Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flebolog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flebolog. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 czerwca 2021

NA RÓŻOWO, I NIE TYLKO!

Czerwiec ma tyle barw, ile kwiatów, którymi zakwita! Najpiękniej pachnące, to wiadomo - dzika róża! Jako konfitura do pączków - nie do zastąpienia! 
A ja mam kilka poletek! I pośrodku mojej nadjeziorno-turystycznej wioski, i na obrzeżu łąki, na samym końcu wioski, a także kilka kilometrów dalej przez las, i już można się zanurzać w głębinach różanych krzewów, gdyby oczywiście były bez kolców! Ale są, i należy nieźle się gimnastykować, a także mieć odpowiedni ubiór, by nie wrócić w domowe pielesze mocno pokłutym! Ale co roku próbuję, i zbiory są całkiem, całkiem!




A potem należy te różane płatki przebrać, opłukać szybciutko, a potem się je smaży!  Z odrobiną wody i cukru! Powolutku, od czasu do czasu mieszając, aż doprowadzi się je do odpowiedniej konsystencji .



Wtedy pakuję tą różaną masę w słoiczki. Na wierzch kładę krążek papieru pergaminowego nasączony spirytusem salicylowym, zakręcam i odwracam do góry nogami do przestygnięcia.


Czasem dam za dużo wody i nie chce mi się czekać do prawie całkowitego jej odparowania, więc podbieram ten syrop do słoiczka, i mam małmazję do lodów, albo do nasączenia biszkoptu, itd.


W tym roku, po raz pierwszy nazbierałam tyle płatków, w kolorze różowym, blado różowym i białym, że sporządziłam nastaw do nalewki różanej! 


 Dopiero za 3 miesiące ją będę odcedzać, a potem co najmniej 3/4 roku należy czekać na spróbowanie!
A co tam! Mogę czekać! Po drodze przecież będą, tak jak w roku ubiegłym, nalewka pomarańczowa na święta zimowe, i bakaliowa na wiosenne!
Przy okazji, okazało się, że chyba zaburzyłam rytm kwitnienia dzikiej róży. Kiedy zaczynałam zbierać jej płatki w samym centrum wsi, wszystkie kwiaty były różowe. Po dwóch latach, zaczęły pokazywać się bladoróżowe, po kolejnym roku całkiem białe. Główna różnica to nie tylko inne zabarwienie , ale także mniej intensywny zapach! Coś mi tam w głowisi świtało, że być może naruszyłam jakieś prawo genetyki! Więc w tym roku z głównego poletka zbierałam białe płatki do nalewki, różowe w mniejszej ilości z poletka łąkowego, gdzie tylko w małym zakresie są róże białe, i dobrałam niezłą ilość z poletka dochodzącego do dawnego obozowiska harcerskiego! Czyli wprowadziłam tak zwany płodozmian! :-)))

W międzyczasie byłam u mego flebologa! Zaczęły mi strasznie dokuczać, zwłaszcza w nocy, rwące bóle nóg, które jako "lejek" uznałam za coś bardzo niedobrego!  I dostałam niezły paternoster! Gdyż ponieważ-albowiem przyznałam się,  iż uległam podszeptom Córki-Wiewiórki i pewnego dnia wystawiłam moje kolanka na słońce. A następnego dnia byłam w skowronkach, bo mnie nic nie bolało przez cały dzionek, a to, że  tu i ówdzie były wybroczyny, to pikuś według mnie był! No i mam teraz zakaz opalania się! To nic, że zdarzyło mi się to opalanie po raz pierwszy po latach, ale nie wolno, i basta! Tak że ten... wicie, rozumicie! :-)))))
Aby jednak coś pozytywnego napisać, to zdarzyło mi się podglądać zaloty pleszek. To takie niewielkie ptaszki, z których pani jest buro-szara, a brzuszek ma brązowy, natomiast pan jest prawie cały czarny, z małymi policzkami białymi. Akurat było u mnie  po koszeniu trawy, a pan pleszka buszował w poszukiwaniu robaczków. Pani pleszkowa spokojnie przechadzała się po krawędzi tarasu. Gdy Pan ją zoczył, podfrunął, Pani otworzyła dziobek, w który Pan wrzucił robaczka. I tak kilka razy! Nie mam zdjęcia, ale nie było możliwości jego zrobienia, bo wszystko działo się w odległości około 1.5 metra ode mnie. Ja "lukałam" zza szyb, a Państwo Pleszkowie sobie dogadzało!

 

wtorek, 6 kwietnia 2021

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA... I JUŻ PO!

Na trzy dni przed świętami Wielkanocnymi miałam drugą skleroterapię, tym razem na nodze prawej. Okazało się, że na niej tyle przeróżnych pajączków, że udało się flebologowi zrobić tylko połowę tego, co planowaliśmy. Reszta po połowie maja będzie. No, i dlatego fajne miałam Święta! Praktycznie nic nie musiałam robić, za wyjątkiem mazurka! Zabrałam się więc za świąteczne porządki w MBD. Ponieważ staram się na bieżąco żyć w jako takim ładzie, specjalnego zrywu nie było, no może poza myciem okien, za które zabrałam się jeszcze przed zabiegiem. Wprawdzie na oba dni świąteczne od południa gościłam się kolejno u Progenitury, ale dlaczego dobre duszki pochowane po kątach nie miałyby się cieszyć wiosennymi nastrojami? To im zostawiłam takie oto stroiki - a niech mają! :-)







 A teraz czekam na trochę lepszą pogodę, bo nie lubię w chłodzie i deszczu ze śniegiem pracować! Czeka mnie bowiem dokończenie tego, co każdego roku należy powtarzać! Czyli przycinanie krzewów i doprowadzenie trawników do jakiegoś bardziej normalnego stanu po zlikwidowaniu krecich pagórków. Wpadłam przy okazji na pomysł, że po co wyrzucać krecią ziemię nad strumyk, skoro można zasypywać dziury na naszej ulicy. Akuratnie dwie całkiem spore są na samym środku, gdy wyjeżdżam z posesji! Niezbyt duże wiaderka mam, to nie musze prosić nikogo, by mi to ogarnął! Sama dam radę!