Dziś kilka inspirujących zdjęć z popołudniowej herbatki na tarasie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 lipca 2016
Letnie przyjemności
Hello, jestem !!! Nie rozwodzę się nad powodami znikomej mojej tu obecności i robię szybki przeskok do lata. Uwielbiam ten czas. Słońce, leniwe poranki, zapach skoszonej trawy i godziny spędzone w ogrodzie. Lato to czas wzmożonej aktywności towarzyskiej. Spotkaniom z przyjaciółmi sprzyja ogólna chęć odprężenia i długie, ciepłe wieczory. Warto podczas takich spotkań zadbać o odpowiedni nastrój by umilić wszystkim te chwile relaksu. Cudowny klimat pomogą nam stworzyć tekstylia w letnich barwach i kolorowe naczynia. Nie bójcie się też korzystać np. podczas grilla z naczyń jednorazowych. Na rynku jest tyle fajnych wzorów, które spokojnie mogą zastąpić zwyczajne jednorazówki. Nie tak dawno kupiłam w Pepco papierowe talerzyki i kubeczki w przepięknych pastelowych kolorach w kropki i ananasy. Nie zapominajmy również o nastrojowym oświetleniu. Tu z powodzeniem sprawdzą się lampiony, latarenki, sznury lampek i wszelkiego rodzaju świece, także te zapachowe. Przy tym wszystkim pamiętajcie o najważniejszym, cieszcie się trwającą chwilą.
Dziś kilka inspirujących zdjęć z popołudniowej herbatki na tarasie.
Dziś kilka inspirujących zdjęć z popołudniowej herbatki na tarasie.
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Dwanaście świeczek
Kolejny rok, kolejny styczeń i właśnie w tym miesiącu moja córka obchodzi swoje urodziny. Czas biegnie nieubłaganie, a ja układając świeczki na torcie zastanawiam się kiedy minęło dwanaście lat. Nie ma już śladu po małej dziewczynce, nikt już nie przebiera lalek. Miejsce pluszaków na szafce zajęło lusterko i koszyk z kosmetykami. Zapach perfum unosi się w łazience i tylko ulubione figurki koników pozwalają jeszcze na chwilę zatrzymać tą dziewczynę w dziecięcym świecie.
Z racji tego, że rozpoczęły się u nas ferie przyjęcie urodzinowe dla koleżanek z klasy odbyło się nieco wcześniej niż rzeczywista data urodzin. Tematem przewodnim były oczywiście konie. Zadbałyśmy o dekoracje i nawet tata z bratem pomogli zbijając ściankę, na której namalowałam konia. Proszę nie śmiejcie się, zdolności do rysowania nie mam więc daleko mu do ideału. Ścianka posłużyła jako tło dla słodkiego bufetu. Hitem imprezy okazały się pianki umoczone w białej czekoladzie i udekorowane słodką posypką. Muszę przyznać, że tort też wyszedł mi pyszny, ale w to musicie uwierzyć na słowo. To co, zapraszam na urodziny...
Z racji tego, że rozpoczęły się u nas ferie przyjęcie urodzinowe dla koleżanek z klasy odbyło się nieco wcześniej niż rzeczywista data urodzin. Tematem przewodnim były oczywiście konie. Zadbałyśmy o dekoracje i nawet tata z bratem pomogli zbijając ściankę, na której namalowałam konia. Proszę nie śmiejcie się, zdolności do rysowania nie mam więc daleko mu do ideału. Ścianka posłużyła jako tło dla słodkiego bufetu. Hitem imprezy okazały się pianki umoczone w białej czekoladzie i udekorowane słodką posypką. Muszę przyznać, że tort też wyszedł mi pyszny, ale w to musicie uwierzyć na słowo. To co, zapraszam na urodziny...
sobota, 14 listopada 2015
Witaminki, witaminki...
Witajcie.
Hmm, po takiej przerwie nie wiem jak zacząć. Właściwie to jestem całkiem dobra w takim znikaniu na dłużej, więc nie powinny sprawiać mi problemu nagłe powroty, a jednak... Może zacznę od tego, że losy bloga stały pod znakiem zapytania. Najzwyczajniej w świecie głupio mi było, że zaniedbuję to miejsce. Zegar zasuwał do przodu, a ja ani chęci, ani czasu nie miałam, żeby skrobnąć choć kilka słów. Żal mi jednak było ot tak porzucić te moje pamiętnikowe strony. W końcu tyle serca i pracy tu włożyłam. Myślałam też o Was i tych wszystkich komentarzach, które dają tyle radości i wielokrotnie umacniają wiarę we własne możliwości. Ostatnio zajrzałam na statystyki bloga i byłam w szoku, że mimo tak znikomej mojej aktywności Wy wciąż do mnie wpadacie. Należą się Wam wielkie podziękowania.
