Lubicie kolor czerwony? Ja bardzo, to chyba jeden z moich ulubionych kolorów, i we wnętrzach, i w modzie. Ostatnio w ogóle sporo myślę o kolorach i ich oddziaływaniu na człowieka. Dużo o tym piszemy w Dobrze Mieszkaj, a że wczoraj wyjechał do drukarni najświeższy numer, więc "kolorystycznie" jestem na bieżąco. Lubię żywe, mocne kolory - energetyczny czerwony, soczysty pomarańczowy, fiolet, turkus. Jedyna barwa, jakiej szczerze nie znoszę, to miętowy zielony. Nie cierpię i już! Cierpnie mi skóra, jak o nim pomyślę, brr. Obrzydliwy, oślizgły miętowy. Cała reszta do zaakceptowania.
Kolory to w ogóle fantastyczny temat, można go drążyć i drążyć... Jak to jest, że niektóre podobają nam się bardziej, a inne mniej? Niby wiadomo, że czerwony to kolor magii, życia, siły, zielony ma właściwości uspokajające, patrzenie na błękit obniża ciśnienie (podobno udowodnione naukowo:), a pomarańczowy podnosi apetyt, ale ile jeszcze zagadek kryje przed nami ludzki umysł? Wiedzieliście chociażby, że pewne kolory zaczynamy lubić dopiero w starszym wieku? Że im człowiek starszy, tym bardziej lubi kolory chłodne - niebieskie, zielone, co wiąże się podobno z innymi proporcjami widzenia fragmentów widma światła białego? A jeśli dodać do tego, że generalnie wszystkie kolory postrzegamy subiektywnie, czyli że każdy widzi kolor, ale każdy trochę inaczej, to w ogóle mamy o czym myśleć. Tak więc siedzę i rozmyślam:) Znalazłam też dom, którego właściciele z pewnością lubią czerwień. Nie wiem jednak, czy mi się tak właściwie podoba czy nie. Niby ma sporo ciekawych pomysłów, ogromną przestrzeń, której można tylko zazdrościć, intrygujący i modny loftowy klimat, ale... Chyba jednak nie mogłabym tak mieszkać, mimo mojej miłości do czerwieni. Trochę za dużo czerwonego w czerwonym. Ale podziwiać mogę. Zdjęcia tego mieszkania pochodzą ze strony agencji Mires. Można je znaleźć tutaj.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mires. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mires. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 7 lutego 2012
środa, 6 lipca 2011
Kto się boi Gargamela?
Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, najbardziej na świecie chciałam mieszkać w domu z okrągłą wieżą, koniecznie z basztami, małymi okienkami - no w zamku lub zameczku, co tu kryć. Domy z wieżą uważałam za szczyt luksusu i dobrego smaku. Trochę się od tego czasu zmieniło, nie da się ukryć, ale do tej pory domy z wieżami budzą we mnie swego rodzaju niezdrową fascynację.
W miejscowości, w której mieszkam, postawiono ostatnio jeden taki minizameczek z obowiązkową okrągłą wieżą - stoi sobie na środku typowej podlaskiej łąki, patrzą na niego ze spokojem typowe podlaskie krowy. No wypisz wymaluj siedziba Gargamela z Podlasia. Za każdym razem, kiedy obok niego przejeżdżamy, mam ochotę zajrzeć do środka i poszukać niesfornych Smerfów:) Wyobrażacie sobie, jak komiczną siłę rażenia ma Gargamelowa siedziba wśród podlaskich krajobrazów, starych chat, klimatów niczym z "U Pana Boga za piecem?"?
Można by tu snuć złowróżbne prognozy dotyczące fatalnego architektonicznego gustu Polaków, można by narzekać na rażący brak spójności krajobrazu z wizją architekta. A można po prostu zamiast marudzić - szczerze się pośmiać. Co i ja czynię. I nawet nie złośliwie - może podlaski Gargamel miał taką fascynację zamkami z dzieciństwa jak ja i musiał, po prostu musiał spełnić swoje największe dziecięce wrażenie. W tym wypadku trzeba gratulowac wytrwałości:) Zdjęcia nie zdążyłam zrobić, ale jak nadrobię te zaległości, od razu go wrzucę jako ilustrację.
A tymczasem dla zainteresowanych - znalazłam prawdziwy zamek Gargamela - i to w otoczeniu jak najbardziej adekwatnym, bo w rumuńskich Karpatach. Wyobraźcie sobie - góry, ciemny bezlistny las. I nagle stajecie oko w oko z takim domem... Mocna rzecz. Gdyby ktoś chciał poczuć się Gargamelem albo może raczej Hrabią Draculą, można go kupić! :) Zdjęcia pochodzą ze strony francuskiej agencji Mires. Od razu dodam, że nawet mi się podoba, a jego wiek i klimatyczne otoczenie sprawia, że wydaje się bardzo na miejscu. Choć mieszkać bym w nim nie chciała za nic, brr... Już nawet nie chodzi o dom, ale ten las...
W miejscowości, w której mieszkam, postawiono ostatnio jeden taki minizameczek z obowiązkową okrągłą wieżą - stoi sobie na środku typowej podlaskiej łąki, patrzą na niego ze spokojem typowe podlaskie krowy. No wypisz wymaluj siedziba Gargamela z Podlasia. Za każdym razem, kiedy obok niego przejeżdżamy, mam ochotę zajrzeć do środka i poszukać niesfornych Smerfów:) Wyobrażacie sobie, jak komiczną siłę rażenia ma Gargamelowa siedziba wśród podlaskich krajobrazów, starych chat, klimatów niczym z "U Pana Boga za piecem?"?
Można by tu snuć złowróżbne prognozy dotyczące fatalnego architektonicznego gustu Polaków, można by narzekać na rażący brak spójności krajobrazu z wizją architekta. A można po prostu zamiast marudzić - szczerze się pośmiać. Co i ja czynię. I nawet nie złośliwie - może podlaski Gargamel miał taką fascynację zamkami z dzieciństwa jak ja i musiał, po prostu musiał spełnić swoje największe dziecięce wrażenie. W tym wypadku trzeba gratulowac wytrwałości:) Zdjęcia nie zdążyłam zrobić, ale jak nadrobię te zaległości, od razu go wrzucę jako ilustrację.
A tymczasem dla zainteresowanych - znalazłam prawdziwy zamek Gargamela - i to w otoczeniu jak najbardziej adekwatnym, bo w rumuńskich Karpatach. Wyobraźcie sobie - góry, ciemny bezlistny las. I nagle stajecie oko w oko z takim domem... Mocna rzecz. Gdyby ktoś chciał poczuć się Gargamelem albo może raczej Hrabią Draculą, można go kupić! :) Zdjęcia pochodzą ze strony francuskiej agencji Mires. Od razu dodam, że nawet mi się podoba, a jego wiek i klimatyczne otoczenie sprawia, że wydaje się bardzo na miejscu. Choć mieszkać bym w nim nie chciała za nic, brr... Już nawet nie chodzi o dom, ale ten las...
Subskrybuj:
Posty (Atom)