Dziś kilka inspirujących zdjęć z popołudniowej herbatki na tarasie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W ogrodzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W ogrodzie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 lipca 2016
Letnie przyjemności
Hello, jestem !!! Nie rozwodzę się nad powodami znikomej mojej tu obecności i robię szybki przeskok do lata. Uwielbiam ten czas. Słońce, leniwe poranki, zapach skoszonej trawy i godziny spędzone w ogrodzie. Lato to czas wzmożonej aktywności towarzyskiej. Spotkaniom z przyjaciółmi sprzyja ogólna chęć odprężenia i długie, ciepłe wieczory. Warto podczas takich spotkań zadbać o odpowiedni nastrój by umilić wszystkim te chwile relaksu. Cudowny klimat pomogą nam stworzyć tekstylia w letnich barwach i kolorowe naczynia. Nie bójcie się też korzystać np. podczas grilla z naczyń jednorazowych. Na rynku jest tyle fajnych wzorów, które spokojnie mogą zastąpić zwyczajne jednorazówki. Nie tak dawno kupiłam w Pepco papierowe talerzyki i kubeczki w przepięknych pastelowych kolorach w kropki i ananasy. Nie zapominajmy również o nastrojowym oświetleniu. Tu z powodzeniem sprawdzą się lampiony, latarenki, sznury lampek i wszelkiego rodzaju świece, także te zapachowe. Przy tym wszystkim pamiętajcie o najważniejszym, cieszcie się trwającą chwilą.
Dziś kilka inspirujących zdjęć z popołudniowej herbatki na tarasie.
Dziś kilka inspirujących zdjęć z popołudniowej herbatki na tarasie.
sobota, 14 listopada 2015
Witaminki, witaminki...
Witajcie.
Hmm, po takiej przerwie nie wiem jak zacząć. Właściwie to jestem całkiem dobra w takim znikaniu na dłużej, więc nie powinny sprawiać mi problemu nagłe powroty, a jednak... Może zacznę od tego, że losy bloga stały pod znakiem zapytania. Najzwyczajniej w świecie głupio mi było, że zaniedbuję to miejsce. Zegar zasuwał do przodu, a ja ani chęci, ani czasu nie miałam, żeby skrobnąć choć kilka słów. Żal mi jednak było ot tak porzucić te moje pamiętnikowe strony. W końcu tyle serca i pracy tu włożyłam. Myślałam też o Was i tych wszystkich komentarzach, które dają tyle radości i wielokrotnie umacniają wiarę we własne możliwości. Ostatnio zajrzałam na statystyki bloga i byłam w szoku, że mimo tak znikomej mojej aktywności Wy wciąż do mnie wpadacie. Należą się Wam wielkie podziękowania.
Wszystkie te okoliczności sprawiły, że postanowiłam tu zostać. Co więcej nie będę się przejmować dłuższymi nieobecnościami. Wychodzę z założenia, że gdy będzie temat, okazja i czas chętnie podzielę się z Wami moimi małymi radościami.
Przejdźmy teraz do właściwego tematu. Ostatnio w moje ręce wpadła książka Jerzego Zięby "Ukryte Terapie". Całej jeszcze nie przeczytałam, ale już jestem pod wrażeniem zawartych w niej informacji. Od dłuższego czasu wprowadzam do domu zdrowe zasady żywienia. Bardziej świadomie robię zakupy i staram się wybierać najlepszej jakości produkty. Medycynę konwencjonalną coraz częściej zastępuję chińską, wszystko oczywiście w granicach rozsądku. Książka, a właściwie jej wstęp potwierdziła moje zdanie, o lekach i szczepionkach. Autor podkreśla jak ważny jest nasz układ odpornościowy, który nie może prawidłowo funkcjonować gdy ma niedobory witamin. Chodzi tu głównie o witaminę D i C. Nie będę rozpisywać się więcej w tym temacie. Każdy po książkę może sięgnąć i wyrobić sobie własne zdanie. Ja wciąż nad swoim pracuję i zgłębiam wiedzę o interesujących mnie zagadnieniach w różnych źródłach, bo do zdrowia należy podchodzić mądrze. Ślepa wiara może być zgubna. Wiem jednak, że witaminy to podstawa. Oczywiście najlepsze są te naturalne. Dbam więc o to, by o tej porze roku było ich w naszej diecie jak najwięcej.
Idealnym źródłem witaminy C jest dzika róża. Mój tato zebrał jej dla mnie sporą ilość, a ja spędzając przy tym kilka ładnych godzin usuwałam z niej pestki. Wysuszone owoce trafiły do słoika. Teraz codziennie robię z nich zdrową herbatę, dosładzając naturalnym miodem.
Jesień wciąż jest taka piękna, więc wczorajszą herbatkę popijałam w ogrodzie. Wystawiałam twarz do słońca, by złapać jeszcze choć trochę witaminy D. Oczywiście wszystko musiałam uwiecznić na zdjęciach.
Hmm, po takiej przerwie nie wiem jak zacząć. Właściwie to jestem całkiem dobra w takim znikaniu na dłużej, więc nie powinny sprawiać mi problemu nagłe powroty, a jednak... Może zacznę od tego, że losy bloga stały pod znakiem zapytania. Najzwyczajniej w świecie głupio mi było, że zaniedbuję to miejsce. Zegar zasuwał do przodu, a ja ani chęci, ani czasu nie miałam, żeby skrobnąć choć kilka słów. Żal mi jednak było ot tak porzucić te moje pamiętnikowe strony. W końcu tyle serca i pracy tu włożyłam. Myślałam też o Was i tych wszystkich komentarzach, które dają tyle radości i wielokrotnie umacniają wiarę we własne możliwości. Ostatnio zajrzałam na statystyki bloga i byłam w szoku, że mimo tak znikomej mojej aktywności Wy wciąż do mnie wpadacie. Należą się Wam wielkie podziękowania.
Wszystkie te okoliczności sprawiły, że postanowiłam tu zostać. Co więcej nie będę się przejmować dłuższymi nieobecnościami. Wychodzę z założenia, że gdy będzie temat, okazja i czas chętnie podzielę się z Wami moimi małymi radościami.
Przejdźmy teraz do właściwego tematu. Ostatnio w moje ręce wpadła książka Jerzego Zięby "Ukryte Terapie". Całej jeszcze nie przeczytałam, ale już jestem pod wrażeniem zawartych w niej informacji. Od dłuższego czasu wprowadzam do domu zdrowe zasady żywienia. Bardziej świadomie robię zakupy i staram się wybierać najlepszej jakości produkty. Medycynę konwencjonalną coraz częściej zastępuję chińską, wszystko oczywiście w granicach rozsądku. Książka, a właściwie jej wstęp potwierdziła moje zdanie, o lekach i szczepionkach. Autor podkreśla jak ważny jest nasz układ odpornościowy, który nie może prawidłowo funkcjonować gdy ma niedobory witamin. Chodzi tu głównie o witaminę D i C. Nie będę rozpisywać się więcej w tym temacie. Każdy po książkę może sięgnąć i wyrobić sobie własne zdanie. Ja wciąż nad swoim pracuję i zgłębiam wiedzę o interesujących mnie zagadnieniach w różnych źródłach, bo do zdrowia należy podchodzić mądrze. Ślepa wiara może być zgubna. Wiem jednak, że witaminy to podstawa. Oczywiście najlepsze są te naturalne. Dbam więc o to, by o tej porze roku było ich w naszej diecie jak najwięcej.
Idealnym źródłem witaminy C jest dzika róża. Mój tato zebrał jej dla mnie sporą ilość, a ja spędzając przy tym kilka ładnych godzin usuwałam z niej pestki. Wysuszone owoce trafiły do słoika. Teraz codziennie robię z nich zdrową herbatę, dosładzając naturalnym miodem.
Jesień wciąż jest taka piękna, więc wczorajszą herbatkę popijałam w ogrodzie. Wystawiałam twarz do słońca, by złapać jeszcze choć trochę witaminy D. Oczywiście wszystko musiałam uwiecznić na zdjęciach.
Na koniec jeszcze jedna informacja. Zauważyłam właśnie, że to mój setny post. Chyba muszę sobie pogratulować hihihi.
Pozdrawiam Was moje wierne czytelniczki i życzę pięknego weekendu. Nie wiem kiedy znowu się pojawię, ale obiecuję zrobię to na pewno :)))
Beti
czwartek, 24 września 2015
Przyszła jesień
Ukradkiem, po cichutku, ciągnąc za sobą chłodne poranki przyszła jesień. W ogrodzie rozsypała kolorowe liście, a jarzębinę zabarwiła na czerwono...
Do tego krajobrazu mój taras w odcieniach lata ni jak nie pasował. We wczorajszym ciepłym, popołudniowym słońcu bawiłam się więc kolorami jesieni, zmieniając nasz wypoczynkowy zakątek. Wrzosy, dynie, szyszki i iglaki zajęły miejsca na półkach konsoli, a na leżaku zagościł ciepły pled. Gdy schowało się słońce klimat zrobiły słoikowe lampiony. Miałam ochotę usiąść na chwilkę i w takiej scenerii poczytać książkę jednak pewne sprawy odebrały mi tą przyjemność. Mam jednak nadzieję, że tegoroczna jesień będzie naprawdę piękna i jeszcze nieraz pozwoli mi na taki relaks. A może dziś się uda? Tego i Wam życzę :))
Do tego krajobrazu mój taras w odcieniach lata ni jak nie pasował. We wczorajszym ciepłym, popołudniowym słońcu bawiłam się więc kolorami jesieni, zmieniając nasz wypoczynkowy zakątek. Wrzosy, dynie, szyszki i iglaki zajęły miejsca na półkach konsoli, a na leżaku zagościł ciepły pled. Gdy schowało się słońce klimat zrobiły słoikowe lampiony. Miałam ochotę usiąść na chwilkę i w takiej scenerii poczytać książkę jednak pewne sprawy odebrały mi tą przyjemność. Mam jednak nadzieję, że tegoroczna jesień będzie naprawdę piękna i jeszcze nieraz pozwoli mi na taki relaks. A może dziś się uda? Tego i Wam życzę :))
poniedziałek, 6 lipca 2015
Potrzeba matką wynalazku.
Mamy upragnione lato. Takie prawdziwe z pogodą z nadmorskich kurortów. Dzieciaki od rana do wieczora pływają w basenie, psy z wywieszonymi jęzorami szukają zacienionego miejsca na trawie, a ja trochę w ogrodzie, trochę w kuchni przebieram nogami z niecierpliwości na szykujący się w sobotę wakacyjny wyjazd. Kolejny raz Chorwacja i ukochane Mandre. Ależ się cieszę !!!
Zanim jednak ucieknę do pakowania walizek jeszcze słów kilka o ostatnich poczynaniach. Przy okazji prezentacji mojego tarasu i leżanki z palety wspominałam, że to nie koniec pracy z tym materiałem. A wszystko zaczęło się od potrzeby. Jakiś czas temu kupiłam duży słój z kranikiem na lemoniadę. Wszystko bomba tylko gdzie go latem postawić? Nie pasował mi na stole, a to z prostej przyczyny. Musiał stać na brzegu, żeby można było swobodnie dostać się ze szklanką pod kranik. No i zaświeciła się lampka i pojawił się pomysł na stworzenie wąskiej konsoli pod ten słoik. W ruch poszły narzędzia, farby i pędzle i stworzyliśmy z W. kolejny mebel z palet. Stoi teraz konsola na tarasie, na niej słoik z lemoniadą, a do kompletu jeszcze słynne słoiki z uchwytami, wszystko firmy Kilner. Jest też miejsce na świeczniki i doniczki z ziołami. Można powiedzieć, że to mebel z historią bo deski na blat pochodzą z rozebranej starej stodoły dziadka mojego męża. Zostały wyczyszczone i zaolejowane barwiącym olejem. Olejowanie muszę jeszcze powtórzyć, bo stare deski mocno chłoną. No dobrze kończę już z tym pisaniem, pora to wszystko zobaczyć.
