonanie że słowa mają marginalne znaczenie nadal króluje.

Wielkimi krokami zbliżamy się do końca roku, w którym przechodzimy na "nowy" sposób tworzenia. Wyobraźmy sobie, co będziemy tworzyć przy starych przekonaniach???

Czy się z tym zgadzamy, czy nie Prawo działa.

Każda myśl przyciąga do nas plazmę, słowo odciska kształt, emocja zagęszcza i jak dodamy cokolwiek z działania, to mamy manifestację.

Jeśli chcemy sprawdzić jak dźwięk wpływa na ciało, proponuję małe ćwiczenie:
weź głęboki, przeponowy wdech i na wydechu intonuj alikwoty tak, by struny głosowe drżały... intonuj po kolei samogłoski:

 AAAAAAA, EEEEEEEE, IIIIIII, OOOOOOO, UUUUUUU. YYYYYY.
,

Celowo nie będę opisywać co się dzieje w ciele, bo tego mamy doświadczyć....
To ćwiczenie często wykonuję w samochodzie, na spacerze lub w domu... ono pomaga mi być w teraz.

Dlaczego o tym piszę? Otóż wszyscy jesteśmy zanurzeni w jednym Polu i czy tego chcemy, czy nie ... jesteśmy poddani jego działaniu.

Zauważyłam, że pomimo ciągłego skupienia na TERAZ, moje myśli jak rozbrykane szczeniaki gonią gdzie im się podoba. Mam szczęście, gdy natychmiast reaguję i zmieniam tor myśli. Jednak jeszcze zbyt często przytrafia mi się zahamować galop myśli po jakimś czasie... gdy ogary poszły już w las... Tym sposobem to co pamiętam mogę naprawić... jednak to co mi umknęło muszę doświadczyć...

Jestem przekonana, że większość z nas ma podobnie, bo gdyby było inaczej to Pole by uległo zmianie.

Świadomość to dziwna sprawa... mam odwagę przyznać się do błędów, mam odwagę odpowiedzialnie reagować na to, co przynosi mi życie.

Dlaczego o tym piszę? no bo nazbyt często ludzie twierdzący, że są świadomi jakoś dziwnie mówią... wypierają się niewygodnych energii...  i utwierdzają pewne trudne wzorce przykładowo twierdzą:  we mnie już nie ma strachu... i podobne bzdety.

Już tyle wiemy o tym jak pracuje nasz umysł, o tym że wszystko jest energią i wiele więcej. Jednak co robimy z tą wiedzą skoro Pole jest ciągle zapchane trudnymi węzłami energii?

Można powiedzieć, że intelektualnie bleblamy cytując kogoś obcego czyjeś myśli miast je praktykować.

Kochani, obudźmy się !!! To już najwyższy czas. Na prawdę jest różnica między tym, że coś z naszego życia znika... a tym, że po prostu nie przyznajemy się, że ciągle to coś nas dotyczy.

Dziękuję wszystkim, którzy ten apel wezmą do serca i wspólnymi siłami poruszymy to Pole zabetonowane destrukcyjnymi energiami i zrobimy to dla naszego wspólnego dobra.

W miłości Serca.
Hania


piątek, 13 kwietnia 2012

Człowiek w niekończącej się historii


Seria: życie




Reinkarnacja, to ciągle temat tabu, w niektórych kręgach traktowany od wyśmiewania, poprzez zwalczanie, do nienawiści. Nasze społeczeństwo nie jest też wolne od takich doktrynerskich postaw.


Ponieważ temat ten wciąż rodzi tyle kontrowersji, postanowiłam przed laty zapoznać się z nim dokładniej, zdobyć wiedzę i na tej podstawie wyrobić sobie własną opinię. Przyznaję, że była to niesamowita przygoda, która doprowadziła mnie wręcz do osobistej mądrości. I o tym ten artykuł.


