Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O.Rudnicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O.Rudnicka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 marca 2018

Krótko o książkach 1/2018

Czyli o tym, jak nie zmobilizowałam się do napisania recenzji, ale jednak głupio mi pozostawić je wszystkie bez choćby paru słów. Jest to też próba reorganizacji bloga po tym, jak straciłam systematyczność w jego prowadzeniu. Zobaczymy jak się sprawdzi. A zaczynam od paru książek, które czytałam jeszcze w (aż wstyd przyznać)... 2016 roku. No cóż, chciałam zrobić użytek ze swoich notatek na ich temat.

Stieg Larsson "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"  |  Seria: Millenium (1)  |  9/10
Oskarżony o zniesławienie dziennikarz na prośbę wpływowego magnata przemysłowego podejmuje próbę wyjaśnienia zniknięcia sprzed lat bez śladu szesnastoletniej Harriet Vanger, w czym pomaga mu genialna, choć aspołeczna hakerka. Choć początkowo nie trafiają na nic nowego, kilka szczegółów w końcu naprowadza ich na trop. Ten z kolei prowadzi do wydarzeń, które ktoś bardzo chciałby zachować w sekrecie…

Naprawdę długo zwlekałam z rozpoczęciem tej kultowej już trylogii Larssona. A to wykręcałam się brakiem czasu, innym razem po prostu z obawy, że jednak ciężko będzie mi przez nią przebrnąć. I co? Wszystko to było bezpodstawne - w powieść wciągnęłam się już od samego początku i z ogromną ciekawością śledziłam kolejne posunięcia bohaterów. W "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet" naprawdę wiele może zainteresować czytelnika. Po pierwsze samo zniknięcie Harriet, którego nie udało się wyjaśnić przez blisko czterdzieści lat. Dalej mamy nieprzystępną, często skłóconą rodzinę Vangerów oraz Blomkvista ze swoim wyrokiem za zniesławienie - dlaczego się nie bronił, skoro tak naprawdę wciąż wierzy w swoje racje? I oczywiście Lisbeth, dziewczyna niezwykła pod tak wieloma względami, że nie ma mowy, żeby nie wzbudziła w czytelnikach zainteresowania. Koniecznie będę musiała przeczytać kolejne części.
"- Przyjaźń - według mojej definicji - zasadza się na dwóch rzeczach - powiedział nagle. - Szacunku i zaufaniu. Oba czynniki są niezbędne. I muszą działać w obie strony. Można do kogoś żywić głęboki szacunek, ale bez zaufania przyjaźń się rozpada."

