- kurki suszone
- mąka pszenna
Orzechy rozłupujemy i kroimy w kawałki.
Wariacja na temat klusek śląskich, która stała się internetowym wiralem. Daje o sobie znać szczególnie, w sezonie grzybowym, który właśnie się kończy, a który można przedłużyć w kuchni za pomocą suszenia. Tu zdecydowanie #teampodgrzybek, jako znacznie bardziej aromatyczny.
Składniki:
- ziemniaki
- mąka ziemniaczana
- mąka pszenna
- grzyby leśne
Wykonanie:
Ziemniaki obieramy, gotujemy, studzimy i ugniatamy. Dodajemy mąki ziemniaczanej w stosunku 1 do 4 i ugniatamy na jednolitą masę. Formujemy kulki, w które wkładamy jakąś rurkę, aby powstał nam wzór o kształcie ogonka grzyba. Wrzucamy do wrzącej wody i wyjmujemy jak wypłyną.
Grzyby podsmażamy i zasypujemy lekko mąką. Dodajemy wody cały czas mieszając. Tak przygotowanym sosem polewamy kluski.
Jak wspomniałem, po raz pierwszy zaczęto o nim pisać w średniowiecznych księgach i jako, że księgi raczej opisywały życie wyższych sfer, to i sam gruel miał całkiem sporo ekskluzywnych dodatków. Ekskluzywnych, w rozumieniu niedostępnych dla większości społeczeństwa.
Nie oznacza to w cale, że większość społeczeństwa nie miała swojej wersji. Średniowieczni chłopi nie mielili mąki, bo albo nie mieli gdzie, albo mieli nakaz używania pańskiego młyna. Głównie dlatego, że za zmielenie ziarna należało odprowadzić podatek w postaci części tak pozyskanej mąki.
Niemniej jednak każdy w domu posiadał jakieś narzędzia, którymi mógł sobie rozdrobnić ziarno do pewnego stopnia i ugotować gruel. Wspólną cechą wszystkich epok było to, że są to gotowane w wodzie rozdrobnione ziarna.
Pejoratywne znaczenie gruel otrzymał w XIX wieku za sprawą prozy Charlesa Dickensa, czyli autora lubującego się w opisywaniu życia najniższych klas społecznych w Anglii. W swojej powieści "Oliwer Twist" opisuje funkcjonowanie instytucji tzw. Workhouse. Były to przytułki dla bezdomnych, w których ludzie wykonywali pracę za marnej jakości jedzenie. Jak pisze Dickens racje były głodowe, a ówczesna prasa pisała, że więźniowie jedzą lepiej niż "pensjonariusze" (taki mieli status) Workhausów. Oczywiście nie chodziło prasie o to, żeby w Workhausach jedli lepiej, tylko żeby w więzieniach jedli gorzej. Nic dziwnego, że wielu młodych pensjonariuszy wybierało drogę przestępczą.
Sam "Oliver Twist" doczekał się wielu ekranizacji w tym tej z 1968.
Od tej pory gruel był używany w popkulturze, jako wyjątkowo podłe jedzenie np. w tej scenie z filmu "Crackerjack", gdzie miało to służyć jako wątpliwej jakości komplement dla kucharki.
Czy w "Naga Broń 33 i 1/3", gdzie główny bohater skarży się na jakość jedzenia w więzieniu.
W kultowym serialu "The Office" Michael Scott opisuje co jadł w więzieniu. Przy czym w polskim tłumaczeniu gruel otrzymuje jeszcze bardziej podłe znaczenie, bo "pleśń".
W kultowym serialu "Simpsonowie", który nabijał się z popkultury jeszcze przed erą "South Park", w jednym z fajniejszych odcinków, jest nawet humor dotyczący tego, że nawet największe gówno można sprzedać, jeśli się odpowiednio obranduje :)
Gruel był nawet podawany jako kolacja w trzeciej klasie na Titanicu, czyli w tej ostatniej.
Reputacja gruelu spowodowała, że powstał nawet przymiotnik grueling, oznaczający coś bardzo trudnego i niemal niemożliwego do wykonania, tak jak przełknięcie gruelu :)
Prawda jest taka, że technicznie rzecz biorąc, grochówka, to też gruel. Gruel nie musi być zły. Choć dla większości społeczeństwa był.
Może być słodki i wytrawny, a jeśli chodzi o dodatki, to dodajemy wszystko co mamy pod ręką. Ja akurat miałem suszone kurki.