Wszystkie te okoliczności sprawiły, że postanowiłam tu zostać. Co więcej nie będę się przejmować dłuższymi nieobecnościami. Wychodzę z założenia, że gdy będzie temat, okazja i czas chętnie podzielę się z Wami moimi małymi radościami.
Przejdźmy teraz do właściwego tematu. Ostatnio w moje ręce wpadła książka Jerzego Zięby "Ukryte Terapie". Całej jeszcze nie przeczytałam, ale już jestem pod wrażeniem zawartych w niej informacji. Od dłuższego czasu wprowadzam do domu zdrowe zasady żywienia. Bardziej świadomie robię zakupy i staram się wybierać najlepszej jakości produkty. Medycynę konwencjonalną coraz częściej zastępuję chińską, wszystko oczywiście w granicach rozsądku. Książka, a właściwie jej wstęp potwierdziła moje zdanie, o lekach i szczepionkach. Autor podkreśla jak ważny jest nasz układ odpornościowy, który nie może prawidłowo funkcjonować gdy ma niedobory witamin. Chodzi tu głównie o witaminę D i C. Nie będę rozpisywać się więcej w tym temacie. Każdy po książkę może sięgnąć i wyrobić sobie własne zdanie. Ja wciąż nad swoim pracuję i zgłębiam wiedzę o interesujących mnie zagadnieniach w różnych źródłach, bo do zdrowia należy podchodzić mądrze. Ślepa wiara może być zgubna. Wiem jednak, że witaminy to podstawa. Oczywiście najlepsze są te naturalne. Dbam więc o to, by o tej porze roku było ich w naszej diecie jak najwięcej.
Idealnym źródłem witaminy C jest dzika róża. Mój tato zebrał jej dla mnie sporą ilość, a ja spędzając przy tym kilka ładnych godzin usuwałam z niej pestki. Wysuszone owoce trafiły do słoika. Teraz codziennie robię z nich zdrową herbatę, dosładzając naturalnym miodem.
Jesień wciąż jest taka piękna, więc wczorajszą herbatkę popijałam w ogrodzie. Wystawiałam twarz do słońca, by złapać jeszcze choć trochę witaminy D. Oczywiście wszystko musiałam uwiecznić na zdjęciach.
Hmm, po takiej przerwie nie wiem jak zacząć. Właściwie to jestem całkiem dobra w takim znikaniu na dłużej, więc nie powinny sprawiać mi problemu nagłe powroty, a jednak... Może zacznę od tego, że losy bloga stały pod znakiem zapytania. Najzwyczajniej w świecie głupio mi było, że zaniedbuję to miejsce. Zegar zasuwał do przodu, a ja ani chęci, ani czasu nie miałam, żeby skrobnąć choć kilka słów. Żal mi jednak było ot tak porzucić te moje pamiętnikowe strony. W końcu tyle serca i pracy tu włożyłam. Myślałam też o Was i tych wszystkich komentarzach, które dają tyle radości i wielokrotnie umacniają wiarę we własne możliwości. Ostatnio zajrzałam na statystyki bloga i byłam w szoku, że mimo tak znikomej mojej aktywności Wy wciąż do mnie wpadacie. Należą się Wam wielkie podziękowania.
Wszystkie te okoliczności sprawiły, że postanowiłam tu zostać. Co więcej nie będę się przejmować dłuższymi nieobecnościami. Wychodzę z założenia, że gdy będzie temat, okazja i czas chętnie podzielę się z Wami moimi małymi radościami.
Przejdźmy teraz do właściwego tematu. Ostatnio w moje ręce wpadła książka Jerzego Zięby "Ukryte Terapie". Całej jeszcze nie przeczytałam, ale już jestem pod wrażeniem zawartych w niej informacji. Od dłuższego czasu wprowadzam do domu zdrowe zasady żywienia. Bardziej świadomie robię zakupy i staram się wybierać najlepszej jakości produkty. Medycynę konwencjonalną coraz częściej zastępuję chińską, wszystko oczywiście w granicach rozsądku. Książka, a właściwie jej wstęp potwierdziła moje zdanie, o lekach i szczepionkach. Autor podkreśla jak ważny jest nasz układ odpornościowy, który nie może prawidłowo funkcjonować gdy ma niedobory witamin. Chodzi tu głównie o witaminę D i C. Nie będę rozpisywać się więcej w tym temacie. Każdy po książkę może sięgnąć i wyrobić sobie własne zdanie. Ja wciąż nad swoim pracuję i zgłębiam wiedzę o interesujących mnie zagadnieniach w różnych źródłach, bo do zdrowia należy podchodzić mądrze. Ślepa wiara może być zgubna. Wiem jednak, że witaminy to podstawa. Oczywiście najlepsze są te naturalne. Dbam więc o to, by o tej porze roku było ich w naszej diecie jak najwięcej.
