Z "małym" poślizgiem czasowym, ale są - moje ulubione kosmetyki roku 2013. Wybrałam po 1-2 ulubieńców z każdej kategorii, choć z niektórymi miałam problem. Zastanawiałam się nad umieszczeniem tutaj też ulubionych pędzli, ale stwierdziłam, że lepiej będzie mi po prostu napisać cały osobny post na ich temat :). Co ciekawe, o ile dobrze pamiętam, każdego z tych produktów użyłam po raz pierwszy właśnie w roku 2013.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek. Pokaż wszystkie posty
2 lutego 2014
17 września 2013
Denko 3/2013
Pogoda jest tragiczna, a mnie samą powoli rozkłada jakieś małe przeziębienie - pewnie efekt przewiania na sobotnim weselu. Tymczasem mam dla Was kolejne duże denko. Ostatnio denkowanie idzie mi całkiem sprawnie, za to przystopowałam z zakupami, z czego bardzo się cieszę. Na początku blogowania wydawanie pieniędzy na kosmetyki szło mi baaardzo lekką ręką, teraz myślę nad niemal każdym zakupem i prawie nigdy nie kupuję czegoś bez promocji lub po prostu jeśli coś jest mi zbędne. Jestem z siebie dumna :)
Na pierwszy ogień dwie rzeczy z kolorówki:
- Podkład Revlon Colorstay - kupiłam go dzięki promocji na Grouponie, niestety mój odcień okazał się dla mnie ciut za ciemny i długi czas musiałam go mieszać z jasnymi podkładami, z kolei w lecie podkład był dla mnie za ciężki. Rozumiem jego fenomen, ale ja jednak wolę nieco inną formułę podkładów.
- Tusz Max Factor 2000 Calorie - kolejny kultowy produkt, którego miałam przyjemność używać po raz pierwszy. Kupiłam go rok temu na promocji w SP za 10zł i długo czekał na swoją kolej ;). Na początku mnie nie zachwycił, a później im był starszy, tym lepszy. Efekt jaki dawał określiłabym jako naturalne, mocne podkreślenie, coś w sam raz na co dzień.
- Isana, zmywacz do paznokci - mój ideał, zużyłam dziesiątki butelek i będę kupowała nadal.
- Rexona, dezodorant Crystal Diamond - byłam wierna dezodorantom w kulce lub sztyfcie, ten kupiłam ze względu na fajną promocję. Całkiem dobry ;)
- Babydream, oliwka dla dzieci - jest u mnie zawsze obecna, dawniej używałam do olejowania włosów, teraz do zmywania makijażu, peelingu kawowego, nawilżania ciała czy łagodzenia skóry po depilacji woskiem.
- Altera, olejek migdał i papaja - kolejny must-have, uwielbiam jego zapach i właściwości, dzięki olejowaniu tym produktem paznokci moje paznokcie osiągnęły stan niemal idealny. Więcej tutaj.
- Colgate, pasta do zębów - pojawiła się tutaj w zasadzie przypadkiem, pasta jak to pasta ;).
- Nić dentystyczna Oral B Pro Expert - w zasadzie może i nie powinno jej tutaj być, ale to zdecydowanie najlepsza nić dentystyczna, jakiej kiedykolwiek używałam. Różni się od innych w pozytywny sposób.
- Balea, krem do rąk z masłem shea i olejkiem arganowym - bardzo fajny krem na co dzień do używania "na szybko", więcej tutaj.
- Kamill, krem do rąk Hand Repair - kupiłam na promocji w SP za niecałe 10zł, bardzo treściwy i dobry krem dobry do stosowania na noc.
- Ziaja, krem do twarzy masło kakaowe - kupiłam za grosze podczas promocji w Rossmannie. Jest dość tłusty i treściwy, ale ma świetny zapach i moja skóra go polubiła. Chętnie kupię ponownie, bo w tej cenie to produkt niemal idealny ;).
- Cien, krem do rąk z migdałami i masłem shea - znów produkt kupiony za grosze w Lidlu. Zerknęłam na skład podczas zakupów i dość pozytywnie się zaskoczyłam, bo faktycznie widnieje w nim olejek z migdałów i masło shea. Bardzo dobry krem :).
- Alterra, peeling pod prysznic kwiat pomarańczy i brązowy cukier - dla mnie bubelek, więcej tutaj.
