W ciągu ostatniego roku przeczytałam sporo kryminałów autorstwa rodzimych pisarzy i niestety większość tych powieści była w mojej ocenie schematyczna oraz źle napisana. Sięgnęłam po książki znanych i raczej lubianych autorów, więc mój zawód był tym większy, im bardziej wychwalano te tytuły na bookstagramie lub lubimyczytać. Jeśli macie dość mojego narzekania na polskie kryminały to lepiej omińcie ten post, bo niestety Mirosław Gorzka dołącza do grona twórców, których dzieło przysporzyło mnie o ból głowy. Jestem przekonana, że Krwawnica znajdzie swoich odbiorców, jednak mnie ta historia zupełnie nie przekonała i zaraz wyjaśnię, dlaczego zachwytów nie było. Streszczenie fabuły zapowiada się dobrze, ponieważ obiecuje wszystkie motywy, które zazwyczaj wzbudzają moją ciekawość. Mamy byłego policjanta, który wraz z żoną przeprowadza się na wieś, by zacząć nowe życie. Jest zamknięta społeczność niechętnie spoglądająca na nowych przybyszów oraz tajemnica z przeszłości związana z nowym domem Dzikowskich. Wszystko razem, odpowiednio poprowadzone, powinno zapewnić spójną historię z pogranicza kryminału i thrillera. Niestety Gorzka obrał kurs na schematyczny sensacyjniak okraszony tanią erotyką i niewiarygodnymi zbiegami okoliczności.