Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncentrat pomidorowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncentrat pomidorowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2026

Dom terroru i jedzenie z węgierskiego aresztu

Terror Haza to popularne muzeum w Budapeszcie, które upamiętnia ofiary zarówno systemu faszystowskiego, jak i komunistycznego. W budynku znajdowała się siedziba faszystowskiej organizacji strzałokrzyżowców, a po wojnie, z uwagi na to, że nie trzeba było go specjalnie przerabiać, siedziba ÁVH, czyli węgierskiej służby bezpieczeństwa.

Już na wstępie otrzymujemy mocny akcent z symbolu rewolucji 1956, gdzie dwie socjalistyczne frakcje pokłóciły się ze sobą i ta druga za pomocą armii radzieckiej doprowadziła do krwawego stłumienia protestu. Tym symbolem był czołg T-55, wtedy nowość i miał okazję przejść swój chrzest bojowy, obecnie nieużywany.

Najpierw dostajemy wprowadzenie historyczne, czyli o węgierskiej dumie narodowej, która została tak brutalnie zgaszona pozbywając ich połowy terytorium (co Węgrzy pamiętają mocno do dziś), która ostatecznie doprowadziła ich do kolaborowania z III Rzeszą.


Później historie powojenne i wystawa o węgierskich gułagach. 


Po rewolucji, próbowano w jakiś sposób zapobiec kolejnym tego typu ekscesom, dlatego nadszedł okres tzw. "gulaszowego komunizmu", którego symbolem stały się kostki smalcu. Czego, jak czego, ale tego zabraknąć nie mogło.


Oczywiście, typowe dla poprzedniej epoki elementy sztuki ukazującej scenki z życia wyższych sfer :)


Po części teoretycznej zejście do podziemi i prezentacja mikroapartamentów dla niepokornych. Gdyby Stalin wiedział, że w obecnych czasach ludzie zapłacą dużo pieniędzy, żeby w takim mieszkać, to pękłby z dumy :)


Przepis znalazłem podczas zwiedzania. Podobno śmierdział, jak szmata, smakował jeszcze lepiej. Zakładam, ze to kwestia składników, a także warunków w jakich to przygotowywano, bo mój wyszedł znacznie lepiej.

Składniki:

- makaron
- fasola
- koncentrat pomidorowy
- mak


Wykonanie:

Fasolę i makaron gotujemy. 
Mieszamy. Dodajemy koncentrat pomidorowy i mak. 
Mozemy jeszcze taką brejkę pogotować, żeby rozgotować makaron. Będzie realistyczniej.

niedziela, 12 października 2025

Pasujl Czarnogórski

Pojechałem sobie na wakacje w końcu. Może trudno w to uwierzyć, ale kiedy Polacy tłumnie wybierali byłą Jugosławię, do tego stopnia, że nawet otwarto połączenie kolejowe, ja nigdy tam nie byłem. Co o tyle dziwne, że historycznie jest na Bałkanach co zwiedzać i to nawet mając na myśli tylko wiek XX.

Może na początek, co to są Bałkany? Większość ludzi powie, że to region byłej Jugosławii. Cytując klasyka - „Tak średnio, bym powiedział”. Tzn. Tak, ale nie wszystkie. Granica jest umowna, ale, jak twierdzą antropolodzy charakteryzuje ten region specyficzna kuchnia. Specyficzna dla pogranicza, czyli miejsca, gdzie stykały się kultury osmańska i europejska. Powyżej tej granicy, czyli w Słowenii i Chorwacji mamy już kuchnię typowo europejską. Pierwszą część urlopu postanowiłem spędzić nad Adriatykiem w Czarnogórze. Niby tylko kilkadziesiąt kilometrów od Chorwacji, ale ceny znaaaacznie niższe.


Wybór padł na Ulcinj. Takie typowe turystyczne miasteczko, w którym pewnie bym zwariował w sezonie. Na szczęście w październiku już jest po szczycie sezonowym. Plaże i ulice są puste, ale temperatura w dalszym ciągu wystarczająca do kąpieli.

Historycznie Ulcinj było piracką twierdzą. Coś co na początku miało być wsparciem floty osmańskiej, stało się pełnoprawną republiką, która trudniła się głównie piractwem, a jako republika stanowiła odrębny byt, który funkcjonował w przestrzeni innych republik, w tym Weneckiej, która jednakże była republiką w rozumieniu niektórych współczesnych republikanów, czyli oligarchia bogatych kupców. W każdym razie piraci z Ulcinj rządzili na całym Adriatyku i ani wojska weneckie, ani papieskie nie mogły dać sobie z nimi rady. Ostatecznie nawet Osmanów się postawili. W związku z powyższym nad miastem góruje stare miasto - twierdza.





Na terenie starego miasta jest pomnik Cervantesa autora chyba najbardziej antyreligijnej książki wszech czasów pt: Don Kichot. Z uwagi na wydźwięk całej książki, gdzie jakiś gość wierzy w stare mity, a najbardziej przeszkadza to temu, który każe wierzyć innym w swoje mity, jest to idealna metafora tego co działo się na Bałkanach 30 lat temu, gdzie ludzie wyżynali się tylko o to, w co kto wierzył.

W Ulcinj znajduje się najdłuższa plaża na Bałkanach, dlatego biorąc pod uwagę, że jest to region skalisty , mają się czym pochwalić. 


