Jeszcze nieco ponad rok temu prawdopodobnie nie pomyślałabym, że znajdę się w posiadaniu czytnika, tymczasem w lutym tamtego zdecydowałam się na zakup Kindle Paperwhite. W międzyczasie dziwiłam się, jak niektórzy mogą mieć więcej niż jeden czytnik. Bo i po co? A teraz co? Mam i PocketBooka Touch Lux 3, bo bardzo zależało mi na dostępie do Legimi. A skoro już w miarę oswoiłam się z obydwoma czytnikami, to postanowiłam zrobić małe porównanie. Z góry przepraszam, jeśli wyszło nieco chaotycznie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trochę paplaniny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trochę paplaniny. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 1 marca 2018
czwartek, 16 czerwca 2016
Stosik 3/2016
Dawno nie było stosiku, ale już nadrabiam zaległości. Zwłaszcza w mangach (chociaż książek też się trochę nazbierało), a to za sprawą promocji w sklepie internetowym Waneko. Tradycyjnie trafiło mi się kilka zakładek (więcej do kolekcji ^^) i trochę ulotek, jednak zaskoczył mnie kolejny dodatek, konkretnie plakaty z "Requiem Króla Róż" i "Acony", które, z tego, co mi wiadomo, były dodawane jedynie do przedpłat. Aaach, jakie pozytywne zaskoczenie. ^^
Hiromu Arakawa "Fullmetal Alchemist" (18-27) - Korzystając z okazji postanowiłam dozbierać FMA, które teraz stało się najdłuższą serią w mojej mangowej kolekcji. ^^ Powoli doczytuję do końca.
Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (1) - Nie mam pojęcia dlaczego, ale jakoś nie byłam przekonana do tej mangi nawet mimo paru pozytywnych opinii. Właśnie dlatego uznałam, że najlepiej będzie, jak po prostu się z nią zapoznam. Teraz mogę z ulgą stwierdzić, że moje obawy były kompletnie bezpodstawne i już wyczekuję okazji na poznanie dalszego ciągu. No i mały Ryszard był taki uroczy! *^*
Kazue Kato "Ao no Exorcist" (16) - Wątek Yukio wciąż czeka na rozwinięcie, tymczasem mamy okazję lepiej pozać Ligthninga (który trafił też na obwolutę) i trzeba przyznać, że jest całkiem ciekawą postacią. Ogólnie po ostatnich rewelacjach przychodzi czas na nieco wytchnienia (w tym i fanserwisu).
Sakiya Haruhi & Yamamoto Kotetsuko "Zawrócić czas" (2) - Wreszcie doczekałam się drugiego tomu (choć historia i tak była mi już znana). Ogólnie polecam mangę. Mam nadzieję, że Ringo Ame nie będzie już więcej znikać bez słowa z niedokończonymi seriami (chociaż na razie nie planuję kupować od nich nic nowego).
Kano Miyamoto "Uśpiony Księżyc" (2) - O ile po pierwszym tomie narzekałam na wątek romantyczny, który wydawał mi się wtrącony na siłę, tak tutaj to wrażenie zaczęło na szczęście zanikać
Kei Tome "Acony" - Wahałam się, czy rzeczywiście kupować tę mangę, ale ostatecznie ciekawość zwyciężyła (umocniona liczbą stron, także tych kolorowych, oraz dość przystępną ceną). Czytało się naprawdę przyjemnie i polubiłam występujących tu bohaterów. Zdecydowanie warto było kupić.
Jeon Hey-jin & Lee Ki-ha "Lady Detective" (1) - Już od pewnego czasu miałam nadzieję nieco powiększyć ilość manhw na mojej półce, więc Yumegari ogłosiło "Lady Detective" jak najbardziej w porę. ^^ Historie kryminalne i XIX wiek? Biorę! Główni bohaterowie są naprawdę inteligentni, panienka Lizzy kocha książki i zdecydowanie nie jest typową przedstawicielka arystokracji, a swoim zamiłowaniem do chemii przypomina mi trochę Flawię z "Zatrutego ciasteczka". Edwin również sprawia dobre wrażenie. Tylko... dlaczego konstabl Lestrade jest przedstawiany jako ludzik z klocków Lego? xD Nie żebym się miała jakoś bardzo czepiać. W każdym razie serię będę kupować dalej.
Yuki Kodama "Wzgórze Apolla" (4-5) - Te kolorowe obwoluty tak pięknie się prezentują na półce! ^^ Jak zwykle nie trzeba było wiele, żeby znów wciągnąć się w tę historię, choć tym razem na bohaterów czekało sporo nieporozumień i przykrości. Dodatkowe historie, jak zwykle dziwne, też były w porządku.
Masasumi Kakizaki "Green Blood" (2-3) - Wreszcie nadrobiłam też "Green Blood" i mogę się dalej zachwycać zarówno niesamowitą kreską, jak i przedstawioną tu historią. Za mną na razie dopiero drugi tom, jednak zdecydowanie jest to manga godna polecenia. Myślę, że napiszę o niej osobną recenzję.
KattLett "Exitus Letalis" (4) - Czwarty tom przynosi sporo odpowiedzi, choć na ich miejsce pojawia się kilka nowych niewiadomych, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę się zapoznać z tą historią do końca, bo mimo wszystko ciekawi. Tylko trochę się dziwię, że tym razem na początku nie ma żadnego spisu treści, w poprzednich zawsze były (razem z kolorową stroną). Podobają mi się za to strony tytułowe poszczególnych rozdziałów.
Tsuina Miura & Gamon Sakurai "Ajin" (1) - Po anime byłam pewna, że zabiorę się za mangę. Przede wszystkim podoba mi się to, że jest w powiększonym formacie, oprawa graficzna też jest w porządku, a w środku znajdziemy cztery kolorowe strony. Zdecydowanie wolę kreskę z mangi, choć ten brak nosów jest trochę dziwny (ale da się przywyknąć). No i czekam na kolejne tomy.
Hiromu Arakawa "Fullmetal Alchemist" (18-27) - Korzystając z okazji postanowiłam dozbierać FMA, które teraz stało się najdłuższą serią w mojej mangowej kolekcji. ^^ Powoli doczytuję do końca.
Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (1) - Nie mam pojęcia dlaczego, ale jakoś nie byłam przekonana do tej mangi nawet mimo paru pozytywnych opinii. Właśnie dlatego uznałam, że najlepiej będzie, jak po prostu się z nią zapoznam. Teraz mogę z ulgą stwierdzić, że moje obawy były kompletnie bezpodstawne i już wyczekuję okazji na poznanie dalszego ciągu. No i mały Ryszard był taki uroczy! *^*
Kazue Kato "Ao no Exorcist" (16) - Wątek Yukio wciąż czeka na rozwinięcie, tymczasem mamy okazję lepiej pozać Ligthninga (który trafił też na obwolutę) i trzeba przyznać, że jest całkiem ciekawą postacią. Ogólnie po ostatnich rewelacjach przychodzi czas na nieco wytchnienia (w tym i fanserwisu).
Sakiya Haruhi & Yamamoto Kotetsuko "Zawrócić czas" (2) - Wreszcie doczekałam się drugiego tomu (choć historia i tak była mi już znana). Ogólnie polecam mangę. Mam nadzieję, że Ringo Ame nie będzie już więcej znikać bez słowa z niedokończonymi seriami (chociaż na razie nie planuję kupować od nich nic nowego).
Kano Miyamoto "Uśpiony Księżyc" (2) - O ile po pierwszym tomie narzekałam na wątek romantyczny, który wydawał mi się wtrącony na siłę, tak tutaj to wrażenie zaczęło na szczęście zanikać
Kei Tome "Acony" - Wahałam się, czy rzeczywiście kupować tę mangę, ale ostatecznie ciekawość zwyciężyła (umocniona liczbą stron, także tych kolorowych, oraz dość przystępną ceną). Czytało się naprawdę przyjemnie i polubiłam występujących tu bohaterów. Zdecydowanie warto było kupić.
Jeon Hey-jin & Lee Ki-ha "Lady Detective" (1) - Już od pewnego czasu miałam nadzieję nieco powiększyć ilość manhw na mojej półce, więc Yumegari ogłosiło "Lady Detective" jak najbardziej w porę. ^^ Historie kryminalne i XIX wiek? Biorę! Główni bohaterowie są naprawdę inteligentni, panienka Lizzy kocha książki i zdecydowanie nie jest typową przedstawicielka arystokracji, a swoim zamiłowaniem do chemii przypomina mi trochę Flawię z "Zatrutego ciasteczka". Edwin również sprawia dobre wrażenie. Tylko... dlaczego konstabl Lestrade jest przedstawiany jako ludzik z klocków Lego? xD Nie żebym się miała jakoś bardzo czepiać. W każdym razie serię będę kupować dalej.
Yuki Kodama "Wzgórze Apolla" (4-5) - Te kolorowe obwoluty tak pięknie się prezentują na półce! ^^ Jak zwykle nie trzeba było wiele, żeby znów wciągnąć się w tę historię, choć tym razem na bohaterów czekało sporo nieporozumień i przykrości. Dodatkowe historie, jak zwykle dziwne, też były w porządku.
Masasumi Kakizaki "Green Blood" (2-3) - Wreszcie nadrobiłam też "Green Blood" i mogę się dalej zachwycać zarówno niesamowitą kreską, jak i przedstawioną tu historią. Za mną na razie dopiero drugi tom, jednak zdecydowanie jest to manga godna polecenia. Myślę, że napiszę o niej osobną recenzję.
KattLett "Exitus Letalis" (4) - Czwarty tom przynosi sporo odpowiedzi, choć na ich miejsce pojawia się kilka nowych niewiadomych, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę się zapoznać z tą historią do końca, bo mimo wszystko ciekawi. Tylko trochę się dziwię, że tym razem na początku nie ma żadnego spisu treści, w poprzednich zawsze były (razem z kolorową stroną). Podobają mi się za to strony tytułowe poszczególnych rozdziałów.
Tsuina Miura & Gamon Sakurai "Ajin" (1) - Po anime byłam pewna, że zabiorę się za mangę. Przede wszystkim podoba mi się to, że jest w powiększonym formacie, oprawa graficzna też jest w porządku, a w środku znajdziemy cztery kolorowe strony. Zdecydowanie wolę kreskę z mangi, choć ten brak nosów jest trochę dziwny (ale da się przywyknąć). No i czekam na kolejne tomy.
"Ballada o Narayamie. Opowieści niesamowite" - O tej książce dowiedziałam się od Ayi i byłam bardzo ciekawa znajdujących się tu historii. Cieszę się, że udało mi się ją zdobyć.
J. Ćwiek "Kłamca 2. Bóg marnotrawny" - Tyle się jej oszukałam (głównie w księgarniach internetowych), aż w końcu trafiłam na nią całkiem przypadkiem w Świecie Książki. Już przeczytana i jestem z niej całkiem zadowolona. Teraz tylko zapolować na kolejne tomy.
A. Grabowska "Lady M." - Już od dawna czaiłam się na tę książkę. Spośród powieści tej autorki właśnie "Lady M." byłam najbardziej ciekawa (przez to nawiązanie do Szekspira), mam nadzieję, że się nie zawiodę.
J. Austen "Perswazje" - Kupiona w Biedronce w bardzo okazyjnej cenie. ^^
C. Bronte "Dziwne losy Jane Eyre" - Jak wyżej c:
J. Austen "Perswazje" - Kupiona w Biedronce w bardzo okazyjnej cenie. ^^
C. Bronte "Dziwne losy Jane Eyre" - Jak wyżej c:
S. Tahir "Ember in the Ashes. Imperium ognia" - A tę książkę wybrałam sobie jako nagrodę za świadectwo z paskiem. ^^ Tyle już dobrego o niej czytałam, że po prostu nie mogłam jej sobie odpuścić.
D. Chacon "Uśpiony głos" - Odkąd przeczytałam nieco na temat tej książki, zaczęłam się nad nią zastanawiać, więc kiedy zobaczyłam ją w Matrasie za 9,90, uznałam, że na lepszą okazję nie trafię i kupiłam. Sam temat nie należy do lekkich, jednak myślę, że będzie warto.
E. Johansen "Inwazja na Tearling" - W końcu dorwałam kontynuację "Królowej Tearlingu"! Myślałam, że przeczytam bardzo szybko, tymczasem idzie mi jakoś opornie. To chyba kwestia zmiany, jak zaszła w Kelsea.
S. Shannon "Czas żniw" - Tę książkę już od dawna miałam w planach, ale dopiero ostatnio bardziej się nią zainteresowałam i wreszcie postanowiłam kupić.
