Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allende Isabel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allende Isabel. Pokaż wszystkie posty

22 grudnia 2014

Ripper. Gra o życie - Isabel Allende


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 496

Do pisania kryminałów trzeba mieć talent. Nie da się stworzyć dobrej historii z trupem w tle bez posiadania pewnego wyczucia i tego nieuchwytnego czegoś, co sprawia, że książki jednych są błyskotliwe i interesujące, a innych słabe lub zaledwie poprawne. Niestety okazuje się, że czasami nawet uznani, odnoszący sukcesy pisarze, nie są w stanie wymyślić zajmującej historii kryminalnej i lepiej byłoby, gdyby nigdy nie wpadli na pomysł napisania powieści tego typu. Jeszcze tydzień temu nie śmiałabym zakwestionować zdolności pisarskich Isabel Allende, ponieważ poznałam dwie części cyklu Dom duchów jej autorstwa i obie książki wywarły na mnie ogromne wrażenie. Niestety po lekturze Rippera nasunęła mi się refleksja, że posiadanie talentu literackiego nie oznacza, że twórca jest w stanie poradzić sobie z każdym rodzajem historii. Nadal uważam Allende za świetną pisarkę, ale sądzę, że nie powinna więcej eksperymentować z kryminałem, ponieważ ewidentnie nie czuje tego gatunku.

Opis na okładce sugeruje, że fabuła tej książki koncentruje się na dochodzeniu prowadzonym w sprawie kilku niewyjaśnionych morderstw mających miejsce w San Francisco. Wydawca zaznaczył, że wspomniane śledztwo prowadzi nie tylko policja, ale także grupa nastolatków spędzających czas przy tytułowym Ripperze, czyli grze fabularnej przekształconej przez młodych ludzi tak, by jej celem było zdemaskowanie rzekomego seryjnego zabójcy. Wspomniane tematy oczywiście pojawiają się w powieści, ale wcale nie dominują, bo na pierwszy plan wysuwają się charakterystyki bohaterów oraz zdarzenia budujące ich portrety psychologiczne. W związku z tym elementów kryminału jest w dziele Allende stosunkowo niewiele, gdyż dopiero na ostatnich stu stronach akcja nabiera tempa i wreszcie dzieje się to, co zapowiedziano na okładce. Natomiast wcześniej czytelnik śledzi losy pewnej specyficznej rodziny, której członkowie odznaczają się dziwnymi zdolnościami, niepopularnymi poglądami lub oryginalnymi zainteresowaniami. Przed sięgnięciem po tę lekturę trzeba więc pamiętać, że policyjne śledztwo oraz grupa grająca w Rippera stanowią raczej tło dla ukazania barwnych charakterów postaci wykreowanych przez Allende.

Autorka w typowy dla siebie sposób wprowadziła do opowieści bohaterów, czyniąc ich życiorysy najważniejszymi zdarzeniami Rippera. W tej książce występuje cała masa nietuzinkowych postaci, których życie biegnie naprawdę dziwnymi i nieprzewidywalnymi torami. Czytelnicy poznają nastoletnią Amandę zafascynowaną rozwiązywaniem kryminalnych zagadek, jej ekscentryczną matkę pracującą jako uzdrowicielka, zatrudnionego w policji ojca dziewczyny, dziadka będącego powiernikiem i najlepszym przyjacielem Amandy oraz całą masę innych bohaterów, którzy również przykuwają uwagę odbiorcy. Z mojego opisu może wynikać, że nastolatka jest główną protagonistką, ale to mylne wrażenie, ponieważ trudno wyróżnić jedną, najważniejszą postać. Moim zdaniem wszyscy zostali dokładnie sportretowani i otrzymali określoną rolę do spełnienia, bez której historia byłaby płytka i nijaka. Czytając powieści Allende, mam wrażenie, że słucham czyjejś gawędy. Czuję się jakby ktoś opowiadał o własnych przeżyciach albo, posiadając doskonale rozwiniętą wyobraźnie, na poczekaniu układał historię przeznaczoną tylko dla mnie. Lekturze Rippera towarzyszyło to samo odczucie, dlatego z zainteresowaniem śledziłam kolejne wydarzenia, mimo że nie były ani specjalnie intrygujące, ani trzymające w napięciu, ani przełomowe dla fabuły.

