Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grępel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grępel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2020

Trochę przędzenia

Ostatni tydzień przędłam, może nie tyle ile bym chciała ale jednak udało się i to całkiem sporo jak na moje ostatnie poczynania. Najpierw jednak pokażę motek, który powstał trochę wcześniej a jest połączeniem runa bfl oatmeal, szczypty białego runa bfl i jedwabiu puduncle -to ten jedwab o zabarwieniu cyny.  

Bardzo długo musiałam czekać by spróbować prząść ten jedwab ale w końcu się udało, przędzenie samego jedwabiu byłoby rewelacyjną przygodą ale ten jedwab cenę ma jaką ma, a przy 20 gramach nawet nie wiem do czego bym wykorzystała taką minimalną ilość. 

Jedwab Puduncle
 Postanowiłam ten pięknie błyszczący jedwab wmieszać w runo i takim sposobem mam motek prawie 100 gramowy cieniutkiej 3 -nitki w tradycyjnym wydaniu, o długości 498 m. Przy takich parametrach mogę się pokusić o rysowanie następnych rękawiczek :) To było jedno z przyjemniejszych doznań przy przędzeniu pomimo mieszania na gręplarce runo z jedwabiem sunęło bez niespodzianek pomiędzy palcami. 



Realizując ostatnie zamówienia ze sklepiku musiałam zwinąć dość sporo jedwabiu sari, zwija się go źle, nawet bardzo źle. Nitki przez powtórne gręplowanie są bardzo krótkie wiec chwila nieuwagi i się rwie, a dostałam ten jedwab w jednym wielkim "kołtunie". Pomimo moich starań nie uniknęłam kilku potknięć ale nie tylko ja, dostawcy narobili również sporo kawałków, wiele z nich nie nadaje się do sprzedaży. 




Stojąc nad tymi kawałkami doszłam do wniosku, że mam sporo resztek czesanki i można by coś z tego razem zrobić. Takim to sposobem przygotowałam prawie 500 g resztek w ciemnym brązie oraz strzępy jedwabiu. Runa to Corriedale, Shetland, Merynos, Zwartbles i alpaka surii (resztka surowego runa z toną paprochów ale żal mi było wyrzucić - na zdjęciu nie figuruje bo po co straszyć :)


Całość podzieliłam na 6 partii, bo tak wygodniej i równomierniej poddaje się mieszaniu, dodatek ok 10 g jedwabiu przy 60 -70 g wełny jest bardzo solidnym akcentem kolorystycznym.


 Przędę tradycyjną 3 - nitkę (ostatnio moje ulubione wykończenie czesanki) nitka po złożeniu jest dość gruba na druty 5,5 lub nawet 6 ale jej tweed'owy charakter w tej grubości wygląda najlepiej.


Jedwab, którego użyłam do tej czesanki nazywa się Amazonia, mieszanka to przewaga ostrego różu, pomarańczu, seledynowych zieleni oraz drobin innych kolorów.  Już na etapie mieszania wiedziałam, że nitkę połączę z moherem zalegającym dobrych kilka lat w szafie. Moher miał kolor ecru, gatunek raczej średni bo zamiast dodatku jedwabiu ma poliester lub nylon (nie mam etykiety a w sprzedaży już nie figuruje to był jakiś YarnArt). W jasnej formie moher mi nie pasował na razie postanowiłam ufarbować na "las deszczowy w mglistej poświacie" czyli taki rozmyty petrol.



Moher przyjmował farbę bardzo opornie, nawet mam wątpliwości czy nie ma tam więcej czegoś sztucznego co nie barwi się w kwasowych farbach. 
Motki uprzędłam już trzy z sześciu przygotowanych partii czesanki, jeden wyprałam i zrobiłam próbę z moherem, kto wie może być całkiem ciekawy sweter. Pewnie się o tym dowiecie jak powstanie a powinien bo włóczek czekających na dziewiarskie realizacje mam prawie tyle co mały sklep.



