Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płatki owsiane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płatki owsiane. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Anzac buiscits i zdalny marsz wojskowy

W miniony weekend postanowiłem wziąć udział w wydarzeniu Zdalny Marsz Wojskowy. Można było wystartować w kilku kategoriach:

  • Open: W dowolnym stroju + plecak o wadze minimum 10 kg.
  • Military: W mundurze, przy czym obowiązuje zasada z służb specjalnych o dowolnym mieszaniu rodzajów kamuflażu + plecak o wadze minimum 10 kg.
  • Recon: Wymagania jak w Military, ale dodatkowo należy spędzić noc w terenie bez namiotu i drugiego dnia pokonać ten sam dystans.
  • Family: dla rodzin z dziećmi. Minimalny dystans 1 km. Ponieważ marsz z dzieciakami czasem oznacza noszenie nie tylko swojego plecaka, ale też plecak towarzysza, brak wymogu co do wagi plecaka. Brak wymogów co do stroju. 
Dystans 25 lub 50 km.

Ja oczywiście wziąłem udział w kategorii Recon :)

Trasa biegła leśnymi drogami i starymi torami kolejowymi. Choć starałem się wybrać spokojną trasę, na jednej z leśnych dróg odbywał się wyścig kolarski i przy tej okazji pozdrawiam wszystkich kolarzy, którzy mnie pozdrawiali gestem ręki.


Poza tym raczej spokojnie 


a także malowniczo, zwłaszcza na torach.


Oczywiście musiałem zadbać o dobry prowiant także posłużyłem się militarną kuchnią. 
ANZAC czyli Australian and New Zealand Army Corps, które obchodziły swoje święto w weekend, były jednostkami, które walczyły po stronie Ententy w I Wojnie Światowej. 
Żołnierze, jak to żołnierze byli skazani na ciastka/suchary, o czym mówi nawet cytat w książce o Anzac:
Łatwo wyobrazić sobie suchary bez armii, ale armii bez sucharów – nigdy.

Część z nich niespecjalnie była zadowolona z tych, które otrzymywali na froncie, dlatego krewni wysyłali im trochę lepsze. Oprócz tego, że musiały smakować i być pożywne, to jeszcze musiały wytrzymać długi transport. Tak się narodziły ciasteczka Anzac. Wysyłano tylko część, bo większość pieczono i sprzedawano, aby zgromadzić fundusze na walczących. Zmodyfikowano trochę przepis i twarde suchary z dziurkami ułatwiającymi kruszenie poszły w stronę szkockich słodkich ciastek owsianych. Ja zrobiłem coś pomiędzy.

Składniki:

- płatki owsiane
- margaryna
- mąka
- wiórki kokosowe



Wykonanie:

Płatki owsiane moczymy we wrzątku. Odcedzamy i dodajemy margarynę w stosunku pół kostki na 250 g płatków. Dosypujemy 3-4 łyżki mąki i 2 łyżki wiórek. Ugniatamy.
Formujemy płaskie ciastka i pieczemy w temperaturze 180 stopnic Celsjusza, aż się zarumienią.

sobota, 14 lutego 2026

Kraina Simony Kossak i podlaskie tofu

Wybrałem się do Puszczy Białowieskiej, czyli do miejsca, które słynie z Żubrów i nie mówimy o piwie, którego targetem są przedstawiciele klasy robotniczej. Mowa o wielkich ssakach, które i tak, przez myśliwych, mylone są z dzikami.
Generalnie, jak się tam poszwendacie przez 2 godziny i nie spotkacie Żubra, to znaczy, że mieliście pecha. Aczkolwiek znacznie częściej możecie tam spotkać Żandarmerię Wojskową.


Szwendać jest się gdzie. Np. istnieje tam najstarsza leśna ścieżka przyrodnicza w Polsce, wytyczona w latach 70-tych.


Jest też polana zwana miejscem mocy. Podobno ma oddziaływać na ludzi jakąś energią.


