Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z mojego życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z mojego życia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2016

Nie mam serca do bloga...

I co mam zrobić, bo chciałabym bardzo dzielić się tym co robię, a jednak pomysłu na pisanie brak, chęci w sumie też czasem brak :(
Już poprzednio miałam sporo do pokazania, nie wiedziałam jak się zabrać za to wszystko, no to mam za swoje , dzisiaj jest tego znacznie więcej.

Może jeszcze wakacyjne moje małe tworki pokażę.
Okazało się, że nie zabrałam ze sobą igielnika, a planowałam zacząć haftować na próbę, więc zaczęłam od zrobienia takiego igielnika na szybko.



No i na stworzyłam malutki hafcik...a z hafciku drugi igielniczek :D Dzięki temu mam już dwa ;)



Z robótek to tyle, ale chcę jeszcze pokazać kilka fotek tego mojego nowego świata, zdjęcia jeszcze bardzo wakacyjne :D 


























Jeszcze na sam koniec wakacji było tutaj święto jabłka- trwało trzy dni, super zabawa, dzieciaki spały pod namiotami, można było wygrać nocleg w takim egzotycznym namiocie.




I muszę przyznać, ze impreza zakończyła się koło południa w niedzielę, kawałka śmiecia nie widziałam na tym polu namiotowym  w momencie kiedy przechodziłam obok i ostatnie ludzkie jednostki pakowały się do odjazdu. 

Widywałam takie zakończenia imprez u mnie w Blachowni, niestety tony śmieci, butelek, papierków, petów i innych rzeczy zostawało po biesiadnikach. 

sobota, 5 marca 2016

Wyróżnienie u Agatki

Witajcie Kochani !!!

Ale jestem szczęśliwa, nawet nie macie pojęcia jak bardzo :D Takiej niespodzianki jaka czekała u mnie na blogu http://kreatywnybazarek.blogspot.com/  w życiu się nie spodziewałam.

W lutowym wyzwaniu królował krokus, ja zrobiłam go dwa razy, i moja druga praca najbardziej spodobała się Agatce.
Dostałam w nagrodę taki banerek, który już dumnie wisi w moim bocznym pasku


A  pracą która najwidoczniej zasłużyła na taki zaszczyt jest ta torebeczka z krokusikami-


Postanowiłam, że po niedzieli pokażę Wam jak taką torebeczkę zrobić.

Agatko z całego serca jeszcze raz Ci dziękuję.


A teraz jeszcze kilka słów o moim mężu- czyli tzw męskie placebo.

Już kiedyś Wam wspominałam, jakie On miewa przeróżne pomysły nudzić się z nim nie sposób, tym razem jednak to co zrobił nie było zamierzone, ale wywołało u mnie szczery śmiech aż do bólu brzucha.

Jak wiecie pracuje w Holandii, zawsze wracając tam zabiera ze sobą leki, głownie ja mu daję na przeziębienie, przeciwbólowe na żołądek itd.

Ale czasem coś tam sobie sam podbiera, i nazywa je po swojemu ..
Pamiętam jak kiedyś zadzwonił do mnie i mówi, ze właśnie skończyły mu się te NIEBIESKIE tabletki, i że jak on sobie bez nich poradzi zanim do domu wróci, bo te RÓŻOWE to ma, ale są słabsze...
Ja wiedziałam co on ma na myśli, ale jego współlokatorzy wyli ze śmiechu tak, ze i ja w końcu jak dotarł do mnie sens słów w taki sposób w jaki oni je odebrali,  nie mogłam się nie śmiać do łez.

Oczywiście miał na myśli Ibuprom i Nurofen ...

No i wracając do ostatnich wydarzeń.(napiszę w formie dialogu miedzy nami, będzie łatwiej).
.Dzwoni i mówi-

- Wiesz, Alfred powiedział, że masz podać nazwę tych twoich tabletek na ból nóg, bo mu dałem, i mu zaraz przeszło, i powie żeby mu takie kupili i wysłali.

~ Jakich moich leków???

No wziąłem sobie z domu twoje tabletki na ból nóg.

Ja nie mam w domu tabletek na ból nóg tylko maść.

- Masz, chyba je trzeba trzymać w lodówce.

W lodówce trzymam leki na serce.

- Masz, takie są jak ziemniak

~ Jaki ziemniak?? Takich nie mam tabletek przeciwbólowych, nie ma w ogóle takich tabletek.

