Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanatorium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanatorium. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2022

WRÓCIŁAM TYDZIEŃ TEMU, ALE......

 .... nijak nie mogłam się zabrać za pisanie! Z prostej przyczyny, gdyż - ponieważ - albowiem - zawładnęła mną proza życia. Już w ubiegły poniedziałek jechałam przed południem do mego Fizjo.  W drodze powrotnej jeszcze zakupy, bo lodówka pusta, no i ze trzy prania zrobiłam, a potem to już padłam, bo odwykłam od ciężkiej pracy przecież! :-)))). We wtorek sprzątanie, bo chociaż mnie nie było, i nawet żadne myszy nie harcowały, to jednak świeżością w domeczku nie "waniało". A na dodatek trzeba było zrobić się na "cacy, bo mieliśmy z naszego stowarzyszenia Wigilię. Środa natomiast to co czwartkowe spotkanie w ramach programu Unii Europejskiej - tym razem robiłyśmy stroiki na paczki dla seniorów z innego stowarzyszenia, a potem jeszcze uczyłyśmy się robić ekologiczne środki do mycia okien i do utrzymania w czystości łazienki, kuchni itp. Czwartek - lepiłam pierogi u sąsiadki, w piątek zakupy tygodniowe, sobota - lepiłam pierogi u Córki-Wiewiórki, a wczoraj się leniłam. No i cały tydzień nadrabiałam to, czego nie ruszyłam ani razu  ( a miałam szczere chęci ) w ciągu pobytu sanatoryjnego, czyli  dziergotki na Święta! Udało mi się, i poooszły w świat! 

Sanatoryjny pobyt, oczywiście bardzo udany, chociaż początek nie za bardzo, a dlatego, iż to kombinat prawdziwy - przyjmuje do 1200 kuracjuszy. Oczekiwanie zatem na rejestracje trwało i trwało, ale trzeba przyznać, iż zadbano o nasze żołądki, pilnując aby wszyscy zjedli obiad. Potem następna kolejka do pielęgniarki, aby otrzymać kartę do lekarza. W międzyczasie udało się zakwaterować - dostałam "dwójkę", a za sąsiadkę 90-letnią staruszkę - o niej będzie potem! Później kolacja i kolejka do lekarza po zabiegi według karty, którą sporządził. W sumie było tych zabiegów 54, z czego między innymi ćwiczenia na rotorze  KKD, orbitrek, magnetronik, laseroterapia, masaż klasyczny, masaż wodny mechaniczny, suchy hydromasaż, krenoterapia ( picie wody mineralnej ze źródeł ), kąpiel kwasowęglowa oraz siarczkowa, a także ćwiczenia w basenie z wodą leczniczą. Generalnie zabiegi kończyły się niezbyt późnym popołudniem, było więc wiele czasu na ewentualne spotkania w ramach nawiązanych nowych znajomości, na spacery, na pogaduchy, na gry planszowe, itp, itd. Akurat znalazłam pokrewną duszę , która tak jak ja lubi spacery, tak więc narobiłyśmy kilometrów, że hej. A było gdzie, bo naokoło lasy sosnowe, i mikroklimat super! 






hol główny


podziemne przejścia do poszczególnych bloków


pijalnia wód







Sanatorium we Wieńcu Kujawskim jest jednym z najstarszych w kraju. Powstał o w 1923 r. a obecnie jest po zmianach zarządzania i po generalnym remoncie. Ogromny gmach główny, zakład przyrodoleczniczy plus trzy dodatkowe gmachy robią wrażenie. Zwłaszcza Jutrzenka. Wszystko przystosowane dla pacjentów, ale także nie żałowano w wystroju wnętrz. Wszędzie marmury, lustra, wygodne miejsca do wypoczynku. W holu głównym cały szereg kanap i foteli, a także fortepian, na którym całymi popołudniami gra świetny pianista, a ludzie siedzą i słuchają. Rozrywki też nie brakowało. Od środy do piątku, w ogromnym pubie są potańcówki. Z uwagi na limit 190 osób, już od środy rana stała kolejka przy recepcji, chętnych do zabawy. Większe imprezy odbywały się w soboty, w  sali kolumnowej, gdzie prócz baru i sceny, były wygodne kanapy i fotele. Udało mi się być na dwóch wieczorach tanecznych, na koncercie zespołu Żuki - oczywiście również tanecznie, a także w Andrzejki. Wszystko w ramach rehabilitacji of course!
W soboty także, a niekiedy i w niedziele były wycieczki. Niezbyt się udawały, bo szybko zapadał  zmrok, ale coś niecoś udało się zaliczyć.

WIEŚ PIERANIE 
Kościół św. Mikołaja zbudowany w latach 1732 - 1743  r. z cudownym obrazem Matki Boskiej, zabytek klasy zerowej, perła architektury drewnianej, kryty gontem, trójnawowy



              Akurat była msza, więc nie można było zwiedzać, jedynie pomodlić się w środku.

WŁOCŁAWEK




Pałac bursztynowy



Tama włocławska i miejsce, gdzie znaleziono zamordowanego ks.Popiełuszkę


Pomnik poległych obrońców miasta w 1920r.



Katedra, niestety ledwo tylko oświetlona w środku

INOWROCŁAW





Park zdrojowy

KRUSZWICA

Mysia wieża


Kolegiata św. Piotra i Pawła -najlepiej zachowany zabytek architektury romańskiej (1120-1140r.)

