Miała być druga część relacji z mojego śmietnika, ale może poczekać - nic ciekawego.
Ich wollte zwar heute das zweite Teil des Ecoprint-Berichts aus meinem Schweine(Blätter- und Hunde-?)stall schreiben, das kann aber warten - nichts Interessantes.
Zamiast tego relacja ze skrzynki pocztowej, do której Małgoś przesłała wyniki specjalnego candy, które dla mnie zorganizowała. Tak, tak - dostałam propozycję nie do odrzucenia, że nie tylko mogę dostać prezent, ale nawet go sobie wybrać - i sporo zdjęć. No to głupia nie jestem, czym prędzej sobie wybrałam szydełkowe śnieżynki na choinkę, bo po pierwsze sama robić szydełkiem nie lubię, a po drugie miło mieć na choince coś od Małgoś, bo to tak, jakby siedziała u mnie na wigilii. A im więcej miłych ludzi dookoła, tym lepiej.
Stattdessen ein Bericht aus meinem Postkasten - Małgoś hat mir das Ergebniss eines spezialen Candy, die sie für mich allein organisiert hat, geschickt. Ja, ja - ich habe von ihr ein Angebot bekommen: ich kann nicht nur ein Geschenk erhalten, ich kann es mir sogar wählen, und dazu noch viele Aufnahmen unterschiedlicher schöner Sachen. Ganz dumm bin ich nicht, gleich habe ich also mir die gehäkelten Schneeflökchen gewählt. Erstens: ich häkele (häkle? - wie konjugiert man das schreckliche Wort) nicht besonders gern. Zweitens: es ist sehr nett, wenn man am Heiligabend an dem Weihnachtsbaum so schöne Geschenke von netten Menschen hängen kann.
No i już dostałam moje śnieżynki!
Ich habe schon meine Schneeflökchen bekommen!
Małgoś, jak zwykle szczodrobliwa, dołożyła mi piękną serwetkę, śliczną kartkę i... a jakże, wiersz cudny z życzeniami. No i jak tu się nie wzruszyć! Małgosiu, bardzo dziękuję! I załóż wreszcie tego bloga!
Małgoś, grosszügig wie immer, hat noch ein schönes Deckchen, eine tolle Postkarte und... ein Glückwünschgedicht. Kann man kalt bleiben? Ich bin gerührt zu Tränen. Liebe Małgoś, vielen Dank! Und beginne endlich ein Blog zu führen!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przesyłki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przesyłki. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 listopada 2013
piątek, 15 marca 2013
Znak życia
To nie jest tak, że nic nie robię. Robię tak wiele różnych rzeczy, że nie nadążam pokazywać. Dziś tylko znak życia, z którego dość jestem dumna, chociaż niezbyt efektowny.
To moje drugie podejście do farbowania czarną malwą, które uznaję za udane. Poprzednim razem wełna wyszła mi szara z jakimś dalekim echem zieleni. Teraz już wiem, dlaczego inna nie mogła wyjść. Ale po kolei.
Ich habe wieder mit Stockrose gefaerbt und diesmal mit dem (ganz guten) Ergebniss. Vorher habe ich ganz graue Wolle bekommen und ich weiß schon, warum. Also der Reihe nach...
Kupiłam trochę wyczeski jedwabnej (silk noil), bo widziałam u innych, że można to doprowadzić do stanu używalności, a w najgorszym razie zużyć do tweedu. I postanowiłam sprawdzić, czy potrafię sie z tym rozprawić. Zaczęłam od czesania.
Ich habe ein bißchen silk noil gekauft, da ich gesehen habe, daß die anderen daraus was schönes machen können. Und begann ich es zu kardieren.
Po sześciu czesaniach wyglądało całkiem dobrze. Ale nie bardzo się sprawdza w dalszej obróbce. Jeśli ktoś wie, do czego tego użyć i jak obrobić, chętnie przyjmuję wszystkie rady. Włączyłam jedną taką roladę do farbowania malwą - w perspektywie na tweed.
Ich habe das sechsmal gedreht - es sieht ganz gut aus, aber mit der weiteren Verarbeitung habe ich Probleme. Ich nehme gern jeden Rat in dieser Sache. Ein Vlies habe ich zum Färben mit Stockrose genommen.
Przedtem mój błąd z malwą polegał na tym, że ją potraktowałam jak wszystkie inne surowce - wygotowałam kwiaty i w tym barwiłam. Tym razem odrobiłam lekcje. Jeśli chce się z malwy uzyskać gołębi niebieski kolorek, a jak ktoś woli - zielony, to proszę bardzo, trzeba malwę tylko zaparzyć przez pięć minut.
Vorher habe ich die Blüten ausgekocht, jetzt habe ich sie nur aufgebrüht und fünf Minuten ziehen lassen.
A potem już tylko wełnę i ramię (wełnę wcześniej zabejcowaną w ałunie, a ramię w ałunie i w sodzie) gotowałam w garze godzinkę, a jedwab (bejcowany ałunem) pół godziny w piekarniku.
I otóż informacja w sprawie bejc i zapraw do naturalnego farbowania. Do czego innego jeszcze potrzebowałam wodorowinianu potasu (albo kwasu winnego na zamianę), chciałam kupić w B&K, ale szukaj wiatru w polu. Znalazłam na znanym nam portalu aukcyjnym u człowieka, który nazywa się chemik29 i z głupia frant zapytałam o resztę rozmaitych odczynników, potrzebnych do farbowania. Okazało się, że ma i wyśle wszystko razem - człowiek miły i konkretny. Namówiłam, żeby wystawił przede wszystkim ałun glinowo-potasowy, którego, jak żyję, tam nikt nie wystawiał. Już jest. Tak że udało mi się kupić hurtem wszystko: ałun, pięciowodny siarczan miedzi (siarczan żelaza siedmiowodny mam na stanie), wodorowinian potasu do bejc, bezwodny węglan potasu (potaż - do modyfikowania koloru), bezwodny węglan sodu (soda lekka, lepsza do bejcowania niż soda oczyszczona, choćby do indygo i do bejcowania wszystkich włókien roślinnych) - niedrogo i w jednym miejscu. Wystarczy człowieka zapytać, czy ma. Bardzo jestem zadowolona.
Die Wolle und Ramie (Wolle mit Alaun, Ramie mit Alaun und Soda gebeizt) habe ich eine Stunde im Topf, und die Seide (mit Alaun gebeizt) im Backofen gekocht. Dann schreibe ich, wo man bei uns Zutaten für die Beizen kaufen kann.
Potem pojawia się kolejny problem albo błogosławieństwo. Tego ufarbowanego dobra się nie zostawia do ostygnięcia. To się natychmiast pierze. I wówczas zauważyłam taką prawidłowość: trzeba to błyskawicznie z gara wrzucić do wody z neutralnym środkiem piorącym, w przeciwnym razie na powietrzu wełna zaczyna... zielenieć i dostaje ładnego morskiego koloru. Jeśli więc ktoś ma życzenie nie na gołębi niebieski, tylko na głęboką zieleń, to wełnę trzeba kilkakrotnie wyciągać na powietrze, żeby się nałykała tlenu - zzielenieje (jak przy rozwijaniu żółci do zieleni z siarczanem żelaza).
Dann muß man das Farbgut gleich aus dem Topf ins Wasser mit Waschmittel geben, andererseits (unter dem Einfluß des Wasserstoffs) bekommt man die grüne Farbe.
Potem jeszcze przefarbowalam w tym, co zostało w garach, farbowaną niegdyś marchewką wełnę. Na zielono. I powiesiłam to wszystko do wyschnięcia.
Dann habe ich noch die einst mit Möhrenkraut gefärbte Wolle damit, was mir in den Töpfen geblieben ist, überfärbt und habe alles getrocknet.
Po wyschnięciu, w świetle dziennym 1. farbowanie.
(Trocken, im Tageslicht, 1. Farbzug.)
2. farbowanie
(2. Farbzug)
A później w wersji ładniejszej, wyczesane
(Dann mehr efektvoll, kardiert)
Potem wszystko poszło do dalszej obróbki, ale o tym kiedy indziej.
(Dann habe ich es verarbeitet, aber darüber schaffe ich heute nicht, zu schreiben).
Z innych inszości:
Wygrałam candy u Marleny. Pierwszy raz w życiu wygrałam. I już czas jakiś temu tę piękną chustę dostałam! Dziękuję!
Ich habe Candy bei Marlena gewonnen. Zum ersten Mal in meinem Leben habe ich etwas gewonnen - dieses Tuch!
Chusta jest przepięknie wydziergana. A ja uczę się, jak zrobić zaprawę chromową.
Das Tuch ist wunderschön gestrickt, und ich lerne, wie man Chrombeize macht.
Myślałam, że mój aloes będzie kwitł bardziej obficie, ale on te kwiatuszki ma raczej skromne. Tak wyglądał w pełnym rozkwicie.
Meine Aloe blühte nicht besonders beeindruckend - so sah sie aus in der Blütezeit.
Gratuluję wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu (jakie życie - taki znak) i serdecznie pozdrawiam!
Ich gratuliere allen, die bis zu diesem Moment durchgehalten haben, und grüße herzlich!
To moje drugie podejście do farbowania czarną malwą, które uznaję za udane. Poprzednim razem wełna wyszła mi szara z jakimś dalekim echem zieleni. Teraz już wiem, dlaczego inna nie mogła wyjść. Ale po kolei.
Ich habe wieder mit Stockrose gefaerbt und diesmal mit dem (ganz guten) Ergebniss. Vorher habe ich ganz graue Wolle bekommen und ich weiß schon, warum. Also der Reihe nach...
Kupiłam trochę wyczeski jedwabnej (silk noil), bo widziałam u innych, że można to doprowadzić do stanu używalności, a w najgorszym razie zużyć do tweedu. I postanowiłam sprawdzić, czy potrafię sie z tym rozprawić. Zaczęłam od czesania.
Ich habe ein bißchen silk noil gekauft, da ich gesehen habe, daß die anderen daraus was schönes machen können. Und begann ich es zu kardieren.
Po sześciu czesaniach wyglądało całkiem dobrze. Ale nie bardzo się sprawdza w dalszej obróbce. Jeśli ktoś wie, do czego tego użyć i jak obrobić, chętnie przyjmuję wszystkie rady. Włączyłam jedną taką roladę do farbowania malwą - w perspektywie na tweed.
Ich habe das sechsmal gedreht - es sieht ganz gut aus, aber mit der weiteren Verarbeitung habe ich Probleme. Ich nehme gern jeden Rat in dieser Sache. Ein Vlies habe ich zum Färben mit Stockrose genommen.
Przedtem mój błąd z malwą polegał na tym, że ją potraktowałam jak wszystkie inne surowce - wygotowałam kwiaty i w tym barwiłam. Tym razem odrobiłam lekcje. Jeśli chce się z malwy uzyskać gołębi niebieski kolorek, a jak ktoś woli - zielony, to proszę bardzo, trzeba malwę tylko zaparzyć przez pięć minut.
Vorher habe ich die Blüten ausgekocht, jetzt habe ich sie nur aufgebrüht und fünf Minuten ziehen lassen.
A potem już tylko wełnę i ramię (wełnę wcześniej zabejcowaną w ałunie, a ramię w ałunie i w sodzie) gotowałam w garze godzinkę, a jedwab (bejcowany ałunem) pół godziny w piekarniku.
I otóż informacja w sprawie bejc i zapraw do naturalnego farbowania. Do czego innego jeszcze potrzebowałam wodorowinianu potasu (albo kwasu winnego na zamianę), chciałam kupić w B&K, ale szukaj wiatru w polu. Znalazłam na znanym nam portalu aukcyjnym u człowieka, który nazywa się chemik29 i z głupia frant zapytałam o resztę rozmaitych odczynników, potrzebnych do farbowania. Okazało się, że ma i wyśle wszystko razem - człowiek miły i konkretny. Namówiłam, żeby wystawił przede wszystkim ałun glinowo-potasowy, którego, jak żyję, tam nikt nie wystawiał. Już jest. Tak że udało mi się kupić hurtem wszystko: ałun, pięciowodny siarczan miedzi (siarczan żelaza siedmiowodny mam na stanie), wodorowinian potasu do bejc, bezwodny węglan potasu (potaż - do modyfikowania koloru), bezwodny węglan sodu (soda lekka, lepsza do bejcowania niż soda oczyszczona, choćby do indygo i do bejcowania wszystkich włókien roślinnych) - niedrogo i w jednym miejscu. Wystarczy człowieka zapytać, czy ma. Bardzo jestem zadowolona.
Die Wolle und Ramie (Wolle mit Alaun, Ramie mit Alaun und Soda gebeizt) habe ich eine Stunde im Topf, und die Seide (mit Alaun gebeizt) im Backofen gekocht. Dann schreibe ich, wo man bei uns Zutaten für die Beizen kaufen kann.
Potem pojawia się kolejny problem albo błogosławieństwo. Tego ufarbowanego dobra się nie zostawia do ostygnięcia. To się natychmiast pierze. I wówczas zauważyłam taką prawidłowość: trzeba to błyskawicznie z gara wrzucić do wody z neutralnym środkiem piorącym, w przeciwnym razie na powietrzu wełna zaczyna... zielenieć i dostaje ładnego morskiego koloru. Jeśli więc ktoś ma życzenie nie na gołębi niebieski, tylko na głęboką zieleń, to wełnę trzeba kilkakrotnie wyciągać na powietrze, żeby się nałykała tlenu - zzielenieje (jak przy rozwijaniu żółci do zieleni z siarczanem żelaza).
Dann muß man das Farbgut gleich aus dem Topf ins Wasser mit Waschmittel geben, andererseits (unter dem Einfluß des Wasserstoffs) bekommt man die grüne Farbe.
Potem jeszcze przefarbowalam w tym, co zostało w garach, farbowaną niegdyś marchewką wełnę. Na zielono. I powiesiłam to wszystko do wyschnięcia.
Dann habe ich noch die einst mit Möhrenkraut gefärbte Wolle damit, was mir in den Töpfen geblieben ist, überfärbt und habe alles getrocknet.
Po wyschnięciu, w świetle dziennym 1. farbowanie.
(Trocken, im Tageslicht, 1. Farbzug.)
2. farbowanie
(2. Farbzug)
A później w wersji ładniejszej, wyczesane
(Dann mehr efektvoll, kardiert)
Potem wszystko poszło do dalszej obróbki, ale o tym kiedy indziej.
(Dann habe ich es verarbeitet, aber darüber schaffe ich heute nicht, zu schreiben).
Z innych inszości:
Wygrałam candy u Marleny. Pierwszy raz w życiu wygrałam. I już czas jakiś temu tę piękną chustę dostałam! Dziękuję!
Ich habe Candy bei Marlena gewonnen. Zum ersten Mal in meinem Leben habe ich etwas gewonnen - dieses Tuch!
Chusta jest przepięknie wydziergana. A ja uczę się, jak zrobić zaprawę chromową.
Das Tuch ist wunderschön gestrickt, und ich lerne, wie man Chrombeize macht.
Myślałam, że mój aloes będzie kwitł bardziej obficie, ale on te kwiatuszki ma raczej skromne. Tak wyglądał w pełnym rozkwicie.
