Witajcie Wszyscy,
Mimo braku czasu, postanowiłam napisać posta, bo cudowny prezent jaki wygrałam na blogu Ali/Aliwero, zasługuje na prezentację jak najszybciej i zwlekać już nie mogę dłużej. Hojność Alinki jest wielka i nie tylko ja cieszę się z cudownego prezentu. A co było do wygrania? Kot :) Kot jest milutki, mięciutki i rozkoszny. Pięknie uszyty, w sam raz do przytulania :)
Do kotecka Ala dołączyła prześliczną karteczkę. Alinko, karteczka jest cudowna, żadne jej zdjęcie nie oddaje jej uroku. Zachwyca swoją delikatnością.
I jeszcze całość mojej wygranej
Ten koci pyszczek mnie rozczula :)))))))
Alu, bardzo Ci jeszcze raz dziękuję. Sprawiłaś mi ogromna radość, bo wszystkie prezenty od Ciebie są wspaniałe.
Zaglądnijcie na bloga Ali http://aliwero.blogspot.com/ , a zobaczycie jeszcze mnóstwo innych wspaniałych szyciowych i filcowanych prac :)
Na razie to wszystko, z braku czasu. Myślę jednak, że przed świętami jeszcze się pojawię :)
pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie dobre słowa, które zostawiacie pod moimi postami :)
O mnie
Witam wszystkich, którzy są ze mną, wszystkich którzy po cichutku zaglądają i wszystkich, którzy przyjdą tylko raz i nigdy nie wrócą. Cieszę się, że jesteście :)
Obserwują:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa na blogu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa na blogu. Pokaż wszystkie posty
sobota, 19 marca 2016
środa, 13 stycznia 2016
Białe jest białe
Witajcie Kochani.
Mam zaszczyt powitać wśród moich obserwatorów Czarną Damę. Myślę, że już wcześniej się Lidziu rozgościłaś, ale zapraszam nadal :)))
Macie jakąś moc i siłę sprawczą, żeby zachęcić człowieka do zrobienia czegoś, czego nie robił do tej pory. Czego nie robiłam? Kartek oczywiście. Spacerując sobie po Waszych blogach, karteczki podziwiam coraz piękniejsze. No i tak mnie podkusiło, a co tam, spróbuję.
Zachęcona różnymi opiniami, jak to się je szybko robi, wzięłam klej, nożyczki, serwetki, koronkę i blok techniczny. Trochę tego mało, ale nic więcej do głowy mi nie przyszło. Natomiast pewne było tylko to, że karteczka będzie biała jak kokosowe wiórki :) Od razu wpisze się na styczniową zabawę u Danutki.
Jak mi szło? Ano przypomniałam sobie dlaczego w szkole na ZPT ( był taki przedmiot kiedyś) nie przepadałam za klejeniem. Zanim wszystko przykleiłam, miałam uklejone całe łapy, a magik klej przez następne dwie i pół godziny wylewał mi się z tubki... Sprawdziłam przed chwilką, wylewa się dalej... czy ktoś wie jak go zatrzymać????
Dobra nie zanudzam Was moją konsternacją nad tubką kleju. Banerek wieszam.
I karteczka :) Moja pierwsza, własna, minimalistyczna. Gwiazdka jest przyklejona po usztywnieniu. Można ja oderwać i powiesić na choince...chyba ;)
Mam zaszczyt powitać wśród moich obserwatorów Czarną Damę. Myślę, że już wcześniej się Lidziu rozgościłaś, ale zapraszam nadal :)))
Macie jakąś moc i siłę sprawczą, żeby zachęcić człowieka do zrobienia czegoś, czego nie robił do tej pory. Czego nie robiłam? Kartek oczywiście. Spacerując sobie po Waszych blogach, karteczki podziwiam coraz piękniejsze. No i tak mnie podkusiło, a co tam, spróbuję.
Zachęcona różnymi opiniami, jak to się je szybko robi, wzięłam klej, nożyczki, serwetki, koronkę i blok techniczny. Trochę tego mało, ale nic więcej do głowy mi nie przyszło. Natomiast pewne było tylko to, że karteczka będzie biała jak kokosowe wiórki :) Od razu wpisze się na styczniową zabawę u Danutki.
Jak mi szło? Ano przypomniałam sobie dlaczego w szkole na ZPT ( był taki przedmiot kiedyś) nie przepadałam za klejeniem. Zanim wszystko przykleiłam, miałam uklejone całe łapy, a magik klej przez następne dwie i pół godziny wylewał mi się z tubki... Sprawdziłam przed chwilką, wylewa się dalej... czy ktoś wie jak go zatrzymać????
Dobra nie zanudzam Was moją konsternacją nad tubką kleju. Banerek wieszam.
I karteczka :) Moja pierwsza, własna, minimalistyczna. Gwiazdka jest przyklejona po usztywnieniu. Można ja oderwać i powiesić na choince...chyba ;)
Na kartce z bloku nakleiłam serwetkę metodą na żelazko, resztę widać. Z tyłu jest kieszonka na bilecik z życzeniami.
Wiem, że to nie jest arcydzieło, ale spróbowałam, żeby nie było :)))))
Teraz lecę do Stefka, w końcu nie musi samymi cudami się otaczać. Niech się od czasu do czasu zaduma.
sobota, 14 listopada 2015
Czekoladowy motyl
Witam wszystkich bardzo serdecznie i póki co słonecznie. Witam również moją nową obserwatorkę Barbarę R. i zapraszam na dłużej :)
Dziękuję Wam bardzo za tak miłe i liczne komentarze pod czekoladowymi poduszkami. Nie odpowiedziałam na wszystkie, ale wszystkie przeczytałam z uśmiechem na twarzy. Fajnie przeczytać, że są ludziki co czekolady nie lubią, a uwielbiają kożuchy z mleka, że moje kwadratowe czekoladki przywołały wspomnienie z domu rodzinnego i przeprowadziły kilkoro z Was do czasów dziecięcych w towarzystwie kochanych babć. A te osoby, które bez czekolady żyć by nie mogły, niech ją wcinają, bo to samo zdrowie i żadne MagneB6 tyle magnezu nam nie dostarczy co czekolada :) I czekam z ciekawością na brownie Reni, bo się przymierza do zrobienia, a skoro tak napisała, to czarne na białym jest i słowa dotrzymać trzeba :)
Zabawa trwa dalej...
