Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spiżarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spiżarnia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 maja 2015

Domowa spiżarnia

Już kilka razy obiecywałam, że pokażę Wam wnętrze mojej spiżarni, ale jakoś zawsze wylatuje mi to z głowy. Przypomniałam sobie o tym wczoraj, gdy akurat szykowałam obiad i drzwiczki były otwarte. Ponieważ aparat mam zawsze pod ręką (zboczenie - nigdy nie wiadomo kiedy fajny kadr wpadnie w oko), to pstryknęłam  kilka fotek. Mam nadzieję, że zadowolą one różnych ciekawskich, którzy co jakiś czas dopraszają się uchylenia rąbka tajemnicy. Właściwie to jestem nieco zażenowana takim pokazywaniem wnętrza było nie było zwykłej szafki. No ale może ktoś chciałby sobie zbudować podobną i mu się to do czegoś przyda.


W jednym z postów o metamorfozie naszego mieszkania wspominałam, że kiedyś w tym miejscu było wejście do kuchni. Postanowiliśmy zabudować tę przestrzeń wyburzając pozostałość ściany i dobudowując inną z karton-gipsu kawałek dalej. Otwór dopasowaliśmy do najtańszych żaluzjowych drzwi z marketu budowlanego, które pobieliliśmy ługiem i zabezpieczyliśmy olejem. Wszystkie półeczki w środku to dzieło Adama. Są tak zrobione, że w razie czego można zmieniać ich wysokość. My robiliśmy to już ze 3 razy mimo, że staraliśmy się bardzo dokładnie przemyśleć co i gdzie będziemy przechowywać i jakie w związku z tym powinny być odległości między półkami. Jak się przyjrzycie, to zobaczycie, że półki różnią się także głębokością. Chodziło o to, żeby wszystko było dobrze widać i łatwo sięgać.




Jak widzicie bardzo dużo produktów przechowuję w słoikach. Dzięki temu udaje mi się uniknąć niespodzianek w postaci moli spożywczych, itp. W łubiankach trzymam torebki z przyprawami. Mam ich bardzo dużo więc odpuściłam sobie słoiczki - gdybym chciała przesypywać wszystkie przyprawy, na nic innego nie starczyłoby mi miejsca ;) Rzeczy, które nie mieszczą się w słojach, mieszkają w wiklinowych koszykach. To pomaga mi zachować porządek i uniknąć chaosu kolorowych opakowań. Widzicie też dwie skrzynki, które działają jak duże szuflady. W jednej trzymam puszki, a w drugiej warzywa. Największa półka jest przeznaczona na moje przetwory - w końcu to spiżarnia, a nie zwykła szafka ;) Na drzwiczkach mam jeszcze wieszaki na fartuch i ulubioną torbę na za kupy.

Już planujemy tu kolejne zmiany. Chcemy schować do spiżarni kuchenkę mikrofalową, z której właściwie prawie nie korzystamy. Obmyślamy też, gdzie by znaleźć inne miejsce na przechowywanie sprzętu z najwyższej półki, tak żeby zrobić na niej stojak na wino. To plany na razie jeszcze dość odległe, ale za to pewnie w najbliższym czasie zamontujemy w końcu oświetlenie (kabelki czekają od 4 lat, żeby coś do nich podłączyć). Planujemy zamontować pionowo taśmę z ledami, co pozwoli na doświetlenie wszystkich półek.


Lubię moją spiżarnię za to, że choć nie ma wielkich gabarytów, to jest bardzo pojemna. I zawsze, gdy wydaje mi się, że w domu nie ma już nic do jedzenia, wystarczy w niej trochę poszperać, żeby wyczarować dwudaniowy obiad z deserem dla 10 osób ;)

Miłego dnia!
Marta

piątek, 16 sierpnia 2013

Szklana pułapka :)

W mojej spiżarni jest bardzo dużo słoików. Lubię przechowywać w nich jedzenie, bo po pierwsze szczelnie zamknięte dłużej zachowuje świeżość, po drugie wystarczy rzut oka i już wiem, gdzie i ile czego mam, a po trzecie słoiki po prostu wyglądają ładniej niż różnokolorowe opakowania foliowe.
Ostatnio moja kolekcja powiększyła się o małe słoiczki z ceramicznym wieczkiem. Dwa są w kolorze błękitnym, dwa w ciemnoniebieskim. Już wiem, że powinnam była kupić ich przynajmniej dwa razy tyle. Znalazły w nich miejsce suszone kwiaty, które służą m.in. do mieszanek herbacianych i produkcji zapachowej soli do kąpieli.