Jednym z ciekawych punktów widokowych w mieście jest tzw. Spomenik, czyli jeden z pomników o charakterystycznym stylu, które były stawiane po II wojnie na cześć bohaterów walki z okupantem. Ten konkretny jest na cześć lotników partyzanckich. Sytuacja o tyle ciekawa, że partyzantka jugosłowiańska to była prawdziwa armia partyzancka mocno nasycona ciężkim sprzętem, mająca własną flotę i lotnictwo. Początkowo samoloty ukradli Włochom i Niemcom, a potem, jako perspektywiczna siła otrzymali kolejne od Wielkiej Brytanii i ZSRR. Ostatecznie byli tak dużą siłą, że wyzwolili się praktycznie samodzielnie unikając w ten sposób okupacji ZSRR, w przeciwieństwie do innych państw, które ZSRR wyzwalało.


W północno -zachodniej części miasta znajdują się stare gaje oliwne z drzewami mającymi kilkaset lat w tym jednym, które ma aż 1300. Możecie się tam zaopatrzyć w oliwę i zrozumiecie dlaczego w tamtejszym języku mówią na nią Maslina.


Ulcinj to nie wszystko. Ja wybrałem się do popularnej dla wycieczek autokarowych miejscowości Stari Bar, która słynie z ruin swojej starówki, zniszczonej przez wybuch prochu. Oprócz „Krupówek” wokół murów, w ich wnętrzach można podziwiać, jak mocno zaawansowane było to miasto.



Z miasta idzie szlak na najwyższą górę w okolicy - Rumija. Niby tylko 1595 m n.p.m., ale nie zapominajcie, że starujecie z niskiego pułapu. Do tego na samym końcu bardzo stromo. Jak jeszcze dorzucicie do tego wiatr, na który ja trafiłem, to robi się z tego wyzwanie.

W połowie drogi macie taki drogowskaz, żeby nie było wątpliwości, gdzie idziecie. Możecie sobie pobrać kijek.


 Początkowo trasa wręcz bajkowa, ale niech Was to nie zmyli. Potem już tylko gorzej :)


Przyznaję, widoki na szczycie warte wysiłku. Z jednej strony morze, z drugiej graniczne jezioro i kolejne góry. Jednakże znajdująca się na szczycie kapliczka nie stanowi dobrej ochrony przed wiatrem, który wieje we wszystkich kierunkach.


Danie, które podejrzałem i zrobiłem na miejscu, to kuchnia kryzysowa w pełnej krasie. Proste i pożywne. Zresztą istnieje tam nawet taki idiom prosto kao pasujl.

Składniki:

- biała fasola

- marchewka

- papryka

- mąka (opcjonalnie)

- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:

Fasolę gotujemy do miękkości. Paprykę i marchewkę podsmażamy, a następnie zalewamy wodą i dusimy. Dodajemy koncentrat i fasolę, a następnie jeszcze trochę dusimy. Można zagęścić mąką.

Co do samej Czarnogóry to polecam. Kierowcy olewają przepisy drogowe, ale jest bezpiecznie. Prawy pas w mieście, jak w Rumunii, służy do parkowania. Klimat, jak w Ukrainie 15 lat temu, ale kierowcy nie tak nerwowi jak w byłym ZSRR. Ja jechałem pod prąd i nikt nie zwrócił uwagi, łącznie z policją, gdzie w Ukrainie, czy Gruzji już byłbym dobrym kąskiem na kasę z łapówki. Weźcie pod uwagę, że auto może być lekko porysowane, zwłaszcza, jak chcecie dojechać do willi na wzgórzach ciasnymi uliczkami między krzakami itp.

W górach powoli, bo na drodze mieści się jedno auto i głupio by było się cmoknąć z innym na wyjeździe. Polecam trąbić na zakrętach, żeby dać znać temu z naprzeciwka, że jedziecie. Jakby tego było mało, to zwierzęta gospodarskie na drodze dość powszechne, nawet w górach.


Bonus. Oto aplysia fasciata. Chyba nie ma polskiej nazwy. Z jakiegoś powodu nazywane morskim zającem. Przypomina połączenie płaszczki i kałamarnicy. Nawet broni się toksycznym atramentem. Zjawiskowy widok kiedy płynie :)




piątek, 4 lipca 2025

Sycylijskie pasta con fave

Idealnie byłoby, gdyby danie było z makaronem lolli, ale przyznam szczerze, nie chciało mi się go robić. Co prawda ma on swój urok, bo dodaje się drożdży, ale poszedłem na łatwiznę, bo jest w cholerę gorąco.

Bób jest tak ważnym elementem basenu Morza Śródziemnego, że niektórzy twierdzą, że pasta, która była z niego robiona w Egipcie jest pierwszym hummusem, tym samym próbując zakończyć trwającą wojnę hummusową pomiędzy Libanem, a Izraelem. To akurat najmniej prawdopodobna hipoteza, w przeciwieństwie do tej, że hummus pochodzi z Damaszku.

Wracając do tematu głównego, zarówno bób, jak i fasola, były nazywane na Sycylii mięsem dla biedaków, mając tym samym ogromne uznanie wśród najniższych warstw społecznych, więc idealnie na bloga.
Oczywiści co gospodyni, to przepis. Czasem się daje nawet puree z bobu.

Składniki:

- makaron
- bób
- ziemniaki
- marchewka
- cebula
- przecier pomidorowy


Wykonanie:

Bob gotujemy.
Ziemniaki, marchewkę i cebulę obieramy, kroimy w kostkę i podsmażamy.
Dolewamy trochę wody i ugotowanego bobu i dusimy, aż wszystkie warzywa będą miękkie.
Dodajemy przecieru i jeszcze chwilę dusimy.
Podajemy z ugotowanym makaronem.

