Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2013

K. Garcia, M. Stohl "Istoty chaosu"


Istoty chaosu - Kami Garcia


Wydawnictwo: Łyński Kamień
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 507
Seria: Kroniki Obdarzonych (cz. 3)

Tego lata wiele się wydarzyło: Ethan był bliski utraty Leny, przekonał się, że Gatlin wciąż potrafi go zaskoczyć, aby uratować ukochaną zagłębił się w podziemne tunele i odkrył wiele tajemnic; Lena w końcu się naznaczyła - tak Ciemnością, jak i Światłem, Ridley straciła swoje syrenie moce, a Link stał się czymś w rodzaju inkuba.
A teraz? Chciałoby się powiedzieć, że Gatlin pozostało niezmienne, jednak to nie do końca prawda. Pogoda płata figle, panują nieznośne upały, a szarańcza skutecznie zwalcza wszelką roślinność. Także Amma wydaje się nie być do końca sobą, a moce Obdarzonych wciąż wymykają się spod kontroli. Jedynie Ravenwood wydaje się niemal niezmienne. Ale na jak długo? Nietrudno się domyślić, że ma to związek z siedemnastym księżycem Leny, jej nietypową decyzją, która zaważyła na losie świata - nie tylko Obdarzonych, ale i śmiertelników. Do tego Ethana znów nękają koszmary. Tym razem to on sam jest ich bohaterem i kończą się jego upadkiem. Co mogą oznaczać? Po raz kolejny towarzyszą mu zwiastopieśni, a przeszłość ujrzy wraz z Leną za sprawą pewnej wysłużonej książki. Na każdym kroku czekają kolejne tajemnice, zaczyna się robić niebezpiecznie, także dla jego najbliższych i to właśnie dlatego Ethan postanawia odszukać znienawidzonego Johna Breeda, na którym najwyraźniej bardzo zależy Abrahamowi. Z jakiegoś powodu został przecież wybrany na przewodnika.

"Koło Losu zmiażdży nas wszystkich."

Przed bohaterami piętrzą się kolejne niewiadome. Zwłaszcza Ethan napotyka ich coraz więcej. Przy części z nich pozwala sobie pomóc, jednak resztę zachowuje dla siebie. Bo nie chce nimi nikogo obarczać. Bo przecież to on jest przewodnikiem i musi dać sobie radę. Nawet jeśli to właśnie od jego decyzji zależą dalsze losy świata, nie tylko śmiertelników. Z drugiej jednak strony irytowało mnie to, że ignorował to, co się z nim działo. Zaniki pamięci, poczucie czyjejś tajemniczej obecności, przecież to nie jest normalne. Cóż, mówią, że pod latarnią najciemniej. Jego zachowanie sprawiło, że w końcu sama zaczęłam wątpić w trafność moich tez. Czy słusznie?

Jeśli chodzi o bohaterów, znajdzie się kilku godnych uwagi. Co ważne, ani przez chwile nie miałam wrażenia żeby byli idealni, może trochę nierealni przez wzgląd na wszechobecną magiczną aurę, ale nie idealni. Byli ludzcy. Mieli swoje wady, zalety, nadzieje i obawy - to wszystko tworzyło ich unikalny wizerunek. Niektórzy byli naprawdę zdesperowani, inny wykazali się niebywałą odwagą, nawet jeśli nie posiadali magicznych mocy. W obliczu kolejnych wydarzeń przyszło im na nowo określić kto jest wrogiem, a kto przyjacielem.
Warto byłoby też wspomnieć o tłumaczu, który wykonał kawał dobrej roboty. W książce znajdziemy sporo przypisów, w których wyjaśnia większość niejasności, a ze sposobu, w jaki to zrobił można wywnioskować, że rzeczywiście się starał, co pozytywnie wpłynęło na mój odbiór książki.

Ostrzegam tych, którzy nie tolerują ciągłych miłosnych wyznań - tutaj pełno jest tego typu sytuacji, Lena i Ethan nie przepuszczą żadnej okazji, aby zapewnić siebie nawzajem o łączącym ich gorącym uczuciu. Mogę jednak zagwarantować, że i całkiem przyjemnego w odbiorze humoru nie zabraknie. Uwielbiam ten występujący w "Kronikach Obdarzonych" wręcz przesiąknięty magią klimat, który (do kompletu z wszystkimi innymi zaletami) sprawił, że nie mogłam oderwać się od lektury i nawet jeśli dopatrzyłam się jakichś minusów, nie przywiązywałam do nich większej wagi. Jeśli lubicie tego typu książki, świetnie sprawdzi się jako lekkie, wakacyjne czytadło. Kolejna część serii planowana jest na grudzień tego roku. Gdy już zostanie wydana, na pewno trafi na moją półkę. :)

Piękne istoty | Istoty ciemności | Istoty chaosu | Beautiful Redemption
+5/6

niedziela, 28 lipca 2013

Anime "Kuroshitsuji"



Tytuł: Kuroshitsuji
Długość odcinka: 24 min.
Ilość odcinków: 24
Rok produkcji: 2008
Ocena: 5/6

Czy wśród osób oglądających anime jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o Cielu Phantomhive i jego demonicznym lokaju? Nie wydaje mi się. Kuroshitsuji jest jednym z kultowych już tytułów, więc wprost nie mogłam go sobie odpuścić. :)

Poznajcie Ciela, zaledwie kilkunastoletniego chłopca który stał się głową rodu Phantomhive i przejął rodzinne interesy. Jego rodzice zginęli w pożarze ich posiadłości, a on sam po niewyjaśnionym zniknięciu powraca w towarzystwie nowego lokaja o niesamowitych umiejętnościach. Młody panicz ma przed sobą jasno wytyczony cel, jakim jest zemsta za upokorzenie, którego doznał. Właśnie z tego powodu zawarł umowę z demonem, który został jego lokajem. W zamian za wierną służbę, po wypełnieniu warunków kontraktu, Ciel ma oddać mu swoją duszę...
Zanim to jednak nastąpi, Sebastian będzie miał pełne ręce roboty. Zagrożeń nie brakuje - od podejrzanych indywiduum czyhających na życie panicza, po niebezpieczne misje zlecane przez samą królową i siły nadprzyrodzone, które od czasu do czasu dają o sobie znać.

Kuroshitsuji ma w sobie dużo z czarnej komedii. Ukazany tu humor bardzo przypadł mi do gustu, jednak odradzam to anime osobom, które nie tolerują widoku krwi (względnie powykręcanych kończyn). Poza tym mamy tu sporo wątków kryminalnych, zagadek, które bohaterowie muszą rozwikłać. Większość z nich wiąże się z nietypowymi zadaniami, jakie przed Cielem stawia królowa, co sprawia, że często nazywany jest psem (lub też kundlem) królowej. W poszukiwaniu zemsty bohaterowie nieoczekiwanie trafią na trop bardzo podejrzanej sprawy, w którą wplątane są siły nadprzyrodzone. Co jakiś czas otrzymujemy kilka wskazówek na ten temat, co daje nam możliwość poskładania tego w całość. Dodatkowo z każdym kolejnym odcinkiem dowiadujemy się coraz więcej na temat przeszłości Ciela i okoliczności, przez które jego życie wygląda tak a nie inaczej - właśnie to był jeden z wątków, które ciekawiły mnie najbardziej.

Tą dwójkę łączą bardzo ciekawe, zawiłe relacje. Z jednej strony Sebastian jest oddanym lokajem, który gotowy jest wypełnić każdy, nawet najbardziej niedorzeczny rozkaz swojego pana. Z drugiej strony nie przeszkadza mu to w robieniu paniczowi na złość przy każdej możliwej okazji. Ciel nie pozostaje mu dłużny, z przyjemnością uprzykrzając mu życie i wystawiając jego lojalność na próbę. Mimo wszystko trudno oprzeć się wrażeniu, że są sobie bliscy, a łączącej ich więzi nie można utożsamiać jedynie z kontraktem, jaki zawarli. A może jednak są to tylko pozory? Może Sebastian w ten sposób wypełnia swoją rolę? W końcu, jak sam wciąż powtarza, jest jedynie piekielnie dobrym lokajem...

Ciel często porównuje życie do partii szachów, którą on sam rozgrywa, a ludzi do pionków, których możliwości stara się jak najlepiej wykorzystać i których nie zawaha się poświęcić w razie potrzeby. W rzeczywistości jednak wcale nie jest tak bezwzględny, a bliscy są dla niego bardzo ważni. Jest dumny i bystry, co lubi udowadniać innym, zwłaszcza tym, którzy wciąż uważają go za dziecko. Niejednokrotnie będzie miał szansę pokazać, że jest o wiele bardziej dojrzały od wielu osób w jego otoczeniu. Z czasem dowiadujemy się o nim coraz więcej. Będziemy świadkami jego codziennych zajęć, nietypowych sytuacji, trudnych wyborów... Jego osobowość jest bardzo rozbudowana, ale najlepiej będzie, jeśli o tym przekonacie się sami.
Sebastian z kolei jest opanowany i potrafi znaleźć rozwiązanie w każdej sytuacji. Jest to cecha bardzo przydatna biorąc pod uwagę destrukcyjne możliwości służby pracującej w posiadłości Phantomhive. Jest oddany swojemu panu, jednak bywa, że łapie go za słowa. Jego słabością są koty - jego ulubieńcy, jednak jeśli chodzi o wrogów, jest bezwzględny. Jest kimś komu Ciel może zaufać, czy raczej zwykłym demonem, który wypełnia warunki kontraktu? Ostateczny osąd na jego temat pozostawiam Wam.

Poza nimi mamy też kilka innych, mniej lub bardziej charakterystycznych postaci - wśród służby są to niezdarna pokojówka Meirin, porywczy (a może raczej wybuchowy) kucharz Bard, niewiarygodnie silny, choć bardzo młody ogrodnik Finny i pracujący w rezydencji już od dawna pan Tanaka, który jedynie od czasu do czasu pokazuje swoje dawne ja (w pozostałych przypadkach poprzestaje na piciu herbaty i powtarzaniu swojego, jakże wymownego "ho ho ho"). Jest też młodziutka Lady Elisabeth - przyjaciółka z dzieciństwa i narzeczona Ciela, która bardzo chciałaby ujrzeć go znów szczęśliwego. Może nie grzeszy bystrością, jednak wprowadza do tej historii wiele radości (choć bywa i wręcz przeciwnie).
Swoją osobowością zdecydowanie wyróżnia się Undertaker (Grabaż), dla którego wykonywany zawód to jednocześnie hobby i który z chęcią pomaga przy sprawach kryminalnych. Następnie jest jeszcze Grell, którego w całej okazałości jest nam dane poznać dopiero po kilku odcinkach (z tego powodu nie będę za wiele o nim pisać; wspomnę jedynie, że zalicza się do moich ulubionych postaci) oraz Lau - człowiek prowadzący sieć restauracji, a także dość wysoko postawiony jeśli chodzi o brudne interesy.

Ścieżka dźwiękowa pomaga wprowadzić widza w klimat wiktoriańskiej Anglii, a kiedy trzeba, buduje napięcie. Moim zdaniem jest świetnie dobrana. Opening (Sid "Monochrmoe no Kiss") i ending (Becca "I'm Alive") łatwo wpadają w ucho, a po pewnym czasie mogą nie dać spokoju (przynajmniej ja tak miałam). Drugi ending (Kalafina "Lacrimosa") określiłabym jako bardziej klimatyczny, wprowadzający melancholijny nastrój. Na początku zmiana ta wydawała mi się dość dziwna, jednak wkrótce uświadomiłam sobie, że była w pełni uzasadniona i zaczęła mi się podobać. Teraz jest to jedna z moich ulubionych piosenek z anime. Widać tu wyraźną różnicę pomiędzy początkowymi a końcowymi odcinkami. Te pierwsze są bardziej nastawione na zapewnienie widzom rozrywki, jest w nich sporo humoru, stanowią wprowadzenie do całej historii, a te bardziej istotne szczegóły pojawiają się stopniowo. Kolejne stawiają już na konkretny rozwój fabuły i bardziej poważne tematy, czyli coś dla fanów wątków psychologicznych, choć i tych zabawniejszych momentów znajdzie się kilka.