Składniki:
- płatki owsiane
- margaryna
- suszone grzyby
Szaleństwo na czasznicę trwa w Internetach, w mojej grzybiarskiej bańce wszyscy wrzucają kotlety z tego wielkiego grzyba, ale jeśli mam być szczery, nie byłem zadowolony z efektu. O ile bardzo smakowały mi sznycle z kani, czy muchomorów, o tyle tu nie byłem zadowolony z konsystencji. Zdecydowanie przypominała mi coś innego niż mięso wieprzowe.
Jeśli miałbym porównać czasznicę do czegokolwiek, to najbardziej przypomina to mięso storni. Nawet kształt ma podobny.
Na storniach to się akurat znam, bo 20 lat życia spędziłem 200 m od morza, w miejscowości, która słynie z zakładów przetwórstwa rybnego. Kiedyś miała dwa, a teraz już tylko jeden, za to ogólnopolskiej sławy :) W każdym razie, w małej miejscowości nie było zbyt wiele możliwości pracy. Głównymi zakładami były stocznia i wspomniane wyżej zakłady. Ojciec pracował w stoczni, a później w jednym z nich, tym już nieistniejących. Jak nietrudno się domyślić, moja dieta w czasach wczesnego Balcerowicza, była oparta na rybach. Zwłaszcza, że niektóre z nich nie nadawały się do przetwórstwa i zostały utylizowane przez załogę zakładu. Jedną z takich ryb, była stornia.
Jednym z istotnych elementów nadmorskiego krajobrazu są smażalnie ryb. Powstały jeszcze w czasach, kiedy to kuchnia zwana polską została mocno upodlona i ujednolicona, głównie z powodu niedostatecznej ilości towarów. W latach 90-tych, gdzie niespecjalnie liczyła się jakość, a koszt wytworzenia, a właściwie marża. Tak powstały ryby w cieście, czyli mące, która kosztuje tyle, co ryba. Do tego frytki smażone na starym oleju. Coś co miało być chwilowe i wynikało z niedostatku, funkcjonuje nad morzem do dziś i po ćwierćwieczu od okrągłego stołu, dalej nie ma nad polskim morzem potraw regionalnych.
Przepis jaki zrobiłem to w stylu nadmorskiej storni, ale szanujmy się, więc zamiast ciasta, dałem, jak w domu, cienką warstwę mąki, a zamiast frytek z miazgi ziemniaczanej, pieczone ziemniaki. Surówka, to nad morzem klasyk, czyli kiszona kapusta. Talerz też premium, bo normalnie to plastikowa tacka :)
Składniki:
- czasznica olbrzymia
- przyprawa do ryb
- mąka
- ziemniaki
- kiszona kapusta
Kolejny wpis z czasznicą. Jak wspomniałem poprzednio, sznycel nie jest czymś, do czego chciałbym ją wykorzystać. Odkryłem jej bardzo ciekawą właściwość, a nawet dwie. Nie dość, ze zachowuje kolor biały pomimo obróbki termicznej, to jeszcze starta, po długim smażeniu zaczyna lekko się "ciągnąć", niczym ser. Żaróweczka w mojej głowie spowodowała elektryczną burzę w mózgu i postanowiłem przygotować ulubione danie w USA, a w zasadzie jego grzybową wersję, mac'n'cheese, a właściwie mac'n'puff, bo czasznica po angielsku to puffball.
Skąd taka popularność dania w USA? Jeśli chodzi o jedzenie, to część historyków szuka rodowodów dań najdalej jak się tylko da, podczas gdy inni, wskazują, że podobne potrawy mogły się rozwijać niezależnie i nie ma między nimi historycznej ciągłości. Ci pierwsi doszukują się początków w kawałkach ciasta zapiekanych z serem, o której mowa w dziele De Agri Cultura autorstwa Kato Starszego. Ci bardziej sceptyczni wskazują na późne średniowiecze, ale najwięksi zwolennicy tej drugiej teorii mówią o renesansowej Francji.
