Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 czerwca 2016

Kolorki u Danutki na czerwiec.


Witam  na jagodowym kolorku.

U mnie zawsze coś się dzieje, tak wczoraj  przeczytałam w komentarzu do poprzedniego posta śmietnikowego. Sama nie wiem, jak to wszystko hula, bo zakręcona jestem na maksa, nie tym co powinnam. W oparach farb, dobrze że szybko się ulatniają; niewiele da się podziałać. Przeciwności takie staram się odreagować robótkowo, nie zawsze mi to wychodzi, a już plany w ogóle się nie sprawdzają.

Powitanie  jest oczywiste, dzisiaj będzie  Jagodowy czerwiec , u Danutki. Zawdzięczamy ten kolorek garstce mailowych propozycji koleżanek. Mnie wśród nich nie było, więc nie mam do nikogo pretensji, iż taki się pojawił. Zwykle godzę się na wszystko, nie wybrzydzam, dotąd szukam pomysłu, aż wymodzę jakąś użyteczną rzecz. Tutaj nawet mi spasowało, bo kolorek lubię bardzo, nawet ten najciemniejszy fiolet. W ubraniach coś by się w tej barwie znalazło.Przedpokój zyskał nowe odcienie tej barwy - na nowo- stąd te opary. Mąż niestrudzenie remontuje po kolei, co mu się zamarzy, a ja muszę to znosić.
 Lubię też pierogi z jagodami i śmietaną, oraz ciasto biszkoptowe z nimi, a także jako deser bez żadnych dodatków.

Z jakim kolorem łączyć fiolet? Dobre połączenie daje czerwień i pochodne fioletu do najjaśniejszych odcieni, jednak w mojej pracy na naszą zabawę tego u mnie nie zobaczycie, bo wybrałam wariant pierwszy 100% koloru.  Połączenie z czarnym kolorem też nie jest złe, pod warunkiem, że fiolet nie jest zbyt ciemny, fajnie się wtedy  prezentuje.Wiem jak bardzo jesteście ciekawi, co też wymyśliłam tym razem, to jeszcze chwilkę potrzymam w niepewności.

Od  pewnego czasu, jak zauważyliście w moich pracach coraz częściej sięgam po szydełko, a to za sprawą blogujących szydełkowych koleżanek, gdzie oglądam przecudne maskotki, serwetki, ubranka dla lalek itp. itd.  Jak nie mam pomysłu na haft, to szydełko rozwiązuje moje problemy.
 Tak też było i teraz. Dostałam niedawno trzy motki włóczki od Miki, tutaj ,  takie poplątane do zwinięcia. Cierpliwa jestem, jeden motek, ten najbardziej splątany w kolorze fioletowym właśnie, zwinęłam i:


To jedyne zdjęcie oddające niemal w pełni to splątanie i kolor włóczki. Widok z góry. Inne fotki już tę barwę przekłamują, a tak wyglądają gałeczki zwinięte ile się w ręce zmieściło, nie urywałam specjalnie nici, one już były w tych miejscach urwane.


Tutaj wyglądają na niebieskie, ale każda z Was fotografując kolor fioletowy ma taki sam problem, jak ja, nie zawsze się udaje.
Nitka cieniutka, jak lubię, ale do swojej pracy na zabawę kolorami zrobiłam jedną rzecz w jedną nitkę na szydełku, drugą już w dwie niteczki, też szydełkiem.
Wasza cierpliwość już zostaje wynagrodzona, oto moja 100% jagodowa praca, opis po zaprezentowaniu fotek.




Zrobiłam sobie wazonik z różą i jako usztywnienie dałam plastikową butelkę po napoju, od góry przygrzaną żelazkiem, oraz kapelusik dla lalki. Pokazuję tutaj w częściach tę moją pracę, by rozwiać wszelkie wątpliwości, co to jest i z czego. Oczywiście wazonik może służyć również jako pojemnik na kredki, ołówki, czy inne specjały np. słodycze.
Co Wy na taki zestaw powiecie?
 Jeszcze banerek do zabawy i idę nakarmić Stefana.


Dziękuję za wszystkie komentarze, pod moimi postami i liczę na więcej, bo bez Was wiele moich prac by nie powstało.

Do następnego poczytania, baj, baj.

czwartek, 26 maja 2016

U Ady i Agatki majowe wyzwania.