Co do kreski właściwie nie mam większych zastrzeżeń. Podobała mi się kolorystyka, ogólne przedstawienie postaci i tła. Mogłabym się przyczepić do przesadnie wydłużonych kończyn, jednak nie stanowi to dla mnie żadnego problemu. No i jeszcze taka mała dygresja... nie ma to jak Sebastian walczący zastawą stołową. :D
Choć rzeczywiście widać, że miejscem akcji jest Anglia, to jednak twórcy nie pozwalają nam zapomnieć o pochodzeniu anime i co jakiś czas, jakby od niechcenia, napomykają o kulturze lub zwyczajach panujących w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jest to całkiem ciekawe urozmaicenie.

Może i pierwszy odcinek nie wbił mnie w fotel, jednak skłamałabym twierdząc, że nie zainteresowała mnie ta historia. Dalej robiło się już coraz ciekawiej, więc Kuroshitsuji mogę szczerze polecić. Poza tym zaczęłam też czytać pierwowzór tego anime, czyli mangę Yany Toboso o tym samym tytule. Jak na razie przeczytałam trzy tomy i jestem z nich zadowolona, ale o tym już kiedy indziej. ;)

"Istnieją rzeczy, których nie można odzyskać choćby nie wiem co. Istnieje też rozpacz, przed którą nie uciekniesz."

sobota, 20 lipca 2013

J. Fforde "Ostatni Smokobójca"


Ostatni Smokobójca - Jasper Fforde


Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 320
Seria: Kroniki Jennifer Strange (cz. 1)

Myślisz, że używanie magii to coś niesamowitego? Przemyśl to jeszcze raz. Witaj w świecie, gdzie aby używać magii potrzebujesz atestu, a każde zaklęcie wymaga wypełnienia stosu papierzysk. W dzisiejszych czasach zajmowanie się magią nie jest już tak szanowanym zawodem, a i dochody nie są najlepsze. Teraz aby zarobić na życie magowie podejmują się takich prozaicznych czynności jak wymiana instalacji elektrycznej, czy holowanie aut. Powód? Od pewnego czasu magia stale słabnie, więc niewielu magów wciąż ma aktualne licencje. To się po prostu nie opłaca. Jeśli już się tacy znajdą, to przynależą do specjalnych organizacji. Jedną z nich jest Kazam, gdzie po zniknięciu cieszącego się uznaniem Wielkiego (przynajmniej kiedyś) Zambiniego niemal wszelkie obowiązki przejęła nastoletnia Jennifer Strange - zatrudniona tam w roli menedżera znajda.
Pogodzona ze swoim losem dziewczyna już przyzwyczaiła się do wszelkich dziwów, które w towarzystwie magów (często zachowujących się co najmniej dziecinnie) są codziennością. Sądziła, że właśnie tak będzie wyglądać jej życie aż do osiągnięcia pełnoletniości, gdy będzie mogła opuścić Kazam, jednak bardzo się pomyliła... Już wkrótce w całym królestwie, a nawet dalej, zawrzało od spekulacji na temat śmierci ostatniego smoka, której wizję zdołali przechwycić nawet wróżbici niższego szczebla. Informacja ta (ku oburzeniu Jennifer) doprowadziła do zebrania się wokół Smoczych Ziem tłumu gapiów, mających nadzieję na zagarnięcie choć skrawka tych terenów po śmierci stwora. W tym samym czasie wszyscy magowie odnotowali znaczący wzrost swoich mocy. Także Jennifer, choć pozbawiona mocy magicznych, będzie miała swój udział w nadchodzących wydarzeniach, jak się okaże, naprawdę znaczący... Wygląda na to, że całe to zamieszanie powiązane jest ze Starą Magią. Problem w tym, że nikt nie chce jej wytłumaczyć o co w niej chodzi.

Czy Jennifer stanie na wysokości zadania? Spróbuje zapobiec śmierci smoka, czy raczej pozwoli spełnić się przepowiedni? Tak czy inaczej, po drodze przyjdzie jej się zmierzyć z wieloma przeciwnościami - niektórzy będą starali się jej przeszkodzić, inni przekonać do własnych racji, podczas gdy nawet ona sama nie jest pewna co ma zrobić. Pośród natłoku rad, rozkazów, obłudy, a nawet gróźb będzie musiała odnaleźć własne rozwiązanie, zaufać swoim osądom, a w ostatecznym rozrachunku także poznać prawdę o sobie. Co postanowi?

"To, co nam się przydarza w życiu, zmienia nas nieodwołalnie."

Autor w prześmiewczy sposób krytykuje współczesne ludzkie postawy, takie jak konsumpcjonizm, chciwość, czy dwulicowość, a także potrzebę rozliczania się z każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy (chociażby konieczności wypełniania formularzy po rzuceniu nawet drobnego zaklęcia). Ta chwilami wręcz absurdalna rzeczywistość stanowi świetną odskocznię od codzienności i pozwala z dystansu spojrzeć na wiele spraw. Do tego dochodzi także szczypta magii w dość niekonwencjonalnym wydaniu oraz sporo ciekawych postaci, chociażby Kwarkostwór (tak, to ten zielony na okładce). ;)
"Ostatni Smokobójca" to naprawdę przyjemna, lekka i pełna humoru książka. To wszystko sprawia, że czyta się ją w ekspresowym tempie. Dodatkowo ciekawe urozmaicenie stanowią zamieszczone w niej zabawne ilustracje. Bardzo miło spędziłam z nią czas, więc chętnie sięgnę po kontynuację, gdy już zostanie wydana (oby niedługo ;)).

-5/6

A tak przy okazji... czy byłby ktoś zainteresowany przeczytaniem posta o kosmetykach (taki wakacyjny pomysł)? Najprawdopodobniej o kredkach do oczu. ;)

środa, 19 czerwca 2013

C. Link "Obserwator"


Obserwator - Charlotte Link


Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 1025 min. (17 h 4 min.)
Lektor: Marta Grzywacz

Poznajcie Samsona Segala, który jest bardzo oddany swojemu nietypowemu hobby. Możecie go nazwać prześladowcą, czy podglądaczem, jednak on sam porównuje się do osób, które zatraciły się w wirtualnym świecie, stworzyły sobie drugą rzeczywistość, w której czują się szczęśliwe. On nawet zdaje sobie sprawę, że ma problem, jednak z pewnych nawyków nie tak łatwo po prostu zrezygnować... Do czego może doprowadzić jego osobliwe zajęcie?

Z pozoru idealna rodzina Wardów powoli odsłania przed nami swoje prawdziwe oblicze. Nagle okazuje się, że wciąż atrakcyjna Gillian skrywa wiele kompleksów i nie może się porozumieć ze swoją dwunastoletnią córką. Tom z biegiem czasu stał się pracoholikiem, który nawet po powrocie do domu (co i tak jest zjawiskiem nader rzadkim) nie potrafi zwolnić tempa, do tego często bywa nerwowy. Nad rodziną zawisły czarne chmury. Choć małżonkowie nadal darzą się uczuciem, coś uległo zmianie, zniknęło bezpowrotnie. W dodatku na horyzoncie pojawia się przystojny trener drużyny piłki ręcznej, były pracownik Scotland Yardu. Jaką rolę odegra w tej historii?

Teraz z kolei przejdźmy do kolejnej sprawy - serii brutalnych morderstw, które wstrząsnęły w tym czasie Londynem. Ofiarami padły starsze kobiety, a popełnione zbrodnie wydają się nie mieć ze sobą jakiegokolwiek związku. Jakie motywy kierowały mordercą i kto nim był? Gdzie w tym wszystkim sens?

Z początku niemające ze sobą nic wspólnego wątki powoli zaczynają się ze sobą splatać, tworząc historię tajemniczą i zaskakującą. Akcja toczy się równocześnie na kilku płaszczyznach, więc musimy liczyć się z całkiem niespodziewanym przerwaniem aktualnego wątku i zmianą perspektywy, z której poznajemy całą sprawę. Ogólnie rzecz biorąc obecna tu intryga została ciekawie przedstawiona.
Autorka pozwala nam razem z bohaterami szukać rozwiązania tej sprawy. Z początku daje nawet kilka wskazówek, do których jednak nie przywiązałam większej wagi, bo na tamtym etapie najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam ich powiązać z późniejszymi wydarzeniami. Dopiero pod sam koniec zorientowałam się, że rzeczywiście była mowa o czymś takim i było to dla mnie niemałym zaskoczeniem.

Bohaterowie mają swoje wzloty i upadki. Jedni są bardziej zaradni, inni mniej, jednak każdy ma swoją własną osobowość, która nie jest jedynie pobieżnie nakreślona. Znajdzie się też coś dla miłośników wątków psychologicznych. Obserwujemy zmagania bohaterów z codziennością, a także trudnymi sytuacjami, autorka odsłania przed nami ich tok myślenia i pozwala dostrzec motywy, które nimi kierowały, przy czym jej wyjaśnienia są precyzyjne i odsłaniają kryjącą się pod całą masą pozorów bolesną prawdę. Czy jesteście gotowi, by ją poznać?

Z "Obserwatorem" miałam okazję zapoznać się w formie audiobooka, choć zazwyczaj ich unikam. Tym razem postanowiłam dać im szansę i wygląda na to, że był to dobry wybór. Powoli zaczynam doceniać zalety książki w wersji audio, choć nie mogłyby one zastąpić mi tradycyjnego wydania. Z kolei jeśli chodzi o Charlotte Link, zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, więc z chęcią poznam inne jej książki.

5/6

sobota, 8 czerwca 2013

Zoe Marriott "Cienie na Księżycu"


Cienie na Księżycu - Zoe Marriott


Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 439

"Kilkunastoletnia Suzume orientuje się, że ojczym, z którym mieszka, jest odpowiedzialny za śmierć jej ojca. Postanawia się zemścić. Dzięki swoim umiejętnościom magicznym ukrywa się w kuchni pałacu ojczyma, ucieka na ulice nieznanego miasta, wydostaje się z więzienia... Wie, że musi zdobyć względy wszechwładnego Księżycowego Księcia, aby pomścić śmierć ojca.
Ale nawet jeśli potrafimy ukryć się dla oczu innych, czasem ich serce jest bardziej przenikliwe... A nasze serce też nie zawsze podąża za planami mózgu... Suzume będzie musiała wybierać między zemstą a miłością."

Suzume wiele przeszła. Jej początkowo szczęśliwe życie zmieniło się diametralnie po tym, jak na własne oczy widziała śmierć swoich bliskich. Po tym wydarzeniu - choć z całych sił starała się normalnie funkcjonować - wszędzie czuła się nie na miejscu, także przy własnej matce, która zdawała się być całkowicie pochłonięta swoim nowym życiem. Wraz z upływem czasu w Suzume zaczęła narastać irytacja i inne negatywne uczucia, na których rozładowanie znalazła swój własny, choć nie najlepszy sposób. Mimo to nie na długo dane jej było cieszyć się tą względnie spokojną egzystencją. Choć zdawała sobie sprawę z tego, że jej ojczym jest człowiekiem gwałtownym, który we wszystkim upatruje własnej korzyści, nie spodziewała się, że to właśnie on mógł być winien śmierci jej ojca. A jednak było to prawdą, a jedyną możliwością jaka jej pozostała, była ucieczka.
Zdesperowana Suzume poprzysięga zemstę na zabójcy swego ojca, jednak postanowienie to może nie być zbyt łatwe do zrealizowania, zwłaszcza gdy otaczający ją ludzie chcą ją od tego odwieść. Czy dziewczyna zdecyduje się podporządkować całe swoje dalsze życie zemście?

