Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szamałek Jakub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szamałek Jakub. Pokaż wszystkie posty

28 grudnia 2015

Czytanie z kości - Jakub Szamałek


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Rok pierwszego wydania: 2015

Mam wrażenie, że twórczość Jakuba Szamałka jest niedoceniana przez większość czytelników. Mnóstwo osób zachwyca się książkami Mroza, Miłoszewskiego czy Bondy, a powieści Szamałka zostają gdzieś na uboczu. Wielka szkoda, że tak się dzieje, ponieważ autor cyklu kryminałów z akcją osadzoną w starożytności, ma ogromną wiedzę historyczną, którą potrafi połączyć z ciekawymi zagadkami oraz intrygami, dzięki czemu tworzy zajmujące opowieści pełne barwnych postaci i emocjonujących wątków. Niedawno ukazała się kolejna książka pisarza i mam nadzieję, że tym razem będzie o niej głośno.

Czytanie z kości to już trzecia część trylogii o przygodach Leocharesa, którego w dzisiejszych czasach z powodzeniem można byłoby określić mianem prywatnego detektywa. Po burzliwych zdarzeniach opisanych w poprzednich powieściach bohater zajął się złotnictwem, porzucając tropienie szpiegów i morderców na rzecz naprawiania oraz tworzenia biżuterii. Niestety interesy idą gorzej niż źle, dlatego mężczyzna postanawia po raz ostatni przyjąć zlecenie wymagające rozwiązania kryminalnej zagadki. Leochares musi dowiedzieć się, kto zamordował etruskiego króla, toteż opuszcza Tarent i udaje się do Veii, by zbadać miejsce zbrodni, a także porozmawiać z rodziną monarchy. Oczywiście od początku nic nie idzie tak jak powinno i protagonista szybko przekonuje się, że komuś bardzo zależy na tym, żeby prawda o śmierci króla nigdy nie ujrzała światła dziennego.

Nie przepadam za łączeniem w powieściach zdarzeń rozgrywających się w teraźniejszości i w przeszłości, ponieważ zazwyczaj jeden z wątków jest marginalizowany, przez co od razu widać, że stanowi wyłącznie pretekst do wprowadzenia drugiego czasu akcji lub jest usprawiedliwieniem pewnych zabiegów stosowanych przez autora książki. W związku z tym nie byłam zachwycona, gdy odkryłam, że również Szamałek pokusił się o takie rozwiązanie, dodając do opowieści o Leocharesie fragmenty rozgrywające się współcześnie, których główną bohaterką jest archeolożka Inga Szczęsna. Żałuję, że nie mogę napisać, iż moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne, ale rozumiem w jakim celu wprowadzono postać Polki zajmującej się badaniem grobu tak zwanego Uomo Misterioso, czyli „tajemniczego mężczyzny” pochowanego w sposób daleko odbiegający od zwyczajów panujących w Tarencie w V wieku p.n.e. Autor nie poświęcił wiele miejsca na opisanie współczesnych wydarzeń, jednak wyjątkowo nie uważam tego za znaczące niedopatrzenie. Wprawdzie nie zaszkodziłoby, gdyby czytelnik mógł nieco więcej czasu spędzić z bystrą doktorantką archeologii, zwłaszcza w momencie, gdy z osoby ledwo wiążącej koniec z końcem, przekształca się w pełnoprawnego członka ekipy badawczej, niemniej jej wątek jest bardzo ważny i nawet w dość oszczędnej formie dobrze spełnia swoje zadanie.

Szamałek pisze błyskotliwie i z polotem. Potrafi zarówno malowniczo scharakteryzować obyczaje ludzi żyjących przed wiekami, jak i nakreślić obraz współczesnego środowiska naukowego. Nie zliczę ile razy kiwałam potakująco głową, czytając o doświadczeniach Ingi, mimo że z archeologią nie mam nic wspólnego. Dodatkowym plusem jest odpowiednio dozowany humor. W obu wątkach pojawiają się fragmenty przesiąknięte nieco gorzkimi, lecz dowcipnymi uwagami, udowadniającymi, że żaden z protagonistów nie jest ponurakiem. W przypadku Leocharesa do głosu dochodzi także jego niewyparzony język, który w połączeniu z bystrością umysłu owocuje wieloma ciętymi ripostami oraz ironicznymi komentarzami. Na uwagę zasługuje także uwspółcześniony styl wypowiedzi bohaterów, konsekwentnie stosowany przez pisarza już od pierwszej powieści. Dzięki temu wszystkie postaci sprawiają wrażenie żywych, barwnych i prawdziwych, mimo że akcja rozgrywa się głównie w starożytności. Co ważne, ten zabieg nie wprowadza rozdźwięku pomiędzy postaciami a otaczającym ich światem, ponieważ pisarz zadbał o to, by czytelnicy nieustannie czuli atmosferę ówczesnych czasów.

Jestem pod ogromnym wrażeniem wiedzy historycznej autora oraz jego umiejętności dzielenia się zdobytymi informacjami i wplatania ich w fikcyjną opowieść. Zachwyciły mnie przede wszystkim szczegóły dotyczące kultury etruskiej, która na tle nieco lepiej znanych mi obyczajów starożytnych Greków czy Rzymian, wypada naprawdę intrygująco. Nie miałam pojęcia, że Etruskowie przykładali tak wielką wagę do obserwacji przyrody czy zjawisk atmosferycznych, wierząc, że dzięki temu poznają swoją przyszłość. Nie wiedziałam również, że ich system religijny zakładał specyficzne podejście do modlitwy i próśb do bogów, by ci zechcieli zesłać im potrzebne łaski. Zauroczyła mnie charakterystyka codziennych zwyczajów tego ludu, zszokowały obrzędy świąteczne i zniesmaczyły okrutne egzekucje. Jakub Szamałek naprawdę postarał się, żeby czytelnika zaciekawić i jestem przekonana, że na długo zapamiętam nie tylko fikcyjnych bohaterów, ale rzeczywiste warunki życia w etruskim mieście. Nie mogę pominąć również szczegółów związanych ze współczesnymi metodami odkrywania tajemnic sprzed wielu stuleci. Niewiarygodne ilu rzeczy można dowiedzieć się na podstawie analizy szkieletu, miejsca pochówku czy ledwie zachowanych przedmiotów złożonych do grobu.

Czytanie z kości jest kryminałem, więc najwyższy czas wspomnieć o intrydze i poszukiwaniach mordercy króla Caile, a także spekulacjach dotyczących przyczyny śmierci Uomo Misterioso. W przedsłowiu autor napisał, że czytelnicy będą w stanie odgadnąć tożsamość zabójcy i o ile na początku dość sceptycznie podchodziłam do tego stwierdzenia, o tyle po skończonej lekturze, nabrałam przekonania, iż faktycznie wystarczy uważnie śledzić akcję, by zdemaskować przestępcę. Wielokrotnie wspominałam, że w kryminałach uwielbiam element zaskoczenia, ten moment, w którym jedno wydarzenie burzy wszystkie moje teorie i hipotezy, a zakończenie jest zupełnie nieprzewidywalne. Trzecia część cyklu o Leocharesie nie jest w ten sposób pomyślana, dlatego raczej nie ma w niej nagłych zwrotów akcji, a odbiorca od początku traktowany jest jak partner protagonisty, a nie jedynie obserwator następujących po sobie wydarzeń. Odkryłam, że ma to swoje zalety i sama jestem zaskoczona, ale nie brakowało mi wymienionych powyżej cech „idealnej” powieści ze zbrodnią w tle. Zamiast oczekiwać na jakąś wielką niespodziankę i spektakularny finał, zajęłam się rekonstrukcją wydarzeń i śledzeniem poczynań głównego bohatera, potrafiącego zaobserwować rzeczy niewidoczne dla innych oraz wyciągnąć wnioski z pozornie błahych rozmów czy rzucanych mimochodem uwag.

Jedyne zastrzeżenie jakie mam do tej historii wiąże się z nieco zbyt oczywistą interpretacją wątku Ingi Szczęsnej i prowadzonych przez nią badań. Od początku wiadomo czyje szczątki stały się przedmiotem dociekań oraz wnikliwych analiz, co moim zdaniem trochę psuje frajdę ze śledzenia poczynań bohaterki. Rozumiem, że taki był pomysł na konstrukcję powieści i zakończenie przygód detektywa sprzed wieków, niemniej odczuwam lekki smutek, że wszystko potoczyło się tak a nie inaczej. Jednak biorąc pod uwagę całokształt książka wypada nadzwyczaj dobrze, dlatego bez wahania mogę ją polecić amatorom kryminalnych zagadek. Pisarz doskonale zarysowuje tło historyczne, ale nie zapomina również o ciekawej kreacji bohaterów i niebanalnym śledztwie w sprawie morderstwa etruskiego króla. Nie spodziewam się kolejnej publikacji z Leocharesem w roli głównej, ale mam nadzieję, że Jakub Szamałek nie przestanie tworzyć i jeszcze nie raz przybliży czytelnikom fascynujące oblicze starożytności. 

Ocena: 4.5 / 6

Cykl "Leochares"


Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

http://muza.com.pl/kryminal/2192-czytanie-z-kosci-9788328701328.html?dosiakksiazkowo



11 lipca 2013

Morze Niegościnne - Jakub Szamałek


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 304

Debiutancką powieść Jakuba Szamałka czytałam prawie dwa lata temu, ale upływ czasu nie zatarł w mojej pamięci ani opisanych wydarzeń, ani stworzonych bohaterów. Na dodatek autor zaserwował bardzo emocjonujące i wstrząsające zakończenie, po którym natychmiast miałam ochotę sięgnąć po kolejną jego książkę. Niestety wówczas Jakub Szamałek zapewne dopiero pracował nad kontynuacją, więc musiałam uzbroić się w cierpliwość. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że wreszcie ukazała się druga powieść z niezwykle błyskotliwym i odważnym bohaterem, sprawującym nieoficjalną funkcję tropiciela szpiegów i morderców, więc z zapałem zabrałam się za lekturę, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja. I tym razem przygody Leocharesa mnie nie zawiodły, ponieważ pisarz stworzył dynamicznie rozwijającą się fabułę i umieścił ją w fascynującym, drobiazgowo scharakteryzowanym starożytnym świecie.

Przed kilkoma laty Leochares opuścił piękne i gwarne Ateny, by rozpocząć wszystko od nowa, z dala od politycznych intryg, nieprzewidywalnych urzędników i bezwzględnych przestępców. Mężczyzna wraz z żoną i synem osiedlił się w odleglej, na wpół dzikiej krainie, znajdującej się na terenie dzisiejszej Rosji i Ukrainy. Zajął się prowadzeniem warsztatu jubilerskiego i powoli zapominał o zadaniach, jakie wykonywał w Atenach. Niestety los po raz kolejny rzucił mu wyzwanie w postaci nieznoszącego sprzeciwu archonta Satyrosa, który zwrócił się do Leocharesa z rozkazem ujęcia sprawcy brutalnego mordu, do jakiego doszło w siedzibie urzędnika. Bohater nie może odmówić archontowi, ponieważ ma świadomość, że życie jego rodziny zależy od tego czy w krótkim czasie wypełni przydzielone zadanie. Satyros jest wzburzony oraz zaniepokojony faktem, że pod jego własnym dachem, ktoś ośmielił się bestialsko zabić posła z Teodozji. Leochares musi działać szybko i sprawnie, pamiętając, że w otoczeniu archonta każdy kłamie i spiskuje, próbując ugrać coś dla siebie.

Autor książki na samym początku uprzedza czytelników, że w jego historii bohaterom daleko do powszechnych wyobrażeń o starożytnych filozofach czy arystokratach. Postaci stworzone przez Szamałka są barwne, żywe i ponadczasowe. Poddają się emocjom i namiętnościom, walczą z pokusami lub przeciwnie – bez skrępowania korzystają z wszystkich możliwych rozrywek, nie dbając o nic poza własnymi pragnieniami. Posługują się również nieco uwspółcześnionym językiem, co widoczne jest zwłaszcza we fragmentach, w których bohaterowie nie szczędzą sobie dosadnych sformułowań. Moim zdaniem taki zabieg w żadnym wypadku nie szkodzi powieści, ponieważ autor zadbał o to, żeby czytelnik bez problemu mógł teleportować się do zamierzchłej przeszłości i poznawać starożytny świat. Liczne opisy ówczesnej architektury czy przedmiotów codziennego użytku, a także zwyczajów panujących zarówno w domach zwykłych ludzi, jak i wśród wysoko postawionych obywateli, pozwalają zbudować obraz rzeczywistości tak odległej od naszych czasów. Na dodatek każda wzmianka o mitologicznych postaciach czy historycznych władcach lub krainach została opatrzona adnotacją z krótkim wyjaśnieniem, co dodatkowo pozwala zrozumieć jaki tryb życia prowadzili ludzie przed wiekami. Po raz kolejny Jakub Szamałek udowodnił, że jest znawcą epoki, potrafiącym swoją wiedzę obudować w przystępną, powieściową formę.

 Główny bohater w niewielkim stopniu przypomina silnego, zaprawionego w bojach mężczyznę z pierwszej części. W tej powieści Leochares jest już nieco starszy, a tym samym mniej sprawny. Nadal potrafi wyprowadzić w pole przeciwników i pokonać ich dzięki umiejętności kojarzenia faktów, obserwacji oraz formułowania śmiałych hipotez, ale każdą walkę wręcz z przestępcami okupuje wieloma urazami i utratą zdrowia. Na szczęście jego charakter nie uległ znaczącej zmianie, więc mężczyzna nadal zaskakuje otwartością, odwagą przejawiającą się nie tylko poprzez tropienie przestępców, ale także przez negocjacje z politykami, przyzwyczajonymi do wydawania rozkazów i decydowaniu o życiu innych ludzi. Leochares kocha żonę i syna, ceni sobie czas spędzony na codziennych, spokojnych zajęciach, ale odczuwa też tęsknotę za przygodami i chwilami triumfu, co powoduje, że wielokrotnie wpada w tarapaty. Mimo tego bohater wzbudził moją sympatię i mam nadzieję, że w kolejnej książce Szamałka Leochares również się pojawi. Pozytywnie zaskoczył mnie rozbudowany wątek żony głównej bohatera. W tej historii Lamia ma istotną rolę do odegrania, ponieważ dzięki swojej czujności przyczynia się do rozwikłania zagadki. Ponadto koncentracja na żeńskiej postaci przybliża czytelnikom warunki życia kobiet w starożytności oraz obowiązki, jakim musiały podołać. Pisarz zadbał także o to, żeby w Morzu Niegościnnym pojawiły się postaci historyczne, będące ukłonem w kierunku pasjonatów zgłębiania tajemnic sprzed wieków.

Najnowsze dzieło Jakuba Szamałka można określić mianem kryminału, więc najwyższy czas na napisanie kilku słów o samej zagadce. Niestety mogłoby być lepiej pod względem skomplikowania fabuły czy pozostawiania odbiorcom tropów, które wprowadzałyby ich w błąd i zmuszały do zastanowienia się nad tożsamością mordercy. Morze Niegościnne czytałam z dużym zainteresowaniem i kibicowałam Leocharesowi w odkryciu prawdy, chociaż mniej więcej w połowie książki wiedziałam już, która z postaci jest zamieszana w morderstwo posła. Pisarz stopniowo ujawnia kolejne informacje, buduje napięcie i potrafi wzbudzić w czytelniku emocje, ale to jeszcze nie wystarcza do stworzenia opowieści pozwalającej na snucie wielu przypuszczeń. Nie uważam, żeby w przypadku tej książki była to duża wada, ponieważ historia jest interesująca już przez sam czas akcji i metody stosowane przez Leocharesa, prowadzące do rozwiązania zagadki. Dodatkowe zaciekawienie budzi opis stosunków panujących wśród członków rodziny archonta i jego najbliższych doradców. Intrygi, spiski, kalkulacje i przewidywania dotyczące korzyści takiego lub innego działania to codzienność ludzi żyjących wokół Satyrosa. Morze Niegościnne spełniło moje oczekiwania, więc z czystym sumieniem mogę tę powieść polecać, niemniej zwracam uwagę, że wątek kryminalny jest trochę zbyt oczywisty.

Ocena: 4,5 / 6

Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

  
Książka przeczytana w ramach wyzwań Czytamy kryminały i Trójka e-pik

Recenzja pierwszej  powieści Jakuba Szamałka: Kiedy Atena odwraca wzrok

24 września 2011

Kiedy Atena odwraca wzrok - Jakub Szamałek


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 256

Odkąd w zapowiedziach wydawniczych dostrzegłam debiutancką powieść Jakuba Szamałka wiedziałam, że to dla mnie lektura obowiązkowa. Kryminalno-szpiegowska opowieść, osadzona w realiach starożytnej Grecji, zapowiadała się niezwykle interesująco. Znawczynią starożytnej historii i kultury nie jestem, dlatego liczyłam nie tylko na dopracowany wątek kryminalny, ale także zarys epoki, dzięki któremu z łatwością mogłabym wyobrazić sobie życie w tamtych czasach. Na szczęście wszystkie moje oczekiwania zostały spełnione, mam nadzieję, że autor już pracuje nad kolejną książką. 

Akcja powieści rozgrywa się w Atenach w roku 430 p.n.e. Trwa wojna ze Spartą i chociaż wróg przerwał oblężenie to w mieście wyraźnie wyczuwalny jest niepokój. Ludność napływająca z okolicznych wiosek powoduje, że przeludnione Ateny stają się miejscem brudnym, zatłoczonym i odpychającym. Działający na zlecenie Peryklesa Leochares ma za zadnie odnaleźć człowieka, współpracującego ze Spartanami. Z pozoru łatwa misja okazuje się nie lada wyzwaniem, gdy bohater wpada na trop szpiegowskiej szajki. 

Intryga wykreowana przez Jakuba Szamałka nie należy do przesadnie skomplikowanych, ale nie jest banalna. W połowie powieści autor umieścił pewną wskazówkę, demaskującą szpiega jednak początkowo ją przeoczyłam. Dopiero pod koniec wszystkie wydarzenia złożyły się w logiczną całość. Zapewne niektórzy znacznie szybciej wpadną na trop agenta Spartan, ale nawet wówczas nie powinni odczuć mniejszej przyjemności z lektury. Z zainteresowaniem towarzyszyłam Leocharesowi w prowadzonym śledztwie. Najbardziej zadziwiająca jest scena, w której lekarz dokonuje oględzin zwłok. Z jednej strony poziom wiedzy medyka jest, jak na ówczesne czasy, dość imponujący, ale z drugiej – niektóre poglądy wydają się kompletnie niedorzeczne. Ówczesny lekarz potrafił mniej więcej określić przyczynę śmierci ofiary, jedynie na podstawie oględzin zewnętrznych, ale stawiane przez niego diagnozy i zalecane kuracje pozostawiają wiele do życzenia.

Główny bohater jest człowiekiem, który nie boi się wyzwań i z poświęceniem tropi zdrajcę. Trochę szorstki w obyciu Leochares, w rzeczywistości ma dobre i wrażliwe serce. Podobało mi się to, że mężczyzna zmienia się pod wpływem przeżytych wydarzeń. Leochares przewartościowuje swoje życie, stara się naprawiać błędy i zwyczajnie być lepszym człowiekiem. Nie jest okrutnikiem czy też brutalem, chociaż czasami sięga po niecodzienne metody, zmuszające podejrzanych do współpracy. Mimo pewnych wad jest to postać, z którą czytelnik sympatyzuje, mając nadzieję na szczęśliwe zakończenie. Skoro już o finale mowa, to przyznam, że wydarzenia z ostatnich kart powieści mnie zaskoczyły. Jak już wspomniałam można przewidzieć, kto pragnie zniszczyć Ateny, ale tego, co spotyka bohaterów na końcu zupełnie się nie spodziewałam.

Z przyjemnością przeczytałam książkę pana Szamałka, w której oprócz wątku kryminalnego znalazło się także miejsce na portrety psychologiczne bohaterów oraz przekonujący rys historyczny. Autor jest pasjonatem starożytności i jego rzetelne przygotowanie jest bardzo wyraźnie odczuwalne. Opis tętniącego życiem, zatłoczonego miasta; zwyczajów ówczesnych ludzi oraz ich systemu wartości znacznie podnosi wartość tej pozycji. Autor posługuje się na ogół językiem dość współczesnym, ale wplata do niego charakterystyczne terminy i nazwy greckich przedmiotów, dzięki czemu buduje starożytny klimat opowieści. Jedyną niedogodnością, związaną z tymi słówkami jest ich tłumaczenie. Umieszczony z tyłu książki słowniczek nie należy do najporęczniejszych, ponieważ wymusza przerwanie lektury. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby załączenie wyjaśnień na dole każdej strony.
Kiedy Atena odwraca wzrok to pozycja godna polecenia, łącząca kryminalną zagadkę z obyczajową opowieścią o życiu starożytnych Greków.

Ocena: 5 / 6

Egzemplarz recenzyjny otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Muza.