Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 grudnia 2021

Procida - czyli pastelowa wyspa z okładek włoskich przewodników

Pandemia nieco przystopowała moje zwykle liczne, bliższe i dalsze podróże. W zeszłym roku linie lotnicze odwołały nam zaplanowane loty, a co za tym idzie - m.in. bardzo wyczekiwany rejs wokół Sardynii. Ale co się odwlecze... W tym roku udało mi się żeglować dwa razy po włoskich wodach. Była Sardynia, była Wenecja, był Neapol i wyspy Zatoki Neapolitańskiej, było Wybrzeże Amalfijskie. Były upały, były burze, był sztormowy, lodowaty wiatr. Były piękne widoki, wspaniałe włoskie lody, kawa, pizza i owoce morza. Były kąpiele w lazurowej wodzie, noce pod rozgwieżdżonym niebem i obłędna architektura. Było dużo i intensywnie, ale dzięki temu uzbierało mi się sporo wspaniałych wspomnień i zdjęć, którymi chciałabym się z wami podzielić i zachęcić do odwiedzenia niektórych miejsc. 

Na początek, pewnie ku zaskoczeniu niektórych, wybrałam miejscówkę najmniej znaną. Malutka wyspa Procida, której zdjęcia zdobią okładki wielu przewodników po południowych Włoszech, wcale nie jest tłumnie oblegana przez turystów (mimo że można na nią dopłynąć promem lub wodolotem z Neapolu w zaledwie 40 minut). I to jest jej wielka zaleta, ponieważ dzięki temu czas trochę się tu zatrzymał. Jeśli lubicie leniwe włoskie miasteczka, kolorowe rybackie porty, wąskie uliczki i pachnące pranie suszące się nad głowami - to miejsce jest dla was. A jeśli lubicie filmy "Utalentowany Pan Ripley", "Listonosz" (Il Postino) lub podobał wam się serial na Netflix "Generazione 56K" albo książka Penelope Green "Na północ od Capri", to tym bardziej zachęcam, bo to właśnie tu rozgrywa się większość akcji :)

czwartek, 27 lutego 2020

Spacerem po Londynie - cz. 2

W poprzednim wpisie zabrałam was na spacer po Londynie, wzdłuż brzegów Tamizy. Dzisiaj chciałabym pokazać kilka charakterystycznych punktów, które warto odwiedzić będąc w tym mieście. 
Umówmy się, Londyn nie byłby nawet w połowie tak ciekawy, gdyby nie wieczne perypetie rodziny królewskiej, historia związana z podbojem połowy świata, wielkimi wyprawami podróżniczymi i archeologicznymi oraz gdyby nie pozycja, jaką miasto zajmuje obecnie w świecie biznesu i handlu.
I o tym będzie w dzisiejszym wpisie. Na początek obowiązkowa wizyta u królowej. 


Jeśli oglądaliście serial The Crown (całkiem dobry, polecam), to wiecie, że Elżbieta jeśli nie dogląda akurat swoich ukochanych koni w jednej z wiejskich posiadłości i nie spaceruje po szkockich odludziach, urzęduje zapewne w Pałacu Buckingham. W środku nie byłam więc za wiele wam na ten temat nie opowiem, ale jeśli jesteście zainteresowani, to część pałacu jest udostępniona dla zwiedzających. Ja miałam za mało czasu, postanowiłam więc obejrzeć uroczystą zmianę warty i facetów w słynnych niedźwiedzich czapach na głowie. 

wtorek, 4 lutego 2020

Spacerem po Londynie - cz. 1

Od opublikowania ostatniego wpisu minęło kilka miesięcy i pewnie niektórzy już myśleli, że to oznacza koniec mojego blogowania. Ja jednak jestem przekorną babą więc porzućcie nadzieję wszyscy wy, którzy na to liczyliście ;) Po prostu okazuje się, że prawdziwe życie potrafi być bardziej wciągające niż to wyświetlane na ekranie komputera, że zmiany w mieszkaniu zachodzą szybciej niż człowiek zdąży je sfotografować, a podróże są o wiele ciekawsze i bardziej angażujące, gdy się je przeżywa, a nie opisuje.