Meine Aloe blühte nicht besonders beeindruckend - so sah sie aus in der Blütezeit.
Gratuluję wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu (jakie życie - taki znak) i serdecznie pozdrawiam!
Ich gratuliere allen, die bis zu diesem Moment durchgehalten haben, und grüße herzlich!
wtorek, 22 stycznia 2013
Postępów jakby mało
Wszystko zaczynam, niewiele kończę. Jedyną skończoną rzeczą są, jak się należało domyślać, skarpetki. Tym razem jak góralskie, tylko z Herdwicka. Puchatek pożyczył mi nóg do zdjęć.
Bo skarpetki nie są dla niego. Marlena podpowiedziała mi kiedyś, że mojemu znakomitemu listonoszowi, Panu Marcinowi, za to, że te kłaki w ilości przemysłowej bez szemrania mi przynosi, powinnam odwdzięczyć się ciepłymi skarpetkami na mrozy. To ostatnio nieśmiało zapytałam, czy by chciał. Chciał! A że parametry nożne ma takie jak Puchatek, miałam się do czego domierzyć.
Są grubaśne, a z Herdwicka muszą być ciepłe. Może się nadadzą. Puchatek nadal odmawia noszenia wełnianych skarpetek, więc nawet nie puchnie z zazdrości. Za to odkąd obejrzał Celtic Collection Alice Starmore, widzę, że koncepcja swetra w dziewięciu kolorach "podobnego do" ewoluuje w kierunku "taki kolorowy jak z tej książki". Obawiam się więc, że zanim sprzędę tę alpakę, sobie będę mogła zrobić sweter "podobny do", bo on już będzie pewny, że chce "taki jak z książki".
Kurz: Ich habe einen außergewöhnlich zuverlässigen Briefträger, der mir immer die großen Pakete mit bestellter Wolle bringt - er muß es nicht machen, er kann mir nur die Mitteilung lassen, das meine Pakete im Postamt warten. Eine der Kolleginen hat mir vorgesagt, daß ich ihm dafür warme Socken stricken kann. Ich habe also im Sommer gesponnene Herdwickwolle genommen und ihm die Socken gestrickt. Sein Fuß ist ähnlich den Füßen meines Mannes, ich hatte also kein Problem. Mein Mann möchte keine Wollesocken, ich habe also wieder kein Problem - er ist auf die Socken nicht neidisch.
A właśnie - Pan Marcin przyniósł mi wczoraj alpakę w kolejnym kolorze.
Zdjęcie robione z lampą, w realu kolor jest ciut ciemniejszy, takie ciemne toffi. Pokazuję ją, żeby świat wiedział, co się powinno dostawać od cywilizowanego hodowcy. Nie ma co przebierać, tylko włożyć do siatki i przeprać. Żadnych paprochów.
Kurz: Gestern hat mir mein Briefträger noch ein Paket mit Alpaka gebracht. Ich habe das Bild gemacht, damit alle wissen, wie Alpaka vom guten Züchter aussieht - keine Verunreinigungen, fast sauber, man kann gleich waschen oder auch gleich spinnen.
W zeszłym tygodniu ufarbowałam trochę merynosa superwash. Spieszyłam się, więc wyszedł łaciaty.
I cienki merynos, i cienkie BFL zawsze sprawiały mi trochę kłopotu, bo chwytały barwnik z wierzchu i jeśli ich nie rozgrzebałam i nie nasączyłam farbką dokładnie, nie wychodziły równe, zwłaszcza w jasnych kolorach. Superwash farbowałam drugi raz. Poprzedni była to jednak wełna Shropshire, która pięknie przyjęła kolor. Jak chodzi o merynosa, wniosek nasuwa mi się taki, że w wersji superwash jest w farbowaniu jeszcze bardziej niewdzięczny.
Kurz: Vorige Woche habe ich ein bißchen Merino superwash gefärbt. Ich habe mich beeilt und die Wolle ist scheckig. Ich hatte immer Probleme mit Merino und BFL - ich musste es sehr genau, auch im Inneren der Band mit Farbe durchtränken. Mit Merino superwash geht es mir noch schwieriger.
No i wiadomość miesiąca: drumek od Asi (Appolinar) już jest u mnie.
Dziś będę się z nim zapoznawać. A w folii otulającej drumka znalazłam od Asi prezent. Po prostu bajeczny.
To jest skorupka prawdziwego, wielgachnego jajka. Leży sobie w gniazdku z wełnianej czesanki, zapakowane w przezroczystą tubę.
Na górze ma śliczne wieszadełko.
A powieszone prezentuje się doskonale, tylko warunki świetlne do robienia zdjęć u mnie marne.
Cudne jest. Jeśli ktoś jeszcze nie widział jajek Asi z zeszłego roku, proponuję zajrzeć tutaj. Jak koronka, jak haft Richelieu. Bardzo jestem Asi wdzięczna za to wielkanocne jajo. I za pożyczenie drumka też.