...a ja zupełnie nie miałam pomysłu na carvingową część. Przeglądałam na google zdjęcia ozdób czekoladowych... cóż... zapalałam miłością do motylków :) Pierwsza próba nie okazała się wirtuozerią carvingowej sztuki, ale jest, trzyma się i do motyla nawet trochę podobny. Oto on, czekoladowo gorzki, nieco przyciężki, ale myślę, że Stefcia miłośniczką czekolady gorzkiej jest i spałaszuje go w try-miga (jak mawiała moja babcia).
Teraz sobie uświadomiłam, że żaby żywią się owadami :)))
Osoby, które jeszcze nie wiedzą, zapraszam przy okazji na konkurs u Danutki. Jak robicie ozdoby z darów jesieni, pokażcie nam, jeszcze jest czas :)
Do następnego razu, pa :)
poniedziałek, 9 listopada 2015
Listopad pod Egidą Czekolady
Zebrałam się w sobie wreszcie i postanowiłam skończyć tego posta. Zaczęłam go pisać jakieś pięć dni temu, ale wirus krążący naokoło mojej głowy, nie dawał za wygraną. Mam nadzieję, że został pokonany :)
Kolejny miesiąc zdrowych kolorów na blogu u Danusi rozlał się czekoladową słodkością. Myślałam o różnych owocach i warzywach, ale o czekoladzie nie pomyślałam. Pewnie dlatego, że jestem jednym z nielicznych dziwolągów co czekolady nie lubią. Nie lubię nic co zrobione jest z kakao. Nawet jako dziecko wolałam samo mleko, a najbardziej jak było z kożuchem. Zresztą mleko i kożuch na mleku uwielbiam do tej pory. Oczywiście, jak coś zawiera niewielkie ilości mlecznej czekolady, to zjem, choć zdarza mi się np. odłupywać czekoladowe boczki z Mieszanki Krakowskiej :)
Kolor gorzkiej czekolady uważam za ciepły i przyjazny. Co prawda nie ubieram się w brązy, bo wyglądam w nich jak jajko na miękko, ale dodatki do domu jak najbardziej mogą się u mnie pojawić. Warunek jest jeden, musi to być kolor głęboki, czekoladowy bez żadnych burych i szarych domieszek.
Kiedyś kupiłam sobie całe opakowanie kordonka Kaja, właśnie dla tej głębi czekoladowej. Powstało wtedy kilka rzeczy. Niektóre pokazywałam na blogu już wcześniej, a dziś pokażę zaległe dwie prace.
Komplet poszewek na poduszki dla mojej Mamy.
Praca zawiera 100% czekoladowego kolorku, bo to co pod spodem, to się nie liczy.
Poszewki zgłaszam na Czekoladowe Wyzwanie :)
Jeszcze cały czas się zastanawiam nad carvingową pracą, jak to zrobić, żeby nie trzeba było palców z czekolady oblizywać ;)
Pozdrawiam Was i do następnego :)
Kolejny miesiąc zdrowych kolorów na blogu u Danusi rozlał się czekoladową słodkością. Myślałam o różnych owocach i warzywach, ale o czekoladzie nie pomyślałam. Pewnie dlatego, że jestem jednym z nielicznych dziwolągów co czekolady nie lubią. Nie lubię nic co zrobione jest z kakao. Nawet jako dziecko wolałam samo mleko, a najbardziej jak było z kożuchem. Zresztą mleko i kożuch na mleku uwielbiam do tej pory. Oczywiście, jak coś zawiera niewielkie ilości mlecznej czekolady, to zjem, choć zdarza mi się np. odłupywać czekoladowe boczki z Mieszanki Krakowskiej :)
Kolor gorzkiej czekolady uważam za ciepły i przyjazny. Co prawda nie ubieram się w brązy, bo wyglądam w nich jak jajko na miękko, ale dodatki do domu jak najbardziej mogą się u mnie pojawić. Warunek jest jeden, musi to być kolor głęboki, czekoladowy bez żadnych burych i szarych domieszek.
Kiedyś kupiłam sobie całe opakowanie kordonka Kaja, właśnie dla tej głębi czekoladowej. Powstało wtedy kilka rzeczy. Niektóre pokazywałam na blogu już wcześniej, a dziś pokażę zaległe dwie prace.
Komplet poszewek na poduszki dla mojej Mamy.
Praca zawiera 100% czekoladowego kolorku, bo to co pod spodem, to się nie liczy.
Poszewki zgłaszam na Czekoladowe Wyzwanie :)
Jeszcze cały czas się zastanawiam nad carvingową pracą, jak to zrobić, żeby nie trzeba było palców z czekolady oblizywać ;)
Pozdrawiam Was i do następnego :)
czwartek, 29 października 2015
Ostatnie dni śliwkowego wyzwania
Witajcie :)
Jednak zdążyłam wydziergać śliwkowe... simple shrug.. cokolwiek to znaczy...
Według mnie to kamizelka, narzutka. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten krój zapragnęłam go mieć. Kolor włóczki niechcąco wpasował się w kolorystyczne wyzwanie u Danusi.
Ale też gdyby nie Danusia, pewnie robótka jeszcze jakiś czas przeleżałaby w koszyku, czekając na luźniejsze chwile. Taka mobilizacja czasem się jednak przydaje.
Zdjęć na człowieku brak. Byłam sama w domu, a jutro z kolei ja za dnia do domu nie wrócę.
Kamizelka zrobiona, forma przetestowana i mogę powiedzieć, że nie jestem zachwycona. Co ciekawie wygląda na zdjęciu, niekoniecznie jest wygodne. Prześpię się z tematem i wtedy podejmę decyzję co dalej z tym, prawie kilogramowym kocem ;)
No to pokażę Wam mój wymarzony (do niedawna) crochet shrug.
O kolorze śliwkowym pisałam w moim poprzednim śliwkowym poście, więc powtarzać nie będę. W skrócie tylko powiem, że lubię go.
Teraz lecę Stefcia otulić, na pewno nie zmarznie:)
Ufffff, zdążyłam!