Jakbyście energii nie czuli, to sponsor tabliczek Wam w tym może pomóc :)


Oczywiście Białowieża zawdzięcza swoją sławę Simonie Kossak, z tych Kossaków. W przeciwieństwie do reszty rodziny nie pojawił się u niej talent artystyczny, za to zajęła się nauką na tyle dobrze, że ta zawdzięcza jej bardzo dużo. Oto "Dziedzinka" czyli leśniczówka, w której mieszkała podczas swoich badań i skąd pochodzą wszystkie znane zdjęcia, w tym to z dzikiem.


Nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, że jest to jeden z lepiej odrestaurowanych starych dworców jakie widziałem. 


Ciekawostka:
W tym budynku mieściło się kiedyś Gestapo i dziadek mojego kolegi, korzystając z faktu, że był bardzo chudy, uciekł stąd przeciskając się przez kraty, o czym nawet można wyczytać w książce historycznej.


Niedaleko znajduje się pałac gubernatora, który zajmował się okręgiem grodzieńskim podczas zaborów. Obecnie atrakcja fotograficzna.


Natomiast mi przypadła do gustu bardziej lokalna społeczna zabudowa.


Oczywiście danie, które przedstawię, nie nazywa się tofu tylko kisiel owsiany, ale robi się je prawie tak samo jak tofu birmańskie. W każdym razie widnieje na liście produktów regionalnych na stronie rządowej.

Składniki:

- płatki owsiane
- woda



Wykonanie:

Płatki blendujemy na mąkę i zalewamy wodą w stosunku 1:2. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 12 h.
Po 12 h dodajemy jeszcze trochę wody i odstawiamy na kolejne 12 h. 
Wlewamy do garnka, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy, CAŁY CZAS mieszając, aż zgęstnieje.
Wlewamy do foremki i czekamy aż stężeje. 
Podajemy ze składnikami słodkimi lub wytrawnymi.


niedziela, 16 marca 2025

Chłopski gruel

Choć gruel to prawdopodobnie jedno z pierwszych dań znanych ludzkości, po raz pierwszy, zapiski o nim, zaczęły pojawiać się w średniowiecznych księgach. 
Czym jest gruel? Polskie tłumaczenie, które możemy najczęściej spotkać to kleik i to chyba jest najbliższe prawdzie, choć słowo gruel przez kilkaset lat zmieniło swoje znaczenie, ale od początku.

Jak wspomniałem, po raz pierwszy zaczęto o nim pisać w średniowiecznych księgach i jako, że księgi raczej  opisywały życie wyższych sfer, to i sam gruel miał całkiem sporo ekskluzywnych dodatków. Ekskluzywnych, w rozumieniu niedostępnych dla większości społeczeństwa.

Nie oznacza to w cale, że większość społeczeństwa nie miała swojej wersji. Średniowieczni chłopi nie mielili mąki, bo albo nie mieli gdzie, albo mieli nakaz używania pańskiego młyna. Głównie dlatego, że za zmielenie ziarna należało odprowadzić podatek w postaci części tak pozyskanej mąki.
Niemniej jednak każdy w domu posiadał jakieś narzędzia, którymi mógł sobie rozdrobnić ziarno do pewnego stopnia i ugotować gruel. Wspólną cechą wszystkich epok było to, że są to gotowane w wodzie rozdrobnione ziarna.

Pejoratywne znaczenie gruel otrzymał w XIX wieku za sprawą prozy Charlesa Dickensa, czyli autora lubującego się w opisywaniu życia najniższych klas społecznych w Anglii. W swojej powieści "Oliwer Twist" opisuje funkcjonowanie instytucji tzw. Workhouse. Były to przytułki dla bezdomnych, w których ludzie wykonywali pracę za marnej jakości jedzenie. Jak pisze Dickens racje były głodowe, a ówczesna prasa pisała, że więźniowie jedzą lepiej niż "pensjonariusze" (taki mieli status) Workhausów. Oczywiście nie chodziło prasie o to, żeby w Workhausach jedli lepiej, tylko żeby w więzieniach jedli gorzej. Nic dziwnego, że wielu młodych pensjonariuszy wybierało drogę przestępczą. 