Spróbuję w najbliższym czasie wrzucić tu trochę więcej wpisów z podróży. Na pierwszy ogień idzie Londyn. Zrobiłam w tym mieście tak dużo zdjęć, które chciałabym sobie tu zachować że na pewno na jednym wpisie z tego miasta się nie skończy ;)


Jeśli jeszcze nie byliście nigdy w Londynie, to jedźcie czym prędzej. Po brexicie wiele się zmieni i zapewne wkrótce trzeba będzie nie tylko pamiętać o paszporcie, ale też wzrosną koszty lotów. Do Londynu najłatwiej dostać się samolotem na jedno z kilku lotnisk. Z każdego z nich jeżdżą specjalne linie autobusów, którymi dojedziecie bliżej centrum. 

czwartek, 22 sierpnia 2019

Z wizytą u Julii - czyli zwiedzamy Weronę

Podobno historia nieszczęśliwiej miłości Romea i Julii opisana w dramacie Szekspira wydarzyła się naprawdę. Podobno miała miejsce w Weronie - pięknym włoskim miasteczku na północy Włoch. Podobno młodzi kochankowie mieszkali w domach, które zachowały się do dziś. I nawet jeśli to wszystko niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, a przydomek miasta zakochanych został nadany Weronie na wyrost, to i tak warto je odwiedzić. 

Historia Werony sięga tysiąca lat. Pomimo zniszczeń spowodowanych na przestrzeni dziejów przez trzęsienia ziemi i wojny, w tutejszej architekturze widać ślady przeszłych epok: od starożytnego Rzymu, poprzez średniowiecze, czasy panowania wielkiego rodu Della Scala, epokę wenecką i rządy austriackie. I kiedy już uda wam się oderwać od rzeki turystów zmierzających pod balkon Julii, to na pewno dostrzeżecie tę różnorodność.


A skoro o słynnym balkonie mowa, to miejmy to już za sobą. Ciach, poniżej tradycyjna foteczka strzelona ponad głowami tłumu i zabieram was na spacer kolorowymi uliczkami miasta.

środa, 17 lipca 2019

Wiedeń na weekend - czyli dla każdego coś miłego

Foldery ze zdjęciami z podróży rozrastają się w moim komputerze szybciej niż  parawany na polskich plażach. Lubię zatrzymywać kadry z miejsc, które odwiedzam. Lubię do nich wracać i przypominać sobie miłe chwile z tych wyjazdów. Lubię was zachęcać, żebyście też odwiedzili te okolice. Dlatego dziś znowu będzie wpis podróżniczy. Tym razem zabieram was na spacer po Wiedniu.

Viena

To idealny kierunek wypadowy na weekend. Można tam sprawnie dojechać z Polski samochodem. Jest też dużo tanich lotów. Jeśli więc nie macie czasu na dłuższy urlop, to rozważcie odwiedziny stolicy Austrii. Wiedeń to piękne miasto tętniące życiem w dzień i w nocy. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. 

A zatem na początek mała lista dedykowanych porad:

niedziela, 16 czerwca 2019

Barcelona na długi weekend - czyli co trzeba zobaczyć w stolicy Katalonii

Większość z nas ma takich przyjaciół, których zna długie lata, z którymi przeżyło masę przygód, dzieliło wspólne pasje, radości, ale też smuteczki. Takich, z którymi teraz nie widujemy się za często, ale wiadomo, że są dla nas ważni. A gdy już się spotkamy, to nie możemy się nagadać i w ogóle wydaje się, jakbyśmy ostatnio widzieli się jakoś... wczoraj. Znacie to? 