Olga Rudnicka "Diabli nadali"  |  7/10
Tutaj wspomogę się opisem. Dagmar Różyk zostaje znaleziony martwy w swoim gabinecie w okolicznościach budzących u jednych śmiech, u drugich wstręt, a jeszcze u innych - godną pożałowania radość. [...] Motywów zabójstwa jest bez liku, tak samo jak podejrzanych. Monika, jego sekretarka, jako jedyna zna tajemnice szefa i jest zdecydowana za wszelką cenę sama odkryć prawdę. Pomaga jej młody policjant Mateusz Jankowski [...]. Z powodu prywatnych kontaktów z Moniką, która jest jedną z głównych podejrzanych, Mateusz zostaje odsunięty od sprawy. Nie wierząc w winę dziewczyny, postanawia działać na własną rękę, ryzykując przyszłą karierę. Poszlaki prowadzą do mieszkania Magdy W., znienawidzonej przez wszystkich zastępczyni Różyka, zwanej przez personel Zdzirą. Zdaniem Moniki to właśnie ona może być zabójczynią, ale najpierw muszą się dowiedzieć, gdzie jest pani wicedyrektor. Ostatnio widziano ją w wieczór poprzedzający śmierć Różyka, gdy odgrażając się i klnąc na czym świat stoi, wybiegła z jego biura.
"Ostatecznie każda z tu obecnych była osobą podejrzaną o zabójstwo, dopóki nie udowodni, że jest inaczej. Wprawdzie prawo działało odwrotnie, ale myśleć mógł, co mu się żywnie podobało."
Rudnicka nie zawodzi (przynajmniej z tego, co mi wiadomo, a nie wszystkie jej książki czytałam). "Diabli nadali" jest pełne szalonego humoru i równie szalonych wydarzeń, a praktycznie wszystkie postaci są bardzo... wyraziste. Tak, to odpowiednie słowo. Piekielnie przystojny szef, który kobiet mógłby mieć na pęczki. Monika, której - mimo ostrożności - czasem wymsknie się taki czy inny komentarz (taka już jej natura). Jej braciszkowie i tatko, dla których jest prawdziwym oczkiem w głowie. Młody policjant z aspiracjami, któremu podoba się Monika. I jeszcze parę innych postaci. W powieści śledzimy zarówno wydarzenia obecne, jak i mamy wgląd w te już minione i w obu przypadkach jest interesująco. Przebieg śledztwa, podejrzenia i oskarżenia, a w przeszłości chociażby przekomarzania Diabła (jak zwykło się mawiać na szefa) i Moniki - naprawdę dobrze mi się o tym czytało. Przyznam nawet, że mam ochotę sięgnąć po książkę jeszcze raz, może wtedy doczekałaby się pełnej recenzji. ;)
"Tatko zresztą mawiał, żeby sama nigdy nie zaczynała, ale jak ktoś z nią zacznie, to ona ma skończyć. Tak, żeby ten ktoś już więcej z nią nie zaczął. Synów uczył dokładnie tego samego. Ale oni nie używali języka, tylko pięści."

Andy Weir "Marsjanin"  |  7/10
W wyniku niesprzyjających warunków pogodowych zostaje wydana decyzja o przedwczesnym zakończeniu misji. Niestety, w trakcie opuszczania Marsa jeden z członków załogi zostaje ranny i odseparowany od reszty. Cały szereg towarzyszących temu okoliczności skutkuje ostatecznie tym, że załoga odlatuje przekonana o jego śmierci. Mark Watney wciąż jednak żyje i od tego momentu zaczyna się jego walka o przetrwanie. Sam na Marsie, bez żadnego wsparcia. W takiej sytuacji nie byłoby trudno spanikować, albo wręcz poddać się już na starcie, jednak Watney nie zamierza się nad sobą użalać. Zamiast tego z całych sił podejmuje kolejne kroki, by wyjść cało z tej sytuacji.

"Marsjanin", choć podejmuje temat poważny, pełen trudnych wyborów i dylematów moralnych, wcale nie jest powieścią szczególnie przytłaczającą, a to wszystko dzięki optymizmowi i poczuciu humoru głównego bohatera. Jego relacji, zwłaszcza tych doprawionych solidną dawką ironii, słuchałam z prawdziwą przyjemnością (z chęcią przytoczyłabym przynajmniej kilka cytatów). Stanowi to w dodatku zaskakujący kontrast z zachowaniem ludzi na Ziemi, którzy denerwują się, stresują i panikują. Z powieścią zapoznałam się w formie audiobooka czytanego przez Jacka Rozenka i uważam, że było warto.
"Rozplątałem łóżko Martineza, zabrałem na zewnątrz sznurek i przymocowałem taśmą do kadłuba, wzdłuż linii zaplanowanego cięcia. Tak, oczywiście, taśma klejąca  w niemalże próżni. Taśma klejąca działa wszędzie. Taśma klejąca jest magiczna i powinna być czczona."