środa, 18 czerwca 2025

Bigos z jarmużu

W końcu jarmuż to też kapusta, która, co prawda obecnie kojarzy się z hipsterskimi przybytkami, gdzie podają caffe latte na mleku owsianym, ale jego tradycja jest bardzo kryzysowa, a i często można go znaleźć na tzw. "biedaszybach", gdzie leżą w sklepach rzeczy ze zbliżającym się terminem ważności, a odległość do tego terminu jest wprost proporcjonalna do ceny. 

Składniki:

- jarmuż
- jakieś parówki
- cebula
- koncentrat pomidorowy



Wykonanie:

Cebulę obieramy i kroimy w półplasterki. Parówki też. Podsmażamy razem.
Dodajemy jarmuż, chwilę smażymy, dodajemy trochę wody i dusimy.
Dodajemy koncentratu pomidorowego i jeszcze trochę dusimy.

sobota, 26 kwietnia 2025

MCI i BAS

Do roku 1939 Polska posiadała 147 km wybrzeża. Tym samym, baterie usytuowane na Helu, o których pisałem tutaj niemal wystarczyło do pokrycia ogniem polskiego kawałka. Po wojnie stan się mocno zmienił i ilość wybrzeża do pilnowania wzrosła pięciokrotnie. Tym bardziej, że po wojnie nastąpiła nowa, "zimna wojna", czyli okres ciągłego prężenia muskuł i strachu przed atakiem ze strony państw "zachodnich". Tym samym postanowiono zbudować sieć tzw. Baterii Artylerii Stałej, które miały bronić wybrzeża. Oczywiście, ich też miały bronić KRU i BRU, o których pisałem tutaj.

Odwiedzając rodzinne strony postanowiłem się wybrać do BAS oznaczonego numerem 9. Obecnie rozbrojony. Baza powstała w latach 50-tych i jeśli wierzyć żołnierzom z niedalekiego Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce, była tak tajna, że nawet oni nie wiedzieli co tam jest, a zresztą czasy były takie, że nawet wiedzieć nie chcieli. W każdym razie, dokumentów też nie ma za wiele.

Plan był taki, że zamaskowane w lesie miały być rozproszone baterie nabrzeżne, którymi miało kierować stanowisko na wieży, a awaryjnie, dwie kolejne wieże w innych częściach miały dawać namiary. Rozproszone działa są trudniejsze do zniszczenia niż skupione na okręcie. Wszystko opakowane w dużą ilością betonu.

Jak widać działobitnie były bardzo złożone. Magazyny, windy itp. Obecnie zalane.




Serce bazy stanowią dwie wieże. Z relacji byłych żołnierzy wynika, że wieża do kierowania ogniem wystawała lekko ponad drzewa, aby nie zostać wykrytym, a same drzewa były przycinane.

Jak dobrze poszukacie, to można się wczołgać do jednej z nich i zobaczyć jak to wygląda w środku.


Przede wszystkim, oczy tego serca, czyli, układ celowniczy.



I to tyle, bo baza przestała istnieć formalnie w latach 70-tych, a w 90-tych sprzęty pojechały na złom. Część oficjalnie, część mniej. 
Wynikało to z faktu, co zaczęło się już podczas II WŚ, udział tego typu artylerii tracił na znaczeniu w momencie szybkich samolotów i jeszcze szybszych kierowanych pocisków rakietowych, zarówno tych wystrzeliwanych z powietrza, jak i z wody, czy lądu. Można powiedzieć, że baza była przestarzała w momencie powstania. Na ten moment stanowi ciekawą atrakcję.

Postanowiłem przygotować danie z epoki, ale z drugiej części "żelaznej kurtyny".

W latach 50-tych w USA postanowiono zmienić wysłużone C- rations z uwagi na to, że były zbyt monotonne. Postanowiono je delikatnie zmodyfikować i nazwać Meal , Combat, Individual (MCI). Słowo delikatnie jest kluczowe, bo w praktyce niewiele się różniły i żołnierze i tak mówili na nie C-rations. 
Pod nazwą M-2 (M od Meat) można było znaleźć fasolę z pokrojonymi parówkami w pomidorowym sosie. Jak to zwykle w wojsku bywa, to danie było nazywane Beanie Weenie lub Fasolą z małymi fiutkami.

Składniki

- puszka fasoli w pomidorach
- jakieś parówki


Wykonanie:

Zawartość puszki wlewamy do garnka. Dodajemy pokrojone parówki i podgrzewamy.




środa, 11 grudnia 2024

Penne all'arrabbiata

Kuchnia z Rzymu. Takiego miasta, które podobno zostało założone przez dwóch bliźniaków, wykarmionych na mleku wilczycy. Bieda kuchnia ciągnęła się za Rzymem jeszcze długo, z uwagi na niezbyt korzystne warunki do upraw rolniczych. Ostatecznie z biednej i szybkiej kuchni zrobili atut i dzięki sprawnemu marketingowi wmówili całemu światu, że to ekskluzywne dania.

Składniki:
- makaron penne
- przecier pomidorowy
- czosnek
- chili


Wykonanie:

Makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Czosnek obieramy, kroimy na plasterki i podsmażamy.
Dodajemy przecier i chwilę dusimy. 
Doprawiamy chilli i podajemy z makaronem.

