Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura żydowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura żydowska. Pokaż wszystkie posty

Dwie dziewczynki w świecie samotności... (książki Romy Ligockiej)

Zawirowało w moim życiu, coś gdzieś zostało napełnione, gdzieś coś zostało wylane. Niektóre wydarzenia zaczęły blaknąć, schnąć, przestały nawet udawać, że cały czas żyją. Inne nabrały kolorów, jakby pociągnięte grubą, zdecydowaną kreską. Miejscami. Miejscami też wszystko zostało po staremu. Tylko z nowym spojrzeniem, nie, nie przez różowe okulary. Raczej takie butelkowo zielone. Nie optymizujące, nie pesymizujące.

Wszystko się stało za sprawą jednej pisarki. Roma Ligocka, nazwisko znane, chociaż nie sławne. Okropnie bestsellerowa Dziewczynka w czerwonym płaszczyku zawirowała mną, pokazała coś, coś uświadomiła, na coś uwrażliwiła. Zostawiła też coś. Tę siłę, która sprawia, że chcemy więcej. I to nie nachalnie, raczej w ten wysublimowany, groteskowo kulturalny sposób. Po prostu wiemy, że to teraz jest dla nas, że na nas czeka, że nam pomoże.

Czytałam więc kolejne książki pani Romy. "Kobieta w podróży", "Znajoma z lustra" - jakby frywolne, czasem zatykające dech w piersiach, ale cały czas lekkie, umiejętnie napisane felietony. Takie, by nadawać się do popularnej gazety. Jednocześnie takie, które po cichu, w lekkich słowach powiedzą to, co my kryjemy gdzieś głęboko, co chowamy, czego czasem nie jesteśmy świadomi. Były też te trudniejsze - "Dobre dziecko" i "Tylko ja sama". Napisane równie lekko, niosące jednak ogromny ładunek emocjonalny. Poruszające, traktujące po raz kolejny o dorastaniu z bagażem doświadczeń, rozwijające kolejne wątki, kiedyś już rozpoczęte.
„Nieprawda, że dojrzewanie, czas kiedy jest się młodym, ładnym i wesołym, to okres szczęśliwości”*


Ta książka… Te książki… Dwie ostatnie, przede wszystkim „Dobre dziecko”… Ta książka czasem boli, czasem wywołuje uśmiech, czasem przerażenie, często lawinę wspomnień i rozterki własne. A przede wszystkim tak dużo sympatii i zrozumienia. Bo pani Roma przeżywała to wszystko kiedyś, dawno. I do dziś w niej to żyje. A dziś ja tak dużo podobnego przeżywam…


Pani Romo, dziękuję. Wiem, że było trudno…

I za cholerę nie powiem, że to lista ulubionych. To po prostu lista potrzebnych bardzo. Dla wszystkich na tym samotnym świecie dorastania...

* * *
A teraz zbieram się, żeby nie było, że znowu strasznie uczuciowo. Tylko trudno tak, jeśli książkę postrzega się poprzez swoje życie swoje uczucia…

Dla niecierpliwych: literatura to dobra. Świetnie napisana, poprowadzona, z wstawką historyczną, z bohaterami z życia pożyczonymi, z pamiętnikiem żydowskiej matrony, taka, którą czyta się jednym tchem, mimo zimna, znużenia i niewygodnego krzesła.

I co najlepsze, nie to jest w niej najlepsze…

"Dobre dziecko" R.Ligocka, wyd.Literackie, 2012 oraz (w mniejszym stopniu) "Znajoma z lustra", "Kobieta w podróży", "Tylko ja sama"
Pamiętajcie jednak, zacznijcie od "Dziewczynki w czerwonym płaszczyku"

*cytat z okładki

"Dziewczynka w zielonym sweterku"

Autor: Krystyna Chiger
Wydawnictwo: PWN
Liczba stron: 320
Rok wydania: 2011
Ocena:---


Biorąc książkę do ręki zawsze (czasem nieświadomie) czegoś od niej wymagamy, nastawiamy się na coś. Gdy trzymamy przed sobą kryminał oczekujemy poplątanej intrygi, od fantasty – niezapomnianych wrażeń, od obyczajówki – chwilowego oderwania się od własnych problemów.
A czego możemy wymagać od książki na temat Holocaustu? Czy możemy czegoś w ogóle wymagać?
Przecież każda z pozycji o tej tematyce to kawałek historii, bardzo często opisany niewprawną, trochę drżącą (nie wiadomo, czy z emocji, czy ze starości) ręką. Każda jest jak poplątana książka fantasty, gdzie małe cuda się zdarzają, jak najdziwniejszy i najokropniejszy obraz surrealistyczny w którym widzimy niby niedawną rzeczywistość  i rzeczy o których nam się nie śniło.

