Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrny.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrny.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 kwietnia 2016

Przegląd nowości.

W ciągu trzech poprzednich sezonów kolekcja bruner wielkolistnych (Brunnera macrophylla) wzbogaciła się o kilka nowych egzemplarzy. Uważam je wciąż za nowości ponieważ nie rozrosły się na tyle aby uważać je za zasiedziałe. Chociaż taka 'Henry's Eyes', mimo że posadzona w zeszłym roku - dała spory samosiew gruntownie przeze mnie wyplewiony. Na kwiatach dopiero z bliska widać białe obwódki płatków odróżniające odmianę od gatunku. Z daleka nie widać różnicy, obwódki nawet nie dają efektu rozjaśnienia błękitu. Ot taka ciekawostka.





Natomiast kwiaty odmiany 'Alba' są bardzo wyraziste na tle zieleni liści, gdyż biel płatków jest idealna. Kępka dość niska w porównaniu z innymi odmianami i jakaś nie za bogata w kwiatostany. Pomimo, że rośnie w jasnym cieniu skryta za altanką - płatki w niektórych miejscach są zbrązowiałe. 




Co innego odmiana 'Mr. Morse', srebrny rysunek liści rozjaśniony bielą kwiatów jest ciekawy i widoczny z daleka. Ta część ogrodu jest świeżo po plewieniu i powierzchnię gleby nie zdążyłam zaściełać ściółką. Na tle grubej materii organicznej efekt będzie jeszcze ciekawszy. Wielkość kwiatów jest porównywalna z odmianą 'Alba', może ma więcej kwiatostanów.





Myślę, że to sprawa dość chłodnej wiosny, bo wilgoci w ziemi i zasobności na pewno im nie brakuje. 'King's Ransom' jasną poświatą odbija się na tle podmokłej rabaty.

sobota, 28 czerwca 2014

Spacerem po Battersea Park.

Znów rzuciło mnie na Wyspy, konkretnie do stolicy. Aby zmitrężyć luźny czas wybrałam się do pobliskiego parku. Rozległa połać poprzecinana ciasnymi alejkami, za szpalerami krzewów i drzew kryje rabaty i kompozycje dotychczas nie oglądane. Tak się składa, że poprzednio byłam o innej porze roku i to co teraz kwitło lub przekwitło - wcześniej było niezauważalne.

Za którąś alejką zaintrygowała mnie roślina, która wyglądała znajomo. Liście z grubą warstwą rozjaśniającego kutneru nadającego miętowy odcień zieleni, w kształcie wąskie, osadzone parami naprzemiennie. Po roztarciu w palcach nie wydzielały ostrej woni olejków eterycznych. Pędy kanciaste, wzniesione na około metra, w zasadzie nie rozgałęzione i zdrewniałe u podstawy niekiedy w konkretne pieńki przypominały stare wyrośnięte szałwie lekarskie (Salvia officinalis).




Roślina jednak miała nietypowe dla szałwii nasienniki już puste, gdyż czas rozkwitu dawno miała za sobą, choć kilka z nich miały jeszcze kwiaty. Kształt wskazywał na Lamiaceae, czyli typowy kapturek i języczek. Łudząco podobne do gatunku żeleźniak Russela (Phlomis russeliana). Spod kulistego pustego nasiennika jak spod pętelek kokardki zwisały dwa szarozielone listki.




Jakiś czas mocowałam się z Google zadając zbyt szczegółowe pytania. Zresztą byłam pewna, że to coś z licznej rodziny Salvia. Jednak jeszcze przed nocą zagadka została rozwiązana, to żeleźniak krzewiasty (Phlomis fruticosa).

niedziela, 20 stycznia 2013

Spotęgowany efekt.

Lubię jednokolorowe rabaty lub chociaż w kolorach wzajemnie się napędzających.
W ogrodzie Karmili, który zwiedzałam w czerwcu - to srebrne liście host i okrywowego jałowca oraz miętowe bluszczyka kardybanka 'Variegata'. Jasność tych roślin rozświetlała kącik bezpośrednio znajdujący się przy domu.





Tą rabatkę nazywała błękitną, ale nazwa byłaby nie adekwatna gdyby nie wtrącenia amarantowych odcieni płatków bratka i lobelii. Wszak blade błękity i srebrzystości to tylko tło i wypełnienie dla intensywnych odcieni.




Całość z oddali prezentowała się efektownie.

niedziela, 23 września 2012

Nie wszystkie przepadły.

Jakiś czas temu zorientowałam się, że większość moich miodunek - chuchanych i dmuchanych oraz podsypywanych dobrem nawozowym - przepadło bez wieści. Dziwna sprawa, bo od wiosny kwitły pięknie i były ozdobą przedniej jakości. A jak przyszło do wypuszczania wzorzystych liści to zawinęły się na tamten świat. Może wiosną jeszcze obudzą się z popiołów jak ten Feniks.
Tymczasem po dzisiejszym spacerze po ogrodzie okazało się, że nie wszystkie stracone.

Załamywałam ręce nad odmianą 'David Ward', której strzępki do regeneracji dostałam późną wiosną. Posadziłam, bo głupio było wybrzydzać i zapomniałam. Co jakiś czas zaglądałam w ten kącik, ale nie rokowałam najlepiej gdyż sucha i sypka ziemia nie dawała szybkich przyrostów. A jednak ... miodunce widocznie spodobała się ziemia nawieziona jesienią stajennikiem. Cieszę się bardzo z tej odmiany, gdyż oryginalność zestawienia białych pędów z krwistymi kwiatami jest nietuzinkowa wśród miodunek. Może na suchym miejscu ominą ją przygody z chorobami, czego nie dało się powiedzieć o egzemplarzu dotychczas rosnącym w tak zwanych zasobnych warunkach.



