Witajcie!
Tym razem biel z odrobiną srebra...
Pozdrawiam!
Rosea
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biel. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 22 grudnia 2013
piątek, 23 sierpnia 2013
Drugie życie kredensu z czasów PRL-u
Witajcie!
Dziś coś dla odmiany, ale żeby tak zupełnie bez kwiatów... O, co to to nie!
W spadku po babci został nam kredens kuchenny i półka do powieszenia na ścianie. Wszyscy napaliliśmy się na jego odnawianie, myśleliśmy, że to mebel z litego drewna, więc w zasadzie wystarczy zedrzeć starą warstwę farby olejnej, wyszlifować, zabejcować (w oryginale miał być pomalowany bejcą w kolorze ciemnego orzecha tak, żeby pasował do reszty kuchni). Ponieważ ja się już turlam bardziej, niż chodzę z małym Żuczkiem pod sercem, a mąż jak nie pracuje, to wykańcza poddasze, żebyśmy się wszyscy pomieścili, moi rodzice zaofiarowali się, że nam ten kredens odnowią. Jakie było ich zdziwienie, kiedy zdarli farbę, a kredens okazał się być zrobiony z tandetnej płyty pilśniowej na drewnianym stelażu... Płyta była gdzieniegdzie połamana lub przegniła... Skończyło się na tym, ze wiele elementów zostało dobudowanych od nowa, wymienione zostały też wszystkie zawiasy, gałki i zamki, a pomysł bejcowania spalił na panewce.
Ostatecznie kredens został pomalowany zwykłą kryjącą farbą akrylową z primerem w jednym marki OBI (kolory: kość słoniowa oraz brąz na blat), a potem dwukrotnie polakierowany bezbarwnym satynowym lakierem. Normalnie ukłony dla rodziców za kawał ciężkiej pracy!
Oczywiście już ususzyłam lawendę i umieściłam ją na paterze na kredensie, za to w wiklinowym koszu suszę pierwsze w tym roku wrzosy. No i jeszcze załapała się do zdjęć kompozycja na stół, którą m.in. dokładniej pokażę następnym razem.
Teraz tylko mam problem: połowa kuchni jest jasna (tą samą farbą w kolorze kości słoniowej pomalowaliśmy nogi stołu z brązowym blatem oraz regał, który stoi nieopodal), natomiast reszta kuchni to robione na wymiar meble z płyty z okleiną olchowo - orzechową... Eh, chyba je kiedyś też przemaluję, tylko muszę poszperać i dowiedzieć się, czy się da i czym :) No, chyba że wiecie i mi podpowiecie ;)
Pozdrawiam!
Rosea
Dziś coś dla odmiany, ale żeby tak zupełnie bez kwiatów... O, co to to nie!
W spadku po babci został nam kredens kuchenny i półka do powieszenia na ścianie. Wszyscy napaliliśmy się na jego odnawianie, myśleliśmy, że to mebel z litego drewna, więc w zasadzie wystarczy zedrzeć starą warstwę farby olejnej, wyszlifować, zabejcować (w oryginale miał być pomalowany bejcą w kolorze ciemnego orzecha tak, żeby pasował do reszty kuchni). Ponieważ ja się już turlam bardziej, niż chodzę z małym Żuczkiem pod sercem, a mąż jak nie pracuje, to wykańcza poddasze, żebyśmy się wszyscy pomieścili, moi rodzice zaofiarowali się, że nam ten kredens odnowią. Jakie było ich zdziwienie, kiedy zdarli farbę, a kredens okazał się być zrobiony z tandetnej płyty pilśniowej na drewnianym stelażu... Płyta była gdzieniegdzie połamana lub przegniła... Skończyło się na tym, ze wiele elementów zostało dobudowanych od nowa, wymienione zostały też wszystkie zawiasy, gałki i zamki, a pomysł bejcowania spalił na panewce.
Ostatecznie kredens został pomalowany zwykłą kryjącą farbą akrylową z primerem w jednym marki OBI (kolory: kość słoniowa oraz brąz na blat), a potem dwukrotnie polakierowany bezbarwnym satynowym lakierem. Normalnie ukłony dla rodziców za kawał ciężkiej pracy!
Oczywiście już ususzyłam lawendę i umieściłam ją na paterze na kredensie, za to w wiklinowym koszu suszę pierwsze w tym roku wrzosy. No i jeszcze załapała się do zdjęć kompozycja na stół, którą m.in. dokładniej pokażę następnym razem.
Teraz tylko mam problem: połowa kuchni jest jasna (tą samą farbą w kolorze kości słoniowej pomalowaliśmy nogi stołu z brązowym blatem oraz regał, który stoi nieopodal), natomiast reszta kuchni to robione na wymiar meble z płyty z okleiną olchowo - orzechową... Eh, chyba je kiedyś też przemaluję, tylko muszę poszperać i dowiedzieć się, czy się da i czym :) No, chyba że wiecie i mi podpowiecie ;)
Pozdrawiam!
Rosea
środa, 20 marca 2013
środa, 12 grudnia 2012
Stroik babci Ludwiki...
... bo gdy zaczęłam go robić, to nie mogłam się opędzić od piosenki Skaldów "Nie całuj mnie pierwsza". A to czemu? Ano jest i "babciaczkowa" koronka, aromatyczne przyprawy, suszone pączki róży, biel i sepia.
Rosea
Rosea
niedziela, 2 grudnia 2012
Adwentowe wieńce (albo raczej "wieńce")
Witajcie w pierwszą niedzielę Adwentu - radosnego oczekiwania.
Cztery niedziele i cztery świece.