- Masz takie w zielonym pudełku i mają kolor ziemniaka albo kiwi, i mu dałem i zaraz mu pomogło, i są bardzo dobre i mocne, i trzeba takich więcej  kupić.

I w tym momencie mnie olśniło,owszem mam jedne takie tabletki, w takim kolorze,...
mój mąż leczył kolegę niczym innym jak  Xenną Extra....

Na ból nóg nigdy jej nie stosowałam, daję Wam słowo ;) 

wtorek, 20 października 2015

Przez żołądek do serca...

Witam Miłe Panie :)

Miałam tyle napisać, a teraz nie wiem w sumie co. taki mętlik w głowie, dopiero wróciłam z zastrzyku, leki mnie otępiają, i ciągle śpię. A tyle mam do zrobienia, i wszystko to robię w przerwach miedzy drzemkami, więc wszystko trwa tak strasznie długo. Miałam też inne plany, a znów się posypało. Nie pierwszy raz, więc jak mawiała babcia Pawlakowa z "Samych swoich" -
 Był czas przywyknąć przecież...

Pewnie ten post będzie bardzo chaotyczny więc wybaczcie.

Po pierwsze w PoloMarkecie były takie super malutkie dynie do kupienia, skoro moje smakowały ślimakom, i nie został nawet najmniejszy badylek, to kupiłam ... i zrobiłam sobie a właściwie to nic nie zrobiłam, tylko postawiłam i stoją jako dekoracja.


Przy okazji chciałabym też pokazać całość upominku który poleciał do Danusi, bo nie przyszło mi do głowy, żeby pokazać wszystko, a chyba większość z Was pokazuje całość.


No i teraz.. mąż mnie chyba zabije...

Kupiłam sobie "ciut" drobiazgów. Najpierw duperelki do robótek-


Później kilka wstążeczek-


I jeszcze coś takiego-

W tym worku jest parafina. Były też kupione olejki zapachowe, barwniki i żel parafinowy oraz dwie foremki na świeczki ale juz do zdjęcia nie zostało mi to udostępnione przez dzieci. 
Z parafiny powstały juz pierwsze dzieła moich córek-


No i nie pamiętam juz kiedy, ale na pewno w trakcie robienia zapasów na zimę, pisałam Wam, ze jesli nei kupię w tym roku beczki kapusty kisiła nie będę, no więc będę, a nawet juz ukisiłam-

kupiłam bowiem beczkę i tłuczek odpowiedniej długości, do tego 50 kilo kapusty, ze o marchewce nie wspomnę-


tak, że  kiedy pisałam, ze mam pracę w kuchni, to chodziło mi własnie o wsadzanie kapusty w beczkę.
Tutaj w trakcie ubijania


a tutaj już gotowa - czyli wpakowana cała do beczki i kisi się, wczoraj ją już pierwszy raz odgazowywałam


A jakby mi jeszcze było mało to kupiłam malutki garnuszek kamionkowy, będę kisiła barszcz lub żurek, zimą bardzo lubimy czasem żeby się napić coś ciepłego, będzie jak znalazł, ale jeszcze nie udało mi się z niego skorzystać :(


Piękny jest prawda???

Tak więc jak widzicie, poszalałam, rachunki wywaliłam, ale konto bankowe nie okłamie, więc teraz kombinuję jak tego mojego Adriana odwieźć od morderstwa na mojej osobie, co poniekąd byłoby słuszne i uzasadnione...ale jakie by to jego życie było beze mnie ;)??

Adrian lubi jeść, więc trzeba to wykorzystać, a co za tym idzie trafić przez żołądek do serca...

A co lubi jeść?? Wiadomo jak to każdy Ślązak- kluski śląskie, rolady i modrą kapustę.

I tak sobie zaplanowałam i co?? No i nic. Bo planowałam to na sobotę a okazało się, ze Adrian wraca dzisiaj. Nie to, ze się nie ciesze, ale w razie gdybym się długo nie odzywała, to wiecie Kogo za brak mojej obecności winić ;)

A tak poważnie, to dobrze, ze wraca kilka dni wcześniej.
Jak ja mu nie zrobię śląskiego dania, to Klaudynka zrobi mu chińskie-



Robiła ostatnio specjalnie, żeby moja mama spróbowała, ma wyprawić uroczystość, i zastanawiała się nad jakimś ciepłym daniem, szczęśliwie przypadło jej do gustu i trafiło w kubki smakowe, a to już ogromny sukces, bo moja mama szalenie jest wybredna. 