środa, 3 kwietnia 2024

Manitaria stifado

Stifado to greckie, ale przywiezione w XIII wieku przez Wenecjan jednogarnkowe danie dla biedaków. Wersje tego dania różnią się od siebie składnikiem głównym, ale dodatki w postaci pomidorów, cynamony i cebuli perłowej są wspólne.
Danie z cyklu "smutne jedzenie w pracy".

Składniki:

- pieczarki
- cebula perłowa
- przecier pomidorowy
- cynamon


Wykonanie:

Pieczarki podsmażamy z cebulą.
Dodajemy koncentratu, trochę wody do rozrzedzenia sosu i cynamonu.
Podawać z ryżem.

sobota, 24 lutego 2024

Islak burger aka wet burger

Kuchnia turecka. Turcja to taki islamski reżim, który w wolnej chwili dokonuje czystek etnicznych na Kurdach. Szerszej publiczności, dzięki Kadiro Nurmanowi, znana raczej z kebsów, ale z miasta, z którego wspomniany pochodził, czyli Istambułu, wywodzi się też inny street food.

Składniki:

- jakieś burgery
- przecier pomidorowy
- czosnek
- bułki do burgerów


Wykonanie:

Burgery smażymy.
Czosnek wyciskamy, podsmażamy chwilę na oleju i dodajemy przecieru. Sosu nie może być za dużo.
Wkładamy bułki do sosu i chwilę gotujemy, żeby trochę nasiąkły.
Wkładamy burgera między buły i polewamy pozostałym sosem.

piątek, 29 grudnia 2023

Poświąteczna pizza z bigosem

Z uwagi na to, że często przygotowywany jest na święta, bigos jest częstym bywalcem na zakładowych stołówkach w okresie poświątecznym, a także popularnym daniem na imprezach sylwestrowych. 

Nie wiadomo gdzie została wymyślona pizza z bigosem, choć wieść głosi, że w mieście do tej pory słynącym ze swojej wyszukanej architektury - Koszalinie. Prawda jest taka, że takie pizze, jak to zwykle bywa, mogły powstawać niezależnie od siebie. 

Co jest natomiast pewne, to, że Włosi wpisali tego typu listę na swoją czarną listę, a właściwie na listę grozy. Z okazji szóstej rocznicy wpisania pizzy z Neapolu na listę UNESCO przygotowali raport o tym, jakie dodatki Niewłosi potrafią umieścić na ich pizzy, a dla podkreślenia tych słów postanowili otworzyć stoisko z "pizzami grozy". Wieść głosi, że była tam pizza a ananasem.

Składniki:
- jakiś bigos - kilka z nich znajdziecie u mnie na blogu używając wyszukiwarki - mi został po świętach
- spód na pizzę - przepis też znajdziecie u mnie, ale ja kupiłem gotowca tuż przed końcem daty ważności.


Wykonanie:

Piekarnik nagrzewamy do poziomu 200 stopni Celsjusza.
Ciasto kładziemy na blachę i chwilę podpiekamy, aż ciasto delikatnie się zarumieni. Wyciągamy, kładziemy bigos i wkładamy do piekarnika w celu, żeby pizza zarumieniła nam się bardziej.

piątek, 15 grudnia 2023

Spaghetti filipińskie

Filipiny to taki kraj, który obecnie słynie z tego, że migracja zarobkowa jest tam istotną częścią gospodarki. Do tego stopnia, że są tam specjalne szkoły, które uczą jak być dobrym pracownikiem za granicą.
20 lat temu myślano, ze Polska, po wejściu do UE będzie takimi Eurofilipinami, ale postanowiono rozwiązać problem z napływem obcej kulturowo ludności, która zawsze potrzebuje czasu do pełnej adaptacji, budując fabryki w Polsce. Pisałem o Filipinach i o Eurofilipinach tutaj.

To danie pochodzi z Filipin. Jest wynikiem to przejaw kuchni fusion, który został wdrożony w trybie agresywnym, czyli w wyniku kolonizacji. Podobno, to konkretne danie wymyślił generał MacArthur. Gość zasłynął tym, że jego pierwsza bitwa była przeciwko weteranom wojennym z czasów I Wojny Światowej, którzy przeprowadzili protest w calu zwiększenia im rent, podczas wielkiego kryzysu, o czym pisałem już tutaj.
Kilka lat później zasłynął tym, że opuścił swoich żołnierzy stacjonujących na Filipinach, którzy zostali wymordowani, a zgadnijcie jaki sposób obmyślił, żeby odkupić swoje poczucie winy? (Znany społeczności graczy Medal Honoru(sic!), który dostał na pocieszenie od kongresu nie wystarczył)  Poświęcił życie kolejnych żołnierzy, zdobywając Filipiny, które dla naczelnego dowództwa nie miało znaczenia strategicznego. Dla MacArthura miało, żeby poczuł się lepiej, dlatego zgodnie z zasadą "Dajcie mi ludzi, ja robotę zrobię", zrealizował obietnicę sprzed dwóch lat.

W każdy razie, podobno lubił spaghetti z ketchupem i parówkami, a że na Filipinach podczas wojny brakowało ketchupu pomidorowego, za to było dużo bananowego, o czym też pisałem, ale tutaj, powstało spaghetti o smaku pomidorów i bananów. Tak głosi oficjalna wersja, niczym historia o pierogach Odrowąża.

Oto moje smutne jedzenie w pracy. Może też kiedyś dostanę medal :)

Składniki:

- makaron spaghetti
- jakieś parówki
- ketchup
- banany


Wykonanie:

Parówki kroimy w plasterki i podsmażamy.
Banany również kroimy w plasterki i smażymy, mieszając z parówkami, aż się rozpadną.
Dodajemy ketchupu.
Makaron gotujemy i podajemy z sosem.