Dominik Dan "Czerwony kapitan"  |  Seria: Komisarz Krauz (1)  |  6/10
I tym razem pozwolę sobie posłużyć się gotowym opisem: 
Akcja Czerwonego kapitana dzieje się w 1992 r., tuż po transformacji ustrojowej. Komisarz Krauz („bardzo młody, bezczelny, szybki i niedoświadczony, ale perspektywiczny”) prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa popełnionego kilka lat wcześniej przez służby bezpieczeństwa. Trop prowadzi przez służby kościelne i tajne organizacje StB i sięga… głębokiego średniowiecza. Komisarzowi Krauzowi przyda się znajomość łaciny, nie tylko tej ulicznej…

Z tą powieścią zapoznałam się w formie audiobooka (czyta Maciej Stuhr) dzięki akcji CzytajPL. Słuchało się całkiem nieźle, a historia była ciekawa, jednak w pewnej chwili poszła za bardzo w teorie spiskowe. Co prawda tego typu wątki też potrafią być interesujące, jednak od tej książki oczekiwałam czegoś bardziej typowego. Bohaterowie dają się jednak polubić, więc nie wykluczam, że mogłabym kiedyś przeczytać kolejną część. Na podstawie książki powstał słowacko-czesko-polski film z Stuhrem w roli głównej. Właściwie jestem ciekawa, co z tego wyszło, więc może kiedyś zerknę.

środa, 21 października 2015

O. Rudnicka "Do trzech razy Natalie"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Ilość stron: 380  |  Seria: Natalii 5 (3)
Czas na kolejną odsłonę przygód pięciu sióstr Sucharskich. Jaki numer wywiną tym razem? Ostatnio ich życie było jakoś dziwnie zwyczajne, a one same nie widywały się ze sobą tak często. Nic więc dziwnego, że gdy tylko nadarzyła się okazja (poparta dodatkowo różnymi czynnikami osobistymi) postanowiły nawiać z domu i wybrać się na babskie wakacje. Wybór padł na nadmorskie Międzyzdroje, gdzie Nata miała spotkanie autorskie. Choć miały pewien kłopot z zakwaterowaniem, ostatecznie znalazły sobie zadowalające lokum i tak oto rozpoczęły wakacje - bez facetów, bez dzieci (choć tych Natalii szkoda było zostawiać), bez obowiązków. Problem w tym, że wylegiwanie się na plaży szybko zdążyło się znudzić młodszym z nich, ponadto bezczynność raczej nie sprzyja poszukiwaniu materiału na kolejną książkę, co szczególnie doskwierało Nacie. Nie zapominajmy jednak, o kogo tu chodzi. Czy Natalie dałyby radę tak po prostu w nic się nie wplątać? Co prawda tym razem musiały się trochę postarać, aby pozostać w temacie, jednak nie musiały długo czekać.

Pewnego dnia Natka zauważa w lokalnej telewizji zdjęcie zamordowanej dziewczyny, z którą niedawno się zderzyła (jej przychodzi to przecież z łatwością) i za swój obowiązek uważa udzielenie policji pomocy w ustaleniu jej tożsamości. Co z tego, że nie ma pojęcia kto to? Na szczęście z jej marnych wskazówek udaje się co nieco wyłuskać i policja zaczyna poszukiwania dziewczyny, która była tego dnia z zamordowaną. Z kolei trzy najmłodsze siostry Sucharskie postanawiają wszcząć własne śledztwo, choć dostały wyraźny zakaz. Tymczasem w Mechlinie trzech facetów (Adrian, Marcin i Marian) próbuje sobie poradzić z prowadzeniem domu, co najwyraźniej nie należy do łatwych zadań. Mała Tosia staje się prawdziwą zmorą Marcina i, jakby tego było mało, za sprawą pewnego nieporozumienia, Anielka jest zdecydowana zgotować mu prawdziwe piekło.

Ostatnia powieść o Nataliach jest trochę inna od poprzednich. Przede wszystkim sprawa, którą bohaterki chcą rozwiązać, nie dotyczy bezpośrednio ich, przez co całość traci nieco ze swojego rozmachu - równie dobrze mogłyby sobie odpuścić i nie narażać się niepotrzebnie. Widać też wyraźny podział fabuły na wydarzenia w Międzyzdrojach i w Mechlinie. Są jednak rzeczy, które pozostają niezmienne i to niekoniecznie w pozytywnym sensie. O co chodzi? Oczywiście o Natkę, która kolejny raz wkurzała mnie tym, jak dziecinna, uparta i bezmyślna potrafi być. A jej zachowanie pod koniec w pobliżu komendy to już czysta głupota i nie widzę nic na jej usprawiedliwienie. Poza tym wydaje mi się, że w kreacji Amelki nie obyło się bez przesady - to przecież wciąż dziecko, a jednak jej postawa jest pełna wyższości i wyrachowania.