Witam w ten szczególny dzień.
Dzisiaj jest Dzień Matki, więc wszystkim Mamusiom, Mamciom należą się życzenia. Ja od swoich dzieci dostałam je za sprawą internetu, bo wyemigrowali za pracą do innych krajów.

Dzisiejszy post może okazać się zwariowanym, obfitującym w sporo fotek, bo chcę w nim zmieścić dwie zabawy u tytułowych dziewczątek: Adrianny i Agatki, oraz to czym uraczył mnie dzisiaj mąż i od tego zacznę. Macie czas i ochotę, to zapraszam, bo na koniec będzie coś jeszcze.

Z samego rana w ramach odpoczynku, mojego M. wywiało do lasu i o dziwo już są grzyby, a jakie zobaczcie sami. Oczywiście leśne żyjątka też musiały coś z nich uszczknąć, ale i tak grzybki były zdrowe, po obróbce wylądowały w garnku i następnie w zamrażarce, by zimą sosik lub bigosik okrasić.

 
Trzy zrośnięte ze sobą prawdziwki widok z góry.


Tu odwrócone korzeniami, oparte na czwartym , bo inaczej nie dało rady ich pokazać.

 
 
Tu pozostałe ze zbioru, widać nadgryzione kapelusze, ale w niczym to nie przeszkadza, by je zagospodarować.

To chyba rekompensata za nieobecność dzieciaków w domu w takim dniu.

Teraz przechodzę do Adrianny, która wymyśliła Sal " Od zakładki do książki".  Banerek  na maj wyjaśni wszystko.
 
 Miały być ornamenty lub motyle. Tak mi ten temat podszedł, że połączyłam to w jedno.
 Ornamenty, to nic innego, jak powtarzający się motyw zdobniczy, a że motyle są same w sobie piękne, więc zrobiłam je w kilku wersjach i to nie pojedynczo.
Wzorek na zakładeczki wyszperałam w necie i po kilku modyfikacjach zrobiłam swoje wersje. Kolorystyka według moich wizji, oprawa i wykonanie własne. Zastosowana kanwa 18ct, 20ct, mulina Ariadna.
Oto moje wersje zakładek:

 
 
 
Wszystkie trzy razem, jak widać wielkość zależała od rodzaju kanwy.

 
Spód gładki, te małe z lewej strony podszyte płócienkiem lnianym, ta z prawej kanwą 18ct. Wszystkie usztywnione flizeliną, można prać w razie zabrudzenia od intensywnego użytkowania.
Myślę, że jeszcze jedna nadawałaby się do tego wyzwania, bo jest w stylu ornamentu, jedynie nie ma na niej motyli, ale to już Ada zadecyduje po zajrzeniu do tego posta.

Następna zabawa jest u Agatki, a u niej królują bratki.
Banerek:

Na początek idzie ornamentowa zakładka w bratki :


 
Tutaj podobnie kanwa 18ct, mulina Ariadna, wzorek z netu- Pinterest, kolorystyka mojego autorstwa, usztywniona flizeliną, przeszyta na maszynie, więc zabezpieczona przed strzępieniem, można prać, prasować bez obaw.
Następna praca bratkowa to serwetka pod szklankę, kubek lub wazonik z kwiatami; do wyboru do koloru. Kanwa jak powyżej wzór ten sam zmienione tylko kolorki w bratkach, można prać, zabezpieczona przed strzępieniem na maszynie gęstym zygzakiem. Wymiary 11 x 11 cm.



Tu w towarzystwie zakładki dla porównania.

Następny wytwór do Agatki to breloczki z kwiatuszkami, zrobione na szydełku.

 
Jak widać w miniaturkach ostatnio gustuję, ale nawet małe wymaga sporo czasu by powstało. Breloczki mają ocieplinowe wypełnienie, są wykonane z włóczek różnego typu i koloru, bez obaw można je prać. Kółeczka przy nich umożliwiają dopięcie do kluczy, plecaka, chlebaka, czy innego dziecięcego wyposażenia.
 Teraz wszystko co do Agatki w jednej fotce zgromadzone:

 
 Mam nadzieję, że dziewczyny jakoś między sobą się dogadają i zaliczą te zakładki oraz inne wytwory moich rąk, do swoich zabaw. Więc jak będzie Ado i Agatko?