G. Jeromin-Gałuszka "Gdybyś mnie kochała" - Dość spontaniczny zakup po spotkaniu z autorką. Książek było kilka, ale wydaje mi się, że ta zapowiadała się najlepiej. I dedykacja jest. Mam nadzieję, że będzie warto. c:
A teraz nietypowo, bo o magazynach. English Matters staje się coraz popularniejsze, więc w końcu i ja postanowiłam zaopatrzyć się w najnowszy numer. Przyznam, że spodziewałam się czegoś... okazalszego, jednak nie narzekam. Najbardziej ciekawa byłam wywiadu z Michaelem Dobsonem na temat Szekspira i jestem zadowolona z tego, czego się dzięki niemu dowiedziałam. Zapytany o to, którą ze sztuk Szekspira poleciłby czytelnikom przede wszystkim, od razu zaznaczył, że zamiast czytania zaproponowałby obejrzenie dobrze wyreżyserowanej sztuki w teatrze (musiałam o tym wspomnieć, w końcu sama uważam, że dramaty powinno się oglądać, a nie czytać). Przyznam, że z początku nie byłam do końca przekonana, jednak ostatecznie z chęcią zaczytywałam się w tym magazynie. Poza tym świetną sprawą jest możliwość odsłuchania większości artykułów.
Dalej mój pierwszy magazyn Arigato, kupiony tak na próbę, bo chciałam sprawdzić co i jak. Jeśli chodzi o wygląd, myślę, że wypada lepiej od Kyaa! (mam tylko jeden numer), gdzie wszystko wydawało mi się upakowane nieco na siłę. No i format jest większy. Podoba mi się też ten podział - teksty o anime na stronach kolorowych, a o mangach na stronach czarno-białych. Jak na razie przeczytałam tylko parę tekstów, jednak do tej pory magazyn zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie. Ciekawie wypada połączenie tekstów autorskich z zaczerpniętymi z różnych źródeł wywiadami. Cieszę się też z plakatu z Arslan Senki (co z tego, że nie za bardzo mam gdzie go powiesić? :P). Ale... czy to tylko moje wrażenie (albo na taki numer natrafiłam), czy jest tu naprawdę pełno ecchi?
A na koniec jeszcze krótka relacja z Festiwalu Pięknej Książki. Co prawda nie jest to impreza na skalę targów książki, jednak myślę, że wyszło całkiem nieźle. Naprawdę miło było przejść się między stoiskami poszczególnych wydawnictw (stąd też większość zakładek), na Wystawie Książki Artystycznej znalazło się (co najmniej) kilka ciekawych eksponatów, a jeśli chodzi o spotkania w Saloniku Literackim, najbardziej podobało mi się to z prof. Jerzym Bralczykiem i Michałem Ogórkiem - pełne humoru i błyskotliwych uwag.
Prof. Bralczyk mówił na przykład, że wiele już w życiu przeczytał, ale gdyby zebrać do wszystko w jednym miejscu, to jednak nie byłoby tego tak dużo, gdyż sporo książek czytał wielokrotnie, do czego zachęca. W pewnym momencie zaczął recytować początek "Potopu" Sienkiewicza (co robi wrażenie), dowiedziałam się też, że kolekcjonuje wszystkie możliwe wydania "Pana Tadeusza" i, o ile dobrze pamiętam, ma ich już kilkaset. Poza tym byłam (niestety tylko częściowo) na spotkaniu z Grażyną Jeromin-Gałuszką (stąd wspomniana książka z podpisem) i Jerzym Januszem Fąfarą. Z tego, co zdążyłam usłyszeć, też mówili dość ciekawie. Rafał Olbiński nie zrobił już na mnie takiego wrażenia. Ogólnie z festiwalu jestem zadowolona. :3
E. Johansen "Inwazja na Tearling" - W końcu dorwałam kontynuację "Królowej Tearlingu"! Myślałam, że przeczytam bardzo szybko, tymczasem idzie mi jakoś opornie. To chyba kwestia zmiany, jak zaszła w Kelsea.
S. Shannon "Czas żniw" - Tę książkę już od dawna miałam w planach, ale dopiero ostatnio bardziej się nią zainteresowałam i wreszcie postanowiłam kupić.
G. Jeromin-Gałuszka "Gdybyś mnie kochała" - Dość spontaniczny zakup po spotkaniu z autorką. Książek było kilka, ale wydaje mi się, że ta zapowiadała się najlepiej. I dedykacja jest. Mam nadzieję, że będzie warto. c:
A teraz nietypowo, bo o magazynach. English Matters staje się coraz popularniejsze, więc w końcu i ja postanowiłam zaopatrzyć się w najnowszy numer. Przyznam, że spodziewałam się czegoś... okazalszego, jednak nie narzekam. Najbardziej ciekawa byłam wywiadu z Michaelem Dobsonem na temat Szekspira i jestem zadowolona z tego, czego się dzięki niemu dowiedziałam. Zapytany o to, którą ze sztuk Szekspira poleciłby czytelnikom przede wszystkim, od razu zaznaczył, że zamiast czytania zaproponowałby obejrzenie dobrze wyreżyserowanej sztuki w teatrze (musiałam o tym wspomnieć, w końcu sama uważam, że dramaty powinno się oglądać, a nie czytać). Przyznam, że z początku nie byłam do końca przekonana, jednak ostatecznie z chęcią zaczytywałam się w tym magazynie. Poza tym świetną sprawą jest możliwość odsłuchania większości artykułów.
Dalej mój pierwszy magazyn Arigato, kupiony tak na próbę, bo chciałam sprawdzić co i jak. Jeśli chodzi o wygląd, myślę, że wypada lepiej od Kyaa! (mam tylko jeden numer), gdzie wszystko wydawało mi się upakowane nieco na siłę. No i format jest większy. Podoba mi się też ten podział - teksty o anime na stronach kolorowych, a o mangach na stronach czarno-białych. Jak na razie przeczytałam tylko parę tekstów, jednak do tej pory magazyn zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie. Ciekawie wypada połączenie tekstów autorskich z zaczerpniętymi z różnych źródeł wywiadami. Cieszę się też z plakatu z Arslan Senki (co z tego, że nie za bardzo mam gdzie go powiesić? :P). Ale... czy to tylko moje wrażenie (albo na taki numer natrafiłam), czy jest tu naprawdę pełno ecchi?
A na koniec jeszcze krótka relacja z Festiwalu Pięknej Książki. Co prawda nie jest to impreza na skalę targów książki, jednak myślę, że wyszło całkiem nieźle. Naprawdę miło było przejść się między stoiskami poszczególnych wydawnictw (stąd też większość zakładek), na Wystawie Książki Artystycznej znalazło się (co najmniej) kilka ciekawych eksponatów, a jeśli chodzi o spotkania w Saloniku Literackim, najbardziej podobało mi się to z prof. Jerzym Bralczykiem i Michałem Ogórkiem - pełne humoru i błyskotliwych uwag.
Prof. Bralczyk mówił na przykład, że wiele już w życiu przeczytał, ale gdyby zebrać do wszystko w jednym miejscu, to jednak nie byłoby tego tak dużo, gdyż sporo książek czytał wielokrotnie, do czego zachęca. W pewnym momencie zaczął recytować początek "Potopu" Sienkiewicza (co robi wrażenie), dowiedziałam się też, że kolekcjonuje wszystkie możliwe wydania "Pana Tadeusza" i, o ile dobrze pamiętam, ma ich już kilkaset. Poza tym byłam (niestety tylko częściowo) na spotkaniu z Grażyną Jeromin-Gałuszką (stąd wspomniana książka z podpisem) i Jerzym Januszem Fąfarą. Z tego, co zdążyłam usłyszeć, też mówili dość ciekawie. Rafał Olbiński nie zrobił już na mnie takiego wrażenia. Ogólnie z festiwalu jestem zadowolona. :3
piątek, 6 maja 2016
Ulubione openingi #2
Pierwsza tura już była, czas na kolejną. Tworzenie tego typu notek to zbyt przyjemne zajęcie, żeby sobie odpuścić, a do tego taki lekki temat świetnie nadaje się na czas okołomaturalny, przez który przez który pisanie praktycznie wszystkich recenzji odłożyłam na później. No to przedstawiam moją kolejną dziesiątkę muzycznych ulubieńców.
Durarara!! "Complication" ROOKiEZ is PUNK'D
I znów powtórka, bo inny opening z "Drrr!!" znalazł się też w poprzednim zestawieniu. No ale co ja poradzę, że ta seria rozpoczyna się tak świetnymi utworami? Nic, tylko słuchać. :D
Ao no Exorcist "CORE PRIDE" UVERworld
Ostatnim razem było "IN MY WORLD", teraz na jego miejsce wskakuje wcześniejszy opening z AnE, również świetny.
Naruto Shippuuden "Hero's come back" nobodyknows+
Już dawno odpuściłam sobie Shippuudena (ilość fillerów mnie przerosła o.o), jednak ilość powiązanych z nim utworów sprawia, że przynajmniej od czasu do czasu znajdzie się coś wartego uwagi. A akurat ten opening po prostu nie pozwolił mi o sobie zapomnieć.
Darker Than Black: Kuro no Keiyakusha "Howling" Abingdon Boys School
Zastanawiałam się, który z openingów tu wstawić, ale ostatecznie stwierdziłam, że ten pierwszy lubię minimalnie bardziej.
Death Parade "Flyers" BRADIO
"Flyers" uwielbiam za to, jak kontrastuje z tematyką samego anime, a jednocześnie świetnie do niego pasuje. Do tego towarzysząca mu animacja ma w sobie coś takiego, że po prostu chce się ją oglądać. A widzieliście już teledysk do tego utworu? Też jest dość interesujący. ;)
Gekkan Shoujo Nozaki-kun "Kimi ja Nakya dame Mitai" Masayoshi Ooishi
Ten opening jest po prostu tak szalenie pozytywny, że musiał się tu znaleźć. Uwielbiałam słuchać go w anime, a odkąd jakiś czas później sobie o nim przypomniałam, coraz częściej można go usłyszeć w moich głośnikach.
Naruto Shippuuden "Tsuki no Ookisa" Nagizaka 46
Co prawda jeden opening z Naruto już się tu znalazł, jednak przeglądając listę utworów, które mogłabym tu umieścić właśnie ten szczególnie zwrócił moją uwagę. To był już chyba czas, kiedy zaczynałam pomijać openingi w Shippuudenie, jednak dla tego utworu zawsze robiłam wyjątek. Naprawdę świetnie brzmi. ^^
Fullmetal Alchemist: Brotherhood "Golden Time Lover" Sukima Switch
Zacznę od kolejnego openingu z mojego ukochanego FMA. Ta piosenka po prostu brzmi tak pozytywnie, że nie mogłabym jej nie uwielbiać. ♥
Zacznę od kolejnego openingu z mojego ukochanego FMA. Ta piosenka po prostu brzmi tak pozytywnie, że nie mogłabym jej nie uwielbiać. ♥
Durarara!! "Complication" ROOKiEZ is PUNK'D
I znów powtórka, bo inny opening z "Drrr!!" znalazł się też w poprzednim zestawieniu. No ale co ja poradzę, że ta seria rozpoczyna się tak świetnymi utworami? Nic, tylko słuchać. :D
Ao no Exorcist "CORE PRIDE" UVERworld
Ostatnim razem było "IN MY WORLD", teraz na jego miejsce wskakuje wcześniejszy opening z AnE, również świetny.
Ranpo Kitan: Game of Laplace "Speed and Friction" amazarashi
Cóż, ten utwór po prostu musiał się tu znaleźć, zwłaszcza że to właśnie z jego powodu zdecydowałam się obejrzeć "Ranpo Kitan". Lubię też towarzyszącą mu animację, która jest w podobnym stylu, co teledyski amazarashi.
Z kolei właściwy teledysk do tego utworu jest... dość specyficzny.
Cóż, ten utwór po prostu musiał się tu znaleźć, zwłaszcza że to właśnie z jego powodu zdecydowałam się obejrzeć "Ranpo Kitan". Lubię też towarzyszącą mu animację, która jest w podobnym stylu, co teledyski amazarashi.
Z kolei właściwy teledysk do tego utworu jest... dość specyficzny.
Naruto Shippuuden "Hero's come back" nobodyknows+
Już dawno odpuściłam sobie Shippuudena (ilość fillerów mnie przerosła o.o), jednak ilość powiązanych z nim utworów sprawia, że przynajmniej od czasu do czasu znajdzie się coś wartego uwagi. A akurat ten opening po prostu nie pozwolił mi o sobie zapomnieć.