Pewne jest jedno to właśnie tam jeden z Ojców Założycieli Thomas Jefferson pojechał ze swoim niewolnikiem - kucharzem, Jamesem Hemmingsem, gdzie ten drugi uczył się tajników francuskiej kuchni. Notabene, tam funkcjonował jako wolny człowiek, bo po Rewolucji, we Francji nie było niewolnictwa i jego pracodawca musiał mu wypłacać wynagrodzenie. Hemmings mimo, że jest jednym z najbardziej zasłużonych kucharzy w USA, nie był tak słynny jak jego siostra Sally, którą Jefferson trzymał w klitce koło sypialni i odwiedzał, kiedy miał ochotę. W każdym razie Jefferson trochę chciał promować francuską kuchnię w Stanach, a mac'n'cheese szybko zyskał uznanie jego gości. Do tego stopnia, że nie miał zamiaru obdarzyć wolnością tak dobrego kucharza.
Prawdziwy renesans to danie przeżyło podczas Wielkiego Kryzysu, gdzie dzięki wcześniejszej rewolucji przemysłowej, składniki potrzebne do jego przygotowania stały się bardziej dostępne. Ostatecznie po II wojnie stało się ikoną popkultury.
Składniki:
- czasznica olbrzymia
- makaron
- jakieś mleko
Wykonanie:
Czasznicę obieramy, trzemy na tarce o grubych oczkach i podsmażamy długo, cały czas mieszając, aż zauważymy "nitki". Makaron gotujemy w wodzie z dodatkiem mleka. Możemy albo tradycyjnie, wyłożyć makaronem foremkę i przykryć podsmażoną czasznicą, albo, co w przypadku sera byłoby trudne, dodać do podsmażonej czasznicy makaron, wymieszać i jeszcze chwilę smażyć.
Czasznica olbrzymia to taki grzyb, który wygląda jak odpady budowalne, a konkretnie pianka montażowa. Jak weźmiecie ją do ręki, to dalej macie takie wrażenie, gdyż z uwagi na mała zawartość wody, jest bardzo lekki. Swoją nazwę zawdzięcza wyglądowi, zwłaszcza wtedy, kiedy jest nadjedzona. Jadalne są tylko młode osobniki, co nie znaczy, że tylko małe. Przez młode mamy na myśli takie, które po przekrojeniu są całe białe. Jeśli zaczynają żółcieć od środka, wtedy grzyb nie nadaje się do spożycia. Generalnie grzyb ma duży potencjał, a na zagranicznych Internetach są nawet przepisy na makowiec. Na pierwszy ogień wjechał najprostszy klasyk. W panierkę i na patelnię. Z uwagi na to, że okaz, który znalazłem był większy od mojej głowy, sznycel, który przygotowałem był wielkości talerza. Kryzysowe tipy na panierowanie: zamienniki bułki tartej - kasza manna, pokruszone płatki kukurydziane, kasza kukurydziana, płatki owsiane zamienniki jajka - mąka, z wodą, zwłaszcza ziemniaczana dobrze klei i nie tworzy dużo ciasta Grzyb ma potencjał do czego innego i już mam kilka pomysłów, ale w panierkę będę dawał jednak dalej kanie i muchomory.
Składniki:
- czasznica olbrzymia
- panierka
- jakiś kleik
Wykonanie:
Czasznicę kroimy w plastry o grubości 2 cm i obieramy (ważne).
Obtaczamy w kleiku, panierujemy i smażymy.
Smutne jedzenie w pracy z płodów małorolnych. Boczniaki moje, cukinia nie moja, ale z grządki obok.
Składniki:
- boczniaki
- cukinia
- jakiś makaron
- czosnek
Wykonanie:
Boczniaki i cukinię kroimy i smażymy.
Makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu.
Mieszamy, dodajemy wyciśnięty czosnek i chwilę smażymy.
Urosło mi boczniaków w mojej hodowli, to przerabiam.
Jak co roku wyhodowałem sobie cały ogrom boczniaków i musze je przerabiać. Znalazłem takie ciekawe danie kuchni meksykańskiej. Co prawda oryginalnie ze świni, ale pokrojone w paski boczniaki też się nadają.
Historia jest taka, że Hiszpanie przywieźli francuskie danie Chicharrones de Tours, ale ostatecznie do przygotowania używano najniższej jakości mięsa, dlatego szybko odżywiające się nim meksykańskie klasy społeczne nadały mu swoją wulgarną nazwę.
Danie jest charakterystyczne z uwagi na dodatki korzeni i cytrusów.
Składniki:
- boczniaki
- czosnek
- cynamon
- sok pomarańczowy
Wykonanie:
Boczniaki kroimy w paski i podsmażamy.
