Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 lipca 2017

M. C Beaton "Agatha Raisin i..." (części 2-4)

Doszłam do wniosku, że nie będę pisać o każdej z tych książek osobno, zwłaszcza że im dalej, tym pewnie mniej osób będzie zainteresowanych jeśli nie znają poprzednich części. Dochodzi do tego także lekki brak chęci, zwłaszcza że trochę już minęło odkąd je skończyłam, zwłaszcza pierwszą z nich.
Będzie więc konkretniej, choć jednocześnie starałam się unikać spojlerów, więc myślę, że można czytać spokojnie nawet nie znając poszczególnych części. Jeśli jednak ta seria jest Wam kompletnie obca, na początek zapraszam jeszcze na recenzję pierwszej części.

wtorek, 23 maja 2017

M. C. Beaton "Agatha Raisin i ciasto śmierci"

Wydawnictwo: Edipresse  |  Liczba stron: 252  |  Seria: Agatha Raisin (1)
Agatha Raisin - mimo trudnych początków prawdziwa kobieta biznesu i żywa legenda w branży PR - decyduje się odejść na emeryturę. Sprzedaje firmę, żegna się z byłymi pracownikami i przenosi się na prowincję, by tam zamieszkać w swoim wymarzonym domku. Okazuje się jednak, że nie tak łatwo wkraść się w łaski tamtejszej społeczności, a w uprzejmych słowach mieszkańców wyczuwa się dystans. Jak temu zaradzić? No cóż, Agatha nie przebiera w środkach. Postanawia wziąć udział w konkursie na najlepszy wypiek, a ponieważ kucharka z niej żadna, zgłasza placek kupiony w Londynie. Przecież liczy się efekt końcowy, prawda? Oszukująca poczuje się jednak oszukana, gdy okaże się, że wynik był od początku znany - wygrywa ulubienica sędziego. Na tym jednak nie koniec, bo już wkrótce placek Agathy staje się przyczyną śmierci tegoż jurora…

Po tym, jak policjanci poznali się na jej kuchni, Agatha szybko zostaje odsunięta od wszelkich podejrzeń. Wciąż pozostaje jednak kwestia tego, jak to się mogło stać. Nieszczęśliwy wypadek, przy którym większość zdaje się obstawać, czy może czyjeś celowe działanie? I czy wyjście na jaw jej oszustwa nie zaprzepaści doszczętnie jej reputacji w miasteczku?

No cóż, życie toczy się dalej, Agatha raz po raz zastanawia się, czy emerytura była dobrym pomysłem, w wolnych chwilach (czyli praktycznie cały czas) zaczytuje się w powieściach swojej imienniczki, Agathy Christie, zaprasza też swojego byłego pracownika, właściwie jedyną osobę, którą względnie mogłaby nazwać przyjacielem. Roy, bo tak mu na imię, zaciekawiony tym, co się wokół niej rozgrywa, namawia Agathę do szukania prawdy, zwłaszcza że zmarły zdaje się mieć swoje za uszami. Za to nastawiony do niej bardzo przyjaźnie miejscowy policjant, Bill Wong, przy każdej okazji odradza jej jakichkolwiek niebezpiecznych działań. Kogo posłucha nasza bohaterka?

Prawda jest taka, że Agatha Raisin jest bardzo specyficznym typem człowieka. Dumna i wyniosła, którą życie nauczyło, że należy walczyć o swoje, a jednocześnie pragnąca gdzieś należeć, choć nie przyznałaby tego głośno. Jej osobowość może nieco odrzucać, jednak ogólnie rzecz biorąc jest to ciekawa postać i można z zainteresowaniem śledzić jej poczynania - zarówno te dotyczące prowadzonego po cichu osobistego śledztwa, jak i prób dopasowania się do życia w miasteczku.

Chociaż nasza główna bohaterka nie należy do najłatwiejszych w obyciu i żadna z niej panna Marple (choć może przy odrobinie - albo raczej sporej ilości - praktyki…), całkiem miło spędziłam w jej towarzystwie czas. Myślę też, że na tym nie zakończę znajomości z nią i zabiorę się za kolejne części serii (choć ich ilość wydaje mi się… nieco oszałamiająca).

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

A. Christie "Morderstwo w zaułku"

Wydawnictwo Dolnośląskie  |  Czas trwania: 8 godz.
Tym razem przedstawię Wam zbiór opowiadań, w którym główną rolę odgrywa detektyw Herkules Poirot. Pierwsze z nich, tytułowe "Morderstwo w zaułku" to sprawa - jak by się wydawało - samobójstwa, ale jak to zazwyczaj w takich przypadkach bywa, szybko się okazuje, że pewne szczegóły przeczą tej teorii. Kolejna jest historia kradzieży dokumentów, która - jak by na to nie patrzeć - wydaje się niemożliwa. Oczywiście nie dla naszego detektywa. W "Lustrze nieboszczyka" Poirot będzie musiał odkryć prawdę na temat śmierci ekscentrycznego, zadufanego w sobie bogacza, a w "Trójkącie na Rodos" dowiedzie, jak dobra jest jego znajomość ludzkich charakterów. A chociaż na urlopie chciał mieć trochę spokoju…

Herkules Poirot - jak to on - do śledztwa podchodzi na swój własny sposób. Uważnie obserwuje, zwraca uwagę na z pozoru nic nieznaczące szczegóły i niekoniecznie dzieli się swoimi spostrzeżeniami z innymi. Przynajmniej do czasu, aż wszystkie elementy układanki trafią na swoje miejsca. Czasami wydaje się przy tym, że do prawdy dochodzi jakby okrężną drogą. Jest przy tym bardzo pewny swoich umiejętności, co nie zawsze podoba się tym, którzy muszą znosić jego towarzystwo. Ale przecież o takich bohaterach zazwyczaj czyta się chętnie, prawda? W tym przypadku nie było inaczej. Poszczególne historie były w porządku, a chyba najbardziej spodobało mi się pierwsze, tytułowe.

Z "Morderstwem w zaułku" zapoznałam się w formie audiobooka i myślę, że był to dobry pomysł. Ponieważ mamy tu do czynienia z opowiadaniami, a każde z nich trwa około dwóch godzin, nie trzeba się szczególnie martwić tym, że nie wystarczy nam czasu na ich odsłuchanie. Poza tym Danuta Stenka całkiem nieźle poradziła sobie jako lektor.

Nie jest to może jedna z lepszych książek Christie, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że przy opowiadaniach raczej nie ma co liczyć na niezwykle skomplikowaną intrygę. Mimo to zawsze miło poobserwować, jak Poirot zadziwia wszystkich wokół swoimi umiejętnościami. W każdym razie całkiem miło spędziłam czas towarzysząc temu dumnemu Belgowi w jego śledztwach.

wtorek, 21 marca 2017

J. Ćwiek "Grimm City. Wilk!"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 384  |  Seria: Grimm City (1)
Zacznijmy od tego, że Grimm City to miasto parszywe, w którym powietrze i ulice są równie brudne, co interesy, jakie zwykle się tam przeprowadza. Ze swoją własną hierarchią, wszędobylską wręcz korupcją i kopalnianymi zanieczyszczeniami z dnia na dzień dąży do coraz większego zepsucia, a zwykli ludzie jakoś muszą z tym żyć. Wśród tego wszystkiego jest jednak kilka względnie bezpiecznych, a może nawet i nieźle płatnych zawodów. Taką pracę mieli chociażby taksówkarze… przynajmniej do czasu, gdy ktoś zaczął ich mordować wraz z pasażerami i to w dość spektakularny sposób... Czyżby w mieście pojawił się nowy gracz?

Właśnie te kwestie z pewnością rozważał Alfie, muzyk, któremu w życiu powodziło się różnie, kiedy przyjaciel taksówkarz po raz kolejny poprosił go, żeby w jego zastępstwie wsiadł za kierownicę. Z równie dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że nawet nie przypuszczał wtedy, w jak ogromne, a jednak całkiem innej natury kłopoty, wpędzi go udzielenie odpowiedzi twierdzącej. Właśnie ta decyzja oraz szereg zbiegów okoliczności sprawią, że znajdzie się praktycznie w samym centrum tego, co dzieje się w mieście.
"Każda opowieść zaś ma jedno nadrzędne prawo - niezależnie od poziomu skomplikowania ma jeden finał, gdzie wszystko splata się w całość."
W "Grimm City. Wilk!" autor sięga po temat baśni od innej strony. Nie nawiązuje do nich całkiem bezpośrednio, ale tworzy na ich podstawie religię, całą ideologię, która przenika na wskroś świat, jaki tu stworzył. Bohaterowie mogą sobie być wierzący lub nie, jednak duch opowieści zawsze gdzieś nad tym wszystkim krąży, zwłaszcza w Grimm City, mieście powstałym ponoć na ciele pokonanego olbrzyma, którego gęsta, czarna krew wydobywana przez górników wciąż stanowi siłę napędową przemysłu. A ponieważ mroczne, baśniowe klimaty to coś, co bardzo lubię, szybko wkręciłam się w wykreowany przez Ćwieka świat i z zainteresowaniem czytałam o kolejnych koncepcjach bajanizmu, jak i o tym, co dzieje się na granicy prawa i przestępczego półświatka.

