Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 listopada 2011

A tymczasem w Australii...

...znajduje się taki oto piękny dom. Lubię nowoczesne wzornictwo i nowoczesną architekturę, nie powiem, dlatego i ten dom mi się spodobał. Trudno oczywiście żeby się nie spodobał - z takim widokiem na ocean i na dodatek w Australii. No i ta otwarta przestrzeń. Mogłabym tu mieszkać. Zwłaszcza, że Antypody - Australia i Nowa Zelandia - to moje wielkie marzenie. Gdybym mogła wybrać jedno miejsce, które najbardziej na świecie chciałabym zobaczyć, to pewnie byłoby gdzieś tam. Mogłabym zatrzymać się np. w takim domu, dlaczego nie? :) Ech, czym byłby świat bez marzeń, prawda? Wolicie nowoczesne domy czy takie w starym stylu? I gdzie byście pojechali, gdybyście mieli nieograniczony budżet? Czekam na Wasze marzenia:)

A tymczasem wspomniany dom. Zdjęcia: John Gollings. Zdjęcia pochodzą z serwisu Openbuildings.com, a ja zwinęłam je bezczelnie (choć z podaniem źródła) z serwisu Homedsgn.com.





















środa, 12 października 2011

Mieszkać w domku hobbita

Muszę, po prostu muszę podzielić się tym znaleziskiem. Dom jak z bajki. Albo może jak z "Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena, mojej ukochanej książki wszechczasów. Zjawiskowy i jedyny w swoim rodzaju. Tak naprawdę to nie dom mieszkalny, a hotel. Nazywa się Magic Mountain Lodge i znajduje w Patagonii. Mieszkańcy dostają się doń po moście linowym, a dodatkową atrakcją jest fakt, że codziennie z dachu spada ogromna kaskada wody nawadniająca roślinki. Podobno główni klienci to ekoturyści poszukujący mocnych wrażeń w spotkaniach z lokalnymi pumami lub podziwiający miejscowe wodospady... Jak dla mnie sam hotel też świetnie się nadaje do podziwiania.
Zdjęcia pochodzą z serwisu www.inhabitat.com. Można je zobaczyć tutaj.





A propos "Władcy Pierścieni" - z zapałem śledzę prace nad ekranizacją "Hobbita". Dla chętnych - sporo informacji na hobbickim profilu na Facebooku - http://www.facebook.com/#!/TheHobbitMovie.
I już nie a propos - na naszym portalu Dobrzemieszkaj.pl znaleźć można bardzo fajny wywiad z autorką bloga "Z potrzeby Piękna". Zobaczcie, co miała do powiedzenia, bo naprawdę warto:) Link do wywiadu jest tutaj.  Dzisiaj pojechał też do druku kolejny numer papierowego wydania Dobrze Mieszkaj - niedługo wrócę z kolejnymi wieściami w związku z tym:)

piątek, 9 września 2011

Dom-wodospad?

Domy, wiadomo, bywają różne. Wielkie i małe, ładne i brzydkie. Ale gdyby ktoś miał mnie spytać o te najpiękniejsze, to ten z pewnością byłby w pierwszej piątce. Nazywa się Fallingwater i znajduje się w Pensylwanii. Zaprojektował go jeden z największych architektów XX wieku - Frank Lloyd Wright, twórca m.in Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku. Przyświecała mu idea architektury organicznej, stopionej z naturą, co, jak widać potraktował dosyć dosłownie - pod domem przepływa wodospad, świetnie widoczny - dzięki przeszkleniom - także wewnątrz domu. Dom powstał dla przedsiębiorcy i filantropa, Edgara J. Kaufmanna. To chyba jeden z najbardziej znanych domów na świecie, miejsce pielgrzymek zafascynowanym nim turystów i miłośników architektury, nie tylko modernistycznej. Jak dla mnie fantastyczny, choć wnętrze kompletnie mi się nie podoba. Ale to położenie, ten kamień, ten kojący szum wody...Sam architekt by długi czas ulubieńcem mediów, niestety głównie ze względu na swoje dramatyczne życie osobiste - w 1914 roku służący w jego domu zamordował drugą żonę architekta, dwoje jej dzieci i kilkoro innych osób, a samą rezydencję podpalił (tak swoją drogą, żon miał Wright w ciągu całego życia chyba z osiem).
Fallingwater został wybudowany  w 1937 roku za ogromną sumę pieniędzy (sporą część z nich zgarnął architekt). Do dziś może budzić podziw - i pomysłem, i wykonaniem. Zresztą, zobaczcie sami. Zdjęcia pochodzą z serwisu Architekturefantasy.com. Znaleźć tam można również artykuł o tym niezwykłym domu. O tutaj. Fallingwater można zwiedzać. Tutaj znajduje się oficjalna strona domu i jeszcze więcej zdjęć.