- Wellness&Beauty, peeling do ciała algi morskie i minerały - jak dla mnie prawie ideał, końcówkę trzymałam "na specjalne okazje" i dopiero ostatnio przypomniałam sobie, że warto go w końcu zużyć ;). Więcej tutaj.
- Paloma, peeling do dłoni - dla niektórych peeling do dłoni to fanaberia, ja jednak uwielbiam ten kosmetyk i chętnie kupię go ponownie, jak na niego trafię. Podobnie jak z tym powyżej, trzymałam końcówkę, bo po prostu żal było mi go wykończyć ;). Więcej tutaj.
- Balea, szampon do włosów z mango i aloesem - bardzo fajny szampon, obecnie zużywam drugą butelkę. Jednak dla mnie większość szamponów jest w porządku, jakiś musi mi naprawdę robić krzywdę, żebym zauważyła różnicę między produktami ;).
- Garnier, odżywka z awokado i masłem karite - bardzo dobra odżywka, choć dla mnie nie zdetronizuje Nivei Long Repair. Recenzja będzie wkrótce :).
- Decubal, pianka do mycia twarzy - świetny produkt, więcej tutaj.
- Nivea, balsam pod prysznic - dostałam próbkę podczas zakupów w SP i rozumiem fenomen tego produktu :). To bardzo fajna opcja dla leniwców i na lato, może kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie, najpierw jednak muszę zużyć ogromne zapasy balsamów, jakie mam ;).
- Balea, żel pod prysznic figi i czekolada - bardzo fajny żel, choć zapach nie wszystkim odpowiada, ja się jednak z nim polubiłam. A żele Balea uwielbiam :). Więcej tutaj.
- Nivea for Men, żel pod prysznic Muscle Relax - zużyty przez Narzeczonego, fajnie pachniał i wystarczył na bardzo długo ;).
- Isana Med, żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym - bardzo fajny żel, zostawiał skórę nawilżoną i miał bardzo oryginalny, wakacyjny zapach. Więcej tutaj.
- Clear Men, przeciwłupieżowy szampon do włosów - kolejny produkt Narzeczonego, który niestety boryka się z łupieżem. Szampon na początku stosowania działał fantastycznie, teraz raz działa lepiej, raz gorzej, ale ciągle to najlepszy szampon przeciwłupieżowy, jakiego używał TŻ. To druga zużyta butelka, w łazience jest już trzecia.
I to by było na tyle. Nie spodziewałam się tak obszernego denka, jednak cieszy mnie ono i liczę na to, że kolejne znów będzie tak obfite :).
Etykiety:
Alterra,
babydream,
Balea,
krem do rąk,
Nivea,
odżywka do włosów,
olej,
olejek,
oliwka,
peeling do ciała,
podkład,
projekt denko,
Revlon,
szampon do włosów,
tusz do rzęs,
Ziaja,
żel pod prysznic
25 lipca 2013
Moja pielęgnacja (i metamorfoza) paznokci, czyli od zera do bohatera ;)
Dzisiaj post, do napisania którego zbierałam się od bardzo dawna, ale dopiero ostatnimi czasy poczułam, że naprawdę mam ku temu "pretekst", bo na moje paznokcie nie mogę powiedzieć (w końcu!) złego słowa :). Osobiście uwielbiam tego typu posty na innych blogach, mimo, iż często 90% treści się powtarza. Mogę je czytać i oglądać w nieskończoność :).
Zacznę od tego, że latami obgryzałam paznokcie. Ciężko mi określić moment, kiedy przestałam, bowiem w długi czas po tym, jak przestałam stricte obgryzanie, nadal "zgryzałam" lakier z paznokci lub też nadgryzałam same boki paznokci, co jak wiadomo, prowadziło do nadłamań i w efekcie obgryzienia/skrócenia pojedynczych paznokci, za którymi szła cała reszta... Maltretowałam też swoje skórki, dłuuugo je obgryzałam i obrywałam, często były to ranki do krwi. W sumie można powiedzieć, że moje "wychodzenie" z tych nawyków zajęło dobre kilkanaście miesięcy. Wydaje mi się, że dałam spokój moim paznokciom dopiero jakiś rok temu.
Moje paznokcie do dnia dzisiejszego przeszły wielką, moim zdaniem, metamorfozę. Wystarczy porównać paznokcie np. z tego posta, z tymi tutaj. Jak do tego doszło?
