Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert McCammon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert McCammon. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 lutego 2014

Łabędzi śpiew. Księga II - Robert McCammon




tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
tytuł oryginału: Swan Song
seria/cykl wydawniczy: Łabędzi śpiew tom 2
wydawnictwo: Papierowy Księżyc
data wydania: 7 listopada 2013
ISBN: 9788361386377
liczba stron: 552


Świata, który tak dobrze znaliście, już nie ma. Pewnego roku, dnia siedemnastego lipca zło i nienawiść ludzka wzięła górę nad Ziemią i jej mieszkańcami. Rosja zapoczątkowała kolejną falę agresji, której apogeum stanowiły serie wybuchów bomb atomowych. Po tych wydarzeniach świat przypomina jedno wielkie gruzowisko i wielką połać cmentarza. Ci, którzy cudem ocaleli, wręcz potykają się o zwłoki ludzkie i zwierzęce. Skażona ziemia już nie rodzi plonów, drzewa pousychały, a picie dostępnej wody gwarantuje szybką śmierć w męczarniach.
                         
Tak wygląda świat widziany oczyma Roberta McCammona, autora powieści postapokaliptycznej pt. Łabędzi śpiew. Ta koszmarna wizja zamknęła pierwszą księgę powieści. Cóż, optymizmu w niej wiele nie było. Pozostało mieć nadzieję, że w drugiej księdze coś się wreszcie zmieni na lepsze. Jednak moje nadzieje okazały się być złudne, przynajmniej na początku.

Od zakończenia tych tragicznych wydarzeń los ocalałych nie poprawił się. Wręcz przeciwnie, żywności brakuje każdemu, posiłki przygotowywane są na bazie tego, co uda się znaleźć lub ukraść (np. zupa na bazie korzonków, pieczone szczury). O mięso jest bardzo trudno, zwłaszcza że wiele zwierząt jest również skażonych. Te, które odważą się zbliżyć do osad ludzkich, często okazują się bardzo niebezpieczne i nieprzewidywalne – widok dwugłowych stworów czy szczurów wielkości dorosłego kota to codzienność w nowym świecie. Brakuje ubrań, o lekach nie ma nawet co śnić, dlatego znachorki znające się na ziołolecznictwie stoją teraz na równi z dawnymi lekarzami. Jednak żadne zioła i wiedza byłych medyków nie potrafią uleczyć piętna Kaina, jak nazywają je niektórzy, które dotknęło wybranych ludzi. Owo piętno to specyficzna narośl, która przykrywa twarz i głowę twardą skorupą, nie ustępując nawet po zetknięciu z nożem – nazwano ją maską Hioba.

Ta dziwna przypadłość nie odpuściła również kluczowym bohaterom nowej rzeczywistości. Zeszpecona nim została młoda i piękna dziewczynka imieniem Swan, obdarzona cudownymi i uzdrawiającymi zdolnościami. Maska ogranicza jej możliwość widzenia i mowy a wszyscy, którzy dziewczynki nie znają i spotykają po raz pierwszy, uciekają od niej z krzykiem. Tylko jej towarzysz niedoli, były zapaśnik Josh, trwa przy niej niezmiennie – zna jej prawdziwą naturę i chroni najlepiej jak potrafi. Z kolei w innym miejscu Ameryki bezdomna kobieta, którą zwą Siostrą, toczy swój prywatny bój o przetrwanie. Pomaga jej w tym magiczny pierścień, który pokazuje drogę. Drogę, która wiedzie ją do utalentowanej Swan.

- Nie ma już na świecie sprawiedliwości i podłości – rzekł.- Jest tylko szybszy pistolet i wyższy poziom przemocy[1].

Mimo że życie na Ziemi samo w sobie jest teraz wyzwaniem, to przecież nie ma niczego tak złego, aby ludzie nie byli w stanie jeszcze bardziej tego zepsuć. Zawsze można sprawić, aby piekło zaistniałe na Ziemi uzyskało nowy wymiar – przemocy, żądzy sprawowania władzy, krwi, fanatyzmu religijnego i najczystszej odmiany zła. Czy z tego da się jeszcze odbudować przyjazny dla ludzi świat? Czy może ludzie, nie do końca świadomie, dążą jednak do autodestrukcji?