W samej spiżarni dużo się dzieje. Policzyłam dzisiaj, że mam siedemdziesiąt różnego rozmiaru słoików z przetworami, a jeszcze się na dobre nie rozkręciłam. Zwykle robię po 4-6 słoików na raz, żeby się nie zamęczyć wielogodzinnym mieszaniem w garach i nie sądziłam, że tyle tego się nagromadziło. Czekają pomidory, gruszki, dynia i pewnie coś jeszcze napatoczy się do przerobienia. Poniżej możecie podejrzeć moją mini spiżarnię. Przetwory się nie załapały, bo stoją na niższych półkach, ale widać część słojów, a przecież o nich dzisiaj mowa ;)


środa, 20 lipca 2011

Szafowy zawrót głowy

Sprawa kaloryferów, o której pisałam w poprzednim poście, nadal nie znalazła szczęśliwego finału. Ciągle nie dostaliśmy zgody ze spółdzielni, chociaż termin na odpowiedż już dawno minął. Tak więc prace związane z montowaniem szafek w kuchni na razie utknęły. Ale za to Adam zbudował regał w spiżarni. Pomysł z jej wydzieleniem był strzałem w dziesiątkę. Jest bardzo pojemna i wygodna w użytkowaniu. Póki co wygląda tak:


Zamontowaliśmy też tymczasowe lustro w łazience. Tymczasowe, ponieważ wciąż poszukuję odpowiedniej, rzeźbionej ramy. Obecne lustro wisiało kiedyś u moich dziadków, którzy jakiś czas temu postanowili je wyrzucić, ponieważ farba zaczęła się łuszczyć. Dla mnie to właśnie było jego główną zaletą więc przygarnęłam.



Nie jestem w stanie zrobić zdjęcia, które oddawałoby prawdziwe kolory łazienki. Bez zapalonych lampek jest za ciemno, a z nimi robi się albo niebiesko, albo żółto. Mam nadzieję, że do czasu ostatecznego urządzenia łazienki, dogadam się z moim aparatem i będę mogła pokazać Wam, jak to naprawdę u nas wygląda. Zamierzam też pozbyć się do tego czasu tych okropnych sznureczków z wywietrznika i ukryć w szafce (którą najpierw trzeba powiesić) kolekcję kosmetyków :)

W wc na razie nic się nie dzieje (choć plany na zagospodarowanie są bardzo konkretne), jeśli nie liczyć "nowego" stojaka na papier toaletowy. W tej roli występuje stara tara wygrzebana z dna piwnicy naszego poprzedniego mieszkanka. Wyczyściłam ją i zaolejowalam tak, że dobrze komponuje się kolorystycznie z innymi drewnianymi elementami w tym pomieszczeniu.



Docelowo marzy mi sie jednak nieco inny stojak, chociaż też staroć. W tej roli widzę stare prawidła od oficerek, z charakterystycznymi rączkami. Najlepiej w tym stylu:


W tej chwili głowy zaprzątają nam głównie szafy. Adam pracuje nad zbudowaniem szaf na ubrania we wnękach, które mamy w sypialni, a ja zabrałam się za przerabianie wielkiego, starego mebla do jadalni. Pisałam kiedyś tutaj o szafach, będących od lat w rodzinie, które dostaliśmy w prezencie. Oto pierwsza z nich:


Jest trochę zniszczona, ale na szczęście nie zrzerają jej żadne robale:) Wadą jest pomarańczowy odcień drewna i fornirowe maziaje na drzwiach. Dlatego zapadła decyzja o przemalowaniu. Tak więc szlifuję i w między czasie poszukuję odpowiedniego koloru farby. Zadaniem Adama będzie jeszcze dorobienie półek. Szafa w środku ma drążek, ale jest dość płytka i nie mieszczą się w niej ubrania na wieszakach. No chyba, że ubranka dziecięce, ale takich póki co nie posiadamy.
Chciałabym uporać się z wszystkim do końca lipca, ale nie jestem pewna, czy do tego czasu uda mi się wybrać farbę:)

Przypominam o CANDY. W losowaniu mogą brać udział również osoby, które nie posiadają bloga (tylko zostawcie namiary do siebie).

Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...