Swoją rolę w tej historii odegrał także szereg innych postaci, które bohaterka spotkała na swojej drodze. Niektórzy tak jak Suzume potrafili tkać iluzje z cienia, które bywały bardzo przydatne. Dzięki tej umiejętności byli ze sobą w pewien sposób połączeni i zawsze potrafili się odnaleźć, gdy potrzebowali wzajemnej pomocy. Osoby niebędące zwolennikami fantastyki mogę uspokoić stwierdzeniem, że to właśnie na tym opiera się występująca tu magia.
Na drodze Suzume (która wraz ze zmianami trybu życia przybierała także inne imiona) stanął także Otien, równie niezwykły jak ona sama. Czy dla niego zaniecha swoich planów? Co wybierze - miłość czy zemstę?

"Miłość nadciąga jak burzowe chmury, ucieka przed wiatrem i rzuca cienie na Księżyc."

Jest to kolejna książka zainspirowana historią Kopciuszka, jednak w przeciwieństwie do "Cinder" tu nawiązanie to nie jest tak oczywiste, a wszelkie podobieństwa są o wiele bardziej subtelne. Właściwie, gdyby nie informacja na okładce, prawdopodobnie nawet bym się tego nie domyśliła. Takie rozwiązanie sprawiło, że autorka miała dużo większą swobodę i zamiast popadać w schematyczność mogła stworzyć coś własnego. Moim zdaniem był to bardzo dobry wybór.

Na niezwykły urok "Cieni na Księżycu" składa się także miejsce akcji, jakim jest dawna Japonia, zachwycająca swoją orientalną kulturą i zwyczajami. Dodatkowo, występujące w książce japońskie zwroty pozwalają jeszcze lepiej wprowadzić czytelnika w przedstawiony tu świat, a dla niezorientowanych w temacie przydatny może okazać się zamieszczony z tyłu słowniczek. Książkę czyta się niezwykle szybko i z żalem przyszło mi się rozstać z bohaterami, którzy już zdążyli zaskarbić sobie moją sympatię. Naprawdę polecam! :)

5+/6

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Anime "Ao no Exorcist"




Tytuł: Ao no Exorcist
Długość odcinka: 24 min.
Ilość odcinków: 25
Rok produkcji: 2011
Ocena: +5/6

O tym anime usłyszałam już jakiś czas temu, ale dopiero niedawno postanowiłam dać mu szansę. Nie spodziewałam się po nim zbyt wiele, jednak miałam nadzieję, że miło spędzę przy nim czas. Powstało ono na podstawie mangi stworzonej przez Kazue Katô (w Polsce pierwszy tom ma zostać wydany we wrześniu tego roku).

Głównym bohaterem jest Rin Okumura, z pozoru zwykły chłopak, który często uczestniczy w bójkach i nie może znaleźć sobie stałej pracy. Można powiedzieć, że jest całkowitym przeciwieństwem swojego pracowitego brata bliźniaka Yukio. Do tej pory razem mieszkali w opactwie, jednak Yukio wkrótce zacznie naukę w nowej szkole. Opiekujący się nimi ojciec Fujimoto jest egzorcystą, jednak Rin nie wierzy w istnienie demonów. Przynajmniej do czasu, gdy sam staje się świadkiem, jak jeden z nich uprzykrza życie małej dziewczynce. Następnego dnia pada ofiarą pewnego chłopaka, którego, jak się później okazało, opętał demon. Wszystko mogłoby się bardzo źle skończyć, gdyby w tamtej chwili nie objawiła się jego niezwykła moc...

Wkrótce Rin dowiaduje się, że istnieją dwa połączone ze sobą światy - Assiah, czyli świat ludzi i Gehenna, świat demonów. Właściwie nie powinny one mieć ze sobą nic wspólnego, jednak demony potrafią przechodzić do naszego świata, jeśli opętają przedmioty lub ludzi. Nie był to jednak koniec rewelacji, okazało się, że Rin nie jest człowiekiem, ale synem ludzkiej kobiety i najpotężniejszego z demonów - Szatana...

Po pierwszym szoku, chłopak podejmuje decyzję - chce zostać egzorcystą. Choć to raczej nietypowa sytuacja, zaintrygowany dyrektor szkoły pozwala mu rozpocząć naukę w tym kierunku. Jest tylko jeden warunek, nikt nie może się dowiedzieć o jego pochodzeniu. Jak się okazuje, często może to być trudne, zwłaszcza gdy jemu i jego nowym przyjaciołom grozi niebezpieczeństwo. Nie da się też ukryć, że dyrektor Mephisto Pheles jest jakiś podejrzany. Co z tego wyniknie?
od lewej: Yukio, Rin, Mephisto

Razem z bohaterami zagłębimy się w świat egzorcystów, pełen mniej lub bardziej niebezpiecznych demonów, ale i rozmaitych charakterów.
Chociaż Rin sprawia wiele kłopotów, bywa porywczy i często nie stosuje się do poleceń, to jest też rozsądny, wrażliwy i umie świetnie gotować (często żartuje, że to jedyna rzecz, na której się zna). Niemal w każdym potrafi znaleźć cząstkę siebie (co automatycznie skojarzyło mi się z Naruto), czasami przez ten sam cel lub tęsknotę, czasami za sprawą podobnych przeżyć (z resztą takie refleksje zdarzają się także innym bohaterom). Nie przejmuje się tym, co mówią o nim inni, ale nie może stać bezczynnie, gdy ktoś obraża bliskie mu osoby, dla których jest w stanie wiele poświęcić. Swoją drogą, niby w połowie demon, a jest bardziej empatyczny niż niejeden człowiek. Poza tym, gdy postanowił zostać egzorcystą, postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, o czym będziecie się mogli przekonać podczas oglądania.


Zdecydowanie intrygującą postacią jest ekscentryczny Mephisto Pheles, na co dzień używający imienia Johann Faust V. Jest dyrektorem Akademii Prawdziwego Krzyża, a co do jego pochodzenia raczej nietrudno się domyślić. Znany jest ze swojego zamiłowania do wszelkich zakładów i rozrywki, którą mają mu dostarczyć konfrontacje bohaterów (zwłaszcza Rina) z demonami, których często jest bezpośrednią przyczyną. Na wiele spraw patrzy z przymrużeniem oka i wydaje się niczym nie przejmować. Jego bogata osobowość sprawia, że trudno jest jednoznacznie stwierdzić jakim jest bohaterem - dobrym czy złym i właśnie przez to wzbudza taką ciekawość oraz nie pozwala pozostać obojętnym.

Poza tym mamy jeszcze Yukio, który czuje się odpowiedzialny za Rina, taki kompleks starszego brata (choć właściwie to Rin jest starszy); prostolinijną Shiemi, która chce czuć się potrzebna innym, ambitnego Bona i zarozumiałą (przynajmniej pozornie) Izumo. Z ciekawszych postaci mogę wymienić jeszcze Amaimona, demona uwielbiającego się bawić (oczywiście na swój własny, destrukcyjny sposób), będącego Królem Ziemi i, bądź co bądź, bratem Rina, oraz Shurę, którą mamy okazję poznać dopiero po kilku odcinkach, więc nie będę zdradzać zbyt wiele na jej temat.
od lewej: Amaimon, Rin

Do zalet tego anime z pewnością należy świetna kreska i kolorystyka. Następnie muszę wspomnieć o równie dobrej oprawie muzycznej w postaci openingów (UVERworld "Core Pride" i ROOKiEZ is PUNK'D "In My World") i endingów (2PM "Take off" i Meisa Kuroki "Wired Life"), które uwielbiam i z pewnością tak po prostu o nich nie zapomnę. "Ao no Exorcist" porusza wiele ważnych spraw, takich jak przyjaźń, zaufanie i poświęcenie, ale nie brakuje też w nim humoru. Anime to wciągnęło mnie praktycznie od pierwszego odcinka, a niemal od razu  po skończeniu serii miałam ochotę obejrzeć ją jeszcze raz. Czy istnieje lepsza rekomendacja?

Podobno akcja w anime zgadza się z tą w mandze tylko do 19 odcinka, ponieważ kolejne odcinki powstały jeszcze przed wydaniem następnych części mangi. Gdybym znała tą mangę, prawdopodobnie by mi to przeszkadzało, a tak jest mi to raczej obojętnie (choć może rzeczywiście twórców trochę poniosła wyobraźnia). Jedyny problem w tym, że jestem bardzo ciekawa, jak to się skończyło w oryginale, więc poważnie zastanawiam się nad kupieniem mangi, niestety, będę musiała jeszcze na nią trochę poczekać. [poprawka] W tej chwili przeczytałam już część mangi po angielsku i mogę potwierdzić, że po pewnym czasie akcja w anime poszła w całkiem inną stronę, jednak do tego czasu jest ona dość wierna oryginałowi.


Oceniając to anime z perspektywy czasu (może niezbyt odległej, ale jednak zawsze), podchodzę do niego odrobinę bardziej krytycznie. Fabuła nie wydaje się już tak odkrywcza, grafika ukazuje drobne niedociągnięcia, jednak w ogólnym rozrachunku "Ao no Exorcist" nadal prezentuje się całkiem nieźle - śmieszne momenty wciąż bawią, a bohaterowie wywołują te same uczucia, co wcześniej.

Ogólnie rzecz biorąc można powiedzieć, że jest to dość typowy shōnen pełen utartych schematów, ale czy to źle? Nie każdy tytuł musi być nie wiadomo jak ambitny, czasami dobrze jest obejrzeć coś, po czym dobrze wiemy czego się spodziewać. ;)

Na koniec wspomnę też o powstałym OVA, którego bohaterem jest uwielbiany przeze mnie Kuro (dla niewtajemniczonych: kot-demon). W tym dodatkowym odcinku możemy śledzić przebieg jego małej wycieczki. Na swojej drodze co rusz spotyka znane nam już postacie, a jego mała przygoda potwierdzi słuszność powiedzenia 'wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej'. Ogląda się miło i przyjemnie, jednak lepiej zabrać się za nie jakiś czas po zakończeniu serii, zamiast bezpośrednio po 25. odcinku - będzie to dobra okazja do przypomnienia sobie bohaterów.


czwartek, 30 maja 2013

O filmach co nieco: Jestem bogiem, Perfect Blue, Zagubiony



Tytuł: Jestem Bogiem
Reżyser: Neil Burger
Rok: 2011
Czas trwania: 1h 45 min.
Produkcja: USA
Gatunek: thriller, sci-fi
Ocena: 4/6

"Wyobraź sobie narkotyk, który czyni Twój mózg niezwykle wydajnym i sprawia, że chłoniesz ogromną wiedzę. Narkotyk, który czyni cię nadzwyczaj skupionym, szybkim, sprawnym, a nawet atrakcyjnym. Narkotyk, dzięki któremu pokonujesz wszystkie ograniczenia. Niewyobrażalne staje się możliwe nawet dla Eddiego, który od życia nie spodziewa się niczego. Zażycie specyfiku pozwala mu osiągnąć sukces o jakim zawsze marzył. Ceną, jaką przychodzi mu zapłacić, są: bóle głowy, omdlenia, utraty świadomości, niekontrolowane wybuchy przemocy..."