Alfie to bohater, którego da się lubić. Zdecydował się żyć z tego, co kocha i choć bywa z tym różnie, zwłaszcza przy zmieniających się muzycznych trendach, nie zamierza się poddawać. No i kiedy trzeba, potrafi całkiem nieźle główkować. Nieco później poznamy detektywa, który dzięki swoim umiejętnościom zaszedł całkiem wysoko, a także jego byłego partnera, który nie przepada za jego metodami i lekceważącym sposobem bycia. Mamy i ważniaka o wybuchowym temperamencie oraz jego wszechstronnego lokaja. Znajdzie się też młoda reporterka, która walczy o swoje prawo bytu w skorumpowanym, zdominowanym przez mężczyzn świecie prasy. Ogólnie bohaterów mamy więc ciekawych, o których aż chce się czytać.

Zakończenie mnie zaskoczyło. Co prawda od pewnego momentu zaczęłam podejrzewać, że autor nie odkryje przed nami wszystkich kart, jeszcze nie teraz, a jednak takiego rozstrzygnięcia się nie spodziewałam. Nie żebym była zawiedziona - co to to nie! Po prostu teraz czym prędzej chciałabym poznać dalszy ciąg, a na to przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać.

poniedziałek, 27 lutego 2017

A. Christie "Morderstwo na plebanii"

Wydawnictwo Dolnośląskie  |  Liczba stron: 271
Pułkownik Protheroe nie należy do osób szczególnie lubianych. Więcej nawet, chyba każdemu zdążył raz czy dwa zaleźć kiedyś za skórę, a i samemu pastorowi zdarzyło się powiedzieć na jego temat parę słów za dużo. Traf chciał, że niedługo później został odnaleziony martwy właśnie w gabinecie pastora, a zdarzenie to i jego liczne następstwa zmąciły spokój miasteczka St. Mary Mead.

Kryminały Christie czytam dość losowo i raczej rzadko się zdarza, żebym rozglądała się za jakimś konkretnym tytułem. "Morderstwo na plebanii" przyciągnęło jednak moją uwagę tym, że to właśnie w tej powieści debiutuje panna Marple. Mimo to przez większość czasu nie wybija się ona szczególnie ponad resztę bohaterów, zwykle opisywana jako ta wścibska starsza pani, która tak lubi się mądrzyć i snuć domysły. Naszym narratorem pozostaje tymczasem wspomniany już wcześniej pastor, który dokłada wszelkich starań, aby wesprzeć śledztwo (chociaż nieprzyjemny sposób bycia inspektora wcale go do tego nie zachęca).

Jeśli wierzyć pannie Marple (bo i dlaczego nie?) podejrzanych mamy siedmiu, ale kto miał dostateczny motyw i determinację, by zamiary zmienić w czyn? Do potencjalnych sprawców możemy zaliczyć żonę zamordowanego, jego córkę oraz przybyłego tam malarza. Jest też oczywiście nowa mieszkanka, która wzbudza ogólną podejrzliwość swoją tajemniczością i nieprzestrzeganiem ogólnie przyjętych zachowań towarzyskich, charakterystycznych dla takich małomiasteczkowych społeczności. To jednak wciąż nie wszyscy, kogo jeszcze podejrzewa starsza pani i jak poradzi sobie ze swoim pierwszym śledztwem?

"Morderstwo na plebanii" to całkiem niezły detektywistyczny debiut dla panny Marple, która z jednej strony nie chce się bezpośrednio, w widoczny sposób angażować, a jednak z chęcią próbuje swoich sił w sztuce dedukcji. Tu szepnie słówko, tam coś dopowie i tym sposobem pcha akcję do przodu, choć i pozostali bohaterowie, a szczególnie pastor, mają w tym swój udział. Postaci zostały umiejętnie wykreowane i choć przyznam, że zdarzało mi się nieco pogubić w rzadziej wspominanych nazwiskach, to nie było to większym problemem. Książka nie zalicza się może do najlepszych powieści Christie, ale i tak myślę, że warto.

"Młodzi myślą, że starzy są głupi, ale starzy wiedzą, że młodzi są głupi."

sobota, 8 października 2016

A. Christie "Uśpione morderstwo"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Liczba stron: 170
Świeżo upieczona mężatka przybywa do Anglii z zamiarem znalezienia wymarzonego domu dla siebie i swojego męża, który wkrótce ma do niej dołączyć. Po pewnym czasie znajduje to, czego chciała - miejsce, w którym od pierwszej chwili czuje się jak w domu. Nie wszystko jest jednak takie piękne. Podczas prac remontowych przekonuje się, że podświadomie przywraca pewne części domu do ich poprzedniego stanu, zna go tak dobrze, że wydaje się to aż dziwne. Momentem kulminacyjnym okazują się słowa zasłyszane w teatrze, które nagle przywołują makabryczną wizję. Czyżby postradała zmysły? Objawiły się jej parapsychiczne moce? Gwenda niepokoi się coraz bardziej, aż do momentu, kiedy zwierza się pannie Marple, która rzuca na jej sytuację nieco światła.

Według jej przypuszczeń Gwenda przez pewien czas we wczesnym dzieciństwie mieszkała właśnie w tym domu, co więcej, była tam świadkiem nieujawnionego morderstwa, które utkwiło głęboko w jej podświadomości. I to byłby koniec tej historii, gdyby młode małżeństwo nie postanowiło, pomimo obaw panny Marple, na własną rękę spróbować dokopać się do prawdy o morderstwie sprzed prawie dwudziestu lat.

Można by przypuszczać, że dowiedzą się niewiele, a jednak stopniowo udaje im się ustalić kolejne fakty, choć do rozwiązania wciąż daleko. Na szczęście obydwoje potrafią wykazać się bystrością umysłu, a na pomoc, z obawy przed ewentualnymi konsekwencjami ich odkryć, wkrótce przybywa także niezastąpiona panna Marple. Wspólnymi siłami zagłębiają się coraz dalej w wydarzenia z przeszłości, ale czy na pewno powinni? Czy przyniesie im to jakikolwiek pożytek, a może wręcz przeciwnie? Czy tajemnica sprzed lat może stwarzać zagrożenie nawet obecnie?
"Zazdrość jest czymś bardzo dziwnym. Czasami potrafi się ukrywać tak głęboko, że trudno o nią podejrzewać .-Wzdrygnął się. -Ale bywa też przerażająca... przerażająca."
"Uśpione morderstwo" ma w sobie coś takiego, przez co wciągnęłam się w akcję praktycznie od pierwszych stron, jeszcze zanim wyszła na jaw sprawa kryminalna. Gwenda nie jest głupia i choć okoliczności początkowo nieco ją przerosły, szybko się pozbierała. Podoba mi się też to, że jej mąż, Giles, nie wątpi w jej słowa, nie uważa ją za żadną histeryczkę. Może to i nieco nieodpowiedzialne z jego strony tak ochoczo zabierać się do rozgrzebywania sprawy morderstwa, jednak kto nie byłby w takiej sytuacji choć trochę ciekawy? Trzeba przy tym przyznać, że nie brakowało im pomysłów w dochodzeniu do prawdy, a nawet jeśli napotkali przeszkodę, to zawsze mogli liczyć na pannę Marple.

Jeśli chodzi o podejrzanych, pojawiali się oni stopniowo, wraz z poszerzaniem się naszej wiedzy o wydarzeniach sprzed lat. Dawne romanse, przelotne miłoski, uczucie bez przyszłości - właśnie tego typu tematów możecie się spodziewać, choć stwierdzenie, że nie pojawi się nic ponad to byłoby sporym niedomówieniem. "Uśpione morderstwo" naprawdę dobrze mi się czytało, jednak muszę przyznać, że zakończenie wydawało mi się nieco pośpieszone. Ale może to tylko takie moje wrażenie, ostatecznie wszystko zostało przecież wytłumaczone. W każdym razie przeczytać nie zaszkodzi, zwłaszcza że nie jest to zbyt długa powieść.

wtorek, 18 sierpnia 2015

J. Chmielewska "Krokodyl z Kraju Karoliny"

Wydawnictwo: Olesiejuk  |  Ilość stron: 268  |  Kolekcja: Królowa Polskiego Kryminału (3)
Czyżby u Alicji wystąpiły pierwsze objawy paranoi? Niestety nie. Chwileczkę... "Niestety"? Dokładnie tak, gdyż rzeczywistość okazała się o wiele niebezpieczniejsza. Obawy, które Joanna początkowo zlekceważyła okazały się jak najbardziej słuszne i wkrótce stało się jasne, że Alicja wie za dużo. Komuś z kolei bardzo to nie odpowiada, więc usilnie stara się ją uciszyć. Ze sporym powodzeniem, gdyż dzień po pierwszej, poważnej rozmowie na ten temat Joannie pozostaje jedynie spełnić ostatnią wolę przyjaciółki i bacznie rozejrzeć się po jej mieszkaniu - obecnie miejscu zbrodni. To, na szczęście, nie okazało się trudne z jej znajomościami ze stróżami prawa, a szczególnie bliską relacją z pewnym prokuratorem (poznanym w "Wszyscy jesteśmy podejrzani"). Gorzej ze zrozumieniem pozostawionych przez zamordowaną wskazówek. Czyżby Alicja przeceniła możliwości Joanny?