Macie dość? Pewnie tak.
 To jednak nie koniec, chcę jeszcze powiedzieć, że wszystko co robię, nie robię wyłącznie dla siebie, tym bardziej do szuflady.
Tutaj Teresa,  poprosiła o pomoc dla dzieciaków z jej szkoły. Kto jeszcze może coś przygotować i wesprzeć tę akcję, serdecznie zapraszam. Można wysyłać do 10 czerwca, ale lepiej nieco wcześniej, bo wiadomo, z Pocztą różnie bywa.
Pokazane w dzisiejszym poście zakładki , serwetka, breloczki, oraz marchewkowe breloczki plus zakładki z mojego posta z dn. 9.05, już pakuję w kopertę i wysyłam do Komańczy. Mam nadzieję, że chociaż troszkę przyczynię się do lepszego życia dzieciaków.
Po edycji, bo skleroza nie boli:

i zapomniane zakładki:


Wspominałam na początku, że będzie na wariackich papierach i pewnie tak wyszło, ale cóż czas nie jest z gumy, a moje moce przerobowe przy kompie dość ograniczone.
Zostało mi jeszcze zaliczenie u Ani i Uli ale to już za kilka dni, przed końcem maja zdążę bo hafciki gotowe. Nie idę na łatwiznę, jednak zrobienie ładnej kartki to już wyższa szkoła jazdy, sam haft wszystkiego nie załatwi.
Kończę to bajdurzenie i na następny post do poczytania zapraszam, baj, baj.

poniedziałek, 23 maja 2016

Maj marchewkowy u Danutki.


Witajcie Kochani.

Zrobiłam sobie mały urlop od bloga, ale czas nie stoi w miejscu więc spróbuję to jakoś nadrobić.
Został mi tylko ten tydzień do wywiązania się z zobowiązań zabawowych, na które się zapisałam.
Czas remontowy prawie się skończył, oczywiście rękami mojego pana męża. Jeszcze ostatnie poprawki i przygotowania do kolejnej tury odnawiania mieszkania. Tak to jest, gdy chłop przyzwyczajony do roboty, zostaje wysłany na wcześniejszą emeryturę; szuka sobie zajęcia w tym co lubi najbardziej, czyli w budowlance remontowej u siebie w mieszkaniu. Swoją drogą, to i dobrze bo inaczej ja bym z nim zwariowała, gdyby nie miał zajęcia i szwendał się bez celu. Jednak, nie o tym dzisiaj być miało.

Nasza Danusia tutaj , na maj wymyśliła sobie i nam przy okazji marchewkowy kolorek.
  Nie ma nic złego w tym kolorze, a marcheweczki oczywiście lubię, tak surowe, jak i gotowane, czy to w zupie, czy w sałatce. W moim oknie jest roleta o takim niby marchewkowym kolorze i świetnie się tam prezentuje. W szafie żadnych ciuszków tej barwy, w niteczkach do haftu kilka odcieni się znajdzie.  To co przygotowałam z niteczkami właśnie ma związek, ale to nie haft, niestety. Zanim wzięłam się za robótkę, musiałam najpierw zwinąć mulinę z pasemka na kartonik, potem rozdzielić na połowę, bo było za grubo do mojej pracy. Gdy już zrobiłam jeden egzemplarz 3 nitkowy i pokazałam córce, stwierdziła że jest za grubo i za duże, więc czekała mnie praca z kolejnym podziałem następnego pasemka, tym razem na trzy części dwunitkowe i dorobienie następnego egzemplarza " tego czegoś". Brzmi to tajemniczo, ale za chwilę się wyjaśni i ukaże bo są to: no kto zgadnie?

Tak dla zmylenia Was wrzucę na początek bukiet bzu, jaki dostałam w ubiegłą niedzielę od męża właśnie,  który " upolował" go na trasie Przemyśl - Krosno.


 
W tak dużym bukiecie znalazł się tylko jeden kwiatuszek z pięcioma płatkami, co oczywiście musiałam uwiecznić na fotce.

Teraz już chyba było dość czasu na to, by zgadnąć co za pracę przygotowałam.
Szydełko było w " akcji" i zrobiło takie breloczki, dość nietypowe, ale może jakiś amator nowalijek nie pogniewa się i będzie je używał. Wykonane z muliny rosyjskiej produkcji z dawien dawna, wypełnienie ociepliną do odzieży z kółeczkiem do zapięcia .
Oto i one w pełnej okazałości:


Wiszą sobie na stojaczku z mojego regionu, który jakiś czas temu dostałam od wędrującego po Bieszczadach syna.