Sam "Oliver Twist" doczekał się wielu ekranizacji w tym tej z 1968.

Od tej pory gruel był używany w popkulturze, jako wyjątkowo podłe jedzenie np. w tej scenie z filmu "Crackerjack", gdzie miało to służyć jako wątpliwej jakości komplement dla kucharki.

Czy w "Naga Broń 33 i 1/3", gdzie główny bohater skarży się na jakość jedzenia w więzieniu.

W kultowym serialu "The Office" Michael Scott opisuje co jadł w więzieniu. Przy czym w polskim tłumaczeniu gruel otrzymuje jeszcze bardziej podłe znaczenie, bo "pleśń".

W kultowym serialu "Simpsonowie", który nabijał się z popkultury jeszcze przed erą "South Park", w jednym z fajniejszych odcinków, jest nawet humor dotyczący tego, że nawet największe gówno można sprzedać, jeśli się odpowiednio obranduje :)

Gruel był nawet podawany jako kolacja w trzeciej klasie na Titanicu, czyli w tej ostatniej.


Reputacja gruelu spowodowała, że powstał nawet przymiotnik grueling, oznaczający coś bardzo trudnego i niemal niemożliwego do wykonania, tak jak przełknięcie gruelu :)

Prawda jest taka, że technicznie rzecz biorąc, grochówka, to też gruel. Gruel nie musi być zły. Choć dla większości społeczeństwa był.
Może być słodki i wytrawny, a jeśli chodzi o dodatki, to dodajemy wszystko co mamy pod ręką. Ja akurat miałem suszone kurki.

Składniki:

- płatki owsiane
- margaryna
- suszone grzyby


Wykonanie:

Grzyby gotujemy w wodzie i odsączamy.
Płatki owsiane gotujemy w wodzie, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na wolnym ogniu pół godziny.
Dodajemy grzyby i łyżkę margaryny oraz chwilę gotujemy. 

wtorek, 27 września 2022

Dovlecei pané

Kolejny wpis z cyklu "smutne jedzenie w pracy".
Rumuńska kuchnia. Wbrew powszechnemu przekonaniu w Rumuni to nie tylko czosnek i różne rodzaje mięs nadziewane na kijek :)
Idealne danie na ten rok, który jest wyjątkowo obfity jeśli chodzi o cukinię, nawet biorąc pod uwagę, że z zasady cukinia nie jest jakoś wymagająca w hodowli. Do zrobienia tego dania wybieramy cukinie takie nie za duże i nie za małe. Zdając sobie sprawę, że to mało precyzyjne, już śpieszę z wyjaśnieniami. Jak największe zanim pojawią się w środku pestki, czyli największe jakie da się pokroić w plasterki, a nie obręcze.
Postanowiłem zrobić je w czosnkowej chrupiącej skórce.

Składniki:

- cukinie
- płatki owsiane
- płatki kukurydziane
- czosnek granulowany


Wykonanie:

Płatki owsiane mielimy, dodajemy trochę wody, aby zrobić lejące się ciasto i doprawiamy czosnkiem.
Płatki kukurydziane miksujemy.
Cukinie kroimy w plastry, moczymy w cieście, a następnie panierujemy w płatkach kukurydzianych i smażymy.