Noragami Aragoto "狂乱 Hey Kids!!" THE ORAL CIGARETTES
Jak ja lubię, kiedy za sprawą utworów z anime mam okazję poznać jakieś świetne zespoły! Tak było i tym razem, a THE ORAL CIGARETTES szybko dołączyło do moich muzycznych ulubieńców.
Jak ja lubię, kiedy za sprawą utworów z anime mam okazję poznać jakieś świetne zespoły! Tak było i tym razem, a THE ORAL CIGARETTES szybko dołączyło do moich muzycznych ulubieńców.
Darker Than Black: Kuro no Keiyakusha "Howling" Abingdon Boys School
Zastanawiałam się, który z openingów tu wstawić, ale ostatecznie stwierdziłam, że ten pierwszy lubię minimalnie bardziej.
Death Parade "Flyers" BRADIO
"Flyers" uwielbiam za to, jak kontrastuje z tematyką samego anime, a jednocześnie świetnie do niego pasuje. Do tego towarzysząca mu animacja ma w sobie coś takiego, że po prostu chce się ją oglądać. A widzieliście już teledysk do tego utworu? Też jest dość interesujący. ;)
Gekkan Shoujo Nozaki-kun "Kimi ja Nakya dame Mitai" Masayoshi Ooishi
Ten opening jest po prostu tak szalenie pozytywny, że musiał się tu znaleźć. Uwielbiałam słuchać go w anime, a odkąd jakiś czas później sobie o nim przypomniałam, coraz częściej można go usłyszeć w moich głośnikach.
Naruto Shippuuden "Tsuki no Ookisa" Nagizaka 46
Co prawda jeden opening z Naruto już się tu znalazł, jednak przeglądając listę utworów, które mogłabym tu umieścić właśnie ten szczególnie zwrócił moją uwagę. To był już chyba czas, kiedy zaczynałam pomijać openingi w Shippuudenie, jednak dla tego utworu zawsze robiłam wyjątek. Naprawdę świetnie brzmi. ^^
czwartek, 3 marca 2016
Ulubione endingi #1
Pierwszą notkę o openingach dodałam już chwilę temu, teraz przyszedł czas na endingi. Ponieważ poprzednio wybrałam dziesięć utworów, tym razem też będzie ich właśnie tyle, w kolejności losowej.
Tokyo Ghoul √A"Kisetsu wa Tsugitsugi Shindeiku" amazarashi
Dzięki tej piosence (polecam pełną wersję!) poznałam amazarashi, które jakiś czas później stało się jednym z moich ulubionych zespołów i nadal do nich należy.
Dzięki tej piosence (polecam pełną wersję!) poznałam amazarashi, które jakiś czas później stało się jednym z moich ulubionych zespołów i nadal do nich należy.
No.6 "Rokutousei no Yoru" Aimer
"No.6" oglądałam już dawno, jednak wciąż mam spory sentyment do tego endingu.
Nie mogłam znaleźć wersji z anime, więc dodaję od razu pełną.
"No.6" oglądałam już dawno, jednak wciąż mam spory sentyment do tego endingu.
Nie mogłam znaleźć wersji z anime, więc dodaję od razu pełną.
Code Geass "Waga Routashi Aku no Hana" ALI PROJECT
ALI PROJECT ogólnie ma dość ciekawe utwory, jednak postanowiłam wybrać właśnie ten.
ALI PROJECT ogólnie ma dość ciekawe utwory, jednak postanowiłam wybrać właśnie ten.
Ansatsu Kyoushitsu "Hello,shooting-star" moumoon
Po pierwszym przesłuchaniu mnie chyba jeszcze nie zachwyciło, jednak wkrótce się to zmieniło.
Po pierwszym przesłuchaniu mnie chyba jeszcze nie zachwyciło, jednak wkrótce się to zmieniło.
Death Parade "Last Theater" Noisycell
Początkowo miał się tu znajdować inny utwór, ale ostatecznie stwierdziłam, że zastąpię go tym. Od razu mi się spodobał i długo czekałam, aż wreszcie będzie dostępny w pełnej wersji. ♥
Początkowo miał się tu znajdować inny utwór, ale ostatecznie stwierdziłam, że zastąpię go tym. Od razu mi się spodobał i długo czekałam, aż wreszcie będzie dostępny w pełnej wersji. ♥
Kiseijuu: Sei no Kakuritsu "IT'S THE RIGHT TIME" Daichi Miura
Chyba po prostu mam słabość do spokojnych, klimatycznych endingów. I do tego to pianino... ♥
A tak poza tym, za jakiś czas możecie się spodziewać recenzji "Kiseijuu" :)
Chyba po prostu mam słabość do spokojnych, klimatycznych endingów. I do tego to pianino... ♥
A tak poza tym, za jakiś czas możecie się spodziewać recenzji "Kiseijuu" :)
Sekaiichi Hatsukoi "Ashita, Boku wa Kimi ni Ai ni Iku" Wakaba
Prawda jest taka, że zwyczajnie uwielbiam wszystkie cztery piosenki z "Sekaiichi" i chyba nic tego nie zmieni. Mają w sobie coś charakterystycznego, jakiś taki pozytywny wydźwięk.
Prawda jest taka, że zwyczajnie uwielbiam wszystkie cztery piosenki z "Sekaiichi" i chyba nic tego nie zmieni. Mają w sobie coś charakterystycznego, jakiś taki pozytywny wydźwięk.
Naruto "Wind" Akeboshi
Pierwszy ending w "Naruto" i od razu ulubiony. Co prawda teraz nie słucham go już tak często, jednak wciąż mam do tej piosenki ogromy sentyment i od czasu do czasu chętnie podśpiewuję.
Pierwszy ending w "Naruto" i od razu ulubiony. Co prawda teraz nie słucham go już tak często, jednak wciąż mam do tej piosenki ogromy sentyment i od czasu do czasu chętnie podśpiewuję.
UN-GO "Fantasy" LAMA
Właściwie nie wiem dlaczego, ale naprawdę spodobał mi się ten ending. Jest jakiś taki nietypowy i może właśnie to mnie w nim ujęło. Po prostu ma coś w sobie.
Właściwie nie wiem dlaczego, ale naprawdę spodobał mi się ten ending. Jest jakiś taki nietypowy i może właśnie to mnie w nim ujęło. Po prostu ma coś w sobie.
Ranpo Kitan: Game of Laplace "Mikazuki" Sayuri
Początkowo miał się tu znaleźć ending z "Arslan Senki", jednak ostatecznie zdecydowałam się na "Mikazuki", które przez dłuższy czas nie dawało mi spokoju i które wciąż uwielbiam podśpiewywać.
Początkowo miał się tu znaleźć ending z "Arslan Senki", jednak ostatecznie zdecydowałam się na "Mikazuki", które przez dłuższy czas nie dawało mi spokoju i które wciąż uwielbiam podśpiewywać.
środa, 26 sierpnia 2015
Ulubione openingi #1
W porywie chwili przyszło mi na myśl, by zaprezentować Wam listę moich ulubionych utworów z anime. Na pierwszy ogień idą openingi, których wybrałam dokładnie dziesięć (jakoś się tak samo udało).
Tokyo Ghoul "Unravel" Ling Tosite Sigure
Listę otwiera "Unravel", do którego wciąż mam słabość (podobnie jak do innych utworów tego zespołu, które - możecie być tego pewni - pojawią się w kolejnych zestawieniach), choć minęło już sporo czasu, odkąd po raz pierwszy go usłyszałam (i pewnie długo się to nie zmieni).
Fullmetal Alchemist: Brotherhood "Again" Yui
Piosenka, którą pokochałam od samego początku, a po pewnym czasie wytrwale próbowałam nauczyć się ją śpiewać (co nie było zadaniem łatwym, biorąc pod uwagę to, jak bardzo Yui w wielu momentach przyspiesza). Tak przy okazji, idzie mi już całkiem nieźle, choć wciąż zdarza mi się pogubić ze słowami.
Ao no Exorcist "IN MY WORLD" ROOKiEZ is PUNK'D
Miałam problem przy wyborze tylko jednego openingu z AnE, ale ostatecznie zdecydowałam się na ten późniejszy, po części dlatego, że jest bardziej uczuciowy. Poza tym UVERworld i tak znajdzie się jeszcze w tym zestawieniu
Naruto Shippuuden "newsong" tacica
Dlaczego tak bardzo polubiłam tę piosenkę? Sama nie wiem. Może dlatego, że brzmi tak bardzo pozytywnie. Taniec bohaterów, który możecie obejrzeć poniżej, pewnie też miał w tym swój udział, ale już nie tak znaczący. No i świetnie się ją śpiewa. ♫ kimi ga ima ichiban aitai hito wa dare ♫
Mushishi "The Sore Feet Song" Ally Kerr
Co tu wiele tłumaczyć? Tak jak całe anime, także opening jest bardzo klimatyczny.
Durarara!! "Uragiri no Yuuyake" Theatre Brook
Cóż, "Durarara!!" ogólnie może się pochwalić całkiem niezłą ścieżką dźwiękową, a ja postanowiłam wybrać pierwszy opening, który właściwie od pierwszej chwili wpada w ucho.
Bleach "Rolling Star" Yui
I znów Yui (chociaż naprawdę starałam się nie powtarzać wykonawców). Ten jej utwór śpiewało się już łatwiej. ^^''
Noragami "Goya no Machiawase" Hello Sleepwalkers
No cóż, mam słabość do openingów z nieco mocniejszymi brzmieniami, a "Goya no Machiawase" świetnie się w tę kategorię wpisuje. Wiem też, że nie jestem w tym osądzie osamotniona. :3
Kekkai Sensen "Hello, world!" BUMP OF CHICKEN
A teraz coś z nowszych serii. Kekkai Sensen uwielbiam właściwie pod każdym względem (chociaż na ostatni odcinek wciąż muszę czekać... oby się opłaciło) i muzyka nie jest tu wyjątkiem. Nie mogłam znaleźć wersji prosto z openingu (która nie byłaby w jakiś sposób zmieniona), więc dodaję pełną, wraz z teledyskiem.
Arslan Senki "Boku no Kotoba de wa nai, Kore wa Bokutachi no Kotoba" UVERworld
I na koniec wspominany już wcześniej UVERworld wraz z ich piosenką o długaśnym tytule (na szczęście nie tak trudnym do zapamiętania), która już po kilku odsłuchaniach trafiła do moich ulubionych. ♫ du di di ding... ♫
niedziela, 2 sierpnia 2015
Stosik 4/2015 + Otaku Camp + LBA
Tym razem głównie mangowo. Już i tak mam spore zaległości jeśli chodzi o książki, a nie chcę ich dodatkowo powiększać (chociaż książek oczywiście nigdy za wiele).
Kobayashi Makoto "Cześć Michael!" (5) - Z wymiany. Z początku nie przypuszczałam, że na mojej półce znajdzie się kolejny tomik Michaela, jednak z chęcią skorzystałam z okazji. Szkoda, że nie mam kompletu.
Ai Yazawa "Kagen no Tsuki" (2,3) - W końcu postanowiłam dokupić pozostałe tomy. Wciąż nieprzeczytane.
Hiroshi Sakurazaka, Takeshi Obata "All You Need Is Kill" (1,2) - Kupione na obozie. Od dawna miałam tę mangę w planach, zarówno przez wzgląd na historię, jak i odpowiedzialnego za rysunki Takeshiego Obatę. Wciąż nieprzeczytane.
Sui Ishida "Tokyo Ghoul" (1) - Uznałam, że najpierw kupię pierwszy tom i wtedy zdecyduję, czy zbierać pozostałe. Niby znam już całość, ale może jednak warto byłoby postawić sobie tę serię na półce...
Jun Mochizuki "Pandora Hearts" (1) - Już od dawna miałam tę mangę w planach, ale zawsze znajdywało się coś innego. W końcu się doczekała.
Yana Toboso "Kuroshitsuji" (20) - Nie wiem, czy będę zbierać dalej, jednak postanowiłam dobić do pełnej liczby tomów. I chyba jednak na tym poprzestanę.
Sakiya Haruhi, Yamamoto Kotetsuko "Zawrócić czas" (1) - Właśnie na tę mangę Kotetsuko już od dłuższego czasu liczyłam, więc bardzo się ucieszyłam, że Ringo Ame postanowiło ją wydać.
Rihito Takarai "Tylko kwiaty wiedzą" (2)
Yoneda Kou "Labirynt uczuć" - Znałam tę historię już wcześniej, jednak od dłuższego czasu chciałam ją dołączyć do swojej kolekcji (i ciągle odkładałam to na później).
Yoneda Kou "NightS" - Trochę pozytywnych słów wystarczyło, żeby skusić się na tę mangę. Do tego zawiera ona sporo kolorowych stron, co szybko mnie do niej przekonało.