Tu w pozycji leżącej.

 
Te w trzy nitki muliny robione, wyszły większe i grubsze, nawet niteczkowe korzonki na nich widać.

 
Te mniejsze nieco, chudsze z korzonkami, robione w dwie nitki muliny na szydełku.

Mam nadzieję, że brak zielonej natki nie przeszkadza w takim wydaniu, bo nawet kupując nowalijki tego typu, rzadko trafia się  na takie z listeczkami.
Moje marcheweczki w pęczkach są ekologiczne i mimo ich niejadalności, swój urok mają. Mnie się podobają, ale Wy możecie mieć inne zdanie na ten temat. Oczywiście były robione w konkretnym celu, nie do szuflady i niedługo wyruszą w podróż, jak tylko zyskają akceptację jednej osoby.
Czy Danusia też to potwierdzi, zobaczymy. Teraz jeszcze banerek zabawy i idę nakarmić Stefana.


W tym tygodniu będą jeszcze chyba dwa posty z połączonych zabaw do Ady i Agatki, oraz Ani i Uli, hafciki czekają tylko na stosowne oprawy.

Nie przedłużam więc, do następnego poczytania, oglądania, baj, baj.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Czekoladowe szyszki w.....

Witajcie Kochani.

Słowo się rzekło: "kobyłka u płota". Jak mnie nie ma, to długo, ale jak jestem to dzień po dniu. 
 W listopadzie u Danusi króluje czekolada, więc banerek obowiązkowy co bym nie zapomniała zamieścić na końcu:


Mam nadzieję, że będzie mi wybaczone to pierwszeństwo banerka nad pracą, którą niemal w ostatniej chwili wrzucę Stefkowi na pożarcie. Wiele nie będę się rozpisywała, bo i nie ma o czym.
Czekoladę zwłaszcza gorzką uwielbiam i dozuję ją sobie od czasu do czasu, po troszce. Kiedyś ciemny brąz był moim ulubionym, teraz paleta barw się zmieniła. Ogólnie lubię ten kolor, ale w domu staram się otaczać jaśniejszymi odcieniami, nawet w ubraniach już nic w ten deseń nie posiadam.
Moja wyzwaniowa praca miała być inna, ale plany, planami, życie je zweryfikowało. Jak to mówią: umiesz liczyć - licz na siebie. Potrzebowałam małej pomocy syna, który zjawił się z wizytą w domu, ale "wybył gdzieś" i nie wrócił o umówionym czasie, więc moją ostatnią deską ratunku, było coś co kiedyś w czekoladowym kolorze robiłam. Dobrze, że przy okazji tych zawirowań remontowych "owe coś" wpadło w moje łapki, dzięki czemu, wystarczyła mała poprawka, pranie i prasowanie i obfocenie przy sztucznym oświetleniu.
Nie zaskoczę Was tym razem jakąś nowością, bo szydełkowe moje prace już częściowo znacie.
 Tym razem będzie to serwetka w szyszki z grubszego kordonka w kolorze czekolady o średnicy 35 cm.
Nie jest to, jakiś cud wykonany tą techniką, ale w 100 % kolor czekoladowy i na razie ozdobi podwyższenie z bębna tam-tam, na którym jest dekoder do TV naziemnej. Potem się zobaczy gdzie ją umieszczę. Fotkę pokażę jedną, bo oczywiście baterie w aparacie strasznie szybko się wyładowały a zapasowych, niestety brak.  To się nazywa "złośliwość przedmiotów martwych".
No dobra, nie przedłużam, bo już widzę, jak się skręcacie by to zobaczyć.


Teraz lecę do Stefana, a Was proszę o szczere skomentowanie, tego co nie było w planie, a zaistniało, bo jakże bym mogła odpuścić ten miesiąc w zabawie Artystek Kolorystek.

Bardzo dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze pod wczorajszym postem z Panienką Miechunką, aż chce się nadal coś nowego wymyślać.
Miało być krótko, więc do następnego poczytania lub oglądania, baj, baj.

piątek, 23 października 2015

Kwiatowa moda.

                                             Witam jesiennie.