Wiele zawdzięczam odżywkom z formaldehydem - tak, u mnie on zdziałał cuda. Najpierw długo stosowałam Eveline (recenzja tutaj), najpierw solo, później jako bazę, a po niej zaczęłam stosować Nail Tek II. Obydwa produkty spisują się u mnie jako baza pod lakier fantastycznie, jednak wiadomo - trzeba na nie uważać. Teraz robię sobie od nich chwilę odpoczynku, ale na pewno jeszcze do nich wrócę. Stosuję odżywki zawsze jako podkład pod lakier.
Jeśli chodzi o skórki, i z nimi toczyłam długą batalię. Mam ogólną manię kremowania dłoni i kremy do rąk trzymam wszędzie, gdzie mam do nich łatwy dostęp - w torebce, obok łóżka, w salonie, gdzie spędzam większość dnia. Ponadto przez moje ręce przewinęło się i ciągle przewija wiele mazidełek przeznaczonych stricte do skórek. Na blogu pisałam o masełku Inglota, posiadam także krem z Avonu i słynne masełko Burt's Bees, którego recenzja pojawi się wkrótce na blogu.
Raz na jakiś czas, wedle potrzeby, stosuję także produkt-hit, jakim jest Sally Hansen Instant Cuticle Remover. Uuuwielbiam go, napisałam już wszytko na jego temat w recenzji. Odkąd go mam, cążki całkowicie poszły w odstawkę - wystarczy mi on i drewniane patyczki, ewentualnie gumowe kopytko.
Od jakiegoś czasu jednak porzuciłam stosowanie preparatów do skórek, ponieważ do ich pielęgnacji w pełni wystarczają mi olejki, odkrycie których spowodowało prawdziwy przełom w mojej pielęgnacji paznokci. W maju poprzez post Idalii trafiłam na wątek na Wizażu, dotyczący olejowania paznokci (mój nick to Anesthesia).
Od 20 maja codziennie olejuję paznokcie i sprawdza się to u mnie rewelacyjnie! Co wieczór przed snem olejuję paznokcie oliwką Alterra migdał i papaja. W ciągu dnia staram się choć raz nasmarować paznokcie samodzielnie przygotowaną mieszanką. W jej skład wchodzi: zawartość kilku kapsułek z wit. A+E, kilka rybek keratynowych GAL, kilka "pompek" Alterry i dopełnienie niebieską oliwką Babydream. Krótko mówiąc, wszystko, co dobroczynne, w miarę naturalne i znajduje się w moim domu :). Olejuję pomalowane paznokcie, ponieważ warstwa lakieru wyraźnie wzmacnia moje paznokcie i chroni je przed urazami mechanicznymi. Olejuję je tak, aby oliwka dostała się do skórek wokół paznokci i pod spód paznokcia. Zauważyłam wyraźny przyrost płytki u palców wskazujących, pozostałe powoli idą w ich ślady i właśnie na tym efekcie najbardziej zależy mi w całym procesie olejowania. Poza tym paznokcie zdecydowanie rosną szybciej, co również mnie bardzo cieszy.
Na zdjęciach na końcu posta możecie zobaczyć metamorfozę moich paznokci od momentu rozpoczęcia olejowania. Poprawa wyglądu jest wyraźna, ja sama widzę, że paznokcie są mocne i zdrowe jak nigdy! Dzięki odżywkom z formaldehydem pozbyłam się problemu rozdwajania, ale to oleje naprawdę wyraźnie wzmocniły moje paznokcie.
Co do pozostałych akcesoriów, jakie stosuję w swojej pielęgnacji paznokci to zdecydowanie pierwsze miejsce ma u mnie szklany pilnik. Mój pochodzi z Rossmanna, z serii For Your Beauty. Kosztował ok. 11-13zł i mam go już ponad rok. Jego właściwości ani trochę się nie zmieniły, używam go regularnie, a on piłuje tak samo dobrze jak pierwszego dnia po zakupie. Szklane pilniki wydają mi się najzdrowszym rozwiązaniem do skracania paznokci. Pilnik wystarczy po użyciu spłukać go wodą z mydłem i gotowe! Ewentualne nierówności, zadziorki czy minimalnie rozdwojoną płytkę traktuję blokiem polerskim, który można kupić w niemal każdej drogerii. Jeśli chodzi o zmywacz, od lat wierna jestem dużej, zielonej Isanie, którą wręcz uwielbiam.
