Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.Ćwiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.Ćwiek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 października 2018

J. Ćwiek "Stróże"

Bardzo polubiłam serię książek o Kłamcy, więc z radością powitałam wiadomość, że autor postanowił jeszcze bardziej rozszerzyć to uniwersum. Więcej nawet, gdy tylko się o tym dowiedziałam, chciałam jak najprędzej chwycić za książkę (w tym przypadku za czytnik).

wtorek, 12 września 2017

J. Ćwiek "Chłopcy 2. Bangarang"

Wydawnictwo: Sine Qua Non  |  Liczba stron: 304  |  Seria: Chłopcy (2)
Gotowi na kolejną dawkę przygód nieco wyrośniętych Zagubionych Chłopców pod dowództwem Dzwoneczka? Tym razem ta interesująca banda postanawia nieco (ale tylko nieco!) wydorośleć i przymierza się do sporych zmian. Po pierwsze, koniec ze Skrótem i handlem magicznym pyłkiem. Następnie odnowa i ponowne oddanie do użytku parku rozrywki - bo przecież jaka inna stała praca mogłaby przynieść równocześnie tyle frajdy? Tylko czy aby na pewno wszystko pójdzie po ich myśli? No, niekoniecznie.

Mający w tej części miejsce zjazd naszej wesołej bandy pokaże, do jak wielkich rozmiarów zdążyła rozrosnąć się inicjatywa zapoczątkowana przez Dzwoneczka i zaledwie sześciu Chłopców. A jak powszechnie wiadomo, im więcej ludzi, tym trudniej sprawować nad tym wszystkim pieczę. Poznamy też pewnego Chłopca, który postanowił dorosnąć i stać się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa. Czy tęskni za dawnym, niemal beztroskim życiem? Z przyjemniejszych tematów dodam za to, że poznany w pierwszej części Kubuś, mimo młodego wieku, całkiem nieźle odnajduje się w tej Drugiej Nibylandii. Dowiemy się też trochę na temat pana Propera, dumnego czarnego kota z czerwonym krawatem, któremu dla własnego dobra lepiej nie wchodzić w drogę.

Powieść wciąż pozostaje dość epizodyczna, a język równie wulgarny jak do tej pory, jednak tym razem ciągłość zdarzeń wydaje mi się lepiej dostrzegalna, zwłaszcza po wpływie, jaki na całą fabułę miało zakończenie pierwszego tomu - spaja ono poszczególne fragmenty (nawet jeśli nie wszystkie), daje im przyczynę i cel. Z jednej strony to wciąż mocno pokręcona wariacja na temat kompanów Piotrusia Pana, z drugiej jest to jednak historia, która potrafi zahaczyć o niespodziewanie poważne tematy. A biorąc pod uwagę to, co dzieje się pod koniec, wkrótce może się zrobić jeszcze poważniej.

Książki Ćwieka często mają to do siebie, że za szybko się kończą. Z "Chłopcy 2. Bangarang" jest podobnie (chociaż pociesza fakt, że są następne), po prostu chciałoby się czytać jeszcze. I tak też zamierzam zrobić, zwłaszcza po takim, a nie innym zakończeniu. Po prostu muszę się dowiedzieć, co dalej.

wtorek, 20 czerwca 2017

J. Ćwiek "Kłamca 2,5. Machinomachia"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 192  |  Seria: Kłamca (2,5)
Po dość sporej już przerwie przerwie postanowiłam sprawdzić, jak radzi sobie Loki na usługach aniołów, tym razem w opowiadaniach z tomu połówkowego. Dwie pierwsze historie rozgrywają się gdzieś pomiędzy wydarzeniami z pierwszego tomu. "Handlarz snów" to opowiadanie króciutkie, właściwie niewiele wnoszące. Na szczęście "Swat" przedstawia się już ciekawiej. Gniewny anioł zakochany w ludzkiej dziewczynie? Czy to się może udać? Cóż, z pomysłowością Kłamcy może nawet coś by z tego mogło wyjść, ale jak wpłyną na to inne czynniki?

