Witam serdecznie w przedsionku weekendu:)
Gdyby nie Wyspa , pewnie nigdy nie spróbowałabym filcowania.
W prawdzie baaardzo daleko mi do mistrzostwa, ale fajnie się bawiłam.
Oto moje pierwsze filcowe "dziecko".
Kwiat-broszka.
Robiłam go 3 godziny.Jak człowiek nie zna się , to urobi się po pachy.Nie wiedziałam ,że należy robić na gąbce.Robiłam na gazecie:)
..aaale mimo wszystko jestem zadowolniona;)
Pytacie-"co z tym wspólnego ma Wyspa?"
Na wyspie znalazłam takie 2 wełniane ptacury.
Hehehe ..ucieszyłam się wtedy..nawet nie wiecie jak bardzo..
Na kwiat poszła zaledwie połowa ptaszeczka..
Ten , którego oglądacie jeszcze "żyje"..ma taki śmieszny dziobal, że nie miałam sumienia go rozszarpać:)
Czyż ta minka nie jest słodka?
Dziękuję Wam za odwiedziny i miłe komentarze.
Wszystko to mnie bardzo cieszy.
Pozdrawiam i życzę słonecznego oraz przyjemnego końca tygodnia:)