Sięgając więc po taką książkę musimy czuć strach. Ja zawsze zastanawiam się, czy udźwignę te emocje, to okrucieństwo. Jednak postawmy się na miejscu pisarza. On też nie będzie targał naszymi uczuciami. Dlaczego? Bo on to przeżywa dwa razy bardziej.

„Dziewczynka w zielonym sweterku” jest chyba jedną z najpopularniejszych książek o tematyce Żydów w czasie wojny w naszym kraju. Historię małej Krysi oraz jej rodziny, Polacy znają nie tylko ze wspomnień wydanych ostatnio przez PWN, ale również filmu nominowanego do Oscara – „W ciemności”.

Fabuła? W dwóch słowach: ukrywanie się w kanałach. Troszkę bardziej szczegółowo? Wspomnienia pani Krystyny to opowieść o ludziach wspaniałych, o bohaterach, o czasach, które mam nadzieję nigdy nie powrócą, o woli przetrwania, o miłości macierzyńskiej, o odpowiedzialności za innych. 

Opowieść pani Krystyny to historia ludzi, którzy w kanałach spędzili kawałek swojego życia, utrzymując się tylko z dobroci innych, to historia pełna małych cudów, pełna pokazywania że wszystko może dobrze się skończyć, jednocześnie to historia o okropnych czasach, o zwierzęcym traktowaniu ludzi, o rzeczach, których powinniśmy mieć świadomość, a nie odsuwać na dalszy plan i kwitować stwierdzeniem: „To było dawno temu i nieprawda”.

Narracja jest prowadzona w czasie przeszłym, w formie wspomnień z wplatanymi czasem refleksjami na temat przyszłości czy teraźniejszości. Zrozumiała dla każdego.  I trafiająca prosto w serce.

„Dziewczynka…” nie opowiada o wojnie z całą brutalnością. Opowiada o tym jak ten okropny okres przeżywała mała Krysia, jak odbierała ona zachowanie swoich rodziców, jaka odpowiedzialność spoczywała i na niej, mimo, że miała ledwie sześć lat. Oczywiście, historia chwyta za serce, jest wprost niezapomniana, jednak nie powoduje (tak jak np. „Wybór Anny”), że kolejne słowa sprawiają nam trudność a w głowie mamy mętlik. 

 Czasem spojrzenie dziewczynki wydawało mi się trochę naiwne. Jednak tak samo naiwne były wtedy czasy. Naiwne i bezwzględne za razem. 

[SPOLIER] Postacią, która w pełni poruszyła moje serce, która najbardziej zadziałała na moją wyobraźnię była kobieta zabijająca własne, przed chwilą narodzone dziecko, tylko dlatego, że mogło ono zdradzić wszystkich innych ukrywających się w kanałach. Jednak prawdziwym ciosem była późniejsza wiadomość od Sochy, że dziecko można oddać do sióstr. Jak matka musiała się z tym czuć?!


Jest to książka, którą powinien przeczytać każdy, by choć raz postawić się na miejscu ludzi, których Hitler uważał za niżej urodzonych, których postanowił zniszczyć. Jest to książka, którą zapamięta każdy z Was.Ja polecam z całego serca.

Za książkę dziękuję:

"Utracone dzieciństwo" Y.Nir


Okrucieństwo tej wojny zniszczyło moje dzieciństwo, pozbawiając mnie radości i wzruszeń należytych dziecku. Nigdy tez nie uczestniczyłem w dziecięcych zabawach. Ich idea wydała mi się teraz tak obca, że nie mogła już dostarczyć żadnej radości.”*

Pamiętacie swoje dzieciństwo? Zabawy w chowanego, beztroskie lata, wycieczki, poszukiwanie skarbów, wielkie bale, niezliczone berki, klasy, czy jazda na rolkach? Teraz pomyślcie, że to wszystko jednym ruchem dłoni Wam ktoś niszczy.  Albo gorzej. Ktoś w ogóle nie daje Wam szansy na spróbowanie tej beztroski, zmusza o ciągłego napięcia, wyczekiwania, obawy o życie swoje i bliskich.