Kurz: Der geliehene von Asia Drum carder ist schon bei mir zu Hause. Heute werde ich ihn genauer kennenlernen. Im Karton habe ich auch ein wunderschönes Geschenk gefunden - das Osterei. Es ist gross, ich meine, dass es Gänseei ist. Asia hat im vorigen Jahr auch durchaus schöne, Richelieustickerei ähnliche Ostereier gemacht - man kann sie hier sehen. Ich bin Asia sehr dankbar, sowohl für das Ei, als auch für den Drum carder.
Bo skarpetki nie są dla niego. Marlena podpowiedziała mi kiedyś, że mojemu znakomitemu listonoszowi, Panu Marcinowi, za to, że te kłaki w ilości przemysłowej bez szemrania mi przynosi, powinnam odwdzięczyć się ciepłymi skarpetkami na mrozy. To ostatnio nieśmiało zapytałam, czy by chciał. Chciał! A że parametry nożne ma takie jak Puchatek, miałam się do czego domierzyć.
Są grubaśne, a z Herdwicka muszą być ciepłe. Może się nadadzą. Puchatek nadal odmawia noszenia wełnianych skarpetek, więc nawet nie puchnie z zazdrości. Za to odkąd obejrzał Celtic Collection Alice Starmore, widzę, że koncepcja swetra w dziewięciu kolorach "podobnego do" ewoluuje w kierunku "taki kolorowy jak z tej książki". Obawiam się więc, że zanim sprzędę tę alpakę, sobie będę mogła zrobić sweter "podobny do", bo on już będzie pewny, że chce "taki jak z książki".
Kurz: Ich habe einen außergewöhnlich zuverlässigen Briefträger, der mir immer die großen Pakete mit bestellter Wolle bringt - er muß es nicht machen, er kann mir nur die Mitteilung lassen, das meine Pakete im Postamt warten. Eine der Kolleginen hat mir vorgesagt, daß ich ihm dafür warme Socken stricken kann. Ich habe also im Sommer gesponnene Herdwickwolle genommen und ihm die Socken gestrickt. Sein Fuß ist ähnlich den Füßen meines Mannes, ich hatte also kein Problem. Mein Mann möchte keine Wollesocken, ich habe also wieder kein Problem - er ist auf die Socken nicht neidisch.
A właśnie - Pan Marcin przyniósł mi wczoraj alpakę w kolejnym kolorze.
Zdjęcie robione z lampą, w realu kolor jest ciut ciemniejszy, takie ciemne toffi. Pokazuję ją, żeby świat wiedział, co się powinno dostawać od cywilizowanego hodowcy. Nie ma co przebierać, tylko włożyć do siatki i przeprać. Żadnych paprochów.
Kurz: Gestern hat mir mein Briefträger noch ein Paket mit Alpaka gebracht. Ich habe das Bild gemacht, damit alle wissen, wie Alpaka vom guten Züchter aussieht - keine Verunreinigungen, fast sauber, man kann gleich waschen oder auch gleich spinnen.
W zeszłym tygodniu ufarbowałam trochę merynosa superwash. Spieszyłam się, więc wyszedł łaciaty.
I cienki merynos, i cienkie BFL zawsze sprawiały mi trochę kłopotu, bo chwytały barwnik z wierzchu i jeśli ich nie rozgrzebałam i nie nasączyłam farbką dokładnie, nie wychodziły równe, zwłaszcza w jasnych kolorach. Superwash farbowałam drugi raz. Poprzedni była to jednak wełna Shropshire, która pięknie przyjęła kolor. Jak chodzi o merynosa, wniosek nasuwa mi się taki, że w wersji superwash jest w farbowaniu jeszcze bardziej niewdzięczny.
Kurz: Vorige Woche habe ich ein bißchen Merino superwash gefärbt. Ich habe mich beeilt und die Wolle ist scheckig. Ich hatte immer Probleme mit Merino und BFL - ich musste es sehr genau, auch im Inneren der Band mit Farbe durchtränken. Mit Merino superwash geht es mir noch schwieriger.
No i wiadomość miesiąca: drumek od Asi (Appolinar) już jest u mnie.
Dziś będę się z nim zapoznawać. A w folii otulającej drumka znalazłam od Asi prezent. Po prostu bajeczny.
To jest skorupka prawdziwego, wielgachnego jajka. Leży sobie w gniazdku z wełnianej czesanki, zapakowane w przezroczystą tubę.
Na górze ma śliczne wieszadełko.
A powieszone prezentuje się doskonale, tylko warunki świetlne do robienia zdjęć u mnie marne.
Cudne jest. Jeśli ktoś jeszcze nie widział jajek Asi z zeszłego roku, proponuję zajrzeć tutaj. Jak koronka, jak haft Richelieu. Bardzo jestem Asi wdzięczna za to wielkanocne jajo. I za pożyczenie drumka też.
Kurz: Der geliehene von Asia Drum carder ist schon bei mir zu Hause. Heute werde ich ihn genauer kennenlernen. Im Karton habe ich auch ein wunderschönes Geschenk gefunden - das Osterei. Es ist gross, ich meine, dass es Gänseei ist. Asia hat im vorigen Jahr auch durchaus schöne, Richelieustickerei ähnliche Ostereier gemacht - man kann sie hier sehen. Ich bin Asia sehr dankbar, sowohl für das Ei, als auch für den Drum carder.
wtorek, 6 listopada 2012
Jeszcze jeden szalik i delikatesy z wołoskiej owieczki
Poprzedni szal, ten we wszystkich jesiennych kolorach, jest już w rękach właścicielki. Podoba się!
