Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozoficznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozoficznie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 listopada 2010

bolesne konsekwencje spełniania marzeń

i już! zaczęło się! ponosimy konsekwencje decyzji o zakupie domu 215 km od rodzinnego miasta.. wiadomo było, że będzie niełatwo (kłody pod nogami, góra problemów, dym w oczy), ale tęsknoty nie brałam pod uwagę!
od 3 miesięcy jedno z nas żyje "totutotam" - większą część czasu spędza w śledzibie robiąc co się da żeby zabezpieczyć dom na zimę, przyjeżdżając do Poznania raz na czas jakiś w celu regeneracji sił, ogrzania się, przybrania na wadze, wyleczenia kontuzji i ran, zakupienia niezbędnych narzędzi itp.
drugie z nas w tym czasie siedzi w Poznaniu w pracy (niestety) i bardzo, bardzo tęskni..
wydawałoby się, że rozłąka nie będzie problemem, a jednak..doskwiera paskudnie!

jak się mieszka w śledzibie?


warunki są dość spartańskie. od prawie pół wieku nikt w niej nie mieszkał. jest prąd, bieżąca woda i tyle! nie ma łazienki ani kuchni, myć się trzeba w misce, a gotuje się w czajniku elektrycznym (herbatę, kawę i zupki z paczki ;-p). jeden z pokoi na piętrze prawie nadaje się do mieszkania, ale ma ubytki w niektórych oknach, wiec rozbicie namiotu odrobinę podnosi komfort - nie hula w nim wiatr!






śledziba ożywa też nocą (która zapada już ok. 16:00 ;))

sobota, 9 października 2010

w poszukiwaniu natchnienia (Dziekanownice, Osiek)

marzy mi się dom-skansen..
jakimś cudem śledziba zachowała wiele autentycznych elementów, niezmienionych przez wojny, komunizm, cywilizację..
chcielibyśmy uratować co się da, zmienić jak najmniej, zachowując oryginalny charakter zabudowy łużyckiej.
niestety, życie - życiem, prąd, bieżąca woda, ogrzewanie, łazienki, muszą być, ale koncepcja domu-skansenu coraz bardziej mi się podoba.
w poszukiwaniu natchnienia wybraliśmy się niedawno do dwóch wielkopolskich skansenów. pierwszy, w Dziekanowicach (21 ha, 53 obiekty), gdzie zauroczyły mnie przede wszystkim wnętrza.







drugi, w Osieku nad Notecią (28 obiektów, 13 ha), który wśród obiektów ma także "domy w kratę".







skansenowe odwiedziny skłoniły mnie do refleksji.. zastanawiam się, czy nasz (w przyszłości) parahotelarski dom mógłby przybrać formę domu-skansenu.. czy znajdą się ludzie, którzy chcieliby mieszkać lub choć zanocować w pokoju-skansenie, spać w starym łóżku, wśród starych przedmiotów, zjeść domowy posiłek w starych naczyniach, starymi sztućcami, przy starym stole, móc nie tylko dotknąć wszystkie sprzęty, ale wręcz z nich korzystać..?
ja bym chciała, bardzo! już nie mogę się doczekać!

niedziela, 3 października 2010

druga fala przesiedlenia

domy w Karkonoszach, Górach Izerskich i na Pogórzu mają moc - moc przyciągania! w miarę naszych wycieczek po okolicy i "buszowania" w internecie zaobserwowałam zjawisko, które nazwałam roboczo "drugą falą przesiedlenia".
tym razem nowi mieszkańcy poniemieckich domów to nie przesiedleńcy zza Buga, a mieszkańcy wielkich miast, którzy znużeni, zmęczeni miejskim życiem i przerażeni prędkością z jaką ucieka "miejski czas" chcą odnaleźć spokój, sens życia, siebie!
różnic między pierwszymi przesiedleńcami (tymi zza Buga), a drugimi (tymi z miast) jest kilka:
- ci pierwsi nie widzą uroku i piękna poniemieckich domów, podczas gdy ci drudzy widzą, oj widzą! ;)
- ci pierwsi niejednokrotnie doprowadzają domy do ruiny (lub, co gorsza, zmieniają je w betonowy klocek, czy "nowoczesny" dom), ci drudzy z ruin je podnoszą
- pierwsi zostali ze swoich domów wyrzuceni i zmuszeni do zamieszkania w domach ówczesnego wroga, ci drudzy przeprowadzają się z własnej, nieprzymuszonej woli, z potrzeby spełniania marzeń
- ci pierwsi myślą, że mieszkają w tych domach za karę, drudzy widzą w nich nagrodę

nie ukrywam - mam nadzieję, że prędzej czy później dołączymy do "drugiej fali przesiedlenia"..

wtorek, 24 sierpnia 2010

okno na lepszy świat

budzić się z widokiem na góry..bezcenne!





okno (a raczej jego brak) na lepszy świat - nasz świat..

piątek, 7 maja 2010

poszukiwania..

zawsze marzyłam o domu... domu w górach.. takim ciepłym i spokojnym, z kominkiem, pachnącym drewnem i dobrym jedzeniem.. ale będąc córką skromnie zarabiających rodziców i jednocześnie osobą niezbijającą kokosów (pracuję w budżetówce), spełnienie tego marzenia uważałam za nierealne..
co czas jakiś, z dużą dozą nieśmiałości zaglądałam na strony internetowe południowych agencji nieruchomości marząc, marząc, marząc, przesiąknięta nadzieją, ze on gdzieś tam jest, że na mnie czeka, że na pewno jest wystarczająco tani, żebym go mogła kupić.. niestety każda następna wizyta na "nieruchomościowych" stronach internetowych uzmysławiała mi, że znalezienie chaty w okazyjnej cenie po wejściu Polski do Unii jest raczej niemożliwe.
pomysł kupna domu (lub działki) w górach powrócił przypadkowo w trakcie jednego z górskich wyjazdów w listopadzie 2009. wpadliśmy z G. na ruinę domu na sprzedaż, na którą ostatecznie się nie zdecydowaliśmy. od tamtego czasu oboje myśleliśmy o kupnie chałupki poważniej niż kiedykolwiek, więc poszukiwania się rozpoczęły. po odłożeniu skromnej sumki kupno wydawało się możliwe (przy wsparciu kredytu), choć to co odłożyłam pewnie lepiej byłoby zamienić na średniej klasy 10-letni samochód ;(
za sobą mamy już kilka wyjazdów turystyczno - poszukiwawczych, każdy z nich był większym rozczarowaniem. domy wyglądające w internecie dosyć interesująco i mieszczące się w naszej zdolności kredytowej albo mają popękane ściany, albo dziurawy jak sito dach, albo w ogóle tego dachu nie mają, a zdjęcia w internecie są sprzed dwóch, trzech a może i dziesięciu lat.
jutro wyjazd ostatniej szansy.. jeśli się nie uda, włożę moje utkane marzenie do starej szufladki, w której będzie czekało na lepszy czas..
wyjazd ostatniej szansy, to wyjazd pod Lwówek Śląski, nieopodal którego znajduje się on - dom który na nas czeka.. dom w opłakanym stanie.. dom który chce być uratowany.. tylko czy ten dom wybierze właśnie nas na swoich mieszkańców - opiekunów - restauratorów..?
jutro się okaże..
jestem bardzo, bardzo podekscytowania!