Moim zdaniem wytłumaczenie takiej sytuacji może być tylko jedno – pisarka ma dar opowiadania. Układa zdania i formułuje myśli tworzące hipnotyzującą całość, mimo że teoretycznie nic ciekawego się nie dzieje. Z tego względu kompletnie nie nadaje się na autorkę kryminałów, w których istotne jest budowanie napięcia, podrzucanie czytelnikowi fałszywych tropów związanych ze śledztwem oraz niezbyt szczegółowe przedstawienie prywatnego życie bohaterów. Zdaję sobie sprawę, że urok stylu Allende nie działa na każdego, więc dla wielu osób Ripper to po prostu nieudany kryminał lub taka obyczajówka napisana przez kogoś, kto sam do końca nie wiedział, co chciałby przekazać. Rozumiem takie opinie, bo kilka razy sama złapałam się na rozmyślaniu nad tym, dokąd tak właściwie ta opowieść zmierza i po co autorka serwuje czytelnikowi tyle detali związanych z przeszłością bohaterów oraz z ich zachowaniami. Przypuszczam, że spoiwem całości miał być wątek kryminalny, ale niestety zabieg się nie udał, ponieważ, jak już wspomniałam, sprawa seryjnego zabójcy zaczyna silniej łączyć się z losami postaci dopiero w zakończeniu. Na dodatek całej intrydze brakuje dynamizmu i komplikacji. Tożsamość mordercy łatwo przewidzieć, suspensu jest niewiele, a niektóre rozwiązania skłaniają do podejrzeń, że autorka w pewnych kwestiach poszła na łatwiznę i na przykład zamiast pomyśleć jak naprowadzić policję na trop przestępcy, wyposażyła jednego z protagonistów w całą masę cech czyniących z niego niemal superbohatera gotowego w pojedynkę pokonać zabójcę. 

W książkach Isabel Allende pojawiają się elementy typowe dla realizmu magicznego. Nie inaczej jest również w przypadku Rippera, co prawdopodobnie tłumaczy koncentrację pisarki na przeżyciach wewnętrznych postaci oraz wplecenie nie do końca realnych zdarzeń. Lubię realizm magiczny w wydaniu Allende, ponieważ ta nadnaturalność nie jest zbyt nachalna i zazwyczaj dobrze wkomponowuje się w atmosferę opowieści. W recenzowanej książce również niektórzy bohaterowie są nieco oderwani od rzeczywistości, uduchowieni i wrażliwi na energię niewyczuwalną dla zwykłych ludzi i przyznam, że byłabym zachwycona takimi kreacjami, gdyby nie ta wymuszona kryminalna otoczka. Niestety jedno z drugim nie współgra i to rzutuje na całą powieść. Jako kryminał Ripper wypada słabo, jako powieść obyczajowa już lepiej, ale i tak moja ocena jest dość surowa, bo wiem, że tę autorkę stać na znacznie więcej. Wprawdzie dałam się uwieść gawędzie i bez problemu brnęłam przez historię niemającą wyraźnego celu, ale to zdecydowanie za mało, żeby nazwać tę książkę satysfakcjonującą lekturą. Najnowszą powieść Allende mogę polecić wyłącznie wiernym fanom jej dzieł. 

