Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarby i detale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarby i detale. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2013

z przykrością informujemy,


że z powodu trwającego remontu, w najbliższym czasie zamknięta zostanie czytelnia w naszym obiekcie. zainteresowanych skorzystaniem ze zbiorów, kilka przykładów poniżej, prosimy o zaplanowanie wizyty najpóźniej do końca bieżącego miesiąca. istnieje możliwość wieczystego wypożyczenia dowolnej ilości pozycji. [g]









wtorek, 22 stycznia 2013

półmaraton muzealny


żyjemy, żyjemy.. czekając na rozwój spraw formalno-projektowych, delektujemy się ciszą i spokojem (przed burzą). wygląda na to, że w końcu (?) coś drgnęło. inwentaryzacja prawie skończona, projekt się robi, ma być lada dzień, i będziemy się starać o pozwolenie na budowę. mamy nieśmiałą nadzieję dostać pozwolenie w trybie ekspresowym, lecz znając doświadczenia ZiŁ.. jak będzie? zobaczymy..

w międzyczasie  zdążyliśmy zwiedzić różnie ciekawe i mniej ciekawe miejsca w poszukiwaniu natchnienia.
kraina domów przysłupowych nie jest jedyną krainą szachulcową w Polsce. wspominałam już wcześniej o przepięknych podcieniach żuławskich, dziś pomorska kraina w kratę, której stolicą jest Swołowo.
o Swołowie dowiedziałam się już dość dawno, jakieś dwa lata temu, z internetu. nie będzie zaskoczeniem, że szukałam po prostu informacji o domach szachulcowych i zupełnie niespodziewanie znalazłam Muzeum Kultury Ludowej Pomorza. mniej lub bardziej świadomie kojarzyłam, że nad morzem są szachulce ale nie spodziewałam że jest ich tak dużo.
samo Swołowo, to jedna z najstarszych wsi w regionie słupskim, o owalnicowym układzie przestrzennym, w niewielkim stopniu zmianiona od XIX wieku. Muzeum Pomorza Środkowego, przy wsparciu dotacji unijnych, odremontowało zabytkową zagrodę chłopską (pierwszy etap prac) i stworzyło w niej swoją filię. w 2012 roku został zakończony drugi etap prac remontowo-konserwatorskich, dzięki którym otwarto osiem kolejnych budynków w różnych częściach wsi. całość daje naprawdę imponujący efekt - prawdziwe muzeum na poziomie europejskim. nie jest to typowy skansen. budynki są porozrzucane po całej wsi i jedynie część z nich ma charakter skansenowy - prezentujący wyposażenie wnętrz typowe dla chłopa pomorskiego. pozostałe budynki mieszczą różnego typu wystawy, mniej lub bardziej interaktywne, na temat życia chłopów pomorskich, dawnych zawodów, muzyki, obrzędów itp. zaprezentowane eksponaty nie pochodzą jedynie ze zbiorów poniemieckich, są tam także sprzęty i pamiątki osób przesiedlonych przymusowo do Swołowa po wojnie.









muzeum w Swołowie nie tylko prezentuje budownictwo ludowe, stara się też edukować, uświadamiać jakimi materiałami posługiwano się dawniej, jakie techniki stosowano, jak zapobiegać niszczeniu przez szkodniki czy grzyby.
bardzo brakuje takiej placówki na Dolnym Śląsku. region z tak dużą ilością budynków drewnianych ma tylko jeden skansen (w Pstrążnej koło Kudowy Zdrój)! dla porównania w "murowanej" Wielkopolsce są cztery.
można by powiedzieć, że całe Pogórze Sudeckie jest pewnego rodzaju skansenem ale wiele domów na naszych oczach zginęło, kolejne się sypią, czasem wyjątkowe, wszystkie jedyne w swoim rodzaju.. szkoda, że dolnośląskie władze nie zadbają o stworzenie podobnego muzeum. placówka w Swołowie otrzymała 8 milionów z Unii Europejskiej na drugi etap prac - Pomorze może, Dolny Śląsk nie?