Zanim jednak ucieknę do pakowania walizek jeszcze słów kilka o ostatnich poczynaniach. Przy okazji prezentacji mojego tarasu i leżanki z palety wspominałam, że to nie koniec pracy z tym materiałem. A wszystko zaczęło się od potrzeby. Jakiś czas temu kupiłam duży słój z kranikiem na lemoniadę. Wszystko bomba tylko gdzie go latem postawić? Nie pasował mi na stole, a to z prostej przyczyny. Musiał stać na brzegu, żeby można było swobodnie dostać się ze szklanką pod kranik. No i zaświeciła się lampka i pojawił się pomysł na stworzenie wąskiej konsoli pod ten słoik. W ruch poszły narzędzia, farby i pędzle i stworzyliśmy z W. kolejny mebel z palet. Stoi teraz konsola na tarasie, na niej słoik z lemoniadą, a do kompletu jeszcze słynne słoiki z uchwytami, wszystko firmy Kilner. Jest też miejsce na świeczniki i doniczki z ziołami. Można powiedzieć, że to mebel z historią bo deski na blat pochodzą z rozebranej starej stodoły dziadka mojego męża. Zostały wyczyszczone i zaolejowane barwiącym olejem. Olejowanie muszę jeszcze powtórzyć, bo stare deski mocno chłoną. No dobrze kończę już z tym pisaniem, pora to wszystko zobaczyć.
Na koniec jeszcze konsola wyszlifowana i gotowa do malowania.
Mam nadzieję, że Was trochę zainspirowałam. Wystarczy trochę pokombinować i z palet można stworzyć naprawdę cuda.
Żegnam się na dłużej, przyznaję, że mało teraz do Was zaglądam, ale moje serce jest już w Chorwacji. Za każdym razem bardziej tęsknimy za tym naszym miejscem na ziemi i odliczamy miesiące, tygodnie i dni do wyjazdu. Po powrocie podzielę się tym moim rajem, a niecierpliwych zapraszam na Instagram gdzie zdjęcia będą o wiele szybciej :)
Buziaki dla Was
Pa pa.
poniedziałek, 18 maja 2015
:)))
Tydzień zaczynamy słonecznie. Oby tak dalej.
A dla Was migawki z tarasu na którym wciąż coś przestawiam.
Buziaki :)
A dla Was migawki z tarasu na którym wciąż coś przestawiam.
Buziaki :)
sobota, 9 maja 2015
Zapraszam na taras
Mamy upragniony weekend i nie wiem jak u Was, ale u mnie standardowo leje. Wymarzona pogoda. Dlaczego nie pada w ciągu tygodnia? Natura jest czasem złośliwa. Na szczęście tarasową sesję zdjęciową zrobiłam wczoraj, więc dziś mogę pokazać Wam słoneczne zdjęcia. Może to trochę poprawi nastroje.