Kalio Suzukin "Kwiat i Gwiazda" - Przez dłuższy czas się wahałam, ale w końcu kupiłam. Wciąż nieprzeczytane.
Aiji Yamakawa, Kazune Kawahara "Przyjaciółki" - Kupione na obozie. Relacja między bohaterkami była ciekawa, jednak sama manga jakoś mnie nie porwała. A dodatkowa historia? Była w porządku, ale nic więcej.
Naoki Urasawa, Osamu Tezuka "Pluto" (3-8) - No i komplet. Cieszę się, że zaczekałam z dalszym czytaniem, zdecydowanie lepiej było zabrać się za tę serię mając już całość. Manga wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, jednak jej dalsze zachwalanie zostawię sobie na później.
Ai Yazawa "Kagen no Tsuki" (2,3) - W końcu postanowiłam dokupić pozostałe tomy. Wciąż nieprzeczytane.
Hiroshi Sakurazaka, Takeshi Obata "All You Need Is Kill" (1,2) - Kupione na obozie. Od dawna miałam tę mangę w planach, zarówno przez wzgląd na historię, jak i odpowiedzialnego za rysunki Takeshiego Obatę. Wciąż nieprzeczytane.
Sui Ishida "Tokyo Ghoul" (1) - Uznałam, że najpierw kupię pierwszy tom i wtedy zdecyduję, czy zbierać pozostałe. Niby znam już całość, ale może jednak warto byłoby postawić sobie tę serię na półce...
Jun Mochizuki "Pandora Hearts" (1) - Już od dawna miałam tę mangę w planach, ale zawsze znajdywało się coś innego. W końcu się doczekała.
Yana Toboso "Kuroshitsuji" (20) - Nie wiem, czy będę zbierać dalej, jednak postanowiłam dobić do pełnej liczby tomów. I chyba jednak na tym poprzestanę.
Sakiya Haruhi, Yamamoto Kotetsuko "Zawrócić czas" (1) - Właśnie na tę mangę Kotetsuko już od dłuższego czasu liczyłam, więc bardzo się ucieszyłam, że Ringo Ame postanowiło ją wydać.
Rihito Takarai "Tylko kwiaty wiedzą" (2)
Yoneda Kou "Labirynt uczuć" - Znałam tę historię już wcześniej, jednak od dłuższego czasu chciałam ją dołączyć do swojej kolekcji (i ciągle odkładałam to na później).
Yoneda Kou "NightS" - Trochę pozytywnych słów wystarczyło, żeby skusić się na tę mangę. Do tego zawiera ona sporo kolorowych stron, co szybko mnie do niej przekonało.
Kalio Suzukin "Kwiat i Gwiazda" - Przez dłuższy czas się wahałam, ale w końcu kupiłam. Wciąż nieprzeczytane.
Aiji Yamakawa, Kazune Kawahara "Przyjaciółki" - Kupione na obozie. Relacja między bohaterkami była ciekawa, jednak sama manga jakoś mnie nie porwała. A dodatkowa historia? Była w porządku, ale nic więcej.
Naoki Urasawa, Osamu Tezuka "Pluto" (3-8) - No i komplet. Cieszę się, że zaczekałam z dalszym czytaniem, zdecydowanie lepiej było zabrać się za tę serię mając już całość. Manga wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, jednak jej dalsze zachwalanie zostawię sobie na później.
Osamu Dazai "Zatracenie" - Niektórzy z Was może kojarzą, jak przy okazji recenzji anime "Aoi Bungaku Series" ubolewałam nad brakiem możliwości zapoznania się z pierwowzorami przedstawionych tam historii. Doszło nawet do tego, że byłam już zdecydowana zakupić dzieło tego właśnie autora po angielsku, aż pewnego pięknego dnia dowiedziałam się, że w tym roku moja upragniona książka została wydana w Polsce. Już przeczytane.
H. Murakami "Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa" - Co prawda ostatnio rzadziej czytam Murakamiego, jednak nadarzyła się okazja, więc czemu nie? Poza tym do tej książki jakoś szczególnie mnie ciągnie.
J. Ćwiek, D. Pochopień, G. Nita "Kłamca: Viva l'arte" - Znalazłam ten komiks w bardzo zachęcającej cenie. Co prawda najpierw planuję się zapoznać z książkową serią, jednak uznałam, że taka okazja może się już nie trafić. No i to dodatkowa motywacja do sięgnięcia po książkę.
A teraz jeszcze coś na temat moich dodatkowych zdobyczy. Po pierwsze, do swojego zamówienia dostałam gratis zawieszkę na klamkę (i przypinki, ale zdążyłam je już oddać komuś innemu). Następnie nagrody z konkursów organizowanych podczas Otaku Camp - plakat z Bakumana za grupowy quiz wiedzy o Japonii, komplet uroczych kopert za konkurs jaka to melodia? w wydaniu anime oraz podręczny zestaw do kaligrafii za zwycięstwo w konkursie (jak można się łatwo domyślić) kaligrafii. Przy okazji dodam, że naprawdę świetnie bawiłam się na Otaku Campie, poznałam wielu ciekawych ludzi, z którymi z chęcią spotkałabym się jeszcze nie raz; miałam okazję uczestniczyć w tradycyjnym spotkaniu herbacianym, zatańczyć yosakoi, dowiedzieć się co nieco na temat iaido, a nawet na własne oczy zobaczyć Shizuo ze znakiem drogowym w pogoni za Izayą czy oblewającego się wodą Haru z chibi Rinem w ręce.
Obóz trwał dwanaście dni, do wyboru było kilka opcji tematycznych, jednak ja wybrałam ogólny, a więc Otaku (na tym samym turnusie była też grupa K-Popu i RPGowców). Przez ten czas w bardzo miłej atmosferze uczestniczyliśmy w różnorodnych zajęciach (taniec yosakoi, przymierzanie yukat i kimon, kaligrafia, trening iaido, kulinaria, a konkretnie zaru soba, która okazała się całkiem smaczna) oraz prelekcjach (japońskie potrawy, onseny, kwestia dubbingu, język japoński, przegląd anime z sezonu letniego), przyjemnie spędzaliśmy czas na dyskusjach, grze w DDR i Ultrastar (głównie przy piosenkach z anime), a wieczorami zazwyczaj oglądaliśmy anime (Pożyczalska Arrietta, Owari no Seraph, Death Biliards, Tengen Toppa Gurren Lagann, które później porzuciliśmy oraz niestety niedokończone Magi: Labyrinth of Magic). Szczególnie podobały mi się zajęcia wokalne z tej prostej przyczyny, że lubię śpiewać. Zaczęliśmy od "Kimi ni Juice wo Katte Ageru", które niespodziewanie szybko wpada w ucho, a następnie był nasz wybór - opening do Noragami. Dalej zajęcia z rysunku, tworzenie fabuły (wciąż całkiem nieźle pamiętam naszą "cudowną" historię... xD), wiązanie chust (furoshiki). Nie mogłabym też zapomnieć o bitwie kartonowych samurajów (w której nie uczestniczyłam, jednak pomagałam przy tworzeniu zbroi) oraz cosplay'u, w którego wyniku obóz zaroił się od najróżniejszych postaci (ja byłam Winry, ale tylko przez chwilę). No i oczywiście wspaniała kadra, bez której obóz nie byłby taki sam.
H. Murakami "Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa" - Co prawda ostatnio rzadziej czytam Murakamiego, jednak nadarzyła się okazja, więc czemu nie? Poza tym do tej książki jakoś szczególnie mnie ciągnie.
J. Ćwiek, D. Pochopień, G. Nita "Kłamca: Viva l'arte" - Znalazłam ten komiks w bardzo zachęcającej cenie. Co prawda najpierw planuję się zapoznać z książkową serią, jednak uznałam, że taka okazja może się już nie trafić. No i to dodatkowa motywacja do sięgnięcia po książkę.
A teraz jeszcze coś na temat moich dodatkowych zdobyczy. Po pierwsze, do swojego zamówienia dostałam gratis zawieszkę na klamkę (i przypinki, ale zdążyłam je już oddać komuś innemu). Następnie nagrody z konkursów organizowanych podczas Otaku Camp - plakat z Bakumana za grupowy quiz wiedzy o Japonii, komplet uroczych kopert za konkurs jaka to melodia? w wydaniu anime oraz podręczny zestaw do kaligrafii za zwycięstwo w konkursie (jak można się łatwo domyślić) kaligrafii. Przy okazji dodam, że naprawdę świetnie bawiłam się na Otaku Campie, poznałam wielu ciekawych ludzi, z którymi z chęcią spotkałabym się jeszcze nie raz; miałam okazję uczestniczyć w tradycyjnym spotkaniu herbacianym, zatańczyć yosakoi, dowiedzieć się co nieco na temat iaido, a nawet na własne oczy zobaczyć Shizuo ze znakiem drogowym w pogoni za Izayą czy oblewającego się wodą Haru z chibi Rinem w ręce.
Obóz trwał dwanaście dni, do wyboru było kilka opcji tematycznych, jednak ja wybrałam ogólny, a więc Otaku (na tym samym turnusie była też grupa K-Popu i RPGowców). Przez ten czas w bardzo miłej atmosferze uczestniczyliśmy w różnorodnych zajęciach (taniec yosakoi, przymierzanie yukat i kimon, kaligrafia, trening iaido, kulinaria, a konkretnie zaru soba, która okazała się całkiem smaczna) oraz prelekcjach (japońskie potrawy, onseny, kwestia dubbingu, język japoński, przegląd anime z sezonu letniego), przyjemnie spędzaliśmy czas na dyskusjach, grze w DDR i Ultrastar (głównie przy piosenkach z anime), a wieczorami zazwyczaj oglądaliśmy anime (Pożyczalska Arrietta, Owari no Seraph, Death Biliards, Tengen Toppa Gurren Lagann, które później porzuciliśmy oraz niestety niedokończone Magi: Labyrinth of Magic). Szczególnie podobały mi się zajęcia wokalne z tej prostej przyczyny, że lubię śpiewać. Zaczęliśmy od "Kimi ni Juice wo Katte Ageru", które niespodziewanie szybko wpada w ucho, a następnie był nasz wybór - opening do Noragami. Dalej zajęcia z rysunku, tworzenie fabuły (wciąż całkiem nieźle pamiętam naszą "cudowną" historię... xD), wiązanie chust (furoshiki). Nie mogłabym też zapomnieć o bitwie kartonowych samurajów (w której nie uczestniczyłam, jednak pomagałam przy tworzeniu zbroi) oraz cosplay'u, w którego wyniku obóz zaroił się od najróżniejszych postaci (ja byłam Winry, ale tylko przez chwilę). No i oczywiście wspaniała kadra, bez której obóz nie byłby taki sam.
Wyróżnienie Liebster Blog Award otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 10 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 10 osób ( informuje je o tym wyróżnieniu ) i zadaje 10 pytań. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.
1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z M&A?
Kiedyś już miałam to pytanie, więc będę się streszczać. Zaczęło się banalnie - od dużej ilości anime polecanych mi przez filmweb. I choć po pierwszym odcinku nie zaskoczyło, po pewnym czasie spróbowałam znowu i tak od jednej serii do drugiej jakoś się wkręciłam. Mangą zainteresowałam się nieco później.
2. Lubisz jeździć na konwenty?
Nigdy jeszcze na żadnym nie byłam, ale mam nadzieję, że za jakiś czas się to zmieni.
3. Manga czy anime, książka czy film?
Oj, trudny wybór... Na początek odrzucę filmy - ostatnio prawie żadnych nie oglądam, choć całkiem sporo tytułów mnie ciekawi. Z pozostałymi opcjami mam już większy problem. W dużej mierze zależy to po prostu od humoru, wybieram to, na co akurat mam ochotę. Chociaż anime jest zwykle najłatwiejszym wyborem.
4. Jaki jest Twój ulubiony gatunek literacki?
Myślę, że szeroko pojęta fantastyka. Magia, niezwykłe wydarzenia - uwielbiam tego typu klimaty, jednak dobrym kryminałem czy obyczajówką też nie pogardzę. :3
5. Jakie postacie w książkach/filmach/mangach/anime najbardziej cię irytują, a jakie najbardziej lubisz?
Irytują? Będą to pewnie mocno przesłodzone postacie, do tego te bardzo niezdecydowane lub stale mdlejące (ostatnio próbowałam oglądać Rental Magica, ale mdlejący co chwilę bohater szybko odwiódł mnie od tego zamiaru). Trudno wymienić wszystkie cechy tak z marszu. A jakie lubię? Zabawnych (którzy, gdy trzeba, potrafią być poważni), rozsądnych i najlepiej nieuciekających się do niepotrzebnego rozlewu krwi (choć bywają i wyjątki) bohaterów. No ale zwykle nie można mieć wszystkiego. ;)
6. Co najmilej wspominasz z dzieciństwa?
Najmilej? Cóż, z pewnością coś by się znalazło, jednak w tej chwili nic nie przychodzi mi do głowy.