odwiedziliśmy też Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu. kilka subiektywnych słów o muzeum.. hmm.. gdybyśmy wcześniej nie byli w Swołowie, może by mi się nawet podobało. zbiory - całkiem, całkiem, prezentacja - mizerna. wszystkie sprzęty skrupulatnie chroni gruba warstwa pleksy, przez którą nie można przyjrzeć się ekspozycji (odbija się światło), nie mówiąc już o tym, że dobrego zdjęcia zrobić nie można. to ja już chyba wolę znienawidzone przeze mnie sznurki broniące dostępu do eksponatów. opisy maleńkie, słabo zachęcają do przeczytania. warto jednak wybrać się do muzeum chociażby po to, aby zobaczyć malowane meble, zbiór malowideł na szkle, formy piekarskie, wyroby kowalskie czy ule figuralne.










kolejny przystanek - Jindrichovice, a tam mały, prywatny skansen w Czechach, składający się z dwóch domów przysłupowych i kilku mniejszych zabudowań gospodarczych. w czasie naszej wizyty jeden z domów był remontowany. zostaliśmy oprowadzeni po skansenie przez około dwunastoletniego chłopca, który opowiadał nam o czymś. o czym? do końca nie wiem. mówił po czesku i nie starał się mówić ani powoli, ani wyraźnie, więc rozumiałam co trzecie słowo. w samym budynku było dość dużo eksponatów, co sprawiało trochę wrażenie braku ładu i składu. ciekawostką jest działająca kuźnia i mini-wiatrak, który poza funkcją mielenia zbóż ma wiertarkę i tokarkę napędzane siłą wiatru.
oprowadzanie zajęło niecałe pół godziny, co kosztowało 80 koron od osoby. to moim zdaniem całkiem niemało.








ostatnią z naszych wycieczek odbyliśmy do Muzeum Łużyckiego w Zgorzelcu. była to nasza druga próba zobaczenia izby łużyckiej. pierwszy raz był nieudany z powodu braku informacji na stronie internetowej o drobnym szczególe - w soboty zazwyczaj muzeum jest zamknięte.
zobaczyliśmy jedynie wystawę stałą (wystawa czasowa była właśnie zmieniana), którą jest izba łużycka z XVIII/XIX wieku. wnętrze izby wypełnione jest meblami i sprzętami z terenu Łużyc. całość otwiera zrekonstruowana ściana domu przysłupowego. wystawa mieści się w niewielkim pomieszczeniu, jednak można bez ograniczeń przyglądać się sprzętom. bardzo ładny talerzownik (półka na talerze), malowane meble, ceramika. niestety z wrażenia nie zrobiliśmy żadnych zdjęć wnętrza, ale izbę można zobaczyć tutaj.

zachęcam wszystkich do zwiedzania.
[i]

poniedziałek, 25 czerwca 2012

z pamiętnika początkującego ogrodnika



zajmowanie się przydomiem stało się ostatnio dla nas zajęciem nadrzędnym. no bo i co tu robić kiedy nie wiadomo co robić żeby nie zepsuć. wciąż wierzę, że stan ten ulegnie zmianie i jeszcze tego lata zaczniemy grzebać w chałupie. tymczasem niczego w środku nie ruszamy, a że chęć działania rozpiera, staramy się powoli obsadzać działkę. parę nasadzeń robiliśmy już w minionych dwóch latach. lecz to wciąż mało, zwłaszcza, że statystycznie co drugie drzewko wiosenną porą znajduje dzikiego amatora młodziutkiej kory. próbujemy delikatnie osłonić się od sąsiadów i od drogi, wprowadzić enklawy intymności, bo co tu dużo mówić, jest dość łyso, a drzewa i krzewy w pół roku nie urosną.
tworzymy ogród w stylu wiejskim :) dlatego nieustannie poszukuję natchnienia, rozważam różne opcje, wyobrażam sobie.. kupiliśmy kilka krzewów jaśminowca i kaliny, od Ziłów dostaliśmy lipki, jarzębinki i lilaczki (takie maciupciusie, ale chyba wszystkie się przyjęły), od sąsiada mamy pigwowce i aronię (tak, tak, typowo wiejskie okazy) kilka roślin przywieźliśmy od rodzinki, w tym porzeczki. ciągle ukorzeniam, sieję, sadzę i planuję, a może planuję, sieję, sadzę i ukorzeniam (w sumie to sadzimy). eksperymentujemy jakim roślinom będzie się u nas podobało. łubin już wyrasta, naparstnice i dzwonki wysiałam z końcem maja, w tym tygodniu ostróżki, malwy i orliki (tak na dobry początek). wkrótce będę przesadzać do gruntu wysiane w marcu poziomki. może coś z tego będzie.
w obawie przed niszczycielską mocą remontu domu wszystkie obsadzenia są w bezpiecznej (chyba) odległości od śledziby i w rozsądnych ilościach (choć zaczynam wątpić kiedy patrzę na moją kolekcję nasion).

