Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rudnicka Olga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rudnicka Olga. Pokaż wszystkie posty

6 stycznia 2015

Cichy wielbiciel - Olga Rudnicka


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 440

Zaczyna się całkiem niewinnie. Najpierw dostajesz smsy lub maile od nieznajomego, który daje ci do zrozumienia, że zauroczył się twoją osobą. Później kurier przynosi kwiaty lub inne drobne upominki. Darczyńca nadal pozostaje anonimowy, ale ty czujesz, że coraz bardziej zależy mu na kontakcie. Jesteś albo mile zaintrygowana niespodziewanym zainteresowaniem, albo zirytowana niechcianą uwagą, ale tak naprawdę to nie ma znaczenia, bo dla stalkera twoje uczucia się nie liczą. Szybko orientujesz się, że z dnia na dzień cała sytuacja robi się coraz bardziej uciążliwa i poważna. Codziennie dostajesz kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt telefonów lub wiadomości z wyznaniami miłosnymi od nieznajomego. Tajemniczy on zna nie tylko twój numer telefonu, miejsce pracy i domowy adres, ale wie, kim są twoi bliscy, współpracownicy, sąsiedzi itd. Wie, w co byłaś ubrana danego dnia, co jadłaś na obiad, jaką kupiłaś książkę. 

Każdego dnia osacza cię bardziej i bardziej, a ty czujesz, że powoli tracisz kontrolę nad własnym życiem, bo nieustannie zastanawiasz się czy znów zadzwoni, czy dziś też będzie czekał na ciebie po pracy albo wystawał pod domem, krzycząc, że ranisz go swoją obojętnością, a przecież on cię kocha i wie, że jesteście dla siebie stworzeni. Nieważne, że niczego mu nie obiecywałaś, nie flirtowałaś i w żaden inny sposób nie zachęcałaś do kontaktu, a może nawet nigdy wcześniej go nie widziałaś. Prześladowca nie przyjmuje tego do wiadomości. Dlaczego wybrał właśnie ciebie? Tego się raczej nie dowiesz, bo dręczyciel nie myśli racjonalnie. Stalking może dotknąć każdego z nas lub naszych bliskich. Jesteś mężczyzną i myślisz, że ciebie to nie dotyczy? Mylisz się. Uporczywe nagabywanie trzy razy częściej spotyka kobiety niż mężczyzn, ale to nie znaczy, że możesz czuć się bezpiecznie.

Wybaczcie przydługi wstęp, ale chciałam, żebyście na chwilę weszli w skórę głównej bohaterki powieści Cichy wielbiciel. Przed Julią Rogacką przyszłość jawi się w jasnych barwach. Dziewczyna niedawno skończyła studia, znalazła dobrą pracę, ma kochającego partnera oraz grono sprawdzonych przyjaciół i nie spodziewa się, że jedno przypadkowe spotkanie zmieni jej życie w koszmar. Niestety pewien mężczyzna zaczyna ją nagabywać, ponieważ wmówił sobie, że Julia jest jedyną kobietą, z którą może być szczęśliwy. Nie będę opisywać, co konkretnie robi prześladowca, bo myślę, że dzięki pierwszym akapitom zyskaliście pewien obraz chwytów, jakimi zazwyczaj posługuje się taki człowiek. Ponadto od konkretnych przykładów dręczenia istotniejsza jest charakterystyka zmieniającej się psychiki osoby będącej ofiarą takich działań. Zjawisko określane mianem stalkingu, czyli obsesyjnego dążenia do utrzymywania kontaktu, naprzykrzania się obcej osobie oraz prześladowania uporczywymi zachowaniami, często bywa lekceważone, a nawet wyśmiewane, mimo że od trzech lat jest w Polsce przestępstwem karanym kilkuletnim pobytem w więzieniu. Olga Rudnicka wprowadziła ten trudny temat do swojej powieści, czyniąc z niej niezwykle zajmującą historię, zawierającą pogłębioną analizę psychiki zarówno ofiary i jej najbliższych, jak i samego prześladowcy. 

W moim odczuciu książka posiada dwie ogromne zalety, które sprawiają, że z czystym sumieniem mogę ją każdemu polecić. Po pierwsze, autorka stworzyła opowieść na wskroś wiarygodną i odpowiadającą polskiej rzeczywistości, a po drugie, genialnie przedstawiła jak pod wpływem działań dręczyciela zmienia się życie jego ofiary. O tym, że istnieje coś takiego jak stalking dowiedziałam się kilka lat temu, czytając artykuł poświęcony kobietom prześladowanym przez zupełnie obcych mężczyzn. Wówczas zrozumiałam, że naprzykrzająca się osoba jest nie tylko uciążliwa i niebezpieczna, ale również wytrwała, cierpliwa oraz przekonana, że w końcu osiągnie swój cel. Przeraziło mnie takie zachowanie i świadomość, że każdy może paść ofiarą stalkera, ale dopiero teraz, po przeczytaniu Cichego wielbiciela, zrozumiałam, jakim piekłem staje się życie, kiedy ktoś dzień po dniu nas osacza, a my nie wiemy jak temu przeciwdziałać. Rudnicka sprawiła, iż bez najmniejszych problemów wczułam się w sytuację Julii i z rosnącym napięciem obserwowałam jak ta radosna, pozytywnie nastawiona do świata dziewczyna, zmienia się stopniowo w otępiałą, przygnębioną oraz wypraną z emocji osobę, która w niczym nie przypomina dawnej siebie. Może ktoś z was pomyśli, że to przesada, bo przecież wystarczy nie przejmować się zachowaniami natręta i po prostu go ignorować, to w końcu się znudzi. Cóż, dużo łatwiej jest tak powiedzieć niż zrobić, a na dodatek nie ma gwarancji, że obojętność poskutkuje. Stalker nie postępuje jak zwyczajny człowiek, co świetnie zostało przedstawione w tej książce. On doskonale wie jak uprzykrzyć życie, jak zniszczyć opinię wśród sąsiadów, jak zatruć swoją ofiarę do tego stopnia, że to ona zaczyna czuć się winna.

Duże brawa należą się pisarce także za ukazanie jak problem narasta przez kilkanaście miesięcy. Domyślam, że nie było to łatwe zadanie, ponieważ autorka musiała jednocześnie utrzymać uwagę czytelnika i dobitnie zaznaczyć, że cała sprawa ciągnie się od bardzo dawna. Jednak Rudnicka doskonale sobie z tym poradziła, dzięki czemu, czytając o nieprzyjemnych zdarzeniach dotykających bohaterkę, bez trudu mogłam sobie wyobrazić, co ona czuje oraz jak odbiera kolejne przejawy niepokojenia trwające najpierw tygodniami, a później już miesiącami. Jeśli chodzi o zdemaskowanie tożsamości natręta, to sądzę, że uważny czytelnik szybko domyśli się, kto jest stalkerem. Jednak rozwiązanie zagadki nie wpływa negatywnie na odbiór powieści, ponieważ w Cichym wielbicielu nie jest ważne, kto prześladuje młodą kobietę, ale dlaczego to robi i do jakich środków się ucieka. Jedynym zastrzeżeniem, jakie mam do tej historii jest zbyt mało zdecydowane i asertywne działanie Julii. Przede wszystkim bohaterka powinna domyślić się, kim jest dręczyciel oraz wykazać się większym zaufaniem w stosunku do najbliższych. Z drugiej jednak strony człowiek miesiącami nagabywany i obserwowany staje się zupełnie inną osobą, więc rozumiem, że w całej sytuacji cierpi również rodzina ofiary. 

Zakończenie tej historii w moich oczach uchodzi za idealnie dostosowane do naszej rzeczywistości. Cichy wielbiciel nie kończy się w spektakularny sposób, ale uważam, że to zaleta, ponieważ opisane wydarzenia są wiarygodne od początku aż do finału. Ponadto ostatnie strony nie są wolne od aury niepokoju i niepewności, więc o nudzie nie może być mowy. Bardzo się cieszę, że Olga Rudnicka pokazała drugą, poważniejszą stronę swojej twórczości. Czytałam kilka jej powieści, które nazywam kryminałami na wesoło i niestety zbyt wielkiego wrażenia na mnie nie wywarły. Natomiast Cichy wielbiciel to dopracowana, przemyślana i pożyteczna opowieść, mogąca stanowić źródło wiedzy dla każdego, kto zmaga się ze stalkingiem lub zwyczajnie, jest zainteresowany tym tematem. 

Ocena: 5.5 / 6

Recenzje innych powieści Olgi Rudnickiej:

Cykl Martwe Jezioro

1. Martwe Jezioro

Cykl Zacisze 13

2. Zacisze 13: Powrót

2 sierpnia 2013

Zacisze 13 - Olga Rudnicka


Wydawnictwo: Prószyński Media
Liczba stron: 264

Kiedyś wspominałam już, że nie przepadam za tak zwanymi kryminałami na wesoło. Nie przekonują mnie bohaterki cechujące się skłonnością do histerii oraz lubujące się w wymyślaniu absurdalnych teorii spiskowych. Perypetie takich postaci zamiast śmiechu wywołują we mnie frustrację, ponieważ nie potrafię spokojnie czytać o absurdalnych i bezsensownych działaniach poszczególnych bohaterów czy też o zupełnie nieprawdopodobnych zbiegach okoliczności. Ale od każdej reguły jest wyjątek, więc nawet ja czasami próbuję przekonać się do literatury, która na co dzień mojego uznania nie znajduje. Parę lat temu w wyniku takiej próby polubienia historii kryminalnej na wesoło, natknęłam się na debiutancką powieść Olgi Rudnickiej, pt. Martwe jezioro. Ze zdziwieniem odnotowałam, że całkiem dobrze bawiłam się w trakcie czytania tej książki, mimo że właściwie niczym charakterystycznym się nie wyróżnia. Później przyszedł czas na poznanie kontynuacji, noszącej osobliwy tytuł Czy ten rudy kot to pies?, która także zapewniła mi potrzebną dawkę relaksu i odprężenia. Od tamtej pory z sympatią patrzę na sklepowe półki wypełnione powieściami Rudnickiej i od czasu do czasu postanawiam przenieść się do rzeczywistości rodem z kryminalnej komedii omyłek.

Marta Żywek ma powody ku temu, by swoją przeszłość starannie ukrywać przed innymi. Mimo że w Śremie mieszka już od dwóch lat, to nie utrzymuje kontaktów z nikim poza koleżanką z pracy. Kobieta ceni sobie anonimowość, ciszę i spokój, dlatego z chęcią poddaje się codziennej rutynie, wyznaczonej przez godziny pracy oraz plan spacerów z psem. Niestety pewnego dnia z trudem wypracowana równowaga zostaje zachwiana, gdy Marta znajduje w ogrodzie zwłoki. Bohaterka nie ma zamiaru informować policji, że na terenie jej posesji leży martwy mężczyzna, więc nie pozostaje jej nic innego jak pozbyć się ciała na własną rękę. Samo ukrycie trupa stanowi nie lada wyzwanie, a Marta musi sprostać jeszcze wielu innym osobliwymi zadaniom, wśród których wymienić należy wymknięcie się z rąk bandytów, poznanie tożsamości denata oraz spotkanie ze znienawidzonym były mężem.

Zapewne większość z Was domyśla się, że recenzowanej dzisiaj powieści nie należy brać na poważnie. Wydarzenia wykreowane przez Olgę Rudnicką z pewnością nie mogłyby mieć miejsca w rzeczywistości, więc przed rozpoczęciem lektury dobrze wiedzieć, że w tej książce jedna nieprawdopodobna sytuacja goni drugą i próżno szukać logicznej motywacji czy dojrzałości w postępowaniu bohaterów. Zamiast tego można liczyć na bardzo dynamiczną akcję, zapewniającą kilka godzin rozrywki. Nie było momentu, w którym poczułabym się znużona historią opisaną w Zaciszu 13, co uważam za duży plus, ponieważ podobne opowieści raczej nie przykuwają mojej uwagi na dłużej. Olga Rudnicka zadbała o to, żeby historia obfitowała w wiele osobliwych zdarzeń. Czytelnik staje się świadkiem licznych napaści i prób włamania, spotkań oko w oko z groźnymi przestępcami, a także reakcji na odnalezienie zwłok w przydomowym ogródku. Tak szybko rozwijająca się akcja sprawiła, że książkę przeczytałam w kilka godzin, jest to więc odpowiednia lektura na leniwy, wakacyjny dzień.

Zacisze 13 nie dostarcza ogromu emocji, poczynania bohaterów śledziłam z zainteresowaniem, ale bez przymusu natychmiastowego dowiedzenia się, co będzie dalej. Na okładce napisano, że jest to „niezwykle zaskakująca czarna komedia z wątkiem kryminalnym”. Wątek kryminalny jest, elementy komedii również, ale o jakimkolwiek zaskoczeniu nie może być mowy. Intrygę można przejrzeć jeszcze przed połową powieści, mimo że autorka w kilku miejscach stara się ją skomplikować lub przedstawić wyjaśnienie, mające być dla czytelnika niespodzianką. Nie uważam, żeby przewidywalność była dużym minusem w przypadku tego typu powieści, ale jednak miło byłoby, gdyby pojawiła się nuta zaskoczenia. Pochwalę natomiast zakończenie, które rozbudza chęć poznania dalszych losów bohaterów, urywając historię w idealnym momencie. Z jednej strony niemal wszystkie wątki zostały już na końcu zamknięte, ale z drugiej jest jeszcze jedna sprawa, która zapewne znalazła rozwinięcie w kontynuacji.
 
Bohaterowie Zacisza 13 nie odznaczają się szczególnie zapadającymi w pamięć cechami. Przeszłość Marty Żywek intryguje tylko na początku, kiedy czytelnik jeszcze nie wie, z jakiego powodu kobieta zdecydowała się izolować od ludzi. Również jej przyjaciółka Aneta odgrywa ważną rolę w tej historii, ale i o niej nie można zbyt wiele powiedzieć. Mimo tego bohaterki wzbudziły moją sympatię, ponieważ są zdecydowane, nie boją się podejmować ryzyka i próbują radzić sobie z wszelkimi kłopotami same. Bardzo przypadły mi do gustu ich dialogi. Marta i Aneta często dogadują sobie nawzajem, ironizują i sprzeczają się, co ubarwia powieść i wprowadza element humorystyczny. Zacisze 13 wpisuje się w nurt literackich komedii kryminalnych, więc na rzeczy takie pobieżna charakterystyka bohaterów czy nieprawdopodobne zbiegi okoliczności należy przymknąć oko, żeby cieszyć się lekturą. Moim zdaniem autorka nie ustrzegła się jednak kilku irytujących potknięć, wśród których największą uwagę zwraca nachalna reklama swojej wcześniejszej powieści. Może teraz przesadzam, ale uważam, że jeden z bohaterów nie powinien mówić wprost, że właśnie czyta Martwe jezioro, ponieważ to w ogóle nie pasuje do sytuacji tej wypowiedzi. Lepiej byłoby, gdyby Rudnicka w jakiś sposób przytoczyła historię ze swojej debiutanckiej książki, a nie w tak sztuczny sposób ją promowała. Zacisze 13 może się podobać, ale może też irytować, wszystko zależy od nastawienia czytelnika. W mojej ocenie plusy i minusy niemal się równoważą, więc jeśli szukacie nieskomplikowanej opowieści z wątkiem kryminalnym potraktowanym lekko i niepoważnie, to polecam sięgnięcie po książkę Olgi Rudnickiej. W innym przypadku chyba lepiej sięgnąć po inną opowieść.

Tutaj  można przeczytać moją opinię o powieści "Czy ten rudy kot to pies?". Celowo nie użyłam słowa "recenzję", bo to początki blogowania i pierwsze próby mojej pisaniny :P

Ocena: 3 / 6

5 lutego 2011

Czy ten rudy kot to pies?- Olga Rudnicka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 232

Jakiś czas temu przeczytałam debiutancką powieść Olgi Rudnickiej –Martwe jezioro i przekonałam się, że lekkie, napisane prostym językiem książki są doskonałym relaksem i sposobem na oderwanie się od własnych problemów. Czy ten rudy kot to pies? jest kontynuacją wspomnianej wcześniej lektury, tym razem główna bohaterka to roztrzepana i energiczna Urszula Nowacka. Kobieta w atmosferze skandalu i niesmaku zostaje zwolniona z pracy w kancelarii prawniczej, aby odzyskać spokój i równowagę postanawia wyjechać w podróż do Irlandii. Niestety w wyniku dość osobliwego zbiegu okoliczność Ulka nie trafia na Zieloną Wyspę, ale do podwrocławskiej wsi, w której czeka ją kolejna porcja przygód i niezapomnianych wrażeń.

Ula to bardzo sympatyczna postać, bo choć pyskata i chaotyczna to posiada wielkie serce i bez trudu potrafi zjednać sobie nawet zupełnie nieznajomych ludzi. Jej największą wadą jest talent do wikłania się w kłopoty i zupełny brak zorganizowania. Jakby tego było mało, dziewczyna kompletnie nie ma szczęścia w miłości, a jej ostatnia wpadka niemal zablokowała drzwi do dalszej kariery. Oprócz Urszuli w powieści po raz kolejny spotkamy się z jej bratem Jackiem i najlepszą przyjaciółką Beatą, która wreszcie pozna tajemnicę swojego pochodzenia. Pojawią się także zupełnie nowe, nie zawsze pozytywne postaci i intrygująca kryminalna zagadka.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Pani Rudnicka stworzyła zabawną komedię omyłek, w której co chwile pojawiają się nowi bohaterowie, albo zaskakujące wydarzenie. Całą historię należy potraktować z lekkim przymrużeniem oka, ponieważ pełno w niej dość nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, dziwnych decyzji i niewytłumaczalnego zachowania zupełnie obcych ludzi w stosunku do bohaterki. Jednak powieść bardzo relaksuje i przy odpowiednim nastawieniu dostarcza sporo frajdy, niektóre momenty są naprawdę zabawne i mogą wywołać niekontrolowany chichot w miejscu publicznym :) Polecam czytanie tych dwóch książek w porządku chronologicznym, bo Czy ten rudy kot czy pies? Zawiera wyjaśnienie i dopełnienie wątków z wcześniejszej powieści Rudnickiej. 

Ocena: 4,5 / 6