Proces poznawczy mojej osobistej reinkarnacji nadal trwa, aż do całkowitego połączenia obecnie doświadczanego życia z Istotą a następnie z Duszą.
W moim doświadczeniu nie wiem Kim byłam jak to jest popularne w wielu przypadkach omawianego tematu... zresztą nie ma to znaczenia czy byłam królem, czy świniopasem, znaczenie ma jakich konkretnie emocji doświadczałam i z jakiego bieguna.


Tak więc nie piszę o czymś absolutnym, teoretycznym, czy o prawdzie objawionej. Piszę tylko o tym czego sama doświadczyłam na przestrzeni lat i wieków po chwilę obecną.


Na początku zostałam poprowadzona przez ciekawy, piękny i wiele wyjaśniający spektakl. Ujrzałam coś na wzór ogromnej wiązki wielobarwnych promieni, tak jakby spływały z nieskończoności ... a przynajmniej ja nie byłam w stanie dostrzec źródła, z którego wypływały. Kolory tych promieni były intensywne, czyste i było tam wiele barw nie znanych nam na Ziemi. Do tego każdy kolor miał jeszcze ogrom odcieni, a całość delikatnie drżała wydając piękny i subtelny dźwięk.
Jak zaznaczyłam, nie widziałam skąd spływają te promienie, natomiast na pewnej wysokości, całość wiązki przechodziła przez jakby pierścień, co wyglądało dość podobnie do węzła.
Dowiedziałam się, że przestrzeń wraz z luźnym pasmami nad węzłem to Dusza, a sam węzeł, to Główna Istota. Naiwnie pomyślałam, że dotyczy to pojedynczego ziemskiego człowieka ... zostałam delikatnie i z uśmiechem wyprowadzona z błędu.
Zobaczyłam poniżej tego dużego węzła wiele ... na prawdę wiele mniejszych węzłów obejmujących od jednego do kilku promieni (kolor wraz z odcieniami). Te mniejsze węzły były w różnych miejscach, długość promieni była też różna i na pierwszy rzut oka wyglądało to dosyć przypadkowo ... a jednak z całości biła harmonia i sens.
Dalej zobaczyłam jak ta struktura rozwija się i rozbudowuje a nawet nadbudowuje w miliardy różnej wielkości węzłów.
Tłumaczono mi że właśnie takie rozgałęzienia są (to było dla mego rozumienia) jakby gałęzie rodów, rodzin oraz poszczególnych członków rodziny i taki system na ziemi nazywamy hierarchią kompetencji. a pojedynczy ludzik, to najmniejszy punkcik połączony z innymi poprzez promienie.


Z poziomu ziemskiego jest to trudne do ogarnięcia i jeszcze trudniejsze nazwanie tego. Pewnie z tego powodu organizację tej struktury na przestrzeni wieków ludzie określali różnymi symbolami słownymi, zgodnymi z ich świadomością.
W języku religii są to: Bóg, Elohim wraz z całą hierarchią Aniołów, Dusza .... W miarę rozwoju świadomości symbole brane są z języka nauki: DNA, struny, fraktale ..., a obecnie opis językiem informatyki jest najbardziej zrozumiały i bliski prawdy.


Jak zwał, tak zwał... spektakl, który widziałam, to zjawisko tak piękne jak i majestatyczne.  


Jeszcze nie dowiedziałam się do której konkretnie rodziny kolorów należę i ... mam tylko nadzieję, że osiągnięta świadomość uprawnia mnie do uważania się za Człowieka w formie materialnej. Jakaś głęboka wewnętrzna część powiedziała mi, że właśnie Ona pochodzi z Uniwersum Dźwięku (?) ... jeszcze nie rozumiem tego i czuję, że dowiem się wszystkiego we właściwym czasie.


Jak zrozumiałam, sensem reinkarnacji jest Rozwój Istoty.