Dla podsumowania, moja rutynowa pielęgnacja paznokci zebrana w punktach:
Zacznę od tego, że latami obgryzałam paznokcie. Ciężko mi określić moment, kiedy przestałam, bowiem w długi czas po tym, jak przestałam stricte obgryzanie, nadal "zgryzałam" lakier z paznokci lub też nadgryzałam same boki paznokci, co jak wiadomo, prowadziło do nadłamań i w efekcie obgryzienia/skrócenia pojedynczych paznokci, za którymi szła cała reszta... Maltretowałam też swoje skórki, dłuuugo je obgryzałam i obrywałam, często były to ranki do krwi. W sumie można powiedzieć, że moje "wychodzenie" z tych nawyków zajęło dobre kilkanaście miesięcy. Wydaje mi się, że dałam spokój moim paznokciom dopiero jakiś rok temu.
Moje paznokcie do dnia dzisiejszego przeszły wielką, moim zdaniem, metamorfozę. Wystarczy porównać paznokcie np. z tego posta, z tymi tutaj. Jak do tego doszło?
Wiele zawdzięczam odżywkom z formaldehydem - tak, u mnie on zdziałał cuda. Najpierw długo stosowałam Eveline (recenzja tutaj), najpierw solo, później jako bazę, a po niej zaczęłam stosować Nail Tek II. Obydwa produkty spisują się u mnie jako baza pod lakier fantastycznie, jednak wiadomo - trzeba na nie uważać. Teraz robię sobie od nich chwilę odpoczynku, ale na pewno jeszcze do nich wrócę. Stosuję odżywki zawsze jako podkład pod lakier.
Jeśli chodzi o skórki, i z nimi toczyłam długą batalię. Mam ogólną manię kremowania dłoni i kremy do rąk trzymam wszędzie, gdzie mam do nich łatwy dostęp - w torebce, obok łóżka, w salonie, gdzie spędzam większość dnia. Ponadto przez moje ręce przewinęło się i ciągle przewija wiele mazidełek przeznaczonych stricte do skórek. Na blogu pisałam o masełku Inglota, posiadam także krem z Avonu i słynne masełko Burt's Bees, którego recenzja pojawi się wkrótce na blogu.
Raz na jakiś czas, wedle potrzeby, stosuję także produkt-hit, jakim jest Sally Hansen Instant Cuticle Remover. Uuuwielbiam go, napisałam już wszytko na jego temat w recenzji. Odkąd go mam, cążki całkowicie poszły w odstawkę - wystarczy mi on i drewniane patyczki, ewentualnie gumowe kopytko.
Od jakiegoś czasu jednak porzuciłam stosowanie preparatów do skórek, ponieważ do ich pielęgnacji w pełni wystarczają mi olejki, odkrycie których spowodowało prawdziwy przełom w mojej pielęgnacji paznokci. W maju poprzez post Idalii trafiłam na wątek na Wizażu, dotyczący olejowania paznokci (mój nick to Anesthesia).
Od 20 maja codziennie olejuję paznokcie i sprawdza się to u mnie rewelacyjnie! Co wieczór przed snem olejuję paznokcie oliwką Alterra migdał i papaja. W ciągu dnia staram się choć raz nasmarować paznokcie samodzielnie przygotowaną mieszanką. W jej skład wchodzi: zawartość kilku kapsułek z wit. A+E, kilka rybek keratynowych GAL, kilka "pompek" Alterry i dopełnienie niebieską oliwką Babydream. Krótko mówiąc, wszystko, co dobroczynne, w miarę naturalne i znajduje się w moim domu :). Olejuję pomalowane paznokcie, ponieważ warstwa lakieru wyraźnie wzmacnia moje paznokcie i chroni je przed urazami mechanicznymi. Olejuję je tak, aby oliwka dostała się do skórek wokół paznokci i pod spód paznokcia. Zauważyłam wyraźny przyrost płytki u palców wskazujących, pozostałe powoli idą w ich ślady i właśnie na tym efekcie najbardziej zależy mi w całym procesie olejowania. Poza tym paznokcie zdecydowanie rosną szybciej, co również mnie bardzo cieszy.
Na zdjęciach na końcu posta możecie zobaczyć metamorfozę moich paznokci od momentu rozpoczęcia olejowania. Poprawa wyglądu jest wyraźna, ja sama widzę, że paznokcie są mocne i zdrowe jak nigdy! Dzięki odżywkom z formaldehydem pozbyłam się problemu rozdwajania, ale to oleje naprawdę wyraźnie wzmocniły moje paznokcie.