Odtąd nasza bohaterka za punkt honoru stawia sobie rozwiązanie tej sprawy i - co istotne - odsunięcie od podejrzeń osoby, którą Alicja z takim oddaniem kryła. Ale o co w tym wszystkim może chodzić? Kolejne domysły Joanny prowadzą do nader śmiałych wniosków, a tymczasem ma jeszcze na głowie przesłuchania, których nie uniknie nawet we własnym domu (sprawa o tyle delikatniejsza, że jej zwyczajowe wykręty mogą nie zadziałać na ukochanego, potocznie zwanego Diabłem), oraz obronę przyjaciela przed niesłusznymi oskarżeniami. Czyżby była to afera na skalę światową, a może jednak za bardzo ponosi ją wyobraźnia? Czego mogła się dowiedzieć jej przyjaciółka? Jakby tego było mało, dziwnym trafem z kostnicy znikają zwłoki Alicji. I jak tu nie zwariować?

Na Joannę czeka wiele dylematów - z wielkimi trudnościami dalej prowadzić własne dochodzenie i zwodzić policję, czy jednak dla dobra śledztwa podzielić się ze stróżami prawa posiadaną wiedzą? Tyle szczegółów wciąż wymaga wyjaśnienia, a przecież nawet nie wie, ile może powiedzieć, by nie zaszkodzić osobie, którą chciała chronić Alicja. Co więcej, informacje, jakie mogłaby uzyskać w zamian stanowią bardzo kuszącą perspektywę. W końcu na jaw wychodzi, że cała afera ma coś wspólnego z ich pobytem w Danii, a utrudniony kontakt z narzeczonym Alicji, skądinąd Duńczykiem, w tej sytuacji wydaje się jeszcze bardziej podejrzany. Czyżby miał coś na sumieniu?

W tym wszystkim nie zabrakło oczywiście tak charakterystycznego dla Chmielewskiej humoru, którego źródło stanowiła głównie Joanna i jej wymyślne przekręty. Te jednak nie zawsze działały tak, jak powinny - Diabeł za dobrze ją zna, co więcej w kilku przypadkach nie pozostaje jej dłużny. Również jej pobyt w Danii - zarówno ten związany ze śledztwem, jak i wcześniejszy, który wspomina - jest przepełniony komicznymi sytuacjami, a szpilki z krokodyla i hazardowe zapędy bohaterki nie pozostają bez echa dla całej powieści. No i jeszcze jedna sprawa - Alicji należy się spore uznanie za stworzenie tak sprytnych wskazówek i to jeszcze pod presją czasu. Joanna z kolei, choć miała pewne problemy, całkiem nieźle poradziła sobie z ich rozwikłaniem.

Królowa polskiego kryminału znów mnie nie zawiodła i naprawdę dobrze bawiłam się śledząc kolejne poczynania Joanny, której dziwne okoliczności zdają się nie opuszczać ani na chwilę. Z nią po prostu nie można się nudzić. I chociaż znalazłam tu parę nieścisłości, które nie dają mi spokoju (a których nie będę przytaczać, ponieważ pojawiły się na samym końcu), jestem zadowolona z lektury.

"Podobno myślenie daje niekiedy oszałamiające rezultaty..."

czwartek, 13 sierpnia 2015

A. Olejnik "Dante na tropie"

Wydawnictwo Literackie  |  Ilość stron: 370
Kto by pomyślał, że zwykłe wyjście z psem na spacer może zapoczątkować szereg zmian w życiu Anny Drozd, samotniczki przybyłej do Solca w poszukiwaniu spokoju po zawodzie miłosnym? Nie myślcie jednak, że będzie tak banalnie, ukochany pies Dante nie przyprowadza Annie tak po prostu nowego absztyfikanta, a przynosi jej... ludzki palec. Wstrząśnięta bohaterka natychmiast zgłasza sprawę policji, a ci znajdują w pobliskim lesie zwłoki. Rzecz w tym, że denat wszystkie palce ma na swoim miejscu i najwyraźniej zmarł śmiercią naturalną. Czy w takim razie ktoś potraktuje poważnie jej zeznania? No i jeszcze coś, znalezione ciało należy do pana Tomasza, dotąd najbliższego jej człowieka w okolicy. Starszy pan z chęcią doradzał jej w sprawie ogrodu, a ponieważ oboje nie należeli do gadatliwych, całkiem nieźle czuli się w swoim towarzystwie. To już jednak przeszłość, a obecna sytuacja sprawiła, że ta bibliotekarka-samotniczka na nowo wzbudziła zainteresowanie mieszkańców. Tym sposobem Anna miała okazję poznać nowych ludzi, przede wszystkim komisarza Wiktora Grykę, którego najmocniejszą stroną był nie tyle wygląd, co głęboki głos (no i Dante od razu go polubił) oraz Mateusza, młodego nauczyciela chemii i detektywa amatora w jednym.

Odtąd komisarz staje się częstym gościem w jej domu, oczywiście na potrzeby śledztwa, które jednak nie wydaje się zmierzać dokądkolwiek. Tymczasem Annę niepokoi kilka rzeczy, w tym pewna rozbieżność między zasłyszanymi opiniami na temat pana Tomasza a jej własnymi spostrzeżeniami oraz kręcący się w pobliżu lasu człowiek. Dla uporządkowania własnych myśli bohaterka zaczyna pisać o ostatnich wydarzeniach. To i informacje, jakie przekazał jej Mateusz, ostatecznie skłania ją do zagłębienia się w tę sprawę, zasięgnięcia opinii innych, co jednak będzie miało poważne konsekwencje i zagrozi nie tylko jej bezpieczeństwu. Co takiego skrywa w sobie ta z pozoru spokojna mieścina? W tym wszystkim znajdzie się oczywiście również wątek miłosny, który przysporzy sporo kłopotów i nieporozumień. Nie mogłoby być przecież inaczej, skoro Wiktor, który mimowolnie podoba jej się coraz bardziej, jest człowiekiem po przejściach, Anna ma tendencję do samodzielnego dochodzenia do różnych, niekoniecznie trafnych wniosków, a związek z Mateuszem wydaje się o tyle prostszą opcją...

Od samego początku nastawiałam się na powieść lekką i z humorem, taką też dostałam, jednak mam wrażenie, że to kobiece oblicze kryminału (jak głosi okładka) nie do końca mi odpowiada. Niemal od samego początku romans wisi w powietrzu, wiedziałam na co się piszę, a jednak po pewnym czasie rozterki Anny na temat Wiktora i tego, jak na nią działa, robią się denerwujące, zwłaszcza gdy istotniejsze sprawy schodzą dla niej na dalszy plan. Do tego bohaterka coraz częściej sięga po kieliszek, co w połączeniu z jej niezdecydowaniem w kwestii uczuć - dylematem między pociągającym ją, a jednak w jej mniemaniu nieosiągalnym policjantem oraz przystojnym i czarującym, choć nieraz natrętnym Mateuszem - sprawiało, że stopniowo coraz bardziej traciłam do niej szacunek. Mniej więcej od połowy przewracałam kolejne strony z rosnącą irytacją, męczyły mnie te całe podchody i niedomówienia między Anną a Wiktorem. Na szczęście nie trwało to długo i wkrótce mogłam znów ze względnym spokojem śledzić kolejne wydarzenia, nawet jeśli zdarzało się, że były na zmianę przedramatyzowane lub przesłodzone.

Tak czy inaczej, autorka poradziła sobie całkiem nieźle. Stworzyła historię, którą czyta się lekko i można się w nią wciągnąć, a do tego przedstawiła ciekawy obraz małomiasteczkowej społeczności. Anna, choć na ogół była postacią, którą da się lubić, potrafiła również niemile zaskoczyć swoim zachowaniem, niepotrzebną upartością, czy porywczością graniczącą niemal z bezmyślnością. Wiktor też nie był ideałem, ale to akurat wyszło mu na dobre i choć potrafił być uparty, miał tendencję do wycofywania się, co Anna nieraz błędnie uznawała za brak zaangażowania. No i, tak jak ona, kochał psy, a to na pewno dobry znak. Z kolei Mateusz był postacią idealną do roli, jaką wyznaczyła mu autorka (a przynajmniej takie mam wrażenie). Z pozostałych bohaterów nieco więcej usłyszymy o Magdzie, dobrej znajomej Anny, można by powiedzieć miejscowej "znachorce".

Nie mogłabym nie wspomnieć o okładce, która naprawdę mi się spodobała, zwłaszcza jeśli chodzi o kolorystykę. Pochwalę też fragment, który udowadnia, że życie nie musi być idealne, by być szczęśliwym, a na koniec dodam, że znalazłam pewną nieścisłość. Bohaterka miała się z kimś spotkać "jutro", po czym jak gdyby nigdy nic spędziła ten dzień gdzie indziej, a do sprawy wróciła dzień później, jakby od początku była umówiona właśnie na wtedy (dla pewności sprawdziłam dwa razy). Powieść Agnieszki Olejnik mnie nie zachwyciła (może po prostu mam niską tolerancję romansów?), jednak dość miło spędziłam z nią czas. Powinna dobrze się sprawdzić jako letnie czytadło.

piątek, 8 maja 2015

O. Rudnicka "Drugi przekręt Natalii"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Ilość stron: 496  |  Poprzednia część: "Natalii 5"
Względnie spokojne życie sióstr Sucharskich nie mogło potrwać długo, prawda? Na początek zamieszanie wywołane napisaną przez Natę książką, w której ze szczegółami opisała nieprawdopodobne wydarzenia będące ich udziałem. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej. Pomińmy na razie miłosne zawirowania i przejdźmy do kwestii zasadniczej - pozbawionego głowy ciała w mieszkaniu pana Janusza, byłego wspólnika ich ojca, oraz odnalezionych później jego własnych spalonych zwłok. Tymczasem siostry Sucharskie (które w dodatku dziedziczą po zmarłym) nadal nie wierzą w jego śmierć i próbują na własną rękę wyjaśnić zaistniałą sytuację, zwłaszcza pochodzenie i wartość niespodziewanego znaleziska. Z resztą nie tylko one prowadzą własne śledztwo - zainteresowani sprawą (czy też raczej Nataliami) policjanci robią wszystko, co w ich mocy, by odwieść siostry od niebezpiecznych działań. A Natalie, jak to one, niewiele sobie z tego robią i w dobrej (w swoim mniemaniu) wierze kręcą, oszukują i zasłaniają się półprawdami. Nic dziwnego, że dzieci Natalii zdążyły przejąć wiele ich cech i z powodzeniem wykorzystują metody ciotek.