Robiąc rękawiczki z poprzedniego wpisu odczułam dotkliwy brak właściwych drutów. W rozmiarze poniżej 2 mm druty bambusowe nie występują, z wiadomych przyczyn. Z powodzeniem zastąpiłam je karbonowymi ale jak w przypadku 1 i 1,25 nie mam zastrzeżeń to już 1,5 i 1,75 są drutami nie dla mnie bo mają metalowe końce. Na połączeniu metalu z karbonem podczas dziergania wydobywa się denerwujące mnie chrupanie, na dłuższą metę tak wkurzające, że zamiast doświadczać przyjemności z dziergania zaczynam się irytować. Na próbę kupiłam metalowe druty z żyłką bo same metalowe mam i też mi nie pasują są za śliskie, a zbieranie zsuniętych przez przypadek dziesiątek minimalnych oczek nie jest przyjemne.


No cóż motek mam, druty też tylko wzór znaleźć i można następne rękawiczki czynić w sam raz na lato będą :)

Pozdrawiam Was niedzielnie.


niedziela, 17 lutego 2019

Śmieci

Dwa słoneczne dni i już mi się wiosna marzy - kalendarz jasno pokazuje, że to połowa lutego i do wiosny jeszcze daleko. Nic innego mi na pozostało tylko pocieszać się kwiatkami na skarpetach, wzór pokazywałam ostatnio , to adaptacja haftu krzyżykowego. Tak jak przypuszczałam poprzednie skarpety zrobiłam na za dużych drutach,  te będą o wiele lepiej pasowały, robię na 2. Wzór jest na tyle wymagający, że nie ma szans na zapamiętanie czy rutynę, cały czas muszę się pilnować ale efekt powinien być niezły. 



Z racji tego, że skarpety "dzieją" się wolno i z rozmysłem, postanowiłam zmierzyć się po raz kolejny z "piórkowym" swetrem.  Dwie poprzednie próby mnie nie satysfakcjonują tzn. jeden sweter dostała moja mama (ją satysfakcjonuje :) a drugi był z "mierzwionej" alpaki, niby wszystko w nim ok poza tym, że mi się nie podoba ta "mierzwa". 
Tym razem postanowiłam porzucić formę "piórkową" na rzecz połączenia nitki typu lace (alpaka + jedwab) z kid-silk'iem  - ściągacz zrobiłam z samej alpaki by "ciążył" ku dołowi, sprawa eksperymentalna więc nie wiadomo czy nie będzie do wyprucia. Na razie kończę pierwszy  motek moheru więc wiele jeszcze się nie dzieje ale pewnie o wszystkim napiszę jak skończę. 



Tytułowe "śmieci" to wszelkie resztki czesanek, jak na razie z 4 pudeł, które zostały poddane inspekcji. Mam zamiar przed angielskim "rozwodem" kupić jeszcze coś do sklepiku, w sumie nikt dokładnie nie wie na jakich zasadach rozłąka nastąpi ale na pewno nie zostanie tak jak jest. Przeglądałam pudła co właściwie powinnam zakupić by starczyło na czas zapoznania się z nowymi zasadami handlu z Anglią. Przy przeglądaniu pudeł ciągle wpadały mi w ręce jakieś drobne kawałki, więc je odkładałam. Część włókien nie było dla mnie zagadką, angora, alpaka, jedwab wszelaki, trochę wełny z merynosa, corriedale lub innej o podobnej miękkości ale były też kawałki włókien, które kupiłam w resztkach i nie mam pojęcia co to (mogę się tylko domyślać).



Podzieliłam na kolory, to co było w kolorze zostawiłam celem czynienia mieszanek, a i tak został stosik resztek no powiedzmy bez kategorii.  Z tego co zostało zrobiłam dwie grupy białe lub prawie białe i wszystko inne. Białego było całkiem sporo, wyrzucić nie wyrzucę,  pomimo że resztki, a że wzrok padł na gręplarkę to ukręciłam z tych resztek batt'y.



Te jasne przerobię na 3- nitkę będzie na jakieś dziwne skarpety, w mieszance jest tyle jedwabiu, że będą pomimo, że śmieciowe  i tak ociekające luksusem :)

nie tylko jedwab błyszczy :)

Drugi stosik był znacznie mniejszy ale nie mniej bogaty w jedwab, kaszmir i inne skarby ze śmieci, tutaj ciemniejsze naturalne runa są tłem dla kolorowych "śmieci".


