Rura zmora?
wtorek, 19 listopada 2013
Dzisiejszy wpis jest bardzo szczególny, jest bowiem zgłoszeniem na konkurs Akademii Sztukaterii pt. "Rola detalu architektonicznego we wnętrzu".
Postanowiłam wziąć udział nie dla nagród (choć lubię wygrywać) ;))), ale dlatego, że chciałam zmierzyć się z tym tematem. Raz, że od razu wydał mi się ciekawy i spowodował gonitwę myśli w mojej głowie. Dwa, że pozwolił mi wyjść z własnych schematów dekoratorskich i stylistycznych. Bo temat "Detal architektoniczny we wnętrzach tylko w jednym stylu" brzmiałoby jakoś głupio, nie sądzicie? :)
Nie wiem, czy podołałam, ale to przyjemne wyzwanie, do którego Was zachęcam!
Zaznaczam, że nie jestem architektem, nie zajmuję się zawodowo urządzaniem i dekorowaniem wnętrz. To nie są przemyślenia profesjonalisty ani tym bardziej kogoś, kto udaje, że nim jest :)
***
Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy rura
jest detalem architektonicznym, to zapraszam do polemiki :)
Może nie jest, może się mylę, a może stosujmy zasadę „co nie jest zabronione,
to jest dozwolone” i uznajmy, że niektóre definicje trzeba poszerzyć lub nie
traktować ich tak dosłownie? Jeśli detalem architektonicznym jest rzygacz bądź
rynna, to przecież to jest rura
(przynajmniej w części)!
Ze swojej strony w dyskusji, do której zachęcam, przytoczę takie
argumenty:
Centrum Pompidou – budynek
komercyjny, publiczny. A przy okazji kontrowersyjny. Wygląda, jakby składał się
z rur. Czy są tu one elementami konstrukcji, czy spełniają rolę użytkową? Tak.
Czy są elementem zdobniczym? Można dyskutować; zależy, co kto lubi. Czy ich obecność
decyduje o ostatecznym wyglądzie i charakterze budynku, nadaje mu końcowy,
decydujący szlif? No błagam! :)
Dom w São Paulo – budynek
prywatny, dom po prostu…
Można chcieć wyeksponować oświetlenie albo użyć go do podkreślenia
niezwykłej fasady. Ale dlaczego „zamykać” instalację elektryczną w rurach? Coś
musi w nich być, prawda? Tu rury nie są koniecznością, tylko wyborem (podobnie,
jak w przypadku Centrum Pompidou), nie użyto ich z musu.
Przez setki lat rury były traktowane jak zło konieczne. Ukrywano je w
ścianach. Starano się, by – jeśli już muszą być odkryte – na widoku znalazły
się tylko minimalne ich fragmenty. Zabudowywano. Malowano na taki sam kolor,
jak ścianę czyli maskowano. Obwiązywano sznurkami, taśmami, sztucznymi
roślinami nawet. Bo niby sztuczna roślina jest lepsza, niż rura, haha!
Ich problem spędzał nam sen z powiek głównie we wnętrzach, aż nagle… rury
okazały się piękne :) Przestaliśmy je ukrywać, zrobiliśmy z ich atut,
zaczęliśmy podkreślać. Tak samo, jak wszelkiego rodzaju kable. Z wielkiego i
wręcz wstydliwego wyzwania stały się bardzo pożądaną dekoracją. I wyszły na
zewnątrz. A może było odwrotnie :) Jedno jest pewne dla mnie: rury służą i
zdobią. Bez nich nie dałoby się mówić o industrialnych trendach w architekturze
i wnętrzarstwie…
Czy rury pasują do wnętrz w różnych stylach?
Nowoczesny loft:
Francuska jadalnia shabby chic:
Czy rury mogą być atutem każdego pomieszczenia?
Przedpokój:
Kuchnia:
Salon:
Pracownia:
Czy rura lubi towarzystwo innych detali architektonicznych?
Sztukateria:
Balustrada:
Czy rura może być czymś więcej, niż rurą? :)
Wieszak:
Półka:
Źródło światła:
Zasada, że jeśli nie możesz czegoś
polubić, to pogódź się z tym jest niefajna i zmusza nas do czegoś. Jeśli
nie możemy czegoś polubić, zamieńmy to w coś, co lubimy od pierwszego wejrzenia
:)
Miłego dnia w świecie „metafizyki rur” (A. Nothomb) :)))