Na te pytania oraz szereg innych odpowie Wam sam autor Łabędziego śpiewu, który tworząc fikcyjną wizję świata, wplata całe mnóstwo jak najprawdziwszych cech ludzi z naszej, prawdziwej rzeczywistości. Jest zło (w książce przejawiające się w dwojaki sposób: jako konkretna postać i jako cecha ludzka), jest pragnienie władzy, jest bezwzględność i jest fanatyzm religijny, który – jak pokazuje przykład wielu krajów – nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. McCammon przeraża realizmem…

Jednak pisarz nie pozostawia czytelnika na pastwę tego, co najgorsze. Zapala przed nim płomyk nadziei, sprawia, że myśli, iż jeszcze nie wszystko stracone – kreuje postać delikatnej Swan, której dobroć serca każe wierzyć, że lepsze jutro jeszcze może nadejść. By uwypuklić dobro drzemiące w dziewczynce, w ramach kontrastu zestawia z nią postać Rolanda – młodzieńca kiedyś zakochanego w brutalnych grach komputerowych, obecnie zabijającego ludzi w świecie rzeczywistym. Jego przemiana ze zwykłego nastolatka w maszynę do zabijania robi mocne wrażenie… Zresztą jak każdy bohater, którego kreacja zrodziła się w głowie McCammona.

Za co pokochałam tego pisarza? Nie tylko za świetne kreacje postaci, nie tylko za wizje przedstawianego przez siebie świata, nie tylko za szereg intrygujących wydarzeń i nie tylko za wspaniałą wyobraźnię. Pokochałam go za szczegółowość w tworzeniu swoich powieści – nie brak u niego niczego, nawet najdrobniejszych elementów. Wszystko jest dograne, wszystko się ze sobą wiąże i tworzy spójną całość. Tak było w przypadku Magicznych lat i tak jest w Łabędzim śpiewie.

Robert McCammon
(źródło: www.lubimyczytac.pl)
To wszystko nie znaczy jednak, że omawiana przeze mnie książka jest w stu procentach idealna – nie jest. W drugiej księdze powieści widać, że autor lubi podążać dobrze utartymi szlakami, mianowicie powiela dobrze znany z powieści postapokaliptycznych schemat, w którym mamy działania wojenne, a tłem dla ogarniającego świat zła jest fanatyzm religijny. Chyba już ciężko o tego typu powieść, w której zabrakłoby tych właśnie elementów. Ponadto zakończenie pozostawia według mnie wiele do życzenia. Jest zbyt proste, banalne i nieoryginalne. Po tak dobrej powieści można spodziewać się finiszu przyprawiającego o gęsią skórkę, ale niestety McCammon o to nie zadbał.

Mimo wszystko całość jest tak dobra, tak świetnie dopracowana i wciągająca w realia swojego mrocznego świata, że nie sposób odebrać jej miana jednej z najlepszych przedstawicielek nurtu. Zdecydowanie! Klimat, jaki tworzy McCammon jest niepowtarzalny – no może tylko King potrafi stworzyć lepszy, ale wcale nie o tak wiele jakby się mogło wydawać. Tych dwóch panów śmiało można już postawić na tym samym podium, choć jeszcze nie na tym samym miejscu.

Książkę polecam fanom McCammona, Stephena Kinga, mrocznych wizji świata oraz świetnie skrojonych i rozbudowanych powieści o walce dobra ze złem.

Ocena: 5/6




[1] R. McCammon, Łabędzi śpiew. Księga II, Papierowy Księżyc, Słupsk 2013, s. 45.

Łabędzi śpiew. Księga I - LINK


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.