W drodze powrotnej, przejeżdżaliśmy koło miejsca upamiętniającego bitwę pod Płowcami. Niestety, pogoda zrobiła się fatalna, lało jak z cebra, więc tylko zobaczyliśmy cień obelisku. Natomiast w Brześciu tylko z daleka pomachaliśmy królowi Władysławowi  Łokietkowi - było zimno, głucho i czekała kolacja!

No i teraz o współlokatorce. Pierwsze półtora tygodnia normalne. Babinka, gdy nie chodziła na zabiegi lub krótkie spacery, siedziała na łóżku i robiła na drutach. Miała ze sobą cały plecak włóczek,z których robiła małe buciczki dla niemowlęcych stópek, czapki, rękawiczki i opaski. Bardzo elokwentna, 
ciekawie  się z nią rozmawiało. Ponieważ wyniosłam z domu rodzinnego, że należy starszych szanować, pomagałam jej jak mogłam i w pokoju, a także na stołówce (miałyśmy dwuosobowy stolik). Większość osób brała mnie za jej córkę, bo zawsze szłyśmy  na lub ze stołówki razem, powolutku, bo babinka opierała się na dwóch kulach. A pewnego dnia, wracam z zabiegu, a Ona wrzeszczy na mnie, że nie życzy sobie, abym szperała w jej szufladzie. Zrobiłam wielkie oczy, co ode mnie chce, a ta zaczęła mi udowadniać, że gdybym tego nie robiła, to dlaczego zginęła jej klamka, i Ona teraz nie może dostać się do swych rzeczy. Fakt, nie było tej obłej klameczki, pewnie wypadła, no to poszłam szukać salowej. Przyszła , nachylała się pod komodę, ale nic nie znalazła. Babinka w amoku, , salowa doradziła cichaczem, abym poszła po pielęgniarkę. Przyszły dwie, i zupełnie nie mogły zrozumieć, o co babince chodzi. Po godzinie tłumaczeń  i po jej wrzaskach, stanowczym głosem zażądały, aby się uspokoiła. Oczywiście doniesiono klameczkę. Spokój. Następnego dnia od rana, zaczęła mnie wyzywać od folksdojczów, bo przecież tylko tacy chodzą na skargi, a potem, po południu śmierdziałam jej Hitlerem, a przy kolacji, na stołówce zaczęła kopać mnie po nogach. No, to już było za dużo jak dla mnie. Poprosiłam kelnerkę o to, a bym mogła się przesiąść, a potem poszłam do recepcji, i poprosiłam o zmianę pokoju. Po ustaleniu z pielęgniarkami, co się zdarzyło, szefowa recepcji podała mi gdzie mam się zakwaterować i tym sposobem zmieniłam współlokatorkę. Jak się okazało, mieszka tam, gdzie mój Brat, czyli w Grajdołku, zatem poczułam się zaraz lepiej, i w dobrym humorze dotrwałam do końca turnusu. Tak sobie myślę, że nie chciałabym dożyć wieku, w którym kogoś wyzywam bezpodstawnie.

No, to lecę do moich dziergotek, na całe szczęście jeszcze czas, bo to dla Progenitury będzie! :-)))






wtorek, 31 sierpnia 2021

PRZERWA BĘDZIE!!! PRAWIE MIESIĘCZNA!!!

Jeszcze tylko3 dni, aby ogarnąć wszystko przed podróżą, której troszeczkę się boję, ale z drugiej strony... może wcale nie będzie tak źle! Gdyż ponieważ albowiem, jadę z Koleżusią do sanatorium w Augustowie! Na całe dwa tygodnie! Jeszcze nas tam nie było!!! A co!!!  Najlepsze jest to, że dzień po przyjeździe z sanatorium w domowe pielesze, udajemy się z wycieczką na Podlasie!  Organizator z  pobliskiego Miasta - UTW!!! Wracamy 25-go września! Wiadomo zatem, że w takich razach wszystko pali się w rękach, ogarnąć należy to, sio, tamto i owo, a jeszcze na dodatek, nie ma żadnej gwarancji, że wszystko wypali, jak należy, chociaż tym będziemy się martwić, gdy będzie trzeba!

Aby było śmieszniej, to jedziemy ( znaczy się moja corsa  z nami ) na tak zwanego czuja, bo jakoś trudno było wybrać najbardziej optymalną trasę. Bo nie wiem, czy wiecie, ale autostrady, to dla mnie stres i w ogóle najlepiej wolałabym zwykłą szosą . Może najmłodszy Bracki podpowie wieczorem, bo On w te "klocki" był jeszcze 3 lata temu dobry!

Do tego muszę wykorzystać czas, w którym uda się pozbierać baldachy czarnego bzu! Dzisiaj nareszcie, po wielu dniach ulewnych deszczy jest spokój! Nawet momentami pojawia się słońce, i zaraz na serduchu robi się cieplej. I  nadzieja na ostatnie w tym roku zaprawy cudów natury udadzą się bez problemu! Przecież galaretka lub dżem z jagód bzu czarnego, to najlepszość taka, że ho,ho,ho!

Także ten....

Ci, którzy mieli do mnie wpaść - wpadli! ( Mysza! - całuski dla Was i Młodego!)

Ci, którym się nie udało, a mieli chęci - drzwi zawsze otwarte, tylko korzystać!

Przede mną parę intensywnych dni, więc prawdopodobnie mało będę się udzielać. Poza tym, nie zabieram lapka, zatem kontakty będą prawie żadne! Obiecuję, że będę Was odwiedzać o ile to będzie bloger, w przeciwnym wypadku, niekoniecznie! Ale może sms-em?

Na ten długi czas rozłąki podrzucam fotki nadjeziornych spacerów!

Do miłego KOCHANI!











MACHAM!!!!!