Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burt's Bees. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burt's Bees. Pokaż wszystkie posty

27 lipca 2013

Cytrynowe cudo, czyli masełko do skórek Burt's Bees

Ostatnio dodałam posta o pielęgnacji moich paznokci, w którym wspominałam o produkcie do skórek - masełku Burt's Bees Lemon Butter Cuticle Cream. Mam go już prawie rok, powoli wykańczam, a zdjęcia zalegają na dysku już chyba kilka miesięcy... najwyższy czas napisać recenzję :).

Masełko niestety trzeba kupować on-line i jego cena nie jest najniższa. Długo się nad nim wahałam, bo jego cena z wysyłką na Allegro chyba ok. 40zł, co za tak mały produkt (15g) wydawało mi się ogromną sumą... Zdecydowałam się jednak i nie żałuję.


Sama strona wizualna masełka bardzo do mnie przemawia. To mała, metalowa puszeczka o wysokości ok. 1cm i średnicy ok. 5cm (tak na oko). Na wieczku ma kolorowy, troszkę vintage'owy nadruk, na denku informacje o produkcie i skład. To, co mi się spodobało, to fakt, że dane są wdrukowane w metal - nie zdzierają się z czasem, nic się nie odkleja. Puszeczka jednak słynie z tego, że często bywają problemy z jej otwarciem ;). To kwestia wprawy i wyrobienia taktyki, u mnie sprawdzają się ruchy odkręcająco-podnoszące, żadne podważanie paznokciem :D

To, co zdecydowanie zachęca do zakupu to fantastyczny skład. Masełko jest w 100% naturalne, a skład po polsku prezentuje się następująco (i odrobinę się różni od składu widocznego na Wizażu):

olejek ze słodkich migdałów, wosk pszczeli, olej ze skórki cytrynowej, masło kakaowe, wosk candelila, beta-karoten, wyciąg z liści rozmarynu lekarskiego, witamina E, olej słonecznikowy, olej sojowy, olej canola (rzepakowy), limonen, cytral.


Samo masełko ma żółty kolor i bardzo zbitą konsystencję, która powoli mięknie pod wpływem palców. Najlepiej nabierać je ślizgając palcami po powierzchni, żadne gmeranie i wydłubywanie ;). To, co uderza od pierwszego momentu to cuuudowny zapach! Masełko pachnie świeżo, cytrynowo, ale absolutnie nie chemicznie - zresztą, w nim nie ma chemii, więc zapachy są naturalnie apetyczne i cudowne :). Ponadto produkt jest bardzo wydajny - denko ukazało mi się dopiero po jakichś 7-9 miesiącach regularnego i dość częstego stosowania, a od denka do wykończenia jeszcze daleka droga.

Masełko nakładam na skórki wokół paznokci i same paznokcie, jeśli nie mam na nich lakieru. Jest idealne do użytku przy komputerze lub poza domem, bo nie ma mowy o zatłuszczeniu wszystkiego wokół, jak to bywa z płynnymi olejkami. Masełko zostaje na skórkach, które po regularnym stosowaniu stają się nawilżone, miękkie i całkowicie bezproblematyczne.


Mimo dość wysokiej ceny, gorąco polecam to masełko, bo jest naprawdę cudowne w użyciu - dzięki zapachowi i formule, puszeczka jest urocza, a co najważniejsze - jest w 100% naturalne, bardzo skuteczne i wydajne! Jak dla mnie to chyba najlepszy produkt do skórek, jaki dotychczas miałam, pomijając cały proces olejowania paznokci :).

25 lipca 2013

Moja pielęgnacja (i metamorfoza) paznokci, czyli od zera do bohatera ;)

Dzisiaj post, do napisania którego zbierałam się od bardzo dawna, ale dopiero ostatnimi czasy poczułam, że naprawdę mam ku temu "pretekst", bo na moje paznokcie nie mogę powiedzieć (w końcu!) złego słowa :). Osobiście uwielbiam tego typu posty na innych blogach, mimo, iż często 90% treści się powtarza. Mogę je czytać i oglądać w nieskończoność :).