Ostatnie i najdłuższe z opowiadań, tytułowa "Machinomachia", rozgrywa się już po tym, jak do drużyny Kłamcy dołączyło dwóch greckich bogów. Współpraca nie układa im się może jeszcze najlepiej, ale to przecież kwestia czasu, prawda? Czego tak poza tym możecie się spodziewać? Cóż, twierdząc, że praktycznie wszystkiego, właściwie nie rozminęłabym się za bardzo z prawdą. Coś o greckich bogach, mechaniczni ninja, zastępy aniołów, a na dodatek całkiem spory szum w mediach. Wyraźnie widać, że autor dał się ponieść wyobraźni po całości. A! Pojawi się też Jenny.

Tych, którzy poznali i polubili Kłamcę, pewnie nie będzie trzeba specjalnie przekonywać. Ten tom to po prostu dobra okazja, żeby znów zobaczyć Lokiego w akcji i dowód na to, że wyobraźnia autora pracuje pełną parą. Doceniam również puszczanie oczka do czytelników w tak drobnych sprawach jak na przykład pewien rudowłosy motocyklista ("Chłopcy" się kłaniają) przewijający się gdzieś w tle, czy - o ile się nie mylę - Tom Hiddlestone (marvelowski Loki) pozdrawiający naszego Kłamcę. Na końcu znajdują się jeszcze zasady Kłamcianki (dołączanej do książki gry karcianej), jednak ze względu na to, że ja swój egzemplarz mam z biblioteki, nie miałam okazji ich wypróbować.

"Kłamca 2,5. Machinomachia" nie jest może arcydziełem i nie wnosi wiele do głównej akcji, więc można by było ten tom pominąć, jednak dla spragnionych kolejnych przygód Lokiego będzie w sam raz. Jeśli znacie już poprzednie części i macie ochotę na coś lekkiego do poczytania, nie wahajcie się sięgnąć po tę książkę.

sobota, 29 kwietnia 2017

J. Ćwiek "Chłopcy"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 320  |  Seria: Chłopcy (1)
Na pewno kojarzycie Piotrusia Pana, Dzwoneczka i Zagubionych Chłopców, prawda? A wiecie, że ich bajka skończyła się trochę inaczej? A raczej wciąż trwa, choć już nie w magicznym świecie i bez Piotrusia Pana, o którym lepiej nie wspominajcie - to drażliwa kwestia. Zagubieni Chłopcy wciąż więc trwają - trochę wyrośnięci, choć wciąż nie dojrzali - z Dzwoneczkiem na czele, do której teraz zwracają się "mamo".

Niech Was nie zwiedzie inspiracja Piotrusiem Panem, "Chłopcy" to powieść od początku do końca wulgarna i takim też językiem pisana. Właśnie dlatego, chociaż już od dawna byłam jej ciekawa, miałam też co do niej pewne obawy. W zależności od tego, z jakim podejściem rozpoczyna się tę książkę można ją albo zmieszać z błotem, albo po prostu dobrze się przy niej bawić, a nawet i doszukiwać się w niej nieco głębszego przekazu. Ja nastawiałam bardziej na coś lekkiego, nie do końca na poważnie i na szczęście udało mi się trafić do tej drugiej grupy. Jedyne, czego żałuję, to to, że Piotrusia Pana znam dość pobieżnie i - co za tym idzie - nie udało mi się wyłapać wszystkich nawiązań do jego historii. Jest to tym bardziej przykre, że sam autor wspomina, jak ważna była dla niego ta opowieść.

Przez większość czasu "Chłopcy" to po prostu zbiór opowiadań przybliżających nam codzienność tego mocno nietypowego gangu motocyklowego, którego kwatera mieści się w starym parku rozrywki. Alkohol, kobiety, zabijanie potworów, trochę innych interesów, chociażby tych wymagających użycia magicznego pyłku - dzień jak co dzień dla Zagubionych Chłopców. Od czasu do czasu pojawia się jednak coś, co pokazuje, że ich życie nie jest wyłącznie zabawą. Stopniowo dostajemy wskazówki na temat tego, dlaczego opuścili Nibylandię, dlaczego nie ma z nimi Piotrusia Pana, a ostatni rozdział pozwala przypuszczać, że całe to wprowadzenie miało coś na celu, że w następnej części możemy się spodziewać czegoś więcej.

"Im później nauczysz się bać, ksiądz - Kruszyna dobył noża 
i rozejrzał się za jakimś patykiem - tym później dorośniesz."