(opis i plakat z filmweb.pl)

Eddie Morra (Bradley Cooper) był pisarzem, któremu zabrakło weny. Zawalał terminy, dziewczyna go rzuciła, ogólnie rzecz biorąc nie było z nim najlepiej. Z pomocą przyszedł Vernon i zaproponował mu pewien, podobno legalny, specyfik, który miał trafić na rynek dopiero za rok. Eddie miał pewne opory, ale w końcu postanowił spróbować. Zadziałało, a co najlepsze, nie odczuwał żadnych skutków ubocznych. Chciał więcej, jednak czekała go przykra niespodzianka... Pomimo tego udało mu się znaleźć zapas narkotyku, wziął się za siebie, zaczął z powodzeniem inwestować, a jego zarobki wkrótce można było liczyć w milionach. Życie idealne? No nie do końca... Po pewnym czasie sprawy zaczęły się komplikować - skutki uboczne, problemy z pewnymi ludźmi. Jak to wszystko się skończy? Sprawdźcie sami.
Film ten uważam za całkiem dobry. Nie jest to jakieś szczególnie ambitne kino, jednak czasu, który poświęciłam na jego obejrzenie nie uważam za stracony. Dość ciekawa historia, niezłe wykonanie, a i gra aktorska niczego sobie. Poza tym można się tu doszukiwać ukrytego sensu, chociaż każdy będzie postrzegał go trochę inaczej, sama nie mam pewności co myśleć na ten temat. Jeśli macie ochotę obejrzeć "Jestem Bogiem", droga wolna. (Uprzedzam, że wybrany przeze mnie cytat nie zdradza zakończenia filmu i pochodzi z jednej z pierwszych scen) ;)
"Mogłem odcisnąć piętno na losach świata, a odcisnę się na chodniku."


Tytuł: Perfect Blue
Reżyser: Satoshi Kon
Rok: 1998
Czas trwania: 1h 21 min.
Produkcja: Japonia
Gatunek: thriller, anime
Ocena: +5/6

"Mima, sławna piosenkarka postanawia wypróbować swoje aktorskie możliwości, w wyniku czego porzuca swoje dotychczasowe zajęcie. Szybko jednak okazuje się, że praca aktorki nie jest taką jaką sobie wymarzyła a filmy, w których gra, przepełnione są seksem i brutalnością. Rozdarta wewnętrznie Mima zaczyna mieć halucynacje i prześladuje ją przeszłość w osobie wyimaginowanej Mimy piosenkarki."
(opis i plakat z filmweb.pl)

Mima z żalem opuściła swój zespół, aby spróbować swoich sił w roli aktorki. Chociaż początkowo miała jedynie krótkie kwestie, nie poddała się i nadal dążyła do zostania prawdziwą aktorką. Wkrótce sprawy się skomplikowały - dziewczyna odkryła, że ktoś podejrzanie dobrze zna jej codzienne życie i publikuje to wszystko w sieci. Poza tym dostała fax z pogróżkami, a list zaadresowany do niej eksplodował. Ktoś wyraźnie chciał, aby powróciła do poprzedniego zawodu... Mima zaczyna też mieć halucynacje, wizje alternatywnej siebie, która nie skończyła ze śpiewaniem i krytykuje Mimę-aktorkę. Gdy prześladowca zaczyna działać bardziej zdecydowanie, robi się naprawdę niebezpiecznie... Wkrótce zaciera się granica między rzeczywistością a fikcją, Mima już nie wie co było prawdą, a co jedynie wytworem jej wyobraźni (nie wie tego także widz). Nie wie w co wierzyć, nie wie kim jest. Co może z tego wyniknąć? Jedno jest pewne - nic dobrego...
Kreska nie zachwyca, jednak ogląda się dobrze, także za sprawą ścieżki dźwiękowej. To zaskakujący thriller, który daje do myślenia. Pokazuje, że w show biznesie nie każdy jest tym, za kogo postrzegają go inni, a ludzka natura jest niesłychanie zagmatwana. Akcja toczy się w taki sposób, że widz jest zwodzony na każdym kroku i do samego końca nie wie w co ma wierzyć. Jestem pewna, że po obejrzeniu "Perfect Blue" osoby, które uważają anime jedynie za bajki dla dzieci, zaczną inaczej patrzeć na ten gatunek. Poza tym Satoshi Kon był jednym ze słynniejszych twórców anime, więc chętnie zapoznam się z innymi jego dziełami.


filmweb.pl
Tytuł: Zagubiony
Reżyser: Akan Satayev
Rok: 2009
Czas trwania: 1h 30 min.
Produkcja: Kazachstan 
Gatunek: thriller
Ocena: 6/6

Główny bohater wraz z żoną i synem jedzie do miasta, jednak skręcają z głównej drogi, aby pojechać na skróty. Wkrótce okazuje się, że była to strata czasu, bo wkrótce się gubią. Jakby tego było mało, psuje im się samochód i nie mogą złapać sygnału. Cała ta sytuacja zakończyła się kłótnią małżonków. Następnego dnia mężczyzna przekonuje się, że jest sam i zaczyna szukać swojej rodziny. Każda próba znalezienia drogi kończy się powrotem w to samo miejsce, jednak nie poddaje się. W pobliżu odnajduje początkowo pusty dom, w którym wkrótce pojawia się starzec i jego córka, którzy proponują przybyłemu pomoc. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie są z nim do końca szczerzy, jakby od niechcenia rzucają różne uwagi, coś przed nim ukrywają. Mężczyzna nadal próbuje odnaleźć swoją rodzinę i sens tego wszystkiego. Czy mu się uda?
Nie jest to film z wartką akcją, za to pełno w nim symboli i ukrytych znaczeń. Niektóre obrazy jedynie przez krótką chwile ukazują się na ekranie, by zaraz potem ślad po nich zaginął. "Zagubiony" to tajemniczy i bardzo wymowny thriller opowiadający o naturze człowieka, o jego bezradności w pewnych sytuacjach, niedopuszczaniu do siebie niewygodnych faktów. Aby go zrozumieć, trzeba uważnie oglądać, więc nie jest to film dla tych, którzy szybko się rozpraszają. Porusza ważne kwestie, choć są one zgrabnie ukryte pod warstwą pozorów i tajemnic.
Uwierzyłam na słowo, że jest to dobry film, jednak nie spodziewałam się, że wywrze na mnie aż takie wrażenie. Naprawdę mnie wciągnął (i najwyraźniej nie tylko mnie, skoro w trakcie jego oglądania nikt się nie poruszył po usłyszeniu dzwonka na przerwę, a muszę przyznać, że zdarza się to bardzo rzadko). Poza tym, należy zauważyć, że za produkcję filmu odpowiedzialny był Kazachstan. Co do zakończenia, trochę się tego spodziewałam, jednak tylko dlatego, że kiedyś spotkałam się z czymś podobnym. Reasumując: gorąco polecam!

środa, 22 maja 2013

H. Murakami "Na południe od granicy, na zachód od słońca"


Na południe od granicy, na zachód od słońca - Haruki Murakami


Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2006
Ilość stron: 232

"Hajime od lat pielęgnuje w sobie wspomnienie Shimamoto, pierwszej ukochanej z okresu dzieciństwa, i porównuje do niej każdą poznaną dziewczynę. Kiedy już jako dorosły mężczyzna spełniony w życiu osobistym i zawodowym przypadkowo spotyka Shimamoto, okazuje się, że dawna fascynacja przetrwała. Hajime decyduje się rzucić swą rodzinę i wykorzystać szansę daną mu przez los. Czy jednak możliwy jest powrót do przeszłości? To piękna opowieść o niespełnionej miłości i pogoni za nieosiągalnym ideałem. Co leży na zachód od słońca i czy na południe od granicy znajdziemy raj, czy też zwykłą szarą rzeczywistość?"

O czym jest ta książka? O zwykłym życiu. Całą historię przedstawia nam właśnie Hajime, który wspomina dawne dzieje, znajomości, opowiada jak potoczyły się jego losy. Zwykła szara codzienność, można by powiedzieć. A jednak coś sprawiało, że książkę czytałam z niemałym zainteresowaniem, wręcz pochłaniałam. Co takiego wyróżnia ją spośród tysięcy tytułów o podobnej tematyce?

Nie chcę zdradzać zbyt wiele odnośnie fabuły, bo to bez sensu. Już sam opis dość dosadnie informuje nas czego możemy się spodziewać, choć mimo wszystko podczas lektury towarzyszyła mi swego rodzaju niepewność: może jednak coś sprawi, że losy bohaterów potoczą się inaczej? Może oni sami jednak zmienią zdanie?
"Na południe..." to historia o niespełnionej miłości, o samotności, którą można odczuwać pomimo obecności bliskich nam osób. Bohater snuje wiele refleksji na temat swojego życia i daje czytelnikowi do myślenia. Postać Hajime została świetnie wykreowana, a dzięki takiemu sposobowi narracji możemy go dobrze poznać - nie tylko jego zalety, ale i liczne wady. Czytając, łatwo możemy uwierzyć, że taki ktoś naprawdę istnieje. Ponadto książka nie pozostawia uczucia niedosytu.

"Nawet zamkom z bajki przydaje się warstwa świeżej farby."

Książka Murakamiego charakteryzuje się dużą plastycznością języka, co sprawia, że jej czytanie to sama przyjemność, a wykreowany przez niego świat jest jak na wyciągnięcie ręki. Nie można powiedzieć, że akcja jest wartka, a jednak ani przez chwilę nie byłam znudzona i z chęcią zaczytywałam się w przemyśleniach Hajime na temat jego egzystencji, a także w wywodach na najróżniejsze tematy. Nie potrafię tego skonkretyzować, tak po prostu jest. Poza tym bardzo spodobało mi się jej wydanie, które na swój własny, subtelny sposób przyciąga wzrok.

To moje pierwsze i z pewnością nie ostatnie spotkanie z twórczością Murakamiego. Słyszałam o nim sporo dobrego, więc miałam dość wygórowane oczekiwania. Na szczęście nie zawiodłam się i jestem bardzo ciekawa innych jego dzieł, zwłaszcza, że podobno "Na południe..." nie zalicza się do jego najlepszych książek.

"Obietnice - nawet te niezobowiązujące - pozostają człowiekowi w pamięci."
5/6

poniedziałek, 13 maja 2013

K. Ishiyama "Grimms Manga" # 1


Grimms Manga - Kei Ishiyama


Wydawnictwo: Yumegari
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 169
Seria: Grimms Manga (cz. 1)

"U Kei Ishiyamy dobrze znane postacie w przezabawny sposób wychodzą ze swoich ról: tu Czerwony Kapturek i Wilk mają duże szanse zostać parą, Złotowłosy Roszpunek prezentuje się »na odwrót«, a Jaś jest małym, zaradnym narcyzem ubóstwianym przez swoją siostrę, Małgosię. Także »Dwunastu myśliwych« oraz »Dwóch braci« zostało przedstawionych w całkowicie nowy sposób.
Przed Wami wybuchowa mieszanka komedii, romansu i magii!"