nie jest to tajemnicą, że prace ogrodowe na Dolnym Śląsku mogą zmienić się w odkrycia archeologiczne. wiem, wiem, mało to oryginalne. tutaj wszyscy mają swój skarb (skarb nr 1, skarb nr 2), lecz w końcu mogę powiedzieć: "mam i ja" ;)
kopałam sobie dziurkę w ziemi by posadzić szałwię, gdy coś krągłego rzuciło mi się w oczy!

niestety nie błysnęło jak to na skarb przystało, ale ważne że jest.

porażona gorączka poszukiwawczą kopałam wokół miejsca znaleziska jeszcze przez godzinę. znalazłam jedynie porozbijane skorupy, więc się poddałam. poszłam do warzywniaka (po drugiej stronie domu) posiać cukinię. wkładam łopatkę w ziemię a tu znów coś okrągłego do mnie mruga!



po tak obiecującym znalezisku zaczęliśmy wierzyć, że znajdziemy wejście do śledzibowej piwnicy, w której będzie m.in. korytarz do Eldorado, albo choć legendarna bursztynowa komnata. w miejscu znalezienia drugiej (miedzianej) monety, widziałam nawet ogon pilnującego skarbów bazyliszka, ale G. twierdzi, że to padalec. tymczasem muszą wystarczyć dwie "nietakstare" monety..

poniedziałek, 20 czerwca 2011

szczęście

mamy niezbity dowód na szczęśliwość śledziby!

znalezione na majdanie (podwórzu/polu)
jedna jest pięciolistna ;-)

środa, 27 kwietnia 2011

wsteczny postęp prac

tak nam się chciało pracować.. a tu ledwo co widać! :/ nie mamy za dużo na swoje usprawiedliwienie, może tylko to, że czego się człowiek nie dotknie, tam pojawiają się niespodzianki, przez które strach cokolwiek ruszać! nie, nie, nic nam się na głowę nie sypie, to raczej strach przed zniszczeniem przez nasze nieumiejętne postępowanie czegoś cennego.
oto "przykładowy winowajca" i jego krótka historia..



kilkadziesiąt lat temu, jakiś - dziś można by rzec - wandal, posłużył się wewnętrznymi drzwiami jako substytutem okna. nie mamy pojęcia skąd konieczność wypełniania wnęki okiennej wiekowymi drzwiami, ale postępek ten okazał się mieć i pozytywne aspekty! brutalne zjawiska pogodowe na przestrzeni lat łuszczyły kolejne warstwy farby olejnej, aż do ukazania się gołej struktury drewna z..(!) ledwie widoczną warstwą oryginalnej polichromii. najdziwniejsze jest to, że przechodziliśmy koło tego okna/drzwi setki razy, ale te cudowne wzorki w kwiatki - wykonane prawdopodobnie w czasach budowy domu - objawiły nam się dopiero w minionym tygodniu! teraz strach z czegokolwiek mechanicznie usuwać olejną, co by nie zepsuć kwiecistych malowideł albo innych niespodzianek (i tutaj normalny, zdrowy człowiek chwyta się za głowę diagnozując u nas zachwiania równowagi psychicznej ;-) "co za ludzie! rozczulają się nad blaknącymi bohomazami na starych drzwiach, które pewnie i tak są do spalenia! takie drzwi wymienia się na nowe mdf'y fornirowane egzotykiem"). przez winowajców takich jak "przykładowy" znów trzeba będzie zaciągnąć języka u jakiegoś specjalisty (działania w tej kwestii w toku). a zatem prócz prac porządkowych, w domu (chwilowo) bez zmian.
jednak jakieś postępy widoczne gołym okiem też są - zagospodarowanie działki rozpoczęte (i z pewnością nie zakończone). posadzono drzewka, krzewy i kwiatki..