Zacznę od tego, że latami obgryzałam paznokcie. Ciężko mi określić moment, kiedy przestałam, bowiem w długi czas po tym, jak przestałam stricte obgryzanie, nadal "zgryzałam" lakier z paznokci lub też nadgryzałam same boki paznokci, co jak wiadomo, prowadziło do nadłamań i w efekcie obgryzienia/skrócenia pojedynczych paznokci, za którymi szła cała reszta... Maltretowałam też swoje skórki, dłuuugo je obgryzałam i obrywałam, często były to ranki do krwi. W sumie można powiedzieć, że moje "wychodzenie" z tych nawyków zajęło dobre kilkanaście miesięcy. Wydaje mi się, że dałam spokój moim paznokciom dopiero jakiś rok temu.

Moje paznokcie do dnia dzisiejszego przeszły wielką, moim zdaniem, metamorfozę. Wystarczy porównać paznokcie np. z tego posta, z tymi tutaj. Jak do tego doszło?


Wiele zawdzięczam odżywkom z formaldehydem - tak, u mnie on zdziałał cuda. Najpierw długo stosowałam Eveline (recenzja tutaj), najpierw solo, później jako bazę, a po niej zaczęłam stosować Nail Tek II. Obydwa produkty spisują się u mnie jako baza pod lakier fantastycznie, jednak wiadomo - trzeba na nie uważać. Teraz robię sobie od nich chwilę odpoczynku, ale na pewno jeszcze do nich wrócę. Stosuję odżywki zawsze jako podkład pod lakier.


Jeśli chodzi o skórki, i z nimi toczyłam długą batalię. Mam ogólną manię kremowania dłoni i kremy do rąk trzymam wszędzie, gdzie mam do nich łatwy dostęp - w torebce, obok łóżka, w salonie, gdzie spędzam większość dnia. Ponadto przez moje ręce przewinęło się i ciągle przewija wiele mazidełek przeznaczonych stricte do skórek. Na blogu pisałam o masełku Inglota, posiadam także krem z Avonu i słynne masełko Burt's Bees, którego recenzja pojawi się wkrótce na blogu.


Raz na jakiś czas, wedle potrzeby, stosuję także produkt-hit, jakim jest Sally Hansen Instant Cuticle Remover. Uuuwielbiam go, napisałam już wszytko na jego temat w recenzji. Odkąd go mam, cążki całkowicie poszły w odstawkę - wystarczy mi on i drewniane patyczki, ewentualnie gumowe kopytko.


Od jakiegoś czasu jednak porzuciłam stosowanie preparatów do skórek, ponieważ do ich pielęgnacji w pełni wystarczają mi olejki, odkrycie których spowodowało prawdziwy przełom w mojej pielęgnacji paznokci. W maju poprzez post Idalii trafiłam na wątek na Wizażu, dotyczący olejowania paznokci (mój nick to Anesthesia).


Od 20 maja codziennie olejuję paznokcie i sprawdza się to u mnie rewelacyjnie! Co wieczór przed snem olejuję paznokcie oliwką Alterra migdał i papaja. W ciągu dnia staram się choć raz nasmarować paznokcie samodzielnie przygotowaną mieszanką. W jej skład wchodzi: zawartość kilku kapsułek z wit. A+E, kilka rybek keratynowych GAL, kilka "pompek" Alterry i dopełnienie niebieską oliwką Babydream. Krótko mówiąc, wszystko, co dobroczynne, w miarę naturalne i znajduje się w moim domu :). Olejuję pomalowane paznokcie, ponieważ warstwa lakieru wyraźnie wzmacnia moje paznokcie i chroni je przed urazami mechanicznymi. Olejuję je tak, aby oliwka dostała się do skórek wokół paznokci i pod spód paznokcia. Zauważyłam wyraźny przyrost płytki u palców wskazujących, pozostałe powoli idą w ich ślady i właśnie na tym efekcie najbardziej zależy mi w całym procesie olejowania. Poza tym paznokcie zdecydowanie rosną szybciej, co również mnie bardzo cieszy.

Na zdjęciach na końcu posta możecie zobaczyć metamorfozę moich paznokci od momentu rozpoczęcia olejowania. Poprawa wyglądu jest wyraźna, ja sama widzę, że paznokcie są mocne i zdrowe jak nigdy! Dzięki odżywkom z formaldehydem pozbyłam się problemu rozdwajania, ale to oleje naprawdę wyraźnie wzmocniły moje paznokcie.