Ps.
U mnie również jest piękna złota jesień.
Pa.
Edycja 30.10.
Wiecie, coś mi się poknociło z tą wagą. Na wdzianko zużyłam 9 motków, ale po 5 dag, nie po 10. Więc nie ma prawie kilo tylko 45 deko, sorki :) Nie poprawiam w treści, bo wtedy komentarz Doroty będzie bez sensu :)
Do następnego :)
Jednak zdążyłam wydziergać śliwkowe... simple shrug.. cokolwiek to znaczy...
Według mnie to kamizelka, narzutka. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten krój zapragnęłam go mieć. Kolor włóczki niechcąco wpasował się w kolorystyczne wyzwanie u Danusi.
Ale też gdyby nie Danusia, pewnie robótka jeszcze jakiś czas przeleżałaby w koszyku, czekając na luźniejsze chwile. Taka mobilizacja czasem się jednak przydaje.
Zdjęć na człowieku brak. Byłam sama w domu, a jutro z kolei ja za dnia do domu nie wrócę.
Kamizelka zrobiona, forma przetestowana i mogę powiedzieć, że nie jestem zachwycona. Co ciekawie wygląda na zdjęciu, niekoniecznie jest wygodne. Prześpię się z tematem i wtedy podejmę decyzję co dalej z tym, prawie kilogramowym kocem ;)
No to pokażę Wam mój wymarzony (do niedawna) crochet shrug.
Teraz lecę Stefcia otulić, na pewno nie zmarznie:)
Ufffff, zdążyłam!
Ps.
U mnie również jest piękna złota jesień.
Pa.
Edycja 30.10.
Wiecie, coś mi się poknociło z tą wagą. Na wdzianko zużyłam 9 motków, ale po 5 dag, nie po 10. Więc nie ma prawie kilo tylko 45 deko, sorki :) Nie poprawiam w treści, bo wtedy komentarz Doroty będzie bez sensu :)
Do następnego :)
poniedziałek, 5 października 2015
Jesiennie, śliwkowo - jeżykowo
Witajcie :)
Od ostatniego weekendu pogoda mnie rozpieszcza :) Cudownie ciepło i słonecznie, troszkę leniwo... Z radością siadam na tarasie i wdycham zapachy jesiennego ogrodu, pożółkłych łąk i wilgotnej, zaoranej ziemi...
Jednak nie można cały czas siedzieć i lenić się. Trzeba pomyśleć o nadchodzącej zimie i o naszych małych mieszkańcach ogrodu. A zanim przejdę do śliwkowego wyzwania przedstawię, słowem wstępu, moje zmagania z ogrodową budowlanką.
Po obcięciu zbyt dużych jałowców postanowiłam zrobić zimowe domki dla jeżyków. W zacisznej części ogrodu, pod lasem, pomiędzy brzózkami. Dwie godziny budowy i dwa domki gotowe. Teraz czekają na lokatorów. Jeszcze na pewno będą się powiększać, bo przed nami jeszcze dużo liściastego opadu.
Na ziemię nasypałam zgrabione liście i skoszoną trawę. Potem obcięte gałęzie z drzewek owocowych oraz z kaliny. Znowu liście i na tej podstawie zbudowałam jałowcowe szałasy.
Drugiemu domkowi nie zdążyłam zrobić zdjęć, gdyż zmrok otulił ogród. Mam nadzieję, że lokum spodoba się tym pożytecznym zwierzaczkom :)
Wieczorem jeden z nich zagościł w mojej kuchni, cóż że zrobiony ze śliwki, kolce ma, a i grzybka na nich sobie niesie.
Mojego śliwkowego jeżyka zgłaszam na wyzwanie kolorystyczne u Danusi :)
Co do koloru śliwkowego, to w tym wypadku nie zgłaszam żadnych protestów :) Bardzo lubię w każdym jego odcieniu. Po czerwonym jest kolejnym kolorem, który bardzo lubię. Mam dużo ubrań od bielizny, po spodnie. Właściwie tylko butów w tym kolorze nie posiadam.
I to tyle na dziś. Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny. Życzę wszystkim cudownej, słonecznej i słodkiej jesieni.
Do następnego :)
Od ostatniego weekendu pogoda mnie rozpieszcza :) Cudownie ciepło i słonecznie, troszkę leniwo... Z radością siadam na tarasie i wdycham zapachy jesiennego ogrodu, pożółkłych łąk i wilgotnej, zaoranej ziemi...
Jednak nie można cały czas siedzieć i lenić się. Trzeba pomyśleć o nadchodzącej zimie i o naszych małych mieszkańcach ogrodu. A zanim przejdę do śliwkowego wyzwania przedstawię, słowem wstępu, moje zmagania z ogrodową budowlanką.
Po obcięciu zbyt dużych jałowców postanowiłam zrobić zimowe domki dla jeżyków. W zacisznej części ogrodu, pod lasem, pomiędzy brzózkami. Dwie godziny budowy i dwa domki gotowe. Teraz czekają na lokatorów. Jeszcze na pewno będą się powiększać, bo przed nami jeszcze dużo liściastego opadu.
Na ziemię nasypałam zgrabione liście i skoszoną trawę. Potem obcięte gałęzie z drzewek owocowych oraz z kaliny. Znowu liście i na tej podstawie zbudowałam jałowcowe szałasy.
| Budowa domku dla jeży |
Wieczorem jeden z nich zagościł w mojej kuchni, cóż że zrobiony ze śliwki, kolce ma, a i grzybka na nich sobie niesie.
Mojego śliwkowego jeżyka zgłaszam na wyzwanie kolorystyczne u Danusi :)
Co do koloru śliwkowego, to w tym wypadku nie zgłaszam żadnych protestów :) Bardzo lubię w każdym jego odcieniu. Po czerwonym jest kolejnym kolorem, który bardzo lubię. Mam dużo ubrań od bielizny, po spodnie. Właściwie tylko butów w tym kolorze nie posiadam.
I to tyle na dziś. Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny. Życzę wszystkim cudownej, słonecznej i słodkiej jesieni.