Ocena: 3.5 / 6

Recenzje innych powieści Allende:


Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

http://muza.com.pl/kryminal/1827-ripper-gra-o-zycie-9788377585856.html?dosiakksiazkowo

8 listopada 2011

Córka fortuny - Isabel Allende


Wydawnictwo: MUZA
Liczba stron: 456

Styl Isabel Allende urzekł mnie od pierwszej strony Domu duchów, który miałam okazję przeczytać niemal rok temu. Fabuła zawarta w tej powieści oraz charakterystyczny język zapadły mi głęboko w pamięć i sprawiły, że po tak długim czasie nadal czuję emocje towarzyszące mi przy tamtej lekturze. Od Córki fortuny oczekiwałam dokładnie tego samego. Miałam nadzieję na porywającą historię i szczyptę magicznych elementów, dzięki którym wykreowana rzeczywistość nabiera specyficznego klimatu. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że recenzowana powieść spełniła moje oczekiwania z nawiązką. Gdybym musiała użyć tylko jednego słowa do jej ocenienia, bez wątpienia napisałabym – rewelacyjna.

Szesnastoletnia Eliza Sommers to typowa panienka z dobrego domu, która została nauczona wszystkiego, co według XIX wiecznej chilijskiej burżuazji wystarczało kobiecie do szczęścia. Eliza potrafi grać na pianinie, szyć, haftować, prowadzić zajmujące konwersacje oraz starannie dbać o swój wygląd. Jednak dziewczyna czuje się skrępowana przez konwenanse i skomplikowane reguły towarzyskiego obycia. Marzy o niezależności, jaką żadna ówczesna kobieta nie może się cieszyć. Nieoczekiwana, szaleńcza podróż do Kalifornii diametralnie odmieni życie Elizy. Bohaterka pozna smak przygody, ale nowe doświadczenia będą kosztować ją wiele trudów i wyrzeczeń.

Isabel Allende posiada prawdziwy talent, pozwalający na kreowanie pięknych i wartościowych opowieści. Historia buńczucznej panny, która posłuchawszy głosu serca udaje się w niebezpieczną wyprawę na dzikie tereny, zamieszkane głównie przez nieokrzesanych poszukiwaczy złota, pozwala czytelnikowi wniknąć w świat tak różny od teraźniejszych obyczajów i możliwości. W trakcie lektury tej powieści miałam wrażenie, że towarzyszę bohaterce we wszystkich doświadczenia. Mogłam obserwować jej przemianę z nieco naiwnej, ale odważnej dziewczyny w dojrzałą kobietę, która po latach poszukiwań odnajduje swoje miejsce na ziemi. Allende nie skupia się jedynie na dążeniu Elizy do samowystarczalności i niezależności, ale porusza także wątki rasizmu, kastowości społeczeństwa i trudności wynikających z pochodzenia z takiej, a nie innej rodziny. Ludzie tamtych czasów byli ograniczani niemal na każdym kroku przez zasady i normy, których złamanie skutkowało utratą reputacji i honoru. Poryw namiętności, źle podjęta decyzja czy chwila nieuwagi mogły skazać nieszczęśnika, a częściej nieszczęśniczkę, na wykluczenie nie tylko z szanowanego towarzystwa, ale także na potępienie ze strony najbliższych krewnych.

Bohaterowie Córki fortuny to bardzo złożone postaci, których charakterystyka została dopracowana w najmniejszym szczególe. Oprócz Elizy ważną postacią jest także chiński medyk Tao Chi’ en, którego burzliwe losy zajmują czytelnika w równym stopniu, co wydarzenia, będące udziałem głównej bohaterki. Tao odbył niewiarygodną podróż, zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym.  Niezwykła relacja jaka narodziła się między nim a Elizą nie miała prawa przetrwać, ale bohaterowie na przekór stereotypom razem stawiali czoła wyzwaniom, dzieląc ze sobą smutki i radości. Postaci stworzone przez Allende często wyprzedzają własną epokę; odznaczają się nietuzinkowymi poglądami i kontrowersyjnym sposobem bycia. Dzięki temu, książki chilijskiej pisarki zawierają ogromny ładunek emocji, a także skłaniają czytelnika do podjęcia rozważań, dotyczących poważnych ogólnospołecznych problemów.