środa, 25 października 2023

Slopper

Kuchnia z Colorado. Tamtejszy sposób podawania hamburgera. Trochę klimat „wygląda jak gówno, smakuje jeszcze lepiej”. Nie do końca wiadomo kto go wymyślił, bo kiedy go wymyślano nikt specjalnie nie zwrócił na to uwagi, a kiedy stało się to modne, już nikt o tym nie pamięta, więc można wcisnąć wszystko. Zresztą wymyślano to też mocne słowo, bo jest to po prostu burger zalany chilli, zazwyczaj zielonym, ale też czerwonym. Często dodaje się frytki i surową pokrojoną drobno cebulę. Gdzieś z boku leży bułka, ale zdarzają się też połamane krakersy.

Z tym się też wiąże jego nazwa, bo choć slopper w slangu oznacza akt seksu oralnego, gdzie strona aktywna w wyniku szybkiego i mocnego poruszania znacznie poślinionymi i ściśniętymi ustami wydaje z siebie mimowolne, przypominające dźwięk dentystycznej ssawki odgłosy, to tu nazwa raczej odwołuje do rzeczownika slop, który oznacza miazgę, paszę dla świń lub odpady kuchenne w formie półpłynnej. Zresztą tak wg. jednej z legend miał określić to konsument, stąd ta nazwa. Stąd wpis idealny w ramach antytrendu "smutne jedzenie w pracy".


Jak pisałem, może być z chilli zielonym lub czerwonym, ale ja zrobiłem zielono-czerwone, bo do czerwonego dodałem zielonych papryczek, które przywiozłem sobie z Rumunii.

Składniki:

- jakiś burger
- pomidory w puszce
- fasola czerwona w puszce
- cebula
- papryczki chili
- bułka lub chleb

Wykonanie:

Chleb kroimy w kostkę i prażymy, żeby zrobić grzanki.
Fasolę dusimy z pomidorami i papryczkami chili.
Burgera podsmażamy, polewamy sosem chili i posypujemy grzankami oraz posiekaną drobno cebulą.

środa, 30 sierpnia 2023

Senegalskie nem

Jest taki kraj jak Wietnam. Kiedy Japonia jeszcze nie miała planu podboju świata za pomocą gospodarki, tylko chciała zrobić to siłowo, zajęła go, a zarządzanie zostawiła mającej w tej kwestii doświadczenie Francji. Japonia dostała bombą, a nawet dwoma, a nawet wieloma, bo nalot na Tokio pół roku przed Hiroszimą, był nawet bardziej niszczący, poddała się i wycofała z terytorium Wietnamu, zostawiając Francuzów. Wszyscy byli bardzo zaskoczeni i to zaskoczenie postanowili wykorzystać Wietnamczycy, ogłaszając niepodległość. Francuzi początkowo byli w szoku, ale tą sytuację chcieli wykorzystać również Brytyjczycy i Chińczycy. Jako że lepszy znany wróg niż nowy, Wietnamczycy dogadali się z Francuzami, którzy mieli im pomóc ogarnąć obronę. Szybko doszło do spiny i dwie strony się pokłóciły czego efektem była wojna. Początkowo Francuzom dobrze szło, ale później już gorzej. Okazało się, że armia partyzancka na swoim terenie całkiem dobrze sobie radzi, zwłaszcza jak wymyśli sobie ciekawą taktykę, a terror w stosunku do cywilnej ludności tylko pogarsza sprawę.

Wojna tak sobie trwała, ale jednak nie jest to nic przyjemnego. Miało dojść do rozmów pokojowych w Genewie, ale zasadniczo negocjacje polegają na tym, ze przed przystąpieniem każda ze stron stara się mieć jak najsilniejszą pozycję startową. Francuzi stwierdzili, że ufortyfikują się w ciężko dostępnej dolinie otoczonej górami pod Điện Biên Phủ. Plan był dobry, ale nawet nazwanie fortyfikacji imionami kochanek dowódcy nie pomogło, bo druga strona miała lepszy plan, który trudno było przewidzieć. Ulokowali na górach artylerię i walili do tych na dole jak do kur. Jak to tam umieścili? Ogólnie to wnieśli na plecach.

Bitwa zakończyła się porażką Francji, a także zakończyła erę francuskiego kolonializmu. Francuskie imperium kolonialne było tak duże i mieli tam żołnierzy z wielu krajów. Ramię w ramię w tej bitwie walczyli w ramach Legii Cudzoziemskiej uczestnicy Powstania Warszawskiego, ale z różnych stron barykady. Z uwagi na to, że Francja miała też inną kolonię, Senegal, dużo żołnierzy było właśnie tej narodowości. Było ich jakieś kilkadziesiąt tysięcy i nazywali się tirailleurs sénégalais. Zanim wojna dobiegła końca niektórzy z nich poznali w Wietnamie swoje żony, a kiedy wrócili do Afryki zabrali je ze sobą. Te żony wzbogaciły kulturę kulinarną Senegalu i tak właśnie powstał sposób podawania Sajgonek, czy jak to inni mówią Hoshiminek, z charakterystycznym dla Afryki sosem. 

Szczerze powiedziawszy to Sajgonki lepiej kupić w markecie, wyjdzie taniej, ale sos polecam zrobić samemu. Wiem, że garmażerka z paczki, to guzik nie gotowanie, ale sama historia ciekawa i warta uwiecznienia.