Każdy promień i każdy jego odcień posiada własne cechy od (-) do (+) nieskończoności. Z kolei każde pojedyncze wcielenie ma za cel poznanie jakiegoś konkretnego aspektu danego promienia lub wzajemnej relacji promieni razem złączonych.
Całe poznanie, które rozwija ziemską Istotę przebiega przez doświadczenia życia ludzików ... to właśnie my poprzez dokonywanie wyborów w codzienności wybieramy jak odbierzemy dane doświadczenie. Ciekawym w tym jest to, że nie ma znaczenia kto komu "podstawił nogę". Ważne jest jak odbierzemy emocjonalnie to zdarzenie.


Właśnie te przeżyte emocje zasilają nasze pole energoinformacyjne dopełniając rozwój naszej Istoty. Naturalnym jest, że Istota dąży do równowagi i harmonii. Dla Istoty nie ma znaczenia czy czujemy się subiektywnie dobrze czy źle z wybranymi emocjami ... na jej strukturze ma zapisaną naturalną równowagę, do której dąży. Przyznaję, że dla nas, ziemskich ludzi, nie jest to tak obojętne. Na szczęście mamy wpływ na to jak reagujemy. Załóżmy, że robimy w domu imprezę, dobrze się bawimy z zaproszonymi gośćmi... a na drugi dzień widzimy niemiły bajzel. Można pokłócić się z rodziną o ten bajzel i nic więcej nie robić... można też zrobić odwrotnie i radośnie wspominając miłe spotkanie posprzątać ... Wybór należy do nas.


Jednak ten wybór jest zdeterminowany wzorcami zapisanymi wręcz algorytmicznie w naszym wnętrzu i nie wszystkie te zapisy są zgodne z naturalną równowagą. To związane jest właśnie z kontinuum naszych wcieleń. Każde wcielenie zostawia taki zapis i ten zapis jest aktywny ( nawet setki wcieleń) tak długo, aż zrównoważymy zapisane doświadczenia poprzez własną świadomość.


W świecie energii nie ma dobra i zła, jest tylko równowaga lub jej brak.


W artykułach serii Instrukcja Obsługi Człowieka opisuję wiele metod radzenia sobie z akceptacją swych zapisów i wprowadzaniem równowagi w swoim wnętrzu. Przyznaję, że w moim życiu najważniejsza jest technologia ODDECHU jako tchnienia życia, niewiarygodnie skuteczna i w miarę bezbolesna.
Tak więc to moje doświadczenie doprowadziło do wielkiego rozumienia siebie i tego, że na przestrzeni wieków i pokoleń zmieniała się moda, technologia ... a emocje pozostają niezmiennie takie same do chwili obecnej i nie ma w nich nic złego, tylko ja nie zawsze je rozumiem i źle wykorzystuję.


To zrozumienie prowadzi do odpowiedzialności za dokonywane wybory ... winnych nie ma już na zewnątrz. Jest tylko w moim wnętrzu równowaga lub jej brak i świadomość, że w przypadku braku równowagi będę ją ustanawiać poprzez przeciwstawne doświadczenia, i nie ma znaczenia kto i kiedy pomoże mi je zbudować oraz odczuć.



Z życzeniami spokojnego życia w wielkiej szczęśliwości.