Do następnego :)
środa, 30 września 2015
Zaległości
Witajcie :)
Dziękuję wszystkim za cudowne komentarze dotyczące mojej oliwkowej butelki :) Sprawiły one, że zaczęła mi się podobać, choć nadal kolor zupełnie nie mój ;)
Dziś pokażę Wam trzy rzeczy, które czekały na mój czas. Mam trochę zajęć odbiegających od pisania bloga, ale w miarę możliwości do Was zaglądam i podziwiam Wasze prace, czytam rozmyślania, jestem z Wami duchem :)
Jakiś czas temu Micia na swoim blogu pokazała jajo, które wcale jajem nie było. Było zagadką, czym jest :) Pękate, dość spore więc podałam odpowiedź: skarbonka. I zgadłam :) W nagrodę dostałam cudowny, w jedynym pięknym kolorze, kapelusz-ozdobę. Wisi sobie na mojej "blogowej ściance" i energetyzuje swoim kunsztem :)
Dziękuję Ci Marzenko za cudowny prezent :)
Nie zrobiłam zdjęcia całego prezentu, ale przecież każdy wie jak wyglądają serwetki i czekoladki ;) Obiecuję, że jak w końcu złapię tego złodzieja, który kradnie mi czas, poprawię się i zdjęcia będą całościowe.
Przepraszam Was, że dziś tak skrótowo, ale jeszcze popędzę w Wasze progi :)
Buziaki ;*
Dziękuję wszystkim za cudowne komentarze dotyczące mojej oliwkowej butelki :) Sprawiły one, że zaczęła mi się podobać, choć nadal kolor zupełnie nie mój ;)
Dziś pokażę Wam trzy rzeczy, które czekały na mój czas. Mam trochę zajęć odbiegających od pisania bloga, ale w miarę możliwości do Was zaglądam i podziwiam Wasze prace, czytam rozmyślania, jestem z Wami duchem :)
Jakiś czas temu Micia na swoim blogu pokazała jajo, które wcale jajem nie było. Było zagadką, czym jest :) Pękate, dość spore więc podałam odpowiedź: skarbonka. I zgadłam :) W nagrodę dostałam cudowny, w jedynym pięknym kolorze, kapelusz-ozdobę. Wisi sobie na mojej "blogowej ściance" i energetyzuje swoim kunsztem :)
Dziękuję Ci Marzenko za cudowny prezent :)
***
Nie wiem czy pamiętacie, że brałam udział w zabawie "Podaj dalej". Pierwsza swój prezent ode mnie otrzymała Ania Iwańska, teraz wysłałam drugi prezent do Kingi. Głównym prezentem była chusta w niebieskim ombre. Do chusty dołączyłam kilka serwetek do decoupage i słodycze.
Nie zrobiłam zdjęcia całego prezentu, ale przecież każdy wie jak wyglądają serwetki i czekoladki ;) Obiecuję, że jak w końcu złapię tego złodzieja, który kradnie mi czas, poprawię się i zdjęcia będą całościowe.
***
Nadal ćwiczę transfer. Z odbicia jestem zadowolona natomiast złapanie linii prostej, jak widać stawia wiele do życzenia. Jak przyklejałam literki, to byłam przekonana, że są prosto :)
Przepraszam Was, że dziś tak skrótowo, ale jeszcze popędzę w Wasze progi :)
Buziaki ;*
sobota, 12 września 2015
Olio d'oliva u Danutki
Witam serdecznie wszystkich zaglądających oraz nową obserwatorkę Edyta-Sylwia, proszę rozgość się :) Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze pozostawione pod moimi postami. Swojego bloga zaczynam przeglądać zawsze od poczty gmail, gdzie wyświetlają mi się wszystkie Wasze słowa.
Jak wiele osób wie, na blogu Danutki trwa zabawa w kolorki. Wrześniowym kolorem jest zestaw który wywołał u mnie lekką konsternację...
...a propo's konsternacji
Żona pyta męża: co to jest konsternacja?
- Odpowiem ci na przykładzie- mówi mąż- Wyobraź sobie, że przychodzisz wcześniej do domu i widzisz mnie w łóżku ze swoją najlepszą przyjaciółką. To co czujesz to właśnie konsternacja.
Wieczorem do żony przychodzi sąsiadka i pyta, czy ta dowiedziała się co to znaczy konsternacja.
Na to żona tłumaczy sąsiadce:
- Wyobraź sobie taką sytuację: mój mąż przychodzi wcześniej do domu i zastaje mnie w łóżku ze swoim najlepszym przyjacielem. To co wtedy czuje, to właśnie konsternacja.
- Nie kochanie - wtrąca się do rozmowy mąż - to co powiedziałaś to nie konsternacja, tylko zwykłe kur..*
Ale wracając do tematu kolorów, to najpierw wkleję banerek mojego zestawienia kolorystycznego.
Otóż kolor oliwkowo-żółto-czarny to w ogóle nie jest zestawienie kolorystyczne, które w jakikolwiek sposób przemawiałoby do mnie pozytywnie. Pierwsza moja myśl - oliwkowa serweta, ale te dodatki??? Żółty, czarny??? Co ja zrobię z zielono-czarną serwetką???
Tak to jest, jak się człowiekowi na czymś mózg zawiesi :))))))))))))))
Po kilku dniach, całe szczęście, mi się odwiesił. Przecież oprócz serwetek jest jeszcze kilka rzeczy, które mogę zrobić. A że lubię rzeczy praktyczne i oliwę z oliwek złapałam za butelkę i pędzle. Tak właśnie powstała oliwkowa butelka na oliwę z oliwek.
Czy jest wystarczająco oliwkowo-żółta, oceni Wyzwaniowa Szefowa, czyli Danutka.
Kolor, jak już pisałam nie mój zupełnie. Nie mam nic oliwkowego w szafie ani w wystroju domu. Natomiast uwielbiam oliwki i jem je jako przekąskę w taki sam sposób w jaki inni jedzą jabłka :)
To tyle na dziś, czekam na ocenę Danusi, a następny mój post znów będzie chwalipięcki :))))
Do następnego :)
Jak wiele osób wie, na blogu Danutki trwa zabawa w kolorki. Wrześniowym kolorem jest zestaw który wywołał u mnie lekką konsternację...
...a propo's konsternacji
Żona pyta męża: co to jest konsternacja?