Jedną z takich osób jest Agnieszka - moja przyjaciółka od najmłodszych lat, z którą przesiedziałam osiem lat w jednej ławce. Aga od dłuższego czasu nie mieszka w Polsce i zwykle spotykałyśmy się przy okazji jej wizyt w ojczystej ziemi. Podczas jednego z takich spotkań Aga zaproponowała, żebyśmy następnym razem porzuciły na chwilę mężów, dzieci i szarą codzienność i zobaczyły się w jakimś miejscu, gdzie żadna z nas jeszcze nie była. No, czy to nie brzmi wspaniale? I tym sposobem przywitałyśmy się pewnego wiosennego dnia na lotnisku w Barcelonie. Czekały nas 4 dni ploteczek, zwiedzania i poznawania katalońskich smakołyków. Z wrażenia zabrałam na wyjazd aparat bez akumulatorków więc wybaczcie, ale tym razem post będzie ilustrowany zdjęciami z telefonu. Zapraszam was na wspólne zwiedzanie stolicy Katalonii.

środa, 20 lutego 2019

Katowice - Nikiszowiec

Był taki czas, kiedy moje skojarzenia dotyczące górniczego Śląska ograniczały się do trzech haseł.

Po pierwsze Barbórka. Jako dziecko myślałam, że to ten jeden dzień w roku, kiedy górnicy wyłażą spod ziemi i wreszcie się myją. Oczywiście robią to tylko po to, żeby założyć idiotyczną czapkę z pióropuszem. A przedszkolaki na tę okoliczność bezrozumnie recytują wierszyki o dzielnych górnikach fedrujących w ciemnych chodnikach i o tym, że ważny ich trud, bo węgiel idzie do hut. Jako nastolatka odkryłam, że Barbórkę świętuje się nie tylko na Śląsku, ale również na zabytkowej, brukowanej ulicy Karowej w centrum Warszawy, gdzie kierowcy rajdowi ścigają się i palą gumę kręcąc się jak smród po gaciach i wywołując zachwyt zgromadzonego tłumu.

Po drugie Górnik Zabrze. Właściwie wiem tylko tyle, że to klub piłkarski. W podstawówce moi koledzy prowadzili klasowy hazard, zbierając zakłady, czy tym razem warszawska Legia rozbije ich w pył, czy raczej zmiecie z powierzchni ziemi. No i jakoś niechcący ta zbitka słów utkwiła mi w głowie na dłużej. Gdy słyszę słowo: górnik, podświadomość zawsze dopowiada: Zabrze.

Po trzecie strajki. Niby też tłum, ale zachwytu bynajmniej u mnie nie budził. Zwłaszcza od czasu, gdy nie mogłam kiedyś wyjść z pracy z powodu fruwających nad głowami przechodniów płyt chodnikowych. Wyrywali je i rzucali krzepcy goście, którzy chwilę wcześniej wytoczyli się z autokarów licznie acz chwiejnie. Myślę, że większość mieszkańców stolicy nie mogła wtedy zrozumieć, czym zawiniła strajkującym górnikom warszawska infrastruktura miejska.

katowice

Ale to wszystko było dawno. A ja w swoich podróżach po województwie Śląskim przestałam się ograniczać do skałek w okolicy Częstochowy i beskidzkich szczytów. Dotarłam w końcu do samego serca, czyli do Katowic. A w Katowicach odwiedziłam miasto w mieście, czyli Nikiszowiec, dzięki czemu do mojej listy mogę dorzucić kolejne skojarzenie.
I po tym przydługim, żenująco osobistym wstępie zapraszam was na wycieczkę właśnie po Nikiszu.

piątek, 8 lutego 2019

Katowice - Strefa Kultury

Kiedy ostatni raz byliście w Katowicach? Ja muszę szczerze przyznać, że chyba ponad 20 lat temu, w dzieciństwie. I choć regularnie jeździmy w góry trasą Katowicką, to nigdy nie zdarzyło nam się zboczyć z drogi żeby odwiedzić to miasto. I dziś wiem, że to był ogromny błąd! Bo choć Katowice to stosunkowo młode, przemysłowe miasto, w którym nie ma co szukać zabytków na miarę wawelskiego zamku czy Łazienek, to i tak jest warte uwagi. Porzućcie skojarzenia o smogu, węglu i górnikach w śmiesznych czapkach z pióropuszem, czyhających za każdym rogiem. To miasto stanowi przedziwny architektoniczny miks stylów i naprawdę warto je zobaczyć na własne oczy.

spodek

Ja miałam okazję poznać lepiej Katowice podczas wizyty służbowej. Przyjechałam na kilkudniową konferencję, która poza merytorycznymi tematami miała w programie zwiedzanie Muzeum Śląskiego i koncert w NOSPR, co było super. Mniej super był niesmaczny catering nie przewidujący na dodatek opcji wege, co zmusiło mnie do spacerów po mieście w poszukiwaniu czegoś do jedzenia*. Ale nie żałuję ani trochę, bo dzięki temu mogłam się uważniej rozejrzeć po okolicy. I dziś zabieram was na spacer po centrum miasta.

piątek, 21 września 2018

Jeden dzień w Helsinkach

Od naszej wizyty w Helsinkach minął już rok. Chyba najwyższa pora, żeby wreszcie pokazać co nieco na blogu, opisać nasze subiektywne wrażenia i podpowiedzieć, co warto w tym mieście zobaczyć. Przygotujcie się więc na sporą porcję zdjęć i wrażeń.

Helsinki odwiedziliśmy dość spontanicznie. Wystarczył telefon od przyjaciół mieszkających w fińskiej miejscowości Rauma (pisałam o niej TU i TU) akurat, gdy siedzieliśmy w jednej z kawiarni w Talinie i już następnego dnia płynęliśmy promem do Finlandii. Postanowiliśmy, że poza wizytą u przyjaciół, przeznaczymy jeden dzień na to, żeby zwiedzić stolicę. I choć pewien niedosyt pozostał, to wydaje się, że udało nam się zobaczyć prawie wszystkie najważniejsze miejsca na turystycznej mapie miasta.


Najfajniejsze w wyprawie promem jest to, że port znajduje się praktycznie w samym centrum miasta. Dopływając do przystani mija się niezliczoną ilość skalistych wysepek. Można podziwiać typowo skandynawskie czerwone domki, a także jedną z atrakcji turystycznych - zbudowany na wyspach fort Suomenlinna.

czwartek, 26 lipca 2018

Rejs po greckich wyspach cz. 2 - Hydra, Poros, Egina

Z pierwszej części relacji z naszego rejsu po greckich wyspach mogliście dowiedzieć się trochę  na temat wielu zalet i kilku wad, jakie ma dla mnie pływanie żaglówką. Starałam się dorzucić kilka informacji praktycznych, o tym co warto ze sobą zabrać na łódkę, no i przede wszystkim - pokazałam dużo "typowo greckich" zdjęć. Skąd ten cudzysłów? Otóż okazuje się, że białe domki z niebieskimi oknami i tarasami na dachach to tylko jedno z obliczy greckich wysepek.

port

W dzisiejszym wpisie mniej będzie o samym żeglowaniu. Chcę wam raczej pokazać wysepki, na które łatwo można się dostać  promami z Aten (port w Pireusie). Jeśli wybieracie się do greckiej stolicy, to poza zwiedzaniem Akropolu zaplanujcie sobie jednodniowe wycieczki do tych uroczych miejsc. Prom płynie 1-2 godziny, a przeniesiecie się do zupełnie innego świata niż głośne, niezbyt czyste i bardzo zatłoczone Ateny. 

wtorek, 3 lipca 2018

Rejs po greckich wyspach cz. 1 - Milos, Kythnos i Serifos

Ahoj załogo! Gotowi na rejs? Chciałoby się napisać, że jako kapitan zabieram was na łódkę i płyniemy razem na Cyklady, ale prawda jest taka, że ja to nawet na majtka się średnio nadaję. Tak się jakoś składa, że na dźwięk słów: morze, fale i bujanie robię się lekko zielona. Możecie więc sobie wyobrazić jaki był ze mnie  pożytek na łódce, gdy na początku naszego kwietniowego rejsu po greckich wyspach wiało w porywach do 40 węzłów, a fale pięły się w górę ;) 

