Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzędzia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzędzia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Z czym do ogrodu?

           U nas zima już na całego, mróz do -15 stopni, zimny wiatr i sporo śniegu. Dziś czyściliśmy drogę dojazdową z zasp - bagatela, "tylko" ponad 300 metrów. Słoneczko świeci wesoło, robota przyjemna i rozgrzewająca, tylko moje plecy jej nie lubią. Rozbolały, jak szalone.
           Podobnie jest podczas prac w ogrodzie, dlatego wymyślam różne sposoby. Najgorsza dla mnie jest pozycja na pół schylona, mogę pracować bez bólu stojąc prosto, klęcząc lub siedząc.
           Do pielenia używam więc małej motyczki na długim trzonku, takim, który pozwala mi pracować w pozycji wyprostowanej. Mam dwie takie motyczki - jedną szerszą, drugą małą. Zmieniłam im trzonki na odpowiednio długie, wyostrzyłam jak noże i tylko czekam na słoneczną, suchą pogodę. Wtedy podcinam młode chwasty, przeciągając motyczkę tuż pod powierzchnią ziemi między rzędami. Nie zbieram, tylko zostawiam do wyschnięcia jako początek ściółki. Idzie to bardzo szybko, w kilka minut cały warzywnik jest zrobiony.


       Pozostaje tylko wyrwać ręcznie chwasty rosnące w rzędach, więc kładę na ziemię worek z sianem jako poduszkę pod kolana i wyrywam spokojnie, składając do wiadra. Bardzo lubię tę pracę, bo mogę sobie klęczeć albo siedzieć, albo schylać się, w zależności od chęci, a zawsze blisko ziemi, schowana w roślinach.
      Kiedy siewki podrosną, zaczynam dawać między rzędami ściółkę. W moim przypadku jest to rozdrobniona trawa z kosiarki, bo mamy spore podwórze do regularnego koszenia i jeszcze trawnik przy altanie. Daję ją cienką warstwą, żeby się nie zaparzyła, i dokładam co najmniej raz w tygodniu, w zasadzie przy każdym koszeniu.
      Wyrośnięte rośliny dają sobie radę nawet, kiedy rośnie między nimi trochę chwastów, więc po połowie lata wyrywam tylko największe chwaściska. W przypadku wysadzanych flanców - dynie, cukinie, kapusta, selery i inne - ściółkuję natychmiast i to grubszym materiałem, czyli sianem lub słomą, ewentualnie liśćmi z zeszłego roku.
          Druga strona małej motyczki, ta ze szpicem, służy mi do znaczenia rowków, w które wsiewam nasiona, potem przykrywam je leciutko i ugniatam drugą stroną motyczki.
         Od dwóch lat nie motykuję też ziemniaków. Układam je w bruzdy i przysypuję lekko ziemią, następnie ściółkuję. Zamiast motykować i obsypywać, po prostu dokładam kilka razy w sezonie warstwę ściółki. Bardzo łatwo wybiera się ziemniaki tak rosnące, praktycznie można robić to gołymi rękami.
        Motyczka służy mi też do spulchniania ziemi na grządkach wiosną. Nie kopię, tylko lekko spulchniam i zagrabiam. Ziemia jest już tak żywa i żyzna, że to w zupełności wystarcza.
         Innym uniwersalnym narzędziem jest "croc", czyli takie zagięte pod prostym kątem widły, podobne do tych na zdjęciu. Tyle tylko, że nasze są bardziej solidne i zęby mają bliżej siebie, są też trochę węższe. Nasze przywieźliśmy z Francji, wydaje się, że w Polsce są nie do znalezienia. Można nimi wyrywać uparte kępy trawy, można rozluźniać czy wręcz przekopywać ziemię, a na koniec można ją ładnie zagrabić i wyrównać.

       Do wykopywania większych roślin czy do przekopania ziemi w celu wydobycia z niej korzeni chwastów (bardzo przydatne przy zakładaniu nowego ogrodu) dobre są widły szerokozębne. Także na ciężkiej, gliniastej ziemi kopie się nimi łatwiej, niż szpadlem i od razu rozbija grudy. Oczywiście z czasem są coraz mniej potrzebne.

       Jeszcze tylko ostry szpadel do kopania dołków pod drzewa i krzewy oraz grabie, przydatne do zgrabiania ściółki lub liści. I w zasadzie podstawowy zestaw narzędzi ogrodniczych jest w komplecie. A nie, zapomniałam jeszcze o sekatorze, bez którego każdy ogrodnik czuje się jak goły. Jeśli ktoś ma drzewa, to przydatna jest też jeszcze niewielka piła.