Składniki:

- Sajgonki
- orzeszki ziemne
- ketchup
- chili


Wykonanie:

Sajgonki smażymy.
Orzechy miksujemy na krem. Dodajemy ketchupu w ilości 2 : 1. Doprawiamy chili, ale ja polecam dodać tego chilli sosu z opakowania.
Jemy ciepłe, mocząc wcześniej w sosie.

piątek, 14 lipca 2023

Lazania z cukinii

Nastał sezon na cukinię. Podaż duża, a dzięki temu, ceteris paribus, jej cena jest niska. Od jakiegoś czasu kucharze upodobali sobie przetwarzania jej na pewną lekką formę makaronu. Tym bardziej, że możemy z niej zrobić spaghetti, pappardelle, czy nawet lasagna, czyli taki makaron z którego robi się danie o podobnej nazwie. 

Generalnie lasagna jak i testarolli, z uwagi na prostotę wykonania są najstarszymi formami makaronu, a uważa się, że najstarsze spisane wzmianki o lazanii są z XIII wieku, przy czym przepis na nią znaleziono we włoskiej książce kucharskiej Liber de Coquina, która co prawda teraz jest przechowywana w Paryżu, ale to dlatego, że Kaśka Medycejska nauczyła Francuzów gotować. Już pierwsza wersja tego dania miała co najmniej dwa warianty, dlatego mamy tu pełną dowolność jeśli chodzi o nadzienie, niczym jak z pierogami. Badając nazwę, etymolodzy wskazują na jeszcze starsze pochodzenie dania, czyli starożytność. 

Postanowiłem przygotować lekką, letnią wersję tego dania, ale czegoś mi brakowało. Sięgnąłem do nauki i okazało się, że groszek doskonale komponuje się z ziemniakami.
Danie jest reprezentantem znanego antytrendu smutne jedzenie w pracy.

Składniki:

- cukinia
- przecier pomidorowy
- groszek konserwowy
- ziemniaki


Wykonanie:

Cukinię kroimy wzdłuż, w cienkie plasterki. Układamy je w żaroodpornym naczyniu.
Dodajemy groszek, zalewamy przecierem i na to znów kładziemy plasterki cukinii. 
Przykrywamy warstwą pogniecionych ziemniaków.
Pieczemy w piekarniku, aż ziemniaki zaczną się nam lekko rumienić.

środa, 26 kwietnia 2023

Dal tadka ze zmywarki

Kilka lat temu wygrałem mistrzostwa Śląska w grillowaniu wykorzystując ciepło wydzielane przez silnik samochodu o czym pisałem tutaj. O wykorzystaniu ciepła wydzielanego przez zmywarki, do celów kulinarnych słyszałem już od dawna i postanowiłem w końcu wykorzystać to urządzenie do przygotowania jedzenia. Zbierałem się długo, bo musiałem dobrać odpowiedni przepis, gdyż nie wszystko dochodzi przez 2 godziny w temperaturze 70 stopni Celsjusza. Szczerze mówiąc sam nie wiedziałem co, ale wybrałem coś co generalnie szybko się gotuje, czyli czerwoną soczewicę. Natomiast nie powiem, żebym był specjalnie zadowolony z efektów, ale źle nie było.

Postanowiłem zrobić proste jednogarnkowe danie z soczewicy, które umieściłem w specjalnym naczyniu odpornym na czynniki zewnętrzne, w postaci środków czyszczących :)


Składniki:

- soczewica czerwona
- cebula
- papryka słodka
- papryka ostra
- kurkuma
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:

Do słoika wkładamy soczewicę i zalewamy ją wodą w proporcjach 1 : 3. Dodajemy pokrojoną cebulę i przyprawy i trochę oleju. 
Zakręcamy szczelnie i wkładamy do zmywarki na cykl. 

Dwugodzinny cykl to za mało, ale generalnie zdecydowanie skraca cykl przygotowania, później wystarczy zagotować jakieś 3 minuty, więc zasadniczo oszczędność. Koncentrat dajemy dopiero po wyjęciu ze zmywarki.
Sam sposób ma potencjał i zdecydowanie będę eksperymentował z innymi składnikami.


czwartek, 22 grudnia 2022

Wigilia międzynarodowa

Dawno, dawno temu, kiedy chodzące po ziemi małpy się wyprostowały i zaczęły ogarniać trochę więcej co się wokół nich dzieje, a zwłaszcza mówimy tu o momencie, w którym dostrzegły pewne cykliczne prawidłowości dziejące się na świecie, zaczęły odmierzać czas. Nie mówimy o czasie określającym dzień i noc, ale o skali makro, czyli roku. Umownie przyjęto, że koniec tego okresu będzie wtedy, kiedy przypadnie najdłuższa noc w roku. Następnego dnia, dzień już staje się dłuższy, czyli niejako się odradza. Skoro się odradza, to można to spersonifikować i przypisać mu jakieś bóstwo, które się tego dnia urodziło i tak, w zależności od rejonu świata, kilka takich było. Ci, którzy niespecjalnie się przejmowali bóstwami, na zasadzie "pic or didn't happen", świętowali to, co było namacalne, a właściwie dostrzegalne, czyli długość dnia. Świętowali, bo w którymś momencie kształtowania się społeczeństw powstało celebrowanie różnych okazji, a najprostszym celebrowaniem była uczta właśnie. Ta tradycja obowiązuje do dziś. 
Trochę się zmieniła, bo jeszcze stosunkowo niedawno, bo jakieś dwa pokolenia temu, ilość potraw na stole była nieparzysta, przy czym zależała od stopnia zamożności gospodarza. 12 pojawiło się stosunkowo niedawno. Z połączenia tych dwóch tradycji zrobiłem 6 potraw, a właściwie nieparzyste 5 plus napój. 6, bo 12 symbolizuje dostatek, więc połowa dostatku to kryzys :)
W tym roku pozbierałem wigilijne dania z całego świata.