Ale przecież co nas nie zabije, to nas wzmocni. Lekka dieta też jeszcze nikomu nie zaszkodziła. I jaka to fajna przygoda! Zakładasz kamizelkę, przypinasz się stalowymi linkami i możesz poczuć się jak na zawodach Volvo Ocean Race. No i na szczęście (prawdziwi żeglarze łapią się teraz za głowy) przez większą część wyjazdu mieliśmy jedynie lekki wiaterek, gładkie morze i gorące słoneczko. Czyli coś w sam raz dla zmęczonych długa zimą i spragnionych relaksu szczurów lądowych.

 Grecja

Przez 10 dni naszym domem była żaglówka HappyHours – ta sama, którą kilka lat temu pływaliśmy po Kanarach. Sprawdzona łódka, sprawdzona załoga i tylko okolica była dla nas zupełnie nowa. W Grecji nas jeszcze nie było więc chłonęłam jak gąbka wszystkie widoki, lokalne smaki, itp. 

piątek, 15 czerwca 2018

Lublana - miasto smoków

W poprzednim wpisie obiecałam, że podzielę się z wami wrażeniami z moich nie za długich, ale dość licznych podróży. Myślę, że nie jesteście stereotypową Grażyną i Januszem wykupującymi wycieczkę co roku do tego samego hotelu w Egipcie i może moje posty będą dla was inspiracją przy wyborze kierunku wakacyjnych wypadów. A jeśli jednak Grażka i Janusz to wy, to może dzięki tym wirtualnym podróżom zachęcę was do zmiany nawyków i wyruszenia w miejsca, których jeszcze nie znacie? Albo sobie po prostu pozwiedzajcie ze mną wirtualnie i trochę "pocztówek" pooglądajcie ;)


Dziś zapraszam was na szybką wizytę w słoweńskiej stolicy - Lublanie. Kraj mały więc stolica też kameralna, ale za to charakterna. Byłam tam już dwa razy i mogłabym spokojnie wracać przynajmniej raz do roku. A oto  lista 10-ciu powodów, dlaczego to miasto mi się podoba:

czwartek, 2 listopada 2017

Stara Rauma - fińska odyseja, część 2

Sformułowanie "odyseja" zobowiązuje, dlatego dziś zapraszam na kolejny wpis na temat fińskiej architektury mieszkaniowej. Tę współczesną mieliście okazję poznać w poprzednim odcinku, a dziś chciałam wam pokazać skąd to wszystko się wzięło. O tak, tradycja to w fińskim budownictwie zdecydowanie coś więcej niż „ładne imię dla dziewczynki”.


Drewniane domy, różnokolorowe elewacje, białe obramowania okien – tak tu się budowało, buduje i zapewne będzie budować. Nudno? O nie!

wtorek, 10 października 2017

Jak oni mieszkają? - fińska odyseja, część 1

Tak dawno nic tu nie pisałam, że gdy przed chwilą próbowałam zalogować się na blogu, wujek Google postanowił się trzy razy upewnić, że ja to ja, a nie jakiś pryszczaty nastolatek, próbujący zhakować to jakże znane w blogosferze miejsce ;)
Na szczęście przeszłam pomyślnie weryfikację i oto jestem.

Mam dla was w zanadrzu kilka zaległych wpisów związanych z naszą wakacyjną wyprawą przez Litwę, Łotwę, Estonię, aż do Finlandii. O samej wyprawie innym razem, bo wpis musiałby to być długi, a ja trochę wyszłam z wprawy. Dziś, w ramach rozgrzewki i przypominania sobie jak to jest pisać bloga, chciałabym pokazać wam jak mieszkają Finowie. A właściwie jak się obecnie buduje w Finlandii.