środa, 16 marca 2011

ulubione detale (cz. 2)

skoro już wybudziłam się z zimowego snu, to zamieszczam kolejnego posta ;)
tym razem z drugą częścią śledzibowych detali, które uwielbiam do szaleństwa. muszę przyznać, że niektórych patentów nie widziałam w innych starych domach ani skansenach. być może dlatego, że w Wielkopolsce nie spotykałam się z budownictwem serbołużyckim. domyślam się, że w Sudetach i na Pogórzu detale, którymi ja się zachwycam są dość powszechne. dla mnie jednak wciąż są specyficzne i oryginalne.
dzięki takim cudeńkom za każdym razem wchodząc do śledziby mam wrażenie przenoszenia się w czasie..
wśród moich ulubionych jest piękna buda dla psa niewielkich rozmiarów ;) (to ta dziura w ścianie przy ziemi, którą odkryliśmy dopiero po odchwaszczeniu)

i piaskowcowy zlew w kuchni (niestety dosyć ciemnej, dlatego zdjęcie mało czytelne)


piaskowcowe "wsporniki" do półek w spiżarniach


ręcznie ciosane bloki piaskowcowe (tutaj portal w spiżarni)


strop w izbie zrębowej (już niedługo nie będzie seledynowy; farba olejna - fuj)

i malowana deska w jednym z pokojów na piętrze


jak zwykle czapki z głów i oklaski dla budowniczych!

ulubionych śledzibowych detali jest więcej, a zatem ciąg dalszy nastąpi..

czwartek, 30 września 2010

ulubione detale (cz. 1)

w śledzibie jest dużo detali architektonicznych, które mnie absolutnie rozczulają. na każdym kroku czuję respekt do budowniczych tego cudownego domu, którzy zadbali o najdrobniejszy szczegół. cieszę się, że choć niektóre z nich nie uległy zniszczeniu i możemy się nimi cieszyć. miałam problem z wyborem swoich ulubionych. oto niektóre z nich:

piaskowcowe okno i portal drzwi wejściowych (zewnętrznych)



(i wewnętrznych)




ściany i sklepienie piaskowcowe (w chlewie!)




drzwi wejściowe (cudo)



futryna drzwi w izbie zrębowej (z rzeźbioną datą 1827 r)



więźba

środa, 14 lipca 2010

ekspert

"ekspert" pan mgr inż. K. A. - "rzeczoznawca w specjalności konstrukcyjno-budowlanej bez ograniczeń do: projektowania, kierowania i kontroli budowy i robót, wytwarzania konstrukcyjnych elementów budowlanych, oceniania i badania stanu technicznego budynków i budowli, przygotowania inwestycji, itd" - przywitał nas wraz ze swoim (współ)pracownikiem panem B. pogodnym zapytaniem "jak go znaleźliście?!". był to miły początek dwugodzinnej ekspertyzy, która co krok dawała nam większą nadzieję, satysfakcję i świadomość, że znaleźliśmy skarb!!!
podczas tego spotkania wiedzieliśmy już co nieco o domach przysłupowych, bo jak się okazało jest to tego typu dom, ale o tym w oddzielnym poście..
postaram się przytoczyć choć kilka jego spostrzeżeń: "te portale najprawdopodobniej są gotyckie, a te renesansowe", "być może został zaadaptowany starszy budynek, lub jego pozostałości", "szyby nie są z XIX wieku (na belce w tzw izbie zrębowej widnieje data 1827 r), są starsze", "więźba dachowa w świetnym stanie", "nic nie musicie wymieniać, tylko oczyścić, piaskowiec wyspoinować, dziury zalepić i już"..
z jakim to entuzjazmem przyjęliśmy takie wieści (cały czas żałuję, że nie nagrywałam wszystkiego co powiedzieli)!
wstępny remont zabezpieczający dom przed dalszym niszczeniem został wyceniony w granicach naszych możliwości, a że właściciel mieszka z tej samej wsi mogliśmy porozmawiać o cenie domu. szczegóły tej rozmowy pozostaną tajemnicą ;-D ale wracając do Poznania każde z nas już wiedziało, będziemy szczęśliwymi posiadaczami jednego z około 600 domów przysłupowych w Polsce!