W jednym batt'cie zmieściło się bardzo dużo różnych włókien, tak różnych, że nie jestem pewna czy jest to bat dla mnie bo nitka z tego wyjdzie bardzo artystyczna. 



Mam zamiar jeszcze trochę poprzeglądać pudła i kto wie ile jeszcze nakręcę takich resztek ale przynajmniej mam poczucie, że nie wyrzuciłam tylko na coś tam będzie :)


W niedzielny poranek ślę pozdrowienia.

niedziela, 12 sierpnia 2018

Galaktyka na pasie Oriona *

 Pokazywanie wełny przy tej temperaturze może zakrawać na próbę tortur dlatego w zeszłym tygodniu wpis sobie podarowałam :) Właściwie to nawet ja nie miałam ochoty o wełnie pisać, było dość ciepło więc i o dawcy ciepła trudno wspominać. Obecny koniec tygodnia zapowiadają deszczowo-burzowy a w dodatku z ochłodzeniem więc mam więcej odwagi by wełnę wam pokazać.


Pierwsze moje skojarzenie jak zobaczyłam to co powstało z batta ściągniętego w inny sposób z gręplarki to dysk galaktyczny - stąd też tytuł dzisiejszego wpisu :) Jest to pasmo czesanki z przejściem tonalnym, ale również przejściem pomiędzy kolorami. Zaczyna się od ciemnego spłowiałego różowo-pomarańczowego poprzez jaśniejsze tony tegoż koloru, w środku szaro- beżowy "lis polarny" aż po ciemny stop cyny i ołowiu :)

zdjęcie z googla 
Sposób ściągania batt'a w ten sposób nie jest moim pomysłem, widziałam to kiedyś na YT, była to następna rzecz, którą chciałam "kiedyś" wypróbować. Niestety by w ten sposób pozyskać taśmę niezbędna jest gręplarka. 


Przy pomocy zrzędliwego dziecka zamieszczam filmik jak zrobiłam tę taśmę (jakość kiepska ale następny będzie lepszy). Oczywiście cieniowanie powstaje na bębnie gręplarki od cynowego brązu poprzez szarości ku złamanemu różowi z pomarańczem. Taśmę ściągamy lekko po skosie.


Na szpuli podczas trojenia sposobem navajo powstaje ładne przejście pomiędzy poszczególnymi kolorami. Tak ściągnięta czesanka wymaga podczas przędzenia więcej uwagi, niestety nie jest to idealna taśma, ma drobne zawirowania, w dodatku ja użyłam run o różnych grubościach to też nie pomaga w płynnym przędzeniu ale sama idea mi się podoba.


Zrobiłam dwie niewielkie porcje, po niespełna 40 g, jedyne zastosowanie jakie do tego widzę to skarpety, mam nadzieję, że skończę do następnego tygodnia by pokazać jaki jest efekt w dzianinie.


Mało atrakcyjny wygląd nitki w motkach ujawnia swe oblicze dopiero po zwinięciu w kłębek, teraz już nie ma wątpliwości jak będzie nitka wyglądała w dzianinie.


Czy ten sposób na cieniowaną nitkę ma przewagę nad czesanką poddaną farbowaniu by uzyskać podobny efekt - nie wiem . Na pewno mamy większy wpływ na to co i ile  wymieszamy a jak wszystkie części składowe zważymy to powtarzalność kolorów w poszczególnych motkach jest o wiele bardziej prawdopodobna. Na razie robię próby a jak okaże się,  że wygląda to dobrze to spróbuję zrobić takie do sklepiku - bo któż nie chce mieć galaktyki na własność :D


Pozdrawiam Was niedzielnie :)

*tytuł to tekst z filmu MIB :)

niedziela, 4 lutego 2018

Trochę motków

- Co będzie z tego rudego ?
- Jakiego rudego ?
- No z tego różowego ...
Dobrze, że PM rzeźbę obrał jako kierunek studiów bo jakby mu przyszło określić kolor to byłoby ciężko ale tak prawdę powiedziawszy ja też mam z tym problem, bo jednoznacznie nie jestem w stanie powiedzieć co to za kolor. Niby trochę cegły, niby jakiś homar tu wyłazi, jakaś glinka ale na pewno kolor jest z podtekstem.