Hania

czwartek, 11 listopada 2010

Czas na jakość


Seria : życie

Życie jest nieustannym tańcem zmian w ruchu wznoszącym i spiralnym. Jest to nieustanne stawanie się czymś więcej. To więcej jest wzrostem jakości, nie ilości i to obrazuje świat formy, w którym się poruszamy.
W świecie formy, jak potwierdza to Ziemska historia, nic nie może trwać wiecznie. Co się narodziło, to i umrzeć musi, bo są to dwa skrajne oblicza tego samego, czyli Życia. To dotyczy wszelkich form począwszy od pojedynczego człowieka po całe społeczeństwa i cywilizacje.
Zastanawia więc dlaczego obecna cywilizacja tak kurczowo chce za wszelką cenę trwać w tym samym kształcie przez całą wieczność i traktuje każdą zmianę jako zło i zagrożenie. Co jest powodem, że ludzie wciąż próbują wszystko ograniczyć, zatrzymać swobodny przepływ energii, wszystko obłożyć etykietą?
Wychodzi na to, że jest to przemożna i kompulsywna potrzeba kontrolowania wszystkiego i wszystkich.
Taka potrzeba wyrosła na ograniczeniu bądź zaniku wyobraźni, co zrodziło wiele lęków i strachów - kontrolowanie daje złudną iluzję panowania nad sobą i otoczeniem.
I tak to trwa z pokolenia na pokolenie.
Przez wieki tworzyły się różne instytucje o podłożu religijno moralnym i do dziś przekazują "wiedzę", w której utworzono wizerunek boga płci męskiej z ludzkimi emocjami, który mieszka gdzieś tam daleko... na chmurce i kontroluje lud boży przez jego stróży porządku - najrozmaitszej maści kapłanów. Jednych podobno karze a innych nagradza zgodnie z niedoskonałym rozstrzyganiem kapłanów danej monoteistycznej religii. Do tego ludzie są grzeszni i wybrakowani i muszą mieć nadzorców "bożych" by nie mogli sami o sobie stanowić.
Mogę się mylić, jednak właśnie tak widzę katechezę obecnych religii opartych na tradycji, które stworzyły boga na podobieństwo ludzi materialnych. Dzięki temu potrzebują oni, ci ludkowie, zewnętrznej pomocy ze strony zewnętrznej religii aby w ogóle wejść do zewnętrznego królestwa, co zostało określone jako ostateczny cel życia.
Doświadczyłam czegoś innego.
W mojej rzeczywistości istota boska jest niewyrażonym, bezkształtnym Twórcą, który jeszcze nie podzielił się na dwie przeciwności - Alfę i Omegę, Ojca i Matkę, Ducha i Materię. Po czym utworzył świta dualny i zamieszkał w sercu każdej stworzonej istoty.
Więc który aspekt naszej wewnętrznej istoty może poznać tego boga i jego królestwo?
Zapewniam, że nie intelekt, nie rozum, nie logika i zdecydowanie nie emocje. Jest to to część nas samych, którą zwykle nazywamy naszym Świadomym Ja. Rdzeń naszej istoty jest... jakby powiedzieć... rozszerzeniem Twórcy.
Świat materialny potrzebuje rozróżnień i skrajności aby umożliwić iluzję oddzielności form, ich niezależności.
Jednak ponad tym światem materii istnieje właśnie ten doskonały rdzeń, Świadome Ja, które wie, że zaprzeczenia pochodzą z tego samego źródła i w istocie wszystko jest jednym.
Umysł zewnętrzny ani żaden z jego aspektów nigdy nie pojmie tej jedności - ten instrument ma za zadanie właśnie dzielić, liczyć, mierzyć. Dlatego aby ogarnąć jedność, musimy indywidualnie dotrzeć do samego rdzenia naszej istoty i doświadczyć czystej świadomości.
W codzienności operujemy "ja" powstałym na bazie formy. Jest to logiczne dla naszego zewnętrznego umysłu, że musimy wyrazić siebie prze tożsamość opartą na określonym kształcie.
Więc mamy dla tej sztucznej tożsamości utworzone cztery niższe ciała :
fizyczne (biologia) - do poruszania się
emocjonalne - do przepływu energii z wyższej istoty ku ciału fizycznemu, co ożywia to ciało
mentalne - zaprojektowane by pomysły mogły przybierać formę emocji i być przełożone na działanie
eteryczne - może odczytywać znaki z duchowego królestwa i sprowadzać je do postaci myśli, mogących wyrazić się na Ziemi.
Ponad tymi niższymi ciałami jest jeszcze ciało przyczynowe.
Nasza tożsamość formy znajduje się w ciele eterycznym, ponieważ ona nie może już pójść wyżej, nie może dotrzeć do ciała przyczynowego.