Wątki romantyczne pozostają oczywiście nieodzownym elementem serii, choć tym razem głównie na odległość. Anna i Natalia chcą swoim wyjazdem nieco utrzeć nosa swoim facetom, Magda, choć szczęśliwa, musi nieco odreagować, Nata wciąż to zrywa, to schodzi się z Marcinem i jakoś nie może dość końca, a Natka pozostaje nieźle wkurzona po ostatnim zawodzie. Wszystkim tym sytuacjom towarzyszy oczywiście spora dawka humoru, a niektóre komiczne dialogi to prawdziwe mistrzostwo. "Do trzech razy Natalie" wypada całkiem nieźle, choć może nieco gorzej od poprzednich części. Tak czy inaczej, z prawdziwą przyjemnością spędziłam czas na jej lekturze.

środa, 17 czerwca 2015

O. Rudnicka "Czy ten rudy kot to pies?"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Ilość stron: 231  |  Seria: Martwe Jezioro (2)
Niespełna trzydziestoletnia Ulka wikła się w romans z szefem. Problem w tym, że mężczyzna zapomniał poinformować ją o pewnym fakcie - jest żonaty. W związku z tym ostatecznie do głosu dochodzi zdradzana małżonka, po której interwencji Ulka zostaje zwolniona z pracy. Ubolewająca nad swoim losem i parszywym szczęściem do mężczyzn dziewczyna w porywie chwili postanawia odciąć się od tego wszystkiego i wyjechać na miesiąc lub dwa do Irlandii. Roztrzepana Ulka nie byłaby jednak sobą, gdyby nie wywinęła czegoś w czasie podróży. Najpierw ucieka jej więc autobus wraz z bagażem, wysiada w nocy w obcym mieście tylko po to, by zorientować się, że zamiast do Irlandii trafiła do Wielkowa. Tam z kolei miejscowy policjant bierze ją za poszukiwaną listem gończym oszustkę i mimo licznych oporów zabiera na komisariat. Sprawa szybko się wyjaśnia, a zdjęty poczuciem winy funkcjonariusz zapewnia Uli nocleg, jednak dziewczyna postanawia nadwyrężyć jego gościnność i zostać tam na resztę urlopu.

Tak oto Ulka ląduje w jednym domu z dwoma braćmi - Mariuszem (policjant) i Sławkiem - którzy pod wpływem jej próśb i gróźb (zwłaszcza tych drugich) pozwalają jej wywrócić do góry nogami ich dotychczasową codzienność. Dziewczyna poznaje uroki i wady życia w małej mieścinie, staje się obiektem plotek i domysłów, wmawia rodzinie, że wciąż przebywa w Irlandii, a także wpada na trop sprawy, która zainteresuje nie tylko ją. Dawne morderstwo i ciało zakopane w ogródku? Czy w krążących po okolicy plotkach tkwi ziarnko prawdy i dziewczyna zamieszkała z ludźmi o morderczych skłonnościach? Czas to sprawdzić. Tymczasem dwaj mężczyźni, którzy wpadli w jej pułapkę nie mogą się nadziwić temu, jak szybko Ulka zadomowiła się w Wielkowie i jak łatwo przychodzi jej rządzenie się w ich własnym mieszkaniu. Jednocześnie z równie dużym zdziwieniem dochodzą do wniosku, że właściwie nie mają nic przeciwko. Ale przecież nie można przedłużać wakacji w nieskończoność. Co ostatecznie postanowi Ulka?

"Nie, jestem samochodem. Sławek mi pożyczył. To znaczy pożyczyłby mi, gdybym miała okazję go o to zapytać."