sobota, 7 grudnia 2019

Rozgrzewające denary

Dziś pierwszy weekend miesiąca, więc pojechałem na targ staroci do Bytomia. O samym targu jak i kategoriach bywalców pisałem tutaj. Niestety, z uwagi na niską temperaturę, wystawiających było znacznie mniej. Kupujących zresztą też. Tylko "komandosów" było relatywnie więcej, tzn. było ich pewnie tyle samo, ale z uwagi na mniejszą frekwencję, byli bardziej widoczni. 
Na przeciwko targu jest parking, który został zrobiony na skarpie, a konkretniej to chyba nawet na hałdzie, niestety ktoś sobie uzurpował prawo do inkasowania pieniędzy za jego użytkowanie. Dlaczego napisałem "uzurpował"? Dlatego, że teren nie jest w żaden sposób oznaczony jako płatny, wyskakuje tylko jakiś pan z partyzanta, a jak się protestuje to dzwoni po kolegów. Stąd mam pewne wątpliwości na temat legalności tego procederu. Na szczęście już 50 m dalej jest prawie równie wielki plac do parkowania, zupełnie darmowy :)
W każdym razie z uwagi nie tylko na to, że pojechałem o tej porze roku na targ, na którym miałem zamiar spędzić trochę czasu, ale także na to, że zaczęły się mrozy i nieprzyzwyczajony organizm odczuwa je znacznie boleśniej niż będzie to robił za dwa tygodnie postanowiłem przygotować danie rozgrzewające. Spojrzałem na listę produktów rozgrzewających, na której była soczewica i płatki owsiane, a także takie oczywiste rzeczy jak ostra papryka oraz czosnek i postanowiłem przygotować danie o nazwie denary.
Nazwa wzięła się z ich kształtu, ale dukaty, a zwłaszcza talary już były zarezerwowane, a z uwagi na to, gdzie powszechnie była używana soczewica, tj. w Starożytnym Rzymie, nazwałem je zgodnie z nazwą waluty tam obowiązującej. Dodatkowo soczewica jest również symbolem monet według wielu przesądów.

Składniki:
- soczewica zielona
- płatki owsiane
- czosnek granulowany
- ostra papryka


Wykonanie:
Soczewice gotujemy i odsączamy.. Płatki owsiane zalewamy małą ilością wrzącej wody. Miksujemy razem z przyprawami. Układamy placki na blaszce i wkładamy do piekarnika (180 stopni/20 min)


wtorek, 10 września 2019

Prawdziwe oszczypki

Ostatnio przy okazji wpisu o racuchach, który możecie przeczytać tutaj, kiedy analizowałem pochodzenie tego dania, natrafiłem na bardzo ciekawe naukowe publikacje etnograficzne z XIX wieku o nazwie Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej. Dotarłem, przy okazji wpisu o Łemkach, do bardzo ciekawego dania jakim były oszczypki. Brzmi znajomo? Co to takiego te oszczypki? Jest to rodzaj pieczywa z tartych ziemniaków i mąki owsianej. 
Już widzę głosy oburzenia - "co ten cepr gada za głupoty, my tam wiemy swoje". Z przykrością muszę stwierdzić, że to nie "cepr" sobie tak wymyślił, a nauka, czyli najlepszy, znany ludzkości sposób na opisanie rzeczywistości. Bywają momenty, w których ludzie mają chwile zwątpienia, czy to na rzecz polityki historycznej czy mitologii, ale zasadniczo nauka rządzi :)
Każdy tom takiej naukowej publikacji dzieli się na trzy części. Dział archeologiczny, dział antropologiczny oraz ten, który interesuje mnie najbardziej - dział etnologiczny. 
W tomie 13, na 6 stronie działu III możemy znaleźć taką informację.
Żywność Łemków mało się różni od górali polskich. Zamiast chleba żytnego lub pszennego, który jako łakocie kupują sobie czasem po miastach, pieką oni oszczypki, t.j.placki z mąki owsianej zmięszanej z odgotowanemi i tartemi ziemniakami.

Jak to się stało, że oszczypek, czy jak to się mawia używając komercyjnego seplenienia - oscypek, kojarzy nam się z czymś zupełnie innym niż tu napisano? Przyczyn jest wiele :)

Po pierwsze, nazwa nie określa dania jako takiego, tylko czynności, którą się wykonuje podczas jego przyrządzania. Głosy są podzielone. Jedni uważają, że od rozszczepiania, a inni, że najprościej, od szczypania - ugniatania. Dzięki temu, można było nazwać tak bardzo wiele różnych dań.