Była to moja pierwsza manga (przynajmniej w wersji papierowej; swoją drogą tak czyta się dużo lepiej niż na ekranie), więc nie jestem żadnym znawcą w tym temacie, jednak postaram się napisać parę sensownych słów na jej temat. ;)

Od początku ciekawił mnie pomysł przedstawienia Baśni Braci Grimm w całkiem nowy sposób, zwłaszcza w postaci mangi, więc chętnie zabrałam się do czytania. Wilk z "Czerwonego Kapturka" jest tu w połowie chłopcem i planuje pożreć tytułową bohaterkę, jednak na przeszkodzie staje nieznane mu dotąd uczucie. Zamiast Roszpunki mamy Roszpunka, co już samo w sobie jest znaczącą zmianą. Następnie poznamy trochę inne losy przesadnie dbającego o wygląd Jasia i zapatrzonej w swojego brata Małgosi. O odmienności pozostałych dwóch historii nie umiem wiele powiedzieć, ponieważ nie miałam okazji zapoznać się z ich oryginalnymi wersjami (lub po prostu o tym nie pamiętam), ale też były ciekawe. Dodatkowym atutem jest tu świetna kreska. Bardzo ucieszyłam się też z dołączonej do książki zakładki.

Czyta się ją szybko i przyjemnie, a bohaterów niewątpliwie da się polubić. Szczególnie sympatyczną postacią wydał mi się Wilk. Opowiadania są krótkie, przez co nie jest nam dane zbyt długo cieszyć się towarzystwem znanych nam z baśni bohaterów, no ale przecież nie można mieć wszystkiego. Dopiero po dłuższym czasie uświadomiłam sobie jak bardzo spodobała mi się ta manga. Polubiłam ją do tego stopnia, że choć już dobrze wiedziałam co się wydarzy, z chęcią powracałam do tych historii chociażby na chwilę. "Grimms Manga" wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie i z chęcią sięgnę po drugi tom. :)

+5/6

środa, 8 maja 2013

A. Christie "Pięć małych świnek"


Pięć małych świnek - Agatha Christie


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2004
Ilość stron: 183

"Herkules Poirot przyjmuje zlecenie rekonstrukcji wydarzeń sprzed szesnastu lat. Na prośbę fascynującej Karli Lemarchant ma ponownie zbadać okoliczności śmierci jej ojca, słynnego malarza Amyasa Crale'a, otrutego cykutą. Przed laty sprawa wydawała się zupełnie oczywista, a wszelkie dowody wskazywały na pozór bezsprzecznie, że morderstwa dopuściła się żona Crale'a, Karolina, zazdrosna o jego młodziutką kochankę. Ale profesjonalizm Poirota opiera się przecież na zasadzie, że nie ma niezbitych dowodów..."

Zadanie, którego podjął się Poirot zdecydowanie należy do nietypowych. Z początku może nawet do niedorzecznych, jednak wkrótce okazuje się, że sprawa zabójstwa Amyasa Crale'a wielu osobom zapadła w pamięć, co pozwala mieć nadzieję na jej ponowne odtworzenie. W dodatku mamy też tytułowych pięć małych świnek, które były na miejscu w czasie tej tragedii. Pytanie tylko komu wierzyć. Z jednej strony mamy córkę całkowicie przekonaną o niewinności matki, a z drugiej naocznych świadków procesu, którzy jednogłośnie orzekają o winie podejrzanej. Niewątpliwie będzie to bardzo interesujące wyzwanie...

"[...] wiadomo przecież, iż większość ludzi posiada pewne ukryte i na pozór sprzeczne z ich charakterem cechy, które, gdy się ujawnią, wprawiają w zdumienie nawet osoby dobrze tych ludzi znające."

Autorka przez dłuższy czas daje nam wolną rękę, pozwala snuć własne wnioski na podstawie zeznań prawników, osób zainteresowanych tą sprawą i w końcu przypuszczalnych sprawców. Czyje wywody popierać? Na kogo skierować podejrzenia? A może nadal wierzyć w winę skazanej? To wszystko zależy od nas.
Na uwagę zasługuje też samy detektyw - bystry, pewny siebie człowiek, który zna swoją wartość, co sprawia, że przemawia przez niego, zazwyczaj dobrze skrywana, arogancja. W zależności od typu osób, jakie napotyka na swojej drodze, potrafi wywrzeć takie wrażenie, jakie przyniesie mu najwięcej korzyści.

"Najwięcej krzywdy w życiu robią nam ludzie, którzy chronią nas przed rzeczywistością."

Jeśli chodzi o moje podejrzenia, były one bardzo różne. Najpierw podejrzewałam wręcz wszystkich po kolei, potem postanowiłam wytrwale obstawiać jedną, konkretną osobę. W ostatecznym rozrachunku  i tak dałam się omamić autorce, za co bardzo ją cenię. Jeśli wydaje wam się, że mając jasno wyznaczonych podejrzanych, łatwiej będzie wam się domyślić sprawcy, jesteście w błędzie. Przynajmniej jeśli jest to kryminał Christie.

Muszę przyznać, że czytanie po kilka razy o tych samych wydarzeniach, z tą różnicą, że z innej perspektywy w końcu może się wydać nużące. Tak właśnie było w moim przypadku, jednak im bliżej rozwiązania, z tym większym zapałem czytałam kolejne strony. I z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że znów się nie zawiodłam. Christie nie bez powodu nazywana jest królową kryminałów. Książkę jak najbardziej polecam, a sama z pewnością sięgnę po inne dzieła autorki.

5/6

wtorek, 30 kwietnia 2013

Film: Wanted - Ścigani




Tytuł: Wanted - Ścigani
Reżyser: Timur Bekmambetow
Rok: 2008
Czas trwania: 1h 50min.
Produkcja: USA, Niemcy
Gatunek: akcja
Ocena: -5/6

"Młody mężczyzna (James McAvoy) dowiaduje się, że jego zaginiony ojciec w rzeczywistości jest zawodowym zabójcą. Kiedy ojciec zostaje zamordowany, syn zostaje zwerbowany do organizacji, która wyszkoliła jego ojca. Dostaje nauczyciela o imieniu Sloan (Morgan Freeman). Pod jego okiem chłopak przechodzi trening, który ma sprawić, że zajmie miejsce swojego ojca."
(opis i plakat z filmweb.pl)

Przyznam się bez bicia, zdecydowałam się obejrzeć ten film, ponieważ występuje w nim James McAvoy, którego polubiłam za sprawą jego roli w filmie "X-Men: Pierwsza klasa". Czy dobrze zrobiłam? O tym za chwilę.

Weasley Gibson pracuje jako księgowy. Czy to lubi? Cóż, ostatnio i tak wszystko stało się dla niego obojętne, ma dość swojego życia. Uważał, że każdy kolejny dzień może przynieść jedynie doskonale mu znaną rutynę. Nagle wszystko zmienia się za sprawą pewnej kobiety. Fox opowiada mu o śmierci jego ojca i ratuje przed Cross'em - zabójcą, który tym razem chce dopaść właśnie jego. Zaraz potem poznaje członków tajnej organizacji zwanej Bractwem. Rano uznał, że całe to zajście było jedynie złym snem, jednak nie, taka właśnie była rzeczywistość. Zrozumiał wtedy, że nie chce już dłużej żyć tak, jak dotychczas i dołącza do Bractwa, teraz jego celem jest zabójca ojca. Zaczyna się nietypowe szkolenie.
A co z czarnym charakterem? Cross zbuntował się przeciwko Bractwu i chce je doszczętnie zniszczyć. Zabija jego członków jednego po drugim. Weasley jest ich ostatnią nadzieją... Tylko dlaczego właśnie on?

"Jest nazwisko, jest cel"

Jak to w filmach akcji bywa, bohaterowie wykazują się niecodzienną sprawnością i niezwykłymi umiejętnościami. Nie brakuje tu też broni, walki i (jakże by inaczej?) scen w zwolnionym tempie. Poza tym jest jeszcze specjalna kąpiel, dzięki której wszystkie rany goją się w ciągu kilku godzin i krosno losu wybierające kolejne ofiary. Przeznaczenie, czy może wymysł jakiegoś nie do końca zdrowego na umyśle człowieka? I czy to wszystko aby na pewno jest takie oczywiste, na jakie wygląda? Prawda potrafi zaskoczyć.
Aktorzy radzą sobie całkiem nieźle, do tego świetnie dobrana muzyka. Film obejrzałam chętnie i ani przez chwilę się nie nudziłam. To całkiem niezłe, choć niezbyt wymagające kino akcji. Jeśli lubicie takie klimaty, polecam. :)

"A co wy ostatnio zrobiliście?"


czwartek, 25 kwietnia 2013

T. Canavan "Kapłanka w bieli"


Kapłanka w bieli - Trudi Canavan


Wydawnictwo: Galeria Książki
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 679
Seria: Era pięciorga (cz. 1)

"Kiedy Auraya została wybrana na kapłankę, nie wierzyła, że po zaledwie dziesięciu latach stanie się jedną z Białych, najpotężniejszych sług bogów. Niestety, miała niewiele czasu, by przyzwyczaić się do niezwykłej mocy, jaką bogowie jej ofiarowali. Krainę nękają nieznani czarownicy z południa odziani w czarne szaty, a do Białych docierają pogłoski o gromadzącej się armii. Auraya i pozostali Wybrani pracują niestrudzenie, by przypieczętować przymierza i zjednoczyć pod swoim sztandarem cały północny kontynent. Czas jednak ucieka. Wojna przybywa do krain Białych i jeśli Auraya nie nauczy się wykorzystywać swoich nowych umiejętności, nawet łaska bogów może nie wystarczyć, by uratować sprzymierzone krainy."

Autorka stopniowo wprowadza nas w starannie wykreowany przez siebie świat. O jego niezwykłości dodatkowo przypominają niecodzienne nazwy i imiona, które niełatwo jest zapamiętać od razu. Akcja toczy się równolegle na kilku płaszczyznach, więc na początku trudno było zorientować się w sytuacji. Poza tym początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do trzecioosobowej narracji, jednak była ona dobrym wyborem - dzięki temu możemy z szerszej perspektywy spojrzeć na rozgrywające się wydarzenia.

"Nie można zmusić serca by wybierało rozsądnie. Samo podejmuje decyzje."

Na początku nie ma wiele akcji, poznajemy przedstawiony tu świat i bohaterów, jednak z zaczem zaczynamy zagłębiać się w to, co się dzieje. Powoli zaczęłam się zastanawiać, jakie sekrety mogą się kryć w tej przepełnionej magią i na pozór wręcz utopijnej krainie. Czy bogowie rzeczywiście są taki idealni, jak wszyscy uważają? Skąd wzięła się niechęć do tkaczy snów? Jak wyglądał świat przed Wojną Bogów? To wciąż tylko część pytań.

Zachwycili mnie Siyee, lud nieba przypominający ptaki. Polubiłam też praktyczną, unikającą kłopotów Emerahl, jedną z legendarnych nieśmiertelnych, której istnienia nikt nie jest w pełni świadom. To bardzo ciekawa postać, którą chętnie poznam bliżej w następnej części. Także główna bohaterka zaskarbiła sobie moją sympatię. Auraya, pomimo stopnia najwyższej kapłanki, nadal pozostała sobą i nie wyrzekła się dawnego życia oraz swojej sympatii wobec tkaczy snów.
Znalazło się też miejsce na miłość - tą całkiem możliwą i tą zakazaną, o której nikt nie powinien się dowiedzieć.

"Szczęśliwe zakończenie to luksus na jaki może pozwolić sobie fikcja."