Za ciosem powstał kolejny szalik - jak już plątałam tę osnowę na kołkach, to naplątałam więcej.
Ja akurat tak najbardziej lubię nosić szaliki, ale chyba zrobiłam ich już tyle, że muszę się z nimi zacząć rozstawać, bo zamiast góry wełny do przerobienia będę miała całą szafę szalików.
Po kolei (uwaga, zalew zdjęć):
Szalik ma 188 cm długości (bez frędzli) i 28 cm szerokości. Kolory są z fraktala, tak jak się układały. Skończyłam go prząść pod koniec października i pokazywałam tu. Mnie zaskoczyło to ostre przejście od turkusu do turkusu z brązem, ale ponieważ ono się miało prawo zdarzyć we fraktalu (turkus, a potem brąz na tle turkusu, pasmo czesanki zaczynało się turkusem, kończyło brązem, więc przy lekkim przesunięciu tak się porobiło), zostawiłam bez korekty.
W dziennym świetle kolorki nie są tak intensywne, to chyba dobrze.
Na chwilę muszę Harfę porzucić, bo czuję przesyt machania rękami i siada mi lewy bark. Zasiadłam więc do czekoladowej czesanki na czapeczkę dla Puchatka. I kiedy już zaczęłam kręcić, zadzwonił Pan Marcin. I przyniósł mi przesyłkę, którą po prostu muszę się pochwalić. Otóż przyszły prezenty, skarby od Vladki.
Za ciosem powstał kolejny szalik - jak już plątałam tę osnowę na kołkach, to naplątałam więcej.
Ja akurat tak najbardziej lubię nosić szaliki, ale chyba zrobiłam ich już tyle, że muszę się z nimi zacząć rozstawać, bo zamiast góry wełny do przerobienia będę miała całą szafę szalików.
Po kolei (uwaga, zalew zdjęć):
| Osnowa |
| Osnuty warsztacik |
| Robota skończona, zaszyty brzeg, tylko odciąć |
| W zbliżeniu |
| Po zdjęciu z warsztaciku |
| Na Lali |
W dziennym świetle kolorki nie są tak intensywne, to chyba dobrze.
Na chwilę muszę Harfę porzucić, bo czuję przesyt machania rękami i siada mi lewy bark. Zasiadłam więc do czekoladowej czesanki na czapeczkę dla Puchatka. I kiedy już zaczęłam kręcić, zadzwonił Pan Marcin. I przyniósł mi przesyłkę, którą po prostu muszę się pochwalić. Otóż przyszły prezenty, skarby od Vladki.
I jak tylko skończę z czapką Puchatka, natychmiast zabieram się za przerabianie tych skarbów i pokazywanie tej rzadkiej i pięknej owczej rasy, którą Vladka hoduje. Tylko nie mogę się już dziś powstrzymać, żeby chociaż troszeczkę nie pokazać. To jest wełna z owiec wołoskich (valašska ovce), a ściślej ta duża torba jest od Snĕženki, którą można zobaczyć na zdjęciu na przykład w tym poście u Vladki.
Jest śliczna - i owieczka, i wełna. Vladka ma zresztą wiele zwierzaków, nie tylko owiec, ma nawet króliczki angorskie - zwierzaki można sobie obejrzeć u niej w prawym górnym rogu.
No i w tych skarbach, które mi przysłała jest jeszcze trochę runa z barana,
żebym sobie mogła porównać i jest filcowany motylek, który już wiem, do czego mi posłuży. I coś zupełnie niebywałego, czym się zupełnie zachwyciłam, czyli próbki tejże wełny farbowane... grzybami. Próbowałam dziś złapać trochę dziennego światła, żeby nie przekłamać kolorów, ale i tak w realu są jeszcze ładniejsze.
Vladka pisała o farbowaniu grzybami między innymi tutaj. Ale ona naturalne barwniki bierze zewsząd, niedawno pokazywała, jakie piękne kolory jej wyszły z rdestu barwierskiego. Ja jestem kompletnie zafascynowana. I nawet mam pomysł, jak wykorzystać te próbki. Ale ponieważ rzadkie wołoskie owieczki zasługują na porządnego, osobnego posta, to wszystko o nich napiszę, jak tylko zabiorę się za przerabianie tych skarbów, czyli niebawem, bo już mnie ręce swędzą.
sobota, 3 listopada 2012
Szal we wszystkich kolorach
O tym zaczarowanym szalu, który usiłuję zrobić od dwóch lat już pisałam tu. Na początku października znów się nie udało. Ale zaparłam się. I jest. Wprawdzie zupełnie inny niż przewidywał pierwotny projekt, ale we wszystkich jesiennych kolorach.
Nie poszło łatwo, bez przygód się nie obyło, nawet tak głupich jak odwrotnie założona siatka, co zauważyłam dopiero po kompletnym osnuciu. Pomagałam sobie grzebieniem i... Szkoda czasu.