No i to właściwie tyle wspólnego ma to, co zrobiłam, z adwentowym wieńcem. Tylko jeden jest klasyczny, okrągły... reszta to raczej wariacje na temat.
Najpierw wieniec klasyczny, z gałązek jodłowych:
A reszta?
Hmmm, reszta to radość tworzenia, zestawiania odcieni, kolorów i faktur.
Najpierw wariacja zimowa. Biel sizalu i koronek w połączeniu ze złotem świec, lnu i ozdobnego sznureczka, a do tego dla przełamania szlachetności obu powyższych szyszki w ciepłych, jasnych odcieniach beżowo-złotych.
Następna praca - szalenie nowoczesna, jak na stroik adwentowy; zestawienie nasyconego czekoladowego brązu z amarantem.
A ostatnie cudo zostawiłam sobie w domu.
Mój klimat i kolory: brązy, beże, stare złoto, chropowaty susz, gładka wstążka, zwiewna koronka...
Jeszcze więcej zdjęć zamieściłam TUTAJ - zapraszam :)
Rosea
Cztery niedziele i cztery świece.
No i to właściwie tyle wspólnego ma to, co zrobiłam, z adwentowym wieńcem. Tylko jeden jest klasyczny, okrągły... reszta to raczej wariacje na temat.
Najpierw wieniec klasyczny, z gałązek jodłowych:
Połączyłam czerwień (wpadającą w odcień malinowy) ze srebrem. Jeśli
dodałabym więcej srebrnych kokard, otrzymałabym wieniec bardziej
glamour. No ale jak tradycja, to tradycja. Zostawiłam go w takiej
formie, w jakiej go przedstawiam:
A reszta?
Hmmm, reszta to radość tworzenia, zestawiania odcieni, kolorów i faktur.
Najpierw wariacja zimowa. Biel sizalu i koronek w połączeniu ze złotem świec, lnu i ozdobnego sznureczka, a do tego dla przełamania szlachetności obu powyższych szyszki w ciepłych, jasnych odcieniach beżowo-złotych.
Następna praca - szalenie nowoczesna, jak na stroik adwentowy; zestawienie nasyconego czekoladowego brązu z amarantem.
A ostatnie cudo zostawiłam sobie w domu.
Mój klimat i kolory: brązy, beże, stare złoto, chropowaty susz, gładka wstążka, zwiewna koronka...
Jeszcze więcej zdjęć zamieściłam TUTAJ - zapraszam :)
Rosea
niedziela, 4 listopada 2012
Ślubny album
Dla rodziców zrobiłam po albumie z naszymi ślubnymi zdjęciami.
Wykorzystałam gotową bazę 30cmx30cm.
Okładki potraktowałam decoupagem przy użyciu papieru ryżowego i nieco podmalowałam farbą akrylową. Polakierowałam lakierem Fluggera (półpołysk), a na koniec dokleiłam koronkę.
Wewnątrz, przy pomocy dwustronnej taśmy, przykleiłam zdjęcia do kart, a także czytania mszalne z tego dnia i tekst przysięgi małżeńskiej. Esy floresy to efekty użycia silikonowych pieczątek.
Teraz nie zostaje mi nic innego, jak zrobić taki album na nasze zdjęcia dla nas. Zupełnie inny wzór sobie obmyślam, a jak już obmyślę i zrealizuję, to się pochwalę.
Dobrego wieczoru,
Rosea
Wykorzystałam gotową bazę 30cmx30cm.
Okładki potraktowałam decoupagem przy użyciu papieru ryżowego i nieco podmalowałam farbą akrylową. Polakierowałam lakierem Fluggera (półpołysk), a na koniec dokleiłam koronkę.
Wewnątrz, przy pomocy dwustronnej taśmy, przykleiłam zdjęcia do kart, a także czytania mszalne z tego dnia i tekst przysięgi małżeńskiej. Esy floresy to efekty użycia silikonowych pieczątek.
Teraz nie zostaje mi nic innego, jak zrobić taki album na nasze zdjęcia dla nas. Zupełnie inny wzór sobie obmyślam, a jak już obmyślę i zrealizuję, to się pochwalę.
Dobrego wieczoru,
Rosea
sobota, 3 listopada 2012
Gazeta i dobra kawa
Kawa to dla mnie rzecz absolutnie niezbędna do przeżycia. Właśnie piję trzecią dzisiaj :)
Myśleliście, że - po tytule wnosząc - zasiadłam do czytania jakiegoś periodyku z kubkiem pachnącej i parującej kawy? To moje marzenie, na które nie bardzo mam czas... :) Kawę wykorzystałam tutaj do bardzo przyjemnej i aromatycznej robótki - postarzania papieru z gazety. To te beżowe róże. Róże śnieżnobiałe są z... papieru do pieczenia.
Muszę jeszcze popracować nad techniką, ale efekt pierwszego bukietu wykonanego w ten sposób zachęcił mnie do dalszych eksperymentów.
Pozdrawiam,
Rosea
Myśleliście, że - po tytule wnosząc - zasiadłam do czytania jakiegoś periodyku z kubkiem pachnącej i parującej kawy? To moje marzenie, na które nie bardzo mam czas... :) Kawę wykorzystałam tutaj do bardzo przyjemnej i aromatycznej robótki - postarzania papieru z gazety. To te beżowe róże. Róże śnieżnobiałe są z... papieru do pieczenia.
Muszę jeszcze popracować nad techniką, ale efekt pierwszego bukietu wykonanego w ten sposób zachęcił mnie do dalszych eksperymentów.
Pozdrawiam,
Rosea
Subskrybuj:
Posty (Atom)