Zatrważająca wydała mi się umiejętność Białych do swobodnego czytania w myślach dowolnej osobie. W końcu każdy ma prawo do prywatności. Pojawia się też kwestia podwójnej osobowości. Czy w pewnych sytuacjach możliwość ulegnięcia wpływom innej osoby nie wydaje się zachęcająca? O ile łatwiej byłoby pozostawić dręczące nas problemy komuś innemu, aby znów być sobą, gdy zostaną one rozwiązane? Mimo wszystko także za tym kryją się konsekwencje...
Jest jeszcze wiele tematów, nad którymi mogłabym się rozwodzić. Książka ta jest bogata w treść i daje do myślenia, jeśli tylko jesteśmy do tego skłonni. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadnie do gustu. Akcja potrafi ciągnąć się dość mozolnie, muszę przyznać, że chwilami sama miałam dość, jednak w końcu ciekawość zwyciężała. Na pewno sięgnę po kolejne części, zwłaszcza po tak tajemniczym, zastanawiającym epilogu.

+5/6
"Nie warto martwić się czymś, czego nie można uniknąć. Dość będzie zmartwień, kiedy to nastąpi."

środa, 10 kwietnia 2013

A. C. Doyle "Pies Baskerville'ów"




Wydawnictwo: ISKRY
Rok wydania: 1974
Ilość stron: 212

Podobno nad rodem Baskerville'ów już od ponad dwustu lat ciąży klątwa ściśle powiązana z przerażającym stworem przypominającym ogromnego psa. Bzdury, powiecie. A jeśli coś rzeczywiście jest na rzeczy? Faktem jest, że jego przedstawiciele ginęli niespodziewanie w dość tajemniczych okolicznościach...
Po śmierci sir Charlesa Baskerville Hall odziedziczył ostatni potomek tego rodu - młody sir Henry. Teraz o jego bezpieczeństwo martwi się doktor Mortimer, przyjaciel i lekarz zmarłego, który postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i prosi o pomoc Sherlocka Holmesa.
Detektyw, wielce zafascynowany przedstawioną mu historią, czym prędzej zabiera się do pracy wraz ze swoim nieocenionym pomocnikiem Watsonem.

Akcja jedynie na początku rozgrywa się w Londynie, po czym przenosimy się do malowniczego Devonshire, gdzie doktor Watson jest dla pozostałego w mieście Holmesa oczami i uszami - to właśnie z jego perspektywy poznajemy tą historię. Ten sposób prowadzenia narracji do pewnego stopnia pozwala nam samodzielnie zastanawiać się nad rozwiązaniem zagadki, jednak nie daje zapominać, że ostatecznie to Holmes jest tu najważniejszą postacią. Poza tym książka pozwala z łatwością wczuć się w klimat XIX-wiecznej Anglii.

Już na samym początku mamy szansę poznać osobowość ekscentrycznego detektywa, który zaskakuje swoją błyskotliwością i specyficznym sposobem bycia. Pewny siebie, cyniczny, ale i diablo skuteczny - od razu widać, że to właśnie na nim wzorowana była postać doktora House'a (to taka mała uwaga z mojej strony, od której nie mogłam się powstrzymać ;)).

"Być może nie świecisz jak słońce, ale potrafisz wyprowadzić z mroku. Niektórzy ludzie, sami pozbawieni geniuszu, posiadają niezwykłą moc budzenia go w innych. Chcę powiedzieć, drogi przyjacielu, że jestem ci bardzo zobowiązany."

Miałam też okazję posłuchać tej książki w wersji audio (czas: 6h 20min., lektor: Jakub Sender) i choć miałam pewne zastrzeżenia co do lektora, wywarła na mnie dość pozytywne wrażenie. Ogólnie rzecz biorąc książka przypadła mi do gustu, uważam, że warto się z nią zapoznać i nie wykluczam możliwości sięgnięcia po kolejne historie z Sherlockiem Holmesem w roli głównej. Jeśli lubicie kryminały, które czyta się lekko i przyjemnie, ta książka jest dla was wprost stworzona. :)

5/6

środa, 3 kwietnia 2013

D. Brown "Cyfrowa Twierdza"


Cyfrowa Twierdza - Dan Brown


Wydawnictwo: Albatros, Sonia Draga
Rok wydania: 2006
Ilość stron: 447

"Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) konstruuje superkomputer pozwalający złamać każdy szyfr metodą »brutalnego ataku«. Dzięki niemu amerykański wywiad może czytać komunikaty przesyłane przez terrorystów i szpiegów oraz udaremniać ich zamiary. Działalność agencji stara się pokrzyżować genialny japoński kryptolog Ensei Tankado, twórca niedającego się złamać algorytmu nazwanego Cyfrową Twierdzą. Grożąc przekazaniem Twierdzy do publicznego użytku, stawia niemożliwe do spełnienia żądania. Susan Fletcher, piękna matematyczka pracująca dla NSA, prowadzi dramatyczny wyścig z czasem, by ocalić agencję, zdemaskować zdrajcę w jej szeregach i odkryć szczegóły planu, którego celem jest zniszczenie banku danych wywiadowczych USA. Stawką jest jej życie... i życie mężczyzny, którego kocha."

"Cyfrowa Twierdza" to druga książka Dana Browna, którą miałam okazję przeczytać. Tym razem poznajemy piękną i inteligentną Susan Fletcher pracującą w Krypto, która niespodziewanie zostaje wezwana w sobotę do pracy, jak się okazuje, nie bez powodu. Sprawa jest poważna i może zagrozić działalności NSA. Kobieta nie może uwierzyć, gdy Strathmore oświadcza jej, że TRANSLATOR, niezwykle skomplikowany komputer, już od piętnastu godzin próbuje złamać szyfr. Co w tym dziwnego? No cóż, do tej pory zajmowało mu to najwyżej trzy godziny, a i to przy bardzo skomplikowanych szyfrach. Jeśli Cyfrowa Twierdza wejdzie do powszechnego użytku, dalsze istnienie NSA stanie pod znakiem zapytania. Tankado planuje sprzedać swój program na licytacji, a w przypadku jego śmierci, Cyfrowa Twierdza stanie się ogólnie dostępna. Najprostszym wyjściem byłoby wygrać licytację, jednak jest pewien problem... Ensei Tankado został odnaleziony martwy.
W tej sytuacji NSA nie ma wielkiego wyboru, zaczyna się walka z czasem. Strathmore i Susan próbują ustalić kim jest tajemniczy North Dakota - wspólnik Tankado, a David, narzeczony Susan, w poszukiwaniu klucza do Cyfrowej Twierdzy udaje się do Hiszpanii, co okazuje się trudniejsze, niż początkowo sądzono. Zadanie, które miało polegać na przechwyceniu rzeczy zmarłego, zamienia się w pościg za pierścieniem, podczas którego ktoś bacznie obserwuje każdy ruch niczego nieświadomego Davida...

"Wszystko jest możliwe. Niemożliwe po prostu wymaga więcej czasu."

Dan Brown niemal perfekcyjnie potrafi wprowadzić czytelnika w błąd i chętnie z tego korzysta. Z każdym kolejnym rozdziałem przybywa coraz więcej pytań i tylko niektóre z nich doczekają się szybkiej odpowiedzi. Razem z bohaterami próbujemy zaleźć rozwiązanie, co jest trudne, biorąc pod uwagę, że akcja w krótkim czasie potrafi się zmienić o 180 stopni (gdyby to tylko raz!), a każdy z potencjalnych sprawców jak lew broni swoich domniemanych racji. Wszystkie te zawirowania sprawiają, że już nie wiadomo komu wierzyć. Pozostaje jedno wyjście - dać się wciągnąć w kolejne wydarzenia.

Poza wątkiem kryminalnym znajdziemy tu wiele ciekawostek na temat kodowania i techniki, co zdecydowanie uważam za zaletę. Mogę ją polecić przede wszystkim tym, których interesują te tematy, bo innych mogłoby to nudzić. Trochę irytowało mnie, gdy bohaterowie nie brali pod uwagę najprostszych rozwiązań, no ale mówi się trudno. Nikt nie jest idealny. Może nie jest to książka, od której nie można się oderwać, jednak wciąga, gdy już zacznie się ją czytać. Lubię styl Browna i z pewnością znów sięgnę po którąś z jego książek.

5/6

sobota, 30 marca 2013

Anime "Sakurasou no Pet na Kanojo"

Może wiecie, a może i nie, ale ostatnimi czasy polubiłam anime. W pewnym momencie nawiedziła mnie nieśmiała myśl, żeby podzielić się tu swoją opinią na temat jednego z nich (m.in. za sprawą Tristezzy) i oto jestem. Prawdopodobnie nie skończy się na tym jednym tytule... ;D Przy okazji chciałam też wspomnieć o pewnym blogu, na którego wchodzę. Znalazłam już na nim kilka ciekawych anime do obejrzenia i stwierdzam, że zasługuje na więcej czytelników. ;)


Tytuł: Sakurasou no Pet na Kanojo
Długość odcinka: 25 min.
Ilość odcinków: 24
Rok produkcji: 2012
Ocena: 5/6

Anime to powstało na podstawie powieści Hajime Kamoshidy. Zabrałam się za nie pod wpływem impulsu - nie znałam wtedy nawet zarysu fabuły (na filmwebie też go nie było), po prostu zobaczyłam jeden kadr i uznałam, że koniecznie chcę to obejrzeć. Czy było warto? O tym za chwilę...

Sakurasou to specjalny akademik dla problematycznej młodzieży. Prowadzi go trzydziestoletnia (hm... no tak, mająca 29 lat i 15 miesięcy) nauczycielka Sengoku Chihiro, która zwykle zajęta jest poszukiwaniem kandydata na męża. Wśród mieszkańców Sakurasou znajdziemy Kamiigusę Misaki - bardzo żywiołową trzecioklasistkę z wydziału sztuki, której pasją jest tworzenie anime (co wychodzi jej naprawdę świetnie), Mitakę Jina - pomagającego jej w tym przyjaciela z dzieciństwa, mającego słabość do pięknych kobiet i Ryūnosuke Akasakę - geniusza komputerowego, który pracuje jako programista i nigdy nie wychodzi z pokoju. Jak więc doszło do tego, że w tym gronie znalazł się także Kanda Sorata, który właściwie nie wyróżnia się niczym szczególnym? Stało się tak za sprawą Hikari -  kota, którego przygarnął. W zwykłym akademiku nie można było trzymać zwierząt, więc miał dwie opcje - pozbyć się pupila lub przenieść się do Sakurasou. Chłopak nie znalazł mu jeszcze właściciela, więc wybrał to drugie rozwiązanie, jednak jego celem stało się wydostanie stamtąd. No cóż... obiecanki cacanki, bo właściwie nie robi nic, by wcielić swoje postanowienie w życie.

Wkrótce Chihiro prosi Soratę aby odebrał z dworca jej siostrzenicę Shiinę Mashiro, która miała zamieszkać w Sakurasou. Jak się okazało, nie była to zwyczajna dziewczyna - była całkiem zależna od innych, nie potrafiła nawet sama się ubrać, a opiekę nad nią powierzono właśnie Soracie. Tak rozpoczęła się ich znajomość. Odtąd chłopak musiał codziennie się nią zajmować, co osobom postronnym mogło się wydawać dziwne. Na kolejne niespodzianki nie trzeba było długo czekać - wkrótce wyszło na jaw, że zanim Mashiro przyjechała do Japonii była światowej sławy malarką. Dlaczego porzuciła swoją karierę?
Sakurasou stało się jej inspiracją przy tworzeniu własnej mangi, która w przeciwnym razie mogłaby okazać się niewypałem. Za sprawą swojego nieprzystosowania i odmienności Shiina doprowadza do wielu zabawnych sytuacji, które później Sorata musi wyjaśniać. Jak widać, nowa mieszkanka Sakurasou wcale nie ułatwia mu życia... Mimo wszystko trzeba przyznać, że Shiina ma swój urok i szybko ją polubiłam. Wraz z trwaniem serii dziewczyna powoli się zmienia, z obecnej jedynie ciałem artystki, dla której najważniejsze jest to, co tworzy, staje się nieodzowną częścią Sakurasou.

