Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeróbki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeróbki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2015

Biżuteria dla komody

W ostatnim wpisie zaserwowałam niezłą lekturę więc dla odmiany będę się streszczać i oszczędzę wam swojego gadulstwa ;)
Dziś główną bohaterką jest komoda z naszego przedpokoju, która zyskała nowe szaty w postaci kolorowych gałek. Miało to miejsce jakieś sto lat temu, ale moje tempo robienia zdjęć i dodawania postów jest równie zawrotne jak tempo wcielania w życie wnętrzarskich pomysłów. Na szczęście gałki się nie starzeją i co ważne, ciągle tkwią na swoim miejscu więc z czystym sumieniem mogę napisać, że dziś nasz przedpokój wygląda właśnie tak:







Poluję na jeszcze jakieś dwie ładne gałki, żeby zminimalizować ilość tych szarych.

Dowodem na to, co napisałam w pierwszych linijkach tego wpisu niech będzie fakt, że mniej więcej rok temu kupiłam nowe wieszaki do przedpokoju, żeby wymienić ten prowizoryczny, tymczasowy i zamontowany "na chwilę", który obecnie wisi nad szafką na buty. No cóż, nowe wieszaki leżą sobie i czekają aż nadejdzie ich czas, a mi chodzi po głowie, żeby najpierw wymienić tapetę w tym kącie... To może jeszcze trochę potrwać ;)

Miłego dnia!
Marta

poniedziałek, 9 marca 2015

Urodzinowe before and after - przedpokój

Nie ma to jak obchodzenie urodzin przez dwa tygodnie :) Na szczęście to nie moje urodziny, tylko blogowe więc czuję się rozgrzeszona. Kontynuując urodzinową wycieczkę po mieszkaniu i podsumowując zmiany jakie w nim zaszły należałoby pokazać, co właściwie widać po przekroczeniu progu.  A widać, że jest biało, z dodatkiem szarości i jasnego drewna. 

Ta wszechobecna w przedpokoju biel wzięła się z dwóch powodów. Po pierwsze to wynik traumy jaką wywołały w nas ogromne, ciemnobrązowe szafki, pozostawione przez poprzednich właścicieli. Szafki były zamontowane pod sufitem dookoła pomieszczenia, a dodatkowo przy drzwiach wejściowych stała spora szafa wybudowana z tego samego materiału. Było ciemno, przytłaczająco i w ogóle miało się wrażenie, że cała ta konstrukcja za chwilę runie komuś na głowę. Przedpokój obudowany był boazerią, pomalowaną na kolor wściekle żółty, który miał rozjaśniać i przełamywać grobową atmosferę. Było koszmarnie.

Powód drugi jest taki, że nie mamy w tu zbyt wiele naturalnego, dziennego światła. Ważne więc było, żeby ściany jak najwięcej go odbijały. Poza tym nasz przedpokój jest dość duży, ale trudny do zagospodarowania, bo na każdej ścianie ma drzwi. Straszne marnotrawstwo miejsca.  Istniała więc potrzeba zrobienia tu jakiś podwieszanych szafek, ale chciałam, żeby wtapiały się w otoczenie. I tak oto powstała zabudowa z karton gipsu, ale tylko na dwóch z czterech ścian. 

Dodatkowo wymieniliśmy wewnętrzne drzwi wejściowe do mieszkania, drzwi do łazienek i salonu (te przesunęliśmy). Zlikwidowaliśmy drzwi do jadalni i kuchni robiąc w tym miejscu spiżarkę i wspólne, szersze wejście. Pozbyliśmy się też framugi drzwi do sypialni i zamiast nich zamontowaliśmy drzwi rozsuwane.