7. Co pochłania ci najwięcej czasu wolnego?
Powiedziałabym, że czytanie, ale to nie zawsze prawda. Często słucham muzyki, jednak to jest zwykle takie dodatkowe zajęcie. Trudno mi stwierdzić, co zajmuje mi najwięcej czasu, czasami książki, mangi czy anime, innym razem fotografia lub spotkania ze znajomymi. Bywa różnie.
8. Bez czego nie możesz żyć?
Kolejne trudne pytanie... Pewnie bez bliskich mi ludzi, moich pasji i tym podobnych.
9. Wolisz spędzać wakacje aktywnie czy raczej nie?
Cóż, jestem raczej typem domatora, ale i mi zdarzy się spędzić czas nieco aktywniej. W ogólnym rozrachunku wolę jednak spędzić czas chociażby z książką. ;)
10. Wolisz wakacje w kraju czy poza jego granicami?
Nie jeździłam wiele za granicę, więc nie mam za bardzo rozeznania. Na razie wakacje w kraju mi wystarczają, choć niektóre miejsca na świecie z wielką chęcią bym zwiedziła (z Japonią na czele).
wtorek, 30 grudnia 2014
Zapadające w pamięć (2014)
Pomysł na ten post siedział mi w głowie mniej więcej od wakacji (z początku naprawdę trudno było mi się powstrzymać od zaczęcia go już wtedy; ostatecznie uznałam, że sprawiedliwiej będzie napisać go dopiero pod koniec grudnia). Wybór nie należał do najłatwiejszych, jednak myślę, że udało mi się, zgodnie z tytułem postu, wybrać właśnie te powieści, które najbardziej zapadły mi w pamieć.
Najpierw planowałam uwzględnić jedynie książki, jednak ostatecznie uznałam, że nie zaszkodzi dodać czegoś więcej. Są więc seriale (dokładniej jeden), anime, mangi i muzyka. Myślałam też nad filmami, ale miałam problem z wytypowaniem odpowiednich kandydatów.
Najpierw planowałam uwzględnić jedynie książki, jednak ostatecznie uznałam, że nie zaszkodzi dodać czegoś więcej. Są więc seriale (dokładniej jeden), anime, mangi i muzyka. Myślałam też nad filmami, ale miałam problem z wytypowaniem odpowiednich kandydatów.
To bardzo krótka historia, wręcz opowiadanie, a jednak niesie ze sobą ogromny bagaż emocji. Wraz z umierającym na raka chłopcem przechodzimy przez całe życie w zaledwie kilka dni. Jak? Sprawdźcie. Choć książka ta ukazuje bardzo przykrą rzeczywistość, rozbrajająca szczerość, jaką charakteryzują się listy Oskara sprawia jednocześnie, że człowiekowi robi się ciepło na sercu. Oskar na swój własny sposób żyje pełnią życia. Co więcej, swój optymizm przekazuje dalej, zamiast być pocieszanym - pociesza innych.
"Zrozumiałem, że jesteś obok. Że zdradzasz mi swój sekret:
codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy."
Historia dość krótka, jednak treściwa i przedstawiona w niebanalny sposób. Bardzo klimatyczna, a do tego pięknie wydana i pełna czarno-białych ilustracji. Autor pisze o rzeczach ważnych, nie popadając przy tym w banały.
"Nie zawsze musi istnieć jakiś dobry bohater. Tak jak i nie zawsze musi istnieć zły.
Większość ludzi plasuje się gdzieś pośrodku."
Studium stopniowego upadku człowieka? Dowód na to, jak zgubne mogą się okazać wpływy innych na wciąż rozwijające się jednostki oraz pragnienie wiecznego piękna? O tej powieści można pisać wiele, a każda poruszona kwestia może przywodzić na myśl kolejne. I tak też było w moim przypadku. To książka, która nie pozwoliła mi o sobie zapomnieć przez długi czas, podobnie jak emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury. Myślę, że mogę ją uznać za pozycję obowiązkową, do której jeszcze nieraz wrócę.
"Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej."
Przepełniona baśniowością, podszyta mrokiem - tak właśnie w dużym skrócie opisałabym "Marinę". Powieść ta jest inna od poprzednich dzieł autora (a tak się składa, że czytałam je zgodnie z kolejnością ich powstawania), jakby dojrzalsza, czy nawet lepiej przemyślana. Jest magiczna, ujmuje swoim urokiem, na który składa się wiele czynników - od tytułowej bohaterki, poprzez malowniczą scenerię, aż po skrywaną od lat tajemnicę pełną sprzecznych emocji i ludzkich tragedii.
"Wszystkie baśnie są kłamstwem, choć nie wszystkie kłamstwa są baśniami."
Autorka nie boi się poruszać tematów trudnych. Co więcej, wychodzi jej to naprawdę fenomenalnie. To nie tylko historia o wychowywaniu dziecka z zespołem Downa. To także opowieść o tworzeniu, o nieistniejącej doskonałości i pięknie tego, co niedoskonałe. To powieść niezwykle poruszająca i prawdziwa, która niesie z sobą szereg emocji. Nie pozwala na obojętność, niesie ze sobą pewne przesłanie.
"Pielęgnuję tego motyla, ale to trudne pielęgnować coś, co tylko przeczuwasz, że jest."
Jedna z ulubionych. Moje pierwsze spotkanie z literaturą koreańską. Historia, z którą pierwszy raz zapoznałam się w postaci mangi, a dopiero później dowiedziałam się o książkowym pierwowzorze. Mimo to powieść nie straciła na wartości. Wzruszająca, do bólu prawdziwa, pełna pięknych cytatów - mogłabym tak jeszcze długo wymieniać. Znajdzie się tu wiele różnych odczuć - smutek, radość, nadzieja, ale także jej brak oraz cała gama innych emocji, a to wszystko bez zbędnego moralizatorskiego tonu. Jest też bardzo odmienna od wielu znanych powieści.
"Tylko ktoś, kto był kochany, potrafi kochać. Tylko ktoś, komu wybaczono, potrafi wybaczyć. Teraz to rozumiem."
Książka zdecydowanie ponadczasowa, z którą planowałam się zapoznać od dłuższego czasu. A gdy już się za nią zabrałam - przepadłam. Pełna jest skrajnych emocji, często wynikających z tego samego uczucia - miłości. Miłości trudnej, zaborczej i bezkompromisowej. To też niezrównane studium ludzkiej natury - pełnej sprzeczności, świateł i cieni, uczuć zarówno pozytywnych, jak i niszczących. Dowodzi, że nie ma ludzi bez skazy. Dowodzi, że nawet w najgorszych łotrach możemy dostrzec coś dobrego.
"Oboje dążyli do wspólnego celu, bo on kochał i pragnął ją wielbić - a ona kochała i pragnęła być uwielbiana."
"Sherlock"
"Sherlock" był w tej kategorii właściwie jedynym moim wyborem, gdyż już od dłuższego czasu krucho u mnie z oglądaniem seriali. Mimo to w pełni zasłużył sobie na tę pozycję. "Sherlock" został mi polecony i przyznam, że już od pierwszego odcinka był to strzał w dziesiątkę. Przeniesienie najbardziej znanego detektywa na świecie do czasów współczesnych przebiegło bardzo naturalnie, fabuła okazała się bardzo ciekawa, a doszukiwanie się nawiązań do powieści Doyle'a stanowi dodatkowy smaczek. No i oczywiście jest jeszcze grający naszego detektywa Benedict Cumberbatch. Wszystko to razem sprawia, że z niecierpliwością wyczekuję nowego sezonu.
"Code Geass: Hangyaku no Lelouch"
Anime znane i cenione przez wielu, jak się okazuje, nie bez powodu. Interesujące, bardzo dobrze przemyślane, pełne nagłych zwrotów akcji i ciekawych bohaterów... Można by było tak długo wymieniać. Drugi sezon uważam za lepszy od pierwszego, choć oba są na naprawdę wysokim poziomie i potrafią wywołać sporo emocji (napisałabym więcej, ale nie chcę nikomu spojlerować). Do tego dochodzi również świetna ścieżka dźwiękowa, chociażby "COLORS" w wykonaniu FLOW, "Yuukyou Seishunka" i "Waga Routashi Aku no Hana" Ali Project oraz "02~O-Two~" Orange Range.
To adaptacja sześciu klasyków literatury japońskiej. Są historie, które roztaczają wokół siebie pewną aurę niezwykłości, które nieuchronnie do siebie przyciągają i nawet już po zapoznaniu się z nimi przez dłuższy czas nie dają myślom odpocząć. Są jednak też te z początku niepozorne czy zwyczajne historie, których treść należy najpierw przetrawić, poświęcić więcej czasu na rozmyślania, by w pełni docenić ich wartość. Zarówno jedne, jak i drugie znalazłam w "Aoi Bungaku Series" i serdecznie zachęcam, abyście i Wy się z nimi zapoznali. Uważam, że naprawdę warto.
Za projekty postaci odpowiedzialni byli dobrze znani ze swoich dzieł Takeshi Obata ("Death Note", "Bakuman"), Kubo Tite ("Bleach") i Konomi Takeshi ("Prince of Tennis").
"Mushishi"
Anime tak odmienne od wielu popularnych obecnie serii - nieśpieszne, bardzo klimatyczne, pozbawione wszelkiego fanserwisu. Porusza ważne, często trudne tematy z niezwykłą szczerością i prostotą, skłania do przemyśleń, niekiedy też do poszukiwania drugiego dna. Również świat mushi - tajemniczy, znany jedynie nielicznym, zarówno piękny, jak i niebezpieczny - został wspaniale wykreowany. Co prawda praktycznie wszyscy poboczni bohaterowie wyglądają tak samo, jednak biorąc pod uwagę epizodyczność tego anime i wszystkie jego zalety, można to twórcom wybaczyć. A opening, choć niepozorny, może naprawdę mocno zapaść w pamięć.
"Haikyuu!!"
Na koniec tej kategorii coś zdecydowanie lżejszego. Cóż, siatkarze z Karasuno i pozostałych szkół bezsprzecznie podbili moje serce. To naprawdę przesympatyczna seria, przy której świetnie się bawiłam. Warto też zaznaczyć, że trudno tu znaleźć bohatera, którego nie można by było polubić. Co tu więcej pisać? Z niecierpliwością czekam na kolejną część. ;)
Tetsuya Tsutsui "Prophecy"
Po "Prophecy" sięgnęłam bez jakiegoś większego powodu, bez konkretnych oczekiwań, jednak muszę przyznać, że manga ta mnie zaskoczyła. Pod pewnymi względami przywodzi na myśl "Death Note", jednak jest to dość mylne skojarzenie. Mimo to warto zwrócić na ten tytuł uwagę.I jak na razie na tym zakończę, by wrócić do tematu "Prophecy" przy okazji recenzji.
Ha Il-kwon "Annarasumanara"
Właściwie jest to raczej komiks internetowy, no ale nie czepiajmy się szczegółów. Nie martwcie się za bardzo, jeśli nie możecie zapamiętać tytułu. Mi też było trudno, jednak ostatecznie dałam radę. Nie będę się teraz wgłębiać w fabułę (może zrobię to kiedyś przy okazji recenzji). Wspomnę jednak, że jest to historia nietypowa, bardzo klimatyczna i niejednoznaczna. Magia (o ile w ogóle uwierzycie w jej istnienie) nie jest tym, czym by się wydawała. Może zarówno zachwycać, jak i prowadzić do rozczarowań. Pełno tu smutku, niezrozumienia i cierpienia, jednak jest również iskierka nadziei - czasami bardzo słaba, innym razem jaśniejąca pomimo wszelkich problemów. Pozostaje jednak pytanie, które usłyszycie tam nieraz: "Czy wierzysz w magię?".
Do przeczytania tutaj.
Ling Tosite Sigure (凛として時雨)
Tego zespołu po prostu nie mogło tu zabraknąć. Ich opening do "Tokyo Ghoul" ("Unravel", pierwsza piosenka) jest obecnie moim ulubionym utworem i wygląda na to, że jeszcze przez dłuższy czas tak pozostanie. Chociaż pozostałe ich piosenki też są świetne. Ostatnio nałogowo słucham zwłaszcza "White Silence" (druga piosenka).ONE OK ROCK
Nie do końca pamiętam, kiedy zaczęłam ich słuchać, jednak na pewno zaczęło się od przeczytania o nich paru słów u Aiko. Tak oto w pewnym momencie zaczęłam się bardziej interesować ich twórczością i tak mi już zostało. Ich piosenki zdecydowanie mają coś w sobie. Poniżej utwór "Liar" (choć do posłuchania reszty też zachęcam).