Co do pozostałych akcesoriów, jakie stosuję w swojej pielęgnacji paznokci to zdecydowanie pierwsze miejsce ma u mnie szklany pilnik. Mój pochodzi z Rossmanna, z serii For Your Beauty. Kosztował ok. 11-13zł i mam go już ponad rok. Jego właściwości ani trochę się nie zmieniły, używam go regularnie, a on piłuje tak samo dobrze jak pierwszego dnia po zakupie. Szklane pilniki wydają mi się najzdrowszym rozwiązaniem do skracania paznokci. Pilnik wystarczy po użyciu spłukać go wodą z mydłem i gotowe! Ewentualne nierówności, zadziorki czy minimalnie rozdwojoną płytkę traktuję blokiem polerskim, który można kupić w niemal każdej drogerii. Jeśli chodzi o zmywacz, od lat wierna jestem dużej, zielonej Isanie, którą wręcz uwielbiam.
| Każde zdjęcie możecie powiększyć! |
Dla podsumowania, moja rutynowa pielęgnacja paznokci zebrana w punktach:
- Codziennie olejuję paznokcie - jeśli to możliwe, to 1-3 razy w ciągu dnia i obowiązkowo na noc.
- Dbam o regularne nawilżenie dłoni i skórek za pomocą kremów do rąk.
- Zawsze noszę pomalowane paznokcie, robiąc im max. 1 dzień odpoczynku w tygodniu, czasami jest to po prostu kilka godzin bez lakieru. Pomalowane paznokcie są wg mnie zdecydowanie lepiej chronione przed czynnikami zewnętrznymi.
- Zmywam lakier, gdy tylko pojawią się pierwsze odpryski.
- Po zmyciu, jeśli jest potrzeba, używam preparatu usuwającego skórki Sally Hansen lub stosuję peeling do dłoni.
- Następnie kilkakrotnie wcieram w paznokcie i skórki olejki - albo przygotowaną przeze mnie mieszankę, albo moczę paznokcie kilkanaście minut w ciepłej oliwie z oliwek z kilkoma kroplami soku z cytryny, którą na sam koniec wsmarowuję w płytkę paznokci.
- Gdy olejki zrobią już swoje, dokładnie myję ręce i odtłuszczam płytkę paznokci zmywaczem do paznokci. Powinno się w tym celu używać specjalnego odtłuszczacza, na który poluję dość długi czas i w końcu muszę sobie zakupić.
- Maluję paznokcie jedną warstwą odżywki - Eveline, Nail Tek II lub jakakolwiek inna. Odżywkę, pierwszą warstwę lakieru i topcoat maluję "na zakładkę", pokazywała to m.in. Hatsu-Hinoiri.
- Gdy odżywka wyschnie, maluję paznokcie pierwszą warstwą lakieru.
- Po wyschnięciu pierwszej warstwy, maluję paznokcie drugą warstwą lakieru.
- Zaraz po pomalowaniu paznokci drugą warstwą lakieru, nakładam mój ulubiony top coat przyspieszający wysychanie - Seche Vite.
- Gdy top coat już wyschnie, kremuję dłonie i smaruję paznokcie olejkiem.
To chyba już wszystko :). Mam nadzieję, że post okazał się dla Was przydatny i ciekawy. Zachęcam Was do udzielania się w wątku na wizażu i regularnego olejowania paznokci, bo to naprawdę fantastyczna metoda! Wiele osób zauważyło poprawę stanu moich paznokci, zaczęły się pojawiać pytania, czy są one sztuczne oraz w czym tkwi sekret ich pielęgnacji, co mnie niezmiernie cieszy :). Olejowaniem zaraziłam też moją Mamę, która również jest bardzo zadowolona. Olejki pomogły mi też uporać się z przesuszoną skórą na jednym z nadgarstków, gdzie najprawdopodobniej nastąpiła reakcja alergiczna od zegarka. Według mnie oleje to cudotwórcy w niemal każdym zakresie pielęgnacji :).
Etykiety:
Alterra,
Burt's Bees,
For Your Beauty,
Inglot,
krem do skórek,
lakier do paznokci,
masełko do skórek,
Nail Tek,
odżywka do paznokci,
olejek,
oliwka,
paznokcie,
pilnik,
preparat do skórek,
Sally Hansen
Subskrybuj:
Posty (Atom)