Lata 1939-1945 to okres tak ciężki, że Polakom cały czas trudno o nim mówić. Nikt z nas nie może zrozumieć co w tym czasie kierowało Hitlerem, czy wieloma innymi osobami. Przecież życie straciło wtedy tak wiele niewinnych osób, w tym malutkich dzieci…

Coraz więcej historii wychodzi teraz na światło dzienne, ludzie nie boja się mówić o swoich przejściach, wielu z nich decyduje się napisać autobiografię. Czasem mam wrażenie, że losy tych osób są do siebie łudząco podobne. Jednocześnie są one równie nieprawdopodobne co wiele książek fantasty.

W „Utraconym dzieciństwie” poznajemy chłopca, Żyda przed wojną mieszkającego we Lwowie. Jego rodzina pochodzi z tej wyższej sfery. Mają własne przestronne mieszkanie, służących. Jednak w kilka dni wszystko się zmienia. Ojciec zostaje rozstrzelany, a reszta rodziny musi uciekać. Chłopiec razem z matką i siostrą Lalą postanawia schronić się gdzieś w pobliżu Krakowa. Jednak po jakimś czasie zaczynają  wzbudzać podejrzenia miejscowej władzy i znów trójka bohaterów musi przenieść się gdzie indziej. I tak przez długie sześć lat, zmieniając miejsce zamieszkania, nazwiska, żyjąc w ciągłym stresie jednocześnie z nadzieją na lepsze jutro. Gdy wydaje się, że już wszystko już będzie dobrze, domek z kart rozpada się. I układanie zaczyna się od początku.

Książka nie ma nic wspólnego z „Dziewczynami wojennymi”, czy „Kamieniami na szaniec”.  Nie jest kolejna również epopeją o bohaterach, wielkich osobowościach. Jest za to opowieścią o dzieciństwie, które zostało utracone. Zniszczone przez brutalna historię.

Autor niczego nie udaje. Nie próbuje się upiększać, dodawać sobie chwały, a  hitlerowcom podłości. Pokazuje świat w tej okrutnej bezbarwności, bezmyślności, bez zaznaczania czegoś markerem. Chce po prostu  przekazać historię która zdarzyła się naprawdę i o której nie powinnyśmy nigdy zapomnieć.

Jest to również obraz dwóch narodów: polskiego i żydowskiego.  Pokazuje jak różne są oblicza ludzkie. Nie ma tu miejsca na stereotypy, niedociągnięcia. Liczy się to co jest, i to co powinniśmy wiedzieć.

Książka pisana jest w czasie teraźniejszym co niewątpliwie dodaje akcji dynamiki, napięcia, które sprawia, ze Czytelnik nie może się oderwać od lektury. W tym miejscu nie można odmówić  panu Yehuda  profesjonalizmu i talentu z jakim opisuje wydarzenia.

Czytając „Utracone dzieciństwo” miałam wrażenie, że książka nie jest niczym specjalnym. Ciekawym i wciągającym, lecz nie arcydziełem. Dopiero po odłożeniu jej uświadomiłam sobie jakim torem biegną moje myśli. Podświadomie oczekuję od książek napięcia, nerwowości, strachu, lub silnych wzruszeń, czy humoru. Ta pozycja wcale mi tego nie zapewniła. Pokazała za to wielce obiektywnie i jednocześnie sugestywnie życie w tamtych czasach, szczęście, którego cały czas nie umiem docenić, piękne wspomnienia, których będąc na miejscu chłopca mogłabym po prostu nie mieć.

Myślę, że najlepiej zachęcą Was słowa  księdza Adama Bonieckiego:
„Te wspomnienia żydowskiego dziecka to ważna lektura dla Polaków”
I niech tak pozostanie, a kto jeszcze z książką nie miał do czynienia, to serdecznie polecam.

*"Utracone dzieciństwo" str.220

"Utracone dzieciństwo", Yehuda Nir, wyd. Nowy Świat, ocena: 5/6
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Nowy Świat