W dzisiejszym poście będzie jesiennie i nieco modowo.
 Ewa Jurewicz, znacie ją chyba wszyscy z pięknych drewienkowych malowideł, szkiców ołówkiem, a także z cudownego ogrodu, któremu poświęca mnóstwo czasu i energii, oraz z innych technik rękodzieła.
Jakiś czas temu, dostałam od Ewy cebule Hippeastrum, które wiosną posadziłam w skrzynko-doniczce, a że było ich sporo, to w mniejszych doniczkach też zagościły. Przez całe lato, upalne, czerpały słoneczko, by teraz jesienią pokazać na co je stać. Miałam obawy, czy zakwitną, ale gdy nastały chłodniejsze dni i doniczki wróciły z balkonu do mieszkania, pokazały się pierwsze pędy kwiatowe. Z jednej cebuli wyrosły piękne dwa kwiaty :



Różne ujęcia, bo aparat nie łapał w kadr całości.
I jeszcze jedno ujęcie robione w innym otoczeniu, przez kamerkę Skypa w Rotterdamie, na tle ściany w moim pokoju . Chociaż odległość spora, to widać zawiązek pędu kwiatowego z kolejnej cebuli, wystarczy dobrze się przyjrzeć:

To mój świat kwiatów kwitnących, namiastka ogrodu, którego nie mam.

Zaczęłam od kwiatów, ale o kwiatach będzie nadal, tylko w innym wydaniu.
U Agatki tutaj, trwa wyzwanie kwiatowe na październik i tym razem są to Dalie:


Jak widać gama kolorystyczna kwiatów dość spora,  mogłam więc wybierać do woli.
Najprościej byłoby sięgnąć po wstążeczki, ale nie bardzo się lubimy, kwiatków z nich nie robię. Wyhaftować dalie, może bym wyhaftowała krzyżykami, ale wzorku żadnego nie znalazłam, zresztą miałam na to inny pomysł. Pisałam kiedyś o swoich upodobaniach do lalek. Oprócz Jane od Madzi, kilku porcelanowych w staroświeckie stroje odzianych, mam też pozostałości po dorosłej już córce, lalki typu Barbi.  Jedną z nich zachciało mi się ubrać w coś nowego. Zostały mi niewykorzystane kordonki z zabawy u Danusi w kolorach oliwkowym i brzoskwiniowym, więc laleczka dostała sukieneczkę w tych barwach, robioną na szydełku z próbą uchwycenia płatków tego niezwykłego kwiatka.
Czy w takiej kreacji lala może pójść na bal, osądźcie sami.

Ujęcie z przodu.

Zbliżenie z przodu na całość.

Widok z boku.






Widok z tyłu. Przy przestawianiu modelki, nieco spodnia warstwa spódniczki się zwichrowała, ale mimo wszystko widać, że tam jest, płatki kwiatu okalające bioderka są dość gęsto usytuowane i kształtem odpowiadają naturalnym, czyli lekko zwijające się na czubkach.

Mam nadzieję, że Agatka przyjmie moją modnisię w poczet daliowych prac październikowych.

Teraz zmykam do innych zajęć, życząc miłego weekendu.
Do następnego poczytania, baj, baj.

sobota, 26 września 2015

U Danutki oliwki.

                                  Witam Kochani.

Witam na wstępie nowe osóbki, które zasiliły szeregi obserwatorów mojego bloga, czyli Ewę, Anię Maksymiuk, Promyka i Dorotę Skarpetowską, cieszę się z Waszej obecności i mam nadzieję, że pozostaniecie na dłużej komentując moje wszelakie poczynania hafciarskie i nie tylko.

Tytuł posta jednak sugeruje co innego i tak jest w rzeczywistości. Miesiąc dobiega końca a ja nie wymodziłam niczego szczególnego.
Danusia na ten miesiąc wymyśliła sobie kolorek tu, który nie wielu osobom przypadł do gustu, mianowicie: oliwkowy. Ja rozumiem, że można się fascynować każdym kolorem, ale oliwkowy, to już lekka przesada. Oglądając prace dziewczyn stwierdziłam, że w takiej kolorystyce nie poszaleję, coś jednak wymodziłam. Najpierw jednak powiem, oliwek nie lubię, nie jadam, żadnych dodatków, ani garderoby w tym kolorze nie posiadam, nawet nici z wyjątkiem muliny do haftu, czy też materiałów nie znalazłam w swoich przepastnych zakamarkach.
 Musiałam jednak jechać odebrać nowy dowód osobisty, więc przy okazji wstąpiłam osobiście do pasmanterii, gdzie kupiłam kordonek Kaja 15, col.312 w wymaganym kolorze i z niego powstało " coś" z czego wcale nie jestem zadowolona, bo moje " zgrabiałe palce" u rąk nijak nie mogły sobie poradzić z idealnym wykończeniem robótki. Na dodatek fotki wyszły nieciekawe, bo i szaruga jesienna się zaczęła. Mając do wyboru, zrezygnować w tym miesiącu z zabawy, albo pokazać moją robótkę, ryzykuję to drugie i powiem tylko - jest jakie jest, użyteczne, można prać, użyć jako brelok lub igielnioko-szpilecznik.
Wiem, że są osoby które lubią tego typu okazy, nawet nieudane / jak dla mnie/, więc ....
Teraz pokażę wreszcie to " coś", czyli dwie zwichrowane sówki.
Tadam:

i następne ujęcie:




Mam nadzieję, że kolorek widać wyraźnie zwłaszcza na ostatniej fotce.
Duża sówka ma 5 cm wysokości, skrzydełka  oliwkowo-zielono-czarne; mała ma 3 cm wysokości skrzydełka zielone, obie są wypełnione ociepliną , całość w dotyku jest milutka, bezpieczna nawet dla małych dzieci, bo nie ma w nich niczego, co zagrażałoby ich zdrowiu.
Nawet nie śmiem pytać, czy Wam się podoba, ale i tak nakarmię nimi Stefana, bo dla Stefani to raczej nie jest jadalne.
Jeszcze tylko banerek i do następnego poczytania, jak tylko dostanę potwierdzenie, że pewna przesyłka dotarła do adresatki, bo w przesyłce było coś na wrzosowe wyzwanie u Agatki.



Baj, baj.

środa, 26 sierpnia 2015

Stefania będzie głodna.

                    Witam bardzo gorąco.

Wróciłam na bloga po małym urlopie, spędzonym w domowych pieleszach.

Upały zelżały, ruch na blogach zaczął być większy. Sezon urlopów jeszcze trwa, ale wiele osób już wróciło wypoczętymi z nowymi siłami do zmagań robótkowych. Wróciła też nasza Królowa Danutka, czas więc zaprezentować swoją pracę na sierpniową zabawę w kolorki.





 Kolor wytypowany na ten miesiąc jest niejednoznaczny, sprawiający prawie wszystkim sporo problemów. Ja nie powiem inaczej, też trudno było mi się zdecydować, czy ma być w jasnym, czy w ciemnym odcieniu.
Winą obarczam panie z pasmanterii, które akurat takie odcienie muliny i kordonka poleciły moim panom, jako te właściwe. Zanim jednak pokażę moją robótkę, którą nakarmię Stefana, powiem że brzoskwinie lubię jako owoce, w moim najbliższym otoczeniu nie mam nic w tym kolorze i jest mi on obojętny, wykorzystywany szczególnie w robótkach typu: szydełkowe lub hafciarskie.

Zaskoczenia raczej nie będzie, nie zrobiłam nic szczególnego ale za to użytecznego.
Nie mogłam się zdecydować na jedną fotkę, więc wrzucę trzy, w różnych ujęciach kompleciku.


W różnych ujęciach uchwycona poduszeczka na igły, szpilki; wykonana na kanwie 18ct w jedną nitkę muliny Ariadna, wzór owoców z Twórczych Inspiracji 9/2012. Wypełnienie- mięciutka watolina do poduszek. Koroneczka zrobiona szydełkiem z kordonka Karat.8 kol .459 firmy Ariadna. Niezgubka do nożyczek w kształcie owocu brzoskwini, zrobiona na szydełku z muliny ze starych zapasów, firmy Ariadna, ozdobiona gotowymi listkami pasmanteryjnymi i wąską wstążeczką, jako zawieszką do nożyczek, co widać na zdjęciu.Jest mięciutka, bo wypełnina tym samym wkładem co podusia i może również służyć jako igielnik.

Czy Stefan przełknie te wytworki, zaraz się okaże. Stefanii nie nakarmię, bo ja niekulinarna jestem i bidulka obejdzie się smakiem.

Na koniec tego wpisu chcę bardzo gorąco powitać nowe osóbki, które zasiliły grono obserwatorów, czujcie się tu dobrze, jak w domu.
Chcę również podziękować za wszystkie komentarze pod poprzednimi postami, oraz za tak liczne zgłoszenia na moje Candy. Można zapisywać się jeszcze do tej niedzieli, czyli 30 sierpnia. Reszta szczegółów w odpowiednim poście, zapraszam.