Charakterystyczny dla autorki szalony humor tym razem nie do końca się sprawdził, czy raczej pewne okoliczności sprawiły, że nie został w pełni wykorzystany. Oczywiście, znalazły się momenty, w których szczerze się śmiałam, czy chociażby uśmiechałam się pod nosem, jednak cała historia była nieco zbyt przerysowana - nawet jak na Rudnicką i to, co pokazała w serii o Nataliach. Zbiegów okoliczności doświadczyć tu można na każdym kroku, a sama główna bohaterka, zwłaszcza na początku, nie sprawia najlepszego wrażenia ze względu na swoją naiwność i infantylność. I chociaż ostatecznie okazała się całkiem sympatyczną osóbką, jej pomysły bywały szalone, a czyny bardzo spontaniczne i nieprzemyślane. Z początku nieco gburowaty Sławek w rzeczywistości jest naprawdę fajnym facetem, podobnie jak Mariusz, a zaradna Stenia szybko zjednała sobie przyjaźń Ulki i pewnie także przychylność wielu czytelników.

Głupim błędem z mojej strony było sięgnięcie po tę książkę nie wiedząc, że to kontynuacja "Martwego Jeziora". Nie znaczy to jednak, że w jakikolwiek sposób umniejszyło mi to możliwość czerpania przyjemności z lektury. "Czy ten rudy kot to pies?" skupia się na Ulce, więc nieznajomość pierwszej części nie stanowiła problemu, choć powiązania pomiędzy powieściami są wyraźne. Sęk w tym, że Ulka zdążyła w telegraficznym skrócie przedstawić mi wydarzenia z "Martwego Jeziora" i właściwie nie ma potrzeby, bym do tej książki wracała.

"Czy ten rudy kot to pies?" całkiem nieźle nadaje się na lekką, pełną zabawnych sytuacji i zbiegów okoliczności lekturę. Wątek romantyczny, którego przecież nie mogło zabraknąć, rozwija się stopniowo i choć nie jest idealny (sporadycznie popada w nadmierny dramatyzm), ostatecznie wywarł na mnie dość pozytywne wrażenie. Co prawda kreacja głównej bohaterki nie całkiem mnie przekonuje, jednak mogę tę książkę polecić jako lekkie czytadło. Mała uwaga na koniec, mimo wszystko proponuję zacząć od "Martwego Jeziora".

"Typowe kobiece sztuczki... Groźba, prośba i szantaż."

piątek, 8 maja 2015

O. Rudnicka "Drugi przekręt Natalii"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Ilość stron: 496  |  Poprzednia część: "Natalii 5"
Względnie spokojne życie sióstr Sucharskich nie mogło potrwać długo, prawda? Na początek zamieszanie wywołane napisaną przez Natę książką, w której ze szczegółami opisała nieprawdopodobne wydarzenia będące ich udziałem. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej. Pomińmy na razie miłosne zawirowania i przejdźmy do kwestii zasadniczej - pozbawionego głowy ciała w mieszkaniu pana Janusza, byłego wspólnika ich ojca, oraz odnalezionych później jego własnych spalonych zwłok. Tymczasem siostry Sucharskie (które w dodatku dziedziczą po zmarłym) nadal nie wierzą w jego śmierć i próbują na własną rękę wyjaśnić zaistniałą sytuację, zwłaszcza pochodzenie i wartość niespodziewanego znaleziska. Z resztą nie tylko one prowadzą własne śledztwo - zainteresowani sprawą (czy też raczej Nataliami) policjanci robią wszystko, co w ich mocy, by odwieść siostry od niebezpiecznych działań. A Natalie, jak to one, niewiele sobie z tego robią i w dobrej (w swoim mniemaniu) wierze kręcą, oszukują i zasłaniają się półprawdami. Nic dziwnego, że dzieci Natalii zdążyły przejąć wiele ich cech i z powodzeniem wykorzystują metody ciotek.