Placebo "Loud Like Love"
Najnowsza płyta Placebo (bądź co bądź mojego ulubionego zespołu) rozbrzmiewała w moich głośnikach naprawdę często. Znajdujące się na niej utwory szybko wpadają w ucho i nie dają tak po prostu o sobie zapomnieć. Poniżej piosenka tytułowa, czyli "Loud Like Love". A w wolnej chwili nie zapomnijcie przesłuchać reszty. ;)
I na tym zakończę moje podsumowanie. Znacie coś z tego, co wybrałam? A może macie jakieś własne typy? ;)
środa, 18 czerwca 2014
Ulubieni/ważni autorzy
Tym razem za temat postanowiłam obrać sobie autorów książek. I to nie byle jakich, a ulubionych oraz tych, którzy mieli duży wpływ na moją czytelniczą pasję. Tak więc bez zbędnego przedłużania... Zaczynam. :)
Lucy Maud Montgomery z pewnością zajmuje bardzo ważne miejsce w tym zestawieniu. Po części wynika to z tego, że miałam do jej książek swobodny dostęp, jednak nie jest to jedyny powód. Przyznaję się bez bicia, że nie doczytałam "Ani z Zielonego Wzgórza", gdy była to moja szkolna lektura. Ba, nie doszłam nawet do połowy. To przyszło z czasem. Zaczęło się od serii o Emilce i, choć już jakby przez mgłę, wciąż pamiętam uczucie euforii, które towarzyszyło mi tuż po przeczytaniu ostatnich stron "Emilki ze Srebrnego Nowiu". Kojarzę też, jak na j. polskim omawialiśmy opowiadanie o welonie panny młodej, które mocno zapadło mi w pamięć. I tak oto sięgnęłam po "Historynkę", z której owe opowiadanie pochodziło. W międzyczasie był też "Błękitny zamek", aż w końcu nadeszła pora na "Anię z Zielonego Wzgórza". I choć jak dotąd na tym poprzestałam, z pewnością jeszcze to nadrobię.
Nie będę zbyt oryginalna, wtrącając tu parę słów na temat Joanne Kathleen Rowling. Prawda jest jednak taka, że nie mogłabym nie wspomnieć o serii o Harym Potterze. Nawet jeśli początki nie były zbyt kolorowe... O co chodzi? Już spieszę z wyjaśnieniem. Założyłam się kiedyś z tatą o to, kto szybciej skończy czytać - ja "Harry'ego Pottera i Kamień Filozoficzny" (skądinąd najkrótszą książkę z serii), czy on wszystkie pozostałe części. Aż wstyd przyznać, ale wygrał tata. Dopiero jakiś czas później wznowiłam czytanie, by ostatecznie zaledwie od tamtego roku móc stwierdzić, że mam za sobą już całą serię. Względem kolejnych dzieł autorki nadal utrzymuję pewien dystans. Zwyczajnie odrzuca mnie ta cała medialna nagonka na jej osobę i twórczość. Zwłaszcza po tej historii z pseudonimem.
Moja przygoda z Trudi Canavan rozpoczęła się od "Gildii Magów", którą pożyczyła mi koleżanka. Było miło, nie zaprzeczę, jednak dopiero po pewnym czasie stwierdziłam, że chcę więcej, że wykreowany przez autorkę świat naprawdę mnie zainteresował. Tak więc sięgnęłam po kolejną część - "Nowicjuszkę" i... przepadłam. Następnie, czekając na ostatni tom Trylogii Czarnego Maga (cały czas wypożyczony), sięgnęłam po "Kapłankę w bieli", która również przypadła mi do gustu, choć już nie w tak dużym stopniu. Obecnie mam za sobą 5 książek tej autorki, jednak z pewnością na tym nie poprzestanę.
Do tej pory zrecenzowałam też: "Wielki Mistrz", "Ostatnia z Dzikich"
Teraz przyszedł czas na nazywaną królową kryminałów Agathę Christie. Jej twórczość również poznałam za sprawą pewnej koleżanki. Było to przy okazji "Niedzieli na wsi", której treść wciąż dość dobrze pamiętam. Następne było "I nie było już nikogo", które po dzień dzisiejszy jest moją ulubioną książką z dorobku pisarki. Od tamtego czasu metodycznie sięgam po kolejne tytuły, a czas przy nich spędzony bardzo sobie chwalę. Do tej pory na kartach powieści najczęściej towarzyszyła mi panna Marple, jednak Herkules Poirot również jest mi znany. Jak dotąd tylko raz udało mi się dobrze obstawić mordercę (i dotrwać w tym wyborze do końca), choć może był to jedynie łut szczęścia.
Do tej pory zrecenzowałam: "4.50 z Paddington", "Kieszeń pełna żyta", "Pięć małych świnek", "Śmiertelna klątwa", "Zatrute pióro"
Teraz trochę na temat polskiej pisarki, Małgorzaty Musierowicz, autorki Jeżycjady. Stworzona przez nią seria zaskarbiła sobie serca wieli czytelników, niezależnie od wieku. Pierwsze tomy, rozgrywające się jeszcze w czasach PRL-u, jednym mogą przypominać minione lata, dla innych będą dość surrealistyczną wizją, czy też po prostu całkiem inną rzeczywistością. Jednak wraz ze wzrostem numeracji coraz bardziej zbliżamy się do współczesności. I właśnie ta rozpiętość czasowa jest wielkim atutem serii. Autorka stworzyła wielopokoleniową historię, w której wszystko ma swoje miejsce, wszelkie relacje są bardzo dobrze przemyślane, a występujące tam postacie niejednokrotnie możemy poznawać od lat dziecięcych po wiek dojrzały, śledząc zachodzące w nich zmiany. A ci bohaterowie! Jednocześnie ta seria pokazuje, że choć otoczka ulega zmianie, charakter problemów często pozostaje taki sam niezależnie od czasów. Uwielbiam tą uniwersalność Jeżycjady i z pewnością jeszcze powrócę do poszczególnych jej części. Poza tym twórczość Małgorzaty Musierowicz była dla mnie skarbnicą pięknych cytatów. Nieraz zdarzało mi się przepisywać całe strony.
Obecnością tu Johna Greena chyba też nie ma się co dziwić. Począwszy od "Gwiazd naszych wina", przez "Papierowe miasta" (które w moich oczach wypadły najsłabiej z całej trójki, choć i tak naprawdę dobrze), po "Szukając Alaski". I mam nadzieję, że na tym się nie skończy, bo jestem bardzo ciekawa innych jego dzieł. Nic tylko czekać aż kolejne jego książki wpadną mi w ręce.
Na koniec został jeszcze Haruki Murakami. Właściwie, to nawet nie pamiętam kiedy to się zaczęło. Wiem, że kiedyś, widząc w sklepie zbiór opowiadań "Zniknięcie słonia", nazwisko autora jeszcze niewiele mi mówiło. To, że zaczęłam czytać jego książki musiało się jakoś wiązać z moją fascynacją Japonią, ale naprawdę nie wiem, kiedy postanowiłam w końcu sięgnąć po którąś z jego powieści. Tak czy inaczej, na pierwszy ogień poszło "Na południe od granicy, na zachód od słońca" (tego tytułu długo nie mogłam zapamiętać, dałam radę dopiero po zapoznaniu się z treścią książki, gdy już te słowa nabrały dla mnie sensu) - choć nie najlepsza książka z dorobku Murakamiego, to jednak miała w sobie ten charakterystyczny klimat, który nawet z pozoru zwyczajną historię przemienia w fascynującą opowieść. Poza tym autor ten ma wyjątkowy dar, który sprawia, że możemy wczuć się w uczucia bohaterów, zaakceptować ich zachowanie i pobudki, nawet jeśli nie zgadzamy się z ich przekonaniami (a przynajmniej ja tak miałam). Dość charakterystyczne są również tematy, wątki, które porusza - często kontrowersyjne, czy wręcz zahaczające o perwersję (mam nadzieję, że nikogo tym nie zraziłam, wcale nie miałam takiego zamiaru). Również zbliżenia między bohaterami nie należą do rzadkości. Oczywiście, opinie na temat twórczości Murakamiego są podzielone, jednym jego proza przypadnie do gustu, innym nie. Na na szczęście zaliczam się do tej pierwszej grupy, a moją dość śmiałą ambicją stało się przeczytanie wszystkich jego książek.
Do tej pory zrecenzowałam też: "Kafka nad morzem", "Norwegian Wood", "Wszystkie boże dzieci tańczą"
Do tej pory zrecenzowałam też: "Wielki Mistrz", "Ostatnia z Dzikich"
Teraz przyszedł czas na nazywaną królową kryminałów Agathę Christie. Jej twórczość również poznałam za sprawą pewnej koleżanki. Było to przy okazji "Niedzieli na wsi", której treść wciąż dość dobrze pamiętam. Następne było "I nie było już nikogo", które po dzień dzisiejszy jest moją ulubioną książką z dorobku pisarki. Od tamtego czasu metodycznie sięgam po kolejne tytuły, a czas przy nich spędzony bardzo sobie chwalę. Do tej pory na kartach powieści najczęściej towarzyszyła mi panna Marple, jednak Herkules Poirot również jest mi znany. Jak dotąd tylko raz udało mi się dobrze obstawić mordercę (i dotrwać w tym wyborze do końca), choć może był to jedynie łut szczęścia.
Do tej pory zrecenzowałam: "4.50 z Paddington", "Kieszeń pełna żyta", "Pięć małych świnek", "Śmiertelna klątwa", "Zatrute pióro"
Teraz trochę na temat polskiej pisarki, Małgorzaty Musierowicz, autorki Jeżycjady. Stworzona przez nią seria zaskarbiła sobie serca wieli czytelników, niezależnie od wieku. Pierwsze tomy, rozgrywające się jeszcze w czasach PRL-u, jednym mogą przypominać minione lata, dla innych będą dość surrealistyczną wizją, czy też po prostu całkiem inną rzeczywistością. Jednak wraz ze wzrostem numeracji coraz bardziej zbliżamy się do współczesności. I właśnie ta rozpiętość czasowa jest wielkim atutem serii. Autorka stworzyła wielopokoleniową historię, w której wszystko ma swoje miejsce, wszelkie relacje są bardzo dobrze przemyślane, a występujące tam postacie niejednokrotnie możemy poznawać od lat dziecięcych po wiek dojrzały, śledząc zachodzące w nich zmiany. A ci bohaterowie! Jednocześnie ta seria pokazuje, że choć otoczka ulega zmianie, charakter problemów często pozostaje taki sam niezależnie od czasów. Uwielbiam tą uniwersalność Jeżycjady i z pewnością jeszcze powrócę do poszczególnych jej części. Poza tym twórczość Małgorzaty Musierowicz była dla mnie skarbnicą pięknych cytatów. Nieraz zdarzało mi się przepisywać całe strony.
Obecnością tu Johna Greena chyba też nie ma się co dziwić. Począwszy od "Gwiazd naszych wina", przez "Papierowe miasta" (które w moich oczach wypadły najsłabiej z całej trójki, choć i tak naprawdę dobrze), po "Szukając Alaski". I mam nadzieję, że na tym się nie skończy, bo jestem bardzo ciekawa innych jego dzieł. Nic tylko czekać aż kolejne jego książki wpadną mi w ręce.
Na koniec został jeszcze Haruki Murakami. Właściwie, to nawet nie pamiętam kiedy to się zaczęło. Wiem, że kiedyś, widząc w sklepie zbiór opowiadań "Zniknięcie słonia", nazwisko autora jeszcze niewiele mi mówiło. To, że zaczęłam czytać jego książki musiało się jakoś wiązać z moją fascynacją Japonią, ale naprawdę nie wiem, kiedy postanowiłam w końcu sięgnąć po którąś z jego powieści. Tak czy inaczej, na pierwszy ogień poszło "Na południe od granicy, na zachód od słońca" (tego tytułu długo nie mogłam zapamiętać, dałam radę dopiero po zapoznaniu się z treścią książki, gdy już te słowa nabrały dla mnie sensu) - choć nie najlepsza książka z dorobku Murakamiego, to jednak miała w sobie ten charakterystyczny klimat, który nawet z pozoru zwyczajną historię przemienia w fascynującą opowieść. Poza tym autor ten ma wyjątkowy dar, który sprawia, że możemy wczuć się w uczucia bohaterów, zaakceptować ich zachowanie i pobudki, nawet jeśli nie zgadzamy się z ich przekonaniami (a przynajmniej ja tak miałam). Dość charakterystyczne są również tematy, wątki, które porusza - często kontrowersyjne, czy wręcz zahaczające o perwersję (mam nadzieję, że nikogo tym nie zraziłam, wcale nie miałam takiego zamiaru). Również zbliżenia między bohaterami nie należą do rzadkości. Oczywiście, opinie na temat twórczości Murakamiego są podzielone, jednym jego proza przypadnie do gustu, innym nie. Na na szczęście zaliczam się do tej pierwszej grupy, a moją dość śmiałą ambicją stało się przeczytanie wszystkich jego książek.