Samo dążenie do rozwiązania sprawy przebiega bardzo interesująco - zarówno Sucharskie, jak i zaprzyjaźnieni z nimi policjanci działają na własną rękę, dzieląc się informacjami jedynie w ostateczności. Jednocześnie niezależne działania prowadzą także inni, których pobudki niekoniecznie muszą być uczciwe. Każdy robi, co może, tymczasem giną nie tylko kolejni informatorzy CBŚ, ale i pomniejsze czarne charaktery. Czy Natalie mają się czego obawiać? Tak czy inaczej, idą w zaparte, zgodnie ze stwierdzeniem, że za dużo nakłamały, by nagle do wszystkiego się przyznać. Czy bohaterowie zdołają wyjść obronną ręką z całego tego galimatiasu?
"One są fascynujące i absolutnie nieprzewidywalne. Nie rób w stosunku do nich żadnych założeń. Jeśli choć przez chwilę uznasz, że potrafisz przewidzieć ich zachowanie, to już po tobie. Spodziewaj się wszystkiego i bądź przygotowany na najgorsze."
Humoru jest jak zwykle co niemiara, a jego głównym źródłem wciąż pozostają zdrowo pokręcone siostry Sucharskie. Śledziłam ich perypetie z prawdziwą przyjemnością, jednak najmłodsza z nich, Natka, potrafiła być dość denerwująca z tymi swoimi niepotrzebnymi i zwykle nieprzemyślanymi uwagami, skłonnością do płaczu i próżnością, przez którą wolała nic nie widzieć, niż nosić okulary w towarzystwie kogoś innego niż siostry i inni dobrze jej znani ludzie. Pozostałe Natalie nie miały tak irytujących cech, a nawet jeśli, to wynikający z tego humor nie pozwalał długo się tym przejmować. Nie mogłabym też zapomnieć o Anielce i Przemku, dzieciach drugiej w kolejności Natalii, bez których wiele spraw mogłoby się okazać dla sióstr dużo większym wyzwaniem. Ich małe szantaże, zaradność i spryt wniosły do powieści sporo humoru. Znajdziemy tu także ciekawe postacie męskie - od nieco wycofanego, wiecznie siedzącego w książkach Darka, aż po doświadczonego już (choć nadal zaskakiwanego) w kontaktach z Nataliami Adriana i dopiero wkraczającego w ich pokręcony świat Mariana. Czy ten ostatni zdoła się dostosować do ich specyficznego sposobu bycia, a może wkrótce w drodze głosowania zostanie oddelegowany ze skutkiem natychmiastowym?

Losy pięciu Natalii trudno brać całkowicie na serio, jednak taki już ich urok. Ta mieszanka szaleństwa, szczęścia i licznych zbiegów okoliczności zapewnia przyjemną rozrywkę na dłuższą chwilę i nie pozwala ot tak o sobie zapomnieć. Utwierdziłam się tym samym w przekonaniu, że z twórczością Olgi Rudnickiej warto zapoznać się jeszcze bliżej i z chęcią sięgnę nie tylko po kolejną książkę o przygodach Natalii, ale i po inne powieści autorki.
"Bo babcia mówi, że mężczyźnie nie mówi się połowy tego, co powinien wiedzieć, i ani słowa na temat, na który chciałby coś wiedzieć - wyrecytowała Anielka."

czwartek, 30 kwietnia 2015

A. Christie "Morderstwo w Orient Expressie"

Wydawnictwo Dolnośląskie  |  Ilość stron: 264
Zimową porą niezastąpiony detektyw Herkules Poirot wyrusza w drogę powrotną po kolejnej rozwiązanej sprawie. Pogoda nie skłania do podróży, tak więc pociągi są opustoszałe, a jednak gdy zostaje pilnie wezwany do powrotu, udaje mu się dostać do najbliższego pociągu jedynie dzięki wpływom napotkanego tam przyjaciela. W tytułowym Orient Expressie napotyka niezwykle różnorodną mieszankę pasażerów, spośród których praktycznie każdy reprezentuje inną klasę społeczną. Jeden z nich, starszy mężczyzna, któremu źle z oczu patrzy, proponuje Poirotowi zatrudnienie przekonany, że ktoś czyha na jego życie. Detektyw odmawia, pociąg zostaje zatrzymany ze względu na złe warunki, a niedoszły pracodawca wkrótce zostaje odnaleziony w swoim przedziale martwy, wielokrotnie dźgnięty nożem z różną siłą. Poszlaki prowadzą donikąd, nietypowe okoliczności coraz bardziej komplikują sprawę i żaden z pasażerów nie wydaje się mieć dość dobrego powodu, by popełnić morderstwo. W tej sytuacji pozostaje tylko jedno rozwiązanie - zdać się na nieprzeciętne zdolności Poirota. Przesłuchanie czas zacząć...

"Aha - mruknął detektyw, - Więc to tak. Wyzwanie. Świetnie. Podejmuję je."

Sprawa wydaje się już na wstępie przegrana - praktycznie wszyscy pasażerowie mają alibi, a ponieważ pociąg utknął gdzieś w śnieżnych zaspach, nie sposób jest zweryfikować podawanych przez nich informacji. Przynajmniej niektóre z poszlak wydają się być fałszywe, pasażerowie zgodnie twierdzą, że są dla siebie nawzajem całkowicie obcy, choć Poirot ma powody sądzić, że jest inaczej. Jedynym wyjściem pozostają więc kolejne przesłuchania i wyciągnięcie z nich odpowiednich wniosków - kto kłamie i w jakiej kwestii. A kto jak kto, ale Herkules Poirot nadaje się do tego zadania idealnie. Z zainteresowaniem podążałam za jego tokiem rozumowania, byłam świadkiem tego, jak ze znanych mi już wypowiedzi i reakcji pozostałych bohaterów potrafił wyciągnąć o wiele więcej niż ja. A inne postacie? Spośród tej barwnej mieszanki również można było wyłowić kilka naprawdę ciekawych osobowości, które wiele wniosły do powieści - w końcu bez ich mniejszych lub większych intryg cała ta sprawa nie byłaby tak zagmatwana.

"Ma to swoje zalety - oświadczył Poirot. - Gdy osobę, która kłamie, postawi się w obliczu prawdy, zwykle się przyznaje, często przez czyste zaskoczenie. Należy więc tylko prawidłowo odgadnąć, by osiągnąć spodziewany rezultat."

Powieść ta została skonstruowana w taki sposób, by dać czytelnikom jak największe pole do popisu. Najpierw zostają nam więc przedstawione poszczególne wydarzenia, mamy też czas nieco bliżej przyjrzeć się pasażerom, chociażby ofierze we własnej osobie, podróżującemu z nim McQueen'owi, hrabi i hrabinie Andrenyi, czy lubiącej być w centrum uwagi pani Hubbard. Następna jest zbrodnia, a po niej przesłuchania poszczególnych osób, jedynie sporadycznie uzupełniane spostrzeżeniami Poirota. Dostajemy szansę na poprowadzenie własnego śledztwa, wspomagając się mniej lub bardziej oczywistymi podpowiedziami naszego detektywa. Taki sposób prowadzenia akcji naprawdę dobrze się sprawdza, choć nie musi oznaczać rozwiązania zagadki na własną rękę.

Już od dawna planowałam bliżej zapoznać się z postacią Poirota (znanego mi już z "Pięciu małych świnek" i kilku opowiadań), więc cieszę się, że w końcu miałam okazję przeczytać "Morderstwo w Orient Expressie". Powieść wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, myślę nawet, że jest to jedna z lepszych książek Agathy Christie. Jestem pewna, że jeszcze nieraz zdarzy mi się obserwować metody śledcze Herkulesa Poirota.

"To dobre zdanie! - pochwalił go Poirot. - Niemożliwe nie może się zdarzyć, wobec tego pozornie niemożliwe musi być możliwe."

poniedziałek, 16 marca 2015

J. Chmielewska "Wszyscy jesteśmy podejrzani"

Wydawnictwo: Olesiejuk | Ilość stron: 250 | Kolekcja: Królowa Polskiego Kryminału (2)
Joanna od zawsze chciała napisać powieść, jednak tworzone przez nią ewentualne scenariusze z reguły nie przebiegały tak, jak by sobie tego życzyła. Bujna wyobraźnia z powodzeniem działała bez udziału jej świadomości, stawiając wyimaginowanych bohaterów w sytuacjach, które trudno następnie rozwinąć. Mówiąc krótko, była ofiarą swojej własnej wyobraźni.