Samo dążenie do rozwiązania sprawy przebiega bardzo interesująco - zarówno Sucharskie, jak i zaprzyjaźnieni z nimi policjanci działają na własną rękę, dzieląc się informacjami jedynie w ostateczności. Jednocześnie niezależne działania prowadzą także inni, których pobudki niekoniecznie muszą być uczciwe. Każdy robi, co może, tymczasem giną nie tylko kolejni informatorzy CBŚ, ale i pomniejsze czarne charaktery. Czy Natalie mają się czego obawiać? Tak czy inaczej, idą w zaparte, zgodnie ze stwierdzeniem, że za dużo nakłamały, by nagle do wszystkiego się przyznać. Czy bohaterowie zdołają wyjść obronną ręką z całego tego galimatiasu?
"One są fascynujące i absolutnie nieprzewidywalne. Nie rób w stosunku do nich żadnych założeń. Jeśli choć przez chwilę uznasz, że potrafisz przewidzieć ich zachowanie, to już po tobie. Spodziewaj się wszystkiego i bądź przygotowany na najgorsze."
Humoru jest jak zwykle co niemiara, a jego głównym źródłem wciąż pozostają zdrowo pokręcone siostry Sucharskie. Śledziłam ich perypetie z prawdziwą przyjemnością, jednak najmłodsza z nich, Natka, potrafiła być dość denerwująca z tymi swoimi niepotrzebnymi i zwykle nieprzemyślanymi uwagami, skłonnością do płaczu i próżnością, przez którą wolała nic nie widzieć, niż nosić okulary w towarzystwie kogoś innego niż siostry i inni dobrze jej znani ludzie. Pozostałe Natalie nie miały tak irytujących cech, a nawet jeśli, to wynikający z tego humor nie pozwalał długo się tym przejmować. Nie mogłabym też zapomnieć o Anielce i Przemku, dzieciach drugiej w kolejności Natalii, bez których wiele spraw mogłoby się okazać dla sióstr dużo większym wyzwaniem. Ich małe szantaże, zaradność i spryt wniosły do powieści sporo humoru. Znajdziemy tu także ciekawe postacie męskie - od nieco wycofanego, wiecznie siedzącego w książkach Darka, aż po doświadczonego już (choć nadal zaskakiwanego) w kontaktach z Nataliami Adriana i dopiero wkraczającego w ich pokręcony świat Mariana. Czy ten ostatni zdoła się dostosować do ich specyficznego sposobu bycia, a może wkrótce w drodze głosowania zostanie oddelegowany ze skutkiem natychmiastowym?

Losy pięciu Natalii trudno brać całkowicie na serio, jednak taki już ich urok. Ta mieszanka szaleństwa, szczęścia i licznych zbiegów okoliczności zapewnia przyjemną rozrywkę na dłuższą chwilę i nie pozwala ot tak o sobie zapomnieć. Utwierdziłam się tym samym w przekonaniu, że z twórczością Olgi Rudnickiej warto zapoznać się jeszcze bliżej i z chęcią sięgnę nie tylko po kolejną książkę o przygodach Natalii, ale i po inne powieści autorki.
"Bo babcia mówi, że mężczyźnie nie mówi się połowy tego, co powinien wiedzieć, i ani słowa na temat, na który chciałby coś wiedzieć - wyrecytowała Anielka."

piątek, 11 lipca 2014

O. Rudnicka "Natalii 5"


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 560
Seria: Natalii 5 (cz. 1)

Jarosław Sucharski po usłyszeniu diagnozy o guzie mózgu postanowił nie czekać, aż zabije go choroba. Zamiast tego dopilnował pozostałych mu jeszcze spraw, rozdzielił majątek między córki, zawiadomił policję o samobójstwie i dopełnił dzieła. Problem w tym, że zostawił po sobie niezłe zamieszanie - komisarz Potocki wciąż nie jest przekonany do teorii o samobójstwie, a pięć kobiet podczas spotkania u notariusza, na którym widzą się po raz pierwszy, dowiaduje się, że wszystkie są siostrami i każda z nich to Natalia Sucharska. Ojciec bigamista? Już samo to nastręcza trudności, a dołączając do tego ogromny dom, w którym mają zamieszkać, ich wybuchowe temperamenty, próby włamania i wiele zagadek do odkrycia... Cóż, będzie się działo.