Do tej pory zrecenzowałam też: "Kafka nad morzem", "Norwegian Wood", "Wszystkie boże dzieci tańczą"
sobota, 10 maja 2014
Stosik 4/2014
I tym oto sposobem moja kolekcja mang zawiera obecnie 61 tomików.
Shirow Miwa "DOGS: Bullets & Carnage" (5,6) - z powodu nieszczególnie zachęcających opinii na temat 5. tomiku wstrzymywałam się z jego zakupem i ostatecznie kupiłam dwa na raz, aby zatuszować ewentualne kiepskie wrażenie; trzeba przyznać, że walka ciągnąca się przez cały tom, to rzeczywiście trochę za dużo, jednak przy okazji 6. tomiku dowiedziałam się nieco więcej na temat przeszłości Heine'go.
Kato Kazue "Ao no Exorcist" (1-4) - czytałam ją na internecie po angielsku jeszcze przed wydaniem w Polsce, ale ostatecznie zdecydowałam się zaopatrzyć również w nasze rodzime wydanie; z początku wydawało mi się, że skoro już wiem co i jak, nie będzie to już takie ciekawe, ale jednak się wkręciłam; i te okładki... ;3
Hiromu Arakawa "Fullmetal Alchemist" (1-3) - od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad tą mangą, a że cena była dość zachęcająca, to kupiłam pierwsze trzy tomy; taka mała uwaga, mangi te są bez obwoluty
Yana Toboso "Kuroshitsuji" (16) - pod względem ilości manga ta zdecydowanie króluje na mojej półce; po części kupuję ją już z przyzwyczajenia, jednak sama historia również jest niczego sobie, choć czasami już mnie odrobinę nudzi...
Akino Matsuri "Pet Shop of Horrors" (2,3) - do kreski już zdążyłam się przyzwyczaić, co więcej - spodobała mi się; przedstawione historie są interesujące, oderwane od rzeczywistości, a jednocześnie całkiem sporo w nich o ludzkich tęsknotach; no i sam hrabia D też jest bardzo ciekawy, choć wiele osób mógłby denerwować :3
J. R. R. Tolkien "Hobbit, czyli tam i z powrotem" - pożyczone od koleżanki; to moje pierwsze spotkanie z tym autorem
S. King "Cmętarz zwieżąt" - z biblioteki; po kolejną książkę Kinga, tym razem mającą więcej wspólnego z horrorem niż "Joyland", miałam zamiar sięgnąć już od dawna; a tak na marginesie, bardzo miłym zaskoczeniem były dla mnie ślady po poprzednich czytelnikach (czytelniku?) w postaci zaznaczonych cytatów :3
A. Christie "Kieszeń pełna żyta" - z biblioteki; akurat naszła mnie ochota na kryminał Christie ;)
C. Bradford "Młody samuraj. Droga wojownika" - z biblioteki; wcześniej kompletnie nie zwracałam na tą serię uwagi, jednak ostatnio przeczytałam trochę na jej temat i postanowiłam spróbować; no bo przecież Japonia ;D
C. R. Zafon "Marina" - z biblioteki; akurat rzuciła mi się w oczy, a że i tak miałam ją przeczytać, to ją przygarnęłam
C. R. Zafon "Marina" - z biblioteki; akurat rzuciła mi się w oczy, a że i tak miałam ją przeczytać, to ją przygarnęłam
Poza tym do moich ebooków dołączyły dwa tytuły - "Morderstwo w Orient Expressie" A. Christie i "Wszystkie kwiaty Szanghaju" D. Jepson. Dodam też, że dopiero po zakupie zauważyłam, że drugi z nich to nowość. :P
I oczywiście nie mogłabym przepuścić okazji, by pochwalić się swoją pierwszą płytą japońskiego zespołu, a konkretnie najnowszym albumem the GazettE - "Beautiful Deformity". Co prawda była nieco droższa niż to zwykle z płytami bywa i kupiłam ją praktycznie w ciemno (nie było jak przesłuchać znajdujących się na niej piosenek, przynajmniej w oryginale), ale było warto. Może nawet nieco się wysilę i napiszę o niej trochę więcej w osobnym poście. Ach, jak ja dawno nie pisałam o płytach...
wtorek, 11 marca 2014
O filmach co nieco: Edward Nożycoręki + Liebster Award
Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: Tim Burton, Caroline Thompson
Rok: 1990
Czas trwania: 1h 45 min.
Produkcja: USA
Gatunek: dramat, fantasy
Ocena: 8/10
Peg Boggs, po wielu nieudanych wizytach w sprawach służbowych, postanawia spróbować szczęścia w znajdującym się nieopodal wielkim zamczysku. Zamiast klienteli znajduje tam jednak Edwarda, opuszczonego chłopca-cyborga z nożycami zamiast rąk. Po śmierci jego twórcy został całkiem sam, więc przejęta jego losem Peg postanawia zabrać go ze sobą. Czy była to dobra decyzja? Tak oto Edward zaczyna życie w miasteczku i wkrótce staje się miejscową atrakcją. Pomimo początkowych trudności zdobywa sympatię większości mieszkańców. Dzięki swoim umiejętnościom w posługiwaniu się nożyczkami, zmysłowi artystycznemu i wrażliwości szybko staje się znanym fryzjerem - zarówno psów jak i ludzi, choć debiutował strzygąc żywopłoty. Zdaje się, że pomimo swojej odmienności jest szczęśliwy w nowym środowisku. Znalazł się też ktoś, kogo darzy szczególną sympatią. Tylko czy każdy w miasteczku jest dla niego tak życzliwy? Nie, to zbyt piękne, by było prawdą. Niektórzy zrobią wszystko, aby pozbyć się niechcianego przybysza. Czy w takim przypadku inni rzeczywiście w pełni go zaakceptują? A może odwrócą się od niego po pierwszych niepowodzeniach? Jak zakończy się historia Edwarda?
Od czasu do czasu pojawiają się retrospekcje na temat jego życia w zamku, z których możemy się dowiedzieć, jaka była geneza jego powstania. Jest wiele postaci, przez które aż nóż (nożyce?) otwiera się w kieszeni. Sam Edward mówi niewiele i jedynie sporadycznie, taki już jest. Są jednak osoby, które pragną skorzystać na jego naiwności. Łatwo da się zauważyć ogromny kontrast pomiędzy nim, a mieszkańcami, przy czym to właśnie on wypada w tym porównaniu lepiej, budząc w nas zarówno sympatię, jaki i współczucie.
Jest to historia o odmienności i jej akceptacji, jak również ludzkiej przewrotności. Film ma ciekawy, nieco baśniowy klimat (w sumie zaczyna się właśnie jako bajka na dobranoc), do którego przyczyniła się także odpowiednia muzyka. Poza tym, czego innego można się było spodziewać po Timie Burtonie? I do tego Johnny Depp w roli głównej. ;) Jeśli po powyższych słowach czujecie się zainteresowani i chcecie się dowiedzieć dlaczego pada śnieg, jak najbardziej zachęcam. :)
Od czasu do czasu pojawiają się retrospekcje na temat jego życia w zamku, z których możemy się dowiedzieć, jaka była geneza jego powstania. Jest wiele postaci, przez które aż nóż (nożyce?) otwiera się w kieszeni. Sam Edward mówi niewiele i jedynie sporadycznie, taki już jest. Są jednak osoby, które pragną skorzystać na jego naiwności. Łatwo da się zauważyć ogromny kontrast pomiędzy nim, a mieszkańcami, przy czym to właśnie on wypada w tym porównaniu lepiej, budząc w nas zarówno sympatię, jaki i współczucie.
Jest to historia o odmienności i jej akceptacji, jak również ludzkiej przewrotności. Film ma ciekawy, nieco baśniowy klimat (w sumie zaczyna się właśnie jako bajka na dobranoc), do którego przyczyniła się także odpowiednia muzyka. Poza tym, czego innego można się było spodziewać po Timie Burtonie? I do tego Johnny Depp w roli głównej. ;) Jeśli po powyższych słowach czujecie się zainteresowani i chcecie się dowiedzieć dlaczego pada śnieg, jak najbardziej zachęcam. :)
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
Tym razem nominację zawdzięczam Gosi K. (Isil), a oto pytania:
1. Gdybyś miał/a możliwość zamieszkania w domu z wybranej książki, np. dom hobbitów, muminków etc. Jaki byś wybrał/a? Oczywiście współlokatorów dostajesz gratis;)
Hm... to może Biblioteka im. Koumura [czy jakoś tak] z "Kafki nad morzem"? Pierwotnie była domem mieszkalnym i znajdzie się tam też kilka nieużywanych pokoi, więc myślę, że nie byłoby z tym problemu. A sama biblioteka wydawała mi się naprawdę niezwykle czarującym miejscem [bohaterowie mogą to potwierdzić]. Towarzystwo też miałabym całkiem sympatyczne. ;)
2.Jesteś zwolennikiem/zwolenniczką książek w wersji papierowej czy elektronicznej? Wybór uzasadnij.
Zdecydowanie książek papierowych. Zwykle tak jest mi po prostu wygodniej, przyzwyczaiłam się do nich i próby zmiany tego nawyku wychodzą mi raczej średnio. Nie mam nic przeciwko ebookom i nie neguję ich funkcjonalności, jednak nadal nie do końca im ufam. Poza tym do niedawna nie miałam ich nawet na czym czytać, a komputer nie jest najlepszą opcją. Teraz też nie korzystam z czytnika, tylko z tabletu. Może to też wynikać z faktu, że trafiam na jakieś felerne aplikacje.
3. Bohater lub bohaterka literacka, która swoją postawą zainspirowała Cię do zmiany/stworzenia czegoś? Kto to jest i w czym Cię zainspirował?
Oj nie wiem, nie wiem.
4. Jaki gatunek literatury preferujesz?
Fantastykę, kryminały, thrillery, obyczajówki... Trudno byłoby mi wybrać jeden konkretny.
5. Jeśli pracujesz, to czy Twoja praca również związana jest z książkami, czy ogranicza się to raczej do hobby? Jeśli jeszcze się uczysz... czy książki pomagają Ci w nauce czy raczej stanowią odskocznię i czasem pretekst do zaniedbywania jej? ;)
Zwykle są raczej odskocznią. Bywa też, że czytam coś po angielsku i w ten sposób się uczę. Chociaż to, że na widok książek nie uciekam gdzie pieprz rośnie z pewnością ma swoje korzyści również w nauce. Zazwyczaj także do lektur staram się podchodzić z dobrą myślą.
6. Twoja ulubiona książka z dzieciństwa.
Hm... Oj, nie wiem. Pamiętam jednak, że "Ten obcy" było pierwszą szkolną lekturą, którą przeczytałam z prawdziwym entuzjazmem. Myślę więc, że można ją podpiąć pod tą kategorię.
7. Czytasz w ciszy czy lubisz słuchać muzyki w trakcie czytania? Jeśli tak, to jakiej najczęściej?
Zwykle wolę czytać w ciszy. Czasami włączam piosenki, o których jest mowa w akurat czytanych przeze mnie książkach - trochę z ciekawości, a trochę żeby lepiej wczuć się w klimat.
8. Czy po przeczytaniu książki dzielisz się swoimi odczuciami i spostrzeżeniami tylko na blogu? czy rozszerzasz to na jakieś koła dyskusyjne/ rozmowy ze znajomymi?
Głównie na blogu, jednak niektórych znajomych też od czasu do czasu uraczę paroma zdaniami na temat przeczytanej książki.
9. Miejsce, w którym najbardziej lubisz czytać, np. ławka w parku, łóżko..
Łóżko. :)
10. Czy jest książka, w której nie podobało Ci się zakończenie i chętnie byś je zmienił/a? Np. zginął ulubiony bohater. Jaka to książka i jakie wydarzenie byś zmienił?