Dzwoneczek, choć drobniutka, najłatwiej będzie określić terminem ostra babka. Dość wspomnieć, że ta mała blondyneczka trzyma w garści cały gang motocyklowy i nikt nie ośmieli się jej sprzeciwić. Spośród reszty wyróżniają się ci, którzy byli z nią od początku, którzy do życia w naszym świecie musieli dopiero przywyknąć. Poza tym mamy nowicjuszy, którzy na miano Zagubionych Chłopców muszą sobie dopiero zasłużyć. A czy wspominałam już, że ta zgraja dba też o dzieci z sierocińca?

Przy okazji wspomnę o opowiadaniu, które nie załapało się do tej książki i zostało wydane osobno w formie ebooka. Konkretnie "Faul to cię zrobił" zaliczające się do historii ze szkolnych lat Chłopców. Jest raczej przeciętne i spokojnie można je ominąć, ale jeśli komuś mało przygód Zagubionych Chłopców, to nie zaszkodzi na nie zerknąć.

Do "Chłopców" pochodziłam nieco z obawą, jednak naprawdę dobrze się przy tej książce bawiłam. Polubiłam tę zgraję, nawet mimo ich wulgarności i raczej przedmiotowego traktowania kobiet - cóż, najwyraźniej mają coś w sobie. A może to tylko zasługa magicznego pyłku? Tak czy inaczej, z chęcią poznam ich dalsze przygody.

"Życie życiem, realność realnością, ale gdy raz wdepniesz w jakąś bajkę,
 to twój świat będzie nią śmierdział, aż zdechniesz."

wtorek, 21 marca 2017

J. Ćwiek "Grimm City. Wilk!"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 384  |  Seria: Grimm City (1)
Zacznijmy od tego, że Grimm City to miasto parszywe, w którym powietrze i ulice są równie brudne, co interesy, jakie zwykle się tam przeprowadza. Ze swoją własną hierarchią, wszędobylską wręcz korupcją i kopalnianymi zanieczyszczeniami z dnia na dzień dąży do coraz większego zepsucia, a zwykli ludzie jakoś muszą z tym żyć. Wśród tego wszystkiego jest jednak kilka względnie bezpiecznych, a może nawet i nieźle płatnych zawodów. Taką pracę mieli chociażby taksówkarze… przynajmniej do czasu, gdy ktoś zaczął ich mordować wraz z pasażerami i to w dość spektakularny sposób... Czyżby w mieście pojawił się nowy gracz?

Właśnie te kwestie z pewnością rozważał Alfie, muzyk, któremu w życiu powodziło się różnie, kiedy przyjaciel taksówkarz po raz kolejny poprosił go, żeby w jego zastępstwie wsiadł za kierownicę. Z równie dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że nawet nie przypuszczał wtedy, w jak ogromne, a jednak całkiem innej natury kłopoty, wpędzi go udzielenie odpowiedzi twierdzącej. Właśnie ta decyzja oraz szereg zbiegów okoliczności sprawią, że znajdzie się praktycznie w samym centrum tego, co dzieje się w mieście.
"Każda opowieść zaś ma jedno nadrzędne prawo - niezależnie od poziomu skomplikowania ma jeden finał, gdzie wszystko splata się w całość."
W "Grimm City. Wilk!" autor sięga po temat baśni od innej strony. Nie nawiązuje do nich całkiem bezpośrednio, ale tworzy na ich podstawie religię, całą ideologię, która przenika na wskroś świat, jaki tu stworzył. Bohaterowie mogą sobie być wierzący lub nie, jednak duch opowieści zawsze gdzieś nad tym wszystkim krąży, zwłaszcza w Grimm City, mieście powstałym ponoć na ciele pokonanego olbrzyma, którego gęsta, czarna krew wydobywana przez górników wciąż stanowi siłę napędową przemysłu. A ponieważ mroczne, baśniowe klimaty to coś, co bardzo lubię, szybko wkręciłam się w wykreowany przez Ćwieka świat i z zainteresowaniem czytałam o kolejnych koncepcjach bajanizmu, jak i o tym, co dzieje się na granicy prawa i przestępczego półświatka.

