Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 grudnia 2021

WYMAZAŁA BYM TEN LISTOPAD...

... ale się niestety nie da! 

Jeszcze nie zdążył się skończyć październik, gdy jechałam z naszą bandą emerycką do Opery Nova na  Cosi fan tutte Wolfganga Amadeusza Mozarta. To farsa o korzeniach tkwiących w commedia dell`arte, a zarazem jedno z najlepszych dzieł z gatunku opery buffa

A następnego dnia dostaję telefon od najmłodszego Brata, że jest w czarnej dziurze i potrzebuje mej pomocy, bo sam sobie nie poradzi. Co było robić? Nic - trzeba się zająć desperatem, bo ma nie tylko  problemy zdrowotne po covidzie, ale także cały worek walk małżeńskich o wszystko, i emocjonalnie jest na krawędzi! To był bardzo wyczerpujący tydzień, bo nie należę do osób, które uładzają problemy, ale pokazuję gdzie są obie strony konfliktu winne! Dobrze, że pogoda była jeszcze w miarę, bo dużo spacerowaliśmy.





Jeszcze wtedy nie miałam problemów z jazdą na rowerze, czy niezbyt długimi spacerami. 
A po drodze były Zaduszki, i coraz częściej dopadały mnie smuteczki, których bardzo nie lubię!  Ucieszyłam się jednak z informacji, będąc na wizycie u mego ortopedy, że mam się szykować, bo w połowie stycznia będę miała operację wymiany stawu! I chyba za bardzo się cieszyłam, bo niedługo potem, moja prawa noga dała mi tak do wiwatu, że jeszcze teraz zbieram się "do kupy", chociaż jest już o całe niebo lepiej! Ale początek, to był taki ból, że nie wiedziałam co ze sobą robić. Nie mogłam siedzieć , bo po kilku minutach rwało jak nie wiadomo co! Bolało kolano, całe podudzie, i pięta z kostkami włącznie. W nocy nie dawało spać. Do tego skurcze! Fizjoterapeuta dopiero po kilku dniach miał wolny termin, no i wykazał w kilku prostych ćwiczeniach, że to nie rwa kulszowa, jak mniemałam, ale udowa. Znacznie bardziej bolesna, chociaż jest nadzieja, że w dwa tygodnie powinna mnie opuścić, przy założeniu, że będę grzecznie ćwiczyła. A tych ćwiczeń, to malutko jest, bo tylko 3  - więcej nawet w internetach nie znalazłam. Tak więc dwa ostatnie tygodnie, 6 razy dziennie po 15 minut, grzecznie ćwiczyłam leżenie na plecach z nogami na piłce - w pozycji krzesełkowej. Wszystkie moje aktywności poszły się je,je,je; zakupy uskuteczniał Synek, a porządki Córka. Jeden raz tylko dałam się namówić koleżankom, które zawiozły mnie na gminną imprezę z okazji Święta Niepodległości. Wzięłam tabletkę przeciwbólową i udało mi się wytrzymać prawie 2 godziny śpiewania pieśni z okresu międzywojennego! Było warto!


Ćwiczę nadal, bo jeszcze nie mogę zbyt długo przysiadać na krześle, najlepiej mi w siadzie płaskim na tapczanie. Jak dobrze, że są książki! Tylko z pisaniem na kompie niezbyt, bo nadgarstki się buntują, ale powoli i cierpliwie dochodzę do siebie. Blogoulubionych odwiedzałam i odwiedzam, rzadko komentując, chociaż jest szansa, że to niedługo się zmieni  No i mogę jeździć samochodem - wcześniej się bałam, bo gdyby mnie atak bólu dorwał w trakcie jazdy, to.... strach się bać. A teraz przynajmniej na miejscu mi się to przyda, bo od niedawna jeżdżę na aerobik w wodzie ( fizjoterapeuta zezwolił ), na basenie w największym, miejscowym hotelu!
Pozdrawiam ciepło! :-))))