NEWS Z OSTATNIEJ CHWILI! W konkursie na Blogera roku 2013 Ksiażkówka jest już na 3 miejscu! Dziękuję i proszę o głosy, jeśli ktoś jeszcze swojego nie oddał. :) KLIK

poniedziałek, 14 października 2013

"Łabędzi śpiew. Księga I" Robert McCammon





tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
tytuł oryginału: Swan Song
seria/cykl wydawniczy: Łabędzi śpiew tom 1
wydawnictwo: Papierowy Księżyc
data wydania: już niedługo :), recenzja przedpremierowa
ISBN: 9788361386346
liczba stron: 500



Mówi się, że w życiu pewne są tylko podatki i śmierć. Patrząc na otaczające nas realia, dodałabym do tego jeszcze jeden pewnik – wojnę. Rejony dotknięte działaniami militarnymi nawet przed wielu laty, nadal nie mogą wyzwolić się spod tego jarzma i odczuwają tragiczne skutki prowadzonych walk. Bardzo poważnym zagrożeniem są ataki terrorystyczne, które z dnia na dzień zwiększają swój zasięg i przybierają na sile. Pozostaje więc pytanie, kto pierwszy sięgnie po broń zagrażającą całemu światu?

Korea? Rosja? Amerykanie? Robert McCammon w powieści pod wymownym tytułem „Łabędzi śpiew. Księga I”, która niebawem ukaże się na naszym rynku, przekonuje, że globalny kataklizm wywołany zostanie przez konflikt Rosji z Ameryką.

Dokładnie nie jest wiadome, kto zaczął… Wstępnie mówiono o rosyjskim ataku, ale i tak od dawna było oczywiste, że trzecia wojna światowa to już tylko kwestia czasu – choć nie wszyscy w to do końca wierzyli. Bezdomna kobieta (zwana Siostrą Nawiedzoną), która przemierzając ulice Manhattanu w poszukiwaniu resztek jedzenia wieściła wszystkim rychłe nadejście Armagedonu, dobrze wiedziała o tym, co za chwilę nastąpi. Nikt nie traktował poważnie tego, co mówiła, i nikt jej nie słuchał, bo niby po co wierzyć bezdomnej wariatce?

Tymczasem wojna staje się faktem. Wybuchy bomb atomowych zmieniają Amerykę w jedno wielkie gruzowisko. Ulice (usłane ciałami zmarłych) przemierzają ci nieliczni, którym udało się przeżyć, w tym wspomniana już Siostra, a także Joshua Hutchins (były zapaśnik) i jego mała towarzyszka podróży o imieniu Swan, obdarzona niesamowitymi umiejętnościami.

Mieli być też inni szczęśliwcy. Szczęśliwcy, którzy w bezpiecznym schronieniu powinni przetrwać zmasowany atak bomb. Tuż przed wybuchem wojny zamieszkali w tzw. Podziemnym Domu – miejscu gwarantującym w ich mniemaniu ocalenie dzięki zaawansowaniu technicznemu i solidnej konstrukcji. Gdy przyszło zagrożenie, Podziemny Dom stał się zbiorowym grobem dla większości jego mieszkańców oraz osób sprawujących  dowództwo. Ocalał pułkownik Macklin (choć pozbawiony jednej ręki) i jego młody towarzysz niedoli – Roland. Nastolatek – na co dzień zafascynowany światem brutalnych i krwawych gier – ma okazję uczestniczyć w najprawdziwszej grze na śmierć i życie, nie będącej wirtualną iluzją…

Wśród żyjących znajdują się też uciekinierzy ze szpitala psychiatrycznego, którzy w ramach rozrywki urządzają innym zabawę, w której wygrać można własne życie. Pojawia się na chwilę prezydent – człowiek, który jedną swoją decyzją zmienił bieg losów świata. Są też parchy i trupojady. Jest anarchia, walka o władzę nad tym, co pozostało, i wszechogarniające pragnienie bycia panem. Jest brud, ropiejące rany i psia karma na śniadanie – jeśli akurat komuś dopisało szczęście. Są też wygłodniałe psy i wilki, których cuchnące mięso staje się jednym z największych rarytasów. Jest przemoc, która nie zna granic – zabicie niemowlęcia postrzega się jako banalne, a gwałty to codzienność. Jest więc wszystko to, o czym… śniliśmy w najgorszych koszmarach!