Alfie to bohater, którego da się lubić. Zdecydował się żyć z tego, co kocha i choć bywa z tym różnie, zwłaszcza przy zmieniających się muzycznych trendach, nie zamierza się poddawać. No i kiedy trzeba, potrafi całkiem nieźle główkować. Nieco później poznamy detektywa, który dzięki swoim umiejętnościom zaszedł całkiem wysoko, a także jego byłego partnera, który nie przepada za jego metodami i lekceważącym sposobem bycia. Mamy i ważniaka o wybuchowym temperamencie oraz jego wszechstronnego lokaja. Znajdzie się też młoda reporterka, która walczy o swoje prawo bytu w skorumpowanym, zdominowanym przez mężczyzn świecie prasy. Ogólnie bohaterów mamy więc ciekawych, o których aż chce się czytać.

Zakończenie mnie zaskoczyło. Co prawda od pewnego momentu zaczęłam podejrzewać, że autor nie odkryje przed nami wszystkich kart, jeszcze nie teraz, a jednak takiego rozstrzygnięcia się nie spodziewałam. Nie żebym była zawiedziona - co to to nie! Po prostu teraz czym prędzej chciałabym poznać dalszy ciąg, a na to przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać.

piątek, 1 lipca 2016

J. Ćwiek "Kłamca 2. Bóg marnotrawny"

Wydawnictwo: Fabryka Słów  |  Liczba stron: 294  |  Seria: Kłamca (2)
Po dość długiej przerwie w końcu udało mi się dorwać kontynuację "Kłamcy" i czym prędzej zabrałam się za czytanie. Ze względu na epizodyczność całości nie będę się szczególnie rozpisywać przy opisie fabuły. Wspomnę jednak, że tym razem przez dłuższy czas będą nam towarzyszyć mitologiczne klimaty, konkretniej greckie wierzenia. Dowiemy się też więcej na temat niebiańskiej hierarchii, poznamy podopieczną samego archanioła Michała oraz osobę na tyle potężną, by wzbudzić strach nawet w Kłamcy. Znajdzie się też okazja, by zobaczyć samego archanioła w akcji oraz - niezmiennie - wiele innych, w których to Loki wykaże się swoim sprytem i umiejętnościami... choć i jego nie ominą kłopoty.

"Kłamca 2. Bóg marnotrawny" jest naprawdę dobrą kontynuacją, której akcja, choć oparta na epizodyczności, pozwoliła mi stopniowo przypomnieć sobie drobniejsze szczegóły, które zdążyły zatrzeć się w mojej pamięci od czasu przeczytania pierwszej części. Choć na pierwszy plan wychodzą poszczególne zlecenia, przez całą książkę przewijają się także wydarzenia będące następstwami poprzednich decyzji lub zapowiedziami tego, co jeszcze nastąpi. Poza tym dość znacznie powiększyło się grono bohaterów, którzy dostają więcej niż przysłowiowe pięć minut. I to bohaterów, których trudno nie polubić, a razem z Kłamcą zapewniają czytelnikom całkiem niezłe show.
"[...] nie zawsze trzeba wygrywać, żeby zostać zwycięzcą. Czasem wystarczy, że inni przegrają."
Wierzeniowy miszmasz, jaki oferuje nam Ćwiek naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza przy tak zgrabnym przeplataniu się poszczególnych religii i zabawie różnorodnymi motywami. Oczywiście najwięcej z tej mieszanki wyniosą osoby naprawdę dobrze obeznane w tej kwestii, jednak mnogość bóstw i innych niezwykłych istot jest też świetną okazją do pogłębienia swojej wiedzy na ich temat, jeśli nie z samej książki, to przez wyszukanie odpowiednich nazw. Choć, czy aby na pewno wszystko, do czego odwołuje się autor jest zgodne z innymi źródłami, to już inna sprawa.

Przygody nordyckiego boga kłamstwa wciąż pozostają pełne humoru. Loki jak zawsze jest gotów pośpieszyć z ciętym komentarzem, choć, gdy trzeba, potrafi też spoważnieć. Akcji nie brakuje, wydarzenia są przedstawione naprawdę ciekawie, a kolejni bohaterowie, z Kłamcą na czele, nie pozwalają się nudzić. Wszystko to sprawia, że aż szkoda opuszczać wykreowany przez autora świat, a jedyną radą na to pozostaje sięgnięcie po kolejne części "Kłamcy".

