Serce mojego domu, a raczej mojego pokoju chciałabym Wam dzisiaj pokazać. Co prawda, jest ono malutkie, jednak bije jak wszystkie inne serca, w myśl słów pani Łochowskiej: "Nie trzeba wielkich mieć bibliotek, by przyjacielem książki zostać".
Tutaj największa część mojej biblioteczki i jednocześnie najstarsza. Ten wielki regał przy skosie (a raczej dwa regały) zajmują książki mojego dzieciństwa, wszelakie słowniki, płyty winylowe, klasyka polska i trochę książek rodziców.
Zbliżenie do jednej z półek tegoż regału - mojej ulubionej
Regał stojący tuż obok fotela (jeden z najważniejszych mebli tego pokoju) to książki bardzo bliskie mojemu sercu. Tutaj kiedyś stała klasyka angielska (teraz zastąpiona misz-maszem wydań kieszonkowych). Jednak inne półki zostały bez zmian.
Pierwsze zbliżenie - wspomniane pockety. King, Murakami, Zafon, Orwell... Wszystko.
Dalej malutki zbiór książek podróżniczych z Cejrowskim na czele.
Ostatnie trzy półki, wiszące 'luzem' naprzeciwko łóżka to zbiór najnowszy w którym panuje największy bałagan. Dziada z babą tu tylko brak, wszystko inne jest, tyle że zdekompletowane i ułożone w nieznanym nikomu systemie. Jednie środkowa półka jest jako tako posegregowana: najpierw klasyka angielska, potem trochę klasyki polskiej i na koniec malutki zbiór książek o II wojnie światowej z ukochaną Złodziejką książek na czele.
The end
(Innych napisów końcowych nie będzie, bo reżyser nie jest w nich za dobry).Chciałabym tylko zachęcić Wszystkich do pochwalenia się nawet najmniejszymi biblioteczkami i tymi na prawdę mikroskopijnymi też. Nawet nie wiecie, jak miło jest mi je oglądać. (Catalinko... Agata...Black - wy wiecie o kim mówię;))