Wydawnictwo: YA! | Ilość stron: 400
Czternastoletnia June przeżywa ciężkie chwile. Po długim zmaganiu się z AIDS umarł jej wujek Finn. I nie chodzi tu jedynie o zwykłą żałobę po krewnym, gdyż Finn był dla mniej osobą najbliższą na świecie, osobą, która znała ją najlepiej. Pozbieranie się po jego śmierci nie jest więc dla niej sprawą łatwą. Dla jej siostry Grety wręcz przeciwnie - liczy na to, że będzie to okazja do odzyskania June, którą "ukradł" jej Finn. Chociaż nie przyznałaby tego głośno.
To na June oraz jej relacjach z innymi w dużej mierze skupia się powieść, więc właśnie od niej zacznę. Częste towarzystwo Finna, którego zaczęła stawiać wręcz na piedestale, sprawiło, że rówieśnicy wydawali jej się zbyt dziecinni, nie czuła się dobrze w ich gronie. Wolny czasu uwielbiała za to spędzać na spacerach po lesie za szkołą, miejscu na tyle odosobnionym, by myślami mogła swobodnie przenosić się do średniowiecza, swojej ukochanej epoki. Z siostrą łączyła ją kiedyś naprawdę świetna relacja, jednak z czasem coś zaczęło się psuć. Zaczęły się od siebie oddalać, jej numerem jeden został Finn, a Greta stała się dla niej oschła i sarkastyczna. Nie przepuszczała praktycznie żadnej okazji, by dopiec młodszej siostrze. I jak tu jej nie znienawidzić? No właśnie można, choć nawet po zrozumieniu motywów, które nią kierowały, jej zachowanie wciąż niezwykle irytuje.
Gdybym miała opisywać kolejnych bohaterów i łączące ich relacje, zajęłoby mi to naprawdę sporo czasu, dlatego teraz przejdę już do ogółów. "Powiedz wilkom, że jestem w domu" porusza tak wiele tematów, że nie wiem od czego zacząć. Jest więc kwestia AIDS i typowy stosunek ludzi do tej choroby - uprzedzenia, trzymanie na dystans dotknięte nią osoby oraz przykrości, na jakie są skazane. To też historia o stracie, próbach radzenia sobie z nią, odnajdywania samego siebie, rodzinie, żywionych urazach, oddalaniu się od siebie rodzeństwa i nieudolnych próbach porozumienia się. Znajdzie się też bezsilność mimo najlepszych chęci, ale i pewna ilość samolubstwa i zazdrości, szukaniu winy w innych oraz dążeniu po linii najmniejszego oporu. I miłość. Czasami ta, którą woli się zachować na zawsze w sekrecie.
Długo zastanawiałam się, jak rozumieć tytuł, jakie będzie miał znaczenie, jednak trochę się rozczarowałam. Prawie nie został wyjaśniony, a to, co już wiem, nie dało mi wiele wskazówek. Ale może właśnie o tę swobodę interpretacji chodziło? Napisałam już sporo, a jednak wciąż mam wrażenie, jakbym była co najwyżej w połowie. Właśnie teraz, próbując zamienić to wszystko na słowa, uświadamiam sobie, jak bogata w treść jest to książka. Mimo to nie potrafię przyznać, że naprawdę mnie poruszyła, chociaż bardzo bym chciała. Czegoś mi tu brakowało, nie potrafiłam odczuć przepełniających ją emocji. Mimo to polecam. Może Wy dostrzeżecie w niej to, czego ja nie mogłam.
To na June oraz jej relacjach z innymi w dużej mierze skupia się powieść, więc właśnie od niej zacznę. Częste towarzystwo Finna, którego zaczęła stawiać wręcz na piedestale, sprawiło, że rówieśnicy wydawali jej się zbyt dziecinni, nie czuła się dobrze w ich gronie. Wolny czasu uwielbiała za to spędzać na spacerach po lesie za szkołą, miejscu na tyle odosobnionym, by myślami mogła swobodnie przenosić się do średniowiecza, swojej ukochanej epoki. Z siostrą łączyła ją kiedyś naprawdę świetna relacja, jednak z czasem coś zaczęło się psuć. Zaczęły się od siebie oddalać, jej numerem jeden został Finn, a Greta stała się dla niej oschła i sarkastyczna. Nie przepuszczała praktycznie żadnej okazji, by dopiec młodszej siostrze. I jak tu jej nie znienawidzić? No właśnie można, choć nawet po zrozumieniu motywów, które nią kierowały, jej zachowanie wciąż niezwykle irytuje.