Obiecałam, że ten wpis będzie bardzo obszerny zwłaszcza jeśli chodzi o zdjęcia, ale mam szczerą nadzieję, że wytrwacie do końca. Jak wiecie w zeszłym roku praktycznie przez całe wakacje trwały prace w ogrodzie związane ze zmianą ogrodzenia, układaniem kostki na podjeździe, jej wymianą na tarasie i inne dopieszczające, które kończyliśmy jeszcze tej wiosny. Na tą chwilę mogę powiedzieć, że większość grubszych prac jest skończona, ale z pewnością znajdzie się jeszcze coś do poprawy. Mam nadzieję, że z tym sama dam sobie radę, bo mój W. oznajmił, że w tym roku już nic robić nie zamierza, a w ogrodzie będzie tylko odpoczywał. I dobrze, jestem za, w końcu po to właśnie mamy ten ogród, no i taras oczywiście. A żeby się dobrze na tarasie odpoczywało, musi być i ładnie, i wygodnie. Jak dla mnie oba warunki zostały spełnione. Zresztą sami zobaczcie...
Obiecałam, że ten wpis będzie bardzo obszerny zwłaszcza jeśli chodzi o zdjęcia, ale mam szczerą nadzieję, że wytrwacie do końca. Jak wiecie w zeszłym roku praktycznie przez całe wakacje trwały prace w ogrodzie związane ze zmianą ogrodzenia, układaniem kostki na podjeździe, jej wymianą na tarasie i inne dopieszczające, które kończyliśmy jeszcze tej wiosny. Na tą chwilę mogę powiedzieć, że większość grubszych prac jest skończona, ale z pewnością znajdzie się jeszcze coś do poprawy. Mam nadzieję, że z tym sama dam sobie radę, bo mój W. oznajmił, że w tym roku już nic robić nie zamierza, a w ogrodzie będzie tylko odpoczywał. I dobrze, jestem za, w końcu po to właśnie mamy ten ogród, no i taras oczywiście. A żeby się dobrze na tarasie odpoczywało, musi być i ładnie, i wygodnie. Jak dla mnie oba warunki zostały spełnione. Zresztą sami zobaczcie...
Zanim mąż oświadczył, że koniec jego roboczego wkładu, zdążył zrealizować projekt żony. Przeglądając Pinterest natknęłam się na zdjęcia mebli z palet. Nie to, żebym wcześniej nic takiego nie widziała, ale akurat wtedy mnie olśniło. Paleta stała sobie w garażu w oczekiwaniu na ścięcie, w garderobie leżał niewykorzystywany materac. Szybka przymiarka, przeróbka, cztery kółka, malowanie i zrobiliśmy wspólnie tarasową sofę.
Bardzo podobają mi się tarasowe zasłonki i tu pomocna jak zawsze okazała się Ikea.
Pewnie się zastanawiacie, jak się sprawdza taki jasny dywanik na ogrodzie? Otóż nie mam pojęcia. Pojawił się tutaj jedynie na potrzeby bloga, ale zaraz jadę w poszukiwaniu takiego z wyplatanych włókien, żeby się nie brudził, co raczej jest konieczne gdy po podwórku biegają zwierzaki.
Od taty wysępiłam dwie drewniane skrzyneczki, które po przemalowaniu ustawiłam jako dekoracyjne półki na kwiaty i lampiony. Te ostatnie zrobiłam z wielkich słoików, których brzegi owinęłam sznurkiem.
Na tarasie jest też duży stół, przy którym latem wspólnie jadamy posiłki. Planujemy wymianę foteli, ale to pewnie dopiero w kolejnym sezonie.
Na koniec jeszcze wypoczynek na mega wygodnym fotelowym hamaku. Polecam wszystkim, jeśli tylko macie możliwość zawieszenia takiego cuda, naprawdę warto. To nie musi być super drogi model jakich teraz dużo w internecie. Ja swój kupiłam w Realu za ok. 60 zł i jestem naprawdę bardzo zadowolona.
Jak widać nie tylko ja lubię mój taras :))
To już koniec tarasowej relacji. Obiecuję, że jeszcze Was tu zaproszę, bo to nie koniec jego aranżacji. W głowie mam już pewien pomysł, bo dostała mi się kolejna paleta.
Mimo deszczowej pogody, życzę Wam wspaniałego weekendu.
Beti
Subskrybuj:
Posty (Atom)