Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreskówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreskówki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 stycznia 2017

To może tak kreskówka? #2

Już jakiś czas temu zaczęłam tę serię notek (a raczej opublikowałam jedną) i postanowiłam kontynuować. Niestety, choć planów było sporo, gdzieś po drodze zgubiłam zapał do opisywania kolejnych kreskówek i właśnie dlatego z kolejną notką wracam dopiero teraz. Tym razem przedstawiam Wam dwie serie.

Wojownicze Żółwie Ninja (TMNT)
Znacie historię czterech zmutowanych żółwi ukrywających się w kanałach i ich szczurzego mistrza? Kiedyś wprost przepadałam za tym serialem, obecnie... właściwie nadal tak jest. Jakiś czas temu postanowiłam przypomnieć sobie losy żółwi i muszę przyznać, że naprawdę się wciągnęłam. Chcę też dodatkowo podkreślić, że wszystko to odnosi się do produkcji z 2003 roku, która moim zdaniem bije na głowę nową wersję (której kilka odcinków widziałam) pod każdym względem. Dla przykładu, o wiele bardziej podoba mi się starsza oprawa graficzna, która wygląda poważniej. Również sama fabuła oraz bohaterowie są zdecydowanie dojrzalsi, podczas gdy w nowej wersji wszystkto zostało mocno spłycone, nad czym bardzo ubolewam... No dobra, Casey nawet tutaj nie popisuje się intelektem, ale to taki wyjątek od reguły... okej, Mike i Raph też potrafią podpaść, ale tacy już są (i nie jest z nimi aż tak źle).
Nawet po latach powrót do TMNT okazał się bardzo udany (chociaż nie obejrzałam jeszcze całości) i to nie tylko przez wzgląd na mój sentyment do tego serialu. TMNT ma po prostu całkiem ciekawą, rozbudowaną fabułę, która nieraz potrafi zaskoczyć, a także bohaterów, których da się lubić (jednych bardziej, innych mniej). Nie ukrywam, że zdarza się tej produkcji popaść w typowo moralizatorski ton i to w na tyle oczywisty sposób, że może to nieco irytować, jednak mimo wszystko uważam, że jest warta uwagi. I ta piosenka na początku. ^^

Młodzi Tytani
W tym przypadku również mam na myśli starszą wersję tego serialu, tę z 2003r. (choć w Polsce emisja rozpoczęła się w 2005r.). Uwielbiałam tę zgraję, choć bywało też, że w ten czy inny sposób potrafili działać na nerwy. W tej chwili już nie pamiętam, kogo lubiłam najbardziej (a może nie miałam konkretnego ulubieńca?). Na pewno podobała mi się moc Gwiazdki i jej niezwykle przyjazne usposobienie (chociaż w tej chwili pewnie trochę by mnie irytowała), jednak Raven z tą swoją tajemniczością i czającym się w niej mrokiem zdecydowanie jest interesującą postacią. Bestia, choć zwykle robi za typowo komediową postać, potrafi od czasu do czasu zabłysnąć. No i jeszcze Robin i Cyborg. A tak przy okazji, czy ktoś kiedykolwiek shipował Bestię z Raven? Nie pamiętam, czy kiedyś tak było, jednak w tej chwili uważam, że byłaby z nich całkiem ładna para. ^^
Na potrzeby tej notki odświeżyłam sobie kilka odcinków i mogę z zadowoleniem stwierdzić, że Młodzi Tytani wciąż mi się podobają (chociaż może to być po części zasługa tego, że posiłkowałam się jakimś rankingiem najlepszych odcinków, co by nie wybierać ich całkiem przypadkowo). Pewnie znalazłoby się chociaż kilka bardziej pretensjonalnych momentów czy po prostu słabszych odcinków, jednak to wciąż solidna seria i pod każdym względem przewyższa swoją młodszą wersję. Poza tym myślę, że przypomnienie sobie tej kreskówki mogłoby być całkiem niezłym pomysłem (gdyby tylko mieć pod dostatkiem nieograniczone pokłady wolnego czasu… ah, marzenia), zwłaszcza że chyba mogłabym wyłapać parę rzeczy, na które do tej pory nie zwróciłam uwagi (na przykład zapomniałam, że występuje tam Slade, którego znam również z "Arrow'a").
Jeśli chodzi o nową wersję, widziałam ją jedynie w paru fragmentach i więcej nie zamierzam. To, co zrobili z Tytanami to jakaś tragedia z uproszczoną oprawą graficzną (co jeszcze mogłabym przeżyć) i fabułą spłyconą do granic możliwości. Czy każdy remake starszej serii musi stać się takim potworkiem? ;___;
Znacie którąś z tych serii? :)

