Jeśli ktoś oglądał filmiki, to wie, że mówiłam tam trochę o żywopłotach. Pozwólcie, że teraz rozwinę tę wypowiedź.
Żywopłot jest jakby skórą ogrodu, oddziela i ochrania naszą własną przestrzeń, jednocześnie zaś łączy ją z otaczającym pejzażem. Zapewnia nam intymność, poczucie "bycia u siebie", pozwalając jednak zerknąć ciekawym okiem na zewnątrz.
Chroni ogród przed porywistym wiatrem, przepuszczając leciutkie powiewy, które przynoszą nam powietrze oczyszczone i nasycone przyjemnymi zapachami. Nie tylko kwiaty pachną, wiele drzew i krzewów ma swoje delikatne, zielone zapachy. Wiatr nie jest zatrzymywany i unoszony w górę, żeby potem opaść z podwójną siłą, jak w przypadku murów, tylko delikatnie "czesany".
W żywopłocie znajdują schronienie i pożywienie nasi mali pomocnicy - ptaki, jeże, jaszczurki, węże, masa owadów. W korzeniach żyją dobroczynne organizmy glebowe. Pod osłoną żywopłotu wyrastają różne zioła i często kwiaty (u nas - przylaszczki, zawilce i przebiśniegi).
Drzewa i krzewy co roku produkują tony humusu, zwłaszcza te liściaste. Kiedyś jeden znajomy mieszczuch, który wybudował dom na wsi, zareagował oburzeniem, kiedy doradziłam mu żywopłot liściasty z niewielką domieszką iglaków - "Co ja będę miał za sprzątanie z taką masą liści!" Otóż my nigdy nie sprzątamy liści w żywopłocie, a wiosną następnego roku nie ma już po nich śladu. Można oczywiście zebrać liście, potrzebne nam do przykrycia grządek lub rabat kwiatowych, ale jeśli resztę zostawimy, to na pewno nie będą leżeć i "śmiecić", zostaną przerobione na wspaniałą, żyzną ziemię.
Korzenie niektórych drzew i krzewów schodzą niewiarygodnie głęboko (dębu - do 150 metrów), mają tez niesłychaną powierzchnię absorbującą (krzew porzeczki - ok. 3 tysięcy KILOMETRÓW włośników). W czasie obfitych opadów odprowadzają wodę w głąb, sączy się ona po korzeniach kropelkami. W czasie suszy wydostają wodę z głębokich warstw ziemi i parując, oddają ją do atmosfery. Wydobywają też z głębin ziemi sole mineralne i w postaci opadłych liści na nowo wprowadzają je do wierzchniej warstwy gleby, gdzie mogą być one wykorzystane przez drobniejsze rośliny.
Inna korzyść z żywopłotów, to różne kwiaty i owoce, które możemy zbierać na nasze potrzeby. Pomyślcie - dzika róża, kalina, rokitnik, leszczyna,jarzębina, śliwa mirabelka, ałycza, brzoza (lecznicze liście i sok), czarny bez, berberys i wiele innych. A piękne bzy lilaki czy jaśminowce? A zwykła pęcherznica, która rośnie na każdej, nawet słabej glebie, ma odmiany o różnym kolorze liści, a piękna jest, kiedy kwitnie i kiedy ma nasiona, a na dodatek przywabia ptaki? A świdośliwa - też pięknie kwitnąca, dająca smaczne owoce i przebarwiająca się jesienią na płomieniste oranże? A wierzbowe bazie, pierwsze zwiastuny wiosny i źródło pyłku dla pszczół? Można by tak wymieniać i wymieniać bardzo długo, bo w zasadzie wszystkie drzewa i krzewy mają swoje zalety i swoje piękno.
My zaczęliśmy urządzanie ogrodu właśnie od sadzenia żywopłotów i dziś mamy jeszcze jedną, całkiem wymierną korzyść - drewno opałowe z prowadzonej przecinki i czyszczenia. Zbiera się tego całkiem niemało, tym bardziej, że wzdłuż drogi prywatnej i w niektórych miejscach przy ogrodzeniu rosły już stare, nawet bardzo stare drzewa, które często zrzucają suche konary grubsze, niż moje ramię.
Nie ma smutniejszego widoku, niż monokultura, dlatego żywopłoty też najlepsze są mieszane. Złota proporcja to 1 iglak na 3 liściaste. Poza tym można sadzić wszystko, biorąc jednak pod uwagę wielkość ogrodu i strony świata. Na pewno dobrze jest odgrodzić się wysokimi drzewami od zimnych, północnych i północno-zachodnich wiatrów, z innych stron żywopłot może być niższy, żeby nie zasłaniał słońca. Najładniej wygląda i najmniej pracy wymaga żywopłot swobodny. Moim zdaniem te przycinane regularnie i często niefachowo, są smutne i brzydkie. Mamy wprawdzie rząd tujek trochę przycinanych, ale wewnątrz ogrodu, gdzie komponują się w ogólnym założeniu i służą za tło dla rabat kwiatowych. A tak w ogóle to lubię tuje, ale swobodne, wymieszane z innymi krzewami, lubię ich żywiczno-słodki zapach. Jednak smutne żywopłoty ze strzyżonych iglaków mają coś odpychającego.
Mamy też okazję przywrócić w ten sposób naturze rośliny, które kiedyś naturalnie rosły na tych terenach. Czując się wielkimi panami ziemi, dominatorami, zmieniliśmy diametralnie nasze środowisko. A przecież tak naprawdę jesteśmy tylko współmieszkańcami tej planety. Teraz mamy niewielką możliwość naprawienia tego, dając przytulisko krzewom i drzewom dawniej powszechnym, a obecnie zupełnie wyrugowanym i pozbawianym prawa do istnienia polnym gruszom, cisom, jesionom, kalinom, wiązom i innym.
Projektując nasze żywopłoty "wyżywałam się" też artystycznie, komponując różne kształty, wysokości, kolory liści. Obecnie mam co podziwiać o każdej porze roku, a w naszym ogrodzie gości coraz więcej gatunków ptaków - tu, gdzie wcześniej był pusty ugór, przedtem pola, a najdawniej - puszcza. Czasem wydaje mi się, że młode, ale już wysokie drzewa szumią: "Pamiętamy, pamiętamy..."