Posty

Wyświetlam posty z etykietą różności

kartki

Obraz
Mam dziś wolne... I co? I od rana na niebie wiszą ponure chmurzyska, dopiero przed chwilką wyszło zza nich słońce. A jak siedzę w pracy, to oczywiście bezczelne słońce kusi, woła, nęci...ehhh ;) Odwiedziłam dziś urząd skarbowy, by wyjaśnić, dlaczego nie jestem w stanie wysłać e-deklaracji. Pani w okienku (zresztą przemiła) podsunęła formularz A4, kazała uzupełnić, a na końcu okazało się, że moje aktualne dane są w systemie od ubiegłego roku... I nikt nie był w stanie powiedzieć mi, dlaczego wyskakuje mi błąd w danych... No nic. Bywa i tak. W ubiegłym tygodniu skończyłam pierwszy rzut kartek wielkanocnych, zamówienie bardzo specjalne, bo od rodziców :) I już ich nie mam. Mamcia zdecydowała się bardzo szybko. Resztę kartek kupiły koleżanki w pracy... i tyle je widziałam ;) Dziś odesłałam poprawioną książkę, czekam na akceptację autorki. I na ewentualne z nią starcie też czekam, bo wiadomo, nikt nie lubi być poprawiany. A oczekiwanie na mail od pani autorki umilą mi drut...

Lokomotywa dla Tuwima

Obraz
Częstotliwość pojawiania się na własnym blogu mam okrutną. Dziś dokładnie mija miesiąc od ostatniego postu. Z całego serca dziękujemy Wam za życzenia, Wasze ciepłe słowa są dla nas bardzo ważne. Staramy się mocno, by takie uśmiechy stale nam towarzyszyły, ale jak wszyscy wiecie, czasem to nie jest łatwe.  W ubiegłym tygodniu wybraliśmy się do Łodzi, gdzie mieszka nasza przyjaciółka, a że Polska ubierała wtedy lokomotywę dla Tuwima przy łódzkiej Manufakturze, to i tam nie mogło nas zabraknąć.  Podróż naszą wysłużoną korsyką do Łodzi okazała się podróżą z przygodami. Gdzieś przed Piotrkowem Trybunalskim zaczęło nam się wydawać, że głośniej jedziemy, ale zrzuciliśmy to na dziwną nawierzchnię. Kilkanaście kilometrów później usłyszeliśmy huk i ten jakże charakterystyczny dźwięk ciągnięcia czegoś metalowego po asfalcie... Była 20.30, a my stanęliśmy w szczerym polu. Postanowiliśmy ułamać więc środkowy tłumik i z gracją czołgu ruszyć dalej. Okazało się to jednak niemożliwe. W ...

aaach, co to był za śluub...

Obraz
Popełniliśmy go co prawda dwa miesiące temu, ale dopiero niedawno otrzymaliśmy zdjęcia, którymi można się publicznie pochwalić. W końcu więc mogę pokazać się w swoim ślubnym bolerku, które zostało dokładnie obejrzane przez wszystkie panie w trakcie ostatniej przymiarki sukienki. Panie w dodatku przypisały wykonanie mojej Mamci (że niby wiekowo bardziej do drutów pasuje?), ale wyprowadziłyśmy je z błędu :) Zaś moi przyjaciele ze studiów przez część mszy zastanawiali się, jak mi się chciało nawlekać tyle cekinów.. Ale - zacznijmy wyjątkowo od początku, choć część tej zacnej uroczystości umknęła mi gdzieś w zakamarkach pamięci ;) Byłam oczywiście okrutnie zestresowana, nawet rzeczami, na które w żaden sposób nie mogłam mieć wpływu. Cóż, taka natura. Na szczęście: a. dopisała pogoda (nie sypał śnieg, nie lało i nie było słońca. To ostatnie powoduje u mnie mimowolne zamykanie prawego oka i wyglądam jak jednooki bandyta) b. nie wywróciłam się w drodze do ołtarza (choć przy długiej sukni...

zrób coś dla siebie

Obraz
To właśnie usłyszałam przedwczoraj od Rożka. "Dla siebie. Nie dla mnie, siostrzenicy, znajomych..." Próby dziergania "dla siebie" skończyły się trzykrotnym pruciem, bo mi się nie podobało,ale pojawił się już w głowie nowy pomysł i teraz chyba uda się go dokończyć :) W ramach projektu "zrób coś dla siebie" postanowiłam też więcej się ruszać, coby zgrabności nie stracić. Dwa wieczory z bieganiem po mieście z patykami mam za sobą. Wczorajsza trasa to pewnie ponad 7 km. Niby nic wielkiego,ale cieszy :) Dziś w planach zumba. Oby się udało.  Dziś też pierwsze spotkanie z sernikiem. Relacja, mam nadzieję, najpóźniej jutro. I zapisałam się na rozdawajkę u Ewci  :) Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za słowa komentarzy. Jak widać - inspiracje zadziałały. 