"Każdy ma prawo wierzyć, że skrywa jakiś sekret."Po śmierci Finna w życiu June pojawił się ktoś jeszcze. Toby'ego Greta przedstawiła jej jako osobę, która zabiła Finna. Jak się później przekonała, Toby od wielu lat był partnerem jej wujka. Poczuła się zdradzona, że dopiero teraz dowiedziała się o tak ważnej dla niego osobie, a jednocześnie nie chciała mieć z nim nic wspólnego, nie potrafiła go zaakceptować. A jednak Finn zadbał o to, by tych dwoje miało szansę nawzajem się wesprzeć i chociaż ich spotkaniom towarzyszy dziwna, nerwowa atmosfera, chociaż w pewien sposób wciąż ranią się nawzajem, żadne z nich nie potrafi z tego zrezygnować, bo obojgu brakuje Finna. Toby, choć jest dorosłym człowiekiem, bywa nieporadny jak dziecko i boleśnie odczuwa samotność. June uświadamia sobie, że wiele rzeczy, które utożsamiała z wujkiem, ten najpierw przyswoił sobie od Toby'ego, czuje się oszukana, łatwo wpada w gniew. Czy pomimo tych i wielu innych wad tej znajomości będą w stanie pozytywnie wpłynąć na siebie nawzajem?
Gdybym miała opisywać kolejnych bohaterów i łączące ich relacje, zajęłoby mi to naprawdę sporo czasu, dlatego teraz przejdę już do ogółów. "Powiedz wilkom, że jestem w domu" porusza tak wiele tematów, że nie wiem od czego zacząć. Jest więc kwestia AIDS i typowy stosunek ludzi do tej choroby - uprzedzenia, trzymanie na dystans dotknięte nią osoby oraz przykrości, na jakie są skazane. To też historia o stracie, próbach radzenia sobie z nią, odnajdywania samego siebie, rodzinie, żywionych urazach, oddalaniu się od siebie rodzeństwa i nieudolnych próbach porozumienia się. Znajdzie się też bezsilność mimo najlepszych chęci, ale i pewna ilość samolubstwa i zazdrości, szukaniu winy w innych oraz dążeniu po linii najmniejszego oporu. I miłość. Czasami ta, którą woli się zachować na zawsze w sekrecie.
"Nie wiedziałaś? Na tym właśnie polega sekret. Gdy człowiek akceptuje samego siebie i zadaje się tylko z najlepszymi z możliwych osób, śmierć wcale nie jest straszna."Są takie książki, które pozostawiają po sobie jakąś pustkę, którym trudno wystawić konkretną ocenę. Zwykle jednak to mija, odczucia zaczynają się klarować i można umieścić taką książkę gdzieś na skali. Tymczasem w przypadku "Powiedz wilkom, że jestem w domu" nawet po naprawdę długim czasie byłam równie bezradna, co bezpośrednio po skończeniu książki. Zostawiam ją więc bez oceny, nie chcę klasyfikować jej na siłę. Podobała mi się, a jednak nie wywołała tak silnych emocji, jakich się spodziewałam. Może to ze względu na wiek bohaterki jakoś nie mogłam się wczuć? Może książka trafiła do mnie za późno? Może to kwestia tego, jak wielkie miałam wobec niej oczekiwania? Pozostaje mi jedynie spekulować, jednak w ogólnym rozrachunku myślę, że jest to powieść, którą warto przeczytać, gdyż porusza wiele ważnych tematów.
Długo zastanawiałam się, jak rozumieć tytuł, jakie będzie miał znaczenie, jednak trochę się rozczarowałam. Prawie nie został wyjaśniony, a to, co już wiem, nie dało mi wiele wskazówek. Ale może właśnie o tę swobodę interpretacji chodziło? Napisałam już sporo, a jednak wciąż mam wrażenie, jakbym była co najwyżej w połowie. Właśnie teraz, próbując zamienić to wszystko na słowa, uświadamiam sobie, jak bogata w treść jest to książka. Mimo to nie potrafię przyznać, że naprawdę mnie poruszyła, chociaż bardzo bym chciała. Czegoś mi tu brakowało, nie potrafiłam odczuć przepełniających ją emocji. Mimo to polecam. Może Wy dostrzeżecie w niej to, czego ja nie mogłam.
"Podglądanie ludzi to moje hobby, ale wymaga ostrożności. Nie wolno dać się przyłapać osobom, którym się przypatrujesz, bo jeśli do tego dojdzie, potraktują cię jak kryminalistę. I może będą miały rację. Może faktycznie próby dostrzeżenia w ludziach czegoś, co sami chcą ukryć, powinno być uważane za zbrodnię."