Pewnego razu stanęła jej przed oczami niespodziewana scena - jeden ze współpracowników duszony paskiem od fartucha. Zaintrygowana nietypową wizją, opowiada o niej kolegom z pracy, prosząc następnie o ich opinie na temat owej zbrodni i ewentualnych sprawców. Ostatecznie w całą historię zostaje wtajemniczona niemal cała pracownia, wliczając w to Tadeusza - ofiarę ewentualnej zbrodni. Już i tak nietypowa codzienność zespołu kompletnie wywraca się do góry nogami w chwili, gdy Tadeusz zostaje odnaleziony w sali konferencyjnej martwy, z paskiem owiniętym wokół szyi...

Wezwani na miejsce przedstawiciele władzy będą mieli twardy orzech do zgryzienia. Popełniona w zamkniętej przestrzeni zbrodnia, o której jeszcze niedawno rozprawiało niemal całe biuro, a do tego około dwudziestu zżytych ze sobą podejrzanych, z których, jak się okazuje, praktycznie każdy mógł mieć motyw. Sprawy nie ułatwia także panująca w pracowni absurdalna atmosfera, która niejednego wyprowadziłaby z równowagi oraz liczne, choć niekoniecznie znaczące, machlojki, których podejrzani nie mają najmniejszego zamiaru ujawniać. Poza tym na  cały personel składają się niezwykle barwne, zdrowo pomylone osobowości.

"Ostatnim przebłyskiem świadomości pomyślałam jeszcze, że skoro nie mogę dyskutować z Alicją, to niech będzie, podyskutuję z diabłem. I rzeczywistość skończyła się definitywnie."

Joanna, bez której ingerencji cała sprawa nie byłaby tak niezwykła, nie mogła oczywiście siedzieć z założonymi rękami. Zaczęła działać niejako na dwa fronty, prowadząc własne śledztwo i służąc pomocą przedstawicielom władzy, od których mogła w ten sposób wyciągnąć nieco informacji. Poza tym osoba przystojnego prokuratora z pewnością pozytywnie wpływała na chęć współpracy... Joanna (uznana za względnie niewinną, choć nie do końca oczyszczona z podejrzeń) z powodzeniem zbierała kolejne, często poufne informacje od współpracowników i nie bez pewnych trudności wysilała swoje szare komórki, w czym to pomagała jej koleżanka oraz wyglądający dziwnie znajomo diabeł (wytwór bujnej wyobraźni, czy rzeczywisty twór? To zostawiam już pod Waszą rozwagę). Ale czy zdoła w pełni racjonalnie ocenić sytuację, skoro wmieszani są w nią tak bliscy jej ludzie? Czy będzie w stanie przekazać policji najważniejsze informacje, nie tracąc przy tym zaufania kolegów z pracy?

I to jest właśnie Chmielewska, którą lubię! Po rozczarowaniu, jakim mimo wszystko był "Lesio" mogę już odetchnąć z ulgą, bo szalony (i jednocześnie nie tak głupawy) humor autorki wraz z nieobliczalnymi zwrotami akcji powrócił. Co prawda przedstawionych nam już na samym początku bohaterów trudno spamiętać, jednak wraz z rozwojem akcji umieszczone na samym początku opisy nabierają coraz więcej sensu. Jeśli chodzi o wątek romantyczny, podobał mi się. Był widoczny, czasami nawet mocno akcentowany, jednak nie przyćmiewał głównych wydarzeń. Poza tym polubiłam dialogi między prokuratorem i Joanną (inne jej wypowiedzi, zwłaszcza te najbardziej cięte, z resztą też). "Wszyscy jesteśmy podejrzani" jak najbardziej mogę polecić.

środa, 7 stycznia 2015

J. Chmielewska "Lesio"


Wydawnictwo: Olesiejuk
Ilość stron: 315
Kolekcja: Królowa Polskiego Kryminału (1)

Myślę że, autorka już na początku książki bardzo trafnie ujęła, jak to z tym Lesiem jest, dlatego też po prostu przytoczę jej słowa: "Lesio bowiem istnieje. Istnieje wyraźnie, realnie, zdecydowanie, a niekiedy nawet z hukiem. [...] Charakter Lesia, acz szlachetny, jest nad wyraz skomplikowany, dusza pełna fantazji, a życiorys bogaty w wydarzenia. Może nie wszystkie z opisanych tu czynów popełnił. Ale z pewnością do wszystkich był zdolny."

Na tę książkę składają się trzy opowiadania. W "Zbrodni niedoskonałej" przede wszystkim przyzwyczajamy się do nietypowości Lesia. A przynajmniej mi zajęło to dłuższą chwilę. Możemy przyjrzeć się jego zbrodniczym zapędom (w końcu właśnie one są tu głównym tematem), codzienności i wpływowi różnych czynników na efektywność jego działalności zawodowej. Poznamy też opinię, jaką mają na jego temat współpracownicy. "Napad stulecia" ukazuje losy naszego zespołu architektów w czasie bezpośrednio poprzedzającym ogłoszenie wyników pewnego bardzo dla nich ważnego konkursu. A łatwo im nie będzie, gdyż pochłonięci konkursowym projektem zaniedbali pozostałe obowiązki. Jak wydostać się z poważnych kłopotów finansowych? Cóż, sposoby mogą być różne, a ponieważ mamy tu do czynienia z Lesiem... Podczas ostatniego opowiadania - "Droga do chwały" - zespół architektów, powiększony o osobę pewnego cudzoziemca, wybiera się na prace w terenie. Aby nie zdradzać za wiele dodam tylko, że bez kłopotów się oczywiście nie obejdzie.

Względem "Lesia" miałam dość duże oczekiwania, gdyż słyszałam o nim sporo dobrego. A jednak tym, co odczułam po rozpoczęciu lektury było rozczarowanie. Rozczarowanie, gdyż jedna z najpopularniejszych książek Chmielewskiej (skądinąd lubianej przeze mnie autorki) zdawała się reprezentować ten typ humoru, którego, krótko mówiąc, nie trawię. Z każdą kolejną stroną z pewnym niesmakiem cisnęło mi się na usta pytanie: jak taki Lesio zdołał się do tej pory uchować na tym świecie? Pomimo początkowych zgrzytów, później było już lepiej. Może przywykłam, może autorka nieco spuściła z tonu, ale tak czy inaczej zaczęło się robić zabawnie. Nic jednak nie poradzę na to, że mimo wszystko akcja jakoś mi się dłużyła. Momenty, w których szczerze się śmiałam przeplatane były wydarzeniami w moim mniemaniu przeciętnymi lub nawet gorzej. Aż przyszedł czas na ostatnie z opowiadań, które sprawiło, że dałam "Lesiowi" lepszą ocenę, niż początkowo zamierzałam. Bo było naprawdę zabawnie, bo praktycznie żaden szczegół mnie nie denerwował. I to jest właśnie Chmielewska, którą lubię.

Pozwólcie więc, że teraz skupię się na plusach. Obecność obcokrajowca, z którym zespół ledwo był w stanie się porozumieć, wprowadziła naprawdę wiele humoru. Liczne nieporozumienia, przeinaczanie słów, mieszanka języków i próby zrozumienia sensu całości dawały przekomiczny efekt. Do tego dochodzą również zabawne, niekiedy niebezpieczne sytuacje, których inicjatorem zwykle jest Lesio oraz wydarzenia przebiegające niebezpiecznie blisko granicy ze zbrodnią. A wszystko to z dużą dawką wszechobecnego humoru i ironii.

Mimo wszystkich moich uwag nie odradzam nikomu "Lesia". Początkowe trudności w zaakceptowaniu tytułowego bohatera ostatecznie zostały mi w pełni wynagrodzone. "Droga do chwały" zdołała przyćmić wszystkie moje dotychczasowe narzekania. Może i w Waszym przypadku tak będzie, może nawet będziecie się dobrze bawić już od samego początku, pomimo fajtłapowatości, nieporadności i niewątpliwych braków w charakterze Lesia. Ostateczna decyzja jak zawsze należy do Was.
"Człowiek, który stracił wszystko, siłą rzeczy nie ma już nic do stracenia. Lesio stał się nagle takim właśnie człowiekiem. Po trzecim kolejnym klinie poglądy na swoją sytuację ustalił ostatecznie i poczuł się nawet dumny, że tak imponująco udało mu się stoczyć w przepaść."
6/10

sobota, 4 października 2014

A. Chistie "Pułapka na myszy"



Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 144

Gdy poprzednio postanowiłam wypożyczyć jakąś krótką książkę Christie, dopiero po powrocie do domu zorientowałam się, że jest to zbiór opowiadań. I tym razem niewiele do tego brakowało, jednak w porę to zauważyłam i już z pełna świadomością wzięłam "Pułapkę na myszy" ze sobą. Tak więc dumna z siebie zaczynam czytać. Aż tu nagle przy drugim opowiadaniu pojawił się zgrzyt. Okazało się, że cztery z ośmiu przedstawionych tu historii czytałam już w "Śmiertelnej klątwie". Wiem, że po części sama jestem sobie winna, skoro zignorowałam znajomo brzmiące tytuły, ale jednak pewna uraza zostaje.

Nowo otworzony przez młode małżeństwo pensjonat, pierwsi goście, dwóch niespodziewanych przybyszów i zamieć, która odcięła całe to towarzystwo od świata zewnętrznego. Dodajmy jeszcze niedawną zbrodnię w Londynie, mordercę czyhającego na kolejną ofiarę i jeden z tych z pozoru niewinnych, a jednak dziwnie niepokojących dziecięcych wierszyków - "Pułapka na myszy" gotowa. Pomimo zaledwie 60 stron (czyli i tak jest to najdłuższe z opowiadań) na poprowadzenie akcji, autorce w iście mistrzowski sposób udało się zbudować napięcie, poczucie niepewności i wywołać, zarówno u bohaterów, jak i u czytelnika szereg podejrzeń. A ostatecznie także kompletnie wywiodła mnie w pole.