Po drugie - siła przebicia. Łemkowie to mniejszość, która zamieszkiwała rejon Beskidu Niskiego i Bieszczad. Niestety był to teren operacyjny nacjonalistycznej partyzantki UPA, którą polskie władze chciały znacząco osłabić, zarówno od strony zaplecza, jak i moralnie. Głównie w tym drugim celu doszło do przesiedleń miejscowej ludności ukraińskiej w ramach akcji "Wisła". Wszelkim innym grupom etnicznym wyznania prawosławnego oberwało się rykoszetem i też zostali internowani, w tym Łemkowie, o których świat zapomniał. 
Kiedy pierwszy raz jechałem na kolonie do Zakopanego, zapytałem przewodnika tatrzańskiego, który był z małą grupką turystów w tym samym wagonie co my, dlaczego pociąg jedzie najpierw do przodu, potem do tyłu, potem jeszcze raz do przodu. Odpowiedział, że "kiedy za cesarza budowano tory, to nikomu by do głowy nie przyszło, że ktoś do tej wiochy będzie chciał w ogóle przyjeżdżać". Okazało się, że, nie dość, że będzie chciał, to nawet zrobiło się to modne. Rozwarstwienie społeczne było ogromne, to i pieniądze były wydawane duże. Tak został nagromadzony kapitał na marketing.
Dobre firmy wiedzą, że nie oszczędza się na marketingu i na nowych technologiach (IT), o czym boleśnie przekonała się Coca- Cola, myśląc, że może sobie na to pozwolić, skoro ich produkt już jest tak znany. Górale podhalańscy stali się mistrzami marketingu. Mając za sobą takie epizody jak Goralenvolk, gdzie byli najliczniej kolaborującą grupą z niemieckim okupantem, potrafili przedstawić się później jako symbol Polski. Kiedy mamy wielkie uroczystości państwowe w stylu pasterka w katedrze, próżno szukać orkiestr i reprezentacji w strojach kurpiowskich czy kujawskich. Trudno nawet o krakowskie. Za to są góralskie. Podobnie zresztą są postrzegani za granicą, choć tu jest duża zasługa tego, że byli ogromną grupą ekonomicznych uchodźców, którzy zasiedlili tereny USA.
Jak mawiał, największy podrywacz III Rzeszy - Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. - w tym konkretnym przypadku, dodatkowo - głos silniejszy liczymy razy tysiąc :) Łemkowie byli bez szans. 

Po trzecie - prawo. Jak mawiali starożytni Rzymianie - Dura lex, sed lex. W myśl tej zasady, nie ważne kto ma rację, tylko kto pierwszy zarejestrował tą nazwę :)

W każdym razie, w ramach ciekawostki, chciałem przedstawić Wam historyczny przepis na oszczypki, który mam nadzieję będzie dla Was równie wielką ciekawostką, jak to, że cukier "waniliowy" to cukier wanilinowy :)

Składniki:
- ziemniaki
- płatki owsiane 


Wykonanie:
Płatki owsiane miksujemy na proszek.
Ziemniaki gotujemy, ucieramy lub ugniatamy i ugniatamy z mąką owsianą w stosunku objętościowym 1 do 1. 
Ja upiekłem w tortownicy, ale trzyma się to tak dobrze, że można spokojnie bez. Wątpię, żeby Łemkowie używali form do pieczenia. 
W każdym razie nagrzewam piekarnik na 180 stopni Celsjusza i wkładam na jakieś 30 minut.

piątek, 7 czerwca 2019

Pyry z owsikiem i podagrycznikiem

Kiedyś bywałem często na Wielkopolsce zwanej przez niektórych Krainą Podziemnej Pomarańczy, gdzie mam nadzieję, że nie jest to obraźliwe, bo uważam ziemniaka za bardzo ważne warzywo. Teraz trochę rzadziej, ale pamiętam tam taką potrawę jak pyry z gzikiem czyli ziemniaki z odpowiednio przyprawionym twarożkiem. Ja postanowiłem zrobić inną wersję, ze sfermentowanych płatków owsianych, bo same w sobie są bardzo zdrowe, a sfermentowane to już w ogóle :), którą musiałem odpowiednio nazwać. Z racji tego że smak jest podobny, ale z innego składnika, musiałem precyzyjnie, zgodnie z nowymi wytycznymi, określić składnik wiodący, dlatego nazwałem to pieszczotliwie owsik.
Jak większość moich czytelników wie, w wolnej chwili uprawiam sporty walki, a konkretnie Brazylijskie Jujitsu. Nie chodzi o to czy mam w tej kwestii jakieś wyjątkowe osiągnięcia czy nie mam. Chodzi o to, że stało się to pewną rutyną oraz sprawia mi to strasznie dużo frajdy. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że uszkodziłem sobie rękę w łokciu, w sensie boli :) Lipa o tyle, że muszę sobie zrobić przerwę. Postanowiłem wspomóc się trochę darami natury (ziołami), które oprócz działania przeciwzapalnego i zbawiennego na stawy, ma też ciekawy smak. Mowa o zielu podagrycznika, który wygląda tak:


Kolejny wpis z cyklu #smutnejedzeniewpracy

Składniki:
- ziemniaki
- płatki owsiane
- nasiona słonecznika
- ziele podagrycznika


Wykonanie:
Całą sprawę musimy zacząć już 3 dni wcześniej.
Miksujemy płatki owsiane na mąkę. Dolewamy trochę wody, dokładnie mieszamy i odstawiamy. Zakładam, ze nie mieszkacie w laboratorium i macie sporo bakterii w powietrzu, dlatego, przy tej pogodzie, powinny wystarczyć dwa, góra trzy dni. Tak czy siak, codziennie musicie to mieszać, a poznacie, że jest dobre, kiedy zacznie pachnieć jak śmietana.
Ziemniaki gotujemy w obierkach. 
Podagrycznik myjemy, miksujemy na pesto ze słonecznikiem i odrobiną oleju, a następnie mieszamy z płatkami owsianymi. 
Ja lubię ziemniaki rozkroić i włożyć masę do środka, ale jak kto chce.


Danie pachnące ziołami 6.


wtorek, 5 czerwca 2018

Owsiane ćapati z hummusem w proszku czyli wyprawa do Gór Stołowych

Drugie moje ulubione, zaraz po Bieszczadach góry, to Góry Stołowe. Teoretycznie rozwinięta infrastruktura oraz łatwe i malownicze szlaki powodują, że jest tam więcej turystów, zwłaszcza tam, gdzie można dojechać samochodem, jak Błędne Skały, ale ze względu na to, że nie można dać upustu Miejsce jest tak tak urokliwe, że Marek Hłasko umiejscowił tutaj akcję swojej książki - Następny do raju.
Na pierwszy rzut poszedł jeden z bardziej popularnych szlaków. 


Pojechaliśmy drogą stu zakrętów stronę Karłowa, mijając parking pod Błędnymi Skałami, aż dojechaliśmy do miejsca gdzie znajdowały się dwa parkingi. Stamtąd blisko było na żółty szlak, który prowadził do czerwonego. Ze względu na typ skał, krajobraz przypominał krajobraz nadmorski.


Natomiast na czerwonym szlaku było już znacznie ładniej. Ta część gór to proste szlaki z tym, co w górach ma największy walor estetyczny czyli elementy skaliste. Właściwie, przy takiej pogodzie wystarczą niskie buty podejściowe.


Szlak czerwony prowadzi do Błędnych Skał, gdzie trzeba pójść do wejścia dookoła, gdyż ruch jest jednokierunkowy. Nie zaleca się poruszanie się tam osobom, że się tak poprawnie wyrażę, o pokaźnych rozmiarach :)


Dalej szlak zielony przechodzi przez środek jednostki wojskowej. I to dosłownie. Po prawej i po lewej macie teren wojskowy i wolno Wam iść tylko przez wydzieloną ścieżkę.


Później teren robi się spokojniejszy. Po drodze kamień, który kiedyś pewnie miał jakąś tablicę. Ze względu na to, że prawdopodobnie była mosiężna, już jej nie ma :)


Tej tablicy nikt nie ukradł, bo była lepiej przymocowana i bardziej schowana :)


Natomiast to nie koniec wysiłku. Główny cel trasy, najwyższy szczyt w okolicy dopiero przed nami. Niemniej jednak zdobycie go nie jest trudne, bo prowadzą tam schody, tyle, że całkiem spore :) Tu już jest znacznie więcej ludzi oraz jarmarki, prawie jak na Aj-Petri. I tu uwaga, bo część szlaku jest płatna. Należy mieć tego świadomość.