No i minęło południe, od godziny 9 rano tkwię nad laptopem ( z przerwami niezamierzonymi) ...pobiłam własny rekord w pisaniu posta ...
Miałam jeszcze pokazać kilka drobiazgów które jakimś cudem zrobiłam w ostatnich dniach, ale ja juz jestem znudzona tym pisaniem, Wy czytaniem i oglądaniem, więc chyba czas iść wziąć leki, zanim ciśnienie rozsadzi mi żyły i krew poleci uszami. Takie makabryczne wizje mam od niedzieli >

Jak mi się uda, to w czasie większej przytomności umysłu po komentuję Wasze blogi, ale jeśli mi się to nie uda, to nadrobię przy bardziej sprzyjających okolicznościach.
Buziaczki, papapa !!!


piątek, 2 października 2015

Szybki pościk...

Jak szybko to szybko :D

Witam Was bardzo serdecznie i weekendowo !!!

Drzewo rozdysponowałam prawie w 100% więc zanim mróz pozbawi mnie pięknego widoku w ogrodzie, i nie będzie trzeba sprzątać przemarzniętych badyli mam chwilę czasu na inne przyjemności.

Dzisiaj pięknie świeciło słoneczko, więc jeszcze uchwyciłam na zdjęciach kwiaty które sprawiają, ze nie czuję jeszcze tej jesieni. Niektóre kwitną drugi raz, i nie wiem czy bardziej się z tego cieszyć, czy jednak martwić.

Hafciku ciut  przybyło, ale maleńko...Obiecałam sobie do niedzieli skończyć, ja się tego będę trzymała, ale życie czasem decyduje, więc staram się aż tak nie przywiązywać do planów.


Jeszcze mix moich osobistych ogrodowych kolorków ;)


Ten ostatni pojedynczy kwiat Malwy na tle błękitu pienie się prezentuje prawda?? Kocham to zdjęcie

A teraz pędzę się zapisać na Cykliczne kolorki u Danutki :)

Zostawiam pozdrowienia, i Tym którzy jeszcze zajrzą przed snem- Miłej Nocki :*


środa, 23 września 2015

Naiwność a może głupota...

Witam serdecznie. Dzisiejszy post planowałam napisać w niedzielę, ale mi się zeszło...

Tytuł jaki dzisiejszej notce na blogu nadałam może się wydawać dziwny, ale jak napiszę...zrozumiecie ;)

Całą ta historyjka zadziała się dzięki, a może przez mojego męża.

Że On miewa dziwne pomysły,  wypaczone poczucie humoru, to wiem o tym doskonale, koloryzuje fakty, czasem wymyśla nowe. Sama niekiedy dałam się nabrać, ale chwila zastanowienia, i moje myśli wracały na właściwy tor rozumowania, i co najwyżej się uśmiechałam pobłażliwie.

Będąc tam w Holandii nie jedną historyjką uraczył współpracowników, i to nie tylko tych polskiego pochodzenia. Zawsze mnie dziwiło, ze mu wierzą, ale to co się wydarzyło ostatnio przebiło wszystko  co mógł kiedykolwiek wymyślić, i w co mu kiedykolwiek ktoś uwierzył.

Adrian (mój mąż) pracuje przy produkcji materacy między innymi. Pracują tam też panie które szyją na te materace powłoczki. Mają nici na szpulach. Adrian jedną taką szpulę kiedyś mi przywiózł, jeszcze z nićmi, a niedawno dowiedziałam się, ze  są bardzo dobre jako rączki przy produkcji bukietów, bo bardzo kształtem przypominają mikrofony florystyczne.

Więc tak w trakcie rozmowy z nim kiedyś wspomniałam, ze jeśli by taką szpulę znalazł, pustą, bo nici mi nie potrzebne mógłby mi przywieźć.
 Zanim dokończyłam zdanie, on już pobiegł do owych Pań i powiedział, ze potrzebuje takie pozostałości po niciach.

Miłe panie obiecały uzbierać i mu dać. I uzbierały, dostałam 6 takich "rączek" ...
Niestety przekazując mu uzbierany dla mnie łup zapytały po co mu to w ogóle. Adrian jak to Adrian.
Zamiast normalnie powiedzieć co z tego bedę robiła, odpowiedział im, ze bedzie sobie robił kiełbasę, i właśnie w te tuby będzie nakładał mięso, na chudym trzonku będzie flak i w ten sposób będzie miał właśną wędlinę
Powiedział, zabrał szpule, wrócił do domu, jak wiecie zajął się remontem...i wyjechał...
Rozmawiam ja sobie z nim spokojnie po jego wyjeździe na skype, jak tam w pracy itd a tutaj nagle ktoś do niego przyszedł... Nie rozłączył się, więc byłam świadkiem całej rozmowy...