Do znanych mi już wcześniej opowiadań nie będę wracać (choć były nawet niczego sobie). Wspomnę tylko, że łączy je osoba panny Marple. Z kolei z pozostałymi trzema powiązany jest Herkules Poirot, o którym zdecydowanie za rzadko miałam okazję czytać. Odkryte przez przypadek morderstwo, sprawa pewnego porwania oraz historia dowodząca siły ludzkich przyzwyczajeń - oto z czym będzie się musiał zmierzyć.

Pierwsze i jednocześnie najdłuższe opowiadanie czytało mi się świetnie. Z kolei reszta... Cóż, nie były złe, jednak dziesięć stron nie wystarczyło, by zbudować właściwe napięcie, czy potrzymać czytelnika nieco dłużej w niepewności. Zagadki kończyły się, zanim czytelnik zdołał się nimi w pełni zainteresować. A to odebrało im sporo czaru, zamieniając w zwykłe czytadła na wolną chwilkę. Mimo to nie narzekam. Wygląda na to, że znów utwierdziłam się w przekonaniu, że wolę powieści Christie od jej opowiadań (w każdym razie tych krótszych). Czy sięgnąć po "Pułapkę na myszy"? Decyzja należy do Was, jednak uważam, że warto zapoznać się przynajmniej z tytułowym opowiadaniem.

"Czyż mogę komukolwiek udowodnić, że nie jestem zbrodniczym maniakiem? Nie, nie mogę.
Bardzo trudno udowodnić, że kimś się nie jest."
6/10

piątek, 11 lipca 2014

O. Rudnicka "Natalii 5"


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 560
Seria: Natalii 5 (cz. 1)

Jarosław Sucharski po usłyszeniu diagnozy o guzie mózgu postanowił nie czekać, aż zabije go choroba. Zamiast tego dopilnował pozostałych mu jeszcze spraw, rozdzielił majątek między córki, zawiadomił policję o samobójstwie i dopełnił dzieła. Problem w tym, że zostawił po sobie niezłe zamieszanie - komisarz Potocki wciąż nie jest przekonany do teorii o samobójstwie, a pięć kobiet podczas spotkania u notariusza, na którym widzą się po raz pierwszy, dowiaduje się, że wszystkie są siostrami i każda z nich to Natalia Sucharska. Ojciec bigamista? Już samo to nastręcza trudności, a dołączając do tego ogromny dom, w którym mają zamieszkać, ich wybuchowe temperamenty, próby włamania i wiele zagadek do odkrycia... Cóż, będzie się działo.

Książka pełna jest wyrazistych postaci. Ich zachowanie może bawić, irytować i wywoływać szereg innych emocji, jednak nie pozwala pozostać obojętnym. Pomimo natłoku Natalii, ich rozróżnienie nie stanowi większego problemu dzięki używaniu pseudonimów lub drugich imion, poza tym każda z sióstr Sucharskich ma swój własny, niepowtarzalny charakter. Jest więc nienaganna Anna, która traktuje swoją pracę bardzo poważnie, zaniedbana po urodzeniu dwójki dzieci Natalia, energiczna Nata, która dąży do zostania powieściopisarką, lubująca się w czerni i samodzielnie wykonanych tatuażach Magda i do niedawna żyjąca w cieniu swojej matki Natka. Każda z bohaterek ma rozbudowaną osobowość - coś, za co można je polubić, a także coś wprost przeciwnego. Magda molom książkowym może się wydać bliższa przez swoją miłość do książek. Nata, choć bywa denerwująca, niejednokrotnie udowodniła swoją wartość. Nawet niepozorna Natka, która z początku nieustannie zalewała się łzami, okazuje się całkiem temperamentną osóbką.  I choć wciąż skaczą sobie do gardeł, to jednak więzy krwi robią swoje, bo gdy trzeba, potrafią się nawzajem wspierać.

"Wiecie co? Wydaje mi się, że mój iloraz inteligencji był trzycyfrowy, zanim tu przyjechałam..."

Poza naszymi Nataliami mamy również kilku innych bohaterów, spośród których najczęściej towarzyszą nam policjanci Adrian Potocki i Marcin Kurek. I o ile ten pierwszy właściwie od początku zaczyna sympatyzować z siostrami Sucharskimi (trzeba przyznać, że w ich nienormalności jest jakiś nietypowy urok), o tyle ten drugi nieraz miał ich już serdecznie dość. Tak czy inaczej, rozwój sytuacji nie pozwala im na zerwanie kontaktów z córkami Sucharskiego, a one same nie mają zamiaru im tej sprawy ułatwiać, gdyż wciąż nie są pewne co do legalności, czy chociażby istnienia domniemanego skarbu, który pozostawił im ojciec. Intrygi, niebezpieczeństwo, niedomówienia... Zwłaszcza pod koniec akcja nabierze tempa.

Irytowało mnie to, że siostry niemal nieustannie tłumaczyły z polskiego na nasze wypowiedzi Anny. Trudno nie zauważyć, że jej styl wypowiedzi jest mocno oficjalny, jednak tego typu działania (zwłaszcza Magdę stawiające w kiepskim świetle) uważam za przesadzone. Nie licząc tego mankamentu, jestem zadowolona ze stylu pisania autorki - przystępnego i pełnego humoru, który stanowi niewątpliwą zaletę tej powieści. A jeśli już o humorze mowa (także tym czarnym), to myślę, że można go uznać za dość charakterystyczny, a nawet szalony. Podczas lektury nieraz zdarzało mi się wybuchać śmiechem. Kilkakrotnie padł tu zwrot jazda bez trzymanki i myślę, że jest to jedno z najtrafniejszych określeń tej historii.

Po "Natalii 5" spodziewałam się lekkiej, ciekawej i zabawnej lektury, idealnej na lato. I z zadowoleniem mogę stwierdzić, że powieść Olgi Rudnickiej świetnie spełniła tą rolę. Będę ją miło wspominać, natomiast za jakiś czas z chęcią zapoznam się z kolejnymi przygodami sióstr Sucharskich.

"Wiesz na czym polega problem? Gdyby to powiedział ktoś inny, tobym nie uwierzył. Ale one... Powiem tak, im rzeczywiście mogło się przydarzyć coś takiego."
8/10

piątek, 16 maja 2014

A. Christie "Kieszeń pełna żyta"


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2002
Ilość stron: 178

Rex Fortescue, bogaty przedsiębiorca pewnego dnia nagle umiera. Przyczyną zgonu wkrótce okazuje się być otrucie przy pomocy taksyny, występującej w jagodach cisu. Niewątpliwie dokonał tego ktoś z jego posiadłości - nomen omen "Domku pod Cisami", ale kto? Może o wiele młodsza żona, która bynajmniej nie jest wzorem wierności? Może córka zakochana w młodzieńcu, którego ojciec nie akceptuje? Nie można też wykluczyć, że z otruciem mógł mieć coś wspólnego ktoś ze służby. Poza tym w grę wchodzą również porachunki za dawne urazy, czy szachrajstwa biznesowe. Jak widać podejrzanych nie brakuje, natomiast funkcjonariusze wciąż opierają się jedynie na domysłach. Tymczasem w obleganym przez policję "Domku pod Cisami" dochodzi do kolejnego morderstwa. Jak długo sprawca pozostanie bezkarny? I o co niby chodzi z żytem, znalezionym w kieszeni Rexa w dniu śmierci?

Co by nie mówić, prawda jest taka, że policjanci z inspektorem Neelem na czele są w kropce. Śledztwo trwa, a jakże, jednak toczy się dość ślamazarnie, a końca wciąż nie widać. Tymczasem za sprawą pewnych okoliczności sytuacją w "Domku pod Cisami" zainteresowała się panna Marple, o której pogłoski dotarły także do inspektora Neele'a. Wzbudzająca zaufanie starsza pani, dzięki swojej postronności zdołała wyciągnąć z mieszkańców posiadłości o wiele więcej niż policja. Również jej nietypowy tok myślenia i dziecięcy wierszyk, który dziwnym trafem niezwykle dobrze opisuje całą sytuację, pozwoliły ustalić wiele nowych faktów. Przybyły także kolejne możliwości i domysły. Czy z pomocą niezawodnej panny Marple uda się zebrać wystarczająco dowodów, by zdemaskować mordercę?

"Ale człowieka trudno zmienić, prawda?"

Jak to zwykle u Christie bywa, bohaterowie zostali naprawdę ciekawie i wiarygodnie wykreowani, a wręcz każdy z nich mógłby mieć motyw do popełnienia zbrodni. To z kolei daje czytelnikom sporo pola do popisu przy obstawianiu winnego. Sam inspektor Neele może i nie jest wymarzonym głównym bohaterem, jednak daje radę. Do panny Marple ma nieco lekceważący stosunek, jednak ta energiczna staruszka mimochodem budzi w nim pewien respekt. I to nie bezpodstawny, gdyż znacznie przyczyniła się do postępu w śledztwie. Ale czy to wystarczy? Przekonajcie się.