piątek, 12 sierpnia 2011

Ta obrzydliwa natura

Nie wiem, jak wy, ale ja, patrząc na polskie domy (i ich mieszkańców), bardzo często mam smutną refleksję, że wielu z nas z przyrodą, naturą czy jak ją nazwać jest, delikatnie mówiąc, na bakier. Wszystko, co jest zielone, ma jakieś tam korzenie i listki albo na przykład futerko, pióra, oczka i  nóżki czy skrzydełka, a jednocześnie nie da się tego szybko i łatwo przerobić na paszę lub opał, budzi w wielu z nas niechęć lub przynajmniej chęć przystosowania do swoich wymagań, przerobienia na swoją nutę, ucywilizowania, okiełznania tej bujności przyrody, nad którą nie jesteśmy w stanie zapanować.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że generalizuję, ale z bliższej  lub dalszej okolicy dociera do mnie wiele smutnych przykładów. Działkę obok mojego domu kupili niedawno młodzi sąsiedzi i co zrobili najpierw? Wycięli wszystkie drzewa!! Wszystkie! Co do jednego! W maju na miejskich trawnikach wystarczy tylko, że zakwitną żółte mlecze, a migiem, biegiem po prostu wyjeżdżają kosiarki służb miejskich, które je koszą. Przed naszym domem błąka się właśnie kolejny wyrzucony z samochodu "pupil", a jego rodzina bawi się pewnie w najlepsze na wakacjach, pocieszając się, że "ciepło jest, nie zdechnie". Lasek, w którym się bawiłam jako dziecko, przeobraził się w gigantyczny dół, w którym ma stanąć supermarket. Śmieci w lasach, przez które przejeżdżam jadąc do pracy, czekają na miłosierne dzieci, które je posprzatają w ramach "Sprzątania świata" lub innej akcji, która nie zda się oczywiście na nic, bo przykład idzie z góry. Byliśmy ostatnio na spacerze nad rzeką, siedział koło nas pewien pan, sączył sobie napój z puszki, a kiedy skończył, cisnął je po prostu do rzeki i poszedł sobie. Kiedy posadziliśmy obok naszego domu kilka drzew liściastych (brzozy, dęby, klony, jeden mały buczek) spotkaliśmy się z pełnymi politowania spojrzeniami - "Przecież trzeba będzie non stop grabić liście, nie lepiej posadzić tujki-miniaturki?"
A no właśnie - tujki-miniaturki, trawnik wystrzyżony do 3 cm, chwasty wypalane środkami chemicznymi - wszystko pod linijkę, tak aby broń Boże nie stracić kontroli nad całą tą zielenią, która nas otacza. Ech, nie jest dobrze, kochani. A przecież pochodzimy z ogrodu, prawda? Tylko mocno się już pogubiliśmy.
 Tak na poprawę humoru - zdjęcia domu w lesie. I żaden tam rustyk, suszące się ziółka czy koronkowe firaneczki - sama nowoczesność. Nie każdy to lubi, ale ja jestem pod wrażeniem. Właściciele kupili działkę w lesie i postawili jeden warunek architektom - nie mogę wyciąć żadnego drzewa! No i zobaczcie, jak to się skończyło! Jestem zbudowana:) Chętnie pokazałabym to moim sąsiadom, ale pewnie im się nie spodoba:)

Autorzy projektu to Martin Fernandez de Lema i Nicolas Moreno Deutsch. Zdjęcia pochodzą z fajnego serwisu Homedsgn.com. Znaleźć je można tutaj.