- Odpowiem ci na przykładzie- mówi mąż- Wyobraź sobie, że przychodzisz wcześniej do domu i widzisz mnie w łóżku ze swoją najlepszą przyjaciółką. To co czujesz to właśnie konsternacja.
Wieczorem do żony przychodzi sąsiadka i pyta, czy ta dowiedziała się co to znaczy konsternacja.
Na to żona tłumaczy sąsiadce:
- Wyobraź sobie taką sytuację: mój mąż przychodzi wcześniej do domu i zastaje mnie w łóżku ze swoim najlepszym przyjacielem. To co wtedy czuje, to właśnie konsternacja.
- Nie kochanie - wtrąca się do rozmowy mąż - to co powiedziałaś to nie konsternacja, tylko zwykłe kur..*
Ale wracając do tematu kolorów, to najpierw wkleję banerek mojego zestawienia kolorystycznego.
Otóż kolor oliwkowo-żółto-czarny to w ogóle nie jest zestawienie kolorystyczne, które w jakikolwiek sposób przemawiałoby do mnie pozytywnie. Pierwsza moja myśl - oliwkowa serweta, ale te dodatki??? Żółty, czarny??? Co ja zrobię z zielono-czarną serwetką???
Tak to jest, jak się człowiekowi na czymś mózg zawiesi :))))))))))))))
Po kilku dniach, całe szczęście, mi się odwiesił. Przecież oprócz serwetek jest jeszcze kilka rzeczy, które mogę zrobić. A że lubię rzeczy praktyczne i oliwę z oliwek złapałam za butelkę i pędzle. Tak właśnie powstała oliwkowa butelka na oliwę z oliwek.
Czy jest wystarczająco oliwkowo-żółta, oceni Wyzwaniowa Szefowa, czyli Danutka.
Kolor, jak już pisałam nie mój zupełnie. Nie mam nic oliwkowego w szafie ani w wystroju domu. Natomiast uwielbiam oliwki i jem je jako przekąskę w taki sam sposób w jaki inni jedzą jabłka :)
To tyle na dziś, czekam na ocenę Danusi, a następny mój post znów będzie chwalipięcki :))))
Do następnego :)
środa, 26 sierpnia 2015
Pan Marchewka na stres :)
Witam Was wieczornie z Panem Marchewką :)
Przygotowałam sobie kilka dni temu serwetkę do wysłania, dziś nie mogę jej znaleźć.Po malowaniu domu robiliśmy lekkie przemeblowanie, ale zaglądnęłam już wszędzie i nic. Po prostu zniknęła, diabeł ogonem nakrył. Jutro zacznę robić drugi raz, bo zima mnie zastanie przy tym szukaniu.
Upały się skończyły, deszcz popadał, roślinki odżyły. I to właściwie tyle, bo nic nowego ciekawego nie powstało. Kilka ostatnich dni spędziłam w ogrodzie plewiąc wyrośnięte chwaściory i obcinając to co nie podołało suszy. Rudbekie nic sobie z suszy nie robiły, rosną, pięknie kwitną i rozrosły się w pokaźną kępę.
Pod brzózkami w ciągi całych upalnych dni rosły mi kozaczki. Też im nie przeszkadzała susza. Wczoraj wyrosły kolejne :)
Róża The Pilgrim powtarza kwitnienie, ma jeszcze całe mnóstwo pąków :)
Dają radę również hortensje.
A ponieważ w ogrodzie obudziło się życie, Pan Marchewka postanowił spędzić wśród roślin troszkę czasu, zanim zostanie skonsumowany przez Stefcię :)
Tak sobie postał, pooglądał i zachwycił pięknem tego świata :))))
Pana Marchewkę zrobiłam w celu odstresowania zguby serwetkowej i postanowiłam wrzucić go do zabawy w kolorki u Danutki jako kolor dietetyczny :)
O kolorze brzoskwiniowy pisałam już w poście brzoskwiniowym, więc nie będę się powtarzać. Wklejam jeszcze banerek warzywny
i mam nadzieję, że Stefcia się nie obrazi, za przydługi wstęp ;)
Tyle mam na dziś, dziękuję za Wasze komentarze i do następnego razu :)
Przygotowałam sobie kilka dni temu serwetkę do wysłania, dziś nie mogę jej znaleźć.Po malowaniu domu robiliśmy lekkie przemeblowanie, ale zaglądnęłam już wszędzie i nic. Po prostu zniknęła, diabeł ogonem nakrył. Jutro zacznę robić drugi raz, bo zima mnie zastanie przy tym szukaniu.
Upały się skończyły, deszcz popadał, roślinki odżyły. I to właściwie tyle, bo nic nowego ciekawego nie powstało. Kilka ostatnich dni spędziłam w ogrodzie plewiąc wyrośnięte chwaściory i obcinając to co nie podołało suszy. Rudbekie nic sobie z suszy nie robiły, rosną, pięknie kwitną i rozrosły się w pokaźną kępę.
Pod brzózkami w ciągi całych upalnych dni rosły mi kozaczki. Też im nie przeszkadzała susza. Wczoraj wyrosły kolejne :)
Róża The Pilgrim powtarza kwitnienie, ma jeszcze całe mnóstwo pąków :)
Dają radę również hortensje.
A ponieważ w ogrodzie obudziło się życie, Pan Marchewka postanowił spędzić wśród roślin troszkę czasu, zanim zostanie skonsumowany przez Stefcię :)
Tak sobie postał, pooglądał i zachwycił pięknem tego świata :))))
Pana Marchewkę zrobiłam w celu odstresowania zguby serwetkowej i postanowiłam wrzucić go do zabawy w kolorki u Danutki jako kolor dietetyczny :)
O kolorze brzoskwiniowy pisałam już w poście brzoskwiniowym, więc nie będę się powtarzać. Wklejam jeszcze banerek warzywny
i mam nadzieję, że Stefcia się nie obrazi, za przydługi wstęp ;)
Tyle mam na dziś, dziękuję za Wasze komentarze i do następnego razu :)
niedziela, 9 sierpnia 2015
Lekka brzoskwiniowa porażka
Miło mi gościć również nową obserwatorkę Aliwero :)
Narzekać nie będę, bo jednak wolę obecne upały niż chłód zimowych dni. Mimo obecnego ciepełka i skwaru, do zimy nie tęsknię.