Doprawdy, ciężko mówić mi o tej książce… Trudno wyrazić wrażenia po zakończonej lekturze… Tu tyle się dzieje! Nie ma chwili wytchnienia – od pierwszych stron akcja gna wartko naprzód. Wczoraj życie biegło normalnym torem, a dziś nie ma już Ameryki, a może i pozostałych kontynentów? Nikt nie wie, co dzieje się w Europie… nie ma przecież łączności.

Pojawiające się w powieści postacie przykuwają uwagę swoją różnorodnością. Mamy bohaterów dobrych i złych, słodkich i uroczych oraz odpychających i przerażających. Tych, którym od początku źle patrzyło z oczu, i takich, w których wewnętrzne zło miało się dopiero obudzić… Wszyscy są wyraziści i żywi, każdy jest na swój sposób szalenie charakterystyczny, każdy wzbudza w nas jakieś uczucia – jednych się nienawidzi, drugich uwielbia. Część z nich intryguje swoją mroczną naturą… Na przykład Roland – nastolatek jakich wiele, grzeczny chłopiec – pewnego dnia staje się bezwolną marionetką do zabijania, wypełniającą rozkazy swego animatora.

Robert McCammon
źródło: www.lubimyczytac.pl
Opis zaprezentowanego świata, sytuacji, zdarzeń i postaci jest szalenie szczegółowy. Taki z pietyzmem, chciałoby się powiedzieć. Co prawda miałam kilka zastrzeżeń co do pożywienia, które znajdowali bohaterowie, bo przecież po wybuchu bomb jądrowych wszystko powinno być skażone, a im jednak udawało się znaleźć „czysty” prowiant, po którym nie chorowali i nie umierali. Z drugiej zaś strony, gdyby wszyscy bohaterowie umarli już na samym początku, McCammon nie miałby o czym opowiadać, a przecież w końcu nie o wiarygodność tu chodzi, ale o zaprezentowanie katastroficznej wizji świata po globalnym kataklizmie.

Tak, książka jest naprawdę dobra! Określa się ją mianem jednej z najlepszych pozycji postapokaliptycznych i z tym się zgadzam, choć daleka jestem od porównywania I Księgi „Łabędziego śpiewu” do którejkolwiek powieści reprezentującej ten nurt. Moim zdaniem Robert McCammon stworzył historię, która idealnie wpasowując się w klimat świata po zagładzie, jednocześnie mocno się wyróżnia na tle innych tego typu relacji. Jest dokładna, dopracowana, napisana z rozmachem i daje nadzieję, że Księga II jako kontynuacja będzie równie wyśmienita. Ale o tym przekonam się – mam nadzieję – już niedługo i na pewno poinformuję was o wrażeniach z lektury. Zatem do miłego zobaczenia panie McCammon!

Ocena: 5.5/6



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.

Przypominam o moim konkursie (LINK), w którym wygrać możecie "Doktor Sen" Kinga! :) Macie czas do najbliższego piątku godz. 23:59.

czwartek, 21 czerwca 2012

"Magiczne lata" Robert McCammon



Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Tytuł: Magiczne lata
Tytuł oryginału: Boy's Life
Autor: Robert McCammon
Format: 143x205 mm                               
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
ISBN: 978-83-61386-15-5


"Życiodajna lektura"

Dziś mam dla Was zadanie do wykonania. Musicie zamknąć oczy, zrelaksować się, zapomnieć o troskach dnia codziennego i... oddać głos dziecku, które drzemie w każdym z Was. Obudźcie je, proszę, potem oddajcie mu władzę nad Waszymi umysłami i pozwólcie ponieść się fantazji...

Na wypadek, gdyby jednak ktoś miał problemy z wykonaniem mojego zadania, podpowiadam, kto może Wam w tym pomóc. Jego nazwisko to McCammon, Robert McCammon – amerykański pisarz. Autor niesamowitej powieści pt. „Magiczne lata”, osadzonej w Ameryce lat sześćdziesiątych, której głównym bohaterem jest dwunastoletni chłopiec imieniem Cory. Mieszka on wraz z rodzicami w małym miasteczku położonym w Alabamie, o jakże miłej dla ucha nazwie Zephyr. Chłopiec żyje pełną piersią, jak na młokosa w jego wieku przystało, uczy się, ma talent literacki, kilku dobrych kolegów i niebywały pociąg do wszystkiego, co wywołuje uczucie grozy. Niebawem ostatnia z jego fascynacji ma przybrać bardzo realne kształty...