Kolejną bohaterką jest Aoyama Nanami - przyjaciółka Soraty z liceum, która dodatkowo uczęszcza do szkoły dla przyszłych Seiyū, czyli osób podkładających głos do anime. Jest bardzo wytrwała, pracuje w kilku miejscach, aby zarobić na swoje utrzymanie, bo rodzice nie akceptują jej wyboru. Poza tym jest pewna siebie, nie chce niczyjej pomocy i skrycie podkochuje się w Soracie. Oboje stanowią dla siebie nawzajem duże wsparcie w realizowaniu własnych marzeń i podnoszą się na duchu w trudnych chwilach. Tylko czy taki układ wystarcza Aoyamie? Przekonajcie się sami.

Sorata zdawał sobie sprawę z tego, że wszyscy, którzy go otaczają dobrze wiedzą, co chcą w życiu robić i już zaczęli do tego dążyć. Nie działało to na niego najlepiej, ponieważ on sam nie miał określonego celu, co sprawiało, że czuł się obco wśród tych uzdolnionych i pewnych siebie ludzi. W końcu postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko czy to właśnie opuszczenie Sakurasou było tym, czego najbardziej pragnął? Najwyższy czas podjąć decyzję...

Mijają kolejne dni, w których przyjaciele stawiają czoła codziennym i tym raczej niecodziennym problemom, pomagają sobie nawzajem, odkrywają samych siebie, przyjmują nieoczekiwanych gości i przeżywają miłosne rozterki. Wiele jest w tym wszystkim humoru, ale także refleksji. Mamy tu zaskakującą mieszankę charakterów - różnorodnych i wyraźnie nakreślonych, których nie sposób nie polubić. Żywiołowa Misaki, inteligentny Jin, odpowiedzialny Sorata, artystyczna dusza Shiina, pracowita Aoyama, Ryunosuke, który zawsze mówi to, co myśli i inni bohaterowie - żaden z nich nie jest idealny, przez co są bardziej prawdziwi. Ten wysyp osobowości sprawia, że chyba każdy znalazłby tu kogoś, z kim mógłby się utożsamiać.

Wątek miłosny w tym anime jest dość rozbudowany i nie ogranicza się do głównych bohaterów. Właściwie wręcz przeciwnie - na pierwszy plan wychodzą Misaki i Jin ze swoją wieloletnią miłością, do której nie potrafią się przed sobą przyznać. Następna jest zakochana w Soracie Aoyama, która kryje się ze swoim uczuciem i próbuje zdobyć się na pierwszy krok. Nawet zwykle zamknięty w swoim pokoju Ryūnosuke ma coś do powiedzenia na ten temat (szczegółów nie będę zdradzać). Często jest tak, że inne pary są jedynie tłem dla dwójki głównych bohaterów, tutaj jest całkiem inaczej. Na początku w relacjach między Mashiro a Soratą trudno doszukać się czegoś głębszego, dopiero po dłuższym czasie zaczyna się to zmieniać. Uczucie między nimi jest bardzo subtelne i rozwija się powoli. Jednych może to irytować, drugim się podobać, jednak uważam, że był to ciekawy i oryginalny pomysł.

Tym, co spodobało mi się w anime na samym początku była świetna, lekka kreska oraz zupełnie inna kolorystyka, niż w poprzednich anime, które oglądałam. A już największe wrażenie w tej kwestii wywarły na mnie oczy bohaterów, które od razu kojarzą mi się z kocimi. Co do muzyki, opening (Pet na Kanojotachi "Kimi ga Yume we Tsuretekita") na początku może się wydawać zbyt, hm... cukierkowy, jednak można się do tego przyzwyczaić. Zdecydowanie bardziej podobał mi się ending (Suzuki Konomi "Days of Dash"), chociaż ostatecznie polubiłam oba i dobrze mi się ich słuchało. Od 13-go odcinka uległy one zmianie - i to na lepsze. Opening (Suzuki Konomi "Yume no Tsuzuki") od razu mi się spodobał, był całkiem inny od poprzedniego, spokojniejszy. Ending (Prime Number "Kimi to Deaeru Hi") też był całkiem niezły, chociaż chyba wolałam poprzedni. Jednego jestem pewna - tak po prostu o nich nie zapomnę.

Jest to anime, w którym poza ciekawymi i zabawnymi historiami z życia w Sakurasou odnajdziemy także wartości takie jak przyjaźń, miłość, dążenie do wyznaczonych sobie celów i urzeczywistnianie swoich marzeń. Oglądałam je z przyjemnością i nie mogłam się doczekać kolejnych odcinków. Wpleciona w akcję historia miłosna rozwija się powoli, a z początku wręcz niepozornie. Z jednej strony może się to podobać, ale z drugiej bohaterowie mogą irytować tym, że nie potrafią rozpoznać swoich uczuć. Ja już dawno się z tym pogodziłam, więc nie stanowiło to dla mnie problemu. Trochę szkoda było mi rozstawać się z mieszkańcami Sakurasou, więc mam nadzieję na drugą serię. Czy się doczekam? Czas pokaże. "Sakurasou no Pet na Kanojo" polecam przede wszystkim tym, którzy już siedzą w temacie, ale jeśli znajdzie się też ktoś, kto dopiero chce zacząć swoją przygodę z anime, droga wolna. :)

środa, 13 marca 2013

Jo Nesbo "Człowiek nietoperz"


Człowiek nietoperz - Jo Nesbø


Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 344
Seria: Harry Hole (cz. 1), Z odciskiem palca

"Norweski policjant Harry Hole przybywa do Sydney, aby wyjaśnić sprawę zabójstwa swej rodaczki Inger Holter - być może ofiary seryjnego mordercy. Z miejscowym funkcjonariuszem Harry wędruje ulicami, po których snują się dewianci seksualni. Przemierza dzielnicę domów publicznych i podejrzanych lokali, w których prowadzi się brudne interesy. Przytłoczony nadmiarem obrazów i informacji początkowo nie łączy ich w logiczną całość. Zrozumienie przychodzi zbyt późno, a Harry za wyeliminowanie psychopatycznego zabójcy zapłaci wysoką cenę..."

Moje pierwsze spotkanie z literaturą skandynawską (G. Heivoll "Zanim spłonę") było raczej średnio udane, a później przez dłuższy czas nie miałam okazji, aby spróbować ponownie. W końcu przyszedł czas na zapoznanie się z twórczością Jo Nesbø, o którym słyszałam wiele dobrego. Na początek postanowiłam sięgnąć po pierwszą część serii z Harrym Hole.

Harry Hole przyjeżdża do Sydney, aby pomóc w śledztwie w sprawie śmierci Inger Holter. Towarzyszy mu sympatyczny Aborygen Andrew. Akcja rozwija się dość powoli, policjant zapoznaje się z dotychczasowymi postępami i dopiero później rozpoczyna dochodzenie. Próbuje poukładać sobie to wszystko w głowie, szuka sprawcy, doszukuje się jakichś powiązań wśród podobnych morderstw z ostatnich lat. Mimo wszystko idzie mu dość mozolnie, coś wciąż umyka, policja robi postępy, ale jednocześnie kręci się w kółko. Tak właśnie mijają kolejne dni i nieubłaganie zbliża się dzień powrotu Harry'ego do kraju. Czy do tego czasu uda mu się rozwiązać zagadkę? I ile będzie go to kosztować?

"Niestety z reguły za morderstwem kryją się raczej ludzkie brudy i smutne historie, motywy znacznie mniej wyrafinowane niż te, które można odnaleźć w powieściach Agathy Christie."

W między czasie bliżej poznajemy miasto i panujące w nim realia, ze szczególnym uwzględnieniem jego ciemnych stron. Znajdziemy tu też parę ciekawostek na różne tematy, co bardzo lubię w książkach. Trochę aborygeńskich opowieści, coś o pokoleniu hipisów i historie zwykłych ludzi - jest to świetnie urozmaicenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wątek kryminalny rozwija się dość powoli. Poza tym od czasu do czasu Hole przytacza swoje opinie na temat filmów. Autor wykreował ciekawe i barwne postacie, a każda z nich ma swoje większe lub mniejsze tajemnice. Z pewnością zadowoleni będą ci, którzy lubią zagłębiać się w psychikę bohaterów - znajdziemy tu sporo ich przemyśleń, rozważań na różne tematy i rozterek. Nie zabraknie też czegoś dla tych, którzy lubią wynajdywać rozmaite cytaty.

"Chodzi mi o to, że wszystko jest względne, prawda? A przez to tak cholernie skomplikowane."

Całe śledztwo jest dość zagmatwane - zarówno dla Harry'ego, jak i dla czytelnika. Razem z policjantem próbujemy snuć własne wnioski, szukać potencjalnego zabójcy i zrozumieć to, co dzieje się wokół. A z pewnością coś jest na rzeczy, niektórzy wiedzą więcej, niż mówią, używają zagadek, nie chcą czegoś powiedzieć wprost. Tylko czy to dobry pomysł?
Co do głównego bohatera miałam mieszane uczucia. Z jednej strony polubiłam go, jednak czasami trudno było mi zrozumieć pewne jego zachowania. Był sympatyczny, ale i impulsywny, co nie zawsze działało na jego korzyść. W ciągu swojego pobytu w Sydney zdążył nawiązać kilka znajomości, niektóre nawet bardzo bliskie, ponadto musiał stawić czoło pewnym trudnościom, które nie pozostały obojętne dla jego stanu psychicznego. Jeśli jesteście ciekawi tego, co się wydarzyło, zapraszam do lektury.

Nie jest to książka, która wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Właściwie, na początku szło mi dość mozolnie, ale potem było coraz lepiej. W końcu doszło do tego, że nie chciałam nawet na chwilę odrywać się od lektury. Ciekawią mnie dalsze losy Harry'ego Hole, więc z chęcią zabiorę się za drugą część serii - "Karaluchy".

5/6

sobota, 9 marca 2013

Muse "The 2nd Law"

okładka z empik.com

Tytuł płyty: The 2nd Law
Autor: Muse
Liczba utworów: 13
Gatunek: new prog
Nośnik: CD
Rok wydania: 2012
Pochodzenie: Anglia
Ocena: 5/6


Muse to pochodzący z Anglii zespół rockowy. Został utworzony w Teignmouht przez Matthew Bellamy'ego (śpiew, gitara, keyboard), Chrisa Wolstenholme'a (gitara basowa, keyboard, śpiew towarzyszący) i Dominica Howarda (perkusja) w roku 1994. Zespół w swojej twórczości łączy rock alternatywny, rock progresywny, muzykę poważną, funk i elektronikę, powstały w ten sposób podgatunek określamy jako new prog. Ich poprzednia płyta "The Resistance" otrzymała nagrogę Grammy za najlepszy album roku 2009.

"The 2nd Law" to szósty krążek zespołu. Prace nad nim rozpoczęły się we wrześniu 2011r.
Raczej rzadko się zdarza, żebym kupowała najnowszą płytę jakiegoś zespołu, zwłaszcza, gdy wcześniej nie poznałam zbyt wielu jego piosenek. Tym razem jednak zaryzykowałam i nie żałuję. Płyta została wydana w cienkim tekturowym opakowaniu, co najpierw mnie trochę zaskoczyło, jednak doszłam do wniosku, że nie ma to dla mnie znaczenia. Poza tym liczy się przede wszystkim to, co na płycie. ;) Dołączona jest też książeczka z tekstami urozmaicona o kilka obrazków podobnych do tego z okładki i zdjęciem zespołu.