Książka pełna jest wyrazistych postaci. Ich zachowanie może bawić, irytować i wywoływać szereg innych emocji, jednak nie pozwala pozostać obojętnym. Pomimo natłoku Natalii, ich rozróżnienie nie stanowi większego problemu dzięki używaniu pseudonimów lub drugich imion, poza tym każda z sióstr Sucharskich ma swój własny, niepowtarzalny charakter. Jest więc nienaganna Anna, która traktuje swoją pracę bardzo poważnie, zaniedbana po urodzeniu dwójki dzieci Natalia, energiczna Nata, która dąży do zostania powieściopisarką, lubująca się w czerni i samodzielnie wykonanych tatuażach Magda i do niedawna żyjąca w cieniu swojej matki Natka. Każda z bohaterek ma rozbudowaną osobowość - coś, za co można je polubić, a także coś wprost przeciwnego. Magda molom książkowym może się wydać bliższa przez swoją miłość do książek. Nata, choć bywa denerwująca, niejednokrotnie udowodniła swoją wartość. Nawet niepozorna Natka, która z początku nieustannie zalewała się łzami, okazuje się całkiem temperamentną osóbką.  I choć wciąż skaczą sobie do gardeł, to jednak więzy krwi robią swoje, bo gdy trzeba, potrafią się nawzajem wspierać.

"Wiecie co? Wydaje mi się, że mój iloraz inteligencji był trzycyfrowy, zanim tu przyjechałam..."

Poza naszymi Nataliami mamy również kilku innych bohaterów, spośród których najczęściej towarzyszą nam policjanci Adrian Potocki i Marcin Kurek. I o ile ten pierwszy właściwie od początku zaczyna sympatyzować z siostrami Sucharskimi (trzeba przyznać, że w ich nienormalności jest jakiś nietypowy urok), o tyle ten drugi nieraz miał ich już serdecznie dość. Tak czy inaczej, rozwój sytuacji nie pozwala im na zerwanie kontaktów z córkami Sucharskiego, a one same nie mają zamiaru im tej sprawy ułatwiać, gdyż wciąż nie są pewne co do legalności, czy chociażby istnienia domniemanego skarbu, który pozostawił im ojciec. Intrygi, niebezpieczeństwo, niedomówienia... Zwłaszcza pod koniec akcja nabierze tempa.

Irytowało mnie to, że siostry niemal nieustannie tłumaczyły z polskiego na nasze wypowiedzi Anny. Trudno nie zauważyć, że jej styl wypowiedzi jest mocno oficjalny, jednak tego typu działania (zwłaszcza Magdę stawiające w kiepskim świetle) uważam za przesadzone. Nie licząc tego mankamentu, jestem zadowolona ze stylu pisania autorki - przystępnego i pełnego humoru, który stanowi niewątpliwą zaletę tej powieści. A jeśli już o humorze mowa (także tym czarnym), to myślę, że można go uznać za dość charakterystyczny, a nawet szalony. Podczas lektury nieraz zdarzało mi się wybuchać śmiechem. Kilkakrotnie padł tu zwrot jazda bez trzymanki i myślę, że jest to jedno z najtrafniejszych określeń tej historii.

Po "Natalii 5" spodziewałam się lekkiej, ciekawej i zabawnej lektury, idealnej na lato. I z zadowoleniem mogę stwierdzić, że powieść Olgi Rudnickiej świetnie spełniła tą rolę. Będę ją miło wspominać, natomiast za jakiś czas z chęcią zapoznam się z kolejnymi przygodami sióstr Sucharskich.

"Wiesz na czym polega problem? Gdyby to powiedział ktoś inny, tobym nie uwierzył. Ale one... Powiem tak, im rzeczywiście mogło się przydarzyć coś takiego."
8/10

niedziela, 2 marca 2014

O. Rudnicka "Cichy wielbiciel"


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 440

Kolejne podejście do polskiej literatury, tym razem o wiele bardziej udane.