Wieszak na kurtki i szafkę na buty zrobiliśmy po przeciwnej stronie wejścia niż poprzedni właściciele. Ten kąt jest ciągle niedokończony, ale już mamy w planie jego lifting. Chcemy wymienić tapetę, zmienić wieszak na kurtki i zamontować nad nim półkę. Moim marzeniem jest też położenie przy samych drzwiach wejściowych kilku kafli, bo jednak drewniana podłoga (a zwłaszcza bielona) bardzo się niszczy. Pisałam o tym niedawno tutaj.
Na chwilę obecną jest tak:




Dla porównania znalazłam zdjęcie z ogłoszenia o sprzedaży mieszkania i dwie fotki z remontu, żebyście zyskali wyobrażenie skąd nam się wzięła szafowa trauma ;)



Pewnie za jakiś czas napisze coś więcej o kierunku zmian jakie chcemy obrać przy odmianie kąta z wieszakiem na kurtki. 

A następny post będzie o pomieszczeniach, które w trakcie remontu i urządzania przeszły największa metamorfozę, a których właściwie prawie tu nie pokazuję - o łazienkach.

Miłego dnia!
Marta

wtorek, 3 marca 2015

Urodzinowe before and after - kuchnia z jadalnią

Właśnie minęły cztery lata odkąd zaczęłam pisać bloga. Początkowo był to dziennik remontowo-budowlano-marzycielski, ale jakoś tak się rozpisałam, że choć remont dawno się skończył, to ja ciągle się tu wywnętrzam.
Pomyślałam, że urodziny są dobrą okazją, żeby pokazać w szerszych kadrach, jak nasze mieszkanie wygląda aktualnie. Niewątpliwie przeszło ono ogromną metamorfozę. Gdy je kupowaliśmy miało żółte i łososiowe ściany, ciemne meble z gównowióru, okropne (naprawdę obrzydliwe!), przedpotopowe kafelki i lakierowane na wysoki połysk podłogi. Zmieniliśmy wszystko - od przestawiania ścian i wymiany instalacji zaczynając, na nadaniu pomieszczeniom innych funkcji niż poprzedni właściciele kończąc.

W dzisiejszym wpisie zapraszam Was do naszej jadalni i kuchni. Co tu się zmieniło? Połączyliśmy do końca oba pomieszczenia (poprzedni właściciele pozostawili część ściany) tworząc jedno wejście. Zbudowaliśmy spiżarnię. Wymieniliśmy okno w części kuchennej i parapet w jadalni. Przerobiliśmy wszystkie instalacje. Wymieniliśmy kafle. Zlikwidowaliśmy jeden kaloryfer i wymieniliśmy drugi. Rozbieliliśmy ługiem podłogi. Potem już tylko malowanie, meblowanie i teraz jest tak.









Wynalazłam zdjęcia z ogłoszeń o sprzedaży mieszkania, żebyście mieli świadomość od czego zaczynaliśmy. 
Jak widać poprzedni właściciele mieli tu oprócz jadalni jeszcze salon. Na ścianie, gdzie obecnie stoi szaro-niebieska szafa mieli meble w okleinie udającej buk i telewizor. Było ciasno, a niepasujące do siebie elementy wyposażenia trochę przytłaczały.


Chociaż generalny remont był dopiero cztery lata temu, to ja już mam ochotę coś pozmieniać. Najchętniej kafle w kuchni. Z babami nie nadążysz :)))

Obiecuję w następnych wpisach pokazać kolejne części mieszkania.