Idealnym źródłem witaminy C jest dzika róża. Mój tato zebrał jej dla mnie sporą ilość, a ja spędzając przy tym kilka ładnych godzin usuwałam z niej pestki. Wysuszone owoce trafiły do słoika. Teraz codziennie robię z nich zdrową herbatę, dosładzając naturalnym miodem.
Jesień wciąż jest taka piękna, więc wczorajszą herbatkę popijałam w ogrodzie. Wystawiałam twarz do słońca, by złapać jeszcze choć trochę witaminy D. Oczywiście wszystko musiałam uwiecznić na zdjęciach.
Na koniec jeszcze jedna informacja. Zauważyłam właśnie, że to mój setny post. Chyba muszę sobie pogratulować hihihi.
Pozdrawiam Was moje wierne czytelniczki i życzę pięknego weekendu. Nie wiem kiedy znowu się pojawię, ale obiecuję zrobię to na pewno :)))
Beti
czwartek, 18 czerwca 2015
Wakacji czas
Nie jestem na bieżąco i ubolewam nad tym bardzo. Choć chęci mam szczere to jednak natłok codziennych zajęć tak wymęcza moje ciało, że wieczorem zasypiam z tabletem w ręku. Wertuję tylko czytelniczą listę i sprawdzam ile wpisów znów straciłam. Na horyzoncie wakacje i choć to nie ja kończę szkołę czuję się dużo lepiej ze świadomością, że przez jakiś czas będę wolna. Koniec z pobudką sterowaną budzikiem, koniec ze śniadaniami szykowanymi i konsumowanymi na czas, koniec z ubraniami przygotowywanymi wieczorem i wreszcie koniec z pomocą przy odrabianiu lekcji. Po prostu przez calutkie dwa miesiące luz w tyłeczku jak mówi mój synalek. Jupiiiii, będę wolna !!!!!! Zajmę się wreszcie tym co lubię, poczytam książki, pojeżdżę na rowerze i będę chłonąć lato każdą częścią mego umęczonego ciała.
Będę krzątać się po kuchni i szykować letnie smakołyki. Postaram się sporą ich część zachować na chłodniejsze czasy. Już nawet zaczęłam pierwsze prace. Mąż zakupił zamrażarkę, której pierwszą szufladę wypełniłam truskawkami. Jest w niej jeszcze miejsce na maliny, borówki, bób, śliwki i grzyby ze zbiorów mojego taty. Zrobiłam też pierwsze dżemy truskawkowe, część z dodatkiem rabarbaru, a część z agrestem. Do tej kolekcji dołączy jeszcze miks truskawkowo-bananowy.
W tym roku moja jabłoń oliwka bardzo dobrze zaowocowała. Chyba wystraszyła się groźby, że zostanie ścięta, a na jej miejsce trafi nowe drzewko. Jeżeli żaden grad nie stłucze jabłuszek będzie co upychać w słoiki.
W ogrodzie mam też dwa krzaczki porzeczek, które rosły tu zanim kupiliśmy działkę. Przetrwały budowę i równanie terenu, a teraz obdarowują nas co rok pysznymi owocami. One też trafią w zamrażalnik, a potem do garnka na kompot lub w piekarnik pod kruszonkę.
Przyjdzie też pora na maliny, z których zrobię sok i domową nalewkę.
Uwielbiam ten czas i choć pracy będzie sporo, akurat ja tak wypoczywam. Cieszą mnie pełne półki w spiżarce, a do tego mam świadomość, że owoce z mojego ogrodu są w stu procentach pewne, więc zimową porą podam dzieciom samo zdrowie. Zanim pojawią się kolejne przetwory przedstawiam dżem w roli głównej. Zapraszam również na mój Instagram gdzie bywam zdecydowanie częściej niż na blogu, taka mała rekompensata :))
Buziaki dla Was, moich wiernych czytelników :)
Będę krzątać się po kuchni i szykować letnie smakołyki. Postaram się sporą ich część zachować na chłodniejsze czasy. Już nawet zaczęłam pierwsze prace. Mąż zakupił zamrażarkę, której pierwszą szufladę wypełniłam truskawkami. Jest w niej jeszcze miejsce na maliny, borówki, bób, śliwki i grzyby ze zbiorów mojego taty. Zrobiłam też pierwsze dżemy truskawkowe, część z dodatkiem rabarbaru, a część z agrestem. Do tej kolekcji dołączy jeszcze miks truskawkowo-bananowy.