piątek, 26 lutego 2016

To może tak kreskówka? #1

Wpadłam ostatnio na pomysł (no dobra, już jakiś czas temu), żeby dla odmiany napisać o paru kreskówkach. Obecnie praktycznie żadnych nie oglądam, jednak jest kilka takich, które kiedyś zwróciły moją uwagę, niektóre z nich nawet bardzo dawno, a jednak wciąż naprawdę przyjemnie jest od czasu do czasu obejrzeć parę ich odcinków lub po prostu je powspominać. Przedstawiam więc pierwszą trójkę (co prawda kolejność jest przypadkowa, jednak te trzy kreskówki łączy to, że właściwie do tej pory mogłabym je oglądać z niesłabnącym zainteresowaniem).

Danny Phantom
Najkrócej jak się da, w wyniku wypadku w laboratorium Danny Fenton, syn raczej dość nieporadnych łowców duchów, zyskał duch moce (tak, bardzo odkrywcza nazwa), o czym wiedzą jedynie jego najlepsi przyjaciele - gustująca w ciemnych kolorach ultraweganka Sam Manson i Tucker Foley, któremu żadne techniczne nowinki nie są obce. Od tego czasu jako Danny Phantom (jak się pewnie domyślacie, nikt nie dostrzega podobieństwa) ratuje mieszkańców miasta od duchów, które w większości przypadków dostawały się tam przez portal znajdujący się w jego domu. Ironicznie, no ale co zrobić, mając za rodziców niespełnionych łowców duchów, którym od czasu do czasu coś się jednak uda (i zwykle nawet o tym nie wiedzą)? Nie jest to produkcja fenomenalna. Ma swoje wady, właściwie nawet sporo, jednak mimo wszystko mam do niej spory sentyment i od czasu do czasu z chęcią pooglądam odcinek czy dwa (czasami nawet więcej).
Od strony graficznej trudno o zachwyty, rysunki są dość proste, jednak to standard w większości amerykańskich kreskówek, prawda? (jeśli nie, po prostu to zignorujcie, nie znam się) Mogę jednak pochwalić opening, który polubiłam od samego początku. Danny jest czasami zbyt uparty, wpada w kłopoty przez własną głupotę, a sława, jaką z czasem zdobywa, potrafi mu uderzyć do głowy. No i oczywiście kocha się bez wzajemności, choć inną świetną dziewczynę ma wręcz na wyciągnięcie ręki. W produkcji tej znajdzie się sporo typowo amerykańskich schematów, trochę oczywistości i banałów, jednak w ogólnym rozrachunku nie jest źle. Mimo sporadycznych wpadek (no, może jednak trochę częstszych) Danny to naprawdę fajna postać, która potrafi się wykazać rozsądkiem i sprytem. Do tego kreskówka ta jest pełna całkiem przyjemnego w odbiorze humoru. Nie wiem, w jak dużym stopniu moja opinia opiera się na sentymencie do tego serialu, jednak po prostu go lubię, więc jeśli szukacie czegoś lekkiego do obejrzenia, jak najbardziej zachęcam do zerknięcia na "Danny'ego Phantoma".