Pewnego ranka, gdy przed rozpoczęciem zajęć szkolnych pomaga ojcu w jego pracy, omal nie staje się ofiarą wypadku samochodowego. Niewiele brakuje, by uderzyło w nich auto jadące z naprzeciwka, które ostatecznie stacza się z nasypu i ląduje w jeziorze. Gdy ojciec Cory’ego dociera do topiącego się samochodu, by nieść ratunek, okazuje się, że za kierownicą są umieszczone zwłoki mężczyzny przypięte do niej kajdankami, nagie i zmasakrowane tak, że identyfikacja człowieka na podstawie cech fizycznych nie jest możliwa. Od tego dnia mieszkańcom Zephyr przychodzi żyć ze świadomością, że wśród nich może kryć się brutalny morderca, a w dodatku jego odnalezienie staje się rzeczą niezwykle trudną dla miejscowej policji. Jednak Cory w dniu wypadku spostrzega kogoś na miejscu zdarzenia. Spostrzega czy ma jedynie przywidzenie wywołane przeżyciem silnych emocji? Czy Cory pomoże w śledztwie i tym samym zdejmie z ojca ciężar koszmarów sennych, które nękają go od czasu tego zdarzenia? I czy...

Ach, mnóstwo tych pytań, a odpowiedzi przecież udzielić nie mogę! Musicie poszukać ich sami, ale uprzedzam, że nie dokonacie tego szybko. „Magiczne lata” mają ponad sześćset stron, ale to nie ich ilość będzie powodem tego, że nieprędko odkryjecie finał sprawy, ale chęć maksymalnego wydłużenia czasu spędzonego z tą książką. To jedna z tych lektur, którą zwyczajnie żal czytać szybko, nią trzeba się delektować i cieszyć każdą chwilą poświęconą tej niesamowitej historii. Gwarantuję też, że porwie Was jej wielowątkowość. Choć głównym wątkiem jest motyw wcześniej wspomnianego przeze mnie morderstwa, to przecież przygód w życiu Cory’ego jest znacznie więcej! Jakich przygód? Wspaniałych, niepowtarzalnych, magicznych i wywołujących dreszcze na ciele. Mamy tu wszystkie rozterki dojrzewającego chłopca, wszystko to, z czym musi się on zmierzyć wewnętrznie. I na koniec pochwała samego pisarza. Jego styl jest fascynujący, tak umiejętnie bawi się gatunkami, tak dobrze nimi żongluje (jest tu i horror, i fantastyka), tworząc nową jakość. Sam Stephen King, a może nawet Neil Gaiman, mógłby pozazdrościć mu talentu. Pamiętam, jak King w niektórych swoich powieściach wciągał mnie w wykreowany przez siebie świat i nie pozwalał go opuścić nawet po skończonej lekturze... Panie King, ma pan godnego siebie konkurenta!

Już kończę zachwalanie – przyszedł czas na kilka słów o wadach „Magicznych lat”. Osobiście dostrzegam tylko jedną – ta pozycja nie ma wad. Zawiedzeni, że tym razem do niczego się nie przyczepię? Trudno, musicie to jakoś przełknąć, bowiem książka ta jest jedną z najciekawszych nowości wydanych w roku 2012 na naszym rynku (i piszę to z pełną świadomością, że w momencie publikowania tej recenzji mamy dopiero czerwiec).

Tak na koniec naszła mnie pewna myśl. Cory powiedział pewnego razu, że chciałby żyć milion razy. Po lekturze „Magicznych lat” czuję się tak, jakbym zyskała kilka żyć więcej...

Ocena: 6/6

Oficjalna recenzja dla portalu lubimyczytać.pl: http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/953/zyciodajna-lektura


Ktoś jeszcze nie czytał "Magicznych lat", a bardzo by chciał? Ten niech zagląda do KUFERKA  na początku lipca. :)