Przędę sobie, z wielką przyjemnością, niespiesznie, co namieszam to uprzędę i jeśli nic się nie zmieni to może całkiem niedługo zacznę rysować sweter, który zamierzam zrobić. Na razie wstępna koncepcja to okrągły karczek, zdobny wzorami wrabianymi z kołnierzem, który ma być jak golfik ale dopiero jak zacznę obliczenia i dobór wzorów to zobaczę czy dobrze myślę.


Wszystkie prezentowane motki to moje mieszanki, z tonalnym przejściem pomiędzy poszczególnymi partiami i muszę przyznać, że dokładne ważenie części składowych takiej mieszanki daje szansę na powtórzenie koloru co w farbowaniu runa jest raczej niemożliwe. Oczywiście pod warunkiem, że się te proporcje zapisze - ja na razie nie zapisałam.


 Dla porównania na zdjęciu pod spodem motek koloru wyjściowego ten z lewej, za to motek z prawej to moja mieszanka w oparciu o ten czysty kolor. Chciałam czegoś jaśniejszego i lekko przytłumionego i chyba tak jest :)



W tej chwili eksperymentuję z różnymi szarościami a raczej proporcjami,  by uzyskać odpowiednią  szarość. Na razie mam namieszane 100 g runa gdzie jest tylko 12% szarego (nitka). Za to ciemniejsza czesanka na zdjęciu wygląda na niewiele ciemniejszą ale nitka dopiero pokaże, że jest o wiele ciemniejsza bo to 25 g szarego na 40 g bieli.
Zabawa rewelacyjna i wyjątkowo wciągająca :)




Dziewiarsko raczej się nie wyżywam bo skarpety najzwyklejsze czynię, skończyłam czarne wg wzoru z książki. Wzór na skarpety jest rekonstrukcją typowych skarpet czynionych jakieś trzy wieki temu  - "skarpety z zegarkiem".


Na czarnej włóczce niewiele widać ale ściągacz to dwa prawe oczka i dwa oczka ryżu, z tyłu skarpety idzie rząd tego ryżu z oczkami lewymi aż do pięty. W oryginale to raczej kolanówki i po obu stronach tych oczek są zbierane oczka.


Pięta zrobiona z nitką dodatkową ze względu na "słabość" użytej przędzy (Flora z Dropsa) czyli włóczka bez nylonu. 
Na wysokości kostki wspomniany "wzór zegarka" czyli oczka ryżowe rozchodzące się w dół pięty i wzdłuż stopy. Skarpety leżą na stopie dobrze ale czy takie oczka mają jakieś uzasadnienie mogę odkryć dopiero robiąc je dla siebie, bo od syna  chyba się nie dowiem jaki wpływ na komfort noszenia ma dodatek oczek ryżowych :)



Pozdrawiam Was niedzielnie z alpejską zimą za oknami.

niedziela, 21 stycznia 2018

Byle namieszać


Jakiś czas temu chwaliłam się takimi czesankami, które kupiłam dla koloru ale po pierwszych zachwytach, achach i ochach ....  nagle stwierdziłam, że kolor i owszem ładny ale płaski. Zrobiłam motek tego morskiego koloru i w połączeniu  z naturalnym brązem wyglądał bardzo ładnie ale .... no właśnie to "ale" niby jest dobrze a jednak nie do końca. 