Realizm magiczny przejawia się w Córce fortuny w sposób delikatny i nienachalny. Autorka wzbogaca opowieść elementami niewyjaśnionych przeczuć, magicznych zaklęć i indiańskich wierzeń. Bohaterowie często kierują się intuicją, wyczuwają obecność zmarłych, a czasami przeżywają dość osobliwe przygody. Jestem fanką realizmu magicznego w takim wydaniu i nie mogę doczekać się zapoznania z kolejną książką Isabel Allende. Na uwagę zasługuje również język, jakim posługuje się pisarka. Poetyckie i wysublimowane zwroty mieszkają się z dosadnymi określeniami, wytwarzając charakterystyczny dla Allende klimat powieści. Każdemu, kto nie miał okazji poznać jej twórczości, gorąco polecam Córkę Fortuny.

Ocena: 6 / 6


11 listopada 2010

Isabel Allende- Dom duchów


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 528

Sięgając po „Dom duchów” byłam przekonana, iż jest to pierwsza części trzytomowego cyklu. Jak się jednak okazuje, mimo iż książka została napisana jako pierwsza, w warstwie fabularnej dopełnia dzieje opisywanej rodziny i jest właściwie ostatnią. Ten dość rzadko spotykany zabieg w niczym na szczęście nie przeszkadza, może nawet stać się dodatkową atrakcją dla czytelnika.


Autorka nie podaje dokładnego czasu akcji, jednak z opisywanych wydarzeń wynika, iż trwa ona od początku XX wieku aż do 1973 roku, kiedy to wybuchła w Chile rewolucja. Fabuła na początku koncentruje się wokół Estebana Trueby, który jest niezwykle porywczym i skłonnym do przemocy właścicielem ziemskim. W miarę rozwoju wypadków przekonałam się, że prawdziwymi bohaterkami są kobiety z jego rodziny. To one wykazują niezwykłą siłę, odwagę i poświęcenie, kiedy nadchodzą trudne, nieprzewidywalne czasy. Potrafią przetrwać zarówno gniew Trueby jak i brutalność rewolucji.


 „Dom duchów” został napisany specyficznym stylem, charakteryzującym się znikomą ilością dialogów oraz urywaniem wątków w niespodziewanym momencie, by na nową podjąć je znacznie później. Właściwie to czułam się bardziej jak słuchacz niż czytelnik, ponieważ już od pierwszych stron można zorientować się, że ktoś opowiada losy bohaterów. Czasami uprzedza fakty i zdradza, co z daną postacią stanie się w przyszłości, ale ku mojemu zdziwieniu to wcale nie utrudnia odbioru historii. Nie będę zdradzać, kto jest tym tajemniczym gawędziarzem, ponieważ ujawnia się dopiero w zakończeniu powieści.


Jestem zachwycona elementami magicznymi, które bardzo zgrabnie zostały wpasowane w klimat książki. Tytułowy dom to niezwykłe miejsce, w którym istoty nie z tego świata bez przeszkód komunikują się z żywymi, doradzając im lub ostrzegając przed niebezpieczeństwem. Po zmierzchu przezroczyste zjawy przechadzają się po korytarzach, ale dla mieszkańców jest to zupełnie naturalne zjawisko. Wszystko to za sprawą Clary (żony Estebana), która zyskała przydomek „Jasnowidząca” właśnie ze względu na swoje niecodzienne umiejętności. Clara to moja ulubiona postać występująca w tej powieści. Jest eteryczna i delikatna, ale jednocześnie odznacza się silnym charakterem i żelazną konsekwencją. Kobieta zawsze potrafi zachować zimną krew i nie łatwo wyprowadzić ją z równowagi, a gdy coś zdaje się być ponad jej siły, po prostu ucieka w swój uduchowiony świat.
Realizm magiczny objawia się nie tylko w postaci nadprzyrodzonych istot, ale także w nagromadzeniu niespodziewanych zbiegów okoliczności i zaskakujących spotkań bohaterów, których losy krzyżują się w dramatyczny sposób.


Na pewno przeczytam dwa kolejne (a może powinnam napisać wcześniejsze) tomy by na nowo zanurzyć się w niesamowitym świecie wykreowanym przez Isabel Allende.

Ocena: 6 / 6