środa, 11 lutego 2015

Na dywanik proszę: 3P.


Witam wszystkich .

Na początek witam wszystkie nowe osóbki, które zaszczyciły swą obecnością mój blog. Dziękuję też za wszystkie komentarze, jakie zamieszczacie, są one dla mnie motywacją do dalszego publikowania, tego co się wokół mnie dzieje. Widać to po banerkach w pasku bocznym, co rusz coś nowego się pojawia, bo z ciekawości zaglądam do tych, którzy coś organizują. Od września co miesiąc uczestniczę w zabawach kolorami u Danusi, kim ona jest nie muszę przedstawiać, bo wszyscy ją znają. Tak więc przechodzimy do sedna sprawy.

Na miesiąc luty został wybrany kolorek pomarańczowy w trzech wersjach. Wiedziałam, że nie odpuszczę, chociaż za tą barwą nie przepadam, nie mam ubrań w tym kolorze, ani w wystroju mieszkania niczego, co by tę barwę miało. Kojarzy mi się on z ubraniami drogowców, warzywami typu marchewka, czy dynia oraz z owocami takimi cytrusowymi w różnych odmianachMam nadzieję, że ten punkt został wyjaśniony, więc przechodzimy dalej.
Zanim jednak wrzucę swoją pracę na pożarcie wiecznie głodnej niebieskiej żabce, opowiem jak do niej doszło. 
Pierwotny pomysł to były marchewki szydełkowe, ale się już ukazały w wykonaniu chyba Marty, tuż po nich następne uszyte, przez kogo też wiecie, bo to Honorcia, więc odpadam w tej nierównej walce. Kolorkiem spasowały też pomarańcze u Ewy Jurewicz, a ja nadal w lesie.
Przypomniałam sobie, że niedawno przeglądając pawlacz, był tam pomarańczowy materiał, doskonale nadający się na uszycie dyni. Jednak po jego wyjęciu z czeluści skarbów wszelakich, mąż podał mi jeszcze woreczek z tzw. kablikiem/ przynajmniej u nas tak się tę sztuczną włóczkę nazywało kiedyś. Co z niego dawno temu robiłam, już nie wiem, ważne, że był kolor wymagany na zabawę, ale co zeń zrobić; dynię, pompony, bo szydełko ostatnio nie chce odkleić się od moich rąk. Po maratonie z kwiatkami, poszukałam grubszego szydełka i zdecydowałam się na pracę jednobarwną, bez dodatków.
Najpierw banerek, który Wam przybliży mój wybór.


 Dynia odpadła w przedbiegach ze względu na rozmiar, ale powstało za to takie małe coś:
 Powstał pomarańcz, wypełniony ociepliną, nawet skórka jest pogurbiona, jak w prawdziwym, ale co tylko jeden, taki samotny, no nie, tak nie można. Zapas wściekłej nitki jest, zrobię drugiego do towarzystwa. 
 Chwila roboty, i są dwa. 
Podczas robótkowania zakołatało  mi w głowie, trzy pomarańcze, już nie będzie tak do pary, ale sprawdziłam w necie. To tytuł hiszpańskiej bajki o Trzech pomarańczach miłości, poczytałam i link podrzucam:  http://www.treco.pl/inspiracje/bajki-szczegoly/id/5811/page/9
Bo inaczej nie umiem zrobić.
Skoro ma być trzy, to już się biorę do roboty.
Oto one:
 Teraz jak je korzystnie pokazać, na talerzyku- nie mam w takim kolorze. Jedyne wyjście, zrób sobie. Niestety garncarz ze mnie żaden, z pozostałego motka wysupłałam malutki dywanik, w sam raz dla tych owocków.
 Dywanik solo, tak się prezentuje, a w całości z owocami, poniżej
 Takie małe, a cieszy, przynajmniej mnie, a czy żabcia od nich nie dostanie niestrawności, to za chwilę się przekonam, bo taką pracę zgłaszam na lutową zabawę u Danusi.

Po edycji dnia następnego:
Ale, ale zapomniałam, na marzec proponuję kolorek biały.
 
Troszkę Was pomęczyłam tymi opisami, ale ostatnio mało wyszywam to i nie ma o czym pisać.
Kolejny post, miejmy nadzieję będzie już o obrazkach krzyżykowych, bo jesteście ich stęsknione. 
Do poczytania za tydzień. Baj, baj.