Dodajemy wyciśnięty czosnek, cynamon i trochę soku pomarańczowego, a potem dusimy.
Nazbierałem ostatnich smardzów w tym sezonie. Postanowiłem pójść w prostotę. Zasadniczo chciałem pójść w prostotę taką pseudo ekskluzywną, ale podmieniłem makaron i teraz jest kryzysowe fusion :)
Wpis z cyklu reprezentowanego przez antytrend - "smutne jedzenie w pracy"
Składniki:
- makaron instant
- smardze z trawnika
- rozmaryn
Wykonanie:
Makaron zalewamy wrzącą wodą i odsączamy.
Smardze myjemy, kroimy i smażymy.
Dodajemy makaron i smażymy dodając trochę rozmarynu na sam koniec.
Boczniak to brzmi jak boczek, nie smakuje, ale powoli należy się przyzwyczajać, bo boczek będzie coraz droższy, a boczniaki są za darmo i to nawet zimą.
Są dość wdzięcznym materiałem kulinarnym, z którego można wyczarować wiele rzeczy, a pamiętam, że kiedy wchodziły na rynek ponad 20 lat temu, to były reklamowane jako zamiennik ziemniaków. Z tego to akurat nic nie wyszło, bo ich cena była znacznie wyższa od ziemniaków, ale ludzie nauczyli się używać ich jako zamienniki droższych produktów.
Składniki:
- boczniaki
- kapusta
- ketchup
- cebula
- przyprawa do gyrosa
Wykonanie:
Boczniaki rozszarpujemy widelcem na włókna i smażymy z przyprawą do gyrosa.
Kapustę szatkujemy i mieszamy z ketchupem.
Cebulę kroimy w półplasterki i mocno podsmażamy.
Najlepiej podawać w bułce z jakimś sosem.
Celowo dałem Enoki w cudzysłowie, bo choć na wielu popularnych portalach (że o sklepach z suplementami nie wspomnę) znajdziemy wyjaśnienia, że to Enoki to znana w Polsce Płomiennica Zimowa, która inny wyląd zawdzięcza warunkom, w których rośnie, , to badania genetyczne wykazały, że grzyb Enoki to Flammulina filiformis, a Płomiennica Zimowa to Flammulina velutipes. Przy okazji odkryto nowy gatunek Flammulina finlandica.
Link do artykułu naukowego: https://link.springer.com/article/10.1007/s11557-018-1409-2
W każdym razie, korzystając z faktu, że większość ludzi uważa je za ten sam gatunek, postanowiłem przyrządzić je właśnie w stylu azjatyckim :)
Wpis z cyklu antytrendu "smutne jedzenie w pracy", z uwagi na to, że Płomiennicy przypisuje się właściwości antystresowe.
Składniki:
- Płomiennica zimowa
- makaron instant
- sos sojowy
- czosnek
- szczypiorek
Tradycyjnie, jak co roku, w pierwszym tygodniu stycznia, przygotowuję dla Was zebrany wpis dotyczący trendów kulinarnych, które NAJPRAWDOPODOBNIEJ, będą obowiązywały w tym roku.
Najprawdopodobniej, bo pewność, graniczącą z brakiem pokory, co do tego co głoszą, mają tylko teolodzy. Normalny świat bazuje na rachunku prawdopodobieństwa. Prawdopodobieństwo wzrasta, jeśli wiedzę pozyskujecie z źródeł, które w jakiś sposób zgłębiają temat od lat. Wzrasta bardziej, jeśli ją w jakiś temat zweryfikujecie, ale nie na chłopski rozum, tylko jeśli macie jakiekolwiek rozeznanie w temacie. Bo ja też sobie mogę powiedzieć, że nie wydaje mi się, żeby jakieś cząsteczki kosmiczne robiły to i to, ale wiedzy w tej kwestii żadnej nie mam :)
Im więcej czytam na temat trendów, tym bardziej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że będą to różne trendy dla światów różnych prędkości. Jeden świat to ten, który spędza czas na wyszukiwaniu coraz to bardziej wymyślnych restauracji, a drugi, to ten, którego kraj nie znajduje się w najwyższej grupie kryterium dochodowego HDI, a przynajmniej jego większość obywateli się nie znajduje. Trzeba było znaleźć jakąś wspólną, wyszukanych trendów przefiltrowaną przez warunki społeczne jak inflacja, walka z ociepleniem itp. Oto co wyszło: