Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pudełka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pudełka. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lutego 2017

Bombardowanie z podglądem na złocisze

Dobry wieczór.

Niedługo kończy się termin wrzucania prac biorących udział w Kreatywnym Bombardowaniu pudełek z okienkami,a ja grzebałam się jak mucha w smole i ciągle powtarzałam ,że zdążę .
 Jest jeszcze kilka dni ,aby uporać się z zadaniem ,więc kto chętny zapraszam serdecznie do zabawy.



Muszę Wam powiedzieć ,że ostatnio  "zamakramowałam"się na amen .
Mogłabym godzinami plątać sznureczki i uczyć się innych wzorów.
Jak tylko mam wolną chwilkę poddaję się tej makramowej przygodzie ,a skoro sprawia mi to przyjemność,to plotę i nie przestaję.
 Inne prace poszły w odstawkę i czekają na swoją porę.
Jejciu miało być o bombardowaniu, a ja o supełkowaniu Wam tu nadaję .
Ale,ale ma to związek z moją pracą .
Zacznę najpierw od tego co powstało pierwsze.
"Naumiałam" się robić  makramowego "cwieta"(choć nie będzie to pierwszy jaki zrobiłam ,ale o tym innym razem )
Powiem Wam ,że popróbowałam zabawy  z włóczką .
Wytaszczyłam z dna szafy wszystkie włóczki jakie posiadam w kolorach beżowo-brązowych i powstał taki rodzynek .
Fotki jeszcze przed odcięciem zwisającyh końcówek 





Wydawało mi się ,że potrafię w miarę  szybko plątać  sznureczki,ale jak tak supełkowałam to czas gnał i pędził jak szalony,że w końcu się wkurzyłam i zmierzyłam ile minut mi to zajmuje.
Wyszło,że na jeden płatek kwiatka  schodzi mi ok 23 min .
A może już jestem taka powolna ?
Kochani  druga strona kwiatka też jest bardzo ciekawa, wychodzi taka fajna gwiazdka .




Zaczęłam od makramy, bo ona znajdzie się na pudełku jakie zbombardowałam. 
A do jego budowy użyłam 4 opakowania z okienkami po przyprawach 
Na zdjęciu już po wycięciu przednich ścianek .
Wykorzystałam ich drugą stronę ,czyli tą biała.


Okienka zostały podklejone folią i następnie zbudowałam z nich kartonik.
Chwilę myślałam co dalej  z tym  zrobić ,aby było przydatne i nie szło na dno szuflady.
No i wymyśliłam .
U Hubki  w zabawie mamy słoiki ,w których gromadzimy kasę na znaczki.
Jest jeden mały szkopuł z tymi słoiczkami ,łatwo  z nich wyjąć lub pożyczyć drobniaki .
No i tak już się złożyło,że syn potrzebował kilka zł ,więc się pożyczyło drobniaki haha:)
Tylko ciekawe kto odda?
Oczywiście u Ewy w zabawie nadal będzie rządził ten słoik .

Natomiast z przyprawowych okienek powstała skarbonka z podglądem na kasiorkę ,w której będę zbierać złocisze na przydaśki.
Obiecałam sobie ,że za każdą zrobioną  pracę ,jaką pokażę na blogu wpadnie do skarbonki  5 zł.
Zatem trzymam za siebie  kciuki,abym tworzyła częściej. 
Podgląd na forsę będzie przez te okienka i to z każdej strony.
Co by tu jeszcze dodać .
Acha,szkoda było wyrzucać odcięte kawałki włóczki od tego kwiatuszka,więc trochę przykleiłam do pudełka ,będą udawać frędzelki.
Kwiatek dostał dwa liście makramowe,a pudełko okleiłam tapetami od Ani T,reszta to pasmanteryjne zdobycze.










 Kochani na koniec  przypominam o  Candy bez okazji .
Dziękuję za papuzie prace,które  już się pojawiły u Stefana.
Moja też już powstała,ale muszę obfocić ,a bez dobrej żarówki kiepska sprawa,nie ma żadnego efektu,sprawdzałam .Na razie poczekam na słoneczko.

Myślę ,że na dziś wystarczy ,nie mam jakoś weny na pisanie,nawet nie biorę się za komentowanie ,bo jakoś słabo mi to idzie.Nadrobię jak już ochota przyjdzie.

Do zaśki pracusie :)




środa, 2 listopada 2016

Listopadowe Dębowiaczki

Witajcie 
W tym miesiącu w Cyklicznych Kolorkach mamy temat bardzo przyjemny ,kolorki przyzwoite, a inspiracje cudowne.
Cóż chcieć więcej w tym deszczowym listopadzie?
Zabrałam się ostro do pracy ,aby mieć jedną zabawę z głowy.
A ,że zaczęłam od swojej to chyba się chwali haha,może dam przykład innym i zachęcę tych co się zastanawiają nad wzięciem udziału.
Fakt ,temat znałam kilka dni wcześniej,więc mogłam już cosik zacząć działać.




Mój Dębowiaczek powstał z takiego dosyć sztywnego pudełka o rozmiarach 15x15cm,czyli nie za duże ,nie za małe,takie w sam raz na jesienne orzeszki.
Ostatnio mało miałam zapału do robótkowania,ale jak tylko poczułam zapach gorącego kleju,od razu chęci zaczęły powracać .
To jest coś podobne do tego jak ma moja Karolcia ,gdy poczuje zapach złotej farby ,to na myśl przychodzą jej święta bożonarodzeniowe.W sumie mam też podobnie ,bo z reguły tylko w tym okresie używam takiej farby.
Wracając do tematu najpierw owe pudełeczko popsikałam złotą farbą ,a potem jak wyschło dno wyłożyłam  złotą tekturką.
Następnie czekało mnie przyklejanie suszonych owoców. 
Jeśli chodzi o klejenie pistoletem jestem perfekcjonistką i nie lubię jak mi gdzieś klej wystaje czy jest widoczny brr.
Tak już mam, muszę zalepić każdą najmniejsza szparkę ,gdzie widać choć troszkę kleju.Tam gdzie się nie dało go zatuszować ,malowałam pędzelkiem na złoto.
To tak na marginesie oczywiście .
Zatem mozolnie oklejałam mojego Dębowiaczka żołędziamy i czapeczkami,suszoną dziką różą,anyżem ,szyszkami modrzewia i złotymi makóweczkami.
Na samym końcu, aby praca nabrała blasku spryskałam całość lakierem .




Czyli kolorki dozwolone w zabawie wykorzystałam w 100%
Są jasne brązy,beże,jest złoto i minimalny dodatek innych kolorów. 




A tak już wygląda Dębowiaczek z orzechami ,bo takie jest jego przeznaczenie.


Ale kiedy będzie bliżej świąt ,moje pudełeczko wystroję odświętnie i będzie pełnić rolę stroika.











I jak Wam się podoba mój Dębowiaczek?
Teraz czekam na Wasze prace  i już ciekawość mnie zżera co ciekawego wymyślicie.

A na zakończenie chwalę się takim malutkim sukcesem .
Ostatnio przeprowadzono ze mną wywiad do gazety regionalnej Gniewkorama.
Ponad jedna strona poświęcona mojej pasji, piękne uczucie i wspaniała pamiątka na lata:)
Niestety nie zeskanuję całości, bo drukarka ciągle na L4 ,a tylko taką fotkę udało mi się zrobić.
Najważniejsze,że mam gazetkę,która już wylądowała w moich najcenniejszych pamiątkach. 



Do zaśki :)))




piątek, 30 września 2016

Wielkie bombardowanie po raz pierwszy



Heyka z rana.
Jak tam żyją moje mróweczki ?
Pomysły do nowej zabawy już się tworzą ,czy nadal jesteście daleko w lesie?

Ja już się uporałam z moim bombardowaniem pudełka i jako pierwsza ochotniczo zgłaszam się do zabawy.
Może u mnie aż tak wielkie bombardowanie się nie odbyło,ale pomału się rozkręcam .

Zacznę na początek od podlinkowanego banerka 

 Wielkie bombardowanie

Dziś będzie skromnie ,bez szaleństw, metamorfoza pudełka po takich oto słodkościach.


Miałam problem  z wyborem materiału,ale w końcu postawiłam na matariał w kropki i moją ukochaną jutę .
Guziczki wycięłam ze starej bluzki,fajne są bo obciągnięte czerwonym materiałem .
Z juty zrobiłam 3 kwiaty z guzikowymi środeczkami .
I teraz już kilka foteczek 









Aby w środku nie było nudno  dorobiłam jeszcze jednego kropkowanego kwiatka oraz  takie zawijaskowe przegródki 


Oczywiście kwiatek nie jest przyklejony i może wędrować do każdej przegródki lub wylądować zupełnie gdzie indziej np.na opasce dla małej dziewczynki.


A na co to pudełko?
Może być na koraliki,słodkości czy biżutki.




I tak wygląda moje bombardowanie .Jestem bardzo ciekawa co tam zrodzi się w Waszych główkach.
Jestem pewna ,że będzie to naprawdę wielkie bombardowanie,takie jakiego jeszcze na blogach nie było .

Gdyby ktoś miał ochotę przyłaczyć się do naszego bombardowania zapraszam serdecznie.
Im nas więcej tym lepiej,więcej inspiracji i pomysłów,a tego przecież nigdy dość.

A jutro pojawia się kolejny temat do Cyklicznych Kolorków,więc koniecznie zaglądajcie .
Postaram się wytrwać do północy, aby ogłosić następny temat.

Słonecznego weekendu Wam życzę :)
Korzystajcie z cudnej pogody jaka o tej porze roku nie często się zdarza.
Choć z drugiej strony chyba czas zacząć mocniej modlić się  o deszcz,bo u nas nie padało już ponad miesiąc:(


Do zaśki :)))



czwartek, 8 września 2016

Wrześniowe cętkowanie


Witajcie .
Po tytule posta widać,że dzisiejszy temat będzie bardzo drapieżny i lamparci, bo przygotowałam pracę na naszą cykliczną zabawę ,którą mam szczęście prowadzić już 3  rok z rzędu.
Wymyślając temat nie miałam pojęcia co zrobię ,bo z reguły zaczynam myśleć o tym jak już temat pojawi się na blogu.
Zdarzyło się może ze dwa-trzy razy ,że praca była od razu gotowa wraz z początkiem miesiąca ,a najczęściej mam tak jak Wy,czyli momentami zaskakuję samą siebie.
Kochani  po ilości prac pod naszym żabolem Stefkiem widzę, że temat do łatwych nie należy.
I O TO CHODZIŁO:)))))
Już widzę Wasze miny i zaciskanie pięści haha.Chyba muszę uważać, aby ktoraś mi czasem nie przyłożyła wirtualnie za to utrudnianie:)
Niestety tak to w życiu bywa,że ktoś musi być tym czarnym charakterkiem i zmuszać  te nasze mózgownice na wszystkie sposoby, aby powstały cudowne tworki.
Na usprawiedliwienie dodam,że nie jestem sama w tym utrudnianiu,bo jest wiele fajnych zabaw na blogach,gdzie można się wykazać wszelkimi talenciakami.

OK.
Czas powiedzieć kilka słów o tym co zrobiłam ,a na sam początek zaczynam od banerka  .


3 dni obmyślałam co tu wykonać, a potem 3 wieczory ślęczyłam nad tymi moimi cętkami.
Jakoś robota mi się na razie w rękach nie pali,jeśli idzie o sprawy rękodzielnicze,za to w przetworach uwijam się niczym mrówecza.
Ledwo co wróciłam z wakacyjnego wypadu to czekały na mnie śliwki ,pomidory i buraczki do przerobienia.
Pojawiła się też aronia,którą muszę koniecznie teraz  kupić, żeby nie wyszło  tak jak w zeszłym roku.

Dawno nie powstało u mnie żadne pudełeczko,więc w ruch poszło jedno poczekoladkowe .
Z cętkami było gorzej :(
Nie noszę ciuszków w takie motywy,ale za to lubię patrzeć na nie u innych .Do mnie to jakoś nie pasuje.
Najlepiej te wzorki wyglądają jednak na zwiarzakach drapieżnych typu lampart,gepard czy choćby ocelot.
Niestety kociaka nie zrobiłam ,bo postawiłam na coś praktycznego.

Dokopałam się jakiś cętek w szafie u mojej Karoli  i podprowadziłam kawałek nogawki .
Na szczęście od dawna w tych getrach nie chodzi,więc mogłam sobie poszaleć .
Papier ozdobny ,skórzasty w kolorze czarnym też się znalazł.
Do tego jakieś błyszczące kryształki,guzik,charmsy z zasobów biżutkowych i rzemyki . 
Tymi różnymi materiałami okleiłam pudełko po słodziutkich czekoladkach .
Materiał cętkowany  przykleiłam na wieczku  i w środku marszcząc go i  i podszczypując.

Tak sobie myślę,że  zamieszkają w nim moje ulubione bransoletki .




O drapieżnym charakterze pudełka mają świadczyć cętki,natomiast  o łagodnej jego stronie mówią  serduszka, koniczynka i podkowa na szczęście .











Na żywo to wszystko wygląda o wiele ciekawiej,jednak takie cętkowane prace ciężko się fotografuje.
Zdecydowanie wolę robić foteczki w plenerze niż w domu.

I to tyle na dziś .
Czekam ze Stefciem na Wasze cętkowane propozycje .

Pozdrawiam wszystkich cieplusieńko i do zobaczyska :)





niedziela, 17 stycznia 2016

Lekcja 8 makramy-warkocze


Dobry wieczór moi drodzy!

Jak to miło usiąść w niedzielny wieczór  i nie myśleć o tym ,że jutro moja droga młodzieży  musi iść do szkoły.Moje województwo ma to szczęście ,że jako pierwsi rozpoczęliśmy ferie zimowe .
Wiem , wiem ,potem będziemy zazdrościć innym ,ale póki co cieszę się chwilą obecną .
Wreszcie trochę odpocznę ,nadrobię blogowe zaległości i potrenuję nową technikę .

Na dworze jest mały ,przyjemny mrozik,a śniegu na razie nie ma ,a szkoda:(
Ale całe dwa tygodnie przed nami,może jeszcze coś popada,aby iść na górkę i najzwyczajniej w świecie pobawić się jak małe dziecko .
Kurcze ,nawet nie ma z czego ulepić bałwana ,a przecież nie ulepię go sobie z piasku w piaskownicy .
Ewentulanie można jeszcze wypróbować Anulkowy sposób na "bałwana" haha,ale chcąc uzyskać jego duże  rozmiary mogę nie zarobić na kokosy .
A śnieg dla wszystkich jest darmowy ,jednak wszechmocny tam u góry tak rządzi ,że zawsze jedni mają go za dużo a inni wcale.

Oj wystarczy tych głupotek,bo jak mi się włączają to końca nie ma .Muszę sama siebie przywoływać do porządku,aby nie schodzić na boczne tory.

Kochani dziś chcę pokazać co przygotowałam na wspólne nauki makramy u Joasi
W styczniu mamy uczyć się robić   warkocze.


U mnie odwieczny problem to sznurki.
Także jeśli mam już marudzić i narzekać to będą to one.
Jak nie za cienkie,to znów za grube,śliskie,sprężyste,sztywne itd .
Nie umiem dokładnie powiedzieć jakie powinny być .
Ale mogę podsumować ,którymi mnie robiło się najlepiej .

Moja pierwsza praca powstała w formie breloczka i była pleciona 6 sznurkami woskowanymi w 3 kolorach .
Jak dla mnie te były za sztywne ,nie czułam ich .Niby się układały ,ale nie tak jakbym tego sobie życzyła.

Dlatego złapałam za inne sznurki -satynowe z połyskiem ,takie jakie używałam już podczas nauki węzła józefinkowego KLIK.
W tym przypadku  było już lepiej ,jak dobrze się zacznie to potem leci już z górki .
W ten sposób powstała bransletka ,którą wyplotłam z 8 sznurków w 4 kolorach .

I nadal czułam niedosyt ,więc chodziłam po chałupie i myślałam tak długo ,aż wymyśliłam .
Wzięłam sznurki skręcane z połyskiem i je rozplotłam,uzykując z jednego kawałka 3 cieńsze.
I takimi sznurkami robiło mi się bardzo dobrze i szybciutko. Jednak ich mankament to zakończenie .
Trzeba się nieźle namordować ,aby potem te końcówki jakoś mądrze wykończyć i pochować ,aby się dalej nie pruły.
Takimi pojedynczymi sznurkami zrobiłam dwa prawie takie same paski.
Niby sploty te same,z takiej samej ilości sznurków ,ale jak już doskonale wiecie prawie czyni zawsze różnicę .
Wystarczyło od lewej strony pierwszy wiodący sznurek zamiast "nad" dawać  "pod" i już wychodziło nam ciut inaczej, niżbyśmy robili "nad".
Nie wiem czy kumacie o co chodzi,ale nasza Joasia z pewnością wie o czym mówię. 


Ponieważ samo zrobienie pasków trwało bardzo szybko ,to postanowiłam z nich zrobić jakiś użytek.Na biżuterię raczej się coś takiego nie nadaje,więc postanowiłam zrobić coś czego w każdym domu nigdy za dużo.
Dwie rolki po taśmie szerokiej skleiłam ze sobą ,okleiłam wew. i na zew. jutą ,dokleiłam dno i wyszło mi takie pudełeczko na cokolwiek .


Jak się dobrze wpatrzycie to będzie widać  ,że są to dwa wyplecione paski,  różniące się nie tylko kolorem 

Jeszcze wszystkie trzy prace razem i mam nadzieję ,że Joasia zadanie mi zaliczy .
bransoletka,recykling



A na zakończenie ślicznie dziękuję za ciepłe komentarze,odnośnie moje pracy caringowej.
Szczególnie jeden przypadł mi bardzo do gustu,a jest to wierszyk jaki ułożyła nasza kolorystka Małgosia.
Mam nadzieję Gosiu ,że pozwolisz ,abym go w moim poście umieściła,żeby inni też mogli sobie poczytać jak świetnie Ci to wyszło.

W carwingowej zabawie królują zwierzaki,
Piszczyki, Chrumcie i inne cudaki.
Stefania na pewno wolałaby pana,
ale żadna baba nie weźmie bałwana?!
Cwaniara ma w nosie ma takiego pana,
któremu spod gatek wypływa śmietana?!
A na dodatek Feluś bojaźliwy,
bo ma gały tak wielkie, jak dojrzałe śliwy.
A po tym skoku z tej malutkiej górki,
biedaczysko zaraz dostał gęsiej skórki?!
I ruszył niedojda na podbój świata,
myśląc że u Stefci poczeka do lata.
Liczył, że Stefania nim się zauroczy
i od razu w ramiona Felusiowe wskoczy.
Ale Stefania to mądra kobita,
jest powściągliwa i w ,,ciemię nie bita”.
Poczeka więc sobie na mena lepszego, 
z ,,komórą i furą”, czyli bogatego. 
No nie chce Stefania takiego,,Małysza”,
bo go pożre Wielka Chrumcia
lub wypłoszy mała mysza?!
Nie dla niej to kandydat w marchewkowym kapeluszu,
a na dodatek głuchy, bo nie widać mu uszu?
Więc niech turla się smutas z tej jabłkowej górki,
bo już sypią się z niego kokosowe wiórki.
Zresztą, nie dla niego w zwierzyńcu ,,lachony”
bo Chrumcia czy Piszczka, to nie materiał na żony?
Chrumcia za wielka, Piszczka za piskliwa,
a Stefania choć dorosła, to jeszcze cnotliwa.
Wracaj lepiej Feluś do swojej ,,stwórczyni”,
bo na Twój widok każda z nas się ślini.
Monitory się psują, bo od rana zaplute,
a szynkowe ,,dziewoje” są już dawno zepsute... 
Teraz powiem Ci Felek, tak na pożegnanie,
że po konsumpcji Chrumci, Piszczki i Ciebie, 
nie tylko Stefania będzie miała wielkie s....e!
Amen;)

Nic dodać ,nic ująć ,zdolniacha z tej naszej Gosieńki ,że hoho:)


A teraz już mówię Wam dobrej nocki:)