Ufarbowałam trochę runa w zbliżonych kolorach," świerkowy" barwnik  się rozwarstwił a zdjęcie nie pokazuje prawdziwych barw, bo ciemno było. Postanowiłam te "płaskie" kolory jakoś zmienić, dodać mi podtekstu, drugie dno a nawet boczki :) 


Przez długi czas chodzi za mną ten rodzaj włóczki, może dlatego, że zachwyca mnie Alice Starmore i jej włóczki a może dlatego, że Jamieson and Smith  stale mnie nęcą bogactwem tych cudnych motków nieoczywistego koloru. Patrząc na taki motek z daleka ma się wrażenie jednolitej barwy dopiero z bliska widać jak różnorodnie barwna jest ta nitka.
zdjęcie pochodzi ze strony producenta 

Z samego farbowania trudno uzyskać taką nitkę ale mając jakieś czesaki lub gręplarkę to można zaszaleć z mieszaniem tak by nitka niby jednolita miała coś jeszcze w "podtekście", a mnie nie trzeba specjalnie do tego zachęcać.


Na razie bardzo ostrożnie mieszam, dodaję runa celem rozjaśnienia lub przyciemnienia, naturalnej szarości by przyciemnić i trochę "czegoś" by  nitka "żyła" kolorem.
rozbielony i przyciemniony kolor 

Takie mieszanie trwa bardzo długo bo tu nie chodzi o pasmowe mieszanie a o ujednolicenie koloru, więc każdy z batt'ów przepuszczałam przez gręplarkę po pięć razy.


Powstały po trzy wersje podstawowego koloru  jasna z dodatkiem różu pudrowego i rozbielonego szarego runa, kolor środkowy to dodatek szarego runa barwionego łososiem, rozbielonego szarego oraz dodatek czerwieni. Trzecia porcja runa ma dodatek szarego runa, brudnego bordo, szarego farbowanego na łosoś i brązu. Oczywiście zupełnie inaczej będzie wyglądała nitka, kolor powinien być intensywniejszy i części składowe powinny być widoczne.


Drugi zestaw wpada w brudny "morski niebieski" w trzech odcieniach, części składowe też w oparciu o szare runo z dodatkiem petrolu, mięty, granatu i koloru igieł srebrnego świerku.
Te wszystkie mieszanki powstały z myślą o swetrze, którego wizja od dłuższego czasu mnie  "nachodzi" :)
Wizja jak to z wizjami bywa nie do końca jest sprecyzowana ale sweter ma być we wzory wrabiane właśnie w tych barwach na naturalnie szarym tle, no i ma być rozpinany.
Na razie muszę to runo uprząść i narysować wzory, jakieś motywy roślinne mi się majaczą ale ostateczna wersja zawsze różni się od pierwszych zamysłów.


Z racji nieubłaganie mijającego czasu by lepiej się poczuć moi synowie zrobili mi prezent w postaci książki, właściwie nawet bym jej nie kupowała ale tak sobie oglądałam Book Depository i okazało się, że cena bardzo godna uwagi - nazwa z linkiem bo może jeszcze ktoś się skusi :) Książka sama w sobie trochę przedobrzona (mnie starczają czarno białe diagramy wzorów) ale ma jedną wielką zaletę każdy wzór jest opatrzony diagramem modułowym czyli z połaci wzoru nie trzeba wyliczać co ile oczek wzór się powtarza a to wielki plus.



Mój całkiem spory stosik książek powiększył się w krótkim czasie o dwie pożądane pozycje, no może ta to taka zachcianka :)



Teraz tylko znaleźć czas by chociaż część z tej wiedzy zastosować w praktyce ...


Pozdrawiam Was niedzielnie.

niedziela, 9 lipca 2017

O pokrzywie

Musiałam się pozbierać, lekko otrząsnąć z letargu w jaki wpadłam przed planowanym zabiegiem chirurgicznym, a który w zeszłym tygodniu lekarz przesunął na początek sierpnia. Właściwie nie wiem czy się cieszyć czy martwić na razie wiem, że w zeszłą niedzielę post się nie ukazał bo ja biłam się z innymi myślami, teraz nie jest może klarowniej ale już na spokojnie przyjmuję to co zaistniało. Skoro wszystko wywrócone do góry nogami to ja też zajęłam się czymś zupełnie innym i nowym jak dla mnie czyli ramią (pokrzywa chińska). 