Dlaczego tak jest? No właśnie dla tego, że jest to osobowość formy, nie prawdziwa, sztuczna i opiera się na złudnej iluzji - przekonaniu, że forma jest trwała. Do tego dochodzi przeświadczenie, że kształt ma władzę nad naszym duchem.
Tak więc w ciele przyczynowym znajduje się nasza prawdziwa duchowa (spirytualna) tożsamość - nie ma względu jaką jej nadasz nazwę.
Naszym jest powinność wobec siebie, by odnowić połączenie z tą prawdziwą tożsamością, Obecnością Jam Jest. Jest to bardzo osobiste i nie ma co liczyć, że jakiś kapłan czy guru przejdzie tą drogę za ciebie. Owszem możesz otrzymać wsparcie, wskazówki, miłość... jednak iść masz sam.
Wtedy dopiero gdy już dotrzemy tam, możemy realizować się jako współtwórcy i kontynuować manifestację eterycznych obrazów zwanych tulupami czy matrycami mentalnymi na Ziemi. Już nie uznając stałości aktualnych obrazów ani form oraz tego zgubnego przeświadczenia, że są one bardziej prawdziwe niż nasz duch.
Skupiając się na czterech niższych ciałach i na fałszywej tożsamości odcinamy się od potęgi naszego ducha. Z tego się bierze przekonanie, że jesteśmy tylko ludzką, słabą istotą, że mamy wiele ograniczeń i że nie możemy zmienić tego co już istnieje materialnie.
Jak możemy być współtwórcą, który sprowadza boskie królestwo na Ziemię i jednocześnie patrzyć na zastałe warunki, przyjmując je jako coś stałego, rzeczywistego i mającego nad nami władzę? To nie jest możliwe póki nie wzniesiemy naszej świadomości ponad fałszywą tożsamość.
Większość z nas stoi w rozkroku nad dualnością. Co zrobić : czy odpuścić materię na rzecz ducha ... czy może odrzucić ducha na rzecz zanurzenia się w materialnych rozkoszach ??? Taka postawa powoduje stan równoczesnego braku akceptacji i wycofania oraz usilnych starań by dostosować świat zewnętrzny do obrazów powstałych w materialnym umyśle, obrazów opartych na iluzji rozdzielenia, która nigdy nie da nam na prawdę władzy nad materią.
To co może być pomocne, to zrozumienie że nie jesteśmy zamknięci w formie a tylko w wyobrażeniu.
Gdy dzięki wolnej wyobraźni wyjdziemy poza nasze małe, fałszywe "ja" oparte na świecie materialnym - zaczniemy postrzegać siebie jako istotę o wzniesionej świadomość, zdolnej dokonywać świadomych wyborów, bo tak na prawdę wszystko jest duchem, a materia jest tylko bardziej zwarta bo ma niższe i wolniejsze częstotliwości drgań.
To można osiągnąć bez siłowych rozwiązań, tylko wolnością wyobraźni możemy płynąć wraz z nurtem Rzeki Życia i radować się zmiennością doświadczeń.
Jednak musimy być gotowi na przyjęcie tych doświadczeń bez strachu i przygotowani do przejścia samodzielnie tego co do nas przynosi życie. A życie konsekwentnie przynosi nam elementy nowego etapu ewolucyjnego. Jest to przejście człowieka do Autentycznego Człowieka lub boskiego człowieka... jest to ostatni etap ewolucji w materii.
Bez względu na to czy poszczególny ludzik wierzy w niematerialne życie, czy nie ... bez pomocy tych istot , sami z siebie, nie dalibyśmy rady dokonać tego wielkiego przejścia. To jest powód dla którego powinniśmy każdego dnia poświęcić trochę czasu na medytację, na przebywanie w ciszy bo tylko tak może nastąpić połączenie z naszym rdzeniem, Jam Jest, boskością czy jak chcesz nazwać tą autentyczną istotę wewnętrzną.
Nikt za ciebie tego nie zrobi... nie ma żadnych pośredników ... możesz uzyskać wiedzę od kogoś, kto jest już dalej w tym procesie, jednak to jedynie uspokaja zdezorientowanie ... drogę masz przejść samodzielnie krok po kroku.
Możesz też zaprzeć się i nie podjąć tego wysiłku, masz wolną wolę. Jednak nim podejmiesz decyzję warto pomyśleć czy jest sens narażać się na niewyobrażalną traumę wynikającą z prawa Przyczyny i Skutku, skoro to jest jedyny cel tych doświadczeń i tak, czy tak za miliony lat, po ponownym przejściu wszystkich etapów ponownie staniesz przed wyborem dokładnie takim jak dziś.