Zawarta w "Kieszeni pełnej żyta" intryga jest dość nietypowa, podobnie jak zakończenie. Autorka miała naprawdę ciekawy pomysł, a i wykonanie było całkiem niezłe. Nie jest to najlepsza książka z dorobku Agaty Christie, jednak czytało mi się ją całkiem przyjemnie i bez żadnego żalu mogę ją Wam polecić.

"Trzeba wielkiej odwagi, by przeżyć jakoś życie."
7/10

niedziela, 2 lutego 2014

PM Nowak "Ani żadnej rzeczy..."



Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 352

Już od dłuższego czasu miałam w planach nieco poszerzyć znajomość naszej rodzimej literatury, jednak niewiele z tego wychodziło. Aby to zmienić w końcu sięgnęłam po długo już na tę chwilę wyczekującego ebooka "Ani żadnej rzeczy". Jest to pierwsza (i jak na razie jedyna) książka z serii o komisarzu Zakrzyńskim i prokuratorze Wilku. Czy się opłacało? Sprawdźcie.

Willa w Podkowie Leśnej staje się miejscem zabójstwa prawie czterdziestoletniej kobiety. Wkrótce podejrzenia padają na męża denatki, ekscentrycznego (fioletowy garnitur i pewne niezwykle charakterystyczne auto mówią same za siebie), starszego od niej człowieka, jednak jak na razie nie ma możliwości podważenia jego alibi. W tej sytuacji policja nie ma dużego wyboru i zaczyna prowadzić śledztwo nieco na oślep we wszystkich możliwych kierunkach. Przecież mimo wszystko pasowałoby się rozeznać w sytuacji. Jest też były mąż zamordowanej, obecnie fanatyk religijny (czy też człowiek postrzegający swoją wiarę zbyt dosłownie), który ma już za sobą pobyt w więzieniu, a i kilka innych mniej lub bardziej podejrzanych osób by się znalazło. Swoją rolę odegra także prasa (dokładniej brukowce), której nieustanne wtrącanie się od czasu do czasu nawet śledztwu może wyjść na dobre.

Pewny siebie (co niekiedy zahacza o ignorancję) policjant, który zna się na swoim fachu oraz kompletnie niedoświadczony prokurator, sprawiający wrażenie jakby pochodził z całkiem innej bajki... Jak widać duet raczej niezbyt dobrany. Ale czy to źle? Z pewnością będzie to dla obu panów nowe, a może nawet przydatne, doświadczenie. Dwa całkiem różne charaktery, inne spojrzenie na świat i swoją pracę, a co najważniejsze, na siebie nawzajem. Jak sprawdzi się to połączenie?
Bohaterowie nie wzbudzili we mnie jakiejś szczególnej sympatii, jednak nie byli mi też całkiem obojętni. Byłam raczej ciekawa innych ich cech, których jeszcze nie ujawnili (chodziło mi zwłaszcza o to, czy Wilk rzeczywiście pokaże, że jednak na coś go stać). Poza tym jest pewien szczegół dotyczący Zakrzyńskiego, którym autor zwodził mnie wręcz od samego początku, a jego rozwiązanie wywołało uśmiech na mojej twarzy.

Niemal wszystko kręci się tu wokół znalezienia mordercy. Nie znajdziemy tu wielu wątków pobocznych, nie poznamy bohaterów bliżej niż wymaga tego fabuła. Choć może nie jest to wielka strata, zwłaszcza w tym przypadku.
Całą sytuację poznajemy głównie z perspektywy Zakrzyńskiego, którego nieco ironiczne podejście do śledczych procedur i swojej pracy dobrze wpływa na odbiór powieści. Rozwiązywana sprawa może nie jest jakaś szczególnie odkrywcza (znalazło się parę faktów, których domyśliłam się prędzej niż nasi bohaterowie), jednak przystępny język stosowany przez autora sprawia, że czyta się całkiem przyjemnie. To dobre czytadło, choć właściwie nie wyróżnia się niczym niezwykłym i bez większego żalu można by było je sobie odpuścić. Podejrzewam, że nie zagrzeje na długo miejsca w mojej pamięci. Czy przeczytać? Decyzja należy do Was.

5/10

środa, 11 grudnia 2013

Jo Nesbo "Karaluchy"


Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2013
Długość trwania: 11h 37 min.
Seria: Harry Hole (cz. 2)

Po "Człowieku nietoperzu" byłam ciekawa dalszych losów Harry'ego Hole, więc przeczytanie kolejnej części było jedynie kwestią czasu. Z początku nie spodziewałam się jednak, że zapoznam się z nią w formie audiobooka, co więcej, nazywanego superprodukcją.

Norweski ambasador zostaje odnaleziony w tajlandzkim motelu przez prostytutkę. Martwy. Z nożem w plecach. Owe okoliczności, w połączeniu z kilkoma innymi mniej lub bardziej powiązanymi faktami z pewnością nie postawiłyby norweskiego rządu w dobrym świetle. Zaczynają się więc działania mające na celu uniknięcie skandalu, a na miejsce zdarzenia z Oslo zostaje wysłany tylko jeden człowiek, mianowicie sierżant Harry Hole, który po sukcesie w Australii zdobył spory rozgłos. Dlaczego politycy nalegali właśnie na tego funkcjonariusza, który w dodatku znany jest ze swoich skłonności do nadużywania alkoholu? I od czego zacząć, gdy wszelkie poszlaki zdają się do niczego nie prowadzić? Policjant kolejny raz będzie musiał błądzić na oślep, narażać się na niebezpieczeństwo oraz przełamywać opór ze strony innych. Problem w tym, że rząd norweski nie ma zamiaru współpracować (przynajmniej nie po dobroci) i zataja wiele informacji o ambasadorze. Hole ma jednak swoje sposoby. Czy w jednym z najbardziej skorumpowanych państw świata uda mu się dotrzeć do rozwiązania tej sprawy? Jak wiele intryg zdoła przy okazji odkryć? Jedno jest pewne - nie będzie ich mało...

Jo Nesbø kolejny raz daje czytelnikom możliwość zapoznania się z inną kulturą, w tym przypadku z codziennością w Bangkoku, przy czym nie będziemy się ograniczać do jego uroków, a raczej wgłębimy w przestępczą działalność jego mieszkańców (choć nie tylko). Niemal każdy z bohaterów dorzuci do tej historii swoje trzy grosze, coś wyzna, coś opowie - to wszystko składa się na bogatą mozaikę przeżyć, uczuć i atmosfery Bangkoku. Dodatkowo autor porusza kontrowersyjny temat, jakim jest pedofilia. Wzmianki na ten temat przewijają się przez całą powieść. Oczywiście jest tego więcej - prostytucja, hazard, korupcja - do wyboru, do koloru.
A co na temat naszego głównego bohatera? Po powrocie z Australii znów zaczął pić, jednak wstrzymał się dla dobra śledztwa. Zdarza mu się wspominać przeszłe zdarzenia, zwykle nie ma zbyt wiele cierpliwości, zachował swój trudny charakter i cynizm, po prostu pozostaje sobą. Dąży do obranego sobie celu bez względu na wszelkie przeciwności i nie daje za wygraną pomimo nalegań ze strony polityków i przełożonych. W Bangkoku również poznamy kilka mniej lub bardziej ciekawych bohaterów.

Już po dwóch powieściach autora mogę jednak dostrzec pewną schematyczność występującą w stworzonych przez niego historiach. Sam Hole również w pewnej chwili zauważył podobieństwa. Czyżby więc był to celowy zabieg? Wprowadza to pewien dyskomfort, jednak nie jest szczególnie uciążliwe. Może w kolejnych jego dziełach będzie inaczej?
Jeśli chodzi o samego audiobooka, to został naprawdę świetnie nagrany. Występuje tu podział ról, a nagrania wzbogacone są o odpowiednie odgłosy takie jak gwar ulic, oraz dopasowaną do całości muzykę, która również wpływa na nasz odbiór całości. Poza tym w końcu dowiedziałam się, jak poprawnie wymawiać nazwisko głównego bohatera. Mam jednak pewne ale. Bywało, że nieco gubiłam się w akcji, głównie z powodu ilości nazwisk, które trudno było zapamiętać za pierwszym razem (zwłaszcza tych norweskich), dlatego tak ważny był podział ról - często mój jedyny sposób na rozróżnienie bohaterów. Tak czy inaczej, z chęcią sięgnę po kolejną książkę z tej serii.

7/10

wtorek, 19 listopada 2013

A. Christie "Śmiertelna klątwa"


Śmiertelna klątwa - Agatha Christie

Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 108

Nie czarujmy się, po "Śmiertelną klątwę" sięgnęłam ze względu na jej nieznaczną objętość, czasami po prostu lubię przeczytać coś krótkiego. Tak oto wypożyczyłam ją z biblioteki i... dopiero w domu zorientowałam się, że jest to zbiór opowiadań. No ale nie narzekam, w końcu nie ma tego, co by na dobre nie wyszło, czy jakoś tak. Więc co ostatecznie mam do powiedzenia na ten temat? Już spieszę z wyjaśnieniami.