Wracając do parkingu postanowiliśmy znaleźć Fort Karola. Nie leży on na żadnym szlaku, a do tego nie ma żadnych oznaczeń. Trzeba znów pójść żółtym, jak na początku, a następnie na rozstaju pójść w prawo w stronę drogi stu zakrętów, której miał zresztą pilnować. 


Z racji tego, że trudno go znaleźć, jest to idealne miejsce na posiłek. Tam właśnie postanowiliśmy przygotować obiad wykorzystując suche porcje przygotowane w domu.
Mamy dość wysoką temperaturę, dlatego wszystko było ususzone, poza oliwkami, które nie psują się tak łatwo.

Składniki:
- płatki owsiane
- mąka
- woda
- olej
- ciecierzyca w puszce
- sezam
- cytryna
- zielone oliwki
- drożdże


Wykonanie:
Zaczynamy od hummusu. Miksujemy trochę sezamu na pastę. Następnie miksujemy odsączoną ciecierzycę i mieszamy obie rzeczy z odrobiną soku z cytryny. Jedni lubią bardziej sezamowe inni mniej, a inni bardziej kwaśne. Grunt, żeby miało to konsystencję pasty, którą możemy regulować wodą. Rozsmarowujemy wszystko na papierze do pieczenia i wkładamy do piekarnika. Ustawiamy na 50 stopni Celsjusza i suszymy ok czterech godzin. Po wysuszeniu znów miksujemy na pył/
Następnie placko suchary. Płatki owsiane miksujemy i mieszamy w stosunku 2 do 1 z mąką oraz odrobiną pokruszonych drożdży. Dodajemy trochę oleju i wody, aby ugnieść jednolite ciasto. Formujemy małe placki i pieczemy w piekarniku, w temperaturze 180 stopni Celsjusza aż się zarumienią.
W górach proszek hummusowy mieszamy z wodą. Smarujemy nim ćapati i ozdabiamy oliwkami.

Skoro byliśmy tak blisko, postanowiliśmy zahaczyć jeszcze o Narożnik. Szczyt zasłynął tym, że w 1997 roku dokonano tu rytualnego morderstwa na dwójce studentów. Okazją miała być rocznica śmierci Rudolfa Hessa, a wykonane miało zostać przez wyznawców wyżej wspomnianego, którzy mieli akurat wtedy obóz survivalowy. Zdradziła ich zabytkowa broń, której użyli.


Na drugi dzień postanowiliśmy zwiedzić ruiny zamków. Jedne są na prywatnym, niedostępnym terenie, drugie są przerobione na willę, trzecich nie ma, a czwarte najstarsze, bo z XII w. wyglądają teraz tak :)


Twierdza w Srebrnej Górze była chyba mniej ciekawa niż sama miejscowość. Pamiętajcie, że dzieli się ona na dwie konkurencyjne części i do każdej należy kupić osobny bilet. My daliśmy się namówić na tą mniejszą, po czym do większej nie chciało nam się już iść.


Pozostało podziwiać lokalną architekturę, a jest co. Nie ma tu starych domów jak w Bieszczadach, a ni drewnianych budowli ze znakiem słowiańskiego boga piorunów, Paruna jak na Podhalu. W miejscowościach zdrojowych króluję tu niemiecki wyważony przepych znany z nadmorskich kurortów ziem odzyskanych.


Są też elementy streetartu.


A także ciekawe witryny.


A jak dobrze poszukacie to znajdziecie nawet ducha Gór Stołowych.