Pewnie coś by się znalazło, ale w tej chwili nic nie przychodzi mi do głowy
11. Co spowodowało, że zacząłeś/zaczęłaś prowadzić bloga? To była spontaniczna decyzja czy raczej była w planach od dawna?
Raczej spontaniczna. Wcześniej zdarzało mi się pisać o różnych głupotach, no i o stardoll. Potem raz, czy dwa wspomniałam o książkach, aż z czasem kilku zdaniowe wypowiedzi zaczęły się przekształcać w recenzje. I jakoś to tak wyszło.
Jak na razie nie nominuję nikogo. Może następnym razem. ;)
środa, 19 lutego 2014
Stosik 2/2014
Tym razem tylko z jedną mangą i to jeszcze z preorderu, może nadrobię to następnym razem.
Tetsuya Tsutsui "Prophecy" (3) - ostatni tom
L. Taylor "Córka dymu i kości" - przyuważyłam ją na promocji, a że jakiś czas temu nad nią myślałam, postanowiłam kupić
"Wielka księga horroru 1" - też z promocji, ale tym razem kupiona całkiem w ciemno; jest to zbiór opowiadań różnych twórców, mam nadzieję, że nie okaże się kompletnym rozczarowaniem.
P. Lore "Zaginiona kartoteka. Numer sześć" - kiedyś bardzo chciałam poznać kolejne części serii "Dziedzictwa planety Lorien", także te dodatkowe książeczki i choć mój zapał zdążył zmaleć, nie mogłam przejść obojętnie widząc ten tytuł za jedyne 3zł
E. Schmitt "Oskar i pani Róża" - z biblioteki, to tak w ramach dalszego poznawania twórczości tego autora
O. Rudnicka "Cichy wielbiciel" - z biblioteki, od dawna miałam w planach i akurat rzuciło mi się w oczy
E. Schmitt "Oskar i pani Róża" - z biblioteki, to tak w ramach dalszego poznawania twórczości tego autora
O. Rudnicka "Cichy wielbiciel" - z biblioteki, od dawna miałam w planach i akurat rzuciło mi się w oczy
V. C. Andrews "Kto wiatr sieje" - z biblioteki, w końcu zdecydowałam się poznać dalszy ciąg tej historii
K. Creagh "Nevermore. Kruk" - już od tak dawna miałam ją w planach, aż uznałam, że najwyższy czas w nią zainwestować
P. Bacigalupi "Nakręcana dziewczyna" - postanowiłam przeczytać jedną z powieści tego autora, miałam duży dylemat w związku z wyborem jakiejś konkretnej, ale w końcu zdecydowałam się na tą
P. Ness "Siedem minut po północy" - od dawna mnie ciekawiła; do tej pory nie przypuszczałam, że została tak pięknie wydana - nieco większy format, śliski papier, mnóstwo ilustracji, na prawdę jestem pod wrażeniem. Teraz czas sprawdzić jak będzie z treścią.
K. Creagh "Nevermore. Kruk" - już od tak dawna miałam ją w planach, aż uznałam, że najwyższy czas w nią zainwestować
P. Bacigalupi "Nakręcana dziewczyna" - postanowiłam przeczytać jedną z powieści tego autora, miałam duży dylemat w związku z wyborem jakiejś konkretnej, ale w końcu zdecydowałam się na tą
P. Ness "Siedem minut po północy" - od dawna mnie ciekawiła; do tej pory nie przypuszczałam, że została tak pięknie wydana - nieco większy format, śliski papier, mnóstwo ilustracji, na prawdę jestem pod wrażeniem. Teraz czas sprawdzić jak będzie z treścią.
No i na koniec taka mała informacja. Planuję od czasu do czasu napisać tu coś na tematy inne niż książki czy M&A. Na początek myślałam o serialach lub muzyce, której słucham, a potem zobaczymy. Co o tym sądzicie? :]
środa, 15 stycznia 2014
Stosik styczniowy
Właściwie to nie do końca styczniowy, bo trzy pierwsze książki są jeszcze spod choinki, ale to szczegół. ;) Tym razem nie ma nic z biblioteki, wszystkie poniższe nabytki to moja własność.
N. Gaiman "Nigdziebądź" - polowałam na nią od dłuższego czasu i w końcu mam :3
J. Kristoff "Tancerze burzy" - co do tej książki miałam pewne wątpliwości, ale ostatecznie uznałam, że najlepiej będzie samemu przekonać się co i jak
J. Green "Szukając Alaski" - to była tylko kwestia czasu ;)
A. Zielińska-Elliott "Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki" - spontaniczny zakup, akurat uśmiechnęła się do mnie z półki w księgarni, przecież nie mogłam odmówić...
Y. Toboso "Kuroshitsuji" (14)
Nokuto Koike "6000" (2)
Shirow Miwa "DOGS" (3) i "Stray dogs howling in the dark" - w końcu jest brakujący tomik! No i kupiłam też ten dodatkowy (na jego podstawie powstało OVA)
Lee Hyeon-sook "Savage Garden" - moja pierwsza manhwa. :D Do tego zakupu skłoniło mnie kilka pozytywnych opinii, zobaczymy jak wypadnie w moich oczach.
Kupiłam też książeczkę "Kana na wesoło. Katakana" (hiraganę już praktycznie umiem, więc czas zabrać się za to), kurs podstawowy z japońskiego (książka i dwie płyty) oraz słowniki - japońsko-polski i polsko-japoński (nie było jednego łączonego). Taka dodatkowa motywacja do nauki. ;P Ale czy to nie dziwne, że jeden jest w twardej okładce, a drugi nie? W każdym razie dobrze, że są.
Wygląda na to, że przez jakiś czas będę miała co czytać, na szczęście już niedługo zaczynają mi się ferie. Poza tym właśnie jestem w trakcie "Kafki nad morzem" Murakamiego. A Wy co teraz czytacie? No i jeszcze jedno pytanie: dodać najpierw recenzję mangi ("Basement") czy anime ("Mondaiji-tachi ga Isekai Kara Kuru Sou Desu yo?")? :)
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Stosik grudniowy
Planowałam dodać go już wcześniej, ale długo czekałam na mangi. Rozumiem, grudzień. Przedświąteczne zamieszanie. Ale czekać ponad dwa tygodnie na przesyłkę? No cóż, najważniejsze, że w końcu są. Poza mangami większość książek jest z biblioteki.
Yana Toboso "Kuroshitsuji" (13)
Chichiro Tamiki "Walkin' butterfly" (1)
L. Hoshino "Demon Maiden Zakuro" (4)
Shirow Miwa "DOGS" (1,2,4) - kupione w świątecznym zestawie promocyjnym, jednak ze względu na problemy z zaopatrzeniem trzeci tomik doślą mi w styczniu
E. Schmitt "Trucicielka" - z biblioteki; kolejna książka, którą wypożyczyłam i dopiero w domu zauważyłam, że to zbiór opowiadań... ale nie narzekam. ;)
C. R. Zafon "Pałac Północy" - z biblioteki
N. Sparks "Dla ciebie wszystko" - z biblioteki; od dawna planowałam przeczytać którąś z jego książek
J. Fielding "W pajęczej sieci" - z biblioteki; zainteresował mnie opis, zobaczymy, czy treść też
T. Webber "Tak blisko..." - kupione już jakiś czas temu, ale jeszcze nie miałam okazji żeby ją zaprezentować
C. Bronte "Profesor" - z biblioteki; tyle już razy obiecywałam sobie zapoznać się zarówno z twórczością tej autorki, jak i z książką, której akcja rozgrywałaby się właśnie w tej epoce, aż w końcu przyszedł na to czas
Magazyn Otaku (47)
i na koniec dwa gashaponki - Kuroko i Kagami, jestem z nich dumna, mogłabym się na nie cały czas patrzeć :D
A tak przy okazji życzę wszystkim wesołych świąt, udanego sylwestra wielu ciekawych książek (tudzież mang, czy czego innego sobie życzycie) do przeczytania i w ogóle wszystkiego najlepszego. :)
czwartek, 12 września 2013
M&A Tag + Stosik mangowy
Nominowała mnie Carrie, dziękuję. :) Tag ten powstał, by łączyć fanów m&a piszących blogi. Należy odpowiedzieć na dziesięć zawartych w nim pytań, następnie nominować siedem osób i poinformować je o nominacji. Jeśli ktoś ma ochotę się dołączyć, zachęcam.
1. Obrazy ruchome i nieruchome.
Wolisz czytać mangi czy oglądać anime?
Raczej anime. Mimo wszystko wolę, gdy postacie się poruszają, mogę usłyszeć ich głos. Poza tym pewne reakcje lub sytuacje lepiej wypadają lepiej jako animacje, a nie rysunki. No i są kolory, i niektóre soundtracki są świetne. Mangę też lubię, czasami nawet wolę, ale w każdym razie częściej mam styczność z anime.
2. Pierwsze pokemony za płoty.
Jaka była Twoja pierwsza i obejrzana w całości seria?
Więc tak, był Naruto, Pokemony też chyba zdarzało mi się obejrzeć, a tak w całości, to chyba pierwsze było Shaman King. W pełni świadoma tego, że oglądam anime byłam chyba dopiero przy okazji Gravitation...
3. Życie mierzone w odcinkach i rozdziałach.
Ile mniej więcej obejrzałeś/łaś anime i przeczytałeś/łaś mang?
Ukończonych serii mam 48, czyli, jak podpowiada MAL, jakieś 17,8 dnia. Mang było jakieś 30, ale prawdopodobnie jednak więcej, bo niektórych mogłam nie uwzględnić.
4. Twarz z plakatów.
Jaka jest Twoja ulubiona postać?
Jest sporo postaci, które lubię, ale żeby tak ulubioną... No to może Grell Sutcliff, Edward Elric, Kamiigusa Misaki, Rin Okumura? Naprawdę trudno mi się zdecydować.
5. Festiwal otwierających się w kieszeni czerwonych scyzoryków.
Której postaci najbardziej nienawidzisz?
Właściwie to nie ma takiej postaci (przynajmniej na razie). Do tej pory chyba nie natrafiłam na bohatera, którego mogłabym z całego serca znienawidzić.
6. Przez uszy do serca.
Masz swojego ulubionego seiyu?
Tutaj też pozostaje mi przyznać, że raczej nie. Jest jednak kilku, których kojarzę bardziej niż innych lub po prostu lubię ich głos, np. Jun Fukuyama, Nobuhiko Okamoto, czy Natsumi Takamori.
7. Historia najnowsza.
Jaką serię ostatnio obejrzałeś/łaś?
Shingeki no Kyojin. Gdy dopiero co zaczęto ją emitować nie byłam nią zainteresowana, ale później nasłuchałam się tylu zachęcających słów... Skończyło się na tym, że nadrobiłam tych 21 odcinków w 2 dni i wyczekuję kolejnych. A jeśli chodzi o serię, którą ostatnio obejrzałam w całości, to było to Gosick.
8. Chluba fana.
Zbierasz mangi, magazyny lub gadżety związane z m&a?
Tak, zaczęłam jakieś pół roku temu. Planowałam też pokazać moje zdobycze na blogu, więc zrobię to przy tej okazji. :)
9. Manga w czerwieni i bieli.
Jakie jest Twoje ulubione polskie wydawnictwo zajmujące się wydawaniem mang?
Jako że nie siedzę w tym zbyt długo, to nie umiem tego stwierdzić, ale postawiłabym na Waneko.
10. Oczy szeroko otwarte.
Co myślisz o fandomie?
Tu też nie mam wiele do powiedzenia.
Teraz stosik mangowy, a raczej cały mój dotychczasowy dobytek w tym temacie. Całe 26 tomów. Myślę, że nie jest najgorzej, biorąc pod uwagę, że jeszcze na początku tego roku nie miałam ani jednej. Mam jednak nadzieję, że na tym się nie skończy. ;)
Kei Ishiyama "Grimms Manga" #1, #2 - 2/2Tetsuya Tsutsui "Prophecy" - 1/1+
Avi Arad, Junichi Fujisaku, Ko Yasung "The Innocent" - 1/1
Lily Hoshino "Demon Maiden Zakuro" - 1/3+
Yana Toboso "Kuroshitsuji" - 12/12+
Yoshiki Tonogai "Doubt" - 4/4
Tsugumi Ooba, Takeshi Obata "Death Note" - 5/12
Poza tym mam sketchbook (jedna z moich pierwszych zdobyczy), kilka magazynów Otaku (#41-45), kilka przypinek (ta odpadła mi, gdy ją nosiłam przy torbie) i <dam da da daam!> zeszyt Death Note, który leży sobie spokojnie, bo jakoś nie mam serca, żeby pisać w nim byle co i tak oto czeka na swoją chwilę. ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)