Finlandia to taki ciekawy kraj, w którym ludzie szanują przyrodę i siebie nawzajem. Cenią sobie swoją prywatność, ale jednocześnie wspólnie ustalają jak ma wyglądać przestrzeń, która ich otacza. Żyją w zgodzie z naturą i starają się, żeby ich domy nie naruszały ładu przestrzennego. Nie znajdziecie tu grodzonych osiedli, elewacji we wszystkich kolorach tęczy, betonowych płotów, kolumienek, pistacjowej blachy falistej, łabędzi z opon, ani lwów siedzących na bramie. Jeśli lubicie takie klimaty to sorry, ale musicie poszukać innego kierunku wakacyjnych wojaży, bo Finlandia nie dostarczy wam tego rodzaju wrażeń estetycznych. Nie ma tu również krzykliwych szyldów, a podczas podróży przez kilkaset kilometrów udało nam się zobaczyć dwa bilbordy. Tak DWA, dobrze przeczytaliście.

piątek, 24 czerwca 2016

Graz pełne gracji

Niedawno miałam okazję służbowo odwiedzić Graz - piękne austriackie miasto, leżące tuż przy słoweńskiej granicy. Program kilkudniowej konferencji, na którą pojechałam był bardzo napięty, ale udało mi się wykorzystać jeden wieczór bez deszczu (pogoda niestety nie rozpieszczała) na szybki spacer po mieście.

Mam nadzieję, że będę miała jeszcze kiedyś okazję, żeby tu wrócić, bo Graz jest naprawdę fajnym miastem. Bardzo podoba mi się tutejsza architektura. Są renesansowe kamieniczki, są piękne wille z początków XX wieku, jest wreszcie sporo współczesnych realizacji. Zachwyciło mnie jak świetnie nowoczesne budynki zostały wkomponowane w zabytkową przestrzeń. Wyróżniają się, ale nie dominują. Nie krzyczą "wszystkie oczy na mnie!", ale idealnie przeplatają się z zabytkowymi kamienicami. Myślę, że polscy architekci powinni obowiązkowo przyjeżdżać tu na praktyki, żeby to zobaczyć.



poniedziałek, 6 czerwca 2016

Pomysł na dom - szkło i klasyka

Uwielbiam jasne wnętrza i wielkie okna. Bardzo podobają mi się domy, które mają przeszklone ściany. Nie chcę myśleć o tym jakim wyzwaniem jest ich mycie. Wolę marzyć, że kiedyś będę szczęśliwa posiadaczką domku z widokiem na jezioro lub góry, z dala od wścibskich spojrzeń sąsiadów. Wokół tylko natura, którą można podziwiać nie ruszając się z kanapy w salonie. 
W moich marzeniach taki domek ma tradycyjny kształt ze spadzistym dachem i jest zbudowany z naturalnych materiałów. Myślę, że przerobiona, stara, drewniana stodoła całkiem nieźle by się nadawała. Choć współczesne projekty też są niczego sobie. Zresztą sami zobaczcie.


piątek, 13 maja 2016

Toruń na weekend

Jak tam Wasze majówki? Wyjeżdżaliście gdzieś? A może z okazji wiosny i pięknej pogody planujecie więcej weekendowych wycieczek? Jeśli tak, to chciałabym was zachęcić do wizyty w Toruniu.
Dwa tygodnie temu udało mi się odwiedzić to miasto pierwszy raz po kilku latach i jestem oczarowana tym jak się zmienia i pięknieje. Duża starówka i bulwary nad Wisłą zachęcają do spacerów. Można się zachwycić wszędobylską gotycką cegłą, zabytkowymi kościołami i renesansowymi kamieniczkami. Sporo z nich jest jeszcze w trakcie odnawiania więc niedługo będzie tu jeszcze ładniej.


wtorek, 8 marca 2016

Ale to już było... Poręcze schodów - funkcja i design

Mieszkam w bloku. Wystarczająco wysoko, żeby codzienne włażenie po schodach było wyzwaniem. I nie mam tu na myśli jedynie wysokości, ale również "komfort zwiedzania". Kto mieszkał kiedyś w starym bloku, ten zrozumie, co mam na myśli ;) Na co dzień jeżdżę więc windą i jedyne schody z jakimi mam do czynienia, to te w domu moich rodziców. Prawdę powiedziawszy nie tęsknię za wspinaczką pomiędzy piętrami kilka, a nawet kilkanaście razy dziennie. Chociaż pewnie tęsknią za tym moje pośladki ;) Ale schody, a właściwie ich poręcze natchnęły mnie do napisania kiedyś artykułu dla portalu Zwierciadło.pl. Możecie przeczytać go poniżej.