Wurstelsuppe - Austria

Składniki:
- marchewka
- seler
- ziemniaki
- parówki
- makaron spaghetti

Wykonanie:
Marchew i seler kroimy i gotujemy.
Dodajemy pokrojone parówki, ziemniaki i połamany makaron.

Ensalada de Nochebuena - Meksyk

Ta sałatka ma wiele wersji, ale kilka składników się powtarza.

Składniki:
- buraki ugotowane
- mandarynki
- banany
- orzeszki ziemne
- majonez

Wykonanie:
Buraki kroimy drobno lub trzemy na tarce o bardzo grubych oczkach.
Banany kroimy w plasterki.
Mieszamy wszystko z cząstkami mandarynek i orzeszkami. Dodajemy trochę majonezu.

Ryż Jollof - Nigeria

Składniki:
- ryż
- cebula
- koncentrat pomidorowy
- groszek konserwowy
- papryka w proszku

Wykonanie:
Cebulę podsmażamy i dodajemy koncentratu pomidorowego. Dodajemy paprykę i ugotowany ryż, a następnie mieszamy i chwilę dusimy. 
Dodajemy groszek i mieszamy.

Brukselka - Wielka Brytania

Postanowiłem zrobić ją al dente i w sosie cydrowym, żeby nie była taka nudna.

Składniki:
- brukselka
- drożdże
- sok jabłkowy

Wykonanie:
Brukselkę gotujemy al dente.
Drożdże mieszamy z sosem jabłkowym chwilę gotujemy.

Almoyshavena - Hiszpania

Może nie jest to typowo danie wigilijne, bo to danie sefardyjskich Żydów, ale tego typu cynamonowe wynalazki są często jadane w wigilię, w tamtej stronie świata.

Składniki:
- szklanka mąki
- 2/3 szklanki wody
- 1/4 szklanki oleju
- czubata łyżka margaryny
- cukier
- cynamon

Wykonanie:
Wodę gotujemy z tłuszczami.
Ściągamy z ognia, wsypujemy mąkę i mieszamy.
Rozkładamy na blaszce do pieczenia, obsypujemy cynamonem i cukrem, a następnie wkładamy do nagrzanego do poziomu 180 stopni Celsjusza piekarnika na jakieś 20 minut.

La Chocolatada - Peru

Składniki;
- mleko
- kakao
- kawa
- cynamon
- cukier

Wykonanie:
Gotujemy mleko. Dodajemy kakao i trochę cynamonu oraz kawy. Delikatnie słodzimy.

środa, 18 maja 2022

Orientalny bigos z liści białej rzodkiewki

Przerywamy na chwilę ziemniaczaną kuchnię aszkenazyjską, aby nadać wiadomość z ostatniej chwili, gdyż wpadły mi w ręce z działki liście białej rzodkiewki. Rzodkiewki były bardzo małe jak na białe, ale ich część wystająca nad ziemię była bardzo okazała. Generalnie liście rzodkiewek (a nawet kwiaty) są ciekawym surowcem kulinarnym, z którego robiłem już pesto, ale postanowiłem pójść o krok dalej i przyrządzić bigos, który potocznie rozumiany i tak jest zbieraniną wszystkiego co wpadnie w ręce. Biała rzodkiew kojarzy mi się z kuchnią dalekowschodnią, dlatego postanowiłem pomieszać ją z kapustą pekińską.

Składniki:

- liście białej rzodkiewki
- kapusta pekińska
- pieczarki
- cebula
- koncentrat pomidorowy
- chilli


Wykonanie:

Cebulę kroimy w piórka i podsmażamy razem z pieczarkami.
Dodajemy pocięte liście rzodkiewki oraz kapustę, podlewamy trochę wodą i dusimy. 
Doprawiamy koncentratem pomidorowym i chili - musi być ostre :)

czwartek, 6 stycznia 2022

Pasta e fagioli

Z okazji dnia fasoli, który przypada na 6 stycznia, włoskie danie z fasoli, które ma wiele różnych wariacji, a wspólną cechą wszystkich jest to, że jest tam fasola i makaron. Jaki makaron, jaka fasola, w jakim towarzystwie, a także o jakiej gęstości to już pozostawione jest kucharzowi, który zazwyczaj jest pod wyraźnym wpływem regionu, w którym żyje.
Danie idealne na ten blog, gdyż niegdyś było pożywieniem biednych chłopów (masło maślane, chłopi kiedyś zawsze byli biedni :)), ale niekoniecznie w takiej wersji, bo początkowo zamiast fasoli była wspięga wężowata, która wyglądała jak fasola z czarnym oczkiem. Coś co teraz znamy jako fasolę, było jeszcze w XVI wieku drogim towarem eksportowym zza oceanu. Później, okazała się tak wdzięczna w produkcji, że sama stała się pożywieniem biedaków.
Najłatwiej takie danie przyrządzić w Wielkiej Brytanii. Idziecie do jakiegoś wielkiego marketu, kupujecie makaron w sosie pomidorowym w puszce, podobną fasolę i mieszacie razem, natomiast u nas, o ile fasoli widziałem sporo, o tyle takiego makaronu nie, więc ten drugi musicie sobie sami ugotować. Ja pokazałem jak zrobić od "zera".