Jak większość z Was wie, Danutka na swoim blogu prowadzi nieustającą zabawę w kolorki. Niezależnie od pogody i temperatur za oknem, co miesiąc wymyśla nowe kolorowe wyzwania. A paleta barw chyba nigdy się nie skończy :) W tym miesiącu króluje kolor brzoskwiniowy. Jak wygląda brzoskwinia, każdy dobrze wie.
Hmmmm, właśnie chyba nie każdy... Kupiłam sobie kordonek, bo mi się taki brzoskwiniowy bardzo podobał. Jak w końcu zrobiłam serwetę i położyłam obok brzoskwinię, to się przekonałam, że z brzoskwiniowym kolorem niewiele ma wspólnego. Teraz się zastanawiam jaki kolor ma brzoskwinia??? Po obraniu ze skórki jest żółta jak słonecznik, skórkę ma w kolorach żóło-pomarańczowo-czerwonym, aż do bordowego gdy jest mocno dojrzała. Nijak ta moja serweta się ma do koloru wyzwaniowego. Mój kordonek to kolor ... bardziej łososiowy, niż żółty czy czerwony. Na dodatek, jednak chyba upał mi dogrzał. Robiłam, robiłam i cały czas się zastanawiałam, że coś nie tak z tym wzorem. W dwudziestym siódmym rzędzie, wymyśliłam (eureka!), że powinnam sprawdzić początek. "szit!". Pomyliłam się w drugim rzędzie, czyli na samym początku. Zamiast 9 motywów zrobiłam 11. Wychodzi falbanka. Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!! Pruć nie będę, bo jak spruję, nie chwycę się za ten wzór już drugi raz. Tak więc cztery ostatnie rzędy zostały lekko zmodyfikowane.
Jedno jest pewne, upał dał mi się we znaki :))))))))))))))))))
W zależności, gdzie się ją położy taki wychodzi kolor na zdjęciu. Najwierniejszy jest ten poniżej i w rzeczywistości też najlepiej go widać gdy serweta jest złożona.
Z wymienionych powodów, nie dam swojego kolorku na język Stefanowi. Oczywiście, foto-shop zrobiłby z mojej serwety najbardziej brzoskwiniowy kolor z możliwych, ale byłoby to nieuczciwe w stosunku do Artystek-Kolorystek i do Danusi. Przeglądnęłam na google grafika różne brzoskwiniowe dekoracje i odcienie łososiowe są również, jednak mnie nie przekonują. Może uda mi się zrobić coś z marchewki :)))))))))))))))) Póki co, banerek sobie niech wisi, w końcu dobre chęci miałam. A że dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło, to wyszło to co wyszło :)
I jeszcze garść informacji technicznych. Serweta wykonana jest z kordonka Cotton Filet, szydełkiem 1,25. Ma 55 cm średnicy. Wzór zaczerpnięty z internetu.
Miłej niedzieli Wam życzę, kto chce, temu niech spadnie deszcz, kto chce chłodku, niech mu się ochłodzi :)
****
Edycja Dobra kobitki, przekonałyście mnie :))))))))))))) Wrzucę na ruszt Stefkowi, najwyżej Danusia z grilla zrzuci :)
A skoro dałam się przekonać, to powiem, że ten kolor bardzo lubię. Jest spokojny, ciepły pastelowy. Ubran jednak nie mam wiele w tym kolorze. Właściwie to tylko jedne spodnie letnie. Ale za to kuchnie mam całą w odcieniu brzoskwini :)
Pa :)
wtorek, 14 lipca 2015
Kolorowy rok u Danutki
Witajcie :)
Rok temu, na blogu Danutki rozpoczęła się zabawa wyzwaniowa w kolory. Nie da się ukryć, że właścicielka bloga, porwała dużą część rękodzielniczego, blogowego świata, zmuszając umysły i dłonie do działania. Nie brałam udziału we wszystkich kolorowych spotkaniach, Z braku czasu zakończyłam swoje prace po trzech miesiącach. Moje kolory to różowy, czerwony i czarno-biały. Należę więc do ogromnej mniejszości. Jednak rocznicy opuścić nie mogę. Mnóstwo pracy, jaką Danusia włożyła w prowadzenie zabawy, a biorące udział w wyzwaniach Artystki-Kolorystki, inwencji twórczej, wymaga zebrania się w sobie i dołączenia do wspaniałego grona Wytrwałych :)
Jeśli chodzi o moje upodobania kolorystyczne, to kremy i jasne beże otaczają mnie w domu razem z żółciami. Stwarzają atmosferę ciepła i spokoju, dostarczają mnóstwo możliwości przy doborze dodatków.
Lubię też garderobę w tych odcieniach i mam kilka ciuszków, które łączę z tymi bardziej energetycznymi :)
Rok temu, na blogu Danutki rozpoczęła się zabawa wyzwaniowa w kolory. Nie da się ukryć, że właścicielka bloga, porwała dużą część rękodzielniczego, blogowego świata, zmuszając umysły i dłonie do działania. Nie brałam udziału we wszystkich kolorowych spotkaniach, Z braku czasu zakończyłam swoje prace po trzech miesiącach. Moje kolory to różowy, czerwony i czarno-biały. Należę więc do ogromnej mniejszości. Jednak rocznicy opuścić nie mogę. Mnóstwo pracy, jaką Danusia włożyła w prowadzenie zabawy, a biorące udział w wyzwaniach Artystki-Kolorystki, inwencji twórczej, wymaga zebrania się w sobie i dołączenia do wspaniałego grona Wytrwałych :)
Na rocznicę Danutka wybrała dowolność kolorystyczną i zrobienie pracy w jednym z 12 minionych wyzwań kolorystycznych. Mam nadzieję, że na tę rocznicę dołączą wszystkie Artystki-Kolorystki, nawet te, które jak ja, nie brały czynnego udziału w zabawie.
Maj 2015 był beżowo-kremowo-ecru i ten właśnie kolor wybrałam na rocznicową pracę. Na połknięcie Stefanowi przeznaczam serwetę ecru, wykonaną z kordonka Prima. Średnica serwety - 52 cm.