W tym roku moja jabłoń oliwka bardzo dobrze zaowocowała. Chyba wystraszyła się groźby, że zostanie ścięta, a na jej miejsce trafi nowe drzewko. Jeżeli żaden grad nie stłucze jabłuszek będzie co upychać w słoiki.
W ogrodzie mam też dwa krzaczki porzeczek, które rosły tu zanim kupiliśmy działkę. Przetrwały budowę i równanie terenu, a teraz obdarowują nas co rok pysznymi owocami. One też trafią w zamrażalnik, a potem do garnka na kompot lub w piekarnik pod kruszonkę.
Przyjdzie też pora na maliny, z których zrobię sok i domową nalewkę.
Uwielbiam ten czas i choć pracy będzie sporo, akurat ja tak wypoczywam. Cieszą mnie pełne półki w spiżarce, a do tego mam świadomość, że owoce z mojego ogrodu są w stu procentach pewne, więc zimową porą podam dzieciom samo zdrowie. Zanim pojawią się kolejne przetwory przedstawiam dżem w roli głównej. Zapraszam również na mój Instagram gdzie bywam zdecydowanie częściej niż na blogu, taka mała rekompensata :))
Buziaki dla Was, moich wiernych czytelników :)
wtorek, 26 maja 2015
Dzień matki :)
Za wszystkie buziaki, przytulasy, uściski i laurki, lodowy deser dla moich słoneczek w dniu naszego wspólnego święta.
Jak dobrze być mamą !!!
Jak dobrze być mamą !!!
wtorek, 31 marca 2015
Wielkanoc na stole
Nie miałam okazji pokazać Wam świątecznych aranżacji mojego stołu. Same wiecie jak to jest, do końca trwają przygotowania i trudno znaleźć czas by pstryknąć parę zdjęć. Postanowiłam więc tym razem przed czasem przystroić stół i podzielić się z Wami moimi pomysłami.
Zwykle na kilka dni przed godziną zero powstaje w głowie jakaś ogólna koncepcja aranżacji, która w trakcie realizacji jest mniej lub bardziej modyfikowana. Lubię to zajęcie, dla mnie to prawdziwa zabawa. W ruch idą wszelakie naczynia, obrusy, serwetki i inne dodatki. Tak naprawdę nigdy do końca nie wiem co z tego wszystkiego powstanie i jaki będzie końcowy efekt. Wczoraj układałam tak i przestawiałam dobrą godzinę i pewnie trwało by to dłużej gdyby nie nadciągające chmury. Musiałam więc przerwać zabawę i wziąć się do fotografowania. Oczywiście przed deszczem nie zdążyłam.
Jeżeli macie ochotę napiszcie jak dekorujecie stoły, czy ma dla Was znaczenie oprawa, czy nie przywiązujecie do tego dużej wagi. A może przyślijcie do mnie zdjęcia Waszych wielkanocnych stołów. Po świętach stworzę z tego mały przegląd w ramach inspiracji.
A teraz zapraszam do oglądania.
Zwykle na kilka dni przed godziną zero powstaje w głowie jakaś ogólna koncepcja aranżacji, która w trakcie realizacji jest mniej lub bardziej modyfikowana. Lubię to zajęcie, dla mnie to prawdziwa zabawa. W ruch idą wszelakie naczynia, obrusy, serwetki i inne dodatki. Tak naprawdę nigdy do końca nie wiem co z tego wszystkiego powstanie i jaki będzie końcowy efekt. Wczoraj układałam tak i przestawiałam dobrą godzinę i pewnie trwało by to dłużej gdyby nie nadciągające chmury. Musiałam więc przerwać zabawę i wziąć się do fotografowania. Oczywiście przed deszczem nie zdążyłam.
Jeżeli macie ochotę napiszcie jak dekorujecie stoły, czy ma dla Was znaczenie oprawa, czy nie przywiązujecie do tego dużej wagi. A może przyślijcie do mnie zdjęcia Waszych wielkanocnych stołów. Po świętach stworzę z tego mały przegląd w ramach inspiracji.
A teraz zapraszam do oglądania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)