Życzę podjęcia właściwych decyzji i... ogromnego poczucia humoru na tej całkiem nieznanej i nowej drodze do siebie.

ESPAVO
Hania

poniedziałek, 18 października 2010

Espavo


Seria : życie

Obecnie cała Ziemia i dosłownie wszystko jest poddane ewolucji. Jako ludzie też przechodzimy wiele procesów energetycznych dostosowujących nas do możliwości przebywania na tej pięknej błękitnej planecie.
Wszystkie moje artykuły mają za zadanie co nieco przybliżyć to, co można uzyskać dzięki właściwym wyborom. Jednak jestem winna uczciwość czytelnikom i poinformować o pewnych odczuciach, które są przejściowe i mogą stanowić pewien dyskomfort. Jak zwykle nie wszyscy muszą czuć się tak samo i i to samo. Niżej spisałam symptomy przebudzenia do życia w duchu ... ja doświadczałam właśnie takich i jednocześnie mam nadzieję, że ci co idą po mnie, będą mieli łatwiej wytrwać w tych koniecznych zmianach.


Symptomy przebudzenia duchowego. Jest ich dwanaście.


1.Bóle ciała, głównie karku, ramion i pleców. Rezultat zmian w DNA. Przechodzenie na wyższy poziom świadomości. Musimy to przejść.
2.Uczucie wielkiego smutku bez powodu, podobne do uczucia, które zawsze towarzyszy człowiekowi przy przeprowadzce ze starego do nowego domu. Żal opuszczać stare miejsce nawet kiedy wiemy, że nowe jest piękniejsze.
3. Płacz bez powodu. Stare energie opuszczają ciało.
4.Nagle zmieniamy pracę, swoją osobistą karierę. Przeskakujemy, szukamy różnych zajęć bez zadowolenia.
5.Często zrywamy związki rodzinne. Chcemy uwolnić się od ziemskiej karmy.
Szukamy nowych przyjaciół, nowych związków.
6.Problemy ze spaniem. Nocne przebudzenia między 2-gą a 4-tą rano.
Nocne horrory, uczucie strachu.
7.Bardzo intensywne sny. Uwalnia się energia z wielu poprzednich żyć. Musimy to przejść, Oczyścić.
8.Fizyczna dezorientacja. Uczucie oderwania od ziemi. Poczucie spaceru pomiędzy dwoma światami. Jest to rezultat przebywania z dwoma energiami, starą i już napływającą nową. Musisz spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu.
9.Mówisz sam do siebie. Prowadzisz długie rozmowy sam ze sobą. Twoje zdrowie psychiczne jest w porządku. Normalny proces pozbywania się nadmiernych emocji. Fala nowej energii wstępuje w ciało.
10.Poczucie samotności, nawet w towarzystwie. Uczucie oderwania od innych ludzi. Chęć ucieczki od dużych grup i tłumów. Wybieranie samotnych ścieżek. Jednak samotność wywołuje uczucie niepokoju. To uczucie jest również spowodowane tym, że twój opiekun duchowy opuszcza cię. Dla niego jest to już pora powrotu do Źródła Boskości. W twoje ciało zaczyna przenikać energia Chrystusa.
11.Utrata zainteresowań. Wszystko przynosi rozczarowanie. Masz ochotę robić wszystko i nic. To część tego procesu. Poświęć więcej czasu „ nic nie robiąc”.Nie walcz z sobą. Twoje ciało potrzebuje czasu. To tak jak przeprogramowanie komputera. Po odnowie zaistnieje w tobie nowa energia.
12.Głębokie uczucie powrotu do Domu. To uczucie jest najbardziej ciężkim doświadczeniem ze wszystkich pozostałych. Często towarzyszy chęć do samobójstw, złość i frustracja. Twoje stare życie dobiega do końca. Twój kontrakt z Ziemią wygasa. Kończysz swój cykl. Twoje energie się zmieniają. Dostajesz wezwanie do pracy z nowymi energiami.

