Dziś na Dyskusyje Edyta wprowadzi nas w świat książek Terry'ego Pratchetta. Serdecznie zapraszamy do dyskusji! :)
Pamiętacie o moim konkursie,w którym do wygrania jest "Doktor Sen"? Nie? Zapomnieliście? To przypominam. ;) Macie czas do 23:59 dzisiejszego dnia! Wyniki ogłoszę najprawdopodobniej w niedzielę. Opiszcie mi jak wg Was wyglądają ducholudki. :)
Pamiętacie o moim konkursie,w którym do wygrania jest "Doktor Sen"? Nie? Zapomnieliście? To przypominam. ;) Macie czas do 23:59 dzisiejszego dnia! Wyniki ogłoszę najprawdopodobniej w niedzielę. Opiszcie mi jak wg Was wyglądają ducholudki. :)
********************************************
tytuł oryginału: I nagle wszystko się kończy
wydawnictwo: Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości
data wydania: 26 września 2013
ISBN: 9788393619184
Na nazwisko Krzysztofa
Bieleckiego co i rusz natrafiałam podczas wirtualnej podróży po blogach
recenzenckich. Głównie za sprawą utworu „Defekt pamięci”, który został dość
ciepło przyjęty przez czytelników. Mnie samej jak do tej pory nie było dane go
poznać, ale – jak to mówią – co się odwlecze, to nie uciecze.
Właśnie niedawno ukazał się
kolejny tytuł sygnowany nazwiskiem tego autora, czyli zbiór opowiadań pt. „I
nagle wszystko się kończy”. Jego blurb nie mówi zbyt wiele; w zasadzie aż do
momentu rozpoczęcia lektury nie wiadomo, czego możemy się spodziewać.
Przyznam, że pozytywne wrażenie
zrobił na mnie już sam wstęp, który nie ma formy, do jakiej jesteśmy
przyzwyczajeni – nie jest suchą zapowiedzią tego, co znajdziemy w środku.
Zamiast tego mamy tu tekst opatrzony tytułem „Trudie Rainbolt i Simone
Thunderfield rozmawiają o literaturze”, w którym śledzimy przebieg rozmowy
dotyczącej tego właśnie, co stanowi zawartość niniejszej antologii. Cóż, po
takim wprowadzeniu w temat śmiało można oczekiwać, że cała reszta również
będzie nietypowa i oryginalna. Moje domysły okazały się jak najbardziej
słuszne.
Zaskakujących opowiadań, odbiegających
swoją formą od zazwyczaj przeze mnie czytanych, jest tu bez liku. W zasadzie
każde z nich jest czymś nowym. Między innymi poznajemy kobietę, która staje się
zwierzyną dla „barowego podrywacza”, ale nie ma mu tego za złe, bo sama jest
gotowa na „chwileczkę zapomnienia” w objęciach nieznajomego. A że do stuprocentowego
spełnienia potrzebuje mrówkojada i kasety z zapisem odgłosów z rzeźni… to już
przecież tylko drobny szczegół… Jest też zawodowy morderca, który dla
podtrzymania właściwego poziomu adrenaliny w organizmie zawsze chodzi z
rozwiązanym sznurowadłem w lewym bucie… A o mężu, który płaci swojej żonie
prezentami za sam fakt jej „niebycia” w domu, mówiłam?
| Krzysztof Bielecki |
Prawda, że zapachniało… „dziwnościami”?
Ale to nie koniec. Specyficznego smaczku opowiadaniom dodaje fakt – mocno
wiążący się z tytułem – że opowiadania kończą się w najmniej oczekiwanym i pożądanym momencie. Następuje to w chwili, w której
tak naprawdę akcja się rozkręca i bardzo ciekawi nas dalszy jej przebieg. Ale
nie ma tak łatwo, czytelniku! Pomęczyć się musisz i basta!
Nie będę się zarzekać, że proza
Krzysztofa Bieleckiego przypadnie do gustu każdemu – byłabym wobec was bardzo
nie fair, jeśli starałabym się wam to wmówić. Zatem, komu ma szansę się
spodobać? Na pewno fanom kreatywnego i nieszablonowego pisarstwa, czyli
takiego, które wyróżnia się stylem, oryginalnymi pomysłami i nie cacka się z czytelnikiem. Fanom „pokręconych” i „zakręconych” historii, może nawet
„odjechanych”.
I jeszcze słowo o okładce. Choć
mnie kompletnie się nie podoba i za żadne skarby świata nie wybrałabym takowej
grafiki na okładkę swojej książki, to wiedzcie, że idealnie pasuje do
zawartości tomu – świetnie się z nią komponuje.
Punktowej oceny opowiadań pana
Bieleckiego się nie podejmuję, bo nie uważam się za osobę odpowiednią do oszacowania
wartości tego typu pozycji. Może wy się pokusicie?
Za możliwość przeczytania książki dziękuję jej Autorowi.
Recenzja bierze udział w wyzwaniu: