Miałam się dziś wprawdzie skupić na czym innym, ale musiałam, po prostu musiałam coś skręcić.
I skręciłam pół - jutro drugie pół - czesanki w fioletach, którą niedawno farbowałam (BFL). Była farbowana pod fraktal i wreszcie udało mi się ukręcić (nieduży wprawdzie) fraktal prawie idealny, zgodny z modelem matematycznym. Strasznie się spieszyłam, nie zdążyłam przed zachodem słońca, dlatego włóczka niestabilizowana, a zdjęcia z lampą i kiepskie. Ale tak się cieszę, że ukręciłam i że jeszcze coś mi się dziś uda w ramach 9. etapu TdF pokazać. Jak dokręcę drugą połowę, zdejmę w dziennym świetle.
Jest tego na razie 165 m/40 g i tym razem... jestem zadowolona.
W motku wygląda tak:
A poza tym spotkało mnie kolejne szczęście - pan listonosz przyniósł mi pół kilo Ryelanda, niestety, surowego.
Jest super, kudeł dość długi i bardzo sprężysty. Brudna jest, ale nieprzesadnie, tłusta do bólu, a zapach ma, powiedzmy, bardzo ekologiczny.
Zaraz ją wrzucę na noc do wiadra z płynem do mycia naczyń, bo zwykłe detergenty chyba nie dadzą rady tej ilości lanoliny.