Jako pierwszy utwór z tej płyty miałam okazję poznać "Madness", które zostało pierwszym oficjalnym singlem. Szybko wpada w ucho, przez dłuższy czas nie mogłam się pozbyć tej melodii z głowy. Co do reszty, najpierw musiałam przyzwyczaić się do dość oryginalnego brzmienia, jednak wkrótce uznałam, że jest całkiem interesujące. :) Wszystkie piosenki, w większym lub mniejszym stopniu, przypadły mi do gustu. Jako ciekawostkę dodam, że w piosence "Follow Me" Matthew Bellamy zawarł nagranie bicia serca swojego syna, a "Save me" jest pierwszą piosenką śpiewaną przez basistę zespołu (moim zdaniem ma świetny głos). W niej i "Liquid State" Wolstenholme opowiada o swojej walce z uzależnieniem od alkoholu. "Survival" było oficjalną piosenką Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie. No i wspomnę też o "Big Freeze", które również mi się podobało. Obie piosenki "The 2nd Law" (12., 13.) na początku wydały mi się dość dziwne, ale po pewnym czasie zaczęłam się do nich przyzwyczajać.
Reasumując, zespół ma ciekawe brzmienie, piosenki są różnorodne i zapadają w pamięć. Naprawdę polubiłam Muse i nie wykluczam możliwości zakupienia jakichś wcześniejszych ich albumów. Wiem, że nie każdemu ta muzyka przypadnie do gustu, jednak może znajdzie się parę osób, które podzielają moje zdanie. ;D

  1. "Supremacy"
  2. "Madness"
  3. "Panic Station"
  4. "Prelude"
  5. "Survival"
  6. "Follow Me"
  7. "Animal"
  8. "Explorers"
  9. "Big Freeze"
  10. "Save Me"
  11. "Liquid State"
  12. "The 2nd Law: Unsustainable"
  13. "The 2nd Law: Isolated System"

wtorek, 5 marca 2013

K. Garcia, M. Stohl "Istoty ciemności"




Niektóre tajemnice zmieniają życie...
Inne je kończą...
Wydawnictwo: Łyński Kamień
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 484
Seria: Kroniki Obdarzonych (cz. 2)

"Ethan i Lena mogą przeciwstawić się złu czającemu się w zakamarkach miasta. Ale dziewczyna po śmierci wuja odsuwa się od Ethana. Dlaczego? Co się takiego wydarzyło? Chłopak nie może się z tym pogodzić. Zresztą dla niego jest już za późno. Teraz, kiedy poznał mroczną stronę Gatlin, nie ma już odwrotu. W podziemnych tunelach, które ciągną się w nieskończoność, nic nie jest tym, na co wygląda."

Lena pokazała Ethanowi całkiem inne Gatlin. Nie to, w którym się wychował, ale to całkiem odmienne, niezwykłe i pełne magii. Wcześniej myślał, że wie o nim wszystko, lecz gdy ta dziewczyna pojawiła się w mieście, uświadomił sobie, że nie wie praktycznie nic... Zakochał się w niej bez pamięci, a ona odwzajemniła uczucie. Nikt jednak nie wróżył im wspólnej przyszłości, ona była Obdarzoną, on zwykłym śmiertelnikiem. Czy miłość zwycięży mimo wszystko?

"Liceum jest do bani. To prawda uniwersalna, a ten, kto powiedział, że to mają być najlepsze lata
 naszego życia, był prawdopodobnie pijany albo obłąkany."

Po jej szesnastych urodzinach wszystko się zmieniło. Lena po śmierci wuja zamknęła się w sobie, widywali się dużo rzadziej. Stopniowo ją tracił i próbował z tym walczyć. Teraz już nie dzielili razem tych samych snów, a Lena zaczynała się zachowywać inaczej, coraz lepiej poznając swoje zdolności. Piosenka, która co jakiś czas rozbrzmiewała w ich głowach też się zmieniła, ale dziewczyna nie chciała rozmawiać ani o tym, co stało się w dniu jej urodzin, ani o tym, co ma dopiero nadejść. Do tego doszły nowe wizje, choć tym razem to nie naszyjnik Genevieve był ich źródłem, a w pobliżu Leny zaczął się kręcić tajemniczy chłopak na harleyu...

"Siedemnaście księżyców, siedemnaście lat
Ciemność lub światło ogarnia świat
Złoto na tak, zieleń na nie
Siedemnaście lat wciąż waha się..."

Muszę przyznać, że w drugiej części akcja była bardziej rozbudowana i nie miałam wrażenia, że wątek miłosny jest tu najważniejszy. Nie jest to już bajkowe love story. Poza próbami naprawienia wzajemnych relacji Ethana i Leny pojawiło się coś więcej. Zostajemy wciągnięci w magiczny świat, nie tylko Obdarzonych, którego tajemnice z chęcią zgłębiałam. Poznajemy też nowe postaci, np. Olivię - całkiem sympatyczną Brytyjkę, która zaczęła pracować z Marian, a znanych nam już bohaterów, takich jak Link, możemy poznać jeszcze lepiej - za to duży plus. Lena wpadła w złe towarzystwo i przestała być idealna, a Marian twierdzi, że Ethan ma do wykonania ważne zadanie związane ze światem Obdarzonych. Tym razem nie chodzi tylko o Lenę, stawka jest wyższa, o wiele wyższa...

"wyjdź problemom naprzeciw, a spotkasz ich o połowę mniej."

W pewnym momencie książka zaczęła mi przypominać "13 skarbów". Nie chodzi mi o podobieństwo w konkretnych momentach, ale o pewien tajemniczy, magiczny klimat, którym się charakteryzowały, co sprawiło, że jeszcze bardziej przypadła mi do gustu. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że "Istoty ciemności" są lepsze od pierwszej części - historia jest bardziej rozbudowana, bohaterowie prawdziwsi. Poza tym możemy zagłębić się w podziemne tunele i dowiedzieć się więcej na temat świata Obdarzonych, a na swojej drodze spotkamy też inne istoty. Inkuby, wścieki, czy coś jeszcze jest w stanie zaskoczyć naszych bohaterów? Poza tym w tej części możemy dowiedzieć się więcej na temat przeszłości Macona i mamy Ethana, którzy nawet po odejściu z tego świata wciąż odgrywają bardzo ważną rolę w tej historii. To wszystko sprawiło, że niechętnie przerywałam czytanie choćby na chwilę. Mam nadzieję, że kolejna część okaże się równie dobra.

+5/6
Piękne istoty | Istoty ciemności | Istoty chaosu

czwartek, 28 lutego 2013

M. Zych "Siedem szklanek"


Siedem szklanek - Magdalena Zych


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 263

"Skrajność charakterów, zaskakujące wydarzenia, oczarowania i frustracje - to wątki pełnej humoru i trafnych obserwacji społecznych powieści o odkrywaniu samego siebie, o niebezpieczeństwie utknięcia wśród szablonów i komunikatów, o odwadze przełamywania tabu i eksponowania odmienności. Powieść o fascynacji niespodziewaną metamorfozą, o mozolnym tworzeniu własnego świata i wyzwalaniu się z objęć jednych stereotypów, by z impetem wpaść w kolejne.
Kuba - wycofany, niepozorny facet, kontra Emil - otoczony chmarą znajomych egocentryczny i ekscentryczny artysta. Ich spotkanie na szalonej imprezie staje się początkiem niezwykłego związku, z którego każdy z nich wyjdzie odmieniony..."

Na początku zaciekawiła mnie okładka, potem przeczytałam opis, który sprawił, że moje zainteresowanie książką wzrosło i uznałam, że koniecznie muszę po nią sięgnąć. Teraz już wiem, że był to dobry wybór. Poza tym byłam trochę zaskoczona (oczywiście w pozytywnym sensie), że jest to polska książka.
Na wstępie autorka przytacza nam fragment z "Akademii Pana Kleksa", który niewiele nam mówi i nabierze znaczenia dopiero później, choć i tak nie jest to zbyt jasny przekaz.

Do ich spotkania doszło przez przypadek na imprezie. Kuba już wtedy wiedział, że Emil całkowicie zmieni jego życie, choć nie zdawał sobie sprawy w jaki sposób i co z tego wyniknie. Wkrótce nawiązali znajomość, zaprzyjaźnili się, aż w końcu okazało się, że łączy ich coś więcej. Jak zareagował na to Kuba, który do tamtej pory był pewien swojej orientacji? Czy to prawdziwe uczucie?

„Na świecie w ogóle nie ma heteryków. Są tylko źle podrywani biseksualiści”

Emil to postać bardzo wyrazista, może i trochę przekoloryzowana, ale wcale nie przeszkadzało mi to podczas czytania. Nie wstydził się swojej odmienności - wręcz przeciwnie, a jego sposób bycia sprawiał, że ludzie garnęli się do niego. A Kuba? Kuba był dość niepozornym studentem anglistyki. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, nie zwracał na siebie większej uwagi. Bohaterowie przeżywali swoje wzloty i upadki. W żadnym wypadku nie można powiedzieć, że byli wyidealizowani. Mieli swoje wady i zalety - jak każdy człowiek, byli po prostu ludzcy. "Siedem szklanek" to historia pełna nie tylko humoru, ale i pewnego przekazu, historia o akceptacji samego siebie i innych, o uczuciach, stereotypach i wielu innych.

Drażnił mnie język powieści, który, zwłaszcza na początku, był mocno stylizowany na slang młodzieżowy (później nie było to już takie zauważalne). Muszę przyznać, że sama nie byłam pewna co do znaczenia niektórych zwrotów. Poza tym jest tu sporo obcojęzycznych zwrotów (głównie cytatów z piosenek). Te angielskie mi nie przeszkadzały, jednak dość uciążliwe były te francuskie. Pomimo tego książka szybko wciągnęła mnie w swój świat i z przyjemnością poznawałam dalsze losy Kuby i Emila, a uśmiech nierzadko sam cisnął mi się na usta.

„To bardzo dziwne i trudne nie wiedzieć, gdzie się jest, nie wiedzieć, kim i jak się jest, jeśli się nie zostanie wywołanym, określonym, zdefiniowanym jak Kochanie, Miś Kubuś, Bejbe albo Skarb”

Wydarzenia z książki co jakiś czas przeplatane były marzeniami sennymi Kuby i jego przemyśleniami na różne tematy, często całkowicie oderwane od treści poprzednich rozdziałów. Z pewnością obyłoby się bez tego, ale odebrałam to jako dość ciekawe urozmaicenie. Dodatkowo autorka przytacza wiele cytatów z piosenek i podaje ich tytuły. W ten sposób możemy stworzyć sobie cały (bardzo różnorodny) podkład muzyczny do słuchania w trakcie lektury. Nie jest to konieczne i nie zawsze do mnie przemawiało. Pod koniec ostatecznie z tego zrezygnowałam, bo ciągłe wyszukiwanie kolejnych utworów za bardzo mnie rozpraszało.

A o co chodzi z tymi siedmioma szklankami? Już wyjaśniam. W ważnych momentach bohaterom towarzyszyły szklanki - po jednej na każdy z nich. Muszę przyznać, że kilka z nich przegapiłam, ale mam nadzieję to nadrobić. Jak? "Siedem szklanek" spodobało mi się do tego stopnia, że za jakiś czas chętnie do nich powrócę. Książkę polecam, jednak wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu. W końcu ostateczna decyzja należy do was. :)

5/6