W tym momencie potrzebny ci jest twój ziemski przewodnik, który pomoże przejść przez te 12 progów w twojej nowej świadomości. Kiedy zakończysz owocnie ten proces, ty również poprowadzisz innych, którzy ten proces dopiero rozpoczynają. Twój czarny okres i twoja podróż dobiega końca. Pamiętaj nigdy nie jesteś sam (sama). Jesteś już na wyższym stopniu własnej świadomości. Stałeś się galaktycznym bytem, wypełniony energią Chrystusa.

Jestem gotowa pomagać tym, którzy o to poproszą, a Ty ?

Z mego serca do Twego
Hania


wtorek, 21 września 2010

Poza horyzont umysłu zewnętrznego


Z serii : życie

Bądź swoim własnym guru, swoim własnym nauczycielem. Masz w sobie światło ... rozpal je i idź na przód lekko i bez strachu.

" Krocz lekko przez dni, które masz przed sobą, nie zostawiającżadnej skazy na swym ego.
Niech światło twego wnętrza zamknie każdy dzień
A gdy ten się skończy, usuń go ze swej pamięci jak bańkę mydlaną, która szybko pryska.
Idź na przód w przyszłość.
Nieskrępowany wspomnieniami: błędów, porażek i sukcesów.
Oto droga wiodąca do osiągnięcia spokoju."

Nie pamiętam już kto jest autorem tych słów ... jednak żyją one w mym wnętrzu od tylu lat, że zrosły się z moim doświadczeniem życia.
Wszystko w twoim życiu .... jest związane z tobą. Więc wszystko zależy od ciebie... w jakiś sposób. Zauważ to i posprzątaj swoje wnętrze. Jak pozwolisz wypłukać wewnętrzny hałas ... stopniowo wymywać przeszłość oraz spekulacje na przyszłość ... wtedy zostaje ta przestrzeń, przestrzeń istnienia tu i teraz. Masz tę Moc !
Wszyscy jesteśmy zanurzeni w świecie iluzji. Doskonale udaje ta atrapa naszą rzeczywistość zwaną Matrix.
Trudno się więc dziwić, że taka przeogromna ilość ludzi w niej utknęła. W tym stanie wygląda to tak, jakby pszczoła szukając nektaru usiadła na pięknej róży, róży dorodnej a jednak sztucznej, w nadziei na spicie nektaru. Pszczoła ma szczęście ... w odróżnieniu od ludzi, nie ma umysłu zewnętrznego, więc natychmiast leci dalej w poszukiwaniu innego, żywego kwiatu.
Człowiek robi dokładnie odwrotnie, w czym pomaga mu dzielnie umysł zewnętrzny.
Ten niesforny instrument ciągle nadaje: energia to bzdura ... udowodnij mi to ... wszyscy tak robią(?)... i takie tam bzdety odciągające od doświadczenia.
Gdy uda nam się przekroczyć ten horyzont zdarzeń zewnętrznego umysłu, tą nieustanną paplaninę, wtedy w naturalny sposób zaczynamy rozróżniać co z tego jest zwykłym śmieciem jak sztuczna róża, a co jest wartością nam służącą jak naturalny i żywy kwiat.
Kiedy przekroczymy horyzont zwykłego umysłu zewnętrznego, który został stworzony między innymi do budowania świata iluzji ... wtedy stajemy w obecności prawdy serca, wyższego intelektu.
Serce to dostęp do prawdziwego rozumu... tak, tak ... wiele lat temu, gdy sama byłam w wątpliwościach, trafiłam na artykuły różnych kardiochirurgów, którzy odkryli, że w naszym fizycznym sercu znajdują się też szare komórki mózgowe, choć jest ich znacznie mniej niż w głowie.
Jako dociekliwa osóbka zaczęłam drążyć temat... zapytałam nawet kardiologów, u których byłam pacjentką, i ... potwierdzili, wprawdzie mocno marginalizowali temat, jednak przyznali, że coś takiego jest.
Zdopingowało mnie to do dalszych poszukiwań.
Oczywiście byłam zainteresowana tym, co to oznacza dla mnie i jak mogę z tego korzystać w moim doświadczeniu. Nie jestem zainteresowana naukowym podejściem, choć choć bardzo je cenię, bo wyniki prac badawczych są niezmiernie pomocne w zrozumieniu siebie.
Jestem zainteresowana praktycznym zastosowaniem wiedzy. Tych, którzy są bardzo zainteresowani tymi badaniami, odsyłam do własnych poszukiwań.

Artykuł jest o tym co ta wiedza zrobiła dla mnie ... bo oczywiście moje myślenie poszło w kierunku jak praktycznie mogę tą wiedzę stosować w codzienności.
Aspektów moralnych i filozoficznych tego odkrycia nie znalazłam we współczesnej nauce (to było kilka lat wcześniej, więc nie wiem jak jest dziś). Było tylko co nie co jak to działa na naszą psyche.
Sięgnęłam więc do mądrości pozostawionych przez nauki starożytne. Okazało się, że przekazy tych wielowiekowych cywilizacji dobrze o tym wiedziały i rozumiały ... powoli i ja zaczęłam to rozumieć.
Można powiedzieć, że mamy więcej ośrodków mózgowych niż tylko w głowie. Okazuje się, że w głowie jest ośrodek mózgowy, którego zadaniem jest rozróżnianie, formowanie słów określających odczucia i zamykanie doświadczeń w czymś, co ma tendencje cyklicznego powtarzania się.
Innym ośrodkiem jest serce. Ono też odbiera nasze doświadczenie, jednak działa poprzez czucie, bez słów i w teraz. Daje takie dziwne przeświadczenie, a właściwie to pewność, że coś właśnie takie jest ... nie bawi się w słowa czy dowody.

Okazuje się, że połączenie i współpraca między głową i sercem jest tym, co decyduje o jakości naszych codziennych doświadczeń życia.
To prowadzi do jeszcze innego wniosku.
Można powiedzieć, że przyszłość jest zmienioną przez doświadczenie - przeszłością. Tak, tu też kłania się skala Fibonacciego.
W praktyce wygląda to tak, że w chwili teraz jesteśmy w jakimś doświadczeniu, gdzie okoliczności są takie jak w innym momencie naszej przeszłości.
Jeśli to zrozumiemy i miast miotać się emocjonalnie ... uzdrowimy naszą przeszłość ... to okoliczności, z którymi zetkniemy się w przyszłości zostaną już zmienione.
To działa nieustannie i niezmiennie przez wszystkie pokolenia, choć mało kto jest tego świadom. Działanie tego widać tylko wtedy, gdy jestem całkowicie w chwili teraz.

Życzę wiele radości z nowego doświadczenia i odkrywania własnej Mocy.

W miłości mego serca do twego.
Hania