Włókno w opisie podobne do lnu tylko delikatniejsze z cechami bawełny, więc jak tego nie sprawdzić, a że moje doświadczenie z włóknami roślinnymi jest praktycznie zerowe to z lekką tremą zabrałam się za przędzenie tej czesanki. No i nie podoba mi się, przędzie się źle (może jestem już zmanierowana wełną) sypie się, nitka nie jest równa bez względu na sposób jej podawania, do tego ma tą szorstkość spotykaną przy lnie, która też nie pomaga w przędzeniu - no taki len inaczej :(




Kocham lniane ubrania i mam ich sporo ale to tkaniny, mam też jeden sweter z mieszanki lnu z bawełną i myśl o zrobieniu czegoś dla siebie od podstaw z podobnego surowca bardzo mi się podobała bo dawałaby możliwość przędzenia nitek na typowo letnie ubrania. Pewnie, że można z gotowych ale jak w przypadku wełny to nie to samo. Niestety w czystej postaci nitka jak dla mnie jest zbyt surowa, zbyt kłopotliwa,  nie wykluczam braku doświadczenia ale jakoś tak nie potrafię sobie przypomnieć by przędziono len z zamiarem dziergania, raczej z myślą o zamianie w płótno poza tym może jednak maszyny lepiej obrabiają ten len dziewiarski bo mnie to nie wychodzi.




Jedyne co mi się podoba w tym włóknie to to, że nie skrzypi jak róża czy bambus a to wielki plus, nie znoszę skrzypiących włókien, a że zaczynałam od bambusa, który skrzypi jak styropian o szybę to brak dźwięków jest dla mnie miłym zaskoczeniem. 
Uprzędłam może jakieś 20 g, nitka nierówna, włochata, sztywna jak sznurek, przy mocniejszym skręcie można się pokusić o przędzenie własnych napędów do kołowrotka :)
Zastanawiałam się nad wykorzystaniem tego nietypowego singla i wpadłam na pomysł zrobienia śnieżynek na choinkę ale nierówności nie dodają im uroku a liczenie oczek jest kłopotliwe więc pomysł odpada. 


Nie pozostało mi nic innego tylko wdrożyć w życie  pierwotną myśl  dodawania tego włókna do wełny celem wzmocnienia np.: pięty w skarpecie - przecież nie musi to być nylon może być coś naturalnego.
Wymyśliłam sobie, że wykorzystam runo Shetland'ów z uwagi na bardzo podobną fakturę do rami, wymieszałam na gręplarce dokładnie, przepuszczając trzy razy. Mieszając te czesanki nareszcie poczułam dogłębnie dlaczego kupiłam tą gręplarkę - dokładnie o to mi chodziło sprawdzić na drobnej ilości materiału różne połączenia i dopiero później zamawiać kilogramy - tak to był idealny pomysł :)

38 g Shetland + 17 g ramia + może z 3 g jedwabiu
Mieszankę przędzie się cudownie co nie oznacza, że jest idealna ma trochę kulek z bardzo drobnych włókien rami ale te można usunąć. Na razie nitka jest na szpulkach, będzie to 3 nitka w wymiarze na skarpety i to przesądzi o losie tej pokrzywy.


Za to bez zbędnej zachęty i kłopotów uprzędłam sobie ponad 500 g 4- nitki na sweter pokazywany kilka wpisów wcześniej. Zamysł był taki by nie kupować wzoru tylko coś wykombinować ale nawet kombinować mi się ostatnio nie chciało, więc wzór kupiłam no i chyba wrzucę za chwilę na druty - tylko wzór przerobię pod siebie :)

bfl w mieszance białej z oatmeal 

Do nitki z ramią rozczesałam leżące u mnie Malabrigo iris, czesanka była już tak zbita, że przędzenie w tym stanie byłoby katuszą. Cudowniejsze nie będzie ale na pewno prostsze w obróbce. 


Powoli mam zamiar wrócić do eksperymentów farbiarskich więc następny post może znowu być o poszukiwaniu sposobu na "omszałą" kolorem wełnę.