"A teraz, złotko, bardzo cię proszę, za żadne skarby nie mów nam, dla kogo pracujesz. Uznaj, że w ogóle nas to nie obchodzi, a torturujemy cię dla czystej satysfakcji. Spraw mi tę przyjemność, śmieciu."

sobota, 19 września 2015

J. Ćwiek "Kłamca"

Wydawnictwo: Fabryka Słów  |  Ilość stron: 272  |  Seria: Kłamca (1)
Pozostawione praktycznie same sobie anioły nie zawsze przypominają dobrych opiekunów, a już na pewno nie wyglądały na nich, gdy zrównywały z ziemią Walhallę. Jako wysłannicy dobra mają jednak pewne ograniczenia, są metody, których woleliby lub wręcz nie mogą używać. I właśnie tu wkracza Kłamca - niedobitek z nordyckiego panteonu, król kłamców i oszustów, gość od brudnej roboty, jednym słowem Loki. Lubiący dobrą zabawę, przekręty i rozrywki z dreszczykiem emocji nordycki bóg z chęcią przystaje na współpracę, za wynagrodzenie mając jedyną w jakiś sposób liczącą się dla serafinów walutę - anielskie pióra. Kłamca podejmuje się najróżniejszych zleceń - od wyręczania potencjalnych samobójców, pomocy w utrzymaniu podopiecznych przy życiu, przez unieszkodliwianie niechrześcijańskich bóstw czy demonów, aż po sporadyczne sprzątanie po niebiańskich wysłannikach, którym czasami daleko do uosobienia dobroci. A biorąc pod uwagę jego cięty charakter możecie być pewni, że na nudę nie ma tu miejsca.

Zacznę od tego, że autor stworzył naprawdę ciekawy świat, w którym istoty z wszystkich wierzeń istnieją naprawdę... a przynajmniej kiedyś istniały (prawo silniejszego i takie tam). Nordyccy bogowie, których losy (z wyjątkiem Lokiego) przyjdzie nam obserwować jedynie przez chwilę, przez wielu już zapomniane egipskie bóstwa, greckie wyrocznie, czy panicznie szukający wyznawców Światowid - to tylko część istot, jakie możemy napotkać w powieści. Prym wiodą tu anioły, jak już wspomniałam, pozostawione właściwie same sobie, czuwające nad ludźmi, a także starające się zlikwidować konkurencję i zagrożenia. Nie są to więc nieskazitelne stworzenia. Władczy archanioł Michał dający się ponieść emocjom, czarnowłosy, czasami nieco kąśliwy Gabriel, anioły z nudów grające w pokera - to wszystko dodaje powieści smaczku, ciekawi i intryguje. No i jest jeszcze Kłamca - pewny siebie, zadziorny, sarkastyczny, potrafiący zmienić swój wygląd, a ponad wszystko dający się lubić i to nie tylko ze względu na dopisujący mu praktycznie cały czas humor oraz pomimo jego, często dość drastycznych, metod.

Powieść składa się z różnych epizodów z życia Lokiego. Ze względu na to przypomina mi trochę "Kroniki Jakuba Wędrowycza", jednak jest to dość luźne skojarzenie. W "Kłamcy" można dostrzec, że historia zmierza do czegoś więcej i mieć nadzieję na coś ponad kolejne zlecenia, z których jedne są całkowicie epizodyczne, podczas gdy inne zawierają w sobie podpowiedź dotyczącą przyszłych zdarzeń. Dowiadujemy się również, dlaczego z pogromu Walhalli ocalał akurat Loki, w czym znaczny udział miała jego żona Sygin - bohaterka, której nie uświadczymy tu wiele, a jednak wystarczająco, by zaimponowała czytelnikowi swoją troską i oddaniem. Żałuję, że nie miałam okazji przeczytać więcej na jej temat.

Nie jest to jakaś wielce wymagająca lektura, jednak można przy niej naprawdę przyjemnie spędzić czas. Autor nie owija w bawełnę i pisze tyle, ile trzeba (choć nie obraziłabym się, gdyby było tego więcej), wzbogacając to wszystko o sporo humoru i ciętych komentarzy, przez co książkę czytało mi się naprawdę lekko i przyjemnie. Jakieś wady? Właściwie, to za szybko się kończy. Na szczęście kolejne tomy wciąż przede mną.

"- Pan narusza moją prywatność! Proszę stąd natychmiast wyjść albo zaraz zadzwonię na policję.
Przybysz westchnął ciężko.
- Ciekaw jestem, co im powiesz. »Przepraszam, panie władzo, 
ale przyszedł do mnie jakiś facet i nie pozwala mi się powiesić«?"