Iron Man: Armored Adventures
Po raz kolejny ujawnia się moje zamiłowanie do Marvela. Ta wersja znacznie odbiega od tej znanej z komiksów czy filmów. Przede wszystkim Anthony Stark jest nastolatkiem. Akcja rozpoczyna się tuż przed wypadkiem samolotowym, w którym zginął jego ojciec, a on sam przeżył jedynie dzięki systemowi podtrzymywania życia w jego nowo wybudowanej zbroi, jednak od tego czasu żyje ze sztucznym sercem. Dotąd uczący się pod okiem swojego ojca Tony rozpoczyna naukę w szkole, a do czasu osiągnięcia pełnoletności firmą ma zarządzać Obadiasz Stane, którego poglądy na rozwój Stark International w znacznej mierze różnią się od tych preferowanych przez naszego głównego bohatera. Dodam jeszcze, że James Rhodes (Rhodey) jest jego przyjacielem z dzieciństwa, a znajomość z Patricią Potts (Pepper) rozpoczyna w pierwszych dniach szkoły.
Jak się można domyślać, mając niezwykle zaawansowaną technicznie zbroję Tony nie będzie stał bezczynnie, tylko wykorzysta ją do zwalczania przestępczości. A tej nie brakuje - od pomniejszych opryszków, aż po naprawdę groźnych przeciwników. Poza tym trzeba jeszcze dopilnować, by Stane nie wplątał firmy w jakieś szemrane interesy, choć to nie zawsze się udaje. Na brak bohaterów, także tych złych, nie możemy narzekać, ponieważ spotkamy tu wiele postaci znanych z uniwersum Marvela. Pojawią się więc chociażby Doktor Doom, Czarna Wdowa, Hawkeye, Hulk, Magneto, Modok i agenci T.A.R.C.Z.Y. z Nickiem  Fury'm na czele. Jednym z ważniejszych (i przewijających się praktycznie przez całą serię) wątków jest poszukiwanie pierścieni Makluan i rywalizacja z Mandarynem. Przyznam, że Tony stracił trochę ze swojej przebojowości i cynizmu, jednak wcale mi to nie przeszkadzało. Naprawdę polubiłam jego nastoletnią wersję.


Tajemniczy Sobotowie
Akcja skupia się na rodzinie Sobotów, zajmujących się raczej mało znaną profesją, jaką jest kryptozoologia. Doc i Drew są znającymi się na swoim fachu naukowcami (co wcale nie znaczy, że całymi dniami przesiadują w laboratorium), z kolei ich jedenastoletni syn, Zak ma pewien niezwykły, choć wciąż nie do końca rozwinięty dar - potrafi panować nad kryptydami (jak podpowiada ciocia Wikipedia, są to zwierzęta uznane za dawno wymarłe lub znane jedynie z przekazów, których istnienie nie zostało potwierdzone przez zoologię). Ich zajęcie polega głównie na poszukiwaniu kryptyd - ochronie tych, które są w niebezpieczeństwie, unieszkodliwianiu tych groźnych itp. I właśnie tego typu sytuacji najczęściej jesteśmy świadkami, jednak z czasem pojawia się także niebezpieczny, ekscentryczny przeciwnik - Argost (ostatni na obrazku) oraz pewien równie istotny sekret, który w znacznej mierze dotyczy mocy Zaka.
Ten włochaty wielkolud (o niezwykle sympatycznym, choć tchórzliwym usposobieniu) to Fiskerton, który jest dla Zaka jak brat, a jaszczuropodobny stwór to takie ich zwierzątko, Komodo. Rozgrywające się tu wydarzenia są interesujące i choć w sporej mierze epizodyczne, od samego początku łączy je wątek poszukiwań Kura, kryptydy mającej moc panowania nad innymi kryptydami. Bohaterowie również są niczego sobie, wielu z nich ma swoje sekrety i nie da się ich ot tak rozgryźć, a czasami też jednoznacznie stwierdzić, po której stronie stoją.