Miłego dnia!
Marta

czwartek, 20 listopada 2014

Po jasnej stronie mocy

Podobno w ostatnich dniach gdzieś w Polsce widywano słońce. Niestety w Warszawie od dawna tylko chmury i chmury :( Ciemno, ponuro, nieprzyjemnie - aż się prosi, żeby jakoś rozświetlić mieszkanie. Postanowiłam, że czas pożegnać się z fioletowymi lampkami w naszym kącie biurowym, a ściślej rzecz ujmując, pożegnać się z fioletem. Lampki zostały, ale zrobiłam im nowe ubranka. Wykorzystałam do tego zwykłe, białe foremki do muffinów. Przygotowanie klosików nie było trudne, a dzięki nim w kącie zrobiło się trochę jaśniej. 
Jak łatwo się domyślić uruchomiło to lawinę zmian w tej części pokoju. Totalnie przearanżowałam wygląd ściany. Zawisły na niej na razie druciane domki i nowy plakat, który chyba lepiej wyglądałby w czarnej ramce. Ale jeszcze czekam ze zmianą, bo chodzi mi po głowie, żeby przemalować ten fragment pokoju na jasno szary kolor (i może wtedy biała ramka będzie pasowała). Na pewno ściana w szarości lepiej by wyglądała, ale z drugiej strony rury będą wtedy jeszcze bardziej wyeksponowane. Ponieważ na razie nie planuję robót remontowych związanych z ich zabudowywaniem, waham się: malować, czy nie malować?




Pozmieniało się też na samym biurku. Kolorowe pudełka zamieszkały na regale, a pisoły i różne inne biurowe sprzęty wylądowały w skrzyneczkach po winie. Teraz jeszcze brakuje mi tylko szafki, którą mogłabym ustawić pod blatem. Chciałabym, żeby miała dwie lub trzy szuflady i część z drzwiczkami. W szufladach muszą się zmieścić niezliczone kabelki, dyski i inne tego typu "przydasie" Adama, które z niewiadomych powodów ciągle się mnożą. Byłoby też nieźle, gdyby do części z drzwiczkami dało się schować drukarkę. No i szafka musi być takiej wysokości, żeby dało się nią zastąpić z jednej strony nogi blatu. I wiecie co? Oczywiście takiej szafki jeszcze nie wyprodukowano - jak zwykle ;) Szukam od dwóch lat i przestałam wierzyć, że kiedyś nieoczekiwanie wpadnie mi w ręce ta wymarzona. Czas chyba uderzyć do jakiegoś stolarza.




Nasze domowe biuro wygląda coraz bardziej tak jak lubię, czyli biel, czerń i naturalne drewno. Lampki, po przejściu na jasną stronę mocy, całkiem nieźle się wkomponowały. Jeśli chcielibyście sobie przypomnieć jak to miejsce wyglądało wcześniej i jaki fiolet miałam na myśli, to zapraszam do wehikułu czasu. Wystarczy kliknąć tutaj i tutaj.

Miłego dnia!
Marta

poniedziałek, 7 października 2013

Heloł, heloł!

Nie, nie wciągnęła mnie żadna czarna dziura. Wciągnął mnie za to wir przygotowań do świętowania diamentowych godów moich dziadków. No, ale sami rozumiecie - takie historie nie zdarzają się często więc było co świętować i co przygotowywać. I warto było ;) 
Po tygodniowej nieobecności odkurzam bloga i od razu sama sobie zaprzeczę. Jeszcze niedawno zarzekałam się, że już nie mam miejsca na kolejne, jesienne dekoracje. Taaa... okazało się, że jeszcze da się coś wcisnąć tu, czy tam :)))


Postanowiłam nieco odmienić ususzone, kolorowe liście. W ruch poszły farbki. Najpierw bawiłam się stylistyką black and white, ale stwierdziłam, że nudno i że czegoś mi tu brakuje. Wyciągnęłam więc zakamuflowany gdzieś różowy brokat (tak, nie przywidziało wam się... różowy brokat!) i dodałam odrobinę tu i ówdzie. Oto efekt:




Stwierdziłam, że również piórkom przyda się nieco bardziej radosny look. Tak prezentują się po tuningu:


"Świecidełka" zamieszkały częściowo w skrzynce w salonie, a częściowo przyozdobią ścianę w sypialni. A może macie jakieś inne, ciekawe pomysły na wykorzystanie takich kolorowych listków?