Co do pozostałych akcesoriów, jakie stosuję w swojej pielęgnacji paznokci to zdecydowanie pierwsze miejsce ma u mnie szklany pilnik. Mój pochodzi z Rossmanna, z serii For Your Beauty. Kosztował ok. 11-13zł i mam go już ponad rok. Jego właściwości ani trochę się nie zmieniły, używam go regularnie, a on piłuje tak samo dobrze jak pierwszego dnia po zakupie. Szklane pilniki wydają mi się najzdrowszym rozwiązaniem do skracania paznokci. Pilnik wystarczy po użyciu spłukać go wodą z mydłem i gotowe! Ewentualne nierówności, zadziorki czy minimalnie rozdwojoną płytkę traktuję blokiem polerskim, który można kupić w niemal każdej drogerii. Jeśli chodzi o zmywacz, od lat wierna jestem dużej, zielonej Isanie, którą wręcz uwielbiam.

Każde zdjęcie możecie powiększyć!

Dla podsumowania, moja rutynowa pielęgnacja paznokci zebrana w punktach:
  1. Codziennie olejuję paznokcie - jeśli to możliwe, to 1-3 razy w ciągu dnia i obowiązkowo na noc.
  2. Dbam o regularne nawilżenie dłoni i skórek za pomocą kremów do rąk.
  3. Zawsze noszę pomalowane paznokcie, robiąc im max. 1 dzień odpoczynku w tygodniu, czasami jest to po prostu kilka godzin bez lakieru. Pomalowane paznokcie są wg mnie zdecydowanie lepiej chronione przed czynnikami zewnętrznymi.
  4. Zmywam lakier, gdy tylko pojawią się pierwsze odpryski.
  5. Po zmyciu, jeśli jest potrzeba, używam preparatu usuwającego skórki Sally Hansen lub stosuję peeling do dłoni.
  6. Następnie kilkakrotnie wcieram w paznokcie i skórki olejki - albo przygotowaną przeze mnie mieszankę, albo moczę paznokcie kilkanaście minut w ciepłej oliwie z oliwek z kilkoma kroplami soku z cytryny, którą na sam koniec wsmarowuję w płytkę paznokci.
  7. Gdy olejki zrobią już swoje, dokładnie myję ręce i odtłuszczam płytkę paznokci zmywaczem do paznokci. Powinno się w tym celu używać specjalnego odtłuszczacza, na który poluję dość długi czas i w końcu muszę sobie zakupić.
  8. Maluję paznokcie jedną warstwą odżywki - Eveline, Nail Tek II lub jakakolwiek inna. Odżywkę, pierwszą warstwę lakieru i topcoat maluję "na zakładkę", pokazywała to m.in. Hatsu-Hinoiri.
  9. Gdy odżywka wyschnie, maluję paznokcie pierwszą warstwą lakieru.
  10. Po wyschnięciu pierwszej warstwy, maluję paznokcie drugą warstwą lakieru.
  11. Zaraz po pomalowaniu paznokci drugą warstwą lakieru, nakładam mój ulubiony top coat przyspieszający wysychanie - Seche Vite.
  12. Gdy top coat już wyschnie, kremuję dłonie i smaruję paznokcie olejkiem.
To chyba już wszystko :). Mam nadzieję, że post okazał się dla Was przydatny i ciekawy. Zachęcam Was do udzielania się w wątku na wizażu i regularnego olejowania paznokci, bo to naprawdę fantastyczna metoda! Wiele osób zauważyło poprawę stanu moich paznokci, zaczęły się pojawiać pytania, czy są one sztuczne oraz w czym tkwi sekret ich pielęgnacji, co mnie niezmiernie cieszy :). Olejowaniem zaraziłam też moją Mamę, która również jest bardzo zadowolona. Olejki pomogły mi też uporać się z przesuszoną skórą na jednym z nadgarstków, gdzie najprawdopodobniej nastąpiła reakcja alergiczna od zegarka. Według mnie oleje to cudotwórcy w niemal każdym zakresie pielęgnacji :).