---

Właściciele mieszkań wielopoziomowych są niejako zmuszeni do ciągłej wspinaczki. Schodami w górę, schodami w dół i tak w kółko. Taki fitness nie jest łatwy i dobrze jest móc się na czymś wesprzeć. A najlepiej, gdyby przy okazji udało się jeszcze udekorować mieszkanie. Jak to zrobić?
Pomysłów na schody może być wiele, ale na poręcze jeszcze więcej. Dzięki nim można nadać charakter pomieszczeniu, wykorzystując zarówno kształty, jak i materiały, z których są zrobione. Wielbiciele klasyki zapewne wybiorą coś drewnianego. Może tralki o pękatych kształtach, może raczej jakieś rzeźbione elementy, a może z gruba ciosane słupki? Byleby tylko drzazgi nie wchodziły.

W eleganckich, niemal pałacowych wnętrzach wspaniale będę się prezentować poręcze kute. Zawijasy i motywy roślinne to najczęściej wykorzystywane przez kowali – artystów wzory.  Często sprawiają wrażenie delikatnych i zwiewnych, choć materiał, z których są wykonane waży dziesiątki, albo nawet setki kilogramów.

Zwolennikom wnętrz urządzonych w stylu nowoczesnym proponuję poręcze bardziej minimalistyczne. Doskonale sprawdzą się w tej roli stalowe linki i metalowe  szyny. A jeśli nie boisz się pozostawionych odcisków palców, możesz pomyśleć o poręczy z grubej tafli szkła lub z pleksi. Tylko lepiej, aby w takim wnętrzu nie kręcić filmów karate. Po co ryzykować?

Wybierając poręcz możesz podkreślić swoje zainteresowania i pasje. Lubisz szaleństwa na stoku? Zamontuj zamiast poręczy stare, drewniane narty. Wolisz sporty wodne – przykręć do ściany wiosło.  Jesteś fanem wspinaczki górskiej – zrób poręcze z grubej liny, przypinając ją do ścian karabinkami.  Jeśli bliższy jest Ci styl eko, możesz wykorzystać ciekawie powyginane gałęzie lub korzenie drzew. Takie poręcze na pewno będą przyciągać wzrok i nadadzą wnętrzu niepowtarzalnego, indywidualnego charakteru.

Balustrady i poręcze mają przede wszystkim zapewnić nam bezpieczeństwo. Nie oznacza to jednak, że są obowiązkowe. Skoro jednak mogą sprawić, że schody zostanę wyeksponowane, nabiorą lekkości, lub też znikną w przestrzeni domu, to czy warto z nich rezygnować?



piątek, 19 lutego 2016

Łazienki po królewsku

W górach obudziły się niedźwiedzie. Nad głowami przelatują klucze dzikich gęsi. Podobno pierwszy w tym roku bocian już jest w Polsce. Czy to już wiosna? Teoretycznie do tej kalendarzowej został jeszcze miesiąc, ale gdy w ostatnią niedzielę piękne słońce wygoniło nas z domu na spacer, zaczęłam mieć nadzieje, że zima już nie wróci.