I jeszcze małe ostrzeżenie dla tych, którzy chcieliby tak jak ja, pobawić się sypkim brokatem. Nieważne jak bardzo będziecie uważać, żeby nic się nie rozsypało - świecące drobinki i tak będą wyłazić z różnych zakamarków jeszcze przez jakiś czas ;)

Miłego dnia!
Marta

środa, 18 września 2013

House Doctor po mojemu, czyli domowa produkcja i guzik z pętelką ;)

Leniuchowałam wczoraj wieczorem na kanapie, popijałam martini i oglądałam po raz trzy tysiące osiemset czterdziesty siódmy (tak mniej więcej) piękne pudełka marki House Doctor. I nagle naszło mnie olśnienie, że przecież sama mogę sobie takie zrobić. Wystarczy okleić pudełko po butach, które od miesiąca wala się w przedpokoju i czeka na wyniesienie do śmietnika. I niech mi już nikt nie wmawia, że alkohol utrudnia logiczne myślenie ;) Oczywiście musiałam ten odkrywczy pomysł od razu zrealizować, a że była już prawie 22-ga, to zdjęć z procesu produkcji brak. Zatem przejdźmy od razu do chwalenia się efektem końcowym ;)








Żeby wyprodukować piękne pudełko metodą chałupniczą potrzebne będą:
- pudło z przykrywką (np. po butach)
- kolorowy papier(np. do pakowania prezentów)
- klej
- guzik
- gumka
- igła z nitką
- otwieracz do wina ;)

Ja swoje pudełko okleiłam specjalnym papierem/nalepką więc nie musiałam bawić się klejem, ale wystarczy również zwykły papier do pakowania prezentów. Z tym otwieraczem do wina to nie żart!. Niestety nie posiadam takiego specjalnego pojedynczego dziurkacza, a przykrywka była za gruba, żeby wcisnąć się w zwykły dziurkacz. Musiałam więc poradzić sobie jakoś inaczej ze zrobieniem dziurek i tu z pomocą przyszedł otwieracz. Przez dziurki przeciągnęłam gumkę, do pudełka przyszyłam guzik i gotowe!





U mnie z pudełkami jest jak z koszami - nigdy nie mam ich za dużo. I myślę, że na tym jednym produkcja się nie skończy ;) Zwłaszcza, że jak się okazało, sprawa jest bardzo prosta i tania, bo wszystkie niezbędne elementy znalazłam w domu.

Miłego dnia!
Marta

środa, 21 sierpnia 2013

Zdziecinniała Polka i polka dots

Wczoraj rano uwieczniłam na zdjęciach moje nowe kwiatki z zamiarem pokazania ich na blogu. A po południu Agnieszka zamieściła na swoim blogu TEN post. Zadziałała tu chyba jakaś telepatia dotycząca doboru tematów :) W związku z tym, że Aga mnie wyprzedziła i jeszcze opatrzyła zdjęcia doskonałym komentarzem, chowam póki co zdjęcia do folderu oczekującego na publikację. Kto czytał posta Agi, będzie wiedział dlaczego ;)))
No to teraz szybko zamieszczam zdjęcia z dzisiaj - zanim mnie ktoś z podobnym pomysłem ubiegnie ;)
A pomysł prosty jak drut, czyli mała przeróbka. Tym razem padło na notes, w którym zapisuję swoje plany na nowe, ekscytujące życie. Pierwotnie notes miał okładkę z deseczek i piękne kartki w naturalnym, nieco beżowym kolorze. Niby ładnie, ale trochę nudno.



Poszły w ruch moje stempelki i taśmy w groszki i notes zyskał nowy image okładki, stronę tytułową i mini zakładki. I od razu jakoś tak radośniej wygląda. Można by powiedzieć, że infantylnie i dziewczyńsko, ale chociaż jestem dziewczyną "w pewnym wieku", to jednak ciągle dziewczyną :) I akurat jestem w takim okresie swojego życia, że nie muszę być bardzo poważna i bardzo Ą Ę. Mogę się bawić więc się bawię, a że przejawia się to w postaci różu i groszków - no cóż ;)




Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...