Dla utrwalenia techniki dokonałam jeszcze jednej pary skarpet metodą palców i pięty ze skróconych rzędów. A że bez tego posta byłoby w lipcu postów trzynaście, to akurat się te skarpetki na czternasty na szybko nadają. I w dodatku kończą moją przygodę z owieczkami Whitefaced Woodland.
W zbliżeniu paluszki:
Wiem, że nic szczególnego. Ale na bezrybiu i raka można pokazać.
Więcej już chyba z tej owieczki nie będę nic robić, włóczka była taka..., nie wiem jak to nazwać, "sztywnowata" (może to moja wina, nie owieczki, ale zanim zaczęłam z niej dziergać, nie sprawiała takiego wrażenia, w motku "podgryzała", ale nie miała tej sztywności). Więc żegnam się z tą owieczką czule i na pewno na długo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Whitefaced Woodland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Whitefaced Woodland. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 31 lipca 2012
czwartek, 21 czerwca 2012
Trele-morele z Whitefaced Woodland
Skręciłam! Trele kojarzą mi się niebiesko, morele stoją na stole i do wyobraźni odwoływać się nie muszę. Jak dla mnie razem tworzą bzdurkę, czyli trele-morele. Nadal nie wiem, czy mi się to podoba. Może w robótce będzie lepiej?
Wyszło mi tego w skręcie navajo 220 metrów/100 g, czyli nieprzesadnie cienka niteczka. Bardziej mi się podobało w singlu.
Włóczka przesadnie miękka nie jest, ale też być nie miała. Nie powiem, że "gryzie". Jak dla mnie jest taka, jak sobie mały Jaś zwykł wyobrażać dobrą wełnę. Kudełki mają około 30 mikronów średnicy (hodowcy uczciwie podają, że to 44s-50s, inni 50s-54s, a cały ten kram z grubością włókien i skalą Bradford, również z tabelą dla rozmaitych owiec i różnych zwierzaków wełnodajnych bardzo przystępnie przedstawiony tu). Ja taką lubię, bo wydaje mi się bardziej sprężysta od tych najmiększych owieczek. Przędła się dobrze, choć nie tak miło jak długowłose, gładziutkie wełny. Jest sprężysta, więc trochę jej trzeba pomóc, "sama" nie chce się sprząść. Ma też taki ładniutki kudełek po sprzędzeniu.
Dostawcą wełny była owieczka zagrożonej wymarciem brytyjskiej rasy Whitefaced Woodland, jednej z bardziej wytrzymałych górskich owiec, której wełna jest jedną z najmiększych wśród owiec z gór. Rasa inaczej nazywa się Penistone. Rogi mają i barany, i owieczki, ale barany mają bardziej pokręcone. Rasa, choć rogata, do "prymitywnych" nie należy, powstała z krzyżówki pod koniec 17. wieku. Jeśli kogoś, jak mnie, interesują owcze rasy, więcej się może dowiedzieć tutaj.
Włoski miały być długie, co najmniej 15 cm, ale okazało się, że nie były. Dłuższe niż 10 cm się nie trafiły, średnio jakieś 7 cm.
Naturalny kolorek w taśmie był ładniutki, śmietankowy.
Po zafarbowaniu wełenka straciła trochę uroku, ale nabrała koloru, i uczciwie (w warkoczach można ukryć parę farbiarskich niedoskonałości i sekwencję kolorów, w krążku prawie wszystko wychodzi na jaw!) wyglądała tak:
Na razie nic z niej nie zrobię, bo mi czasu brak.
A z prawie zupełnie innej beczki: zobaczyłam dziś w ramach podglądactwa znakomity wynalazek: szpularz własnej roboty. Wszystko widać jak na dłoni, więc obcojęzyczność tego pokazu nie przeszkadza. Cóż za praktyczna rzecz! Zachwyciłam się, że nie tylko służy za szpularz, kiedy jest potrzebny, ale można w nim też w międzyczasie przechowywać mnóstwo prząśniczych drobiazgów. I gdyby to pudełko jeszcze ozdobić, np. w dekupażu... Bajka!
Wyszło mi tego w skręcie navajo 220 metrów/100 g, czyli nieprzesadnie cienka niteczka. Bardziej mi się podobało w singlu.
Włóczka przesadnie miękka nie jest, ale też być nie miała. Nie powiem, że "gryzie". Jak dla mnie jest taka, jak sobie mały Jaś zwykł wyobrażać dobrą wełnę. Kudełki mają około 30 mikronów średnicy (hodowcy uczciwie podają, że to 44s-50s, inni 50s-54s, a cały ten kram z grubością włókien i skalą Bradford, również z tabelą dla rozmaitych owiec i różnych zwierzaków wełnodajnych bardzo przystępnie przedstawiony tu). Ja taką lubię, bo wydaje mi się bardziej sprężysta od tych najmiększych owieczek. Przędła się dobrze, choć nie tak miło jak długowłose, gładziutkie wełny. Jest sprężysta, więc trochę jej trzeba pomóc, "sama" nie chce się sprząść. Ma też taki ładniutki kudełek po sprzędzeniu.
Dostawcą wełny była owieczka zagrożonej wymarciem brytyjskiej rasy Whitefaced Woodland, jednej z bardziej wytrzymałych górskich owiec, której wełna jest jedną z najmiększych wśród owiec z gór. Rasa inaczej nazywa się Penistone. Rogi mają i barany, i owieczki, ale barany mają bardziej pokręcone. Rasa, choć rogata, do "prymitywnych" nie należy, powstała z krzyżówki pod koniec 17. wieku. Jeśli kogoś, jak mnie, interesują owcze rasy, więcej się może dowiedzieć tutaj.
| Zdjęcie: Mark Hogan |
Włoski miały być długie, co najmniej 15 cm, ale okazało się, że nie były. Dłuższe niż 10 cm się nie trafiły, średnio jakieś 7 cm.
Naturalny kolorek w taśmie był ładniutki, śmietankowy.
Po zafarbowaniu wełenka straciła trochę uroku, ale nabrała koloru, i uczciwie (w warkoczach można ukryć parę farbiarskich niedoskonałości i sekwencję kolorów, w krążku prawie wszystko wychodzi na jaw!) wyglądała tak:
Na razie nic z niej nie zrobię, bo mi czasu brak.
A z prawie zupełnie innej beczki: zobaczyłam dziś w ramach podglądactwa znakomity wynalazek: szpularz własnej roboty. Wszystko widać jak na dłoni, więc obcojęzyczność tego pokazu nie przeszkadza. Cóż za praktyczna rzecz! Zachwyciłam się, że nie tylko służy za szpularz, kiedy jest potrzebny, ale można w nim też w międzyczasie przechowywać mnóstwo prząśniczych drobiazgów. I gdyby to pudełko jeszcze ozdobić, np. w dekupażu... Bajka!
Subskrybuj:
Posty (Atom)