Otóż do mojego męża, przyjechały zapłakane koleżanki, i wyrażając zadowolenie z faktu, że wreszcie wrócił, dodały, że czekają na niego juz tak długo, bo on im do końca nie wyjaśnił jak się tą kiełbasę robi, i w sumie zmarnowały juz 5kg miesa...

Nie muszę chyba pisać, co w tamtym momencie poczułam, nie wiedziałam śmiać się czy płakać, co o nich myśleć, bo czegoś tak głupiego już na prawdę dawno nie słyszałam. Nie wiem czy autentycznie takie głupie, by uwierzyć w pierwszą lepszą wypowiedzianą przez faceta bajeczkę, czy tak naiwnie łatwowierne?
A Może jedno i drugie?? Do dzisiaj się zastanawiam. One zaś podobno są bardzo obrażone, i nigdy już ani jednej szpulki nie dostanę ;) I reasumując przez mojego męża ja jestem stratna w materiałach do bukietów, a panie nie zjedzą własnej kiełbaski, nie wspominając o straconych 5 kilogramach kulek szynkowych  :D


Zmieniając temat chciałam wspomnieć, że drobiazgi ode mnie poleciały na aukcję

Dla Kacperka

Wysłałam  tylko kilka drobiazgów


Te drobiazgi pokazywałam już wcześniej. Tak na szybko dorobiłam tylko spinkę-kokardkę


Żałuję tylko że to wszystko zostało wystawione razem, i szczerze wątpię czy znajdą się chętni :(

Mam Wam też do pokazania moje inne dzieło, takie dla mnie, ale nie będę Was dzisiaj zamęczała już. 
Znikam do jutra... Dziękuję za odwiedzinki, za komentarze jeszcze bardziej dziękuję. 

Pozdrawiam !!!


wtorek, 8 września 2015

Odrobina optymizmu :)



Po poprzednim smutnym poście, mam lepsze wieści (jeszcze boję się napisać, ze wspaniałe).

Czipsa chyba wraca do zdrowia. W każdym razie nerki pracują, nie wiadomo jeszcze co z jelitami.
Dzisiaj stanęła już na łapki i wieczorem nawet wyszła na 3 minutowy spacer w swoim ubranku :D
Pije i nawet troszkę je co ogromnie cieszy. Rana pooperacyjna się goi...


Jutro kolejna dawka zastrzyków i kroplówka, i dowiemy się co dalej.

Dzisiaj po powrocie od weterynarza czekała mnie również inna bardzo miła niespodzianka, którą sprawiła mi Iza :D

Izunia bardzo Ci dziękuję, ze pomyślałaś o mnie, i zrobiłaś tak wspaniałą karteczkę na urodziny :)


Piękna i jak smakowicie wygląda, prawda??

Iza jeszcze raz bardzo Ci dziękuje :*


Zostały mi też do pokazania moje kolejne zapasy na zimę, teraz chyba tylko buraczki, potem kapusta mi została , a może jeszcze pomidorki, a może jeszcze coś... kto wie ;)

Fasolka szparagowa na zimę...ale nie tylko, bo zawsze połowę, no może mniej niż połowę zjadają zanim powkładam do słoiczków. Tak, ze dobra na zimno, na ciepło, na świeżo i ze słoików- jednym słowem uniwersalna.
Przepis znalazłam kiedyś wśród przepisów internetowych, ale dzisiaj już nie pamiętam gdzie był :(

Ja nie lubię fasoli, ale dzieci mówią, ze smakuje podobnie do ryby po grecku, więc taka alternatywa dla osób które nie przepadają za rybami.


Przepis na ta fasolkę dorzuciłam tutaj

Zrobiłam jeszcze ok 30 słoików korniszonów, bo wydawało mi się, że zrobiłam ich w tym roku mało :(- i chyba jest mało


A resztę ogórków wrzuciłam do glinianego garnka i się kiszą. Część przeniosę do słoików, większe zetrę na przecier.


Chyba tych kulinarnych postów macie też dosyć, więc jutro pokaże coś bardziej ... robótkowego.

Zostawiam pozdrowienia i znikam na Wasze blogi, nadrobić trochę zaległości ;) 
Buziaczki :*





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...