Z tego samego źródła trafiła do mnie inna odmiana 'Bubble Gum'.  Moją sadzonkę po kilkuletniej uprawie dopadł grzyb do tego stopnia, że gdy spostrzegłam co się dzieje z odmiany zostały suche liście. Spośród plamiastych odmian ta ma najbardziej krzykliwe, wręcz jest to orgia srebrnych rozbryzgów. Jakby fantazja malarza posługującego się szerokim pędzlem do malowania ścian. Miodunka nabrała nieprzeciętych rozmiarów zajmując miejsce, które miała kulturalnie dzielić z innymi bylinami.




Po doświadczeniach stwierdzam, że miodunki lepiej sadzić w trudnych warunkach bez schlebiania wilgocią i cieniem.

środa, 1 sierpnia 2012

Wakacjuję.

Trzy tygodnie wakacji spędzam w mieście. Fatalna sprawa, lecz biorąc pod uwagę miasto w którym się znajduję - niektórzy byliby wręcz zachwyceni. Z braku towarzystwa, gdyż Lubemu nie udzielono urlopu oddaję się czynnemu lenistwu utrwalania okolicy na zdjęciach. Dni spędzam na spacerach, udając się na zmianę w cztery kierunki świata, raz w górę raz w dół zacisznej dzielnicy przedmieść Londynu.


Jak do tej pory nie odwiedziłam jakiegoś spektakularnego ogrodu, ale byłam (można by rzec) w przybytku i sanktuarium początków świata - Muzeum Historii Naturalnej. O tym kiedy indziej ...
Teraz zapraszam wszystkich na subtelne podglądactwo ogródków  from the street ze wszech miar nie zakłócając miru domowego. Jedna pani z dzielnicy, która widząc mnie kucającą z aparatem w dłoni przed poniższym z uśmiechem przyznała mu miano najładniejszego ogrodu na ulicy.




A czego tam nie było ?! Same różności - głownie te, na które u nas mówimy jednoroczne. Swoją drogą ciekawe ile ich przeżywa do kolejnego sezonu, bo pewnie nawet dalie w tym sprzyjającym klimacie z powodzeniem zimują w gruncie. Doprawdy nie mam doświadczenia z taką sypką i suchą glebą. Te rośliny nawet jak na warunki miastowe, gdzie przepływ podskórnych wód zachwiana jest studzienkami, wyglądały na dobrej kondycji. Oczywiście marne kilka pędów krwawnicy mają się nijak do mojego krzaczyska, ale inne wydają się zadowolone z suchego i słonecznego miejsca.



Kilka z sucholubnych malowniczo zsuwało się z murku kwiatami sypiąc wprost na chodnik. W tym zestawie fuksja w gruncie to dla mnie egzotyczna roślina tarasowa !






Niektóre jakby przysiadły z zeszłorocznego samosiewu w miejscach niedostępnych dla innych roślin. Na tym przykładzie widzę jak trudna jest ta gleba i nie pozwala osiągnąć godnych rozmiarów.



Dla mnie sprawiał wrażenie opuszczonego z lekką dozą ręki ogrodnika. Być może tymczasowość tej rabatce nadają jednoroczne, które mają w sobie coś ulotnego i nietrwałego. Nie mogą konkurować z mocnymi bylinami siermiężnie przyrastającymi dookoła korzeni. Sucha gleba wstrzymuje możliwości roślin na rozrośnięcie się w imponujące kępy pogrubione sokami krążącymi w tkankach.



niedziela, 13 maja 2012

Koniec złej opinii.

Są takie gatunki roślin, które "cieszą" się złą sławą. Głównie ze względu na kłopoty "wychowawcze" jakie stwarzają ogrodnikowi. I do tego różnie zachowują się w różnych ogrodach. A to pokładają się na rosnące w sąsiedztwie, zasiewają samosiejki nie do opanowania, albo rozrastają się podstępnie rozłogami. Przy czym w znajomym ogrodzie dany osobnik może uchodzić za wzór cnót wszelakich. Lecz są takie gatunki, które w każdym ogrodzie sprawiają kłopoty (ewentualnie ogrodnik nie chce się przyznać przed drugim ogrodnikiem). Choćby taki Galeobdolon luteum - podejrzewam, że każdy może na niego psioczyć.
Na szczęście hodowcy kombinują nad oswojeniem kłopotliwych bylin i często grzebiąc w DNA, ukrócają ich złośliwe zapędy. I tak z rozłogowej byliny zamienili na kępowo rosnącą odmianę  'Hermann's Pride'.


W zasadzie wszytko w tej odmianie można pochwalić. Rozrasta się słabiej niż niejedna jasnota, wzniesiony pokrój kęp, liście drobne ząbkowane w zaskakująco silnym srebrnym rysunku. Cała bylina sprawia wrażenie jasnej dzięki srebrzystej aurze, wręcz metalicznemu odblaskowi. Jasno żółte kwiaty pojawiają się na pędach pomiędzy odcinkami okółków liści, co sprawia wyrażenie małych choinek. Oczywiście ta bylina może się komuś podobać, a innym zniesmaczonym kłopotami z gatunkowym Gajowcem żółtym - wybitnie nie. Tych nawet hodowcy ich nie przekonają.