Drugi ciekawy szlak prowadzi na tzw. skalne grzyby. Tam nie ma prawie stromych podejść, to i ludzi więcej. Główną atrakcją są ciekawe formy skalne o różnych kształtach. Szczerze powiedziawszy, nigdy nie widziałem w nich tego co autor ich nazwy :)


Oprócz tego to, co tygrysy lubią najbardziej czyli skałki na które można wejść :)


Ciekawym miejscem jest również okoliczna Niknąca Łąka. Miejsce, w którym kiedyś były mokradła, a obecnie w wyniku zachwiania gospodarki wodnej jest trochę sucho.


W drodze do domu, mając niedosyt po Srebrnej Górze postanowiliśmy zwiedzić Twierdzę Kłodzką. Wniosek - szkoda pieniędzy. Właściwie to pusty fort, jaki można zwiedzić w Krakowie lub Warszawie. Jedyne miejsce, gdzie stało kilka armat było niedostępne dla zwiedzających. Najciekawsza sala to piekarnia. Niestety nie było tam ani naczyń, ani nawet pieca tylko, z jakiegoś powodu wsadzili tam działo, które ze względu na to, jak były usytuowane te pomieszczenia, an pewno nie stało tam oryginalnie.


Oczywiście jak się jest w Kłodzku, to trzeba zobaczyć słynnego wilka, o którym, według legendy, pewien człowiek powiedział kiedyś. Kiedy spotkają się trzy siódemki, kataklizm przyjdzie - wówczas i wilk się wody w Kłodzku napije. Przypisano to powodzi z 1997 roku.



wtorek, 1 maja 2018

Przekąska filmowa od Makłowicza i najlepsze filmy o gotowaniu

Z racji tego, że dzisiejszy dzień jest wolny dla większości ludzi w tej strefie kulturowej, w tym dla mnie, gdyż obchodzimy święto pracy/Józefa rzemieślnika (niepotrzebne skreślić), spora część z tej większości spędza ten dzień korzystając z internetowych serwisów filmowych, które prowadzą (z powodzeniem) ogromną ekspansję na tereny do tej pory zajęte tylko przez telewizję. Dla nich wszystkich mam przekąskę, którą podpatrzyłem na stronie Roberta Makłowicza, do którego zresztą mam pewien sentyment, bo był pierwszym celebrytą kulinarnym, którego oglądałem, którego przepisy były proste, a co najważniejsze, podzielam jego pasję d historii jedzenia.
Ale nie o tym :) Mam dla Was dzisiaj (nie tylko dla tych, którzy postanowili dzisiejszy dzień przeleżeć w łóżku) listę moich ulubionych filmów o gotowaniu i kucharzach, którą zamieściłem na moim małym kanale na youtube.





Do filmu dobrze coś przekąsić, dlatego z ogromnej puli przepisów, o których wspomniałem powyżej, wybrałem właśnie ten. Do tego pyszny sos z ziemniaka o smaku serowym. Oczywiście nie byłbym sobą, gdyby był to prawdziwy ser :) Wykorzystałem do tego bardzo popularny składnik, który znajduje się w większości zupek i sosów w proszku - drożdże odżywcze, które oferują wysokie wartości odżywcze za małą cenę.

Składniki:

na krakersy:

- szklanka płatków owsianych
- 2/3 szklanki mąki
- 1/3 kostki margaryny
- łyżeczka soli
- 2 łyżki wody

na dip:

- 3 ziemniaki
- marchewka
- łyżeczka czosnku granulowanego
- 1/3 szklanki drożdży odżywczych
- sól do smaku
- 4 łyżki oleju


Wykonanie:
Pierwsze 4 składniki na krakersy miksujemy razem, na koniec dodajemy wodę i chwilę miksujemy. Rozwałkowujemy na stolnicy i kroimy na małe kształty. Ja pokroiłem w trójkąty. Wkładamy do nagrzanego do 180 stopni Celsjusza piekarnika i pieczemy aż się zarumienią czyli 5-10 min.
Ziemniaki i marchewkę obieramy i gotujemy razem. Ziemniaki ugotują się pierwsze dlatego wyjmujemy i czekamy na marchew. Miksujemy je razem z pozostałymi składnikami na jednolitą masę. W razie potrzeby regulujemy gęstość olejem lub wodą.