Jeśli śledzicie mój profil na instagramie, to wiecie, że w ostatni weekend wybraliśmy się do Łazienek Królewskich. Bardzo lubię ten warszawski park, bo budzi różne miłe wspomnienia. Moi dziadkowie mieszkają niedaleko więc często bywałam tu w dzieciństwie. Dziś, tak samo jak wtedy, spaceruję alejkami i wypatruję wiewiórek. Tym razem okazało się, że nie tylko te rudzielce uwielbiają orzechy. Adam postanowił karmić z ręki również dzikie sikorki. Nie sądziłam, że to możliwe, ale sporo ptaków się skusiło. Tylko strasznie szybkie były i ciężko było zrobić im zdjęcie ;)

Park Łazienkowski zachwyca o każdej porze roku. Bardzo lubię klasyczną architekturę Pałacu na wodzie, oranżerii i innych zabudowań. Na ich jasnym tle, kolorowe pawie prezentują się jeszcze dostojniej. I wiecie co? W Łazienkach widać już wiosnę! Na krzewach pojawiły się pierwsze listki a spod kwietników, ciągle jeszcze przykrytych świerkowymi gałęziami, wystają już kilkunastocentymetrowe pędy tulipanów i innych kwiatów. Kaczory walczą ze sobą o samice i wszędzie słychać ćwierkanie ptaków. Oby tak dalej :)

No dobra, dosyć gadania. Zapraszam Was na wirtualny spacer.


poniedziałek, 14 grudnia 2015

Dobre bo polskie - PORT

Zawsze twierdziłam, że w życiu siedzę trochę okrakiem na barykadzie. Z jednej strony kręci mnie architektura, projektowanie wnętrz i dobry design. Między innymi w związku z tymi zainteresowaniami powstał blog Foto st(w)ory. Ale ciągle pozostaje to w sferze mojego hobby, ponieważ z drugiej strony jest temat szeroko pojętej edukacji, którą zajmuję się zawodowo (nie, nie jestem nauczycielem) i z którą jakoś nie mogę się rozstać :)

Dzisiejszy wpis to cudowne połączenie moich obu pasji i to na wielu poziomach:

Po pierwsze dlatego, że powstał przy okazji projektu „Kids design space – dzieci projektują przestrzeń”. To świetna inicjatywa wspierająca edukację artystyczną i estetyczną, w ramach której dzieciaki wcielały się w rolę designerów i uczyły pod okiem najlepszych, zawodowych projektantów, rozwijając swoją kreatywność. A jak wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie… itd.

Po drugie dlatego, że wspólnie z innymi blogerami wnętrzarskimi postanowiliśmy przy okazji przybliżyć sylwetki różnych utalentowanych, młodych, polskich projektantów, co jak wiecie staram się robić nie od dziś m.in. w cyklu postów „Dobre bo polskie...”. Dlatego z ogromną przyjemnością przedstawiam Wam pracownię projektową PORT, o której więcej za chwilę.

Po trzecie dlatego, że PORT wśród wielu wspaniałych projektów ma również takie, które są poświęcone bezpośrednio tematowi przestrzeni edukacyjnych. Zachwyciło mnie szczególnie zaprojektowane przez nich przedszkole w Chróścicach. Ta realizacja nie tylko zgarnęła wiele nagród i została dostrzeżona w Polsce i za granicą, ale przede wszystkim jest doskonałą odpowiedzią na potrzeby rozwojowe dzieciaków. To najlepszy przykład na to, że dobrze zaprojektowane jest nie tylko ładne, ale też praktyczne.

Zresztą sami zobaczcie. Jest tu wszystko, czego potrzeba dzieciakom. Przestrzeń do samodzielnego eksplorowania świata została doskonale zagospodarowana. Jest miejsce na naukę, wspólną zabawę z innymi dziećmi, a także na odizolowanie się, gdy ktoś potrzebuje chwili odpoczynku lub samotności. Sale dla dzieci w różnym wieku wyróżniają się kolorami przewodnimi, które choć intensywne, w otoczeniu bieli i naturalnego drewna nie walą po oczach. Są półeczki i wieszaki zamontowane tak, by spokojnie dosięgnęli do nich mali ludzie. Są tablice na wysokości oczu dzieciaków i pomysłowa sala zabaw, w której dzięki sprytnej zasłonie można wydzielić strefę odpoczynku. Więcej o projekcie przeczytacie m.in tutaj. A teraz zapraszam do przedszkola Mali Odkrywcy.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...