Po kolei (uwaga, zalew zdjęć):
Osnowa - z typowej skarpetkowej Regii (210 m/50 g):
Warsztat po osnuciu, widać, że siatka odwrotnie:
Ale się nie poddaję, robię.
Z bliska mi się nawet podoba.
Po zdjęciu i zaszyciu frędzli też mi się podoba. Ma 224 cm długości i 46 cm szerokości (bez frędzli).
A po praniu okazuje się, że nic mu z długości nie ubyło, ale szerokości ma 43,5 cm, prawie wszędzie, bo zielone paseczki mają więcej. Pisałam, że to były łączone w singlu już kupione w kolorze tzw. wełny do filcowania. Ta w istocie przędła się inaczej niż pozostałe, dziś powiedziałabym, że jak Herdwick, albo Swaledale, tak się trochę rozsypywała w ręku. I w związku z tym zielone paseczki, zwłaszcza gdy są szersze niż 3 nitki, falują. Nauczyłam się więc przy okazji, że warto wiedzieć, z czego się robi, bo to widomy znak, że wełna wełnie nierówna i to nie tylko w sprawie "gryzienia".
W każdym razie niewykonalny projekt znalazł swój finał, z czego bardzo jestem zadowolona.
Zrobiłam też skarpetki z zafarbowanej kiedyś przypadkiem na szaro-fiołkowo kupnej. Kolorek nadal mi się podoba, skarpetki mniej, bo postanowiłam zrobić piętę podwójną nitką i niezbyt zgrabnie to wygląda. Poza tym w porządku.
No i przyszło kolejne runo Hebrideana od brudasa. I... zatchło mnie. Z zachwytu. Na dzień dobry po zajrzeniu do wora wyglądało tak:
Zapowiadało się na dłuższą robótkę, ale już po półtorej godziny przebierania i naprawdę niewielkiej ilości odrzuconego śmiecia, miałam dwa takie wiadra cudnego, długiego, miękkiego, ale wciąż niepranego runa w zadziwiającym kolorze.
A teraz jest uprane i schnie - już piąty dzień. A ja chodzę dookoła i wącham, czy jeszcze nie dopadła go pleśń. Jeśli chwycę dwie godziny dobrej pogody, wynoszę na balkon, żeby mi runko wiaterek przewiał. No jak z dzieckiem. Ale piękne jest!
Ach, warto było przeżyć te dwa poprzednie doświadczenia, żeby je mieć!
Nie poszło łatwo, bez przygód się nie obyło, nawet tak głupich jak odwrotnie założona siatka, co zauważyłam dopiero po kompletnym osnuciu. Pomagałam sobie grzebieniem i... Szkoda czasu.
Po kolei (uwaga, zalew zdjęć):
Osnowa - z typowej skarpetkowej Regii (210 m/50 g):
Warsztat po osnuciu, widać, że siatka odwrotnie:
Ale się nie poddaję, robię.
Z bliska mi się nawet podoba.
Po zdjęciu i zaszyciu frędzli też mi się podoba. Ma 224 cm długości i 46 cm szerokości (bez frędzli).
A po praniu okazuje się, że nic mu z długości nie ubyło, ale szerokości ma 43,5 cm, prawie wszędzie, bo zielone paseczki mają więcej. Pisałam, że to były łączone w singlu już kupione w kolorze tzw. wełny do filcowania. Ta w istocie przędła się inaczej niż pozostałe, dziś powiedziałabym, że jak Herdwick, albo Swaledale, tak się trochę rozsypywała w ręku. I w związku z tym zielone paseczki, zwłaszcza gdy są szersze niż 3 nitki, falują. Nauczyłam się więc przy okazji, że warto wiedzieć, z czego się robi, bo to widomy znak, że wełna wełnie nierówna i to nie tylko w sprawie "gryzienia".
W każdym razie niewykonalny projekt znalazł swój finał, z czego bardzo jestem zadowolona.
Zrobiłam też skarpetki z zafarbowanej kiedyś przypadkiem na szaro-fiołkowo kupnej. Kolorek nadal mi się podoba, skarpetki mniej, bo postanowiłam zrobić piętę podwójną nitką i niezbyt zgrabnie to wygląda. Poza tym w porządku.
No i przyszło kolejne runo Hebrideana od brudasa. I... zatchło mnie. Z zachwytu. Na dzień dobry po zajrzeniu do wora wyglądało tak:
Zapowiadało się na dłuższą robótkę, ale już po półtorej godziny przebierania i naprawdę niewielkiej ilości odrzuconego śmiecia, miałam dwa takie wiadra cudnego, długiego, miękkiego, ale wciąż niepranego runa w zadziwiającym kolorze.
A teraz jest uprane i schnie - już piąty dzień. A ja chodzę dookoła i wącham, czy jeszcze nie dopadła go pleśń. Jeśli chwycę dwie godziny dobrej pogody, wynoszę na balkon, żeby mi runko wiaterek przewiał. No jak z dzieckiem. Ale piękne jest!