Składniki:

- fasola
- makaron
- cebula 
- czosnek
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:

Makaron ugotować według przepisu na opakowaniu.
Fasolę namoczyć kilka godzin i ugotować do miękkości.
Cebulę pokroić w drobną kostkę i podsmażyć. Dodać fasolę, koncentrat pomidorowy, trochę wody, wyciśnięte ząbki czosnku i chwilę poddusić. 
Podać z ugotowanym wcześniej makaronem.

czwartek, 16 grudnia 2021

Kartolên Pîvazan

Dzisiaj na tapecie danie kurdyjskie. O Kurdach czasami robi się głośniej przy okazji różnych wydarzeń, a czasami nawet nie wiemy, ze chodzi o Kurdów. Kim oni są? To jest taki lud, mieszkający na Bliskim Wschodzie, który został podbity przez kilka różnych innych ludów, w efekcie czego ich terytorium jest podzielone pomiędzy Iran, Irak, Turcję i Syrię. Z racji tego, że mają duże poczucie tożsamości, a idea państw narodowych nie zakłada tożsamości regionalnej są takim trochę niewygodnym dodatkiem do terenów tych państw, tym bardziej, że od czasu do czasu chcieliby wywalczyć niepodległość. W wyniku tego polityka państw, na terenie których znajdują się Kurdowie jest, co prawda różna, ale raczej idzie w kierunku prześladowań i dyskryminacji. Od małych prześladowań religijnych, czy politycznych, przez zakaz języka, imion, na ludobójstwie kończąc.
O Kurdach było głośniej przy okazji wojny w Syrii, gdzie razem z siłami USA byli największą siłą walczącą z ISIS, zwłaszcza sławne były ich jednostki złożone tylko z kobiet. Walczyli chętnie, bo chcieli wykorzystać bałagan jaki nastąpił w regionie do stworzenia własnego państwa. Udało im się zorganizować w postaci autonomii o bardzo ciekawym ustroju przypominającym plemienną demokrację samorządową dostosowaną do klanowego charakteru społeczności. Po zniszczeniu ISIS Amerykanie się wycofali, dzięki czemu wrogowie Kurdów, a sojusznicy Amerykanów - Turcy mogli tam wjechać i próbować zniszczyć marzenia Kurdów o autonomii. Pomimo tego, że Turcy mieli w swoich szeregach najemników z ISIS, których uwolnili z przejętych więzień, to w zasadzie nie można im było pogrozić palcem, bo o ile kilkaset lat temu to Rosja była przeciwwagą dla Turcji w regionie, to obecnie raczej druga co do wielkości armia NATO stanowi przeciwwagę dla Rosji.
Dzięki temu, że Amerykanom nie chciało się wywozić sprzętu, Turkom nie poszło tak łatwo, a poza tym został wynegocjowany jakiś pokój, dlatego obecnie Turcja odcina region od wody, budując tamy i niszcząc infrastrukturę. Tych, którzy mieszkają na terenie Turcji też czasem dla przypomnienia bombardują.
Ostatnio o Kurdach usłyszeli wszyscy Polacy przy okazji akcji na granicy z Białorusią, gdzie koczują tam ci pochodzący głownie z Iraku, bo choć stosunek władz Iraku do Kurdów jest stosunkowo najłagodniejszy, to i tak nie jest dobrze, dlatego postanowili uciekać.
Danie będzie proste, tanie, a pstrząc na nazwę możemy powiedzieć (choć nie jest to pewnik) trochę o jego pochodzeniu. Kurdowie używają alfabetu państw, na terenie których się znajdują. 

Składniki:

- ziemniaki
- cebula
- koncentrat pomidorowy


Wykonanie:

Ziemniaki, obieramy, kroimy w kostkę i gotujemy.
Cebulę podsmażamy, a kiedy będzie już miękka, dodajemy trochę koncentratu.
Mieszamy z ziemniakami i podajemy.

czwartek, 2 września 2021

Tinga

Bardzo ciekawe danie kuchni meksykańskiej. Bardzo ciekawe ze względu na sposób podawania.
Jeśli wierzyć zapisom, to te danie jest powiązane ze świętem Cinco de Mayo, które obchodzi się ... 5 maja, na pamiątkę zwycięstwa wojsk meksykańskich nad francuskimi w 1862. Nie wiem jak bardzo są one ze sobą powiązane, ale na pewno danie to pochodzi z miejsca, w którym ta bitwa miała miejsce, czyli w mieście Puebla. Oczywiście bitwa, jak na bitwę przystało, rozegrała się pod miastem, a nie w mieście :)
Oryginalnie jest z kurczakiem. Sam sposób przygotowania tego kurczaka jest bardzo kryzysowe, bo jest zazwyczaj robione z poszarpanych ścinek. Ja zamiast kurczaka użyłem własnoręcznie nazbieranych kurek :)

Składniki:
- mąka kukurydziana
- olej
- kurki 
- cebula
- przecier pomidorowy
- chili
- fasola czerwona


Wykonanie:
Do mąki dodajemy trochę oleju i tyle wody, aby powstało nam jednolite ciasto, które następnie rozwałkowujemy na placki i umieszczamy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza na 10 minut.
Fasolę z zalewą podsmażamy i rozgniatamy na pastę.
Kurki tniemy w cienkie paski, podsmażamy razem z pokrojoną w plasterki cebulą i dodajemy przecieru. Dusimy chwilę i doprawiamy chili.
Na placku rozsmarowujemy pastę z fasoli, a na to dajemy sos z kurek.