dlaczemu mnie nie było

Obraz
Usłyszałam w ubiegłą sobotę od koleżanki, że się obijam i rzadko piszę.  Nie da się ukryć, że ma ta Ewka rację. Obijam się. Niestety, obijam się tylko jako autorka bloga. Mnóstwo czasu spędzamy z Rożkiem na próbowaniu kawy i herbaty, bo jesteśmy na etapie zapraszania gości na nasze wesele.  Chciałam Wam pokazać zaproszenia, które zrobiłam, ale dzisiejsze światło, czy też raczej jego brak, sprawiły, że zdjęcia te pojawią się w kolejnym poście. Zaczęłam robić sobie bolerko, wybrałam jeden z wzorów fasOli, o dokładnie ten . Zakupiłam sobie Himalayę i z radością wielką zaczęłam machać drutami. Z powodu moich "etiopskich rączek" oczywiście musiałam pruć i modyfikować dodawanie oczek. Postanowiłam też zrobić długie rękawki...W ostatni piątek byłam na przymiarce sukni ślubnej, wzięłam ze sobą połowę bolerka i okazało się, że w zetknięciu z moją białą suknią, biała Himalaya wcale nie jest biała... Trzeba znaleźć coś innego. Niby kupiłam nową włóczkę, ale nie podoba mi się to,...

Babcia

Moją Babcię chciałam Wam przedstawić już jakiś czas temu. Ciągle jednak nie umiałam znaleźć słów odpowiednich, a jak wiecie, dla polonistki słowo to podstawa! Dziś już wiem, co chcę Wam o Niej powiedzieć.  To wszystko przez Nią. Chyba tak powinnam zacząć, bo od kiedy pamiętam moja Babcia, która w ubiegłym roku skończyła 89 lat, robiła na drutach. Gdy byłam dzieckiem jednym z moich ulubionych zajęć było pomaganie babci w...pruciu swetrów. To był dla mnie rytuał. Siadałyśmy w kuchni, w piecu wesoło buzował ogień, było przyjemnie ciepło...Leżący na tapczanie dziadzio nucił coś pod nosem, a my rząd za rządkiem prułyśmy stary sweter, szalik, czapkę...Zmieniałyśmy się rolami, raz prułam ja, a babcia nawijała wełnę na motek, a innym razem pruła babcia, a ja motkowałam. Jest jeszcze jedno wspomnienie, właściwie obrazek - wchodzę do kuchni, a moja babcia siedzi na stole,  stojącym przy oknie. Jedną nogę ma opartą na krześle, drugą wyprostowaną na blacie i robi na drutach. To było ...

nierobótkowo, ale jestem i żyję :)

Właśnie się zorientowałam,że od mojego ostatniego popełnienia posta minęły prawie 2 miesiące. No, niech będzie że dwa, o te kilka dni nie będę się spierać. Wstyd mi - raz że nie piszę, a dwa że na drutach ciągle żółty sweterek, który już dawno miał być  w użyciu.Nie chcę się jednak nad sobą użalać, bo właściwie nie mam powodu. Od dwóch miesięcy pracuję w Muzeum Auschwitz. Nie jest to praca marzeń, ale cieszę się, że nie muszę siedzieć w domu i starać się jakoś organizować czas, żeby mnie nuda i monotonia nie zjadły. A w pracy na nudę narzekać nie mogę - codziennie do przyjęcia kilkaset grup, rozmowa nie tylko po polsku i angielsku, ale i zmaganie się z innymi językami. Ostatnio z przerażeniem stwierdziłam,że mówię po niemiecku (no, może "mówię" to lekka przesada, ale coś niecoś jestem w stanie z siebie wykrzesać). Zdarzają mi się i śmieszne sytuacje, ale to rzadkość. Przedwczoraj miałam kumulację - najpierw powiedziałam pilotowi grupy, którą kończyłam przyjmować "dzie...

i tyle w temacie

Obraz
Od Ani .

mieszkanko

Obraz
Pisząc ostatni post miałam nadzieję,że napiszę kolejny szybciej niż za miesiąc - prawie się udało :) Dziś nie będzie zdjęć plenerowych, nie będzie zdjęć prac ukończonych i tych w trakcie. Dziś pokażę Wam nasze kolorowe mieszkanko. Ciągle nie ma w nim wielu rzeczy, ciągle trzeba coś kupować, ale cieszę się ogromnie,że możemy mieszkać już razem :) To zapraszam do nas: witamy energetycznym zółtym później wchodzimy do równie energetycznej kuchni w sypialni nieco spokojniej - na ścianach lato jagodowe i lato gruszkowe w kąciku stoi teraz mój stolik do pracy :)   Ciągle dziergam swojego pasiaka, w tym tygodniu niestety leży odłogiem, bo mimo tego, że godzin w szkole mam niewiele, to spędzam w niej podejrzanie dużo czasu. Poza tym nie mam autka, które oddałam do konserwacji, więc doświadczam teraz cudu podróżowania busami. I, no cóż, troszkę się boję, bo panowie jeżdżą raczej szybko, a od kiedy mam prawo jazdy to jakoś tak mniej ufam środkom komunikacji publiczno-p...