Lubię też garderobę w tych odcieniach i mam kilka ciuszków, które łączę z tymi bardziej energetycznymi :)
Danusi i wszystkim Artystkom-Kolorystkom życzę kolejnych rocznic zabawowych :) Wszystkie jesteście niesamowite :)
środa, 24 czerwca 2015
Prezent od Dusi :)
Dzień dobry :)
Witam serdecznie moja nową obserwatorkę Beatę-Becię, ciesze się, że znalazłaś czas i ochotę na odwiedziny u mnie :)
Dziś muszę koniecznie napisać posta znów, bo muszę się pochwalić. Otóż, jakiś czas temu Dusia ogłosiła kolejną zgadywankę na swoim blogu. Ja jako pierwsza odgadłam co znajduje się za pergolą, po której pnie się hortensja. TUTAJ możecie przeczytać tego posta :) Dusia często na swoim blogu robi zgadywanki, a potem rozdaje nagrody. I tym razem ja otrzymałam piękną zawieszkę, robioną na drutach
Na zawieszce z obu stron przysiadły maleńkie, kolorowe motylki. Są cudowne :)
Dodatkowo jest jeszcze wesoły słonik na szczęście i łakocie :)))))))
Dusiu, dziękuję Ci bardzo, bardzo za tę cudowną niespodziankę :) A wszystkich zachęcam do zaglądania na bloga Dusi i udział w wesołej zabawie. Wesołej, bo czasem nasza fantazja podsuwa niesamowite pomysły w odpowiedzi na Dusiowe zagadki :)))
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie, dziękuję za wszystkie komentarze i do następnego :)
Witam serdecznie moja nową obserwatorkę Beatę-Becię, ciesze się, że znalazłaś czas i ochotę na odwiedziny u mnie :)
Dziś muszę koniecznie napisać posta znów, bo muszę się pochwalić. Otóż, jakiś czas temu Dusia ogłosiła kolejną zgadywankę na swoim blogu. Ja jako pierwsza odgadłam co znajduje się za pergolą, po której pnie się hortensja. TUTAJ możecie przeczytać tego posta :) Dusia często na swoim blogu robi zgadywanki, a potem rozdaje nagrody. I tym razem ja otrzymałam piękną zawieszkę, robioną na drutach
Na zawieszce z obu stron przysiadły maleńkie, kolorowe motylki. Są cudowne :)
Dodatkowo jest jeszcze wesoły słonik na szczęście i łakocie :)))))))
Dusiu, dziękuję Ci bardzo, bardzo za tę cudowną niespodziankę :) A wszystkich zachęcam do zaglądania na bloga Dusi i udział w wesołej zabawie. Wesołej, bo czasem nasza fantazja podsuwa niesamowite pomysły w odpowiedzi na Dusiowe zagadki :)))
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie, dziękuję za wszystkie komentarze i do następnego :)
czwartek, 11 czerwca 2015
Lawendowe "Podaj dalej"
Witam wszystkich :)
Dzisiejszy dzień był słoneczny, gorący i uśmiechnięty. Słoneczny i gorący za sprawą słońca, uśmiechnięty za sprawą Ani/Pawanny. Ania na swoim blogu ogłosiła zabawę podaj dalej. Właściwie ta zabawa u Ani trwa cały czas :) W końcu i ja zapisałam się na tę "podawajkę". Na przekazanie prezentu wg. zasad zabawy, Ania miała pół roku, uwinęła się w niecały miesiąc :)))))))))))))).
Powiem Wam, że marzyłam sobie, że może dostanę od Ani jeden z Jej cudownych wianków, choćby najmniejszy. Bo Ania robi różne rzeczy z tego co daje natura, a ja uwielbiam rzeczy naturalistyczne.
Po przyjściu z pracy, na stoliku przed domem zobaczyłam paczkę. Rzut oka na nadawcę i z szybkością światła wniosłam ją do domu. Od razu poczułam znajomy zapach :) Znacie na pewno to uczucie, które towarzyszy rozpakowywaniu prezentu. Serce i głowa rozpakowują zdecydowanie szybciej niż ręce :)))))))))))) Pudło zostało otwarte, a mąż stwierdził: ale pachnie.
Bo to jest Lawendowe Podaj Dalej :)
Aniu, bardzo, bardzo Ci dziękuję za wszystkie otrzymane wspaniałości :)
Za cudowny wianek w lawendowej tonacji
Za delikatny lampionik z lawendowymi świeczuszkami
Za serduszko wypełnione lawendą, szyte ręcznie i wyszywane
Za komplet serwetek lawendowych i za to, co napisałaś :)
Wianek będzie wisiał przez lato na tarasie, pod dachem. Taras mam w kolorystyce żółto-lawendowo-brązowej, przed tarasem jest lawendowy kącik więc wpisze się w miejsce, bo do tego miejsca jest stworzony :) Póki co, wisi sobie na kominku i czaruje zapachem :)))
A kto jeszcze nie zna bloga Ani, zachęcam do odwiedzin, nie pożałujecie. Oczaruje Was świat przyrody cudownego ogrodu, zachwycą uplecione wianki i decoupage'owa twórczość.
Zajrzyjcie: http://ogrod-mojekrzakiptakiinnedziwaki.blogspot.com/ :)
Ponieważ zabawa ma trwać, zapraszam dwie chętne osoby, które chcą się bawić, otrzymać prezent ode mnie i poprowadzić zabawę dalej. Ja zobowiązuję się, wykonać prezenty w ciągu 6 miesięcy.
Dzisiejszy dzień był słoneczny, gorący i uśmiechnięty. Słoneczny i gorący za sprawą słońca, uśmiechnięty za sprawą Ani/Pawanny. Ania na swoim blogu ogłosiła zabawę podaj dalej. Właściwie ta zabawa u Ani trwa cały czas :) W końcu i ja zapisałam się na tę "podawajkę". Na przekazanie prezentu wg. zasad zabawy, Ania miała pół roku, uwinęła się w niecały miesiąc :)))))))))))))).
Powiem Wam, że marzyłam sobie, że może dostanę od Ani jeden z Jej cudownych wianków, choćby najmniejszy. Bo Ania robi różne rzeczy z tego co daje natura, a ja uwielbiam rzeczy naturalistyczne.