Julia lubiła swoje dotychczasowe życie. Mieszkanie wynajmowane z przyjaciółkami, stała praca, która, choć niezbyt ambitna, odpowiadała jej, od pewnego czasu była też w związku i choć ze względu na charakter pracy Pawła nie mogli się zbyt często widywać, była szczęśliwa. Do czasu aż zjawił się ON. Zaczęło się niewinnie - kwiaty przysyłane do pracy i romantyczne wiadomości. Znajomi twierdzili, że posiadanie cichego wielbiciela jest słodkie. Problem w tym, że z czasem stawał się coraz bardziej natarczywy, obserwował każdy jej krok i nie dawał spokoju. Julia nie mogła skupić się na pracy, czuła się coraz bardziej osaczona i osamotniona. Spotkała się z brakiem zrozumienia ze strony bliskich, długo nie mogła się zdecydować na podzielenie się problemem z Pawłem. Cichy Wielbiciel zaczynał być coraz bardziej śmiały, często wpadał też w gniew. A jednocześnie nadal pozostawał całkiem anonimowy i bezkarny. Co mogła zrobić w sytuacji, gdy praktycznie w nikim nie miała oparcia, a policja z politowaniem traktowała jej zgłoszenia?

Śledząc tok myślenia jej prześladowcy, z każdą chwilą narastała we mnie irytacja. Bo w swoim zachowaniu nie widział nic niewłaściwego. Bo brnął coraz dalej. Bo od razu krytykował wszystkich, którzy ośmielili się zbliżyć do jego idealnej Julii. Bo miał wrażenie, że ona też jest nim zainteresowana. Bo z czasem robił się coraz bardziej nieprzewidywalny. Bo przez niego Julia stała się jednym, wielkim kłębkiem nerwów. Choć jesteśmy w tej uprzywilejowanej sytuacji, że możemy śledzić kolejne zdarzenia także z perspektywy stalkera, jego osoba przez dłuższy czas pozostaje dla nas tajemnicą. Kolejne fakty z jego życia są przed nami stopniowo ujawniane, dając coraz wyraźniejszy jego obraz.

"Oczekiwanie na kolejny ruch prześladowcy było gorsze niż same telefony i wiadomości. 
Wtedy przynajmniej wiedziała, co robił."

Autorka zdecydowała się poruszyć temat często bagatelizowany przez otoczenie ofiary. Prawda jest taka, że niewielu w pełni zdaje sobie sprawę z tego, co przeżywa osoba nękana. W przypadku Julii, dopiero po dłuższym czasie bliscy zaczęli ją wspierać. Do tego momentu zdążyła już bardzo się zmienić - stała się nieufna, nerwowa i zamknięta w sobie, straciła chęć do życia. Ona już nigdy nie będzie taka sama jak wcześniej. Przy okazji autorka daje rady również czytelnikom, przytaczając fachowe opinie i zaznaczając, gdzie można szukać pomocy.

"Cichy wielbiciel" przedstawia dwa całkiem odmienne oblicza miłości (choć kwestią sporną byłoby uznanie uczuć stalkera za miłość). Z jednej strony mamy nagłą, obsesyjną fascynację - zaborczą i nieobliczalną, która w jednej chwili może przekształcić się w nienawiść. Z drugiej jest miłość Pawła, która przez dłuższy czas stopniowo się rozwijała. Jest jego troska, chęć ochrony kochanej osoby. A pomiędzy tym wszystkim Julia - pełna obaw i niepewności. Autorka bardzo wiarygodnie przedstawiła jej rozterki oraz całą sytuację. Udowodniła też, jak ważną rolę odgrywa tutaj wsparcie rodziny. Po tym wszystkim stwierdzam, że jest to książka, którą warto przeczytać. A z twórczością Olgi Rudnickiej z chęcią spotkam się ponownie.

"Jak to możliwe, że to samo uczucie może mieć tak różne oblicza? Jedno wzbudza strach i odrazę, drugie wdzięczność."
8/10