W tej niewielkiej książeczce znajdziemy osiem różnych opowiadań, z których nie każde dotyczy zbrodni. Co je łączy? W sześciu z nich pojawia się osoba, bez której trudno byłoby o rozwiązanie tych zagadek, a mianowicie panna Jane Marple. O ile w powieściach Agaty Chrisie ta postać przypadła mi do gustu, o tyle w opowiadaniach nieco mnie irytowała - wciąż na nowo przedstawiana jako świetny detektyw (czego się oczywiście wypierała, skromnie tłumacząc, że po prostu zna się na ludziach), w co trudno było uwierzyć samym zainteresowanym, do tego nieustannie porównywała osoby, których dotyczyła zagadka do członków własnej rodziny, tym samym wyjaśniając ich postępowanie (co z czasem przestało być tak zauważalne). Ostatnie dwa opowiadania są całkiem inne i zawierają pewne wątki paranormalne, przy czym to właśnie jedno z nich - "Lalka krawcowej" najbardziej przypadło mi do gustu.
Jeśli chodzi o poruszane zagadnienia, bywa różnie - morderstwa, poszukiwania ukrytego spadku, domniemana klątwa. Opowiadania mają po kilka, kilkanaście stron, więc i intryga nie może być zbyt skomplikowana. Poza tym z początku może nie być łatwo spamiętać kto jest kim (na co nie mamy wiele czasu). To wszystko sprawia, że trudno w pełni wczuć się w sytuację i zainteresować śledztwem, które kończy się już po kilku stronach. Do tego jedno z opowiadań oparte jest na angielskim powiedzeniu, które będzie prawdopodobnie nie do końca zrozumiałe dla polskiego czytelnika (tak też było ze mną). Mimo to część z nich była ciekawa - takie lekkie czytadło.

"Śmiertelna klątwa" nie zachwyca, jednak można poświęcić jej chwilę - w końcu tych sto stron, to nie jest wiele (zwłaszcza w przypadku formatu wydania kieszonkowego). Mimo wszystko nie żałuję, że sięgnęłam po ten zbiór. Teraz przynajmniej wiem, że wolę skupić się na pełnowymiarowych powieściach tej autorki, co i Wam proponuję. Przeczytać, czy nie? Tą kwestię będziecie musieli rozstrzygnąć sami.

5/10

wtorek, 5 listopada 2013

A. Christie "Zatrute pióro"


Zatrute pióro - Agatha Christie

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1999
Ilość stron: 200

Jerry Burton, z zawodu lotnik właśnie przechodzi rehabilitację po dość poważnym wypadku. Lekarze są dobrej myśli, jednak, jak powszechnie wiadomo, w takich sytuacjach ważny jest spokój. Ze względu na to wraz z siostrą wyprowadza się na wieś, gdzie pośród małomiasteczkowej społeczności ma się poddać rekonwalescencji. Wszystko pięknie, jednak spokojną aurę mieściny zakłócają pełne niewybrednych oszczerstw anonimy skierowane do poszczególnych mieszkańców. Co rozsądniejsi puszczają te listy mimo uszu, jednak są również tacy, którzy w mniejszym lub większym stopniu biorą sobie owe słowa do serca. A w takim przypadku nietrudno o tragedię... Samobójstwo? Morderstwo? Co wydarzy się w Lymstock?

Klasyczne, małe miasteczko wraz z występującymi w nim uprzedzeniami, różnorodnymi charakterami mieszkańców oraz utartymi stereotypami to świetne miejsce na tego typu intrygę. Czytelnik nie może narzekać na brak ludzi podejrzanych - tutaj niemal każdy mógłby się kwalifikować na domniemanego sprawcę, co dodatkowo utrudnia jego identyfikację. Niejednokrotnie towarzyszyło mi przeświadczenie, że sytuacje przemawiające na niekorzyść bohaterów byłyby zbyt oczywistą wskazówką. Nie wiedziałam, które z nich mam uznać za ważne, a które spróbować zignorować lub zinterpretować inaczej - gdyby skupić się na wszystkich, u każdego z mieszkańców można by dopatrzeć się motywu, sposobności i tym podobnych. Więc co nam pozostaje? Cierpliwie zbierać kolejne informacje i mieć nadzieję, że w końcu zdołamy wyciągnąć odpowiednie wnioski.
Narracja została poprowadzona w typowo pamiętnikarski sposób, całą historię poznajemy dzięki relacjom Jerry'ego. Łatwo też zauważyć, że opowiada ją, znając już jej finał, przytaczając przy tym pewne wnioski, pozornie mało ważne szczegóły, nad którymi powinien zastanowić się już wcześniej, a których znaczenia nie zauważył.
Jerry jest osobą, która nie da sobie w kaszę dmuchać, jednak pewne typy osobowości nieco go przytłaczają. Joanna to silna, pewna siebie kobieta, która pomimo początkowych trudności szybko przystosowuje się do życia w miasteczku. Jeśli chodzi o resztę mieszkańców, będziecie się musieli zadowolić moimi zapewnieniami o ich barwnych osobowościach (lub zawierzyć zdolnościom autorki). Interesujące było zapoznawanie się z tymi wszystkimi "teoriami spiskowymi", jakie powstawały w umysłach mieszkańców, możliwość spojrzenia na rozgrywające się wydarzenia z kilku całkiem różnych (niekiedy nieco absurdalnych) perspektyw. Ciekawie wypadła również konfrontacja poglądów pochodzących z Londynu Jerry'ego i Joanny z poglądami pozostałych bohaterów.

Agatha Christie jak zwykle mnie nie zawiodła. Całą intrygę poprowadziła ciekawie i sprawnie, nie zaniedbując przy tym bohaterów i wydarzeń w niewielkim stopniu związanych z samą zbrodnią. Co więcej, miłym zaskoczeniem było dla mnie niespodziewane pojawienie się jak zwykle niezawodnej panny Marple, którą miałam okazję poznać przy okazji "4.50 z Paddington". Książkę jak najbardziej polecam, zwłaszcza tym, którzy zechcą przy okazji rozwiązywania tej zagadki poczuć panujący w "Zatrutym piórze" sielski klimat.

"Co my w ogóle wiemy? Znacznie więcej, aniżeli wiemy, że wiemy."
8/10

środa, 19 czerwca 2013

C. Link "Obserwator"


Obserwator - Charlotte Link


Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 1025 min. (17 h 4 min.)
Lektor: Marta Grzywacz

Poznajcie Samsona Segala, który jest bardzo oddany swojemu nietypowemu hobby. Możecie go nazwać prześladowcą, czy podglądaczem, jednak on sam porównuje się do osób, które zatraciły się w wirtualnym świecie, stworzyły sobie drugą rzeczywistość, w której czują się szczęśliwe. On nawet zdaje sobie sprawę, że ma problem, jednak z pewnych nawyków nie tak łatwo po prostu zrezygnować... Do czego może doprowadzić jego osobliwe zajęcie?

Z pozoru idealna rodzina Wardów powoli odsłania przed nami swoje prawdziwe oblicze. Nagle okazuje się, że wciąż atrakcyjna Gillian skrywa wiele kompleksów i nie może się porozumieć ze swoją dwunastoletnią córką. Tom z biegiem czasu stał się pracoholikiem, który nawet po powrocie do domu (co i tak jest zjawiskiem nader rzadkim) nie potrafi zwolnić tempa, do tego często bywa nerwowy. Nad rodziną zawisły czarne chmury. Choć małżonkowie nadal darzą się uczuciem, coś uległo zmianie, zniknęło bezpowrotnie. W dodatku na horyzoncie pojawia się przystojny trener drużyny piłki ręcznej, były pracownik Scotland Yardu. Jaką rolę odegra w tej historii?

Teraz z kolei przejdźmy do kolejnej sprawy - serii brutalnych morderstw, które wstrząsnęły w tym czasie Londynem. Ofiarami padły starsze kobiety, a popełnione zbrodnie wydają się nie mieć ze sobą jakiegokolwiek związku. Jakie motywy kierowały mordercą i kto nim był? Gdzie w tym wszystkim sens?

Z początku niemające ze sobą nic wspólnego wątki powoli zaczynają się ze sobą splatać, tworząc historię tajemniczą i zaskakującą. Akcja toczy się równocześnie na kilku płaszczyznach, więc musimy liczyć się z całkiem niespodziewanym przerwaniem aktualnego wątku i zmianą perspektywy, z której poznajemy całą sprawę. Ogólnie rzecz biorąc obecna tu intryga została ciekawie przedstawiona.
Autorka pozwala nam razem z bohaterami szukać rozwiązania tej sprawy. Z początku daje nawet kilka wskazówek, do których jednak nie przywiązałam większej wagi, bo na tamtym etapie najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam ich powiązać z późniejszymi wydarzeniami. Dopiero pod sam koniec zorientowałam się, że rzeczywiście była mowa o czymś takim i było to dla mnie niemałym zaskoczeniem.

Bohaterowie mają swoje wzloty i upadki. Jedni są bardziej zaradni, inni mniej, jednak każdy ma swoją własną osobowość, która nie jest jedynie pobieżnie nakreślona. Znajdzie się też coś dla miłośników wątków psychologicznych. Obserwujemy zmagania bohaterów z codziennością, a także trudnymi sytuacjami, autorka odsłania przed nami ich tok myślenia i pozwala dostrzec motywy, które nimi kierowały, przy czym jej wyjaśnienia są precyzyjne i odsłaniają kryjącą się pod całą masą pozorów bolesną prawdę. Czy jesteście gotowi, by ją poznać?

Z "Obserwatorem" miałam okazję zapoznać się w formie audiobooka, choć zazwyczaj ich unikam. Tym razem postanowiłam dać im szansę i wygląda na to, że był to dobry wybór. Powoli zaczynam doceniać zalety książki w wersji audio, choć nie mogłyby one zastąpić mi tradycyjnego wydania. Z kolei jeśli chodzi o Charlotte Link, zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, więc z chęcią poznam inne jej książki.

5/6