jesiennie

Obraz
Naprawdę chciałabym wierzyć, że od ostatniego posta nie minął miesiąc, ale musiałabym wtedy baaardzo kłamać, udawać i naginać czasoprzestrzeń. A co zdarzyło się w tak zwanym międzyczasie? Po pierwsze primo - przeprowadziłam się, po drugie primo - jakoś skurczył mi się czas na robótki.   Udało mi się na szczęście w ubiegłym tygodniu złapać za druty, więc zezwłok męski z poprzedniego posta zyskał rękawy (no, zdecydowaną ich większość - bo jeszcze troszkę i będę robić główkę), zezwłok damski, czyli pasiak dla mnie także rośnie w siłę; udało mi się zrobić już dziury na ręce i zejść kilkanaście cm niżej. Są więc szanse, że do zimy skończę dzieła oba (mam nadzieję, że siebie nie). Popełniłam jeszcze szarą czapeczkę, bo potrzebowałam czegoś na szkolną wycieczkę w Tatry. Na wycieczce oczywiście się nie wyspałam, ale to mało ważne! Wróciłam naładowana pozytywną energią; a wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że tak bardzo brakuje mi Tatr. Byliśmy tylko w Dolinie Kościeliskiej, Jaskini Mr...

Krótko

Mój laptop przeżywa właśnie śmierć kliniczną...leży biedok rozebrany na części. Mam nadzieję,że wróci do życia i będzie mi jeszcze długo służył. Rożek obiecał,że jak się nie odpsuje, to kupi mi nowy :D (hihihi - bo to on jest sprawcą rozbebeszenia laptopa mego). Buziam Was mocno.  

zwykły dzień

Tego posta miałam napisać wczoraj, ale doszłam do wniosku,że nie wiadomo co mogłoby mi z niego wyjść. Rankiem nic nie zapowiadało takiego pasma sukcesów... Po południu wybrałam się moją ukochaną "Korsyką" do Oświęcimia. Po paru kilometrach usłyszałam zaskakujące "tir, tir", postanowiłam więc dyskretnie rozejrzeć się (oczywiście w miarę możliwości) po wnętrzu autka. I moim oczom ukazał się ON - pasikonik! Siedział sobie drań na wstecznym lusterku i machał do mnie czułkami. // pasikoniki to mój dziecięcy koszmar - właziły mi nocą do pokoju i budziły tym swoim cykaniem i skakaniem po podłodze //. Wyobraźcie więc sobie moją radość z tego spotkania! ;) Doszłam jednak do wniosku,że jeśli tylko będzie sobie siedział i cykał, to nic się nie dzieje - ważne, by nie zaczął się przemieszczać. Nie trzeba było długo czekać, by mój pasażer na gapę rozpoczął wędrówkę po szybie. W obawie o swoje życie zjechałam więc na pierwszy parking i wypuściłam gada. Wsiadłam do au...

prawie po miesiącu...

Obraz
piszę. Wiem,że mam wakacje, ale jakoś nawet teraz czasu mi brak. Poza tym przełom czerwiec/lipiec okazał się dość specyficzny - samochód nie chciał startować, laptop włączał się jak tylko podłączyłam go do prądu i w dodatku piszczał niemiłosiernie. Było to dla mnie źródłem udręki, bo...! Mój Brat stwierdził, że i tak powinnam się cieszyć, gdyż byłoby znaczniej gorzej, gdyby laptop nie chciał się włączyć, a samochód ruszał,gdy tylko włożę kluczyki do stacyjki. Coś w tym jest :) Autko było u mechanika, zostało naprawione...jak się okazało - do ostatniej soboty. Jutro znów jedziemy na leczenie. A laptop trafił w ręce mojego brata, ale nawet on nie umie go wyleczyć, więc nadal startuje, gdy tylko złapie troszkę prądu, a w dacie nieustannie pokazuje mi 31 grudnia 1987!!! Za każdym razem muszę więc na nowo to ustawiać, bo w przeciwnym razie nie chce mi się łączyć z internetem, a każdą stronę pokazuje jako zagrożoną...młody ma nadzieję,że może to jakaś bateryjka od BIOSu, teraz tylko trzeba j...