Ach, warto było przeżyć te dwa poprzednie doświadczenia, żeby je mieć!
wtorek, 23 października 2012
Znów owieczki i... barany
Kupiłam swego czasu za bezcen (wysyłka już nie była za bezcen, bo z Anglii) 30 deko wełny z owieczek Swaledale i, korzystając z pięknej pogody pod koniec ubiegłego tygodnia, postanowiła ufarbować sobie zapasik kolorowej wełny na zimę. To oczywiście nie koniec urobku, ale w jednym poście nie zmieszczę. W każdym razie moje Swaledale są teraz takie:
A nawet ładniejsze! Kiedy sobie schły, też je fotozdjęłam.
Wełna jest podobna do Herdwicków, luźna i puszysta, trochę się rozsypuje, ale na moją łapkę miększa i przyjemniejsza w dotyku, chociaż powinno być odwrotnie. I te, i tamte są cieplutkie, bo potrafią zimować na zewnątrz. Już czesanka wygląda ciekawie.
W zbliżeniu widać lepiej ten jasnoszary kolorek i pojedyncze ciemniejsze włoski.
Kudełki ma dość długie.
Przędzie się ją więc bardzo miło. Zostawiłam z pół deczko, żeby zobaczyć, jak wygląda sprzędziona w naturalnym kolorze.
No i teraz nie wiem, czy lepszy był ten kolor, który jej Bozia dała, czy ten ode mnie. Bo w niteczce wygląda bardzo ładnie.
Wełny tej wspaniałej o przekroju włoska 36-40+ mikronów (Bradford count: 40s-30s) dostarczają może nie prześliczne, ale charakterne rogate owieczki, które nazwę swą wzięły od doliny Swaledale w Yorkshire.
Ten powyżej to chyba pan baran, sądząc po skręconych wielokrotnie rogach.
W stadzie wyglądają cudnie.
A przy okazji farbowania wełny tychże owieczek, pochwyciłam kolejny motek "kupnej" i zalałam tym samym, co czesankę, tylko jak leci.
I bardzo jestem zadowolona, że motek był spory, bo 16 deko.
I powiem więcej: powtórzę to na dużo lepszej "kupnej" i w dużo większej ilości.
Z pozostałych ciekawostek, czyli w sprawie moich baranów, a ściślej jednego - mnie: otóż przyszło wczoraj z Panem Marcinem moje oczekiwane runo, to znaczy nie moje tylko zapowiadane szaro-kremowe runo owieczki, a ściślej jagnięcia North Ronaldsay. Przyszło w stanie, jakiego - rzecz jasna - baran oczekiwał. Albo nawet gorszym, czyli wraz z kupą, łąką i oborą.
Zostawiłam to póki co na balkonie, ale chyba zaraz muszę z tym coś zrobić. Ale najlepsze jest to, że - co może zrobić durny baran w takiej sytuacji? - zamówiłam u tego brudasa trzecie runo: szaro-czarno-brązowego Hebrideana. Rozumu to mi można doprawdy pogratulować!
A nawet ładniejsze! Kiedy sobie schły, też je fotozdjęłam.
Wełna jest podobna do Herdwicków, luźna i puszysta, trochę się rozsypuje, ale na moją łapkę miększa i przyjemniejsza w dotyku, chociaż powinno być odwrotnie. I te, i tamte są cieplutkie, bo potrafią zimować na zewnątrz. Już czesanka wygląda ciekawie.
W zbliżeniu widać lepiej ten jasnoszary kolorek i pojedyncze ciemniejsze włoski.
Kudełki ma dość długie.
Przędzie się ją więc bardzo miło. Zostawiłam z pół deczko, żeby zobaczyć, jak wygląda sprzędziona w naturalnym kolorze.
No i teraz nie wiem, czy lepszy był ten kolor, który jej Bozia dała, czy ten ode mnie. Bo w niteczce wygląda bardzo ładnie.
Wełny tej wspaniałej o przekroju włoska 36-40+ mikronów (Bradford count: 40s-30s) dostarczają może nie prześliczne, ale charakterne rogate owieczki, które nazwę swą wzięły od doliny Swaledale w Yorkshire.
| Zdjęcie: by Alethe |
W stadzie wyglądają cudnie.
| Zdjęcie: Mike Quinn |
I bardzo jestem zadowolona, że motek był spory, bo 16 deko.
I powiem więcej: powtórzę to na dużo lepszej "kupnej" i w dużo większej ilości.
Z pozostałych ciekawostek, czyli w sprawie moich baranów, a ściślej jednego - mnie: otóż przyszło wczoraj z Panem Marcinem moje oczekiwane runo, to znaczy nie moje tylko zapowiadane szaro-kremowe runo owieczki, a ściślej jagnięcia North Ronaldsay. Przyszło w stanie, jakiego - rzecz jasna - baran oczekiwał. Albo nawet gorszym, czyli wraz z kupą, łąką i oborą.
Zostawiłam to póki co na balkonie, ale chyba zaraz muszę z tym coś zrobić. Ale najlepsze jest to, że - co może zrobić durny baran w takiej sytuacji? - zamówiłam u tego brudasa trzecie runo: szaro-czarno-brązowego Hebrideana. Rozumu to mi można doprawdy pogratulować!
Subskrybuj:
Posty (Atom)