Pozdrawiam Was niedzielnie dziękując za komentarze pod poprzednim postem.

niedziela, 14 maja 2017

Nadal mieszam

Najbardziej lubię ostatnio mieszać, smutne kawałki czesanek zamieniam w puszyste, połyskliwe jedwabiem batt'y. Nie mam za wiele kolorowych czesanek by tak naprawdę poszaleć (niedługo to się zmieni :) ale nawet z tych kilku kolorów, które u mnie po pudłach są pochowane można coś sensownego namieszać. I gdyby nie długi u PM za gręplarkę nic z tego mieszania nie trafiło by do sklepiku :) Tak mnie kusi zmieniać to w nitki.


Brązowe Corriedale, merynos w kolorze jasnej oliwki, szczypta "lisa polarnego" i jedwab w kolorze rozbielonych jeżyn i mamy wrzosowisko a przynajmniej tak mnie się kojarzy. Ukręciłam na razie jeden ale mam jeszcze czesanki na drugi.


Tą czesankę zafarbowałam z premedytacją jak farbowałam jedwab pod batt'y nie miałam od razu pomysłu jak ją wymieszać ale ostatnio gustuję w samodzielnie robionych sorbetach z mrożonych owoców i pomysł sam się nawinął. 


Sorbet "malinowo-morelowy" runo Corriedale w kolorze malin, moreli i starego złota z dodatkiem jedwabiu sari w kolorze ostrego pomarańczu i różu oraz jedwab morwowy w kolorze jasnego starego złota. 


 Kila osób mnie pytało czy pojawi się jeszcze jakieś mieszanie z różem i złotem (były takie batt'y w sklepiku pod nazwą  "tequila sunrise"). Oczywiście to co jednorazowe pozostanie jednorazowe ale można uczynić coś podobnego. Niestety do namieszania takich samych batt'ów brakło złotego jedwabiu ale miałam pomarańczowo-złoty, resztki różowego i łososiowego oraz kawałki naturalnego Chubut'a, merynosa 23 mic i Rambouillet'a.


 W tym batt"cie jest też dodatek angory ale tak niewielki, że szczyptą powinnam nazwać, angora okazała się niezwykle oporna na takie czesanie. Muszę się dokształcić z czesania tego włókna bo na razie jakoś nie za  bardzo mi chce się poddać, wygląda to mniej więcej tak jak oliwa na wodzie - nie chce się połączyć z wełną i już.


Za to ten zestaw kolorystyczny powstał jak na FB mignęło mi zdjęcie plaży ze szmaragdowym morzem, białym piaskiem i hamakiem :)


Wyjątkowo miękki batt z samych merynosów ze sporym dodatkiem jedwabiu w trzech odcieniach metalicznie niebieskiego, szmaragdowego i białego.



I to byłoby tyle na temat miłego mieszania, bo teraz będzie o tym, że nie zawsze jest tak pięknie. Kilka lat temu jak kupowałam alpakę bezpośrednio od producenta, Pani sprzedająca była w stanie mnie "pożreć" jak powiedziałam, że grępel nie załatwi wybrania paprochów z runa i lepiej ich unikać od samego początku czyli uważać by zwierzę, które lubi kąpiele w piachu robiło to jednak w piachu. 



To co leży na gręplarce to runo suri z innego źródła już przeze mnie kilkakrotnie przerobione na czesakach, mam z niego motek w I gatunku no i zostały te wyczeski, które tu widać. Paprochy podczas gręplowania z upodobaniem pozostawały w runie zamiast wylatywać od spodu (coś tam wyleciało) więc ja uzbrojona w pincetę do hafciarki pieczołowicie wydłubywałam. 


 Po godzinie takiego przebierania i przepuszczeniu runa dwa razy przez igły mam 22 gramy nie do końca pozbawione drobin trawy, za to o wiele mniej cierpliwości do tego co zostało, a zostało 2/3.
Nitka z tego boska nie będzie ale na pewno bardzo pracochłonna.


Na drutach w dalszym ciągu skarpety od palców, piętę robiłam 6 razy za skarby świata mi się nie podoba takie nabieranie oczek tzn, pomysł przedni ale jak dla mnie za dużo z tym kombinowania, ja jestem już zmanierowana robieniem skarpet od góry:)




Pozdrawiam Was niedzielnie w prawie słoneczny poranek :)