Po przyjściu z pracy, na stoliku przed domem zobaczyłam paczkę. Rzut oka na nadawcę i z szybkością światła wniosłam ją do domu. Od razu poczułam znajomy zapach :) Znacie na pewno to uczucie, które towarzyszy rozpakowywaniu prezentu. Serce i głowa rozpakowują zdecydowanie szybciej niż ręce :)))))))))))) Pudło zostało otwarte, a mąż stwierdził: ale pachnie.
Bo to jest Lawendowe Podaj Dalej :)
Aniu, bardzo, bardzo Ci dziękuję za wszystkie otrzymane wspaniałości :)
Za cudowny wianek w lawendowej tonacji
Za delikatny lampionik z lawendowymi świeczuszkami
Za serduszko wypełnione lawendą, szyte ręcznie i wyszywane
Za komplet serwetek lawendowych i za to, co napisałaś :)
A kto jeszcze nie zna bloga Ani, zachęcam do odwiedzin, nie pożałujecie. Oczaruje Was świat przyrody cudownego ogrodu, zachwycą uplecione wianki i decoupage'owa twórczość.
Zajrzyjcie: http://ogrod-mojekrzakiptakiinnedziwaki.blogspot.com/ :)
Ponieważ zabawa ma trwać, zapraszam dwie chętne osoby, które chcą się bawić, otrzymać prezent ode mnie i poprowadzić zabawę dalej. Ja zobowiązuję się, wykonać prezenty w ciągu 6 miesięcy.
wtorek, 17 marca 2015
Dwie pieczenie na jednym ogniu
Witajcie Wszyscy moi Goście :)
Witam również nową obserwatorkę Gosię, cieszę się, że zechciałaś do mnie zaglądnąć i zapraszam na dłużej.
Dziś podsumowując moje dwie zabawy blogowe, zostawiam marcową pisankę w szafirki :) Cudo to nie jest, ale nie chciały mnie kwiatuszki polubić, oj nie. Wreszcie wyszło to co wyszło, a ponieważ się bawimy, to wklejam zdjęcie i banerki.
Miałam w tym roku nie robić pisanek, ale jakoś tak same wydmuszki mi pod rękę wpadły. Szafirkowe, jako pierwsze zrobione zgłaszam do zabaw:
u Lucy
i Agi
Może być ? :)
Troszkę zrobię tych pisanek, żeby kolorowo na oknach sobie wisiały :)
Pozdrawiam Was i do następnego razu.
Witam również nową obserwatorkę Gosię, cieszę się, że zechciałaś do mnie zaglądnąć i zapraszam na dłużej.
Dziś podsumowując moje dwie zabawy blogowe, zostawiam marcową pisankę w szafirki :) Cudo to nie jest, ale nie chciały mnie kwiatuszki polubić, oj nie. Wreszcie wyszło to co wyszło, a ponieważ się bawimy, to wklejam zdjęcie i banerki.
Miałam w tym roku nie robić pisanek, ale jakoś tak same wydmuszki mi pod rękę wpadły. Szafirkowe, jako pierwsze zrobione zgłaszam do zabaw:
u Lucy
i Agi
Może być ? :)
Troszkę zrobię tych pisanek, żeby kolorowo na oknach sobie wisiały :)
Pozdrawiam Was i do następnego razu.
piątek, 6 marca 2015
Podaj dalej - przekazałam dalej :)
Witajcie moi Mili :)
Od razu na wstępie bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, które zostawiacie pod moimi postami. Nie zawsze uda mi się na nie odpisać, ale wszystkie czytam i żaden nie umknął mojej uwadze. Przeglądanie bloga zaczynam od poczty gmail, na którą przychodzą mi wszystkie komentarze :)
Jakiś czas temu, zapisałam się na zabawę podaj dalej u Ewci. Dziś już wiem, że obie moje "podawajki" doszły do dziewczyn, które zgodziły się zabawę posłać dalej.
Pierwsza przesyłka dotarła do Kamilli, szła prawie trzy tygodnie, za wielką wodę, aż w końcu doszła :)
Dla Kamilli przygotowałam poszewkę na podusię oraz obrazek decu z hortensjami.
Do Bożenki przesyłka szła jeszcze dłużej, choć mieszkamy ok. 20 km od siebie ;) Doszła dziś :)
Bożenka otrzymała od mnie lusterko, ozdobione metoda decoupage oraz zakładkę do książki.
Powiem Wam, że zadanie miałam bardzo trudne. Obie Panie są perfekcjonistkami w tym co robią. Moim zamiarem było, choć troszkę dorównać oczekiwaniom. Czy mi się to udało, wie tylko Kamilla i Bożenka :)
Bawcie się dalej, miłe Panie. Wiem, że to co wyjdzie spod Waszych rąk, będzie cudowne i już zazdroszczę następczyniom :)
Od razu na wstępie bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, które zostawiacie pod moimi postami. Nie zawsze uda mi się na nie odpisać, ale wszystkie czytam i żaden nie umknął mojej uwadze. Przeglądanie bloga zaczynam od poczty gmail, na którą przychodzą mi wszystkie komentarze :)
Jakiś czas temu, zapisałam się na zabawę podaj dalej u Ewci. Dziś już wiem, że obie moje "podawajki" doszły do dziewczyn, które zgodziły się zabawę posłać dalej.
Pierwsza przesyłka dotarła do Kamilli, szła prawie trzy tygodnie, za wielką wodę, aż w końcu doszła :)
Dla Kamilli przygotowałam poszewkę na podusię oraz obrazek decu z hortensjami.
Do Bożenki przesyłka szła jeszcze dłużej, choć mieszkamy ok. 20 km od siebie ;) Doszła dziś :)
Bożenka otrzymała od mnie lusterko, ozdobione metoda decoupage oraz zakładkę do książki.
Powiem Wam, że zadanie miałam bardzo trudne. Obie Panie są perfekcjonistkami w tym co robią. Moim zamiarem było, choć troszkę dorównać oczekiwaniom. Czy mi się to udało, wie tylko Kamilla i Bożenka :)
Bawcie się dalej, miłe Panie. Wiem, że to co wyjdzie spod Waszych rąk, będzie cudowne i już zazdroszczę następczyniom :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)